Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Mumbaj w relacji subiektywnej. Nasz pierwszy i ostatni przystanek w Indiach

Mumbaj w relacji subiektywnej. Nasz pierwszy i ostatni przystanek w Indiach

Autor: Wędrowne Motyle | sobota, 24.01.15 | 7 komentarzy

Mumbaj może przerażać, o Mumbaju można marzyć (np. czytając Juliusza Vernea), Mumbajem można się zachwycić, zawieść albo przestraszyć. Pewnie nic nowego dla Was. Takie coś można słyszeć w przypadku większości ogromnych metropolii Azji. Ale jedno jest pewne – Mumbaju nie można się przestraszyć na zapas i szybko z niego uciekać. Trzeba go poznać, choćby z tej lepszej strony. Nie jest to proste, ale da się…

To w Mumbaju rozpoczęliśmy naszą przygodę z Indiami, no i w Mumbaju właśnie ją zakończyliśmy. A wszystko zaczęło się bardzo późno w nocy, właściwie to już nad ranem. Wtedy wylądowaliśmy na lotnisku Chhatrapati Shivaji, które znajduje się na przedmieściach Mumbaiu ( w miejscowości Sahar – 30 km na południe od centrum).


Mumbajskie lotnisko i transport do centrum miasta

mumbaj mapa zabytki atrakcjeLotnisko piękne, czyściutkie, architektonicznie wręcz zachwycające (całkiem niedawno zbudowane), ale nie to było wówczas najważniejsze. Na tym lotnisku poznaliśmy Pana Wojtka, który od kilku lat mieszka w Mumbaju i właśnie wracał z krótkiego urlopu w Polsce. Wojtek udzielił nam kilku rad w jaki sposób powinniśmy zachowywać się w tym mieście i Indiach w ogóle i zaprowadził do stanowiska pre-paid taxi (najbezpieczniejsza forma dojazdu do centrum) gdzie płacimy za kurs 700 rupii, dostajemy bilet i idziemy do kierowcy, który ma nas zawieźć w określone miejsce), które znajduje się na poziomie -1.

Wcale nie łatwo tu trafić. A wierzcie mi… bez możliwości zamówienia taksówki pre-paid jesteście zdani na taksówkarzy, którzy z 90% prawdopodobieństwem Was „okantują”.

Trochę na północ od lotniska (można pieszo w 10 minut, ale można też taxi za grosze) znajduje się jedna z odnóg mumbajskiego systemu metra. Stacje Sakinaka oraz Airport Road

Późno w nocy dojazd z lotniska do centrum zajął nam około 40 minut (w szczycie, kiedy korki są niesamowicie długie droga ta zająć może nawet dwie godziny!). Jeszcze tylko poszukiwania naszego hotelu – okazało się, że pan taksówkarz niestety nie wie gdzie może się znajdować, mimo iż podajemy mu dokładny adres, charakterystyczne punkty w jego pobliżu, dzięki odpaleniu załadowanego wcześniej widoku satelitarnego na google maps. – Tu, zaraz za kinem – woła Marcin. Kierowcy trochę głupio, że lepiej znamy centrum niż on. Nigdy nie byliśmy w Indiach…

Klika postojów, wymiana zdań kierowcy z innymi taksówkarzami i pracownikami hotelu (Hotel Abode. Butikowy, niedrogi ale też nie tani) i w końcu jesteśmy. Czekali na nas po północy. Idziemy spać, żeby po kilkugodzinnym odpoczynku rozpocząć zwiedzanie miasta… hmm wielu kontrastów. Tak nam mówiono przez wylotem.

Taksówki w centrum miasta są niesamowicie tanie. Za kurs 15 minut zapłacimy 100 rupii czyli 5 zł. Za krótkie kursy płacimy 2-3 zł. Naprawdę się opłaca. Aczkolwiek może nie w szczycie, bo wtedy szybciej pieszo. Zobacz naszego vloga o mumbajskich taksówkach.

 

IMG_6201

Tak, Mumbaj to bez wątpienia miasto kontrastów. Z jednej strony przepiękna (choć bardzo zapuszczona, taka „zastana”) brytyjska architektura kolonialna, a z drugiej strony slumsy i chaos głośnych ulic. Imponujące nowoczesne budynki hoteli i wieżowce, sąsiadujące z brudnymi uliczkami po których kroczą wychudzone krowy. Wspaniałe zabytki (jak chociażby Meczet Haji Ali) muszą walczyć z ich otoczeniem. Do niego akurat prowadzi droga tonąca wręcz w śmieciach i odpadach. Meczety i świątynie hinduistyczne i kościoły katolickie, w niedzielę zapełnione po brzegi. Wreszcie mnóstwo biednych, bezdomnych, często kalekich ludzi, którzy są zupełnie obojętni dobrze sobie radzącym mieszkańcom miasta. Codziennie do tego największego metropolitarnie miasta świata trafia kilkaset osób z indyjskiej prowincji. Miasto nie jest w stanie przyjąć takiej powodzi ludzi. Codziennie od 10 lat. Witajcie w Mumbaju!

Zwiedzanie Mumbaju w 2 dni. Co warto zobaczyć wg nas?

DZIEŃ PIERWSZY – kamien i liany

Udało nam się odpocząć kilka godzin, na więcej nie ma czasu – trzeba wyjść na miasto i rozpocząć zwiedzanie, pomimo delikatnego jet-laga. Jest godzina 12:00, przeraźliwie gorąco i duszno. Ulica „bucha” na nas jak otwarty piekarnik. Przypominają nam się słowa Wojtka z lotniska: „zawsze miejcie przy sobie butelkę wody i coś na głowie, żeby chronić się przed słońcem”.

IMG_6295

Miasto, które mieliśmy okazję zobaczyć późno w nocy zmieniło się w dzień nie do poznania. Wyludnione uliczki, wzdłuż których jechaliśmy (chociaż wyludnione to może przesadnie powiedziane – co jakieś kilka metrów na chodnikach spali przykryci po czubki głów bezdomni, często całe rodziny. Przerażający i bardzo przykry widok) teraz zapełniły się po brzegi. Poza tym gwar, korki, mnóstwo samochodów, riksz – wiecznie trąbiących klaksonami, krów, psów… Taki mały szok na samym początku, choć oczywiście tego właśnie się spodziewaliśmy. Ale celowo wybraliśmy ten hotel. Z niego praktycznie wszędzie było blisko. Pomimo, że Mumbaj to moloch.

Na samym początku postanowiliśmy udać się do bardzo znanego, tak naprawdę jednego z symboli miasta – hotelu Taj Mahal. Bez problemu, po krótkiej kontroli można do niego wejść i pozwiedzać. Kontrole konieczne, od czasu tragicznych zamachów terrorystycznych sprzed kilku lat.
Imponująca jest nie tylko jego fasada ale też hall i recepcja, no i oczywiście wewnętrzny „dziedziniec” – sielsko-anielskie miejsce z egzotyczną roślinnością, gadającymi papugami no i oczywiście basenem – tak tu przyjemnie chłodno i cicho…

IMG_6068

Ponieważ Taj Mahal znajduje się na przeciwko Wrót Indii, to próbujemy się dostać w pobliże tego zabytku. Próbujemy, bo wbrew pozorom nie jest to takie łatwe – kolejka do przejścia, gdzie sprawdzają nasze plecaki jest naprawdę długa (podzielona na damską i męską część). Na dużym placu aż roi się od turystów, ciężko jest przecisnąć się żeby móc zobaczyć zabytek z bliska, a co dopiero zrobić „bezludne” zdjęcie – zadanie nie do wykonania. A tak a propos zdjęć – co chwilę jesteśmy nagabywani przez panów z aparatami fotograficznymi, którzy oferują robienie zdjęć, co wbrew pozorom cieszy się wśród Hindusów dużą popularnością. Zauważyliśmy w ogóle, że Hindusi uwielbiają sobie robić zdjęcie (sobie samym) nie zważając wcale na tło, kadr – nie! tu liczy się tylko sama postać – pewnie żeby wrzucić na fejsa:) Ale oczywiście są ślepi na to, że Marcin paraduje z lustrzanką… Mimo tego, oferują nam zdjęcia.

Wrota Indii to budowla, która miała przywitać króla Jerzego V w 1911 roku, kiedy to przybył z „gospodarską” wizytą do Indii. Miała, ponieważ nie została ukończona, król zobaczył jedynie makietę łuku triumfalnego. Gdyby postanowił udać się tutaj 13 lat później zobaczyłby bazaltową budowlę w jej pełnej krasie. Tak czy owak, to bez wątpienia symbol Mumbaju!

mumbaj wrota indii

Pod Wrota Indii postanowiliśmy udać się nazajutrz wcześnie rano, by w spokoju zrobić zdjęcia. Polecamy wczesną porę dnia – po pierwsze zabytek jest ładnie oświetlony przez wschodzące słońce, po drugie nie ma prawie w ogóle ludzi. Fajnie wygląda z bliska, gdy przyglądamy się jego reliefom, zdobieniom, detalom.

Jest około 14:00 – padamy z gorąca (to wina wysokiej wilgotności powietrza). Postanawiamy znów uciec przed gorącem, tym razem do Muzeum Księcia Walii.

Bardzo ciekawe miejsce, do którego mocno ciągnie Marcina z uwagi na najpiękniejszą w Indiach architekturę brytyjsko-mogolsko-hinduską. Jeśli tak to można ująć. Stylowe połączenia orientalnych wykończeń i neogotyckiego wiktoriańskiego przepychu. To muzeum, które w sposób doskonały przybliża historię i kulturę Indii aczkolwiek jego zbiory, choć bogate nie mogą się równać z tymi z np. British Museum. Szczególnie interesująca naszym zdaniem jest kolekcja prezentująca miniaturowe malowidła, a także pięknie zdobione naczynia. Dość przerażająca jest natomiast kolekcja wypchanych zwierząt – choć dzieci nie kryły zachwytu!

muzeum ksiecia walii mumbaj

Kolejnym celem naszego zwiedzania, już od początku będącym na naszej liście, był jeden z najbardziej znanych zabytków kultury muzułmańskiej w mieście, czyli Meczet Haji Ali. Żeby się do niego dostać, musieliśmy skorzystać z taksówki (meczet oddalony jest o jakieś pół godziny od centrum), które są w mieście tanie, a nawet bardzo tanie. Wzniesiony w XV wieku meczet jest celem pielgrzymek wielu muzułmanów (to sanktuarium gdzie znajduje się grób ważnego muzułmańskiego „świętego” Haji Ali Shah Bukhari – bogatego kupca, fundatora meczetu).
Położony na wyspie, do której wiedzie grobla na której aż roi się od żebraków, sprzedawców wszystkiego co się da no i niestety śmieci. Jest tłoczno, gorąco ale docieramy na miejsce, po to tylko żeby zobaczyć meczet z bliska – nie wchodzimy do środka – jest tak tłoczno, że trudno jest się nawet obrócić. Meczet z białą kopułą i minaretami jest częstym motywem wielu pocztówek z Indii – chętnie fotografowany zwłaszcza o zachodzie słońca. Z bliska niestety widok nie jest tak kojący, jak ten na pocztówkach… Dosłownie 5 minut drogi na zachód od skrzyżowania przy meczecie pielgrzymi innej religii kierują się do hinduistycznej świątyni Mahalakśmi.

IMG_6280

Wracamy do centrum i udajemy się na spacer w kierunku Marine Drive, by stamtąd podziwiać zachód słońca (niestety zachody słońca o tej porze roku w Indiach nie należą do najpiękniejszych – spowodowane jest to dużą wilgotnością powietrza, zwłaszcza przy horyzoncie).
Na promenadzie, ciągnącej się wzdłuż wybrzeża, aż roi się od miejscowych – głównie młodych ludzi najwyraźniej spędzających tu każdy wieczór. Postanowiliśmy i my usiąść tu na chwilę i odpocząć do gorącym i pełnym wrażeń dniu. Ta część miasta to także jedna z najdroższych dzielnic, tutaj waśnie zlokalizowane są najdroższe hotele i restauracje. Pamiętajcie, że w tej części świata przez niemal okrągły rok słońce zachodzi około godziny 18:00! Weźcie to pod uwagę przy planowaniu zwiedzania.

IMG_6214

Pomiędzy tymi dwoma miejscami znajduje się jeszcze jedno małe „centrum” miasta. Mianowicie okolice Opera House, które przyciągają turystów głównie za sprawą oryginalnej dość starej portugalskiej zabudowy, niskiej, sprzed 300 lat (tak, tak – portugalskiej!) oraz położonej na samym końcu Zatoki Back Bay plaży Chowpatty. Jedynej plaży w Mumbaju, którą można nazwać plażą i tu chwilę wypocząć. Wieczorem też tętni życiem, jak wiele miejsc nad wodą.

DZIEŃ DRUGI – 

Wstajemy wcześnie rano (około godziny 6:00), by zgodnie z naszym postanowieniem jeszcze raz udać się pod Wrota Indii. Potem idziemy na mszę do kościoła katedralnego, po drodze mijając opuszczone, często bardzo zaniedbane kolonialne budowle – piękne wille, pałacyki, kamienice – szkoda, że tak to dziś wygląda i ciekawe jak wyglądało w okresie największej świetności Perły w Koronie Imperium. Kościół zapełniony niemal po brzegi – a znaczna część wiernych to miejscowi ubrani w tradycyjne stroje – kobiety w sari modlące się w katolickim kościele to dość nietypowy widok. Msza odbywa się w języku hindi, jest przyjemnie chłodno – pod sufitem umieszczono mnóstwo wiatraków, a my jesteśmy nie lada atrakcją… Przed kościołem wszyscy się witają z nami.

IMG_6272

Przez cały pobyt w Mumbaju czekaliśmy na potwierdzenie miejsca w pociągu, który miał nas zawieźć do Goa. System biletów kolejowych w Indiach jest chyba najbardziej skomplikowany na świecie. O tym będzie w osobnym wpisie. Jeszcze w Polsce przeszliśmy wszystkie procedury. Niestety ciągle byliśmy na liście oczekujących (waitlist), postanowiliśmy jednak sprawdzić wszystko na dworcu, z którego mieliśmy wieczorem ruszać w dalszą podróż. Ale na dworzec nie idzie się tylko, by kupić lub potwierdzić bilet. Na pierwszy piętrze, obok zatoczki taksówek znajduje się specjalna kasa dla obcokrajowców. Skorzystajcie z niej.

Ale to nie jakiś tam zwykły dworzec tylko Dworzec Wiktorii (Chhatrapati Shivaji Terminus) wpisany na listę zabytków UNESCO. Imponująca kolonialna budowla – kolejny symbol miasta, wyróżniający się architekturą ze strzelistymi wieżyczkami, centralną kopułą z zegarem, przepychem dekoracji – płaskorzeźb, fryzów i swoją monumentalnością. W środku jednocześnie może znaleźć się kilka tysięcy osób, na właściwy peron idzie się i idzie i idzie… czasami 10 minut. Wewnątrz już tak bardzo nie zachwyca, może dlatego, że ciężko jest się przebić przez tłumy podróżnych i warto mieć zatyczki do uszu. Niestety listy podróżnych w dalszym ciągu nie było… A czas mijał.

dworzec victoria mumbaj

Idziemy na spacer po mieście, w kierunku wschodnim: przeciskamy się przez liczne bazarki, sprzedawców oferujących uliczne przekąski, porozkładane na chodnikach koce, na których poukładano koszulki, skarpety, chusty, buty, okulary, zapalniczki, zegarki i wszystko, co możliwe – to miejsca pracy wielu sprzedawców. Gdzieniegdzie mija nas krowa, a przejście przez ulicę do wyczyn za który powinno dawać się nagrody – nie ma co liczyć na to, że jakiś kierowca się zatrzyma – nawet na pasach, nie ma także co zwracać uwagi na kolor świateł. Uważać także należy na liczne bezpańskie psy – biedne, wychudzone które często są bardzo agresywne, bo głodne. Gdy będziecie spacerować wieczorem uważajcie na jeszcze inne zwierzęta – mianowicie na…. latające listy, czy inaczej latające psy! To ogromne nietoperze, których chmara przeleciała nad naszymi głowami!

Na wschód od dworca znajduje się dzielnica Trzeba jednak przyznać, że ścisłe centrum Mumbaju, głównie w okolicach

Mijamy kolejny, imponujący budynek, który w udany sposób łączy dwa style architektoniczne, gmach Uniwersytetu Bombajskiego – niestety nie można do niego wejść, jest strzeżony przez żołnierzy (to pewnie na wypadek ataków terrorystycznych, które miały miejsce w Mumbaju kilkakrotnie). Na uwagę zasługuje także wspaniały, kolonialny budynek Poczty Głównej, położony kilka kroków na wschód od dworca i imponująca Katedra św. Tomasza, a także biała, neoklasycystyczna Biblioteka Towarzystwa Azjatyckiego. Centrum tego obszaru, czyli dzielnicy Fort stanowi owalny, przypominający ten w miastach Europy plac Horniman Circle, w środku którego za żelaznym płotem znajduje się urokliwy park.

IMG_6174

Jeśli chodzi o tereny zielone, to Mumbaj ma swój własny „Central Park” nieco dalej na zachód. To Azad Maidan, gdzie warto odpocząć i można zobaczyć miejscowych, grających w ich ulubiony sport – krykieta, a w oddali majaczy charakterystyczną wieżę zegarową Rajabai, należąca do kompleksu uniwersyteckiego.

Wieczorem opuszczamy miasto, wiedząc, że będziemy tu jeszcze przez pół dnia przed powrotem do Polski. Właściwie po to tylko (oprócz tego, że stąd mieliśmy wylot do Amsterdamu) żeby udać się jeszcze na wyspę Elephantę.

To także świetna okazja żeby zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy, no i oczywiście uciec przed gwarem miejskim. Kolorowe promy cumują tuż pod Wrotami Indii – podróż trwa jakieś 50- 60 minut. Kompleks jaskiń – świątyń wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Będąc tu od razu przyszła nam na myśl Petra, choć oczywiście kompleks jest znacznie mniejszy, a w skałach wyrzeźbione są jedynie świątynie. Oprócz zabytków sakralnych, wielką atrakcję są tutaj także małpki – wszędobylskie, śliczne ale też momentami groźne.

Mumbai, czy Bombaj? Pierwszą nazwą miasta, był ta nadana przez Portugalczyków, którzy opanowali miasto w XVI wieku. Obszar ten nazwali Bom Baia, czyli Dobra Zatoka, z czasem (co związane jest z angielskim panowaniem) nazwa ta przyjęła formę Bombay. W 1995 roku nazwa została zmieniona na Mumbai – od imienia bogini Mumba Devi , by odciąć się od kolonialnej przeszłości.

GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi w Mumbaju | Zarezerwuj hotel w Mumbaju

No i jeszcze więcej zdjęć:

IMG_6304
Plaża Chowpaty Beach. Jedyna taka. W tle biznesowa dzielnica

IMG_6297
Dawna dzielnica portugalska

IMG_6254
Hotel Taj Majal Palace w całej okazałości

IMG_6207
Oval Maidan i budynki Uniwersytetu Mumbajskiego

IMG_6191
Okolice katedry Anglikanskiej św. Tomasza

IMG_6157
Budynek Poczty głównej

IMG_6151
Postój taksówek przy kasach dworca Victoria

IMG_6131
Jedno z wielu dziwnie ulokowanych targowisk

IMG_6124
Odpoczynek w cieniu arkad Muzeum Księcia Walii

IMG_6114
Ten sam budynek i jego mauretańskie wstawki architektoniczne

IMG_6058
Takich opuszczonych albo zamieszkałych, choć wyglądających na opuszone willi z XIX wieku jest na pęczki

mumbaj fotogaleria
Motywy subkontynentu indyjskiego widoczne w tkance mieszkaniowej ale i reprezentacyjnej, jak Brama Indii

IMG_6055
Brama Indii widziana z okolic targu rybnego

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 7

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Jarek Tyrka napisał(a):

    Fajny wpis. Ja odwiedzam Mumbai co jakis czas i obserwuje jak to miasto sie zmienia. Mieliscie szczescie ze juz dotarliscie na nowe lotnisko. Poprzednie to byla przygoda sama w sobie. Jsli ponownie dotrzecie do Mumbai to jesli moge polecic 2 – 3 miejsca to Dobi Ghat – czyli wielka pralnia miejska – mozna tam wejsc do srodka , oraz swiatynia Ganeszy to bardzo popularne bostwo w Mumbai.. pozdrawiam serdecznie Jarek

  2. Bartek Bandurowski napisał(a):

    W Mumbaju skwar, a w Radzastanie zimno i zamglono 🙁

  3. Culture Up napisał(a):

    Chcę tam być! 🙂 Teraz.

  4. jadwiga napisał(a):

    Poznaliście Hindusow-jacy oni są czy oszukują?

  5. Anetta napisał(a):

    Super relacja! Mumbaj warto zobaczyc. Po prostu 🙂

  6. Bylam tam i mam mieszane uczucia.Mumbaj ma cos w sobie-szkoda ze taka bieda

O blogu w mediach