Home Blog Historia Most na Rzece Kwai, Kolej Śmierci i okolice Kanchanaburi

Most na Rzece Kwai, Kolej Śmierci i okolice Kanchanaburi

Autor: Ania Nowak | piątek, 29.04.16 | 2 komentarzy

most na rzece kwai

Jest takie miejsce w Tajlandii, które nie wyróżnia się ani wspaniałymi widokami, ani ciekawą architekturą, ani nawet walorami historycznymi a mimo tego przyciąga rzesze turystów. W tym miejscu chodzi bowiem o specyficzny wycinek historii, no i o film oczywiście, który ją – trudno użyć tego słowa, ale niech będzie – zpopularyzował.


„Most na rzece Kwai” to jeden z najważniejszych i najbardziej znanych filmów wojennych (inspiracją była książka o tym samym tytule francuskiego pisarza Pierre Francois Marie Louis Boulle). Wielokrotnie nagradzany dramat wojenny opowiada właśnie o tym miejscu. O dolinie rzeki Kwai i przełęczy o, którą walczono niemal od zawsze, od czasów Khmerów aż po inwazję Japończyków. Miejsca, które kryje jedną z najbardziej tragicznych epizodów azjatyckiej części historii Drugiej Wojny Światowej. Niestety dużo mniej znaną Europejczykom.

Do Kanchanaburi przyjechaliśmy celowo z wycieczką tzw. „fakultatywną” (ceny rozpoczynają się od 1000 bahtów, w zależności jaką opcję wybierzemy). Droga z Bangkoku trwała jakieś 1,5 godziny (powrotna trwała nieco dłużej, ze względu na ogromne korki na obrzeżach i w centrum miasta). Naszym celem był oczywiście sławny Most na rzece Kwai znajdujący się jakieś 3 km od centrum miasta o tej samej nazwie, choć jak się wcześniej dowiedzieliśmy nie jest on autentycznym mostem pamiętającym II Wojnę Światową. Został odbudowany w ramach reparacji wojennych przez Japończyków (Można? Można).
Prawda jest też taka, że nagrodzony wieloma Oskarami film Davida Leana kręcony był w zupełnie innym miejscu – najprawdopodobniej na Sri Lance. Stoisz w chaotycznym centrum na obrzeży miasta, wszędzie przypadkowi turyści, część zdezorientowana, część podąża od razu w kierunku obiektu, inni szukają się wzajemnie i swoich przewodników. Trzeba się na chwilę odciąć od tego spektaklu. Można od razu przejść po moście na drugą stronę – nieco mniej tam turystów, choć najlepszy zaś widok jest bez wątpienia z tarasu pobliskiej restauracji. Ewentualnie z nabrzeża po drugiej stronie. Obok pomnika chińskich żołnierzy, do którego mało kto pielgrzymuje. Nawet mało Chińczyków. Trudno tu jednak o klasyczny pocztówkowy zachwyt. Historia jest trudna, ale prawdziwa i dużo bardziej tragiczna niż ta przedstawiona w książce oraz filmie – niestety.

Kolej, która zabiła tysiące

Kanchanaburi oraz okolice znalazły się pod panowaniem Japończyków, którzy by utrzymać sąsiednią Birmę przed naporem Aliantów musieli stworzyć do niej drogę zaopatrzenia. Co prawda Tajlandia nigdy formalnie nie stała się protektoratem Japonii, de facto można uznać, że została przez nich wzięta „pod opiekę” i stała się państwem marionetkowym. Ale niezbędnym do walki o kolejne tereny – brytyjskie kolonie Azji Południowej. Teren pogranicza był niezwykle trudny do ujarzmienia – góry oraz dżungla. Z tego właśnie powodu w 1942 roku rozpoczęła się budowa kolei z Siamu do Birmy, której wymowna nazwa Kolej Śmierci – mówi sama za siebie. Coś musiało dostarczać amunicję, broń i sprzęt na front z Anglikami a cieśniny Malajskie już dawno były zablokowane dla floty japońskiej. Do budowy, która miała zakończyć się w przeciągu 12 miesięcy, wykorzystani zostali alianccy jeńcy z całej Azji Pd-Wsch oraz rzesze robotników tajlandzkich. Jak się można domyśleć budowa pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar  – niesamowity upał, tempo pracy, tropikalne choroby, głód, nieludzkie traktowanie zrobiły swoje.
Na Cmentarzu Wojennym w Kanchanaburi spoczywają tysiące żołnierzy, którzy stracili życie podczas budowy kolei – z nagrobnych płyt i napisów wynika, że byli to młodzi mężczyźni – 20, 30, 40 – letni. Wejść można także do Muzeum Wojennego, które zostało zainscenizowane zostało w jenieckich chatach. Cmentarz jest wybitnie zadbany, trawniki przystrzyżone, tablice pamiątkowe lśnią. Para Japończyków zaczytuje się w liście ofiar a potem księdze pamiątkowej i widać, że czują się nieswojo. To ten sam naród, wyznający ideę pacyfizmu i antyimperializmu. Ale wtedy…

Turystyka? Rozwija się. Specyficzny powód i miejsce, ale tak po prostu jest. Może bliskość Bangkoku też robi woje. Dwa razy dziennie kursuje tu pociąg na trasie z Kanchanaburi do Nam Tok. Mimo, iż podróż nie trwa długo, to jednak jest wielkim przeżyciem – zwłaszcza, gdy wcześniej poznało się historię budowy kolei i było na cmentarzu. To tylko mały odcinek a jak spektakularny. W jaki sposób planowali oni przeorać te góry na odcinku kilkadziesiąt razy dłuższym!? Paradoksem jest to, że czynna do dzisiejszego dnia trasa jest niezwykle malownicza – wije się serpentynami wzdłuż koryta rzeki i gęstej dżungli. Warto jest usiąść po lewej stronie przedziału – widok jest tu znacznie ładniejszy. To kolej śmierci, która stała się atrakcją turystyczną. Do dziś trudno nam pokojarzyć te fakty z sobą sensownie.

Okolice Kanchanaburi słyną jeszcze z kilku atrakcji turystycznych – zarówno przyrodniczych, jak i tych utworzonych przez człowieka. Znajdują się tu liczne buddyjskie świątynie, w Parku Narodowym Erawan zobaczymy (albo i nie – jeśli jesteśmy akurat w porze suchej) zachwycający wodospad – podobno najpiękniejszy w całej Tajlandii. Tuż przy wejściu do Parku Narodowego Sai Yok znajduje się mniej spektakularny, choć także atrakcyjny wodospad. Szkoda tylko, że tak wiele elementów tutaj wykonana jest z plastiku – jak na przykład plastikowa poręcz przy schodach mająca imitować drewno, czy ścięte „pnie drzew” – także wykonane z plastiku.
Są tu także „atrakcje”, związane ze słoniami – turyści mogą skorzystać z przejażdżki po dżungli na ich grzbietach, czy też zobaczyć tzw. świątynne tygrysy – my jednak nie jesteśmy przekonani co do słuszności tego typu miejsc. A może nawet czasami wypada napisać wprost a niedyplomatycznie – jesteśmy zdecydowanie przeciwni wciąganiu zwierząt w takiej formie w machinę przemysłu turystycznego. Który podobno – w przypadku Tajlandii – powolutku wycofuje się z tego typu myślenia. I dobrze.

Cmentarz wojenny:

IMG_5733 IMG_5735

Wokół mostu:

IMG_5744 IMG_5769 IMG_5777 IMG_5781 IMG_5785

Kurs turystyczną, krótką częścią trasy kolejowej:

IMG_5797 IMG_5805 IMG_5815 IMG_5818 P1360116P1360121P1360119

Blisko pogranicza z Birmą i Parku Narodowego Sai Yok:

IMG_5850IMG_5843IMG_5833

 

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 2

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Maciek napisał(a):

    pls poprawcie tylko słowo Eravan – pisze się przez ‚w’ nie przez ‚v’

O blogu w mediach