Home Blog Opinie i felietony Motylanezja: 7 zaskoczeń i 7 zachwytów tuż po powrocie [+KLIP]

Motylanezja: 7 zaskoczeń i 7 zachwytów tuż po powrocie [+KLIP]

Autor: Marcin Nowak | niedziela, 22.02.15 | 18 komentarzy

boroburud indonezja azja

To złożona sprawa. Takiego typu podróże… Masz 2 tygodnie urlopu, wywalczone. No dobra, trochę wiecej, niż dwa. Patrzysz na swoją listę podróżniczych marzeń. Wiesz, że być może drugi raz takiej szansy nie bedzie – ruszyć za darmo w ten rejon świata. Myślisz: zróbmy więc to intensywnie i obficie. A potem Ci z boku tradycyjnie się podśmiechują: „Taaa, czyli dokładnie tak, jak to robicie zawsze”.


Odwiedziliśmy Indonezję (Jawa), Singapur i kontynentalną część Malezji. A dziś wzorem wpisu, opublikowanego po powrocie z Gwatemali albo Indii kilka szybkich refleksji i opinii po powrocie. Najlepszych, bo na świeżo. Wtedy Wam się bardzo podobało, więc i tym razem zaryzykowaliśmy.

Jak zawsze przy tego typu wpisach należy dodać informację ostrzegającą, że nie jest to wpis dla osób, które zjeździły dany kraj wzdłuż i wszerz, mieszkają tu i dobrze znają. To raczej wpis dla żółtodziobów lub ludzi, którzy tak jak my, nie mogli pozwolić sobie na długą podróż po tych rejonach i łatwiej u nich o pobudzenia pewnych wspomnień. Bo przecież jak chcecie głęboko i profesjonalnie to odwiedzicie Zu in Asia lub Emi w drodze

Co dalej? Tym razem już nie eksperymentowaliśmy z vlogami na żywo, powstało kilka wpisów, ale tak naprawdę większość przed nami. Powstanie 6 dłużsyzch filmów, tyle samo wielkoformatowych galerii, trzy mapy i trzy przewodniki oraz 8-10 wpisów z relacjami. O jeszcze jedna, spektakularna rzecz. Ale to niespodzianka

ZASKOCZENIA:

1. Przesadna życzliwość Indonezyjczyków i oszczędna Chińczyków

– Dzień dobry. Czy mogę zadać pytanie? – podbiega do nas mała Indonezyjka, góra 12 lat, wytypowana przez grupę koleżanek, które cicho chichrają w tle. Śmiesznie przebiera oczami. W sekundę patrzy na nas, znajomych i notesik. – Jasne. Proszę.
– Jak się nazywacie, skąd jesteście, czy podoba Wam się Indonezja, czy mogę prosić o wspólne zdjęcie?

Chwilę potem kolejny przypadek. „Jak się nazywacie, skąd jesteście…”

Po chwili kolejny i kolejny. „jak się nazywacie…”. – Hej przepraszamy, jesteśmy zmęczeni / hej może później? / hej nie mówimy po angielsku.

W Dżakarcie udzieliliśmy takich wywiadów ponad 20, w Borodubur z 10. Tutejsze dzieciaki na wycieczkach szkolnych realizują zadania domowe a angielskiego, które polegają na „znajdź białasa (czyli Boule), zrób wywiad po angielsku, sfotografuj się.

Indonezyjczycy to jednak niesamowicie przyjazny naród. Ile w tym autentycznej szczerości – nie wiemy, ale uśmiech nie znika im z ust i oczu, próby przejścia przez ruchliwe ulice skończyły się kilka razy pomocą miejscowych, którzy zatrzymywali samochody. Albo to jacyś społeczni kontrolerzy ruchu?
W przeciwieństwie do mieszkańców Singapuru (ale głównie chińczyków w Singapurze i Malezji), których skłonność w wyrażaniu emocji kończyła się na spojrzeniu przez chwilę w oczy rozmówcy lub krótkim yes or not. A te dwie kultury dzieli tylko jedno i to wcale nieduże morze. Ale kontrast poznawczy nam się udzielił i to bardzo.

IMG_0446

2. Niesamowite połączenie smaków słodkiego ze słonym

W Indonezji żywiliśmy się różnie. Raz wykwintnie za 25 zł 😉 a raz standardowo za kilkanaście lub ekstremalnie za kilka zł. Idąc za miejscowymi kilka razy trafiliśmy do fajnych knajpek, gdzie zaskoczyło połączenie słonego ze słodkim. A zwłaszcza w przypadku ryby i placków z soczewicy. Wszystko było sklejone w gęstym syropie karmelowym a nosiło znamiona słoności. Połączenie ciekawe, ale dla wytrwałych.

I tak najlepsze na świecie jest Nasi Goreng, nam się nie znudziło, smakowało zawsze w różnych okolicznościach i w różnej formie. Od tych jedzionych w pociągu, na talerzu czy w gazecie, liściu bananowca.

Indonezja jedzenie

3. Ceny komunikacji publicznej i jedzenia w Singapurze

Singapur to drogie miasto. Tak, we wszystkim oprócz komunikacji i jedzenia. Patrze teraz na bilet KZK GOP okresowy za 3,60 i jadę zimnym Jelczem góra 15 minut do siebie na osiedle a potem przypominam sobie supernowoczesne metro za taką samą cenę za odcinek i myślę sobie „o świecie parszywy”.
Tak samo z jedzeniem, które dzięki instytucjom takim jak Hawkers Centre jest śmiesznie tanie i tylko w tej taniości należy wyszukiwać jakości. Która i tak jest na wysokim poziomie. W Little India zjedliśmy najtaniej – za 7 dolarów (uczta!) trochę drożej, za 9 dolarów a najlepszym (niezmiennie od 30 lat) miejscu z jedzeniem w Singapurze czyli Old Airport Road Food Centre.

Old airport road singapur

4. Różnice cenowe biletów w Indonezji

250000 rupii za wstęp do Borobudur i jakieś 10x mniej dla mieszkańców Indonezji. Takiej przebitki powstydziliby się nawet Hindusi z Wyspy Elefanta w Mumbaju. Coca-cola choć ma na butelce cenę sugerowaną 2950 może Cię kosztować 10000 i nie pomaga pokazywanie palcem pani sprzedawczyni zółtej ceny, bo ona Ci odpowie z wymownym uśmieszkiem „picture, only picture, no price”.

To powszechne zjawisko w całym kraju i zaakceptowane. Osobiście bardzo nas to irytuje, ale z drugiej strony – może kraje tzw. „wschodzące” powinny mieć okres ochronny? Kraje przez długi czas eksploatowane nie zawsze na partnerskich zasadach przez kraje zachodnie może mają prawo pobierać od zachodnich turystów większe opłaty? Temat do rozważenia, acz Polska kolonii nie miała. No może przez chwilę, w Gambii.

5. Mieszanka kulturowa Malezji

Pierwszy raz byliśmy w kraju hmmm… nie można powiedzieć, że bez tożsamości narodowej i kulturowej, bo odzwiedzając ratusz miejski w Kuala Lumpur trochę ostudziliśmy takie oceny w sobie, ale kraju… opartego z definicji na różnorodności. Malezja jest jednym z bogatszych krajów Azji i celem pielgrzymek wielu imigrantów z Indii, Sri Lanki, Bangladeszu, Myanmy, Indonezji czy Filipin. Jak poznać z jakich krajów najwięcej imigrantów jest w danym kraju? Proste, wstąpić do pierwszego lepszego tepehone centre, gdzie pokazuje cenniki rozmów międzynarodowych z poszczególnymi krajami. Dla Hindusów, którzy obecnie tworzą w Malezji i Singapurze trzecią siłę to ziemia obiecana, dużo przyjaźniejsza niż kraje Zatoki Perskiej, dla Chińczyków i zasymilowanych Chińczyków (czyli Perenakan) główne centrum diaspory i przez dłużej niż 100 lat miejsce, skutecznych i intrygujących interesów. Do Malezji ciągną też za lepszym życie buddyjscy birmańczycy, uciekinierzy z Tybetu, indonezyjczycy z niedniejszych rejonów kraju oraz europejczycy. Wszystko to zawiera się w prostym, krótkim powiedzeniu jednego z taksówkarzy, którzy ujął to mniej więcej tak: „Malaysia is perfect country. No war, no poor, good work, muslim, hindu and buddhism live in peace”. Taksówkarz Hindus, skierowany do nas przez chińczyka – przełożonego.

6. Komercja wokół chińskiego nowego roku i buddyzmu

To zaskakuje. Wiele osób kole w oczy przemysł dewocjonalniany przy światyniach chrześcijańskich, bardzo nas zasmuciły sceny na Starym Mieście w Jerozolimie, dość normalne wydawało się to, choć w mniejszej skali wokół świątyń hinduistycznych, ale to, co wykształcono wokół buddyjskiego dziedzictwa w Malezji i Inzonezji, może szokować.

Aby wyjść z Prambanan (miks buddyjsko-hinduski) trzeba udać się daleko, daleko do jednego, jedynego wyjścia, prowadzącego nie przez dziesiątki, ale setki straganów z pamiątkami wątpliwej jakości, żeby wyjść z Borobudur trzeba zrobić sobie taką samą wycieczkę, 15 minut pod duszynymi, zadaszonymi straganami, ale tu… w świątyni Kek Lok See w sercu Penang doznaliśmy olśnienia. Można bardziej!
Oto przedzierając się do podnóży góry z klasztorem, później jednego, drugiego i trzeciego dziedzińca, później dwa korytarze, schody, korytaze, schody, winda, plac – musiliśmy przejść przez kilkanaście sklepów z niskiej jakości pamiątkami. To było dość szokujące, dla nas, nowicjuszy w temacie, wyobrażających sobie sterylność buddyjskiej religii, wyobcowanie, odosobnienie, wyzbycie się dóbr doczesnych lub oddalenie od miejsc, które to symbolizują.

Bo jeśli chodzi o komercjalizację obchodów święta Chińskiego Nowego Roku to można było się tego spodziewać. Światowe marki, koncerny, sieci muszą mieć jakiś punkt zaczepienia w tym rejonie świata wzmożonej siły przekazu. Z wiadomych względów raczej nie jest to okres Bożego Narodzenia jak w większości rejonów swiata, więc stanęło na Nowy Roku. Więc specjalne puszki coli, billboardy, reklamy i wystrój centrów handlowych, przepalony aż do szczytu czerwoności czerwonymi lampionami – był dla nas trochę zrozumiały. Acz skala – niesamowita.

penang światynia buddyjska

7. Rynek lotniczy i ceny biletów w Malezji i Indonezji

Emi z bloga Emi on the Way, z którą się spotkaliśmy powiedziała nam, że po katastrofie Airasia rząd zaczął interesować się mocniej przesadnymi promocjami, obcinaniem cen itd. My bilety AirAsia do Sigapuru kupiliśmy na 2 dni przed lotem za chyba dobre 120 zł. Natomiast lot pomiędzy Malakką a Penang kosztował nas 49 ringitów czyli 49 zł. Spoko.

Potem sprawdzaliśmy i na różne połączenia w Malindo Air można było na dzien przed kupić bilety w podobnych cenach. Siatka Malindo jest mocno rozbudowana. A do tego jeszcze Firefly, Airasia, Naprawdę można po Malezji i Indonezji latać tanio bez specjalnego polowania z dużym wyprzedzeniem. Ale z Penang do Kuala Lumpur pojechaliśmy sobie autobusem, specjalnie, zeby napisać kilka postów i posegregować foldery ze zdjęciami. I wyszło dłużej i ciut drożej 🙂

ZACHWYTY:

1. Wschód słońca nad Borobudur

Pomijając, ze do dziś nas i nie tylko nas zachwyca TO zdjęcie. Trochę trzeba było się nagimnastykować, żeby zastać taki moment dnia. Ale i tak mieliśmy pogodowe szczęście, że tak było widno i parowała dżungla, to niewątpliwie jest kolejne potwierdzenie naszej teorii, że najcudowniejsze części podróży do poranki i póóźne popołudnia. To jakby dni w dniach, orzeszki w czekoladkach, niespodzianki w jajkach-niespodziankach. Ten wschód nad Borobudur, z wulkanem Merapi w tle, z tak unikalnym układem chmur, z tym światłem, z mgłą, zarysem świątyni, zapachem i hałasem leśnych stworzeń – zapamiętamy na zawsze!

wschod slonca borobudur indonezja

2. Prambanan i okolice

Jesteśmy w stanie zaryzykować twierdenie, że Prambanan (którego nazwa jest na tyle śmieszna, że łatwo ją zapamiętać) i okolice podobał nam się bardziej niż słynne Borobudur. Jedno i drugie leży blisko Jakarty, jedno i drugie jest wpisane na listę UNESCO, jedno i drugie trzepie po kieszeni. Ale dla osób podróujących krótko bezsensem byłoby oszczędzać na czymś takim.

Zobaczyliśmy tą niesamowitą hinduistyczną świątynię, jako, że nigdy nie widzieliśmy Angkor Wat poraziła nas ogomem i pięknem. Tak samo jak indyjskie Hampi. Do tego sporo okolicznych, mniej znanych świątyń oraz nieodległy pałac legendarnego króla Boko, z przyległościami, gdzie zastało nas najpiękniejsze światło w Indonezji i najpiękniejsza kolacja, z wulkanem Merapi w tle.

Prambanan indonezja

3. Lot nad wulkanem

Jakoś mamy niesamowite szczęście do wulkanów z góry. Nad Wezuwiuszem o świcie, prawie na wyciągnięcie ręki, nad wulkanami środkowoamerykańskimi też praktycznie bardzo blisko. No i wtedy podczas lotu z Yogyakarty do Singapuru. Takiego startu chyba od czasów tego nad Laguną Wenecją jeszcze nie doswiadczyliśmy. To było „osom’ jak mówią współcześni młodziankowie 😉

Żegnaj Jawo 🙁 #motylanezja #merapi #airasia #travel #podroze #flight #volcano

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marcin Nowak (@wedrownymotyl)

4. Gardens By the Bay i wieczorny pokaz

gardens by the bay singapur

Jeśli zapytacie nas co nas zaskoczyło najbardziej to jedno i drugie od razu odpowie bez zawahania – Gardens By The Bay!

Najnowocześniejsza, najczęściej nagradzana i spektakularna atrakcja Azji. Singapur może być z niej dumny i choć kosztowała majątek to cieszy oko i ucho. I nos.
To futurystyczny ogró botaniczny o rozmiarach miasta, którego centralnym punktem oprócz dwóch kosmicznych egzotariów jest las sztucznych drzew o wysokości prawie 100 metrów. Wieczorem, gdy drzewa przybierają się w dziesiątki kolorów rozpoczyna się spektakl „światło i dźwięk”, któremu daleko do kiczu a blisko do czegoś perfekcyjnego. Muzyka, aranżacja świateł, forma, Marina Sands Bay w tle. Byliśmy pod wielkim wrażeniem! O tym miejscu napiszemy niebawem w osobnym wpisie.

5. Dziki kraniec Penang

IMG_1885

O Penang przygotujemy mały praktyczny przewodnik, natomiast już tu warto zaznaczyć, ze to nie jest wyspa dla szukających chilloutu i dzikich plaż. To kierunek Langkawi albo lepiej Tioman polecamy.
To wyspa dla wielbicieli tego, co najlepsze w wielokulturowości: ciekawej architektury, miksu religijnego i kuchni. Są tu tylko dwie w miare „dzikie” i spokojne plaże. Jedna to Teluk Kampi, do któej idzie się 2h szlakami przez Park Narodowy Taman Negara a druga to Pasir Panjang, do której idzie się drogą pośród dzungli z sennej rybackiej wioski, do której wcześniej trzeba się przedrzeć dwoma autobusami z Georgetown.

To przeciwległy kraniec wyspy, który nas zachwycił. Tak samo jak ogromny, prawie 2-metrowy waran leśny, który dostojnie przeszedł nam drogę w bezpiecznej odległości. Nasi hostowie w Georgetown byli w szoku, ze udało nam się go zobaczyć. Oni żyją tu 15 lat i nie widzieli. Heh, to jak z naszym wilkiem w Bieszczadach. Ma się to szczęście.

6. Petronas Tower od dołu

kuala lumpur petronas

Robi wrażenie i trudno się zarzekać, że nie. Trudno powiedzieć na ile oceniałoby się Kuala Lumpur, gdyby nie słynne dwie wieże, które – no powiedzmy sobie obiektywne – są po prostu też ładne, eleganckie, imponujące. Nie jest żadnym ryzykiem stwierdzenie, że to wciąż jeden z najpiękniejszych budynków na świecie. Szkoda, że wejście jest dość drogie, ale śmiemy twierdzić, że widok z samych wież jest dużo mniej imponujący niż spod nich. Ktoś potwierdzi?

7. Pogoda do zniesienia

Lecąc w te rejony świata, po raz pierwszy poza równik, po raz pierwszy w strefę cyklonów, co prawda w końcówkę, ale jednak sezonu deszczowego byliśmy pełni obaw. Że dość długo zajmie nam przystosowanie się do wilgotności powyżej 90% i trudnym do oddychania powietrzu. Ale przecież przeżyliśmy ostatni dzień w Mumbaju z wilgotnością 94% więc może się uda. Udało się. Powietrze w Indonezji było przyjazne, dało się bez problemu oddychać, nie było wcale duszno, a czasami wręcz chłodny wiatr iametralnie obniżał temperaturę odczuwalną do 28-29 stopni. Padało tylko raz, gdy jechaliśmy pociągiem z Jakarty do Jogyakarty. Jak się okazało deszcze nie ustępowały i kilka dni po naszym wyjeździe w Jakarcie nastąpiła powódź 50-lecia. Singapur również okazał się łaskawy, wieczorami było wręcz chłodnawo. Malakka i Penang leżą nad Morzem Andamańskim i to dało się odczuć. Natomiast jedynym miastem, gdzie realnie było nam ciężko czasem zaczerpnąć powietrza było Kuala Lumpur. To logiczne, bo stolica Malezji jest dość niefortunnie w dużej mierze betonowa i nie leży nad morzem. Gdy raz taksówkarzowi zepsuło się auto na środku drogi, momentalnie po 2 minutach zaczęliśmy odczuwać jakby ktoś zaczął nas gotować na parze w prawie 100 stopniach. Daliśmy mu połowę kwoty kursu i uciekliśmy prędko. Ale ogólnie – duży zachwyt nad pogodą, która nam się udała. Padało ostro tylko raz – przed dwie godziny na Płąskowyżu Dieng. Poza tym – przez 2 tygodnie nie zmoczyło nas ani trochę.

To chyba na tyle refleksji i dość prostych, szczerych odczuć. Mamy ich dużo więcej, ale już tyczących się konkretnych miejsc, historii. Dlatego śledźcie nas na bieżąco, jeśli jesteście zainteresowani tematem 🙂

Motylanezja | Indonesia Singapore Malaysia from Marcin Nowak on Vimeo.

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 18

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. mm napisał(a):

    Borobudur i Prambanan sa koło Jogjakarty a nie Jakarty 😉

  2. Ollie napisał(a):

    O, no i jakie piękne zdjęcie o wschodzie słońca z Borobudur 🙂

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Dzięki. wyczekane. no i wymodlone, bo brak chmur w tym miejscu to raz na 5-6 dni 😉

  3. podróże napisał(a):

    Czytałam zachwycona- super zdjęcia.

  4. Magda Kajzer napisał(a):

    Świetny wpis. Zupełnie zaskakujący i zachwycający ;). Wasze relacje czyta się jak dobrą książkę 🙂

  5. Magda Kajzer napisał(a):

    Świetny wpis. Zupełnie zaskakujący i zachwycający ;).

  6. Julia napisał(a):

    Na Petronas Towers najlepsze widoki z są baru z basenem, w hotelu naprzeciwko 🙂 A Gardens by the Bay uwielbiam tak samo, jak Wy <3

  7. Karol Werner napisał(a):

    Ej, Marcin! Mam ochotę zabić Cie za tak małe rozdzielczości tych zdjęć!

  8. Łukasz napisał(a):

    Bardzo lubię Wasze wpisy i zdjęcia, które są b. dobrej jakości, ale mam wrażenie, że podróżujecie bardziej dla wpisów i odhaczania kolejnych miejsc na mapie świata niż dla poczucia klimatu, poznania ludzi i klimatu, bo opis zabytków, jedzenia czy dżungli w żaden sposób nie mówi mi jaki dany kraj jest.
    Pozdrawiam.

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Masz sporo racji. Ale częściowo. Raczej nie podróżujemy dla ludzi i „poczucia klimatu” w Twoim mniemaniu, gdyż jako ludzie na etacie, dysponujący tygodniem-dwoma urlopu nie będziemy nawet porywać się z motyką na słońce. Na to potrzeba tygodni wielu a nawet miesięcy. Nigdy tego nie ukrywaliśmy, że wyznajemy wyższość miejsc i przestrzeni nad resztą rzeczy a najlepiej czujemy się ze sobą nawzajem.
      Dla nas poczucie klimatu to szukanie śladów kolonialnej Batavii w Dżakarcie oraz wschód słońca nad Merapi czy uliczne jedzenie w Singapurze

      • Ewa napisał(a):

        Fajnie jest wiedzieć, że nie jest się samemu w takim sposobie oglądania świata 🙂 pozdrawiam i zazdraszczam 😀 jesteście dla mnie źródłem świetnych pomysłów!

  9. Monix Krawczyk napisał(a):

    Zachwyciliscie mnie!

  10. Ajka napisał(a):

    Super, wszystko! Ciekawostki ciekawe, zdjęcia piękne. Kurka wodna dopiero lecieliście a już dawno wróciliście. Jak to wszystko jest możliwe:))

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      To jest w pewnym sensie straszne 🙁 Ale chyba tak musi już być. Jak picie herbaty to prawie esencji

  11. Bartek Bandurowski napisał(a):

    Zazdroszczę Jawy 🙂

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 18

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach