Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Wenecja w weekend. Czyli jak sensownie zaplanować zwiedzanie i potem nie żałować

Wenecja w weekend. Czyli jak sensownie zaplanować zwiedzanie i potem nie żałować

Autor: Wędrowne Motyle | niedziela, 16.02.14 | 43 komentarzy


To, że Wenecję widzieliśmy tylko raz z oddali, z przyklejonym do szyby nosem – już wiecie. Dziś zebraliśmy się na post o sprytnym zwiedzaniu miasta. To dość istotne, ponieważ Wenecja jest miastem skomplikowanym, przez swoją inność – trudnym do zwiedzania i jeśli tylko nie jesteśmy bogatymi Szwedami z napuchniętymi portfelami, którzy od razu wynajmują prywatną gondolę – musimy kombinować i planować. 

IMG_9392


Nie przejmujcie się, tradycyjnie pomożemy Wam z tym 😉

FOTOGALERIA SPRZED 2 TYGODNI: Wenecja na dużych zdjęciach (1000px)

Co powinniście wiedzieć w związku z planami na zimowe odwiedziny Wenecji (oprócz czasu Karnawału) to to, że…
a) jest wtedy najtaniej b) mogą przydać się gumiaki c) może być albo bezchmurnie i słonecznie albo ciemno i deszczowo d) nie śmierdzi

PORADY KOMUNIKACYJNE: Autobus z lotniska Treviso kosztuje 10 eur, jedzie głównie autostradą i na stacji Wenecja-Mestre jest już po około 40 minutach. Po kolejnych 10 minutach wysiadamy już w Wenecji na Piazza Roma, gdzie znajduje się dworzec autobusów na drugie weneckie lotnisko oraz przystań wodnych taksówek i dworzec wodny. Autobusy kursują co godzinę, więc ma to wszystko sens.
Po Wenecji poruszamy się pieszo, natomiast nie sposób nie wydać 7 eur na bilet (ważny godzinę), aby przepłynąć Canale Grande aż do Plazu Św. Marka. Jak mamy już wydać te 7 eur, wykorzystajmy to „na maxa”, czyli od samego początku Kanału do końca. Wrażenia są pozytywne, przyjemne, te promy raczej nie są zatłoczone. Zwiedzając Wenecję Pamiętajmy, że mamy w niej tylko dwa „wąskie gardła” czyli mosty Accademia i Rialto. Bez nich jesteśmy zdani na promiki. Każdy przejazd do pół Euro. Dlatego warto tak zaplanować zwiedzanie, by ominąć konieczność korzystania z nich. I już kilka eur w kieszeni.

Polecamy kartę zniżkową na muzea w Wenecji!

Wenecja mapa zabytki atrakcje

Wenecja w 1 dzień lub weekend. Co zobaczyć i jak zwiedzać?

No to idziemy…

Godzina 8:00 z hakiem

wenice wenecja

Wychodzimy z autobusu z Treviso i robimy fotkę rozkładu powrotnych. Ale na Marco Polo. Wkleimy Wam ją tutaj po prawej stronie – proszę. Teraz możliwości są dwie – albo idziemy pieszo wgłąb dzielnicy, licząc, że po jakichś 30-40 minutach dotrzemy do Placu Św. Marka albo kierujemy się do jednego z początkowych dworców wodnych Wenecji – lub.
lotniskomarco polo wenecja autobusNagrywamy przywitanie z Wami do filmiku i wsiadamy w linię czarną dosłownie na przeciw dworca kolejowego St. Lucia. I wiecie co? To był bardzo dobry wybór. Generalnie o ile można sobie podarować snobistyczne pływanie gondolą po zakamarkach miasta o tyle przepłynąć wzdłuż Canale Grande aż do końca do Basenu Św. Marka – po prostu trzeba. To jest takie wystawianie „jęzora” i smakowanie całego miasta z jednej i drugiej strony. Idealne by potem wrócić tu na nogach i poszperać
Po drodze mijamy najwspanialsze weneckie pałace – np. Ca D’Or z niesamowitą fasadą – niczym wyciętą z kartonu.
Prom co chwilę przybija do przystanków po południowej i północnej stronie kanału. Całość „rejsu” trwa około 45 minut. Nigdy tego nie zapomnimy. Zwłaszcza ostatniego etapu, gdy prom wypływa na pełną lagunę a my spoglądamy na Piazettę, czyli morską bramę do serca Wenecji. Wtedy myślisz sobie „już, już, już tam bądźmy!”

Godzina 9:00

plac sw marka w wenecji

Jesteśmy na lądzie i zaczynamy drugi etap naszego poznawania Wenecji. Wszystko mamy wcześniej zaplanowane (jak to my). Spotkanie pierwszego stopnia z fasadą Pałacu Dożów – zachwycające. Mamy syndrom zadartej głowy. Ania jest zachwycona  bryłą, lekkością, detalami. Nie planowaliśmy zwiedzać pałacu w środku, bo żeby miało to sens, trzeba by poświęcić mu kilka godzin.

POLECAMY: Wycieczka z przewodnikiem po Pałacu Dożów!

Ważna uwaga! Zarówno Plac Św. Marka jak i przyległa Piazzetta (raze tworzą literę L) są mniejsze, niż się Wam wydaje. Napoleon nazwał to Salą Balową Europy.
Ale wydaje mi się, że u nas na Placu Warszawskim w Zabrzu zdarzały się liczniejsze pokazowe polonezy niż bal tutaj. Plac jest też skromniejszy niż myśleliśmy, ale piękny. Trochę jak hiszpańskie Plaza Mayor – zwłaszcza ten w Madrycie. Gołębie krążą chmurami a przed Bazyliką kłębi się tłumek chińczyków. Wstęp bez plecaków – nawet tych najmniejszych. Wrócimy tu jak zrzucimy je w hotelu, który wybraliśmy, by był w miarę blisko Placu.

Godzina 10:00

Na północ od okolice Piazza St Marco spektakularnym łukiem, wkomponowanym w fasady kamienic, wchodzimy w kwartały kupieckie i handlowe. Ale w prawdziwego tego słowa znaczeniu. Te uliczki pamiętają handel i krzyki pierwszych przedsiębiorców z XV, XVI czy XVII wieku. Dziś jest jakby spokojniej, ale to „wąskie gardło” miasta, przypominajace trochę stambulskie bazary. Zawsze jest tu tłoczno, ale szyby wystaw mimo tego są zawsze nienagannie wypolerowane. Wszystkie handlowe arteryjki noszą nazwę Merceria a centralnym punktem jest plac San Zulian.

Godzina 11:00

corte million marco polo

Musimy trochę pokombinować, by dotrzeć do tej części miasta, gdzie mieszkał Marco Polo. Aż dziw, że nie widzimy tłumów i łąńcuszków ludzi, ciągnących w tym kierunku. Mijamy placyk, który będzie nam dane odwiedzić jeszcze chyba z 5 razy i odbijamy w boczne uliczki w celu zlokalizowania „Corte Million”, miejsca, gdzie od pokoleń mieszkała rodzina Polo i gdzie schodziła się wenecka młodzież, by słuchać opowieści podróżnika. Aż dziw uwierzyć, że w momencie powrotu Polo z wojaży po świecie – nikt w Wenecji ich nie poznał ani nie skojarzył z kupcami. Nawet własna rodzina.
W rosnącym zaniepokojeniem (serio zero tabliczek z informacjami?), grubą na prawie 1000 stron knigą „Opisanie Świata” z przedmową Umberto Eco i aparatem gotowym w każdej chwili do działania odnaleźliśmy spokojny dziedziniec a przy nim to miejsce. Tam nagraliśmy osobny odcinek do naszego projektu „Marco Polo Check In”. Ciągle przerywał nam pewien gość w białych spodniach, białej marynarce i białych włosach… Ale o tym innym razem.

Godzina 12:00

campo dei mori wenecja

Będąc w tej części miasta nie sposób skorzystać z bliskości pogranicza dzielnic San Marco i Canareggio. Po drodze posilamy się kawą z „maka”. Jak zwykle – gorsza niż w Polsce, ale wciąż powyżej średniej i daje małego kopa. I jest wciąż lepsza i 4x tańsza niż nacukrowane słabe kawy w tutejszych kawiarniach.
Canareggio to północna i największa z dzielnic Wenecji. W jej zachodniej części kuli się w kącie spokojna i trochę mroczne dzielnica żydowska – Getto. Nie trudno się domyślić, że od tego miejsca wzięły nazwy wszystkie inne, podobne tego typu miejsca w Europie. Naszym celem jest kanał Rio d Sensa, który mowi się, że jest najspokojniejszym kanałem miasta. Rzeczywiście, łodzie wyglądają na wiecznie zacumowane, nad nim wiszą stare balkony z powiewającym na nich praniem. Przy mostku pieszym nad kanałem stajemy na trójkatnym Campo dei Mori, gdzie możemy odnaleźć słynne płąskorzeźby greckich kupców, błędnie nazywanych Maurami. Jeden, ten narożny na „dorobiony” metalowy nos. No i super! Murowany kandydat na „osobliwość miasta”. I tak się stało. Obok góruje kopulasty, największy kościół płn. części miasta – St. Maria del Orto (kiedyś Św. Krzysztofa).

Godzina 13.00

most rialto w wenecja

Chcemy przedostać się na drugą stronę Canale Grande i optymalnie byłoby dotrzeć w okolice pałacu Ca d’Oro – najpiękniejszego tego typu obiektu w Wenecji ze skomplikowaną historią (przez lata stał porzucony) a dziś bogatą kolekcją sztuki i przedostać się za pomocą tragetti w okolice Campo Di Pescara. Tak jest krócej. Ale idziemy w drogę powrotną w kierunku mostu Ponte Rialto od strony wschodniej. Most jest nietypowy – ma tak na prawdę 3 przejścia. W środkowym, szerokim królują handlarze. W bocznych galeriach turyści, fotografujący się (zazwyczaj pod słońce). Powiem Wam, że w płaskim zimowym słońcu widok z mostu na Kanał wygląda swietnie. Chcętny byśmy tu usiedli na dłużej, kontemplując atmosferę renesansowego Wall Street ówczesnego świata.

Godzina 14:00

mercato rialto

Przechodząc most trafiamy już do dzielnicy San Polo, którego centralnym placem jest Campo san Polo, na którym akurat nie byliśmy. Tej samej, do której mogliśmy wejść prosto z dworca autobusowego, pomijając drogę wodną. Dosłownie kilka kroków od mostu opanowuje nas zapach fritto misto czyli ryb i owoców morza, obtaczanych w cieście. Kilkadziesiąt gwarnych ludzi konsumujących je z białym winem gromadzi się na placu przy Mercato Rialto, słynącego z porannych targów rybnych i warzywnych. Niektórzy wystawiają twarze do opalania, słońce rzuca fajne, długie, klimatyczne cienie. Okolice Fabriche Nouve i Vecchie oraz Gobbo to wspaniałe arkady i miejsce, gdzie śmiało można nawet dziś kręcić ujęcia do kolejnych ekranizacji Casanovy czy Kupca Weneckiego.

Godzina 15:00

Wykorzystując fakt, że mamy dość blisko do hotelu i chcielibyśmy zrzucić plecaki, idziemy wzdłuż południowego brzegu Canale Grande w kierunku kwartału Fantin, gdzie mieszkamy. Pałace tej części miasta, zwrócone ku wodzie to m.in. Palazzo Dolfin Manin, Palazzo Dandolo (było o nim w najnowszej powieści „Inferno” Browna), Palazzo Matinengo, Grimari czy Contarini dei Cavalli. Wszystkie dużo piękniej prezentują się od strony łodzi, skutecznie dystansując się od głównego szlaku palisadą drewnianych, często kolorowych belek, wyznaczających zmianę głębokości brzegu.
Nasz hotelik był dosyć skutecznie schowany – jak to w Wenecji – prowadziła do niech ślepa uliczka i trzeba było robić dodatkowe kilkaset metrów pętelki. Wcześniej minęliśmy uliczkę o ciekawej nazwie „Rio Terra d’Assasini”, co skutecznie kojarzy się z grą Assasins Creed, która również rozgrywa się w Wenecji.

Godzina 16:00

bazylika sw marka mozaiki

Jako, że Bazylika Św. Marka udostępniona do zwiedzania jest tylko do godziny 17.00 (stosunkowo krótko, prawda), chcemy spędzić tu przynajmniej godzinę, co należy się kościołowi o takiej klasie jak ten. W środku niestety nie można fotografować, co zawsze budzi we mnie spore rozżalenia – tym bardziej, że nie należę do tych osób, które mimo zakazów – cichaczem focą zzza kolumny. Udało mi się zrobić może 2-3 zdjęcia telefonem, ale raczej nie nadają się na umieszczenie w naszej foto-biblioteczce z wypraw. Wstęp jest darmowy (ufffff), natomiast wejście na galerie i taras widokowy kosztuje 4 euro.
W środku panuje półmrok. Surowe, romańskie wnętrza kontrastują z bizantyjskimi zdobieniami sklepienia, ołtarza i bocznych kaplic. Środek kościoła można podsumować śmiało dwoma kolorami – czerń i złoto. Obowiązuje kierunek zwiedzania, który jednak 3-krotnie naruszamy, by wrócić i obejrzeć dokładniej niuanse i szczegóły. Piękny kościół, trochę przypomina Hagia Sophia w Stambule, choć jest dużo mniejszy. Nie skorzystaliśmy niestety z możliwości wejścia na galerię, gdyż ta zamykana jest już na 20 minut przed końcem zwiedzania. Warto nadmienić, że w niedzielę zwiedzanie trwa jeszcze krócej – zaledwie kilka godzin w środku dnia.

Godzina 17:00

wenecja zattere

Ten czas, gdy w mieście panuje „złota godzina” przeznaczamy na spacer w kierunku Dorsoduro, południowej dzielnicy Wenecji. Po drodze mijamy skąpy w złotym słońcu Plac Santo Stefano, potem przechodzimy kolejnym wąskim gardłem miasta czyli Mostem dela Academia, obklejonym kłódkami w kierunku nabrzeża Zattere (nazwa pochodzi od portu barek przemysłowych), gdzie łapiemy kulminację złotej godziny, tłumy, wędrujące brzegiem laguny, rzucamy okiem na wyciszony już (za dnia wciąż pracuje) średniowieczny zakład szkutniczy przy Squere San Trovaso i wracamy tym samym mostem w kierunku serca miasta. Po raz kolejny. Dlatego, że zmieniamy plany i planujemy skupić się na zachodzie a nie wschodzie słońca – skoro się okazało, że jednak mamy śniadanie w hotelu – skorzystamy z niego, zamiast porannego spaceru około 7.00.

Godzina 18:00

zachod słonca wenecja

Jest zima, więc nawet we Włoszech słońce dość szybko kładzie się spać. Ale nad Wenecją trwa to trochę dłużej i zjawiskowo. W okolicach 18.00 już się schowało za sylwetki kamienic i wież. Najpierw polecamy Wam przejść się jeszcze raz po zakamarkach Placu Św. Marka, do którego dochodzimy teraz od strony słynnego Harry’s Baru przy przystanku wodnym Vallaresso w szczególności ze wzrokiem skierowanym w stronę wschodnich fasad – Pałacu Dożów i kopuł Bazyliki, które fantastycznie rozświetlają się w kolorze… no właśnie. Nie jest to klasyczny pomarańcz. Marmur barwi się tu na kolor łososiowy, blady różowy. Niesamowite.
Najpiękniejszy podobno widok na Wenecję o tej porze dnia rozciąga się z  centralnej części deptaku Riva degli Schiavoni, czyli mostu Della Paglia i Ponte del Vin. Oczywiście patrzymy  w stronę zachodnią w miejsce, gdzie „wypływa” na pełne morze kanał Canale Grande i góruje sylwetka kościoła Santa Maria Della Salute, najważniejszego w dzielnicy Dorsoduro, z której tu przyszliśmy.

Godzina 19:00

Opuszczamy deptak i nabrzeże i kierujemy się na północ w obrzeża dzielnicy Castello (którą poznaliśmy najmniej). Przez długi czas włóczymy się po uliczkach, mijamy trochę opustoszały (tak wcześnie!?) plac i po drodze trafiamy do Intercoopa, naszego ulubionego sklepu włoskiego. Pytamy pana w kasie ile kosztuje bilet na lotnisko, żeby wiedzieć czy odłożyć colę czy nie. Gdy już wiemy – szybka matematyka. Super, nie trzeba już wybierać kasy – zmieścimy się. Siatka z zakupami w całości wcisnęła się do plecaków. Bagietka nie. Co – jak domyślacie się wyglądało śmiesznie. Całość kosztów zakupów – niecałe 7 euro, czyli jakieś 25% kolacji w tutejszej knajpie. To jest zawsze fajne we Włoszech. Tu na serio jest taniej niż w Polsce w marketach. I to nawet w Wenecji!?
Po drodze mijamy opustoszały plac Santa Maria Formosa i z małą przerwą na nocne zdjęcia Mostu Rialto kierujemy się na kolejną chwilę do hotelu. (Jak dobrze mieć nocleg w sercu miasta – zazwyczaj wybieramy blisko dworca, ale tym razem celowo – nie).

aparat fotoFOTOGRAFICZNA PORADA: W Wenecji moim zdaniem bardzo trudno wykonać dobre zdjęcie nocne. A już całkiem trudno zrobić świetne zdjęcie z długim czasem naświetlania – nawet jeśli macie porządny statyw. Powód jest prosty, a właściwie dwa. Bardzo kiepskie oświetlenie – latarnie dają zazwyczaj intensywne, zimne światło a do tego mnóstwo żarówkowego światła witryn sklepowych i restauracji. Natomiast pamiętajcie, że tu wszystko się „rusza” – zacumowane łodzie, bujane przez fale, lub po prostu przepływające. Dlatego zawsze łodzie nocą są tu… poruszone. A woda (ciągle w ruchu) dość mocno… wygładzona.

Godzina 20:00

To się nazywa godzina na weryfikację planów. Korzystamy z hotelowego wi-fi, by podjąć konkretne kroki co do jutrzejszego poranka, zerkamy na fanpage i bloga czy nikt z was nie włamał nam się na stronę. I oczywiście wrzucamy fotkę z motylem. Jak dają sieć, to korzystamy. Nie jest to takie oczywiste zawsze. Wy się pewnie wściekacie, bo na zdjęciu słońce i rozgrzane buzie a w Polsce podobno minus 20 stopni. Taki mamy klimat.

Godzina 21:00

IMG_9547

Jeść! Odpalamy bagietkę, tuńczyka, wino w kartonie (pamiętajcie – we Włoszech wina w kartonie to naprawdę dobre wina) i trochę pozostałych „bonusów”. Idziemy na spacer po nocnej Wenecji z finałem przy głównej przystani przy zachodniej części Riva del Schiavoni. Zaczyna być chłodno, co czuć ewidentnie po stopniu zimna betonowych ławek, na których się rozgościliśmy. – Każda woda po ciemku jest przerażająca – stwierdza Ania. Patrzymy jak czarna maź oblewa i buja czubatymi gondolami. Mnie się kojarzy jeden z odcinków „Doctora Who”, w którym z weneckich wód wychodziły jakieś dziwne poczwary. Spadamy stąd.

Godzina 22:00

IMG_9538

Nocna Wenecja nas trochę zawodzi. Tak, tak. Przede wszystkim dlatego, że o dziwo jest bardzo słabo iluminowana,  dość oszczędnie zdobiona. Przeważa chłodne światło latarni. A nie ciepłe żółte. Mój aparat płacze. Skromnie podświetlony jest Most Westchnień, zupełnie ciemna Campanila, mrocznie schowane są wieże kościołów.
Genialnie za to prezentują się wszystkie sklepiki otoczone od turystów wystawami, pełnymi masek, kostiumów, bibelotów. Nagle trafiamy na nocny rajd na orientację. Jeden, drugi, trzeci facet w obcisłych getrach mija nas z czołówką na czole i kartką w dłoni. Uliczki są tak wąskie, że prawie każdy zaczepia nas łokciem.

IMG_9521

Kanały też już raczej śpią. To znaczy nie widzieliśmy ani jednej gondoli, która by przesmyczała się po ciemku wodą lub pod jednym z mostków. za to fajnie się obserwuje gondolierów, gromadzących się w swoich „bazach” i schodzących z szychty. Oczywiście gadających o pierdołach dnia codziennego. Nawet nie o piłce nożnej. Podobno mężczyźni w Wenecji nie szaleją za Calcio – czy to normalne?

DZIEŃ DRUGI

Godzina 7:00

IMG_9556

Tak, jak napisaliśmy wcześniej – tym razem (no, nie może być!) rezygnujemy ze spaceru o świcie, bo śniadanie trzeba zjeść (jak dają) i ruszymy stąd w kierunku San Polo.
Skromne, bez szału – siedzimy sami. Mistrzowskie były rogaliki, o smaku skórki pomarańcza z delikatnym kremowym nadzieniem a przy tym lekkie jak pianka – czy ktoś nam przypomni, jak się nazywają? Był super.
Z naszego kwartału idziemy w kierunku mostu Della Academia (jeszcze raz) i dalej w kierunku zachodnim, mijając obok po prawej najsłynniejsze pałace tej części Canale Grande, czyli Foscari, Nani, Stern, Moro no i oczywiście zjawiskowy Rezzonico, stanowiący dziś w pewnym sensie muzeum „złotych czasów” Wenecji z odrestaurowanymi wnętrzami i przedmiotami codziennego użytku. Coś dla miłośników minionego bogactwa.

Godzina 8:00

Gdyby ktoś pytał Was, gdzie można w Wenecji trochę odetchnąć  – myślicie o wspomnianym przez nas wcześniej Ghetto oraz o Campo St Margherita. Wbrew nazwie nie królują tu pizzerie ale… lodziarnie i podobno najsmaczniejsze lody w Wenecji. Za gałkę jednak zapłacimy zbrodniczo sporo. Nawet 3 eur.
Tu też uwielbiają na porannym targowisku robić zakupy sami wenecjanie.
W południowej części placu kręcimy ujęcia wideo z widokiem na siedzibę cechu grabarzy (jak się domyślacie ważna profesja i trudna przez lata w Wenecji) a po północnej stronie placu stoi kościół o tej samej nazwie z niesamowitym sklepieniem, wyglądającym jak… kadłub statku. Dziś pełni jednak inną rolę – jest aulą uniwersytecką.

Godzina 9:00

IMG_9585

Ostatnim przystankiem na naszej drodze stają się dwa najważniejsze dla tej części miasta place – Campo s Rocco i Campo dei Frari. ten drugi prezentuje się okazalej, ze względu na gigantyczną bryłę kościoła Santa Maria Gloriosa dei Frari – gotyckiej siedziby weneckich franciszkanów ze słynnym Wniebowstąpieniem Tycjana jako swoim największym skarbem. Przylega do niego Archivio di Stato, gdzie przechowywana jest włoska kopia dziełe Marco Polo – „Opisanie Świata”. Kościół robi wielkie wrażenie w środku, natomiast nie można nie podnieść głowy na Campo s Rocco, gdzie stoi słynna Scuola Grande i kościół San Rocco. Weneckie szkoły (było ich kilka) przez wieki spełniały rolę czegoś pomiędzy uniwersytetem a akademią sztuki, pod patronatami konkretnych świętych, kształcąc najlepsze umysły i talenty artystyczne swoich czasów no i oczywiście zdrowo z sobą rywalizując przy tym.
Scuolę Grande można zwiedzać dla kolekcji malarstwa oraz Sali Głównej. Choć jeszcze więcej obrazów obejrzycie w Scuola della Academia, którą mijaliśmy dzień wcześniej.

Godzina 10:00

LOtnisko marco polo wenecja

Aerobus o numerze A1 startuje punktualnie o pełnej, okazuje się tańszy niż nam przekazywano i idealnie mieścimy się z resztką „euraczy”. No trudno, tym razem nie kupimy żadnej pamiątki. Dla nas to żaden problem zawsze. Jedziemy jakieś 15-20 minut z postojem na dosłownie 3-4 przystankach.
Lotnisko Marco Polo (taka nazwa, choć nigdzie nie ma dużego napisu – jak to już się przyjęło. Co nas irytuje, bo planowaliśmy nagrać taki napis do naszego filmu o Marco Polo).

Godzina 11:00

laguna wenecja maro poloSamolot AirOne startuje w punkt! Jeszcze nigdy w życiu nie jechaliśmy tak długo lotniskowym autobusem. Dokładnie około 10 minut – tak daleko znajduje się stanowisko postojowe samolotów tej linii (Mimo, że to spółka – córka Alitalii).
Miejsca co prawda są numerowane, ale wypełnienie nie wynosiło chyba nawet 50%, więc zdążyliśmy się dosiąść do siebie. W tego lotu zapamiętamy na pewno 3 rzeczy – jeden z najbardziej niesamowitych startów – z całą Laguną Wenecją jak na dłoni (na zdjęciu), świetną widoczność nad Dolomitami oraz różnicę temperaturową. W Wenecji było plus 14 stopni i słońce, w Pradze przy lądowaniu minus 13 stopni i szarówka. Nieźle.

Czy Wenecja jest bardzo droga?

Tak, trzeba przyznać, że to drogie miasto. Jednak. Hotel, w którym spaliśmy w samym centrum ze śniadaniem w cenie trzydziestu kilku eur to naprawdę cud i okazja (oczywiście upolowany przez sekretne oferty booking), bo standard to 40 kilka a nawet 50 kilka euro. Zwłaszcza w San Marco.
Ceny najskromniejszych posiłków włoskich w knajpach niestety zaczynają się od kwot dwucyfrowych. Kawałek pizzy (1/8 część) kosztuje 3-4 euro.
Droga jest też komunikacja w sumie, dlatego plan minimum z minimum dla nas to było wydanie tych 7 euro na bilet 1,5-godzinny. A jest to najtańszy możliwy bilet na vaporetti. Można też nie wydać nic i chodzić ciągle. No ale ten Canale Grande. Ech. Rezygnując natomiast z traggeti pomiędzy brzegami i opierając się na dwóch najważniejszych mostach miasta oszczędziliśmy przynajmniej 3 euro na głowę 😉
Autobus z lotniska też nie jest jakiś super tani (10 euro z Treviso, 6 euro na Marco Polo).
Ciężko z autostopem – naprawdę. Grobla, kierująca do Wenecji ma 5 km i jest bardzo wąska, natomiast w Mestre dojazd stanowi w pewnym sensie estakada, więc nie ma tu gdzie stać i „łapać”. Ceny pamiątek to śmiech na sali (w stosunku do jakości). Najmniejsze maski kosztują 8, 12, 16 euro.

A wyobraźcie sobie, że w okresie słynnego Karnawału, w środku lata oraz w czasie świąt ceny idą tutaj 100, 200 a nawet 300% do góry…

Wersja wideo:

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 43

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Olga pisze:

    Opis fajny, ciekawy pod kątem zabytków.
    Ale Wenecja to nie zabytki – i tu akurat uważam, że bieganie od jednego do drugiego kompletnie rujnuje atmosferę miasta. Jednak co kto lubi…
    Zupełnie jednak wpis mnie zniechęcił ze względu na rozliczanie kosztów, a najbardziej – stwierdzenie że lepsza kawa z maka niż kawiarenek. To świadczy tylko o kompletnej ignorancji…świadome podróżowanie to również poznawanie kultury m.in. kulinarnej. I nie trzeba za to przepłacać, ale odwiedzić Włochy i nie spróbować ich wspaniałej kawy, spaghetti, gelati czy pizzy to jak nie być we Włoszech w ogóle. To jest tak spójne z całą ideą podróżowania tam, że inaczej – tak jak w tym wpisie – zostają przewodnikowe zabytki. I tyle.

    • Wędrowne Motyle pisze:

      Hej byliśmy tyle razy we Włoszech. Prywatnie, podróżniczo, u rodziny, znajomych, że wypiliśmy pewnie z kilkadziesiąt różnych kaw 🙂 Rodzice ciągle nam przywożą włoskie produkty, więc włoskich smaków mamy czasami po dziurki w nosie. A kawa z maka tam jest naprawdę dobra. Podobni dostawcy. Co do meritum – oczywiście masz rację. Aczkolwiek jeśli w piramidzie sacrum/profanum świadomego podróżowania ustalić kolejność to dla nas jedzenie będzie na dole. Zachęcamy bardziej do odkrywania zapachów i dźwięków. Ale dzięki za opinię!

  2. Swietlana pisze:

    Witam,bardzo pomocny artykuł ! Fajnie napisany ! Wybieram sie we wrzesniu, napewno skorzystam ze wszystkich zamieszczonych tu podpowiedzi . Dziękuje

    • myślę ,że wydanie kilku euro więcej na bilet 24 godzinny jest właściwsze gdyż daje możliwość zobaczenia np Murano i Burano o ile mamy przynajmniej 2 dni na Wenecję

  3. Dottore pisze:

    OK, Wenecja może i ładna, ale tłum turystów, a zwłaszcza tych z walizeczkami na kółkach, i tych, co ze wszystkim co się rusza, robią sobie selfie, odejmuje dużo uroku…
    W sezonie zwiedzanie Wenecji to porażka, tłumy, drożyzna… Poza tym, ktoś polecał Ristorante Sportiva na Campo S. Margherita, że best pizza ever… Porażka… To nie włoska a hinduska (?) knajpa, a pizza taka sobie…
    Ogólnie: 2/5

  4. Z doświadczenia wiem,że Wenecję najlepiej zwiedzać poza wakacyjnym sezonem.Polecam wrzesień:)

  5. O bleee, Wenecja jest okropna

  6. Moje wielkie marzenie, nie tylko przez miasto, ale też przez osobę, którą bym chciała tam uścisnąć

  7. Byłam, widziałam- ale mam nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócę.

  8. tylko kilka godzin było mi danych cieszyć się Wenecją ale trzeba przyznać że jest to miejsce na tyle ciekawe że warto tam się zjawiać raz w życiu. Pstrykłem kilka zdjęć wiec kto ciekawy to zapraszam 🙂

    https://www.facebook.com/media/set/?set=a.947272968648495.1073741872.772755282766932&type=3

  9. My lecimy do Wenecji w sobotę, wszyscy tam już byli a my nie, więc pomyśleliśmy musi być tam coś ujmującego. No i oczywiście jeszcze przegrzebie raz waszą relację i pewnie czymś nas zainspirujecie tak jak kiedyś wasz blog pomógł nam w Dublinie. A co polecacie dobrego do zjedzenia? Taki smak Wenecji??

    • Klaudia Siwy pisze:

      Wy to sobie pozwiedzacie swiata ☺

    • Agnieszko nie jesteśmy dobrzy w polecaniu jedzenia. Jemy to co wygodne. Po prostu (jeszcze) nie czujemy potrzeby wydawania większych pieniędzy na dobre jedzenie na miejscu. dzięki czemu mamy więcej czasu na chłonięcie miejsc. Coś za coś. Ale powoli się starzejemy i zaczynamy zauważać, że częściej nas do tego ciągnie 😛

    • Lina Gumienny pisze:

      Knajpka z włoską kuchnią, pizza, pyszne makarony 10-15 eur za obiad już z napojami, knajpka Sportiva na Campo Santa Margharita, polecone przez lokalsa 🙂 – bez dodatkowych opłat. w innych macie w menu na dole menu małym druczkiem za co i ile jest jaka opłata. Jeśli jest duży napis mówiący , że koperta/ service charge są włączone w cenę … to często są włączone w cene tylko kilkudaniowych zestawów niestety. W Wenecji jest też pełno miejsc z jedzeniem na wynos, typu kawałek pizzy mniam mniam za 2-3 eur albo jakieś mięsne pulpety w barach czy inne syte mini dania, często sa przy nich kolejki 🙂 Mega klimatyczna knajpka jest na wyspie Torchello. Niestety nie wiem jak się tam dostać, bo mnie znajoma tam łodeczką zabrała. Knajka nad kanałem, w ogrodzie, ze zwykłymi drewnianymi krzesłami, nic specjalnego …ale lokalsi tylko na nią uciekają przed weneckimi tłumami… przynajmniej tak ją zapamiętałam 🙂

    • Lina Gumienny dziekuję za obszerną wiadomość i polecenie knajpki, zobaczymy co odkryjemy na miejscu i będziemy pamiętać o Aperol Spiritz 😉 To będzie nasza pierwsza wizyta we Włoszech.

  10. Byliśmy teraz w marcu ,to już drugie nasze podejście i jest przeurocza.Wciąż odkrywamy coś nowego.Wrócimy tam jeszcze na karnawał bo uważamy że warto go przeżyć.

  11. Wenecja jest cudowna i tyle;) Po jakimś czasie może się znudzić, ale pierwszy raz robi ogromne wrażenie;)

  12. Mnie się Wenecja bardzo podobała, przy czym trzeba przypomnieć, że Wenecja to również okoliczne, urokliwe wysepki. Burano na przykład.

  13. Kuba Kocur pisze:

    Wenecja przereklamowana. Polecam wybrzeże Genua, Portofino dalej Cinque Terre. Na północ jezioro Como i okolice, Bergamo.

  14. Z miast włoskich wole Neapol , Genue …. urok wąskich, ciemnych uliczek wygrywa ☺

  15. MarekI pisze:

    Trudno było znaleźć ten post w google, stronka ciekawa, zasługuje na lepsze pozycje w wyszukiwarkach. SEO w 2015 stało się skomplikowane, jest coś co ci się napewno przyda, poszukaj sobie w google – niezbędnik dla każdego webmastera

    • ja wiem? trafiłam z pierwszej strony wyników wyszukiwania 😉 ale przyznam że ja szukałam „wenecja blog”, bo a: wole relacje blogerów b: chciałam po polsku.

      a trafiłam bo własnie kupiłam bilety na jesień! post mi sie przyda, leci do zakladek – jak na tydzień przed się wezme za planowanie to będzie jak znalazł 😉

      • Wędrowne Motyle pisze:

        Ela to spam zwykły:P Nie wiemy jak tu trafił i się przebił ::) Będzie nam miło jak użyjesz w praktyce naszego posta – przewodnika (to taki rodzaj psa – przewodnika). Aczkolwiek już 2 lata minęły, pewne rzeczy mogły subtelnie się zmienić… powodzenia!

  16. Ania M. pisze:

    Że też nie trafiłam na Was blog (a Wy nie opublikowaliście wtedy teog wpisu) zanim zaczęłam podróżować do Wenecji, zanim pojechałam tam z 50 ludzi, zanim zrozumiałam, że lepiej podróżować tam zimą niż w weekend majowy 😉
    Świetny post, na pewno wkrótcę podeślę go swoim.

  17. Ewa pisze:

    Bardzo pomocny artykuł ! Cenne wskazówki , fajnie napisany ! Wybieram sie za 4 dni napewno skorzystam ze wszystkich zamieszczonych tu podpowiedzi . Dziękuje .

  18. Krzysztof pisze:

    Fajny wpis. Mała uwaga: jeśli komuś zależy na ograniczeniu kosztów, może dotrzeć do Wenecji z lotniska w Treviso taniej.
    1. Autobus nr 6 kursuje między lotniskiem a centrum Treviso (dworzec) co 30 minut, kurs 21 minut, cena 1,20€
    2. Pociąg z dworca w Treviso do stacji Venezia Santa Lucia, co 10-15 minut, przejazd między 30 a 40minut, cena 2,90€

    Nam kurs zajął ok. 70 minut, koszt 4,10€ na osobę. Wypróbowane dwa tygodnie temu.

    Pozdrawiam

    • Marcin Nowak pisze:

      No widzisz. Super komentarz 🙂 thnx
      Dłużej, ale o ponad połowę taniej
      Tylko czy po 7:00 też już jedzie z lotniska?

      • Krzysztof pisze:

        Dzięki. Tak, pierwszy z lotniska parę minut po 6. Rano nawet szybciej – na dworzec w Treviso 11 minut 🙂

  19. Jarek Szczepanek pisze:

    Zazdroszczę. Ale kiedyś się wybiorę 🙂

  20. Kasia pisze:

    Oj …. chcialabym tam jeszcze kiedys zawitac 🙂

  21. Artur pisze:

    Zdjęcie z 18.00 rewelacyjne! Zazdroszczę wyprawy. Narobiliście mi smaku, aby wrócić do Wenecji. 🙂 Fantastyczne lody pamiętam do dziś, a byłem tam 8 lat temu. Czyli to było bardzo dobrze zainwestowane euro. 😉 Jak się nazywał hotelik?

  22. Ewa Studzinska pisze:

    Ja lacze 2 sposoby – planuje owszem ale tez zawsze mam czas na „bladzenie” – tylko ze tego oczywiscie nie da sie zrobic kiedy ma sie ograniczony czas i wtedy istotnie lepiej miec jakis zarys co zobaczyc. Bylam w Wenecji 3 razy ale tylko na jeden dzien bez spania, postaram sie jednak wybrac kiedys chocby na 3 dni i wtedy powalesac sie 🙂

  23. Radek pisze:

    Żeby dobrze zwiedzić Wenecję trzeba się w niej zgubić. Bez planu poplątać się między jej uliczkami i kanałami, chłonąć atmosferę… Planowanie wszystkiego na godzinę nie ma sensu, bo zobaczycie kościoły i zabytki, a nie Wenecję. Nie popieram…

    • Marcin Nowak pisze:

      Hej Radku długo z nami jesteś na blogu? Jeśli nie to możesz nie wiedzieć, że promujemy i uskuteczniamy ideę tzw „świadomego podróżowania”. Tzn przygotowanego, merytorycznego, sensownego. Poprzedzanego czytaniem, powtórką z historii, studiowaniem pewnych niuansów.
      Zwłaszcza jak się ma krótko skrojony przedział czasowy. Chaotyczne chodzenie „po prostu przed siebie” to zupełnie nie nasz styl. Tu jak widzisz jest tylko relacja. To nie jest PLAN.

      Jesteśmy też „winni” trochę naszym czytelnikom, by mogli coś sensownego wynieść z materiałów, które przywozimy. Stąd to wszystko.
      Jesteśmy zupełnie po drugiej stronie sposobu patrzenia na zwiedzanie w takim razie. Ale każdy ma swój sposób i właściwie nic w tym zdrożnego. Musi być równowaga w przyrodzie – prawda?

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 43

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach