Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Zakazane Miasto w Pekinie. Dlaczego Zakazane? I dlaczego Miasto?

Zakazane Miasto w Pekinie. Dlaczego Zakazane? I dlaczego Miasto?

Autor: Ania Nowak | środa, 28.10.15 | 5 komentarzy

IMG_8530 (2)

Zachód słońca nad Placem Tiananmen – tłumy ludzi tłoczą się, by zobaczyć zmianę warty i wciągnięcie flagi chińskiej na maszt. Nic z tego nie rozumiemy (zwłaszcza, że wielka ludzka fala przelewa się tu także o świcie) ale z ciekawością obserwujemy. Wciąż trwa Chińskie Święto Narodowe, jeszcze chwilę temu główną arterią maszerowali tu równym krokiem żołnierze i to nie tylko chińscy ale także z zaprzyjaźnionych krajów ościennych. A my nerwowo zerkamy w kierunku ogromnej bramy, za którymi kryje się jedno z najbardziej fascynujących dzieł rąk ludzkich. Marcin  przebiera nogami jak Ci, co właśnie defilowali. To już jutro rano!


Nie raz widzieliśmy to w telewizji – maszerują, a w tle widać czerwone mury Zakazanego Miasta. Prezydent Chińskiej Republiki Ludowej dumnie spogląda na nich z platformy umieszczonej na Bramie Niebiańskiego Spokoju, na której wisi ogromny portret Mao. Tak, znamy to  telewizji, ale teraz to nie tylko migawki ze szklanego ekranu. Wprawdzie pochodu już nie ma, uroczystości się zakończyły ale nam przecież nie o to chodzi. Nam chodzi o kompleks znajdujący się po północnej stronie placu – Gugong czyli o  Zakazane Miasto. Jutro rano tu wrócimy i spełnimy kolejny z naszych podróżniczych marzeń.

Przygotowujemy się psychicznie na czekanie w długiej kolejce do kasy biletowej. Wiemy, że zdarza się tkwić w długim sznurze ludzi nawet trzy godziny. Potwierdzają to recepcjonistki. Wstajemy więc wcześnie rano – latem kasy czynne są od 8:00, no ale musimy być znacznie wcześniej, by trzymać kolejkę. Bardzo dobrze się składa, że mieszkamy blisko Placu Tiananmen, możemy tu dojść pieszo. Ważne, by mieć ze sobą paszporty – są potrzebne, by kupić bilet.

IMG_8966

Przechodzimy pod portretem Mao Zedonga (właśnie tutaj ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej w roku 1949 roku), wchodzimy na duży dziedziniec, już dość solidnie zapełniony przez ludzi i kierujemy się w stronę kas biletowych, no i oczywiście nieuniknionych kolejek.
Jak już nieco później zauważyliśmy Chińczycy są dość leniwi, więc kolejki znajdujące się bliżej Bramy są znacznie dłuższe (nie chce im się przejść nieco dalej. Podobnie jest w metrze – wagony znajdujące się bliżej zejść i schodów ruchomych są znacznie bardziej zatłoczone, niż te od nich oddalone). My idziemy dalej i szukamy takiej najkrótszej. W końcu udaje się taką znaleźć, czekamy na otwarcie kas, powolutku zastanawiamy się jak by tu zająć sobie czas oczekiwania – rozkładamy na ziemi kurtkę, żeby usiąść, wyciągamy coś do czytania, no bo przecież będziemy jeszcze bardzo długo czekać. Ale nic z tych rzeczy… Mija 15 minut i… kasy się otwierają (dużo wcześniej niż powinny! Pewnie to dlatego, że jest święto i mnóstwo chińskich turystów, ale nigdy tego nie praktykowano) i po chwili mamy upragnione bilety (do tanich nie należą – koszt biletu to 60 yuanów w okresie letnim, 40 yuan – w okresie zimowym, ceny biletów na poszczególne wystawy – 10 yuan. A i ważne… wejścia są limitowane – maksymalnie 80 tys. ludzi dziennie. W sumie poza sezonem nie jest to problem).

Tłum porywa nas w stronę wejścia do „prawdziwego” Zakazanego Miasta, choć to dopiero jego część zewnętrzna. Przechodzimy przez Bramę Południkową wcześniej przechodząc oczywiście rutynową kontrolę strażników. Wszystko odbywa się szybko i sprawnie – w sumie jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Powoli w naszych głowach kurczy się mit o „przerażających tłumach podczas chińskiego święta narodowego”.

No i co? To już? Jesteśmy w tym magicznym, osnutym aurą tajemniczości miejścu. Miejscu, którego historia sięga początków XV wieku i które było świadkiem najważniejszych wydarzeń z udziałem członków dynastii Ming oraz Qing.
Wzniesiono je na rozkaz Cesarza Yongle, po tym jak przeniósł on stolicę ówczesnych Chin z Nankinu do Pekinu. Konieczne było więc zburzenie dotychczasowej rezydencji cesarskiej i postawienie (w okresie 1406-1420) obwarowanego murami oraz fosą kompleksu. Ale słowo „kompleks” brzmi nawet za słabo. Prawdopodobnie nie widzieliście nigdy takiej wielkości kompleksu. Ciągnie się około kilometra w osi północ-południe i nieco mniej w osi zachód-wschód.

ostatnicesarz2

Mieszkało tutaj 24 cesarzy ze wspomnianych dynastii. Ostatnim był cesarz Pu Yi a Zakazane Miasto było jego domem (a właściwie więzieniem, już jako małe dziecko został zabrany z rodzinnego domu i tutaj właśnie ulokowany) aż do 1924 roku (opowiada o tym m.in. film Bernardo Bertoluciego „Ostatni Cesarz” – polecamy. Choć pod kątem wizualnym chińskie produkcje, kręcone m.in. na z pałacem w tle: „Cesarzowa”, „Hero”). Większość budowli pochodzi z okresu panowania dynastii Qing, ponieważ drewniane konstrukcje wielokrotnie ulegały pożarom, zniszczeniom, kradzieżom, w związku z tym były też nie raz przebudowywane.

Wielkie dziedzińce, wspaniałe, potężne krwistoczerwone bramy i elewacje pałaców oraz pawilonów, żółto-złote dachy (kolor zarezerwowany tylko i wyłącznie dla budynków cesarskich), bogactwo zdobień i detali – to wszystko staje przed naszymi oczami. Pałac Najwyższej Harmonii, Pałac Umiarkowanej Harmonii, Pałac Trwałej Harmonii są położone nieco wyżej, można zobaczyć więcej – jeden większy od drugiego, każdy pełniący określone funkcje, choć wszystkie związane z administracyjną częścią życia cesarza.

Gudong ze Wzgórza Węglowego – Fotografia Interaktywna

Tak na marginesie a propos widoków – dobrze jest najpierw pooglądać sobie kompleks z perspektywy Pawilonu Wiecznej Wiosny znajdującego się w Parku Jingshan na północ od zabudowań pałacowych. Świątynia wznosi się na tzw. Wzgórzu Węglowym – usypanym z ziemi pozyskanej podczas kopania pałacowej fosy. Panorama Zakazanego Miasta widziana z lotu ptaka – zwłaszcza przy dobrej pogodzie (dobrej tzn. bez smogu – co nam akurat się udało) robi piorunujące wrażenie, daje wyobrażenie o wielkości obszaru zajmowanego przez Gugong (to łącznie 720 tys. metrów kwadratowych powierzchni). Przechodząc przez kolejne dziedzińce i Bramę Niebiańskiej Czystości w końcu docieramy do części wewnętrznej, inaczej zwanej także właściwym Zakazanym Miastem. Tutaj mieli dostęp jedynie cesarze oraz najbliższa jego rodzina i eunuchowie. Znajdowały się tu rezydencje, pałace cesarza, jego rodziny i konkubin. To część nazwijmy to mieszkalna, gdzie obok Pałacu Niebiańskiej Czystości, Pałacu Niebiańskiej i Ziemskiej Jedności, czy też Pałacu Ziemskiego Spokoju rozciągają się cesarskie ogrody. Naszym zdaniem niezbyt okazały, w perspektywie tak rozległego kompleksu. Wręcz zaskakująco mały.

Zakazane Miasto to istotnie miasto w mieście, świat w świecie, przez wieki hermetycznie zapakowany. Gdy tylko się tu znalelismy od razu skojarzyliśmy to miejsce ze stambulskim Pałacem Topkapi – choć jeden i drugi były sercami potężnych imperiów to oczywiście Zakazane Miasto jest tworem znacznie większym i zupełnie innym pod względem architektonicznym. Czy piękniejszym? Tu chyba jednak będziemy polemizować 🙂 Poważny niedosyt daje niemożność „zaglądnięcia” do jakichkolwiek pałacowych wnętrz. W przeciwieństwie do Stambułu.

Zakazane Miasto w Pekinie – więcej zdjęć z naszego zwiedzania:

pekin zakazane bramaIMG_8945  IMG_8955IMG_8952zakazane miasto pustoIMG_8980 IMG_8983 IMG_9016 IMG_9025 IMG_9076 IMG_9088 pekin zakazane miastoIMG_9035IMG_9104 IMG_9141 IMG_9163 IMG_9180 zakazanemiasto2IMG_9246 zakazanemiasto ogrodyIMG_9259 IMG_9273 IMG_9288

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 5

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Tomasz Biczysko napisał(a):

    Klasa, klasa, klasa! Zdjęcia macie z wyjazdu na wyjazd lepsze i lepsze. Choć przyznam, że też kręciłbym nosem na takie tłumy

  2. fotele do masażu napisał(a):

    ciekawe, ale jak zakazane to ja zostaję w fotelu:)

  3. Paula napisał(a):

    Po zdjęciach widzę, że nie jest to miejsce dla mnie, nie lubię tłumów, to nie daje mi się wczuć w klimat… chociaż miasto wygląda okazale i pewnie na żywo wszystko robi inne wrażenie 😉 Osobiści wolę piękne krajobrazy poza sezonem (dotychczas najbardziej podobała mi się Islandia i Gruzja), lubię miejsca w których nie widać za bardzo działania człowieka.

  4. Monika napisał(a):

    Hmm mówicie ze wejściówki do Zakazano Miasta do najtańszych nie należą – jak dla mnie to były jedne z najtańszych wejściówek (nie licząc wszystkich dodatkowych wystaw juz na terenie obiektu), a jeszcze biorąc pod uwagę rangę obiektu… Miałam. W Chinach momentami miałam wrażenie ze ceny atrakcji turystycznych są wyższe nawet od tych w Europie 🙁

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Masz słusznośc. A wejscie do Parku NArodowego Huangshan to jakiś obłęd. NAwet w Japonii pozniej było duzo taniej. Generalnie „kraj na dorobku” no i popyt wewnetrzny spory. Ale umówmy się też, że większosc atrakcji w Pekinie jest tansza od Zakazanego Miasta

O blogu w mediach