Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Tykocin, Krynki, Orla i Włodawa. Na trasie wschodnich Żydów

Tykocin, Krynki, Orla i Włodawa. Na trasie wschodnich Żydów

Autor: Ania Nowak | niedziela, 11.09.16 | 2 komentarzy

Opowieści ze Wschodu. Odcinek 4.

img_3719


Grube, czarne chmury zaczęły zbierać się na dotąd szarobłękitnym niebie. W końcu zaczęło kropić, a z czasem rozpadało się na dobre. Nic nie szkodzi, może i lepiej. Taka atmosfera bardziej pasuje do miejsca, które niegdyś tętniło życiem, które właściwie zaczęło żyć, odżyło dzięki trudniącym się głównie handlem, mieszkającym tu w niesamowitej zgodzie z Polakami, Żydom.

Dziś na placu przed Synagogą biało-czarne zdjęcia z obozów koncentracyjnych… Smutek, żal i jakaś dziwna tęsknota za tym co było, a także za tym co mogło być, co mogło się jeszcze tutaj wydarzyć, choć przecież nie wiemy „co by było gdyby”. To był piękny świat, z którego możemy być dumni. Ale nam go wydarto.

Wschód Polski a kiedyś jej serce – tereny dawnej „Kongresówki” oraz Carstwa Rosyjskiego to teren, w którym funkcjonowało bardzo dużo „Sztetli”. Co to? Sztetle to żydowskie miasteczka, zazwyczaj małe, z kilkoma tysiącami mieszkańców, których jednak zdecydowaną większością była społeczność żydowska. Czasami bardzo dominująca. Żydzi Aszkenazyjscy mówili w Jidisz, spora część asymilowała się (zwłaszcza klasa średnia i wyższa) z Polakami. Ten specyficzny klimat żydowskiego świata, żyjącego wg żydowskich zasad w scenografii polskiej, polskich bardzo małych miasteczek to dziś zupełnie egzotyczny świat, który jednak kiedyś był czymś unikalnym na skalę świata i możemy być dumni, że tak długo byliśmy najlepszym miejscem dla współistnienia dwóch narodów. Dziś to wątłą historia pełna ran, trudno ją odnaleźć, jeśli się tematem nie interesuje. Ale nasza podróż na Wschód od początku miała dotykać poszukiwania „innej Polski” i dlatego odwiedziliśmy te światy równoległe, nie tylko z uwagi na Tatarów, ale również Żydów.

Rodzaje budynków żydowskich w przedwojennej Polsce:
Jatki – zacienione targowiska z kolumnadami, w formie pawilonów handlowych
Jesziwy – wyższe szkoły talmudyczne dla studentów – kawalerów (liceum, gimnazjum)
Mykwy – zbiorniki z wodą (np. deszczówką), służącą do obmywania w celach rytualnych
Domy kahalne – zespoły budynków administracyjnych gmin żydowskich

Tykocin

P1400513-2

Tykocin miał trafić do naszej listy „najpiękniejszych romantycznych miasteczek”, bo naprawdę ma na to zadatki, ale niebo zmieniło nam punkt widzenia. Ani razu nie oświetliło nawet dachówki. Tak, ale taka pogoda sprzyja. Wzmaga nostalgię, wprawia w zadumę, pozwala skupić się na miejscu.
Ludność Żydowska osiedlała się w Tykocinie począwszy od XVI wieku. Przed wojną stanowili oni 50% wszystkich mieszkańców. Aż wierzyć się nie chce, ale była tu druga co do wielkości (po Krakowie) gmina Żydowska w Polsce. W końcowej fazie słynna na cały świat, gdyż tutejsze władze rabinackie wypracowały sobie swoistą „renomę” w świecie syjonistycznym (Waad Arba Arcot). Wszyscy, którzy pozostali do II WŚ, zostali wymordowani w oka mgnieniu. Ostatni rozstrzelani w okolicznych lasach. Z kilku tysięcy mieszkańców przeczyło 17 osób. Rozumiecie? 17 osób z wielowiekowej społeczności, która w spokoju żyła tu od XVI wieku. Niestety tuż przed napaścią Niemiec na Rosję w gnębieniu tej ludności przysłużyła się mała, ale niezwykle podła cześć miasteczka. Polacy, którzy chcieli przypodobać się nastrojom, które wypychała wzdłuż podbijanych terenów niemiecka fala wojenna.

Po tykocińskich żydach zostały pamiątki – charakterystyczna zabudowa typowego miasteczka żydowskiego, czyli wspomnianego „Sztetla”: Wielka Synagoga, Dom Talmudyczny i… potrawy, których skosztować można w jednej w tradycyjnych żydowskich restauracji. Najbardziej popularna, najbardziej oblegana to restauracja „Tejsza” – łatwo ją znaleźć, po wydobywających się z jej wnętrza zapachach i ciągnących do niej tłumach. Alternatywą stała się więc Restauracja „Villa Regent”, w domu – szanowanego i niezwykle wpływowego tykocińskiego żyda – miejskiego lekarza.

P1400509 P1400523

Żydzi osiedlali się w pobliżu Wielkiej Synagogi, centrum ich dzielnicy był tzw. Mały Rynek. W przeciwieństwie do Dużego Rynku, na którym możemy dziś zobaczyć jeden z najstarszych pomników niebędących pomnikiem prezentującym postać świętego. Jest to XVIII wieczny pomnik hetmana Stefana Czarnieckiego. Przy rynku ciągną się ładne kamienice, a na samym jego krańcu wznosi się imponujący wielkością barokowy Kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej, a także Alumnat Wojskowy, który był pierwszym w Polsce domem dla wojennych weteranów. Kręcono tu przaśny, ale przyjemny dość film „U Pana Boga za Piecem”. Podlaskie miasteczka, wydawać by się mogło, miały kompleks rynków i ich rynki centralne są ogromne, 2 a nawet 3 razy większe niż galicyjskie czy śląskie. I w rzeczy samej – tak samo jest w Tykocinie.

Wróćmy jednak do „dzielnicy Żydowskiej”, a konkretnie do Wielkie Synagogi, której rodowód sięga 1642 r. Na dodatek jest ona drugą pod względem wielkości synagogą w Polsce. Dziś mieści się tu Muzeum Kultury Żydowskiej, które gromadzi wiele pamiątek związanych z dawnymi mieszkańcami Tykocina wyznania mojżeszowego. Najbardziej interesujące jest jednak samo wnętrze – główna sala z Bimą i polichromiami ściennymi. W niewielkiej odległości w XVIII wiecznym Domu Talmudycznym (Mała Synagoga) ma także swoją siedzibę Muzeum, można zobaczyć tu wnętrze dawnej apteki, czy wystawę poświęconą autorowi Encyklopedii Staropolskiej – Zygmuntowi Glogerowi, którym zafascynował się Marcin. Tutaj też znajduje się wspomniana wcześniej, niezwykle klimatyczna Restauracja Tejsza. Sala restauracyjna została zaaranżowana w podziemiach. Popularność tego miejsca, a także deszczowa pogoda sprawiły, że nie mieliśmy szansy  na wolne miejsce. Udaliśmy się do innej restauracji serwującej potrawy kuchni żydowskiej, mieszczącej się w dawnej żydowskiej kamienicy – Restauracji Villa Regent.

IMG_3748 IMG_3749

Skosztowaliśmy intensywny czulent wołowy, indyka duszonego w cymesie i podanego z kuglem pomarańczowym, ziemniaczaną babkę i kawę po żydowsku. Ponieważ podczas tegorocznego wypadu na Wschód Polski chcieliśmy mocniej spróbować lokalnych smaków, wyjątkowo pozwoliliśmy sobie wybrać miejsce, gdzie czekało się na posiłek prawie godzinę. Ocena – bardzo pozytywna. Kuchnia żydowska w tym wykonaniu była naprawdę pyszna. I dla nas stanowiła ciekawe odkrycie, bo wcale nie nawiązywała do tej kuchni żydowskiej, którą pamiętamy z Krakowa czy Izraela.

p1400530p1400533img_3718 tykocimg_3723 img_3750

Krynki

krynki mapa

Miasto katolików, prawosławnych i Żydów. Jedno z najciekawiej ukształtowanych w Polsce. Wystarczy zobaczyć je z lotu ptaka lub wjechać na centralne rondo, z którego jest… aż 11 odnóg. Miasto wielu kultur z podlaską klasyką religijną: cerkwią prawosławną, kościołem katolickim (co ciekawe poza centrum miasta) i dwoma zachowanymi synagogami (jedną z ciekawszych jest zaniedbana i popadająca w runę Synagoga Chasydów, obdarta z tynku przy jednej z bocznych uliczek. Jest jeszcze Stara Synagoga, praktycznie wyglądająca jak resztki ruin a także Synagoga Kaukaska – dziś Gminny Ośrodek Sportu i Kultury. Po Wielkiej Synagodze prawie nic nie pozostało. Tak, dobrze czytacie w tym prowincjonalnym miasteczku, z raptem 2 tysiącami ludzi funkcjonowały aż 4 synagogi.

Wielka Synagoga w Krynkach, zdjęie archiwalne / fot. © Muzeum Historii Żydów Polskich

Wielka Synagoga w Krynkach, zdjęie archiwalne / fot. © Muzeum Historii Żydów Polskich

A jednak dominuje tu jakaś senność, kilka osób na chodnikach, kilka aut, domostwa otwarte, na płotach suszy się pranie, dosłownie dwie osoby coś reperują przy swoich samochodach, dwójka staruszków wypatruje nie wiadomo kogo przy sklepie. Jesteśmy obiektem dyskusji.

Głównym bohaterami tego świata jeszcze 70 lat temu byli osiedlający się tutaj od XVI wieku Żydzi. Jesteśmy tuż przy granicy z Białorusią. Czy jak mawiają miejscowi „przy Łukaszence”. W miasteczku kwitł przemysł włókienniczy a także garbarstwo, i oczywiście nawet 90% mieszkańców stanowili Żydzi. Podczas II WŚ utworzone tu zostało getto, zlikwidowane w 1943 roku.
Szukamy cmentarza żydowskiego, bazując na starszych mapach topograficznych sprzed wojny. Zasada umiejscowienia poza miastem zachowana, kierunek – granica białoruska. Jak już nie raz podczas naszej podróży podchodzi do nas starszy pan i opowiada historię miasta, a jego sędziwy wiek zdradza, że przeżył wiele i pamięta bardzo wiele. Pokazuje nam dawny kirkut, a właściwie to co po nim pozostało – kilkanaście porozrzucanych, pochowanych w chaszczach macew. Pokazuje bryły miasteczka i zakłady, które znajdowały się w poszczególnych miejscach kilkadziesiąt lat temu. Trudno nawet je znaleźć, trudno je dostrzec. Ale on widzi ten widok inaczej. Mało kto o nim już teraz pamięta, mało kto odwiedza. Zgodnie z tym, co mówi nasz przewodnik – przyjeżdżają tu tylko po to, by zabrać kilka płyt, wrzucić do auta i wyjechać. Smutne.

img_3779zydzi-krynki

– A Krynki znaczy Krynice, bo sporo tu źródeł. Rzeczywiście, w drodze do Kruszynian można natrafić na kilkanaście. To polodowcowe wzgórza, dość intensywnie sfałdowane i przerzedzone dolinami. Niektórzy ochrzcili je nietypową nazwą „Podlaskiego Roztocza”.

Orla

P1410083

Jeszcze jedną okazałą pozostałością po ludności Żydowskiej żyjącej i mieszkającej w tej części Polski jest Synagoga w Orlej. Orla to jedna z tych wsi, pośrodku rozległych pól, które kiedyś były miasteczkami (osobna forma administracyjna pomiędzy wsią a miastem) z własnym rynkiem i niesamowicie senną atmosferą. Takie miejsca przed wojną tętniły życiem, targowiskami, handlem, modłami wielu wyznań. Bardzo dobrze zachowany budynek pochodzi z XVIII wieku, choć został później przebudowany. Mieścił się tu szpital, a podczas wojny magazyn, później trzymano w niej zwierzęta. Ludność Żydowska w tej miejscowości, podobnie z resztą jak w Tykocinie, czy Krynkach stanowiła tu dominujący procent wszystkich mieszkańców. Do II WŚ aż 75% mieszkających tu ludzi stanowili Żydzi.

POLSKA RAJEM DLA ŻYDÓW Ludność Żydowska po smutnych i tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce w Europie Zachodniej, po ich wygnaniu z tamtej części wydawać dziś by się mogło cywilizowanego świata, znalazła sobie schronienie w niezwykle tolerancyjnej wówczas Polsce i w ogóle w Europie środkowowschodniej (część żydów wyemigrowała za Morze Śródziemne do krajów Maghrebu – głównie Sefardyjscy). Liczne przywileje nadawane ludności żydowskiej na ziemiach polskich, swobody handlu, przemysłu i wyznania sprawiły, że czuli się oni tutaj jak u siebie w domu. Z czasem zaczęła nawet funkcjonować określenie Paradis Judaeorum – raju dla Żydów. Niektóre miasta i miasteczka w Polsce – zwłaszcza na opisywanym przez nas Podlasiu czy Lubelszczyznie, które wtedy stanowiły serce kraju, posiadały większość mieszkańców wyznania mojżeszowego a synagog było więcej, niż kościołów. Tak było również we Włodawie

Włodawa

P1420239

Formalnie jesteśmy już na Polesiu, nie Podlasiu, choć kilkadziesiąt km na północ wzdłuż Bugu funkcjonuje jeszcze termin południowego Podlasia. Włodawę zwą „Miastem Trzech Kultur”, odbywa się tu festiwal o takiej nazwie i rzeczywiście w żadnym miejscu wpływy tych trzech religii polskiego wschodu nie występują tak równomiernie i intensywnie. Smukłe kopulaste wieże cerkwi Narodzenia NMP oraz kremowe wieże kościoła św. Ludwika i klasztoru paulinów razem z gigantyczną bryłą Synagogi Wielkiej to symbole miasteczka. Na rynku pośrodku pomiędzy zabudowaniami ratuszowego kwartału stoi tzw. „czworak”, budynek z dodatkowym dziedzińcem, służący kiedyś żydom do celów targowych.

Synagoga, zdaniem Bartka z „Paragonu z Podróży” jest jeszcze piękniejsza, niż ta w Tykocinie. Co do bryły zewnętrznej, nieco barokizującej i posiadającej dwa alkierze oraz łamany polski dach – zgoda. Co do wnętrza, chyba trochę mniej. Obok znajduje się mała synagoga, mieszcząca ciekawe zbiory etnograficzne Muzeum Polesia Lubelskiego. Niezwykle interesująco wygląda dość wiernie odtworzone wnętrze pokoju mełameda, czyli żydowskiego nauczyciela. Przed wejściem i wyjściem stoją trzy figury kapłanów trzech religii, tak charakterystycznych dla Włodawy sprzed wojny, gdy byłą miastem większym niż dziś i rozpościerała się po dwóch stronach Bugu. Większość włodawskich Żydów zginęła w pobliskim Sobiborze a Ukraińców i Białorusinów przesiedlono. Dlatego dziś Włodawa to senne, prowincjonalne, choć powiatowe miasteczko. Idealny punkt do zakończenia lub rozpoczęcia podróży wzdłuż biegu Bugu (np. do Drohiczyna), by odkrywać wielokulturową historię obecnego polskiego pogranicza.

P1420316-2 P1420313 P1420307 pokoj-nauczycielaP1420323

 

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 2

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Julia Za napisał(a):

    Krynki cudowne – z parkowym rondem z milionami odnóży w postaci uliczek, w które TRZEBA wejść. Magia i zapomnienie.

  2. Barbara Machna napisał(a):

    ogladajac wasze podróże..zdjecia..filmy..ma sie wrazenie mistycyzmu..ze swiat tam sie zatrzymał..zeby to docenic..i my musomy sie zayrzymac..ale wielu teho nie docenia..jakby mieli zyc wiecznie..pozdrawiam i dziekuje.

O blogu w mediach