Home Blog Fotogalerie Na czym polega ten fenomen Amsterdamu? 5 zaskoczeń

Na czym polega ten fenomen Amsterdamu? 5 zaskoczeń

Autor: Marcin Nowak | czwartek, 30.10.14 | 18 komentarzy

Pierwszy raz w życiu w Amsterdamie. Ubiegłej soboty i niedzieli, na weekend. To był lot terapeutyczny, bo pierwszy po 4-miesięcznej przerwie. Amsterdam zawsze chcieliśmy zobaczyć. Teraz nadarzyła się okazja. To raz, a dwa, potrzebowaliśmy materiałów do naszego kolejnego filmu. Tym razem baaaaaardzo rozbudowanego. Dziś skupmy się tylko na zdjęciach i subiektywnych odczuciach.

Bilety w wizzair kupiliśmy już wiosną. Wyszło nas w sumie 64 zł na głowę. Dla wygody logistycznej lecieliśmy z Katowic wcześnie rano. Droższy okazał się więc w sumie sam bus z Eindhoven do Amsterdamu 😉 Bez takich kombinacji możecie polecieć w niezłych cenach oczywiście z Warszawy wygodnie KLM lub z Krakowa Eurolotem.


Uwaga! O samym zwiedzaniu Amsterdamu, praktykaliach, tanim i fajnym zwiedzaniu w naszym stylu – jeszcze napiszemy. Dzis taki wpis „luźniejszy”

5 powodów dla których Amsterdam trochę nas zaskoczył:

Kanały, które już nie mają sensu

Kanały to wizytówka miasta, dająca mu pozycję mocnej „drugiej Wenecji” ale i jego utrapienie. O ile większość amsterdamczyków nie powie Ci tego wprost o tyle daje się podobno wyczuć pewną irytację, że miasto ma pewne ramy rozwoju, których nie może przeskoczyć. Np. nie ma klasycznego metra. Jest tylko jedna linia i to częściowo pod ziemią, drugą budują. Warszawa więc nie ma co się wstydzić. Komunikacja oparta jest o tramwaje, które niestety są dość ślamazarne i nie opierają się wszelkim korkom, światłom, tłumom. Gdy wieki temu zagrodzono rzekę Amstel tamą a pierścieniowate kanały otoczyły miasto równolegle – nie przypuszczano, że rozwój miasta będzie… dążył prostopadle do nich.
Oczywiście bez kanałów miasto nie miałoby swego uroku. Setki autobusów wodnych, domy na barkach, wiszące nad taflą wody wąskie, pochylone kamieniczki, charakterystyczne mosty z łukowatymi filarami. To oczywiście amsterdamskie Genius Loci.

Tłumy, (prawie) wszędzie tłumy

Nigdy w życiu nie widzieliśmy takich tłumów na mieście. I tu nie chodzi o manifestacje, szczyt (bo był weekend) czy jakikolwiek inny niezależny powód. To norma. Non stop przy przejściach chmara, wąskie uliczki zakorkowane ludźmi, do tego rowerzyści (żaden się nie wyglebił!). Dlatego podobno w okolicach dworca roi się od kieszonkowców. Tramwaje, pomimo, że dany numer odjeżdża z danego miejsca co 5, 6, 7 minut – ciągle zapełnione na maksa. To, co się działo na głównym Placu Dam przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Plac Św. Piotra przy audiencji się chowa!
Jest jedno miejsce, do którego udało nam się uciec od tłumów – to dzielnica Jordan. Jak to często bywa – dawniej robotnicza i zaniedbana, dziś alternatywna, spokojna i modna. No i cicha. Klimatyczne podwórka, zwane „hoofies” to najcichcsze miejsce w mieście. Słychać plusk wody z małych fontann i poidełek.

Kościoły są w tle

W przeciwieństwie do wielu europejskich metropolii amsterdamskie kościoły sprawiły na nas wrażenie, że są „tłem”. O ile skyline nie da się oszukać i ewidentnie zarówno Oude Kerk jak i Neuve Kerk jak i West Kerk mocno zarysowują swoje kształty, jako dominanty o tyle gdy podejdzie się bliżej widać spory dystans Holendrów o wiary i kościoła. Neuve zdobi ogromna reklama wystawy sztuki afrykańskiej, głównym wejściem do Oude jest sklep. Jedynie udało nam się trochę niedzielnego spokoju i zadumy złapać w kaplicy katolickiej na słynnym podwórzu Bejginhof.

Rowery są naprawdę plagą!

W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Widząc rozwiązania w Amsterdamie już wiemy jak daleko jesteśmy za Holandią. Trochę w filozofii, w myśleniu, w projektowaniu. Tu ścieżki rowerowe nie są „plombami” czymś nienaturalnym, ingerującym w dotychczasowy ład i porządek lecz na odwrót. Tu jakby cała reszta dopasowuje się do ścieżek rowerowych, różnych ludzi na rowerach od pani z zakupami przez białe kołnierzyki po turystów. Wręcz rowerzyści mają pierwszeństwo przed wszystkimi. Nas zaskoczyło jednak to, że wyobrażenie o amsterdamskich rowerzystach było tak inne od realnego widoku. To chaos jednocześnie. Każdy jedzie, zatrzymuje się, manewruje, rozmawia przez telefon dzwoniąc, nikt się nie przewraca. A w tle na dodatek setki rowerów przyczepionych, opartych, leżących, śpiących przy każdym murku, barierce, ławce. Wyglądało to niesamowicie. To trzeba było zobaczyć

Chęć powrotu

O ile – jak pewnie pamiętacie – nie mamy ochoty wracać w te same miejsca. Raczej. Oczywiście są pewne wyjątki, jak Rzym czy Stambuł. Ale nie, generalnie nie. O tyle do Amsterdamu wrócimy. To proste – weekend to za mało na miasto, które można uznać za jedno z „jąder” naszego świata. Nie zdążyliśmy zagościć w Muzeum Van Gogha, pospacerować na spokojnie po pokładzie żaglowca „Amsterdam”, wyskoczyć gdzież poza miasto na poldery na kilka godzin czy zjeść jakiejś indonezyjskiej potrawy, które są praktycznie symbolem kuchni amsterdamskiej. No może szybciej posmakujemy w Indonezji niż w samym Amsterdamie 😉

amsterdam rowery

IMG_6030Panorama jednej z frontowych pierzei Amsterdamu

IMG_6029Centrum Nauki i Techniki NEMO

IMG_6022Okręt „Amsterdam” należący do Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, której śladem ruszamy niebawem

IMG_5740IMG_5738
Ciasnota, która ma swój urok. Krzywe domy przegrywają z grząskim podłożem. Będzie o tym w naszym filmiku

IMG_6004Hotel „American” perełka modernizmu w Amsterdamie. Styl Art Deco

IMG_5839To właśnie wspomniane podwórko, zamieszkałe przez propagatorki ruchu Beginek. O tym będzie…

IMG_5831Muzeum Historyczne miasta Amsterdam

IMG_5828I patio w tym samym miejscu. Trochę tak antycznie…

IMG_5825

IMG_5814Jesień w Amsterdamie. Fajna, ale mamy lepszą. To trochę wiąze się z klimatem. W Holandii nie ma przymrozków

IMG_5811Domy dla lalek to ukryte hobby Holendrów

IMG_5808Jedno z jordańskich „hoofies” czyli zagubionych pośród kamienic cichych podwórek

IMG_5799

IMG_5850

Amsterdam panorama kanały

IMG_5749

IMG_5761Pałac Królewski przy głównym placu!? Kto to wymyślił? Ktoś, kto uznał, że dawny ratusz może być pałacem

IMG_5939Rijskmuseum. W oddali to, co chcą zobaczyć wszyscy. „Nocna Straż” Rembrandta

IMG_5961I ukryta perełka obiektu. Muzealna biblioteka

amsterdam rijskmuzeumNajczęściej obecnie fotografowane miejsce miasta. Napis przed Muzeum

IMG_5874I to samo, dużo mniej znane. Na lotnisku

IMG_5896

IMG_5991Przed zgiełkiem można tez uciec do Vondelparku, głównego parku miasta. Ale w niedzielę rano też było tu „ciasno”

GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi w Amsterdamie | Zarezerwuj hotel w Amsterdamie

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 18

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Marcin - NRWTrip napisał(a):

    Przyzna szczerze, że strach jest jeździć autem po Amsterdamie, dlatego teraz już wiem dlaczego tyle ludzi woli rowery. Rowerzysta w stolicy NL to taka „święta krowa”, której nikt nic nie zrobi… a jak się przewróci to co najwyżej rower poobdziera albo trochę kolana czy łokcie…

  2. Sylwia napisał(a):

    Zdjęcia ciekawe, oddają atmosferę miasta, ale opis jest trochę zniechęcający i wymaga korekty i uzupełnienia.
    Kanały mają sens, bo to cały urok Amsterdamu. Można zwiedzać bez mapy i nie da rady się zgubić, zawsze wychodzi się w centralnym miejscu.
    Metro jest, poza tym tramwaje, autobusy, taksówki wodne, kolejka naziemna i sprinter, którym z lotniska dostaniemy się do centrum w 20 minut. Promy kursujące spod dworca głównego na drugą stronę rzeki są darmowe. Ludzi sporo, ale to przeważnie turyści i tylko w „kręgu” kanałów. Wystarczy przejść kawałek na południowy-wschód od słynnego wiatraka i już jesteśmy poza zasięgiem tłumów, gdzie można doświadczyć codziennego życia i różnorodnosci kulturowej mieszkańców Amsterdamu, zobaczyć lokalne targi, zjeść ulicznego śledzia czy najlepsze frytki w mieście, usiąść w kafejce i wypić doskonałą kawę.

    Rowery są stylem życia Amsterdamczyków, dlatego warto zwiedzać miasto rowerem i doświadczyć ruchu uprzywilejowanego. Wejść na szczyt Nemo i podziwiać panoramę miasta. Zainspirować się pomysłowością architektów.

    Muzem Van Ghoga to idealne miejsce, aby się wyciszyć i zainspirować sztuką oraz życiem artysty. Nie trzeba stać w długiej kolejce do muzeum, na pobliskim placu w sklepie z pamiątkami Muzeum w okienku rezerwacji można kupić bilet i wejść bez kolejki nawet na najbliższy ‚seans’.

    Reportaż by mnie zniechęcił, ale ja gorąco polecam zwiedzanie zarówo Amsterdamu jak i pozostałej części Holandii.

  3. Dominika R. napisał(a):

    Odwiedziłyśmy z koleżanką Amsterdam autostopem na przełomie sierpnia i września, przed wyjazdem szukałam jakichś porad u Was – co warto zobaczyć, które miejsca raczej nie warte są uwagi, ale z wiadomych względów nie znalazłam 😀 Pogodę miałyśmy piękną, choć jak na ilość słońca zaskakująco chłodną, ale co mnie osobiście najbardziej w Amsterdamie zadziwiło (oprócz wszechobecnego zapachu…konkretnej używki ;)), to to, jak Holendrzy nie mają oporów przed wystawianiem swojego życia domowego na publiczny widok – szczególnie w Jordannie wielkie, niczym nie zasłonięte okna na niskim parterze były po prostu wszędzie. Z dwóch względów było to dla mnie dziwne: po pierwsze, dlaczego ktoś obcy ma mieć możliwość oglądania razem ze mną telewizji zza okna czy zastania mnie w łóżku w piżamce (bo i sypialnie przy ulicy widziałam). Po drugie, i tu niestety widać tę różnicę mentalności polskiej i holenderskiej, bałabym się zwyczajnie, że ktoś zobaczy coś, co mu się spodoba odrobinę za bardzo i stwierdzi, że takie wielkie okno to idealna droga wejścia 😉 Mogłabym się uspokajać, że w Amsterdamie zawsze i wszędzie tyle ludzi, że nie ma mowy o chwili odosobnienia na dokonanie kradzieży, ale i tak nie byłabym przekonana, zostawiając mieszkanie na cały dzień pracy…
    Rijksmuseum nawet dla kogoś, kto jak ja nie jest miłośnikiem chodzenia po muzeach, było po prostu genialne. Osoba odpowiedzialna za wymyślenie kart z opisem szczegółów dzieła powinna dostać pięciokrotną podwyżkę 😀 Szkoda, że tak szybko zamykają i szkoda, że o tym nie wiedziałyśmy (głupie przeoczenie), bo spędziłyśmy chyba z sześć godzin na pierwszych dwóch kondygnacjach (wystawa azjatycka! Te wszystkie małe mebelki ze srebra! I ta komódka farmaceuty z mnóstwem słoiczków!), a na Nocną Straż pędziłyśmy już po ogłoszeniu „ladies and gentlemen, we’re closing in an hour, please head to the exit” 😛 Blamaż. Chętnie wpadłabym tam raz jeszcze i porządnie zwiedziła wyższe piętra (choć na sztuce współczesnej nie zależy mi w ogóle – nie rozumiem jej i nie zachwyca mnie, co przyznaję bez bicia :P).

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Masz super rację. Zwłaszcza w kontekście tej otwartości. Dla nas to był mniejszy szok, bo w Szwecji było podobnie w sumie.
      Ale nie… nie zdzierżylibyśmy tego. Wolimy nasze firanki 😛

  4. Rubio72 napisał(a):

    „Nie zrozumie Holandii i Holendrów ten kto nie zjadł z nimi beczki śledzi i nie przeżył wielkiej wody na tamie” – jak mówi holenderskie powiedzenie. A nie ma nic gorszego jak nie rozumieć. Wyklucza to człowieka z wielu bezcennych doznań i smaczków poznania nowej, innej, odrębnej od znanej nam rzeczywistości, która tak jak Amsterdam jest często jak inna planeta. I nie ma w tym krzty przesady. Na frontonie jednej z kamienic na ulicy Spui w centrum miasta wisi tabliczka „Republiek Amsterdam”. Komentarz zbędny. Bo to miasto jest fenomenem, pod wieloma względami! Złożonym, wielokolorowym i wielokulturowym, intrygującym i zachwycającym, pociągającym i czasem odrażającym. Można go nie kochać, ale nie można się w nim nudzić! Można pozostać na nie obojętnym ale i zacząć tęsknić. A czyż nie czas definiuje stopień poznania i naszej wiedzy nt.fenomenu? Paradoksalnie nie, nie w Amsterdamie! Tu wystarczą emocje i zmysły. Bo wyzwala ich on (Amsterdam) i zaspokaja je (zmysły) tonami. A każdy ma prawo do własnych. I w tym kontekście podoba mi się owy opis Amsterdamu autora artykułu bo czuć w nim zachwyt, spontaniczność, szczerość. Zabrakło jednak wiarygodnych merytorycznie faktów, a te podane – są subiektywne i dalekie od prawdy, więc i ją zamazujące. Ale Polak tak już ma że zjadł wszelkie rozumy, po 2 godzinach czy 2 dniach pobytu gdzieś tam. I nie jest to broń Panie Boże przytyk czy krytyka do autora, lecz ogólna konstatacja. Przeciwnie, cieszy że ludzie podróżują, poznają, doświadczają czegoś dla siebie, by dzielić się potem swymi przeżyciami, emocjami, zdjęciami. Czynię wiec to i ja bo w Amsterdamie byłem wielokrotnie (jako pilot wycieczek z grupami, turysta, prywatnie czy jako polski emigrant) i spędziłem tam w sumie grubo ponad rok ale nie daję sobie prawa do oceny miasta i jego miliona mieszkańców ze 177 nacji. Nie gloryfikuję też ani Holandii ani Holendrów. I oni się mylą w rzeczach dużych, ważkich i w tych małych, błahych mówiąc np. „Jeśli krowy podobają ci się bardziej niż kobiety to znaczy ze jesteś w Holandii”- a z tym się nie zgodzę:) Ale dość o mnie. Wszystkim chcącym na prawdę poznać ten kraj i ludzi polecam książkę świetnego znawcy tematu p.Marka Orzechowskiego pt.”Holandia.Presja depresji” wyd. Muza SA,której fragment poniżej cytuję. Jeśli nie wiesz co mówić-to pytaj,a jeśli nie wiesz o co pytać-to czytaj, jak mawiał klasyk. Czytajcie zatem zanim napiszecie cokolwiek o rowerach, kanałach, kościołach, metrze czy ludziach Amsterdamu, bo nie ma jednej Holandii, jednego Amsterdamu. I „nie zrozumie tego kraju i Holendrów ten kto…” itd.

    cytat z ww książki:
    „(…)Depresja, tamy, wiatraki, poldery i po horyzont pola tulipanów, tolerancja, pełen luz, sex and drugs… Zapytani o Holandię te skojarzenia wymienimy bez wahania. Taką Holandię chcemy widzieć: nowoczesną, w której wszystko wolno, tętniącą życiem, wielokulturową, zanurzoną w globalnym świecie. I to jest możliwe w każdej chwili. Koninkrijk der Nederlanden, Królestwo Niderlandów, jak oficjalnie się nazywa, nie leży przecież gdzieś daleko. Ale to tylko zewnętrzna warstwa, pisze Marek Orzechowski. Holandie są dwie. Obie pociągające. Jedna, ta wprost z widokówki, druga skryta między wodą i tamami. Inna od innych. Ukształtowana przez naród mistrzowskich budowniczych tam i krajobrazów, śmiałych żeglarzy-odkrywców i bezwzględnych kupców.

    O niej także opowiada ta książka. O surowych warunkach egzystencji i walce z wodą. O tym, jak w ciągu wieków zahartowały one Holendrów i uczyniły z nich ludzi nawykłych do wspólnego działania, wytrwałych, upartych, oszczędnych aż do skąpstwa, tolerancyjnych, ale i niedostępnych. Woda to od zawsze był ich największy wróg i najważniejszy sojusznik. Nic dziwnego, że mówią o swoim kraju Kikkerlandje, Żabi Kraj. Jakby brali go lekko – na przekór genetycznemu przymusowi, by we wszystkim być najlepszym (…)”.

  5. Janusz napisał(a):

    Byłem w Amsterdamie wielokrotnie po kilka tygodni i cały czas tęsknię by do niego wrócić. Niepowtarzalny urok kamieniczek nad gęsto rozsianymi kanałami upstrzonych całą masą kafejek, azjatyckich restauracji gdzie można najeść się smacznie i do syta za niewielkie pieniądze, a jeśli się tam pracuje to duży, wielodaniowy obiad kosztuje około godzinnej stawki za pracę. Totalny spokój mieszkańców wśród których nie widać pośpiechu, nikt nie trąbi gdy zablokowana jest wąska uliczka bo ktoś na bloczku dachowym wciąga jakiś mebel lub rozładowuje swój pojazd. Od tego są pobliskie kafejki by wypić szybką kawę. Uprzejmość policjantów którzy przede wszystkim pytają czy się potrzebuje pomocy. Pielęgnowanie i dostępność obiektów historycznych i muzealnych. Jeden dzień w tygodniu bez opłat. Po zobaczeniu na własne oczy tych plastycznych oryginałów pędzla Van Goga chce się do nich wracać wielokrotnie. Na tyłach stojącego w centralnym miejscu miasta Hotelu Krasnopolskiego, niezapomniany, swoisty urok kafejek w dzielnicy shop window i czerwonych latarni. Kraj który siedzibę parlamentu ma nie w stolicy i pod którym nie można parkować tylko w dniu obrad izby. Kraj w którym nie wygasza się super zsynchronizowanej sygnalizacji świetlnej bo jedzie np. kareta z królową czy jakaś inna persona z rządu.
    Polskiej burżuazji politycznej daleko do ich demokratycznych osiągnięć, a dostępność i jakość opieki zdrowotnej jest miliony lat świetlnych przed naszą, rozkładaną przez kolejne rządy.
    Z perspektywy kilku lat żałuję, że nie zostałem tam z rodziną na zawsze.

  6. Ajka napisał(a):

    Chciałabym, tak bardzo! Ale jakoś ciągle mam pod górkę. Może w 2015 ? 🙂

  7. kami napisał(a):

    jakoś fanką Amsterdamu nie jestem. Ładny jest, nawet bardzo, to fakt, ale mniejsze holenderskie miasteczka są tak samo urokliwe, mają i kanały i domki śliczne, ale nie w nich tych dzikich tłumów. Następnym razem pojedźcie np do Haarlemu, Utrechtu czy innego Delft, a na pewno będziecie jeszcze bardziej zachwyceni! 🙂

  8. Inka Jankowska napisał(a):

    Odnośnie rowerzystów to potwierdzam. Są tak uprzejmi jak kierowcy w Polsce 🙁

  9. Arek napisał(a):

    Przepraszam, bardzo mi się spodobał artykuł jak i samo miasto gdy je odwiedzałem. Pytanie tylko dlaczego zostało napisane iż Amsterdam posiada tylko 1 linię metra, skoro z tego co pamiętam 2 lata temu już było 4 a kolejne się budowały. Dla potwierdzenia obraz przedstawiający linie w tym zacnym mieście : http://www.guideamsterdam.org/wp-content/uploads/Metro-Map.gif

  10. Madusia napisał(a):

    dziękuję za ten wpis i przypomnienie mi mojego pobytu w Amsterdamie. 🙂 też wpadliśmy tam na dwa dni, chociaż nie był to weekend, bo wracaliśmy z niego w piątkowy wieczór. i pierwszy raz w życiu widziałam korki na autostradzie wyjazdowej z Amsterdamu, gdzie stało całe pięć pasów. 😉
    samo miasto zrobiło na mnie podobne wrażenie jak na Was, szczególnie ta cała masa rowerów. 😉 nawet po powrocie zrobiłam specjalny album ze zdjęciami, na których były same rowery, bo niektóre wyglądały rewelacyjnie. 🙂
    i też zapewne tam wrócę, tylko w nieco cieplejszą porę niż koniec listopada. 🙂
    pozdrawiam.

  11. Raj Podróżnika napisał(a):

    to taki mały raj na ziemi

  12. Kasia napisał(a):

    Wspaniałe fototgrafie z mojego ukochanego miasta! Może ja jestem jakaś dziwna, ale słynnych amsterdamskich tłumów tam dotychczas nie widywałam. Przemierzam miasto na rowerze, więc może i to ma wpływ. Szczególnie polecam taką formę przemieszczania się w Amsterdamie- wtedy dopiero w pełni czuć duszę tego miejsca. A i tak uważam, że raptem jedynie parę miejsc jest „zakorkowanych” ludźmi i zawsze można skręcić w boczną uliczkę, gdzie nie będzie nikogo. Warto korzystać też z atrakcji poza „głównymi szlakami”. Polecam w tym roku odkryte Tropenmuseum – Wam, podróżującym „z głową” NA PEWNO by się spodobało! 🙂
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b1/Ingang_Tropenmuseum.jpg
    https://c1.staticflickr.com/3/2736/4495109997_c771af27cd_z.jpg

  13. Bartosz Barański napisał(a):

    W tym mieście nie można czuć się źle… 🙂

  14. Poszli-Pojechali napisał(a):

    a ja uwielbiam wracać do tego miasta. czuję się tam cudownie i mam caaaaałą długą listę rzeczy które jeszcze chciałabym tam zobaczyć/zrobić

  15. Agnieszka Kuczyńska napisał(a):

    wspaniałe! moje marzenie wielkie

  16. Justyna Główka napisał(a):

    Piękne zdjęcia!

  17. Marta Patyra napisał(a):

    Zdjęcia! <3

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 18

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach