Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Wszystko, co warto zapamiętać z Cabo da Roca. I o Cabo da Roca

Wszystko, co warto zapamiętać z Cabo da Roca. I o Cabo da Roca

Autor: Marcin Nowak | niedziela, 21.02.16 | 10 komentarzy

Przylądek Cabo da Roca

Na początek szokująco, z grubej rury. To żaden „koniec świata” a nawet nie „koniec Europy”, bo z geograficznego punktu widzenia są dwa bardziej wysunięte na zachód punkty – Wyspa Flores na Azorach i półwysep Latrabjarg na Islandii. Ale ok, w kontynentalnej części Roca to najbardziej skrajny punkt. Stąd jego legenda i otoczka. I nic nie szkodzi!


Jedziemy z Krzyśkiem, a właściwie leniwie zjeżdżamy, z masywu gór Sierra de Sintra, które rozpoczynają się z magicznej Sintrze, by spektakularnie nagle urwać się w Atlantyku, blisko przylądka. Mijamy gaje eukaliptusowe i przepiękny, wiecznie zielony wilgotny las, unikat na skalę Europy. Ale nie ma dziwów, skoro przez większą część roku bryza i wilgoć z rozbijanych fal Atlantyku trafia aż tutaj. To też region winiarski i dziesiątki szlaków spacerowych. Całość stanowi Park Narodowy o tej samej nazwie. Dojeżdżamy najpierw do wioski Colares, małego „węzła komunikacyjnego” tej części Sintry a potem sennej Azoia. Za chwilę w tle ukaże nam się latarnia morska. Można tu bez problemu dojechać w godzinę z Lizbony i szybciej z Cascais, ale tutaj znajduje się też pętla autobusowa linii.

Więcej o samodzielnym dojezdzie autobusami nad przylądek przeczytacie w szczegółowym wpisie u Krzyśka na blogu

Rysunkowa mapa Gór Sierra de Sintra i okolic Sintry:

cabo da roca portugalia mapa sintra

Cabo da Roca ma wybitnie klifowy charakter. Przepaść ma w wielu miejscach ponad 100 metrów. Miejsce to nie jest bezpieczne, stąd dość grube drewniane barierki. Gdy wieje (a wieje bardzo często) mamy wrażenie, że podmuch może nas zrzucić w toń oceanu. I to nawet nie błękitną, tylko zazwyczaj w tym miejscu śnieżnobiałą od piany i bałwanów, rozbijających się o skały. Większość gleby w tym miejscu jest pomarańczowa, dość krucha i wilgotna od wiatrów i kropelek wody. Łatwo więc o osunięcie. Były już takie tragiczne przypadki, więc lepiej nie zwgrywać odważnego i pozować do zdjęć w sposób bardziej zachowawczy.

cabo da roca my

Latarnia Morska sama w sobie nie jest najbardziej skrajnym punktem, trzeba chwilę przespacerować się pod mały pomnik, obelisk, jak zwał tak zwał, dokumentujący to miejsce. Na nim spoczywają smagane wiatrami wyryte słynne słowa Luisa de Camoesa „Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna”. I słusznie, bez geograficznych błędów, ale działające na wyobraźnię. Jest w tym coś podniecającego i to nie tylko dla ludzi, posiadajacych mapy w głowie. Tam daleko gdzieś są Azory a jeszcze dalej Nowa Szkocja i wybrzeże USA. Pięć i pół tysiąca kilometrów stąd. Lekko w prawo Grenlandia a lekko w lewo Brazylia. Takie niesamowite geograficzne „Genius Loci”.

ania cabo da roca

Idąc dalej wzdłuż barierek dojdziemy do skalnego grzebienia, na który wchodzą tylko najbardziej odważni, niżej można zejść do dzikiej, kamienistej plaży. Tak samo dzika, piaszczysta plaża znajduje się na północ od latarnii morskiej, trzeba zejść na nią szlakiem odbijającym od drogi asfaltowej, prowadzącej na przylądek. Nazywa się Praia de Ursa. Jeszcze bardziej na północ (ale już dostępne drogami od strony Colares) rozłożyły się urokliwe, otoczone średniej wysokości klifami plaże: Praia da Adraga i Praia Grande. Ta druga już leży na terenie zabudowanym przez turystykę. A na południe?

IMG_4703

Droga na południe z Cabo da Roca w kierunku Malveira da Serra i Cascais zachwyca widokowo. Prowadzi cały czas przez Park Narodowy. Warto co jakiś czas zatrzymać się zerknąć na ocean, na klify, na wąwozy, które uchodzą wprost do spienionego akwenu. Koniecznie należy zatrzymać się na plaży Praia do Guincho. To mekka portugalskich kitesurferów, znana z renomowanej szkółki. Piękna, płaska, duża, nawet w sezonie mniej zatłoczona niż te pomiędzy Cascais a Lizboną. Po północnej stronie przylega do niej miniaturowa, prawie dzika Praia do Albano. Po południowej, w dawnym forcie morskich rozłożyła się restauracja Fortaleza do Guincho, nagrodzona gwiazdką Michelina.

boca de inferno jaskinia

Następnie droga prowadzi obok drugiego, mniej znanego przylądka Cabo Rasso i praktycznie wzdłuż wybrzeża i mniejszych, rewitalizowanych forcików aż do samego Cascais, gdzie od strony zachodniej „wita” nas morska grota Boca De Inferno. Właściwie zawalona morska jaskinia, dzięki czemu przyciąga ciekawskich od swojej górnej strony a nie tylko od strony morza. Zostajemy tu na chwilę na herbatę, bo niezle nas wywiało, wychłodziło i wymoczyło, mimo, że nie padał deszcz.

Odwiedziny na Cabo da Roca to świetny pomysł na wypad z Lizbony, zwłaszcza, gdy połączycie go z wizytą w Sintrze i macie swój tranport, tak jak my dzięki Krzyśkowi. Im bliżej wiosy i lata, tym dzień dłuższy, wiec bez problemu po intensywnym zwiedzaniu pałaców i parków Sintry możecie bliżej poznego popołudnia wrócić taką samą trasą jak my, zahaczając o przylądek i Cascais. Pamiętajcie, że udając się z Lizbony w te rejony możecie się spodziewać temperatury mniejszej o kilka stopni lub wręcz zupełnie innej pogody. Raczej gorszej, bo góry Sierra de Sintra czasami po protu stanowią barierę ochronną dla położonej dalej Lizbony.

Najbardziej skrajne punkty Europy i ich rozmieszczenie na mapie:

punktyskrajne europy mapa

 

Cabo da Roca. I jeszcze nieco więcej zdjęć z wypadu:

IMG_4629 Cabo da Roca Portugalia IMG_4653 IMG_4662 IMG_4680 cabodarocaprzyladek IMG_4696 cabodaroca IMG_4699IMG_4713 IMG_4740

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 10

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Podróżowisko.pl napisał(a):

    Tym wpisem przypomnieliście mi daaawne czasy, gdy jako nastolatka zawitałam do Portugalii. Był rok 2001. Na liście odwiedzonych miejsc znalazło się i Cabo da Roca. Widzę, że moje wspomnienia sprzed tych nastu lat nic a nic się nie zatarły… Miejsce wygląda tam samo niesamowicie jak i wtedy 🙂 Pamiętam jeszcze, że w którymś z budynków obok latarni można było uzyskać certyfikat poświadczający zdobycie „krańca świata” – mam go do tej pory 😉

  2. Bartek Twarog napisał(a):

    bylem na Praia de Ursa i po prostu powala ta plaza!
    przpiekny kawalek klifow, skal i ostancow, a bardzo malo ludzi tam zaglada 🙂

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Wtedy jak byliśmy było to nierealne. Tak wiało, że zwiewało nawet trzymających się barierek a co dopiero tam, przy tym stromym zejściu by było… wypada pozazdrościć

  3. Agnieszka Deja napisał(a):

    moje najukochańsze miejsce na świcie! i praia da ursa

  4. Adrian Kastura napisał(a):

    Byłem i polecam. Nieźle wieje.

  5. Oliwia napisał(a):

    Byłam tam w czwartek! Piękne miejsce! Udało się zobaczyć wszystko co chcieliśmy w Sintrze i Cabo da Roca w jeden dzień bez pośpiechu wszystko komunikacją miejską.

    • Jarek napisał(a):

      NIe wiem jak można Sintrę i Cabo da Roca zrobić w jeden dzień :O W Sintrze mógłbym spokojnie spędzić 3 dni albo i dłużej. Zdaje mi się że jak ktoś był w Sintrze pół dnia to nie widział za wiele, a miejscowość jest warta dłuższej wizyty 😉

      • Wędrowne Motyle napisał(a):

        Można. Jak widać. Każda miejscowość prawie jest warta dłuższej wizyty. To prawda oczywista. Wpis o Sintrze już jest na blogu a o parkach będzie niebawem. Jak się ma auto i wstaje wcześnie rano to można. Nie chcieliśmy więcej głowy Krzyśkowi zawracać. Poza tym byliśmy tu tylko łącznie 5 dni 🙂

O blogu w mediach