Home Ciekawe miejsca w Europie Ciekawe miejsca na Ukrainie Ukraińska wyżerka. Nasze lwowskie knajpy i kawiarnie. Subiektywnie

Ukraińska wyżerka. Nasze lwowskie knajpy i kawiarnie. Subiektywnie

Autor: Ania Nowak | sobota, 19.11.16 | 12 komentarzy

A teraz coś z zupełnie innej beczki na motylowym blogu. W końcu jest! Wpis o restauracjach. Wiekopomna chwila nastąpiła po długim weekendzie we Lwowie. Ale tak miało być od samego początku. Nasze żołądki nastawiały się na ten materiał już od Przemyśla, gdzie zaparkowaliśmy samochód.

Zwykle podróżując nie zwracamy jak chyba większość aż tak bardzo uwagi na jedzenie, na lokalne potrawy, smakołyki. Oczywiście nie jest tak, że nie jemy. Ale podróżowanie śladem knajp czy przesiadywanie w nich godzinami uznawaliśmy zawsze za profanum. Nie sacrum 🙂
Dużo ciekawsze zawsze wydawały nam się historie kulinarne, tradycje, geneza pochodzenia danych potraw, historia składników. No, ale „starzejemy się”, więc prędzej czy później to się miało zmienić. – Za chwilę będziecie bardziej zachwycać się jedzeniem – zapowiadali nam znajomi. Może coś w tym jest?


Tym razem jednak postanowiliśmy – trochę za sprawą mojej siostry, która świetnie gotuje i zna się na dobrym jedzeniu – trochę poszaleć kulinarnie. Szczęście, że we Lwowie nie jest drogo, albo umówmy się, jest wręcz bardzo tanio, a wybór restauracji i kawiarni jest naprawdę duży. Jest też coś, co przyciąga do lwowskich knajpek – to ich urok, klimat, przepiękne wnętrza i miła obsługa.
– Szczerze, klimat i wtrój tych miejsc jest dużo, dużo ładniejszy i ciekawszy niż w Krakowie – szybko zrecenzowała Monika.

Choć to tylko „liźnięcie” tego, co można zobaczyć, zjeść i wypić we Lwowie, to jednak zapraszamy do kilku „naszych” lwowskich knajp i kawiarni. Jak na jeden krótki wyjazd – to w naszym przypadku chyba rekord nad rekordami.

1. Piątek po południu: Restauracja uzbecko-ujgurska „Chaikhana Samarkanda” – Pekarska 48

p1470284 p1470279

Niepozorna z zewnątrz, w środku bardzo kolorowa, no i przede wszystkim „smaczna”. Spodziewaliśmy się nieco mocniejszych, bardziej wyrazistych smaków, ale i tak było bardzo oryginalnie i orientalnie. Skusiliśmy się między innymi na manty (Ja), Mateusz zamówił środkowoazjatycki pilav (coś na kształt gulaszu z ryżem), Marcin ujgurski lagman (gęsta zupa-gulasz z mięsem wołowym i makaronem), Monika tradycyjny khonum (lekki pieróg z nadzieniem), popijaliśmy sycącą shurpą i mastavą a na sam koniec jeszcze (porcje okazały się niezbyt duże) zjedliśmy po kawałku baklawy.
To był mocny, mocno azjatycki początek we Lwowie. Kuchnia uzbecka przywędrowała do Lwowa wraz z tą społecznością wywodzącą się z Azji Środkowej. We Lwowie żyje kilka tysięcy Uzbeków, dla nich to meta ekonomicznego eksodusu „jak najdalej w kierunku Unii Europejskiej”. Trudnią się handlem i dystrybucją orientalnych produktów.

Całość rachunku z winem dla każdego – około 600 UAH, czyli 97 zł na 4 osoby.

2. Piątek wieczór: Klubokawiarnia Pstruh, Kwartał Żydowski, Brativ Rohatyntsiv 49

p1470355-2 p1470342

Zmrok zapadł szybko. Listopad. Miasto zalewa się pomarańczowymi światłami latarni, wiszących nad ulicami. Spacerując po Lwowie trochę zmarzliśmy (kulminacja zimowej pogody miała jednak dopiero nadejść).
W dzielnicy Żydowskiej, tuż przy murach miejskich, przy miejscu, gdzie stała Synagoga Złota Róża (pozostała jedynie mała brama), zachęciło nas ciepło bijące z Kawiarni Pstruh. Większość miejsc zajęta, a spoglądając na stoliki gości, które uginały się od przeróżnych smakołyków (głównie deski przekąsek) można było wnioskować, że jest tu smacznie.
My jednak tym razem skromnie – po kawce i słodkościach – sernik i tort orzechowo-makowy. Dobre, choć nie powalały. Hitem okazała się kanapka Marcina – kromeczka ukrojona z bagietki i posmarowana pastą z tuńczyka. Komicznie wyglądała na dużym talerzu! Kromeczki te, podobnie zresztą jak piwo i kwas  chlebowy są tutaj naprawdę hitami. Marketingowo majstersztyk.

3. Sobota rano: historyczna kawiarnia „Atlas” – Rynok 45

p1470411p1470412

– Bądźmy tam pierwsi – padło jeszcze przed spaniem. Dzięki czemu zmotywowaliśmy się wstać całą czwórką już o świcie.

Najpierw wchodzę ja, Monika, Mateusz fotografuje rynek, Marcin gdzieś zniknął w zakamarkach. Wystrój znakomity – impregnowane drewno, kafelki na podłodze, surowe kamienne łuki, wielkie okna. Ulokowałyśmy się tuż przy jednym z nich, by mieć dobry widok na ratusz. Po chwili przybiegł Marcin ” Możecie się przesiąść? Pokażę Wam coś niesamowitego”. Zaprowadził nas do bocznej sali ze skórzanymi fotelami i mnóstwem obrazów na ścianach, przedstawiających postaci historyczne, władców Rusi Kijowskiej i Ukrainy. Przepych, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Chyba nigdy nie zdarzyło nam się być w tak niesamowitym wnętrzu i na dodatek jeść w nim śniadanie.
Atlas był niegdyś miejscem spotkań lwowskiej śmietanki, najznakomitszych lwowskich artystów (należał do trójkąta kultowych lokali razem z La Louvre i Europejską, ale ostał się jako jedyny). Na ścianach wiszą ich rysunki, portrety, karykatury. Uwagę przykuwa stylizowane (choć z a autentycznymi potrawami) na przedwojenne menu, pisane w języku polskim – dowcipne, okraszone zabawnymi rysunkami. Polecamy tu kawę z Atlasówką – własnej roboty nalewką.

Tu ceny były najwyższe z wszystkich wypisanych miejsc. Całość wyszła ponad 600 UAH

4. Przelotna wizyta: Lviv Handmade Chocolate

p1470611

Weszliśmy tu tzw. „przelotem”, na ten sam pomysł wpadała też wycieczka szkolna – trzydziestka zachwyconych dzieciaków, z wypiekami na twarzach i szeroko otwartymi oczami, nie zważając na resztę klientów. Nie ma się co dziwić, w końcu znalazły się w miejscu, gdzie króluje czekolada.  A jak wiadomo, dzieci (i nie tylko one) czekoladę uwielbiają. Można tu kupić przeróżne jej odmiany i rodzaje. Wyglądało to trochę jak sceny z „Charlie i Fabryka Czekolady”. Można się tu też zatrzymać na dłużej, schować w kącie przy aromatycznej kawie i czekoladzie lub oczywiście też wziąć ją na wynos.

5. Mały obiad : knajpa samoobsługowa „Puzata Chata” 

p1470599p1470601

„PCh” to cała sieć restauracji, a właściwie czegoś na kształt jadłodajni albo też bardziej wyszukanej wersji baru mlecznego, z tym, że samoobsługowego. Ale jest naprawdę ogromna. W Środku znalazło się chyba z 200 osób.
Skąd ta popularność ukraińskiej wersji „Deka Smaku”? Ceny i wybór. Zjemy tu różne potrawy tradycyjnej kuchni wschodnioeuropejskiej: pierogi z mięsem, ziemniakami, czy też wiśniami (czy też kilkoma innymi nadzieniami), kiszona kapusta na przegryzanie, coś na kształt tatry, ale o konsystencji bliższej omletowi. Przy czym nie mówcie ani nie szukajcie słowa „pierogi” lecz warenyky. No i koniecznie zamówcie jedną z najbardziej znanych ukraińskich/rosyjskich zup – solankę.

Solanka jest smaczna, sycąca, aromatyczna a pomyśleć, że wywodzi się z czasów kryzysowych jako zupa z konieczności, zupa chłopska. Naszym zdaniem to zupa bardzo bogata, łączy wiele smaków, różne wywary. To jakby zmieszać nasz gęsty rosół wymieszany z ogórkową i żurkiem.

Solanka 2,5 zł, porcja pierogów (wareników) 3 zł, Ryż z warzywami – 3 zł

6. Podwieczorek: Kawiarnia Strudel House na starym mieście – ul. Szewska 6

p1470681p1470684

Dwie niezwykle klimatyczne lokalizacje, przypominające salony Wiednia z czasów „Belle Epoque” to Restauracja i kawiarnia Baczewskich i przylegająca do niej mniejsza kawiarenka Strudel House. Należą do jednego właściciela. Właściwie, to weszliśmy tu tylko na kawę, ale przy okazji spróbowaliśmy jeszcze naleśnika i gorącej czekolady. Gdyby nie to, że byliśmy już po obiedzie, pewnie skusilibyśmy się na pysznego strudla. A tutaj są podobno najlepsze w całym Lwowie. Trochę szkoda tego strudla, wyglądał naprawdę dobrze. Jeśli jednak mamy na trasie jeszcze kilka miejsc – należy się chronić przed przesłodzeniem 😉

Espresso 3 zł, latte 4 zł, gorąca czekolada 5 zł, kakao 1,8 zł, naleśnik 5,5 zł

7. Krótka wizyta: Manufaktura kopalnia Kawy – pl. Rynek 10

p1470753 p1470751

To nie tylko kawiarnia, ale też miejsce opowiadające historię kawy we Lwowie. A kawa we Lwowie to temat na osobną historię.

Kawa na Ukrainie
Miasto w czasach CK monarchii nie tylko było stolicą autonomicznej prowincji ale też końcowym punktem wielu szlaków handlowych z południa i wschodu. Z Imperium Osmańskiego, Kaukazu, Azji. Stąd popularność kawy w tym mieście, podkręcona jeszcze słynnym austriackim sznytem, związanym z jej przygotowywaniem. Zaskakująco wszystko szybko tu oszalało na punkcie kawy. Można to tłumaczyć też specyficznym inteligenckim klimatem miasta. Gdy minęły czasy CK Monarchii a także Galicji II RP, słabość do kawy nie skończyła się a Zachodnia Ukraina była ostatnim bastionem kawiarzy w Imperium Herbaty. W ramach „Bloku Wschodniego” funkcjonowało przecież sporo eksporterów dobrej kawy – Etiopia, Jemen, Indie. Co ciekawe, ze względu na to, że najbardziej „kawowym” krajem tego rejonu Europy była sąsiednia Rumunia, mnóstwo kawy importowano przez Rumunię z Brazylii.  

Jeszcze zielone ziarenka przechowywane są w podziemiach kawiarni, skąd przebrani za górników pracownicy przynoszą ją „na górę”. Tu jest wypalana i mielona. Jest tu więc kawa w najświeższej postaci! Ze względu na lokalizację niestety jest tu tłoczno. Można tu także kupić kawę i związane z nią przedmioty.

Za „rafinerią” wzdłuż fasady do ulicy Ruskiej i linii tramwajowej ciągnie się dłuuuuugi lokal ze stolikami, zapełnionymi maksymalnie przez miłośników kawy. Obok znajduje się też największy na Starym Mieście sklep z lwowskimi pamiątkami. Dwa numery dalej stoi kamienica z Muzeum Historycznym Lwowa i wejściem na słynne Weneckie Podwórko.

8. Sobota wieczór: Kolacja w podziemia Arsenału – Arsenal Ribs And Spirits – Podwale 5

Na kolację miały być pielmieni, Monika nalegała, ale koniec końców wylądowaliśmy przypadkiem w podziemiach lwowskiego Arsenału. Już przy drzwiach wejściowych przywitał nas przebrany w strój z epoki i uzbrojony w topór halabardnik. Miał za zadanie nie wpuszczać gości, póki obsługa za pomocą krótkofalówek nie zorientuje się, że są wolne miejsca. Akurat były.

p1470773p1470780

Halabardnicy, Drabanci służyli w wojskach polskich, szwedzkich, ruskich i austriackich, głównie w roli strażników. W środku lokalu znajduje się spora kolekcja białej broni – pik, halabard, topory i partyzany.

Do wejścia zachęcił nas wielki grill, ziejący żywym ogniem, zapachy, i klimat. Wnętrze bardzo surowe, gotyckie, można się tu poczuć jak w prawdziwej średniowiecznej karczmie. Co sprawia, że knajpa jest tak popularna? Tanie mięso. Większość zamawia wyborne żeberka – świetnie przyprawione, podane na drewnianej desce z sosami. UWAGA! Tutaj nie używa się talerzy i sztućców. Jemy palcami, prosto z wyłożonego papierem stołu. Minimalizm w czystej postaci, ale zyski zapewne gigantyczne. Dosłownie godzinę po naszym wyjściu – jak napisał nam jeden z naszych czytelników na fb – miał tu miejsce mały pożar. Ewauowano ponad 200 osób. Ciekawe ile żeberek się zmarnowało 😉

Gdy wyszliśmy na zewnątrz po dwóch godzinach ucztowania, przywitała nas zima. To było nasze pierwsze spotkanie ze śniegiem w tym roku. Ale wiecie co? Nocny Lwów podczas pierwszych opadów śniegu wygląda magicznie. Baśniowo, zjawiskowo!

Cena zestawu żeberek – 12 zł (na upartego wystarczy na 2 osoby!)

9. Niedzielny poranek: restauracja Kumpel – ul. Wynnyczenki 6

p1470809p1480005

Są dwie tego typu knajpy we Lwowie. Większa za Operą i mniejsza tu, przy placu Mytna na skrzyżowaniu z Winniczenki.

rachunekzkumplaPrzyszliśmy tu w niedzielę rano, przebijając się przez śnieżne zaspy i chroniąc przed zamieciami. W nocy spadło we Lwowie tyle śniegu, ile średnio spada… przez cały listopad (!!!). To jeden z nielicznych lokali w centrum (oprócz m.in. Atlasa), czynny już wcześnie rano, dzięki czemu można zjeść śniadanie.

Nie udało nam się niestety przyjść do Kumpla wieczorem, kiedy to lokal pęka w szwach. A może to i dobrze? Przyczyną są bez wątpienia potrawy kuchni galicyjskiej i piwo – ważone na miejscu, w minibrowarze. Ale nie ma co narzekać, bo także śniadanie było całkiem dobre, zwłaszcza, że obsługa bardzo miła, a z głośnika płynęły polskie przedwojenne piosenki. Nie pozostaje nic innego jak zaśpiewać „Tylko we Lwowie”. W wersji polskiej lub ukraińskiej.

Na rachunku jak widać (dobrze, że Marcin zna rosyjski, dużo łatwiej jedzie się do Lwowa z osobą, która swobodnie czyta cyrylicą) całość wyszła 74 zł. Na 4 osoby, bardzo sycące śniadanie.

Zarezerwuj nocleg w miejscu,  którym spaliśmy

O jedzeniu, cenach i kawiarniach we Lwowie możecie przeczytać też u Natalii (opisy potraw), u Pawła (dokładne ceny!), Agnieszki (kultura kawy i kawiarnie)

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 12

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Czy w którymkolwiek z tych miejsc był może kącik dla dzieci, zwróciliście uwagę może?

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Raczej nie zwróciliśmy 🙁 W „Kumplu” chyba obsługa załatwiła stoliczki dla dzieci w oranżerii

  2. Emi napisał(a):

    Cieszę się, że zaczynacie lubić jeść, bo skorzysta na tym blog 🙂 Przecież nie o samo jedzenie w tym chodzi, a o wystrój i klimat tych wszystkich lokalnych knajpek.

  3. Łukasz Tudzierz napisał(a):

    Brakuje kilku klasyków ale lista i tak genialna 🙂

  4. Iwona Halat napisał(a):

    Kusząca Ukraina! Kusząca!

  5. Marta Ziarko napisał(a):

    Nie ma jedzenia, nie ma zwiedzania:)

  6. Ola Błaszczak napisał(a):

    Regionalna kuchnia to też element podróży 🙂

  7. Dominika Lenczewska napisał(a):

    Ja zawsze zwiedzanie zaczynam od żarcia , potem cukiernie i reszta uwielbiam próbować …. niedawno będąc w Wiedniu w ciągu 3 dni przy okazji odwiedziłam więcej kawiarni niż w ciągu 1 miesiąca …. taaak prócz zaulkow i zakamarków to jedne z lepszych zajęć w podróży

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 12

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach