Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Magiczne Polesie Lubelskie. Ukoi każde nerwy

Magiczne Polesie Lubelskie. Ukoi każde nerwy

Autor: Wędrowne Motyle | sobota, 17.06.17 | 16 komentarzy

To jeden z najmniejszych regionów w Polsce, choć ogólnie jest ogromny, sięgając do połowy Ukrainy i drugiego końca Białorusi. To legendarny wręcz teren, opisywany już przez Herodota jako „Morze Newrów” czyli zabagnioną tajemniczą krainę, zamieszkiwaną przez plemię Newrów. W istocie, większość dorzecza ogromnej Prypeci to był niedostępny obszar bagien i jezior, na wiosnę w czasie roztopów przypominający morze. W Polsce międzywojennej skutecznie rozdzielał północ i południe jako obszar dziki i niezamieszkały. W powojennej Polsce zachował się jedynie zachodni, mały fragment. Pomiędzy Białą Podlaską, Lublinem a Włodawą. Chcecie się nim zainteresować? Śmiało. To jedno z najlepszych lekarstw na zszargane nerwy.


Podstawowe pytanie: Kto powinien się tu pojawić? Specjalnie albo przy okazji podróży po Wschodniej Polsce? Polesie Lubelskie to obszar, który na pewno zachwyci wszystkich miłośników przyrody ale będzie też interesujące dla tych, którzy lubią ciekawostki antropologiczne, poznawanie miejscowych zwyczajów, tych, którym lokalna historia nie jest obojętna. To miejsce idealne na reset, na odpoczynek od codzienności. Wspaniałe, dziewicze krajobrazy, zapach sosnowych lasów, piękno srebrzącej się na słońcu tafli jezior, szelest szuwarów, łopot ptasich skrzydeł, niezapomniany smak lokalnych, smakołyków… Zwłaszcza ryb, których nigdzie indziej nie jedliśmy tak smacznych. I jeszcze dużo, dużo więcej.

Lud Poleszuków to jedna z najciekawszych tajemnic etnograficznych Polski. Kiedyś żył praktycznie odcięty od świata, zwłaszcza w okresie wiosennych roztopów, schowany w wioskach i przysiółkach, które nierzadko znajdowały się na sandrowych wysepkach (piaskowych), otoczonych z czterech stron bagnami i rozlewiskami. Poleszuków w granicach obecnej Polski zostało malutko. To lud, który stworzył swój własny świat i kulturę w XIX wieku i jeszcze w czasach międzywojnia. Lata bezmyślnej rekultywacji rolniczej okresu sowieckiego zniszczyły bagna i kanały nie tylko połowy Polesia na Ukrainie i Białorusi, ale tez w Polsce, zwłaszcza w okolicach. Współcześnie najwięcej Poleszuków zachowało się w południowej Białorusi. O ich historii i zwyczajach będziemy mogli dowiedzieć się sporo w Muzeum Polesia we Włodawie.

Po raz kolejny musimy przyznać, że nieco zaniedbaliśmy tą naszą Polskę, bijemy się więc w pierś i zapraszamy na zwiedzanie zielonego Polesia Lubelskiego jako „mniejszego brata” Podlasia. Choć dla nas nie tylko zielone, ale też złociste, od słońca, które nam dopisywało i towarzyszyło tego lata.

Co warto zobaczyć i zwiedzić na Polesiu?

Tak jak wytłumaczyliśmy Polesie po polskiej stronie nie jest dużym regionem. Właściwie przy posiadaniu samochodu da się objechać w 2-3 dni,roweru w 4-5. Za bazę wypadową najlepiej znaleźć sobie okolice Włodawy (jeśli zależy Wam na infrastrukturze) albo okolice Poleskiego Parku Narodowego (jeśli zależy Wam na ciszy i spokoju).

Włodawa. Wielokulturowość w pigułce

W pewnym sensie stolica tego małego regionu. To miasto trzech religii i wielu kultur – katolików, prawosławnych i żydów. Mieszkali tu niegdyś w zgodzie Polacy, Poleszuki, Ormianie, Żydzi, Białorusini i Ukraińcy. Miasto, które właśnie dzięki tej wielokulturowej historii ma wspaniałe predyspozycje do tego, by stać się celem podróży wielu turystów. Tymczasem trochę tu pusto, trochę smutno, a wiele budynków zaniedbanych i pozostawionych samych sobie. Ale to wszystko razem pełni jakąś rolę. Może nadaje klimatu? Ranga Włodawy mocno spadła, gdy zamiast dużego miasta w sercu Polski po wojnie podzielona stała się miastem granicznym. Choć nostalgiczny klimat przerywa raz w roku ciekawa impreza – odbywa się tutaj Festiwal Trzech Kultur.

Włodawa przede wszystkim będzie nam kojarzyć się ze społecznością żydowską. Przed wojną stanowili oni większą część mieszkańców miasta (nawet 60% ogółu ludności). Unikalnymi w skali Polski pamiątkami po nich są Zespół Wielkiej Synagogi z XVIII wieku (dziś mieści się tu ciekawe muzeum) oraz przyległa do niej Mała Synagoga i jeszcze jedna synagoga – z wydzielonym obok sali modlitw pomieszczeniem przeznaczonym do pobierania nauk talmudycznych (tzw. Synagoga typu Bejt Midrasz). Większość mieszkańców Włodawy wyznania Mojżeszowego została zamordowana w sąsiednim obozie w Sobiborze.

Nie można przejść obojętnie obok pokaźnego kościoła pod wezwaniem św. Ludwika – barokowy, podobnie jak synagogi, pochodzący z XVIII wieku. Wznosi się tuż przy klasztorze Paulinów, a jego architektem był Włoch Paweł Fontana. No i jeszcze jeden element wielokulturowości tego miejsca, czyli wspaniale odrestaurowana (właściwie wciąż w renowacji) Cerkiew prawosławna (początkowo unicka). Warto udać się na krótki spacer po mieście, wąskimi krętymi uliczkami, biegnącymi w dół od kościoła i klasztoru ojców Paulinów – na przykład w okolicę stromej ulicy Podzamcze, która przypomina nam o tym, iż tuż nad nią wznosił się, jak łatwo się domyśleć, niegdyś zamek. W mieście zachowało się także kilka ładnych, drewnianych przedwojennych budynków mieszkalnych. Niezwykle ciekawą budowlą jest tutaj jeszcze tzw. czworobok na środku rynku – budynek o takim właśnie kształcie z dziedzińcem na środku. Miejsce przeznaczone na handel, mieli tu swoje „kramy” handlarze.

Z Włodawy wyjeżdżamy na zachód i kierujemy się na Parczew, mijając Adampol, gdzie w obecnym przeciwgluźliczym sanatorium leśnym znajduje się jeden z najciekawszych pałaców, należących do Zamojskich. Wjeżdżamy w krainę, gdzie część wiosek zaczyna nosić ewidentnie białoruskie i ukraińskie nazwy. Przed wojną mieszkała tu w większości ta ludność. Dojeżdżamy do Holi.

Skansen w Holi

Być może nieco niepozorny i niewielki ale urokliwy. Stąd wielu szuka go na mapach, by dojechać tu za wszelką cenę. Łatwo go dostrzec, znajduje się niemal naprzeciw niebieskiej XVIII – wiecznej cerkwi. Tuż przy ulicy mieści się furtka, zapraszająca do wejścia. A za nią drewniana chata kryta gontem, wiatrak-koźlak, żuraw do czerpania wody ze studni i jeszcze kilka innych przedmiotów i obiektów wykorzystywanych w dawnej poleskiej wsi (kuźnia, czy też kapliczka i ule). Miejsce to jest prywatną własnością państwa Karabowiczów, którym należą się wyrazy szacunku i podziwu za postawę, która przyczynia się do zachowania lokalnych tradycji i zwyczajów.

Najlepiej jest przybyć do Holi w ostatnią niedzielę lipca, kiedy to odbywa się „Jarmark Holeński” – połączenie prawosławnego święta z prezentacją kultury i tradycji ludowej regionu. My mieliśmy niesamowite szczęście, że pojawiliśmy się tu wtedy, gdy całość eksplodowała wręcz kwiatami i kolorami. To są obrazki, których nie zapomina. Jakby miało się fatalny nastrój, przeniesienie się na ławeczkę pod taką chatkę w towarzystwie tego kwiecia poprawi każdy humor.

Dworek Kościuszki w Sosnowicy

W tej niewielkiej miejscowości, należącej już do powiatu parczewskiego, kiedyś będącej miasteczkiem z nietypowym podłużnym rynkiem, zatrzymaliśmy się na dwa dni, ponieważ tutaj właśnie w dawnym dworku Kościuszki postanowiliśmy zamieszkać. Skoro Dworek Kościuszki, to od razu myśl, że panem tych oto włości był Kościuszko właśnie. Niestety nie, choć oczywiście miejsce to z Kościuszką jest dość mocno związane. Należy także wspomnieć, iż po dawnej posiadłości rodu Sosnowickich pozostało dziś niewiele (jedynie oficyna północna i południowa), a sam budynek – nazwany dworkiem, wcale architektonicznie dworu nie przypomina. Ten znajdował się po drugiej stronie drogi i  był olbrzymi.

Wróćmy jednak do rzeczonego Kościuszki. Na prośbę hrabiego Sosnowieckiego zamieszkał on tutaj i stał się nauczycielem jego dwóch córek. Z czasem nawiązał się romans młodego Tadeusza z Ludwiką Sosnowską, który jednak został przerwany przez hrabiego. Ojciec Ludwiki nie wyraził zgody na oddanie ręki swojej córki kapitanowi wojska. Gdyby tylko wiedział co z niego potem wyrośnie…

Sam budynek i jego otoczenie są dość zaniedbane, choć przyznać trzeba, że miejsce to ma swój klimat, a nieszczęśliwa historia miłosna jeszcze bardziej „podkręcają” tą atmosferę. Nie możemy się oprzeć, żeby nie wspomnieć o naprawdę niepozornej restauracji – Sosnowicki Gościniec, w centrum wioski, gdzie serwowane są  pyszne pierogi (na przykład z kaczką, czy karpiem) i rozpływający się w ustach karp (zapewne z pobliskich jezior i stawów, do których nie może dostać się ani gram zanieczyszczeń). Okolica słynie z gospodarstw hodowlanych i stawów rybnych.

Stawy w Pieszowoli i ścieżka Perehod

Polesie Lubelskie to jeziora polodowcowe, ale także torfowiska, bagna i kanały. Człowiek zaczął ingerować w ten teren z różnym skutkiem. Do tych mniej udanych zaliczyć można kanały i rowy melioracyjne. Do tych bardziej udanych należą stawy hodowlane. Np. w Pieszowoli.

Dziś w przeciwieństwie do tych koło Sosnowicy człowiek niczego tutaj nie hoduje ale za to jest to miejsce, które stało się ostoją licznych gatunków zwierząt, głównie ptaków. Warto przejść wokół tworzących swoisty kompleks kilku oddzielonych groblami jezior, na przykład ścieżką dydaktyczną Perehod, bo to już teren Poleskiego Parku Narodowego. Będziemy mieli okazję zobaczyć wrzosowiska, ogromne połacie wrzosowisk, przyjrzeć się ptakom w specjalnie do tego zbudowanej budce obserwacyjnej, czy też pokontemplować trochę siedząc na drewnianej wieży widokowej, z której rozciąga się niezapomniany widok na jeziora – Staw Duża Zośka i Staw Perehod.

 

Jeśli dodamy do tego jeszcze ciszę, zmąconą jedynie szelestem poruszanej wiatrem roślinności, słoneczną pogodę i zapach wrzosów, to możemy bez wątpienia powiedzieć „chwilo trwaj”. To naprawdę jedno z najspokojniejszych miejsc, jakie mieliśmy okazję odwiedzić w Polsce.

Bagno Bubnów i niedalekie Bagno Staw

To niskie torfowiska, które są ostoją dla wielu gatunków ptaków – cietrzewi, żurawi, rybitw, wodniczki, czy czapli białych, a także roślin łąkowych i bagiennych. Co ciekawe to jedno z największych „zlotowisk” żurawi w Polsce. Czasami gromadzi się ich tu 3500. Widok niczym w Afryce. Warto dodać, że na tym terenie spotkać można rzadkie gatunki motyli.
Dojeżdżamy tutaj samochodem, by dojść do wieży widokowej, bardzo pomagającej rozeznać się jak sporych rozmiarów to  bagniska. Zapewne ciekawiej teren wygląda podczas wiosennych roztopów. Jedna wieża znajduje się po północnej stronie blisko drogi Zastawie – Kulczyn i dojedziemy do niej drewnianą kładką a druga na piaskowej grobli przy szutrowej drodze Wojciechów – Karczunek.

Centrum Edukacyjne Poleskiego Parku Narodowego

Mieści się w Starym Załuczu i jest idealnym wręcz miejscem dla dzieci. W budynku muzealnym zobaczymy eksponaty przyrodnicze, historyczne, archeologiczne, etnograficzne. Natomiast najfajniejsze znajduje się na zewnątrz, bo po pierwsze na edukacyjnej ścieżce „Żółwik”, na której znajduje się oczko wodne wygrzewają się najbardziej zagrożone gady w Polsce – żółwie błotne , a zaraz niedaleko znajduje się Ośrodek Rehabilitacji zwierząt. Jeden z takich rekonwalescentów – bocian biały nie robił sobie nic z towarzystwa ludzi, spokojnie, choć z lekkim dystansem przechadzał się po parkingu tuż przez budynkiem Centrum. Tutaj można kupić także bilety na wszystkie dostępne w ramach Poleskiego Parku Narodowego ścieżki edukacyjne. Samo muzeum nieco trąci myszką, ale ze względu na unikatowy charakter (nie ma drugiego takiego parku narodowego w Polsce, traktującego tylko o tego typu bagnach) można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy.

Tajemnicze Jezioro Moszne

Las, zapach runa, dziesiątki ptactwa i cisza. Cisza się pogłębia, powoli zaczynają szumieć nieodległe szuwary. I dalej w las tym lepiej się oddycha. Po chwili znów wyłania się słoneczna przestrzeń. Ale zamiast polany srebrzy się ogromne jezioro w środku lasu. Gdy pogoda dopisuje, takie krajobrazy, takie miejsca wręcz zachęcają  do odwiedzenia – zwłaszcza wcześnie rano, gdy mamy nadzieję, że nie będzie dużo ludzi. Takim bez wątpienia jest Jezioro Moszne, które znajduje się na obszarze Poleskiego Parku Narodowego.
Jezioro to jest jeziorem dystroficznym, z bardzo grubym, „mięsistym” dnem. Wypierane jest one, a właściwie przekształca się ono w torfowisko przejściowe, na którym zobaczyć można rzadkie gatunki roślin. A zobaczyć je nie jest trudno, bo przez torfowisko, do tafli jeziora otoczonego szeleszczącą na wietrze roślinnością szuwarową, prowadzi nas drewniana kładka. Do jeziora można dojść między innymi przemieszczając się ścieżką dydaktyczną „Dąb Dominik”. Świetnie musi prezentować się to tajemnicze miejsce w nocy, zwłaszcza o pełni.

Kanał Wieprz-Krzna i Jezioro Czarne Sosnowickie

Ten swoisty kanał melioracyjny a nie żeglugowy  jest najdłuższy w Polsce (ma 140 kilometrów)  łączy rzekę Wieprz i Krznę a wybudowano go w latach 1954-61. Niestety został ona tak pomyślany, że przyczynił się do naruszenia stosunków wodnych na tym obszarze, co już wspomnieliśmy we wstępie. Była to bardzo zła i  szkodliwa dla przyrody inwestycja ówczesnych władz.

Nad Jeziorem Czarnym Sosnowickim znajduje się mała plaża, a nieco dalej pole namiotowe – pełne, zatłoczone, wypełnione po brzegi. Istnieje tutaj możliwość wędkowania (po uzyskaniu pozwolenia), więc pewnie dlatego cieszy się dużą popularnością. A czemu taka nazwa? A pewnie z powodu koloru wody – nieco brunatnej, nieprzezroczystej, choć jezioro jest niezwykle czyste. Do południowej części jeziora przylega rezerwat przyrody Torfowisko nad Jeziorem Czarnym. I właśnie tutaj sprawdziliśmy jak prezentuje się baśniowy klimat tego typu miejsc po zmroku. Szukając Świtezianki natrafiliśmy na księżyc, kąpiący się ukradkiem w wodzie.

Wiatrak – Koźlak w Zawadówce

Sceneria jak z gry Wiedźmin. Zapraszamy filmowców, bo to miejsce i okolica mogą być ciekawymi plenerami do nowego serialu. Przy drodze do wspomnianego już wcześniej Starego Załucza stoi drewniany wiatrak – koźlak z przełomu XIX i XX wieku. Tak naprawdę to już niewiele po nim zostało, prezentuje się dość smutno. Jednak jego sylwetka, położenie i myśli, które budzi – ciepłe wspomnienia dawnych lat – robią wrażenie. Tym bardziej, jeśli będziecie w tych okolicach, koniecznie go zobaczcie, bo nie wiadomo jak długo jeszcze postoi. Niestety. Dojedziecie tu jedynie od strony Zawadówki, bo dalej, jak wiele dróg w regionie, asfalt się kończy i ustępuje dwóm wybitym przez koła traktorów rowów, oddzielonych kępą trawy.

Różanka i dolina Bugu

Wieś, kiedyś miasto magnackie (na Polesiu i Płd Podlasiu znajduje się dużo wsi, które kiedyś były ważnymi miasteczkami, z trudnością można dziś zlokalizować dawny rynek), która znajduje się malowniczo nad rzeką Bug, w której znajduje się zespół pałacowy i folwarczny z XIX wieku, a właściwie pozostałości po nim. Do pałacu przylegał okazały park typu francuskiego. Właścicielem tych wspaniałych posiadłości był Ludwik Konstanty Pocieja, podskarbi litewski. W majątku tym bywał między innymi Julian Ursyn Niemcewicz. Różanka przyciągnęła nas dla bezładnych wędrówek po zaniedbanych starodrzewiach parku, który pozostał po pałacu. Oprócz kilku ruin zabudowań przypałacowych. To niesamowite, że kiedyś stał tu największy pałac w tych okolicach.

W Różance jak i położonej nieco na północ Kuzawce znajdowały się dwa porty rzeczne na Bugu, skąd spławiano płody rolne Polesia w górę, do Warszawy. Z Kuzawki do Ameryki wypłynął Tadeusz Kościuszko. We wsi ostała się tablica pamiątkowa o tym wydarzeniu. Okolica to miejsce, gdzie wciąż zachowały się lokalne tradycje rękodzielnicze a w okolicznych wioskach chętnie zamieszkują artyści i malarze, którzy uciekają tu z większych miast. Zwłaszcza do Dołhobrodów. W sąsiednich Stawkach znajduje się wieża widokowa na dolinę Bugu.

Okuninka

To już typowa letniskowa wieś, która nieco nas przeraziła, bo spokoju i ciszy tutaj raczej się nie uświadczy (zwłaszcza w szczycie sezonu). Swój status – wsi letniskowej zawdzięcza zapewne położeniu nad Jeziorem Białym.Chyba jedynym z poleskich jezior, będących tak mocno eksploatowanym. Bogata oferta turystyczna i okołoturystyczna sprawia, że miejsce to jest oblegane przez wczasowiczów i imprezowiczów. Jest plaża, jest czysta woda, jest sporo dyskotek i restauracji, jest uroczy krajobraz, dobra komunikacja. Dla ludzi lubiących tego typu wypoczynek – doskonałe warunki. Dla nas nie, dlatego szybko stąd uciekaliśmy.

Kilka informacji dla porządku:

Jak dojechać na Polesie Lubelskie? Kierować się na Lublina potem na Łęczną i Włodawę. Z warszawy będzie to niebawem komfortowa S19 a od nas ze Śląska czy Krakowa to kwestia 5 godzin. Autostradą A4 do Rzeszowa a potem krajówką DK19 – dość porządną i szeroką do Lublina i Łęcznej. Przy okazji miniecie największą kopalnię węgla poza Śląskiem. Pociagiem: Również do Lublina a następnie celować w szynobusy do Chełma a potem Włodawy. Ewentualnie koleją do Parczewa. Ale są to rzadkie połączenia. Raptem 2-3 dziennie. Ale można.
Spaliśmy w Dworku Kościuszki, rezerwacja mailowa. Ciekawe miejsce, z uwagi na historię i wygląd, pokoje klasy średniej, cena znośna a okolica wyciszająca. Możliwość zamówienia śniadań. No i niezapomniana przez nas restauracja Sosnowicki Gościniec. Pyszne. Na Polesiu znajduje się mnóstwo pól namiotowych największy wybór jest oczywiście w Okunince, tam też znajduje się aż kilkanaście hoteli i ośrodków wczasowych. Ceny w  tym regionie Polski, jak w większości Polski Wschodniej są widocznie tańsze niż u nas na Śląsku czy Krakowie. Może oprócz paliwa. Naszym daniem urlop na Polesiu najlepiej połączyć albo z Południowym Podlasiem albo ze zwiedzaniem Lublina i Zamościa albo z Roztoczem. Powodzenia!

 Przeszukaj najciekawsze noclegi w okolicy Włodawy i Łęcznej (Polesie Lubelskie)

 

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 16

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Matrysia napisał(a):

    Polska bywa naprawdę magiczna, co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni ale mam nadzieję że w ślad po wielomilionowym dofinansowaniu na Synagogę pójdą następne pieniądze bo warto utrwalać tą naszą Polskę.

  2. Marcin napisał(a):

    Wow bywam tam choć te miejsca jeszcze dla mnie nieodkryte. Bajka. Plan na najbliższe 5 lat – zwiedzić Polskę.

  3. Poszukujac raju napisał(a):

    Polska jest przepiękna 🙂 nic dodać nic ująć. Zwiedziłem duży kawałek świata, ale taka łąka jak w Polsce jest tylko tutaj. Nigdzie też nie słyszałem tylu ptaków śpiewających co w Polskich lasach.

  4. Tessa napisał(a):

    Faktycznie jest tam przepięknie o każdej porze roku, jeżdżę dość często bo w tamtych okolicach mieszka moja córka więc jak jestem to zawsze wybieram się na wędrówki po okolicy…mam nadzieję, że się nie pogniewacie jak do swojego wpisu dołączę wiersz który kiedyś po jednej z wędrówek napisałam

    …spacer po poleskim lesie…

    chodź usiądź wygodnie w fotelu
    zamknij oczy
    puść wodze wyobraźni
    daj rękę
    i pozwól się w zaczarowana krainę poprowadzić
    idziemy ścieżką przez las
    drzewa kłaniają się
    cichym szelestem witają
    coś huczy, pomrukuje
    rozglądasz się
    słychać gałązki trzask
    nasze kroki głuszy miękki dywan z mchu
    idziemy wśród wysokich traw
    cisza i spokój ogarnia nas
    i koncert się rozlega
    to wieczorny ptaków śpiew
    do wtóru słychać rechot żab
    bocian klekotem dołączył się też
    mała żabka spod nóg czmychnęła
    ślady dzika na drodze
    nagle cos błysnęło
    rozgarniam plątaninę trzcin
    uważaj, bo mokradło się zaczyna
    spójrz tutaj
    rodzina łabędzi przed wścibskim okiem się skryła
    a dalej, widzisz trzy brzozy dostojne
    jak młode panny w bieli
    przeglądają się w tafli jeziora
    tu kwitnie poziomka, tam jagoda
    zamilkł na chwile rechot żab i ptasi śpiew
    czas już wracać, bo noc nadchodzi
    chociaż szkoda…
    Tessa

  5. Bartek Szaro napisał(a):

    Synagodze we Włodawie przyznano ostatnio 5 mln na renowację. Cieszy, że coraz więcej inicjatyw podejmuje się we wschodniej Polsce wokół zabytków wymagających rewitalizacji.

  6. Jerzy napisał(a):

    Jak dla mnie Polski Park Narodowy jest jednym z najciekawszych w Polsce, jeśli chodzi o ciekawe spacery. Jest cisza, dzicz i infrastruktura.

  7. Artur napisał(a):

    Małe sprostowanie, wieś po wyjeździe z Włodawy w kierunku na Parczew to Adampol a nie Adamów. W dawnym pałacu Zamojskich mieści się tam sanatorium przeciwgruźlicze.

  8. Ada Rybak napisał(a):

    Przepięknie 🙂

  9. Karolina napisał(a):

    Piękne tereny! Wprost wymarzone do fotografowania. Rozumiem, że w dworku Kościuszki jest teraz hotel?

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Tak. Fotografowanie w Poleskim Parku Narodowym to musi być sama przyjemność. Dworek Kościuszki to obecnie coś a’la pensjonat raczej. Kameralny dość, niekoniecznie z hotelowo-agroturystykową otoczką. Pani właścicielka mieszka w budynku obok.

  10. Andrzej Brandt napisał(a):

    To się nazywa perfekcyjny timing! Wybieramy się tam już za dwa tygodnie. Wasz poradnik na pewno się przyda 😉 Dzięki!

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 16

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach