Home Blog Opinie i felietony Thriller: O pierwszej takiej kradzieży i o tym, co było trochę później...

Thriller: O pierwszej takiej kradzieży i o tym, co było trochę później…

Autor: Marcin Nowak | czwartek, 26.09.13 | 14 komentarzy

Podróżując Czerwonym Wehikułem z Bratysławy, rozważamy właśnie jak wiele zależy czasem od jednego człowieka. Naprawdę wiele.
Trwa ostatni etap naszej wieloodcinkowej podróży. Postanowiliśmy zrobić wpis o tych wydarzeniach. Taki terapeutyczny i przestrzegający. Założyłem słuchawki, zapuściłem „The Greatests Hits” Michaela Jacksona i „Thriller”. Ustalamy wspólnie, że „tak, opiszemy to”. Tak było…

Palermo ulica wieczor


Akt 1

Zachód slońca przechodzi w pełnię, północna Sycylia

Scena 1
Człowiek bez ręki jest bardzo miły i ciagle sie uśmiecha, ale kategorycznie odmawia nam możliwości przespania się na dworcu w Palermo, wymachując kluczami. „Domani matina”. Tak, domani matina planujemy już lecieć – myślimy

Scena 2
Dziadek Alberto mówi, że nie ma naszego przewodnika, w którym były pocztówki i spały dwa nasze papierowe motyle. Zawód, myśleliśmy że na pewno zostały w schronisku. Idziemy bez ładu i składu po Palermo. Jest około 22.00. Znanymi nam już dobrze placami i ulicami próbujemy wrócić w okolice dworca

Scena 3
Drogę na przejściu przy głównej ulicy zajeżdża nam skuter, mijają mnie i praktycznie rozjeżdżają Anię. Szarpanina, krzyk i po chwili śmigają już w boczną Via Livorno. Biegnę, ale co to za bieg. Z plecakiem 10kg. Po drodze krzyczę po włosku i angielsku, jednak na drodze złodziejskiego duetu jedynie dwóch pakistańczyków o twarzy dziecka i jeden Włoch, rozmawiający chyba z mamą przez telefon. Czyli porażka, nikt się nie przydał, uciekli. Wszystko trwa maksymalnie 30 sekund. Od razu telefon do Karabinieri i na Policję. Ania w szoku, powtarza tylko, że nie wróci. To możliwe. Ukradli dokumenty, karty bankomatowe, telefon. Jeden jedyny raz miała te trzy rzeczy razem. Zazwyczaj trzymamy osobno. W klatki wychodzi ogromny miśiowaty facet i mówi, że dzwoni na policję. Powiedziałem, że już dzwoniłem a on „spokojnie, pozwól, że ja zadzwonię i załatwię to po swojemu”. Był kategoryczny, kazał im stawić się za 5 minut. Przepraszał nas w imieniu mieszkańców. Przeprosiny numer 1.

Scena 4
Komenda główna policji w Palermo. Dwóch młodych policjantów wcześniej spisując nas z kolorów, ust, oczu złodziei oddali nas we władanie szefa. Dziwny gość. Poruszał się jak leniwiec i wisiała mu dolna warga. Byliśmy wciąż w lekkim szoku. Policja wystawiła nam oficjalne Denuncio, czyli dokumenty zastępcze. Rano przecież lecimy. Przy okazji było trochę walki z ksero. Zepsuł sie toner. Zeszło się 4 policjantów. Ania naprawiła
– gdzie mój telefon? A tam, podacie?
– gdzie kartki? O, tam, podacie?
– czy zlodzieje byli imigrantami? Widzę północnoafrykańskie rysy policjanta i pełno ulotek na biurku z marokańskim żarciem. Odpowiadam: yyyy niekoniecznie. Prawda jest taka, że nie zapamiętaliśmy. Przeprosiny numer 2,3,4

Akt 2

Parna noc w Palermo. Wyjątkowo pusto, tylko ryk motorynek i chichot prostytutek, które zbierają się na rogach.

Scena 1
Policja podwozi nas pod dworzec. Postanawiamy przeczekać w knajpie. Bus do Birgi mamy o 3.00. Kelner pierwszej Pasticerii zaprasza nas. Pytam o godziny otwarcia, niestety zaraz zamykają, opowiadam co się stało. Zmienia minę, proponuje byśmy poszli do baru na rogu, jest całodobowy.

Scena 2
Nigdy nie przypuszczaliśmy, że w nocy o północy a nawet później tylu ludzi może mieć ochotę na kawę, drożdżówki i herbatę. Dostajemy kąt w barze, czekamy i obserwujemy, przez ten czas przewinęło się tu chyba 300 ludzi. Na kawę, na loterię, na jędnorękich bandytów. Większość poznaje naszą historię. Przeprosimy numer naście i dziesiąt. – Kawa na koszt firmy, a może wody? A może ciasto? A może coś ciepłego? On stawia – pokazuje barman na szefa baru, który się uśmiecha i przeprasza. Historię opowiedział kelner z poprzedniego lokalu.
Blokujemy telefonicznie karty płatnicze i telefon w  Play. Wszystko wydaje się zabezpieczone.

Scena 3
Idziemy na dworzec autobusowy w eskorcie dwóch sympatycznych gostków. Tam „przejmuje” nas chłopak z Terravision, świetnie mówi po angielsku, był rok temu z kumplami w Krakowie. „Przepiękne miasto”. I przeprosiny numer 50

Akt 3

Słońce wschodzi nad Sycylią. Lotnisko Trapani Birgi

Scena 1
Idziemy od razu do biglieterii do biura lotniskowego. Wcześniej dzwoniłem na informację lotniskową. Wszystko idzie dobrze, dostajemy specjalny stempelek na kartę pokładową, pokazujemy nasze poprzednie karty pokładowe, dostajemy obietnicę, że wylecimy. Tak też się stało. Ufff

PORADA 1 : Warto mieśc z sobą wszystkie karty pokładowe, nawet po przedarciu. Pomogły one nam udowodnić, że kilka dni temu przylecieliśmy na południe i teraz wracamy. A nie na odwrót. To było ważne. Tak samo dokumenty z policji i kopia ksero dowodu Ani. Wszystko sprawiło, że wyglądaliśmy wiarygodnie. Ponadto powiedziano nam, że dzięki temu, że mamy bagaż podręczny da się to tak szybko załatwić. Aaaa. Telefony do konsulatu w Palermo i ambasady w Rzymie nie działały. Ale to logiczne. Była noc. Ponadto konsulat w Palermo pracuje we wtorki i czwartki. Więc nie polegajcie tylko na kontakcie z naszymi placówkami.

Akt 4

Słonecznie w Bergamo

Scena 1
Jesteśmy w Bergamo na lotnisku Orio Al Serio. Tak samo… od razu idziemy do Ticket Office Ryanaira w tym samym celu. Jest już trudniej, ale pokazujemy, jak to udało nam się załatwić w Trapani. Czekamy 30 minut, robią kopie dokumentów, rozmowa telefoniczna z supervisorem lotniska. Mamy potwierdzenie, że się uda wrócić, nie mam się martwić. Napięcie spada…

Scena 2
Jedziemy do Bergamo na stare miasto. Mamy 5 godzin. Chcemy dla Was zrobić wpis na bloga o ukrytych skarbach tego pięknego miasta. Ale jakoś nie umiemy się skupić, nie wychodzą za dobre zdjęcia, nie mamy pomysłu na miejsca. Sami rozumiecie. Wracamy na lotnisko na 3h przed wylotem. Dla pewności.
Odlot do Bratysławy o 15.00, stoimy w kolejce, wracają nerwy. Na bramkach młoda dziewczyna, bardzo młoda. Nie wpuszcza nas, każe czekać na szefa. Po chwili przychodzi druga, ta  „z tych wredniejszych”. Słyszymy w końcu w rozmowie teledonicznej „ambasada” i uginają się przed nami nogi. „Nie polecicie, nie wolno, policja, zakaz”. Na przemian po włosku i angielsku zaczynam wyrzuty. Przecież rano było wszystko okej! Nie odpuszczamy. Czas leci, kategoryczna odmowa, kończy się odprawa. Nie ma co ukrywać – wilgotnieją oczy. Żądam rozmowy z kierownikiem odpraw. Jest niby zajęty. W końcu przychodzi. za 5 minut odlot. Tłumaczę wszystko, w nerwach nieźle mi idzie po włosku. Przechodzę jednak na angielski.

Scena 3
Wszystko kończy się tak, że biegniemy do autobusu pod samolot. Wchodzimy na minutę przez odlotem. Co się okazało… Poranna zmiana nie przekazała naszej sprawy zmianie popołudniowej, aczkolwiek teoretycznie chodziło o kraj powrotu. Wracaliśmy do Bratysławy, zamiast do Polski. Ostatecznie szef ochrony „typowy Włoch” o szczupłej twarzy, mówi do nas „wchodźcie” i gratuluje. Młodsza dziewczyna się rozpłakała… Wredniejsza nawet nie spojrzała.
Czego gratuluje? Chyba tego, że rzuciłem wszystko na jedną kartę i powiedziałem, że Ania jest w ciąży. Może to pomogło? A może telefon do porannej zmiany? Nie wiem już. Ale musiałem…

PORADA 2: W tej sytuacji dowiedzieliśmy się kilku spraw. Jeśli nie macie dokumentów, generalnie nie polecicie nigdzie międzypaństwowo. Wyjątkiem może być powrót do kraju wylotu, ale to też zależy od szczęścia i humoru „bramkarek”. Przecież lecieliśmy na Słowację. Tłumaczyłem, że to rzut kamieniem od Katowic i dlatego… Odpowiadały, że „policja, policja”.
Prawda jest też taka, że policja nie ma nic do tego. Dziewczyny chciały nas zbyć, abyśmy poszli na lotniskową policję. Wtedy pewnie zamknęłyby bramki.
Znów pomogły kopie dowodów, również ta doczepiona przez policję w Palermo do dokumentu „Denuncio”. Jest nawet napisane na www, że Ryanair nie uwzględnia żadnych dokumentów zamiast dowodu lub paszportu. Więc to był fuks? Ale poparty udokumentowaną historią i papierami. Generalnie – podobno tylko możliwe na powrót do kraju.

Epilog i 5 zasad

Pomyślicie „wtf, po co się chwalą tym, że coś takiego im się przydarzyło???”
No tak, ale po co ten blog? Ten wpis powstał po to, by trochę terapeutycznie zapomnieć o sprawie i opisać Wam, coś, co po prostu może się przydarzyć. Po to, by uświadomić, że nie wolno się poddawać, bo czasami jest tak, że naprawdę mamy rację (czy mieliśmy), jednak wszystko zależy od wyobrażeń i interpretacji jednego człowieka. I po to, by doradzić, a właściwie wspólnie sobie przypomnieć, że:

– Trzeba zawsze brać z sobą kopię dokumentu tożsamości. Profilaktycznie. Bez tego, chyba by nam się nie udało i utknęlibyśmy we Włoszech. byłoby bardzo średnio. Zwłaszcza, że w poniedziałek do pracy.

– Nie trzymać dokumentów tożsamości razem z kartami itd. Wiemy, to był błąd, zawsze trzymamy je osobno, część w portfelu część, gdzieś w środku plecaka. Akurat teraz… Po prostu pech roku.

– Wystrzegać się torebek. Ta, na drobnostki podręczne też była zawsze schowana w plecaku, gdy mamy plecak na plecach. Luzem jedynie na tzw „wolne spacery”. Tym razem chwilowo była na szyi, pod bluzą. To nie wystarczyło.

– Dzwonić od razu na policję i walczyć o dokument potwierdzający kradzież. To ważniejsze na początek nawet, niż kontakt z polskimi placówkami dyplomatycznymi. Co do dostępności telefonicznej trzeba mieć dystans.

– Trzymać z sobą swoje karty pokładowe (wszystkie) i bilety lotnicze. Aż do powrotu do domu. Bardzo nam to pomogło.

Nikomu nie życzymy jednak takich „przebojów”. Zwłaszcza, gdy wszystko zależy od jednej osoby. Słowem: jednej!

Kurtyna

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Wpis z kategorii: Opinie i felietony - wpisany przez Marcin Nowak , Tagi:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 14

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Julek napisał(a):

    Bardzo Wam współczuję, artykuł mega przydatny i myślę, że nie tylko na Sycylię. Moje obserwacje po podróżach są takie, że turysta wszędzie jest chodzącym celem ataku miejscowych złodziejaszków. A Wasze podpowiedzi mogą to ryzyko jeśli nie zminimalizować to przynajmniej zapewnić większy komfort po zajściu – oby nie

  2. Natalia Heczko napisał(a):

    moje doświadczenia podpowiadają też, że dobrze wozić ze sobą zdjęcia paszportowe, przydają się gdy trzeba bardzo szybko wyrobić paszport tymczasowy /jeśli ambasada jest akurat czynna, oczywiście/ 😉

  3. Aurelian napisał(a):

    bardzo fajny wpis , pomaga , gratulacje

  4. Szymon Nitka napisał(a):

    E tam dokumenty – to tylko jeszcze jedna przeszkoda do przeskoczenia i podróżniczy level wyżej…

    … gratulować trzeba! :]

  5. Joanna napisał(a):

    Oczywiście jakbyście nie wyjechali, to by Was nie spotkało, a tak to macie sprawdzone w praktyce powiedzenie „co trafia na Sycylię zostaje na Sycylii” 😉 Głowa do góry, dokumenty się wyrobią, torebki odkupią, to tylko rzeczy. Zobaczcie ile doznaliście życzliwości od innych, to rekompensuje. Mieliśmy przykre doświadczenia w Indonezji, USA, na Ukrainie i ciągle mamy bardzo pozytywne zdanie o tych miejscach. Na jednego cwaniaka jest zawsze tuzin uczciwych.

  6. Sylwia napisał(a):

    Zawsze się człowiekowi wydaje, że jest wystarczająco ostrożny i uważa że nic mu się w związku z tym nie przytrafi a tu wystarczy jeden moment zapomnienia… :/ Całe szczęście że nic Wam nie jest i udało Wam się wrócić.

    Mówiąc o wystrzeganiu się torebek masz na myśli damskich torebek (na ramię) czy torebek na szyję na dokumenty? A jak kwestia aparatu – gdzie go nosicie spacerując po mieście? Ja zawsze się właśnie o niego boję podróżując – no bo w końcu jak lustrzanka wisi na szyi czy ramieniu to zwraca uwagę i jakby się postarać to pasek dałoby się sprawnym ruchem odciąć. Całe szczęście nas do tej pory nic takiego nie spotkało imam nadzieję że nie spotka bo włamanie do naszego mieszkania przeżyłam ciężko, pewnie taką kradzież też bym odchorowała… Ale mimo wszelkich nadziei w podróży zawsze mamy podwójny zestaw dokumentów i kopie wszystkiego, staramy się też rozmieszczać strategiczne rzeczy w różnych miejscach, tak na wszelki wypadek – inaczej sobie nie wyobrażam.

    • Marcin Nowak napisał(a):

      To była mała damska torebka ale schowana pod bluzą – mimo wszystko zauważyli 🙁
      Aparat zawsze staramy się nosić w plecaku – dla niepoznaki.

  7. Aleksandra napisał(a):

    Moim rodzicom ukradli kiedyś paszporty (trzy) na Ukrainie – podróżowali pociągiem, więc problem był dość duży. Na szczęście dało się załatwić wszystko w ambasadzie, a pieniądze były w drugiej kieszeni 😉
    Natomiast we Włoszech się zawsze czułam bardzo bezpiecznie – dzięki za rady, będę uważać…

    • Marcin Nowak napisał(a):

      Włochy są bezpieczne, generalnie powyżej linii Neapol – Bari. To moje zdanie. W Toskanii ludzie bez problemu zostawiają domy otwarte, by się wietrzyły. Poniżej są dosyć powszechne właśnie tzw mafijki skuterowe. Drugie takie miejsce na świecie to Azja Pd-Wsch.
      Choć generalnie dużo się zmieniło po pewnych – delikatnie mówiąc – zmianom etniczno/demograficznym. Albania, Ukraina, Rumunia, Mołdania, Maroko, Libia, Somalia. Ale to już temat na osobną rozmowę

  8. Hanna Sobczuk napisał(a):

    Dobrze, że nic więcej Wam się nie stało!
    Ze wszystkim się zgadzam, ja nawet zawsze podróżuję i z dowodem, i z paszportem i z kopią obydwu. A karty pokładowe najlepiej wydrukować x2 i też schować w dwóch różnych miejscach.

  9. Filip Humbak Jędrzejczak napisał(a):

    Znam takich, co zrobili kolorowe ksero dowodu osobistego i je zalaminowali tak, że wyglądało jak oryginalny dokument. Przejechali na tym 3 lotniska. Skutecznie.

  10. Piotr Bebel napisał(a):

    Najważniejsze, że jesteście w Polsce, ja również dla przezorności trzymam wszystko w kilku miejscach

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 14

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach