Home Blog Historia Polski Orient istnieje naprawdę. Historia polskich Tatarów i ich kraina

Polski Orient istnieje naprawdę. Historia polskich Tatarów i ich kraina

Autor: Ania Nowak | poniedziałek, 5.09.16 | 11 komentarzy

Opowieści ze Wschodu. Odcinek 3.

P1400630


Tatarzy w Polsce? Tak i to od dawna. Albo powiedzmy sobie szczerze – od bardzo dawna. To lud turecki pochodzący z rejonów Syberii i Mongolii, przez co często myleni byli  (i są) z Mongołami. Po rozpadzie imperium Wielkich Chanów, tworzyli własne państwa – chanaty, na przykład słynny Chanat Krymski, czy Złota Orda – ten zapewne kojarzycie. Mieszanina mieszkańców Złotej Ordy, czyli tych Mongołów, którym udało się „zagarnąć” zachodnią część imperium i uniezależnić się od niego a także mówiących w tureckim języku Kipczaków to właśnie Tatarzy. Chyba najbardziej „orientalny” z narodów, które do dziś zamieszkują Polskę. A jak to się stało? Poukładajmy sobie wiedzę, przenosząc się za Puszczę Knyszyńską pod granicę z Białorusią.

Chanaty Tatarskie (od wschodu do zachodu): ZłotaOrda/Chanat Syberyjski, Orda Nogajska, Chanat Astrachański, Chanat Kazański, Chanat Krymski.

Tatarzy przez lata życia na gigantycznych otwartych, surowych i bezleśnych połaciach ziem, stali się niezwykle zwinnymi jeźdźcami, tworzyli szybkie konne oddziały wojskowe, idealne do podjazdowej walki na stepach. Te tatarskie zdolności były bardzo pożądane w świecie XV i XVI-wiecznych dość „ciężkich” i powolnych armii, dlatego kilka tysięcy Tatarów zostało sprowadzonych na tereny Litwy i Rzeczypospolitej, a pierwszym, który ich na te tereny „zaprosił” był książę litewski Witold, dlatego mnóstwo tatarskich śladów wiedzie do okolic Wileńszczyzny. I to starszych niż te ślady polskie.

tatarzy w polsce mapaWięcej o ojczyźnie Tatarów i środkowoazjatyckich stepach przeczytacie u Karola w cyklu o Mongolii

Przywozili ze sobą na te tereny zwyczaje, tradycje, religię, kuchnię ale z biegiem lat przyjmowali polskie nazwiska, a nawet tytuły szlacheckie czy zaszczytne role oficerskie w wojsku. Największe społeczności tatarskie w naszym kraju znajdują się na Wschodnim Podlasiu (tutaj nadawano im ziemie w zamian za niewypłacony żołd po wyczerpującej walce ze Szwedami) oraz w Trójmieście i Warszawie (efekt wewnętrznej migracji). W Polsce żyje około 4 tysięcy Tatarów, choć w spisie powszechnym ujawniło się 2011 osób. Mówi się jednak, że tatarską krew może mieć nawet milion Polaków. Wystarczy wspomnieć tak znane osobistości jak: Henryk Sienkiewicz, Magdalena Abakanowicz, czy znany zwłaszcza w latach 60′ aktor hollywoodzki Charles Bronson – mają krew polskich Tatarów. Przyjrzyjcie się uważnie ich twarzom. Również w rodzinie Marcina część dalszych krewnych ma tatarskie geny. Choć pochodzi z drugiej linii napływowych Tatarów – również po Wojnie ze Szwedami nadano im ziemie ale na Podlasiu Południowym (okolice Białej Podlaskiej).

jezdziec tatarskiNiewielu pewnie wie, że waleczność i wierność Tatarów (za wyjątkiem pewnego epizodu – znanego z powieści „Pan Wołodyjowski” tzw. „buntu Lipków”, który miał miejsce podczas wojny z Turcją, kiedy większość tatarskich chorągwi na Ukrainie przeszła z powodów ekonomicznych na stronę wroga) stała się motywem słynnej polskiej tradycji ułańskiej, zainspirowanej właśnie pierwszymi tatarskimi oddziałami konnymi. Ułan było tatarskim nazwiskiem (w tatarskim rejestrze zapisany był Adam Ułan) ale też tytułem, nazwijmy to drobnoszlacheckim (czy też nawet książęcym) – jeszcze za czasów Złotej Ordy. Tym samym – co ciekawe – jeden z najważniejszych dla polskiej tradycji patriotycznej symboli – ułan i ułańska fantazja – tak naprawdę wywodzi się z kręgu kulturowego muzułmańskiego. Osobliwy przypadek.

Na Podlasiu wytyczone zostały pieszo-rowerowe szlaki turystyczne – Szlak Tatarski Duży (Sokółka – Bohoniki – Stara Kamionka – Wierzchlesie – Talkowszczyzna – Nowa Świdziałówka – Nietupa –Kruszyniany) i Szlak Tatarski Mały (Kruszyniany, Józefowo, Królowe Stojło i Waliły-Stacja) wiodące wzdłuż miejsc związanych z Polskimi Tatarami.

„Polski Orient” może być tak samo, a nawet jeszcze bardziej interesujący, niż ten którego szukamy gdzieś daleko za granicami naszego kraju. Wystarczy udać się na przykład do wsi Kruszyniany, schowanej za Puszczą Knyszyńską, blisko granicy z Białorusią. Czytamy, że na co dzień miejsce to jest raczej senne i puste. My jednak tego nie doświadczyliśmy, wręcz przeciwnie – pewnie wynika to z tego, że byliśmy tu w okresie wakacyjnym, więc turystów rzeczywiście było bardzo dużo, poza tym dzień wcześniej było ważne tatarskie święto Sabantuj, co tłumaczyłoby obecność także zagranicznych gości.

P1400720

Kruszyniany i pobliskie Bohoniki są centrami społeczności Tatarskiej w Polsce. Podczas muzułmańskich świąt, tzw. bajramów zjeżdżają się tutaj całe rodziny, by wspólnie świętować i integrować się.

W Kruszynianach oczywiście najważniejszym zabytkiem jest meczet. Ale to meczet zupełnie inny, niż te, które znamy chociażby z Turcji – nie ma tu rozłożystych kopuł, czy strzelistych minaretów. Nie. Jest za to niewielki, acz uroczy drewniany budynek w zielonym kolorze, z dwiema wieżyczkami, na których dostrzec można małe półksiężyce. Gdyby nie one, można by pomyśleć, że to wiejski, drewniany kościółek. Wszystko dlatego, że budowniczymi tego typu obiektów na zlecenie tatarów byli i tak lokalni, prawosławni cieśle. Wewnątrz okazuje się nad wyraz przestronny

kruszyniany meczet

Główna sala modlitewna przeznaczona jest dla mężczyzn (tu znajduje się wnęka, czyli tzw. mihrab wskazujący kierunek Mekki), sala dla kobiet znajduje się nieco z boku, a balkon służyć ma do modlitw młodzieńcom oraz dzieciom. Przewodnikiem jest tutaj miejscowy Tatar, Dżemil, którego ostre rysy twarzy od razu wyjawiają jego pochodzenie, jego żona – chrześcijanka, pomaga mu, sprzedając bilety wstępu (wejście kosztuje 5 zł). Przed wejściem do środka trzeba oczywiście zdjąć buty, co wcale nie jest takie proste biorąc pod uwagę niewielkich rozmiarów „przedsionka” i wielu chętnych do zobaczenia wnętrza meczetu. Czujemy osobliwy zapach, ten sam, który pamiętamy z meczetów Stambułu. Dywany po prostu mają to do siebie, że skutecznie zapamiętują zapachy tysięcy stóp, które o nie się ocierały 😉

IMG_3797

Meczet w Kruszynianach jest najstarszą tego typu budowlą w Polsce – jego historia sięga początkom osadnictwa tatarskiego na tym terenie w XVII wieku, choć obecny powstał najprawdopodobniej na przełomie XVIII i XIX wieku. Jeszcze jeden, nieco mniejszy i może nieco mniej malowniczy meczet znajduje się w innej wsi – znajdującej się jakieś pół godziny na północ od Kruszynian – Bohonikach.
W niewielkiej odległości od meczetu, w przepięknym otoczeniu pachnących drzew iglastych znajduje się muzułmański cmentarz czyli tzw. mizar. Znajdziemy tu tablice nagrobne z początków XVIII wieku. Wspaniale utrzymany, rozległy. W tym miejscu można z nostalgią pomyśleć o wielokulturowości i pokojowym współistnieniu mieszkających tu niegdyś ludzi.

P1400696

Meczet w Bohonikach też drewniany, lecz mniejszy i młodszy, pochodzi z drugiej połowy XIX wieku. Poza tym nie tak malowniczy, bo „normalny” – brązowy. Nie zobaczymy tu minaretu, jedynie kopułkę zwieńczoną półksiężycem. Wewnątrz – zgodnie z zasadami, podział na część męską oraz oddzieloną część damską. Także tutaj, w tej wsi, na samym jej końcu zajrzeć możemy na muzułmański cmentarz, rozciągający się na niewielkim wzniesieniu porośniętym starymi drzewami. Pomiędzy Kruszynianami a Bohonikami leżą Krynki, ciekawie skonstruowane miasteczko, kojarzone jednak historycznie z inną ważną religią tych ziem, kiedyś znajdowały się tu aż 4 synagogi żydowskie. Dziś ostały się dwie.

Jeśli chcemy jeszcze bardziej zgłębić historię polskich Tatarów możemy udać się do Ośrodka Kultury i do Muzeum w Sokółce (jeszcze dalej na północ od Bohonik).

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do Kruszynian, bo tutaj właśnie znajduje się jedna z najsłynniejszych, a może nawet najsłynniejsza restauracja, serwująca potrawy kuchni tatarskiej ale pełniącą w pewnym sensie już funkcję ośrodka kulturalnego i animatora tatarskiej kultury. Jest to kuchnia ciekawa, różnorodna, dla nas zupełnie inna ale co najważniejsze smaczna.

To kuchnia, w której można dostrzec wiele „obcych” wpływów, jak chociażby chińskie, tureckie, ukraińskie, czy rosyjskie, generalnie wszystkie pochodzące z krain stepowych Europy i Azji. Dużo w niej potraw mącznych (przeróżne pierogi – pieczone, smażone, gotowane – w wodzie i na parze, z farszem słonym – najczęściej mięsnym ale też na słodko – z serem lub też owocami ), a także potraw tzw. jednogarnkowych (wywodzących się zapewne z posiłków przyrządzanych na palenisku w jurcie – z dostępem do wody było bardzo ciężko ), mięsnych i ziemniaczanych.
Hitem Tatarskiej Jurty jest Pierekaczewnik czyli danie składające się z wielu warstw ciasta przełożonego mięsem (jest też wersja z serem i z jabłkami). Niestety nie udałonam się go skosztować, ponieważ w ciągu dnia liczba porcji jest ograniczona, a chętnych jest naprawdę bardzo, bardzo dużo. warto więc wziąć to pod uwagę podczas planowania wizyty. Skosztowaliśy tutaj tatarską babkę ziemniaczaną, żur belysz – mięso i warzywa zapiekane w cieście oraz tatarski gulasz. Wypić możemy tu tatarską herbatkę, lemoniadę lub też kompot – żadnych napojów alkoholowych, czy też gazowanych tu nie uświadczysz. Wielkie porcje skutecznie odstręczyły nas od, bądź co bądź, kuszących słodkości – zwłaszcza listkowca (ciasto warstwowe – drożdżowe z serem, jabłkami lub makiem) lub tatarskich ciasteczek oblanych miodem i migdałami – zwane Czak-Czak. Oprócz restauracji znajduje się tu także Gospodarstwo Agroturystyczne, przy odrobinie szczęścia trafimy na wolne miejsce noclegowe. Ogólne wrażenia smakowe pozytywne, aczkolwiek nie jest to kuchnia aż tak intensywna i uderzająca we wszystkie kubki smakowe jak np. marokańska czy turecka.

Już w innym województwie, bo w woj. lubelskim, choć jeszcze na Podlasiu koniecznie trzeba zobaczyć wieś Studzianka. Właściwie nie o samą wieś tu chodzi, a o muzułmański cmentarz, który stanowił nekropolię dla tej dawnej osady tatarskiej. Studzianka była ważnym centrum Polskich Tatarów, znajdował się tu także meczet. Dziś pamiątką o dawnych mieszkańcach jest mizar, liczący około 150 nagrobków – wszystkie skierowane frontem w stronę Mekki. Wśród nich znajduje się jeden szczególnie cenny – należący do znanego tatarskiego dowódcy Józefa Bielaka walczącego podczas powstania kościuszkowskiego. Drugim ocalałym mizarem, leżącym na terenie byłej tatarskiej wioski jest cmentarz w Lebiedziewie (przysiółek Zastawek), niedaleko Terespola. Znajduje się tu nagrobek osiadłego na tych terenach w 1679 r. pułkownika Samuela Murza Koryckiego wraz ze swoją kompanią. Pochodzi aż z 1704 roku! W jednym i drugim przypadku mizary leżą poza wioskami, na łagodnym piaskowym wzgórzu, jednak ten w Studziance ewidentnie prezentuje się okazalej, jest ogrodzony, zadbany, można tu dojechać polną drogą. Ten w Lebiedziewie, mimo, że leży przy drodze do miejscowości Zastawek  – wygląda na nieco zapomniany.

studzianka mizar

Po raz kolejny przekonujemy się jak ciekawe miejsca, jak ciekawe historie i ludzi można spotkać u nas – w Polsce. Jak to wszystko z jednej strony blisko, a z drugiej strony – jak już daleko. Bo czasy, gdzie tak odmienne społeczności współistniały ze sobą bez większych problemów już nie wrócą. Choć opiekun i przewodnik po kruszyniańskim meczecie i jego żona są żywym świadectwem tego, że się da, mieszkańcy Podlasia akceptują, szanują i współdziałają z muzułmańską społecznością. Podobnie jak właścicielka Tatarskiej Jurty i przewodnicy z Kruszynian, która tak pięknie i smacznie przybliżają nam tradycję swoich przodków. Ale, by do tego doszło potrzebowaliśmy wielu dziesiątek lat i czasu, aby ta społeczność potrafiła się subtelnie zasymilować z Polską przy jednoczesnym konsekwentnym zachowaniu swoich zwyczajów.

Bo jak stwierdził Dżemil – my Tatarzy nie musimy udowadniać, że czujemy się Polakami, bo nimi jesteśmy. Czy wobec tego naprawdę świat polskich Tatarów to dla nas świat odległy jak Orient? A może to po prostu też Polska?

Więcej zdjęć:

P1400657 IMG_3795 IMG_3812 IMG_3802 P1400727 _DSC0141-2P1400721 tatarskajurtaP1400709 IMG_3815 P1400705 IMG_3784 IMG_4368_DSC0458

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 11

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Lato365.pl napisał(a):

    Ci, którzy tu przybyli w XV już stuleciu, to byli również „uchodźcy”. Na skutek walk wewnętrznych w Złotej Ordzie, musiał uciekać Dżalal ad Dim syn słynnego Tochtamysza. Walczył zresztą pod Grunwaldem.

  2. Agnieszka napisał(a):

    Byłam z rodziną w Tatarskiej Jurcie na Święta Wielkanocne. Niesamowite przeżycie, dwie kultury przy jednym stole. Wspaniali ludzie.

  3. Ernest napisał(a):

    W tym rejonie świata macie też Supraśl, wioska znana głównie z filmu ,,U Pana Boga za piecem”, gdzie występuje pod nazwą Królowy Most. A, jeszcze jest serial ,,Blondynka” – tam też są zdjęcia z Supraśla. Nieduża miejscowość z własnym pałacem Bucholca (nazwisko znane z ,,Ziemi Obiecanej”, teatrem Wierszalin, muzeum ikon, mistrzostwami świata w gotowaniu babki ziemniaczanej…

  4. Stan napisał(a):

    Dobry tekst, ale można by go podzielić na odcinki.
    Natomiast co do polskich Tatarów (czy też Tatarów Bałtyckich – jak przeczytałem kiedyś w prasie brytyjskiej) – tyle już o nich powiedziano, i co zaskakujące, wciąż są tacy, którzy są zaskoczeni ich istnieniem…
    Widać wciąż trzeba mówić, pisać – no a przede wszystkim o nich dbać!

  5. Dominika Kawęcka napisał(a):

    Doskonały wpis

  6. Anna Pawłowska napisał(a):

    Ja poznałam wiele, wiele lat temu Tatarów na Krymie. To wprawdzie dalecy krewni tych polskich, ale niezwykle gościnni. Nie wiem tylko co z nimi dzisiaj 🙁 Dziś na Krymie „rosyjskim” nie mają lekko…

  7. ehhh, byłam tam na majówkę a wpis dalej w szkicu 😉

  8. Lina Gumienny napisał(a):

    No proszę, gdyby nie wpływy tatarskie, nie miałabym dziadka ulana:) ciekawy artykuł.

  9. Ewa napisał(a):

    Pięknie wszystko opisaliście… Tak własnie tam jest.

  10. Marta Golmento napisał(a):

    W końcu ktoś napisał o tym niesamowitym miejscu. Dziekuję.

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 11

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach