Home PORADY i OPINIE Przed podróżą 7 i pół tez, dzięki którym nie ubezpieczamy się w podróży

7 i pół tez, dzięki którym nie ubezpieczamy się w podróży

Autor: Wędrowne Motyle | piątek, 1.05.15 | 26 komentarzy

Lotnisko we wrocławiu

Ubezpieczamy się zawsze. To chyba wynika z naszego charakteru. Nie tyle przezornych, co trochę zapobiegliwych. To tak jak z pomysłami na podróż. Niektórzy chętnie powiedzą „pakuję plecak i jadę byle gdzie, byle z kim” a inni mają wszystko zaplanowane. Dużo osób mówi „jak ma mi się coś stać w Turcji, to równie dobrze może mi się stać u mnie na osiedlu”. Niby tak, ale życie to wielki algorytm różnych wypadkowych. I każdy wyjazd trochę przestawia wyniki rachunku prawdopodobieństwa.


Tani wyjazd z upolowanymi za 1500 zł w promocji biletami do Tajlandii, wyżywieniem i noclegami czasami za darmo czasami za półdarmo – 3000 zł. Da się? Jasne!
Ból zęba – problem na kilka tysięcy złotych, Prawdopodobieństwo 0-1%. Zranienie, skaleczenie – problem na kilka tysięcy złotych. Prawdopododobieństwo: 2-3% Zatrucie pokarmowe – problem na kilka tysięcy złotych. Prawdopodobieństwo: 5-10% (i to już i tak optymistyczne założenie, bo flora bakteryjna nie kłamie), złamanie nogi – szkoda gadać. Ok, już dalej nie wymieniamy.

Pisanie o ubezpieczeniach to może być temat tabu. Zwłaszcza, gdy powstaje w wyniku współpracy z marką. Ale to jednak tak przyziemnie ważna sprawa, że i tak sporo z Was się tym interesuje. Widać to też po tym, ile nieścisłości i wątpliwości krąży po sieci. Przy czym to mało drażliwy jednocześnie temat, bo ta sfera opiera się całkowicie na dobrowolności. Chce to kupuję, nie chcę nie kupuję. Przekonanych na „nie” nie ma co przekonywać. Jednak napiszemy dla pewnej grupy ludzi, którzy bazują na pewnych tezach, które – akurat one właśnie – nie do końca są prawdziwe.

Więc dlaczego nie ubezpieczamy się przed podróżą?

1. Bo równie dobrze półka na głowę spadnie mi w domu

To prawda, zwłaszcza, że u nas w Bytomiu niedawno nieźle tąpnęło. Problem w tym, że półkę montowałeś Ty sam i znajduje się w jednym pokoju. A hosteli po drodze na 3-tygodniowym wypadzie do Tajlandii odwiedzasz łącznie piętnaście. Do pracy jeździsz jedną linią autobusową a na wyjeździe łącznie korzystasz z 12 połączeń autobusowych. Jest 12 razy więcej szans, że kierowca będzie przepracowany i za gwałtownie zahamuje a ty rąbniesz czołem w barierkę
WĄTPLIWOŚĆ: 15 hosteli, 15 osób montujących półkę, 150 osób przewijających się przez pokój miesięcznie. Prawdopodobieństwo, że ta półka spadnie Ci na głowę jest więc 2250 większe, niż „równie dobrze spadnie mi na głowę w domu”. Z przykładowymi podróżami autobusem podobnie, tylko, że tylko 12x większe. Pamiętaj, mówienie, w ten sposób jest nieprawdziwe, bo najzwyczajniej w świecie intensywna podróż mnoży istotnie liczbę wypadkowych. Dosłownie i w przenośni.

2. Bo to za krótki wyjazd, by coś się przydarzyło

Lecę na dwa dni do Londynu. Mam tanie loty, hostel w centrum, w poniedziałek wracam do pracy. Co może mi się stać przez dwa dni i to w tak „cywilizowanym” kraju, jak Wielka Brytania?
WĄTPLIWOŚĆ: Dwudniowy wypad to bardzo intensywne zwiedzanie, czasami bieganie. Dużo przesiadek w transporcie publicznym, schodów, nasze nogi dość intensywnie pracują, często przechodzimy kilka kilometrów pieszo łącznie, czyli tyle co normalnie w tydzień, stawy uginają się kilkadziesiąt razy częściej, prawdopodobieństwo jakichś kontuzji nogi jest dużo większe (Zwłaszcza, gdy na co dzień pracujecie np. przy biurku). Poza tym co, jak nam się spóźni wieczorny lot powrotny do Polski?

3. Przecież jadę do hotelu, apartamentu, pensjonatu. Ludzie!

A tam wszystko będę miał albo przynoszone pod nos, albo za bardzo nie planuję jeździć, tylko wypoczywać w jednym miejscu. Poza tym to przecież Egipt czy inna Turcja. Albo nie, nie w hotelu. My wynajmujemy ze znajomymi domek na Majorce, ha!
WĄTPLIWOŚĆ: Pomyśl. Jeśli jedziesz w miejsce sobie nieznane. Jak rośnie prawdopodobieństwo poparzenia, porażenia prądem, potknięcie sią o próg czy też, że z szafki wyleci Ci nóż w kuchni? No większe. Ile razy w ciągu dnia idziesz popływać? Dwa? Razem ile to wyjdzie? 14? A ile razy robisz to w tygodniu w Polsce? Ile procent szans więcej jest że zatrujesz się posiłkiem, przygotowanym nie wiadomo gdzie i przez kogo niż tym swoim? No większe. A inna woda? A flora bakteryjna? A dziwne zwierzaczki? Jeżowce u Ciebie na kąpielisku występują? No nie.
Nie, nie chodzi o narzekanie starej ciotki. Po prostu matematyka dla ostrożnych. Nawet jak wszystkie te czynniki zwiększą prawdopodobieństwo tylko o 1-2% to wniosek, że wszystkie do kupy dadzą mocne kilkanaście procent. Dla tego optymisty to i tak nic nie zmienia, ale przezorny już się zastanowi.

4. Ponieważ ubezpieczenia są drogie

Trudno z  tym polemizować, bo każdy ma swoje podejście drożyzny i taniości. Tak naprawdę ubezpieczenia są tanie. Nawet śmiesznie tanie. A nawet żenująco tanie. Zwłaszcza wtedy, gdy coś się stanie.
WĄTPLIWOŚĆ: Jeśli coś się (odpukać) stanie, to sytuacja losowa rodzi za sobą wydatki rzędu kilku, kilkunastu a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wobec tego zapłacenie kilkudziesięciu czy stu kilkudziesięciu złotych za polisę ma sens. Zakładając, że należysz do grupy pesymistów (Na 100% coś może mi się przydarzyć) albo realistów (Albo mi się przydarzy albo nie 50/50% ) albo umiarkowanych optymistów (Szansa, ze coś mi się przydarzy wynosi 1%) – Ubezpiecz się, bo wtedy, zgodnie z Twoim myśleniem – polisa jest tania. Droga będzie wtedy, gdy wiesz na 100%, ze nic Ci się nie przytrafi. A tak w ogóle to na rynku funkcjonują porównywarki online, to już nie te czasy, gdy byliśmy zdani na to co podłoży nam konsultant, albo przekopywanie dziesiątek ofert

5. Ponieważ ubezpieczalnie oszukują i wyłudzają pieniądze

Nie ma drugiego tak dziwnego biznesu jak ubezpieczenia. To prawda. Ale jak ktoś jest dobry z matematyki, to wie, jak to wszystko działa. Wszyscy płacą, przytrafia się połowie. Wszyscy płacą za spokój, połowa płaci za spokój i konkretną pomoc. Czyli wszyscy kupują, ale tylko część dostaje „coś”. Zawsze będzie więcej płacących za spokój, niż otrzymujących konkretną pomoc. Dlatego to samofinansujący się proces. Według Komisji Nadzoru Finansowego w Polsce w 2014 roku wszyscy składek na różne ubezpieczenia złożyli 29 mld a otrzymali 20 mld. Tak było mniej więcej co roku.
WĄTPLIWOŚĆ: Ciężko mówić o konieczności wyłudzania, skoro to usługa opierająca się na dobrowolnej decyzji. I to całkowicie. Poza tym dziś są inne czasy, Internet nie wybacza, gdy ktoś naprawdę źle się zachowuje. Opisała to Julka na swoim blogu. No i jest Rzecznik Ubezpieczonych, z którym kontakty są oceniane pozytywnie.

6. Ponieważ mam EKUZ i to wystarcza

Większość ubezpieczonych w ZUS ma prawo skorzystać z karty EKUZ. Wow, łaskawość! Tylko nie zapomnij wypisać wnioski i iść po nią. Jest to podstawowa ochrona w czasie wyjazdu do krajów UE. Ale po pierwsze, no właśnie – tylko UE. A po drugie nie pokrywa kosztów transportu medycznego, ratownictwa i transportu do Polski i „innych takich”. To już spora dziura
WĄTPLIWOŚĆ: Po to jednak są dodatkowe korzyści dla klienta, by ubezpieczalnie miały na czym zarobić a walcząc między sobą dając rzeczy, o których czasami zapominamy, prawda?. A są plusem dla nas. Np. możliwość otrzymania odszkodowania za rabunek pieniędzy, gdy wypłaciliśmy je w bankomacie, uszkodzenie nie tylko bagażu ale jego zawartości (również sprzęt elektroniczny!), leczenia choroby tropikalnej oraz, co bardzo ciekawe, ubezpieczenie mieszkania na czas naszej nieobecności. Tego EKUZ też nie daje. Jakby dawał to w ogóle byśmy nie pisali o tym wszystkim

7. Ponieważ to trwa i trwa. No i papierologia

Jak masz czas chodzić po oddziałach i czekać w kolejce – to możliwe. Natomiast mamy 2015 rok. Właściwie już w 2014 było to inaczej
WĄTPLIWOŚĆ: Większość mądrzejszych firm przenosi swoje usługi do internetu, tworząc osobne kalkulatory, aplikacje, formularze. Np. Generali, Warta czy AXA (Z tych trzech akurat korzystaliśmy online).
Wypełnienie polisy trwa czasami około 3 minuty a po opłaceniu jej online, po kilku minutach siedzi już na mailu. Czyli można to zrobić nawet siedząc w samolocie tuż przed włączeniem w telefonie „trybu samolotowego”. Polisa jest w PDF, jej numer i telefon alarmowy mamy spisany

7,5. – Ponieważ nie ma promocji i zniżek jak w samochodowych

No nie ma czegoś takiego w stylu „bezszkodowa podróż” to teraz zniżka 😉 Dobrze się sprawowałeś w Malezji, nie uszkodziłaś sobie nawet paznokcia – brawo. Na następne masz 5% zniżki. Ty grzeczna podróżniczko. Tak nie ma 😉
WĄTPLIWOŚĆ: Ale czasami są promocje w stylu „Zgłasza się marka do blogera” a ten negocjuje, by wpis sponsorowany miał sens. I w ten sposób powstaje coś takiego:

Promocja na dowolną polisę turystyczną od AXA:

Wpisując w kolejnym kroku kod MOTYLE2015 otrzymacie zniżkę 10% od całej kwoty ubezpieczenia. :)

Co zawiera się w takim ubezpieczeniu?

  • Koszty leczenia szpitalnego
  • Assistance – np. jeśli Wasz lot opóźni się o więcej niż 5h, to dostajecie zwrot pieniędzy na niezbędne wydatki.
  • NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków)
  • Ubezpieczenie bagażu
  • OC – na wypadek wyrządzenia przez Was krzywdy komuś innemu (np. Wasz plecak w gwatemalskim busie na zakręcie spadnie na stopę amerykańskiemu backapersowi w japonkach )

– Wpis jest wynikiem współpracy z marką AXA –

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Wpis z kategorii: Przed podróżą - wpisany przez Wędrowne Motyle , Tagi:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 26

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Moje odpowiedzi na wasze „wątpliwości”:
    Pkt. 1 – Po obejrzeniu półki i lekkim jej przyciśnięciu dłonią zauważymy, czy trzyma się mocno, czy „na bożej chwale”. Podobnie w innych kwestiach – rzadko się dzieje coś z niczego, bez żadnego ostrzeżenia. Zatem uważając na takie ostrzegawcze drobiazgi znacznie zmniejszamy prawdopodobieństwo wypadku.
    Pkt. 2 – Osobiście nie robię jednodniowych czy weekendowych „breaków”, więc to mnie nie dotyczy – opisany przykład jest teoretycznie słuszny tylko dla pewnego modelu podróżowania, polegającego na szybkim zwiedzaniu. Jak ktoś woli styl: niedługi dojazd od miejsca zakwaterowania, muzeum, obiad, spacer, powrót – kontuzja w wyniku przemęczenia nóg mu nie grozi. Poza tym na wiosnę i tak warto pojechać do pracy wcześniej i wysiąść dwa przystanki przez miejscem pracy, by się przespacerować – bezkosztowo zmniejszymy ryzyko kontuzji zmęczeniowych.
    Pkt. 3 – Opis sensowny dla określonego rodzaju kurortów w określonych miejscach. Np. sprawy wynikające z klimatu (występowanie „dziwnych zwierząt”) dotyczą południa Europy lub innych kontynentów. Jak ktoś jedzie do „bliskiej zagranicy na terenie UE”, to się nie naraża bardziej, niż w Polsce.
    Pkt. 4 – Polisy są za drogie i proszę nie dyskutować z faktami. Jeśli dla was nie są, to się cieszcie, ale Polacy, to biedny naród. Tym bardziej, że wspomniane kilkadziesiąt złotych dotyczy opcji bardzo krótkotrwałych, albo ubezpieczają w bardzo ograniczonym zakresie. „Sensowne”, tj. dłuższe i bez ograniczeń na wszystko, są drogie. A jeśli nawet nie są dla kogoś drogie, to są ZA drogie.
    Pkt. 5 – Pamiętacie, jak PZU starało się wymigać od wypłacenia odszkodowania za żaglowiec, bo ich zdaniem sztorm po angielsku, to nie sztorm po polsku?
    Zaniżanie odszkodować przy ubezpieczeniach samochodowych jest powszechne i ogólnie znane. Koleżanka Ola tez dała przykład odmowy wypłaty ubezpieczenia z błahego powodu, czy raczej pretekstu.
    Pkt. 6 – Ubezpieczenie w rozsądnej cenie też nie daje większości tych rzeczy.
    Te, co takie opcje dają, są bardzo drogie. W sumie wszystko zależy, gdzie lecimy.
    Pkt. 7 nie jest ważny – wyjazd, to praca i jedna czynność więcej lub mniej, nie robi różnicy.
    Pkt. 7,5 – nie macie się czym chwalić.
    Nie jeżdżę na nartach, nie chodzę po Alpach, nie nurkuję z rekinami i dotychczas nie byłem w kraju tropikalnym, czy z innego powodu niebezpiecznym – zatem nie mam powodu ubezpieczać się od ryzyk „specjalistycznych”. A co do spraw codziennych – zamiast wymyślać, ile osób montowało półki i jaki to procent ryzyka, odpowiedzcie szczerze: ile razy coś wam spadło na głowę? Podpowiadam – jakby spadło i było ciężkie, to nie napisalibyście tego artykułu. Jak spadło, ale było lekkie, to i tak nie skorzystaliście z ubezpieczenia, bo trudno biegać za nim z powodu zwykłego guza.
    Pozdrawiam.

  2. Ola napisał(a):

    Zawsze się ubezpieczam 🙂 Jeśli zdarza mi się jechać na wycieczki zorganizowane to kupuję rozszerzoną polisę albo dokupuję. Niestety to przez nauczkę. Właśnie!! Czytajcie OWU, koniecznie, agent nie jest w stanie wszystkiego przedstawić. Ja miałam tę sytuację co to niby prawdopodobieństwo 0-1 % ;-))) Ból zęba. Zęby leczę na bieżąco, nic się nie działo. A tu ból nie do wytrzymania. Proszki nie pomagają, noc nie przespana. Masakra. Dodam że było to w Egipcie więc potencjalna wizyta u egipskiego dentysty wzbudzała u mnie stany lękowe 😉 Na szczęście okazało się że to taki gabinet turystyczny 😉 Obejrzał, dał leki, antybiotyk. Wziął kasę. Kiedy zwróciłam się o zwrot do ubezpieczyciela padło pytanie: czy ten ząb był kiedyś leczony. Hm.. mam 30 lat z vatem 😉 więc generalnie większość zębów było leczone. Mówię, że tak ale to coś nowego.. nieważne! Był leczony nie ma zwrotu. Ale, mówię, to było z 15 lat temu. Nieważne , nie ma zwrotu. I faktycznie, zaglądam do OWU a tam czarno na białym że zwrotu nie ma za robiony wcześniej ząb. Wiadomo, że wszystkiego nie przewidzimy i nikt nie zakłada, że na wyjeździe coś się przydarzy, ale warto przeczytać OWU, bo w końcu podpisujemy że przeczytaliśmy a potem przykra niespodzianka

  3. Piotr (Made in China) napisał(a):

    AXA opłaciło mi KL w Tajlandii (4dni+operacja razem ponad 6000zł). Ja zapłaciłem ze swojej kieszeni tylko za jakiś ‚nadprogramowy’ soczek z lodówki.
    Kontakt telefoniczny/mailowy be większych problemów.
    pzdr

    PS
    Nie mam nic wspólnego z firmą AXA, nie mam płacone za wychwalanie ich. Osobista opinia na podstawie osobistych doświaczeń-nic więcej. yo!

  4. Karolina napisał(a):

    Też się ubezpieczam, szczególnie, że ostatnio moje podróże bywają „wysokiego ryzyka” i transport ze środka morza mógłby mnie spoooro kosztować. Chociaż nie wiem czy skorzystam z kodu bo mimo iż szukam jakiegoś ubezpieczenia na lipiec to 640 zł po rabacie piechotą nie chodzi i wydaje mi się że da się duuużo taniej 😛

  5. Grzegorz napisał(a):

    Co się dzieje z tym blogiem? Wszystko komercją? Czytam, czytam… fajnie idzie i nagle bum REKLAMA! Motyle, litości! Tracicie wiarygodność w moich oczach coraz bardziej…

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Grzegorz, Ty chyba nie jesteś wiernym czytelnikiem i nie zależy Ci, bym nam się powodziło, co? Pierwsze komentarze po 3 latach i od razu dwa negatywne. Na YT też tylko jeden i niemiły. Na wielu innych blogach i fanpage podróżniczych też krytykujesz jak tylko coś jest o pieniądzach. Chyba po prostu jesteś cięty na to, więc teoretycznie nie powinniśmy Ci się tłumaczyć. Ale jednak. Nigdy nie uwzględniłeś tego, że blogi dzięki zasłużonej możliwości pozyskania funduszy mogą inwestować w kolejne podróże gdzieś? Ale nieprzekonanych na siłę nie będziemy przekonywać.
      Musisz też rozróżnić reklamę i zwykłe namawianie od takiego wpisu przy którym marka chce się tylko pokazać przy okazji. Nie reklamujemy konkretnej marki ani do niej nawet nie zachęcamy. Sam napisałeś „że fajnie Ci się czytało”. Mieliśmy ostatnio 15-16 propozycji reklam konkretnych produktów, czasami dziwnych a nie wykorzystaliśmy ANI JEDNEJ! Bo nie musimy.
      Dla rozluźnienia atmosfery: http://www.busemprzezswiat.pl/2015/04/10-cech-podroznika-idealnego-wedlug-hejterow/

      • Aleksandra napisał(a):

        Czyżby cenzura? Bo mojego poprzedniego wpisu nie ma.
        Wyjątkowo zgadzam się z Grzegorzem: kiedyś ten blog był zupełnie inny, dużo lepszy, miał swój charakter właśnie przez brak komercji.
        A teraz? Totalna zmiana, niestety ma gorsze, wielka szkoda.
        Jaka to sztuka „tanio” podróżować jak się ma za sobą sponsorów?
        [pytanie retoryczne]

        Ad rem: na każdy wyjazd nawet na półdniówkę kupuję ubezpieczenie (nie, nie w firmie na A.), do tej pory odpukać nie musiałam z niego korzystać.

      • Agnieszka ;) napisał(a):

        Mało który blog zasługuje na sponsorów i nagrody jak Wasz. żodyn 🙂 Gratulacje
        a zazdrośnikom mówimy głośne NIE!

    • Blogabella napisał(a):

      A Ty co zaglądasz innym do kieszeni? Wpis bardzo przydatny, fajnie się czytało. Akurat wyjeżdżam za niedługo na kilka dni za granicę, więc skorzystałam.

  6. Jola napisał(a):

    Na wyjazd ubezpieczam się zawsze, rzeczywiście jak coś się stanie to polisa okazuje się bardzo tania,poza tym jak się nie przyda, to cena za święty spokój nie jest duża. W AXA nie ubezpieczę się nigdy, „oskubali” mnie z oc sprawcy tak bardzo, że strach cokolwiek u nich kupić(zwłaszcza dobrowolnie)

  7. Amethyst napisał(a):

    Przekonania co do AXA nie mam i raczej się tam nie ubezpieczę, ale polisę wykupuję na każdy wyjazd nie ważne na jak długo jadę/lecę/płynę. To parę groszy, a z doświadczenia wiem, że czasem byle błahostka może kosztować naprawdę sporo.

  8. Bea napisał(a):

    Rewelacyjny tekst, dzięki:-) Powinni go przeczytać wszyscy podróżujący blisko i daleko:) Pozdrawiam, Bea:-)

  9. Kasia Zajkowska napisał(a):

    A mi nie szkoda kasy!łażę sama po górach,więc na helikopter w razie W musi wystarczyć;-) ostatnio za ubezpieczenie,typowe na trekking zapłacilam 28 zl za 3 dni;-) wiadomo,jak ktos jedzie na miesiąc to musi sie bardziej zastanowić…tak czy siak,lepiej dmuchać na zimne;-)

  10. Basia napisał(a):

    Bardzo mądry artykuł! Pokażę mężowi, bo zawsze jest przeciwny kupowaniu ubezpieczenia. Argumentuje to zazwyczaj właśnie tak: co mi się może stać przez kilka dni? Przecież będę uważał. No, ale czasem inni nie uważają i wypadek gotowy. Dzięki! 🙂

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Oby jeden przekonany +1 🙂

      • zip0 napisał(a):

        A CO SĄDZICIE NP. O KARTACH TYPU EURO26 LUB PLANETA MŁODYCH? SĄ CAŁOROCZNE, DUŻO TAŃSZE NIŻ W DUŻYCH AGENCJACH…?

      • Wędrowne Motyle napisał(a):

        Dobry wybór dla tych co podróżują bardzo często albo długo, stale (dookoła swiata, dookoła Azji itd…)

      • Ola napisał(a):

        Ja miałam kartę ISIC (ubezpieczenie Gothaer) i oddali mi bez problemu za wizytę lekarską i leki w Gwatemali – niby nieduża kwota bo niewiele ponad 200 zł, ale wiadomo, że każdy dodatkowy wydatek tego typu w podróży boli i każdy grosz się liczy 😉 Nie oddali już 100 zł za leki z drugiej wizyty (musiałam iść dwa razy), tłumacząc, że podczas drugiej wizyty nie było już zagrożenia życia czy zdrowia, które uniemożliwiałoby mi powrót do kraju… No ale cóż, lepiej dostać zwrot 2/3 niż nic 😉

    • Amethyst napisał(a):

      zip0: Możesz całoroczną polisę wykupić także w Ubezpieczalni, na kraję Europy lub na cały Świat, cena zależy od wieku, ale zakres jest bardzo dobry, a ceny też przystępne. Popatrz w TU Gothaer, tam mają polisy moi rodzice, którzy podróżują kamperem po Europie.

  11. Agnieszka Kuczyńska napisał(a):

    Nie ma to jak sie naprodukowac na telefonie i usunąć zamiast edytować. W skrócie pisałam że pracuje w turystyce od 8lat i widzialam takie historie, że zawsze zaplace za to bezpieczeństwo. Przypadki odmowy pokrycia kosztów leczenia czy odszkodowania są sporadyczne i często wynikają z tego, że ubezpieczony był niedoinformowany (nie przeczytał warunków lub sprzedawca nie dopytal go o np choroby przewlekłe). A sytuacje nagłe sie zdarzają i to częściej niż nam sie wydaje.

  12. Katarzyna Hauton napisał(a):

    Dobry tytuł! 😉 dałam sie nabrać;) a przecież kto jak to ale „Wy” takich rzeczy nie olewacie 😉

  13. Hania Fryda napisał(a):

    Ja sie ubezpieczam, wyjezdzam zazwyczaj na miesiąc , poza UE i z doświadczenia ( na szczęscie nie swojego) wiem, że to sie czasami na prawdę przydaje. I nie chodzi o zatrucie kebabem, rozwolnienie i cegłę spadająca na głowę w drewnianym kościele 😉

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 26

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach