Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Od wilgotnej cegły do muzyki. Krótka opowieść o Hamburgu w 1 dzień

Od wilgotnej cegły do muzyki. Krótka opowieść o Hamburgu w 1 dzień

Autor: Marcin Nowak | czwartek, 27.04.17 | 3 komentarzy

Z czym kiedyś kojarzył się nam Hamburg? Przede wszystkim z morzem, choć tak naprawdę do morza jest stąd 100 km. Ale gigantyczne estuarium Łaby i dziesiątek kanałów, które się tu rozdzielają przecinając miasto w wielu miejscach i czyniąc z niego jedną z Wenecji Północy. Nieszczęsne określenie, ale jak bardziej obrazowo spróbować zwiększyć wartość tego miasta? Jego romans z wodą jest naprawdę interesujący. I na tym bazuje wciąż, po wielu latach od świetności dalekomorskiego handlu.


Hamburg związany jest morzami i ocenami najbardziej z wszystkich hanzeatyckicch miast Niemiec i wszystkich w ogóle. Aczkolwiek nie był stolicą Hanzy. Od zawsze była to jednak metropolia, zwrócona ku szlakom żeglownym, sięgających odległych zakątków świata. Dzięki temu to związanie przekuło się na wiele aspektów kulturowych i społecznych. To było najbardziej otwarte miasto Niemiec, od bardzo dawna budowane przez imigrantów, miasto, gdzie kultura kulinarna była oparta na rybach, gdzie eksperymentowano z monumentalną architekturą, rozkoszowano się orientalnymi przyprawami i produktami czy spełniało fizyczne zachcianki w dzielnicy czerwonych latarni, kiedyś dedykowanej tylko marynarzom. Przecież to właśnie z Hamburga za Atlantyk do obu Ameryk rozpoczynało podróż po nowe życie nie tylko tysiące niemieckich imigrantów z XIX wieku ale też większość emigrantów zarobkowych z Europy Środkowej z początku XX wieku. Również Polski. Ta bolesna lub pełna nadziei przygoda rozpoczynała się często na galicyjskiej wsi, przez Mysłowice, Wrocław, Berlin, do Hamburga. I w świat.

To nie jest miasto dla wszystkich turystów

Do Hamburga przyjechaliśmy wyjątkowo samochodem. Nie sądziliśmy, że aż tak szybko i sprawnie uda nam się tu dostać z Bytomia. Tomek dowiózł nas tu w 7 godzin z hakiem. Ach te niemieckie „autobany”. Za bazę wypadową obraliśmy sobie podhamburgski Bergendorf (25 minut kolejką podmiejską do centrum miasta). Najbardziej opłacalną opcją na podróżowanie po Hamburgu dla minigrupy czyli np. 3 osób jest wykupienie karty jednodniowej za 18,5 euro. Lub 9,9 euro dla osoby. Opłaca się, ponieważ jednorazowy kurs w mieście to wydatek od 2,40 do 3,20 eur. W ramach tego biletu podróżujemy autobusami, kolejkami a także promami rzecznymi. Które mogą pełnić rolę fajnej „zapchajdziury” w programie zwiedzania. Lub nieco bardziej dyplomatycznie mówiąc – atrakcji. Karty Hamburg CARD obniżające ceny transportu i atrakcji kupicie online tutaj.

Najważniejszą informacją przed ruszeniem na spacer po mieście jest fakt, że ponad 80% tkanki miejskiej Hamburga zostało zniszczona przez bombardowania alianckie pod koniec II Wojny Światowej. Jedna z największych jego atrakcji ma bolesne znamiona tego faktu. Z katedry ostała się jedynie smukła, przecinająca chmury wieża. W podziemiach oglądać można muzeum, upamiętniające tą jedna z najwspanialszych niemieckich budowli. Jednak najwyższym punktem widokowym jest platforma na wieży ewangelickiego Kościoła Św.. Michała (132 metry).

Po wyjściu z dworca kolejowego, którego hala główna może dla wielu pełnić funkcję atrakcji turystycznej (jest gigantyczna i znitowana z ogromnych łuków i kolumn żelaznych). Po wyjściu z gmachu dworca większość kieruje się ku centrum, które ustalono, że znajduje się w okolicach hamburskiego ratusza i tak jest w istocie. Po zachodniej stronie miejskiego rynku nad idealnie przystrzyżonymi platanami góruje imponująca bryła neorenesansowego (po przebudowie historyzującego) ratusza, chronionego przez szpaler figur, symbolizujących cesarzy rzymskich narodu niemieckiego. Hall główny z ogromnymi schodami po dwóch stronach dostępny jest dla wszystkich bez opłat.

Hamburg to nabrzeże. Nabrzeże to kultura „rybna”

Niekoniecznie rzut kamieniem stąd, ale z pewnością najbardziej charakterystycznym miejscem miasta, zwłaszcza jak się tu jest na weekend, jest targ rybny przy Hali Aukcji Rybnych w dzielnicy St. Pauli. Rozpoczyna się o 5:00 i trwa do 9:30 wzdłuż nabrzeża. Tradycja tego targu sięga aż 1703 roku. Przychodzimy tu około 8:30 i wita nas… ogromna impreza. Ludzie jedzą, tańczą w hali, która sama w sobie robi jak najlepsze wrażenie, grają rockowe kapele. Na jednym ze stoisk targowych, chowając się przed chwilowym opadem z konieczności dajemy się skusić słynnym hamburgskim kanapkom z rybami. Na ciepło i ze śledziem matjasem. Sprzedawca okazuje się być Polakiem i „dorzuca” nam kilka rybnych bonusów. Dawno nie najedliśmy się tak obficie i kalorycznie rybami jak w ten poranek. To info oficjalne.

Samo nabrzeże portowe jest wielką dumą i atrakcją Hamburga. Wzdłuż niego kursują dziesiątki statków, stateczków i promów. Większość budynków portowych albo nawiązuje do historyzmu albo art deco. Zupełnie jak w Liverpoolu. Jest to agresywna architektura, potężniejsza niż ta w Lizbonie-Belem, która to dzielnica nieco przypomina nabrzeże Hafen. Koniecznie trzeba zjechać windami na dwadzieścia kilka metrów poniżej poziomu Łaby, by zobaczyć perspektywę niesamowitego, unikalnego prawie pół-kilometrowego podwodnego tunelu z 1911 roku, który kiedyś pełnił rolę głównej przeprawy na drugi brzeg Łaby.

W oddali majaczą sylwetki portowych żurawi, zarysy ogromnych liniowców, wynurzająca się lekko stara łódź podwodna (U-Boot) ale i największa architektoniczna oraz najnowsza atrakcja miasta – Elbephilharmonie. Podejdziemy tam powoli, klucząc pomiędzy odbudowanymi kwartałami dzielnicy portowej, kanałami, zawieszonymi nad ulicami i wodą kładkami. Po drodze można zajrzeć na ulicę – to podobno najbardziej autentyczna i całkowicie ocalona w czasie bombardować uliczka starego miasta.

Fale morza, rzeki i muzyki

Filharmonia Łaby czyli Elbephilharmonie to wyrzut sumienia Niemców a dziś ich duma, którą od otwarcia, zaledwie w styczniu 2017 roku odwiedziło już 1,6 mln ludzi. Tłumy ciągną tu nie tylko dla muzyki, która obecna jest w każdym elemencie i architektonicznym detalu budynku ale dla pieknych widoków, które rozpościerają się z cztery strony miasta. Ten budynek to wielka metafora tego, co jest duszą miasta. Na pozostałości portowego magazynu, jednego z wielu tutaj postawiono lekką z pozoru konstrukcję, przypominającą ogrone żagle lub namiot. W środku jak perłą w muszli znajduje się architektoniczne cudeńko – sala koncertowa, którą w końcu, po kilkunastu latach w swoje ręce i uczy otrzymali hamburżanie. Budynek kryje w sobie też hotel i apartamenty. Dzięki uprzejmości Biura Promocji Hamburga udało nam sie wejść na sam czubek budynku, oglądając wiele niesamowitych sal i wnętrz. Do budynku można wejść za darmo, jednak trzeba wcześniej zarezerwować sobie „bilet zerowy” na odpowiednią godzinę. Nie zawsze jest to proste o oczywiste na zasadzie „przychodzę i mam”.

Gdzie dalej spod Filharmoni? Aż prosi sie, by zagłębić mocniej w marynistyczno-portową historię miasta, tym bardziej, że dzielnica, do której się udamy, jest świeżym, niemieckim nabytkiem na liście UNESCO. Z 2015 roku. Mowa o Speicherstadt, czyli Dzielnicy Spichrzów, gdzie frontem do kanałów zwróconych jest kilkadziesiąt niezwykle wysokich, neogotyckich magazynów, w których przechowywano towary portu wolnocłowego, tytoń, przyprawy, kawę, herbatę i największy na świecie skład wschodnich dywanów. W jednym z spichlerzy oglądać możemy Muzeum Przypraw oraz słynną atrakcję modelarską – Miniature Wunderland. My jednak najpierw podejdziemy na sam wschodni „kraniuszek”, by zobaczyć widok na Wasser Schloss, charakterystyczny budynek, rozdzielony kanałami z perspektywą portowych doków po dwóch stronach. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciu.

Miniature Wunderland zajmuje dwa a właściwie trzy piętra jednego z magazynów. Ta niezwykła atrakcja przyciąga od 2000 roku codziennie kilkanaście tys. gości. I co ciekawe, wcale nie dzieci. Również zachwyceni wydają się mężczyźni, oglądając z uwagą wszystkie makiety, kolejowe cuda i architektoniczne perełki. W środku możemy zobaczyć większość charakterystycznych niemieckich budynków a także fragmenty Włoch, Skandynawii, Szwajcarii. Spędzić tu można godzinę, dwie nawet trzy. Najważniejsze – 13 euro wydanych na oglądanie tych dziwnostek nie wydaje się zle wydanymi pieniędzmi. Nie trąci myszką, nie ma kiczu. Zachwyca pieczołowistością i detalami. Największe wrażenie na nas wywarło oświetlenie, zmieniające się w zależności od tego czy mamy dzień czy noc.

O ile od południa centrum miasta ogranicza ramię Łaby i dzielnica portowa o tyle od północy miasto w dość nietypowy sposób otacza mniejszy zbiornik wodny, pośrodku którego wiosną i latem tryska ogromna fontanna. Płynąc lu spacerując dalej na zachód dojdziemy do miejsca, gdzie kiedyś rozciągały się średniowieczne mury miejskie tego ogromnego hanzeatyckiego miasta a dziś funkcjonuje największy, podłużny park Hamburga czyli Planten den Blumen.

W zachodniej części parku stoi charakterystyczny Diabelski Młyn (Hamburger Dom), część lunaparku. Na zachód od parku, nieco równolegle do nabrzeża, które opisaliśmy ciągnie się Reeperbahn, wspomniana wcześniej Dzielnica Grzechu i rozpusty czy też Dzielnica Czerwonych Latarni, w której zaczynali sami… Beatlesi. Jak kto lubi i co kto woli…

 

W Hamburgu była również Natalia z Bieguna Wschodniego i ona np. odwiedziła dzielnicę. Zobaczcie jej przewodnik

Hamburg nie woła o turystów, nie narzuca się im, robi swoje. Najpierw zmienia się dla mieszkańców, dla ludzi, potem dla gości. A finalnie jedno wynika z drugiego. Warto pojawić się tu niekoniecznie dla typowo turystycznych zachwytów klasycznego „citybreakowca”, ale dla spojrzenia na miasto w kontekście właśnie tego. Jak się zmienia. I jak łączy ciekawie dwa najważniejsze dla niego motywy – wodę. I muzykę.

Zarezerwuj nocleg w hotelu, w którym spaliśmy

Macie ochotę na więcej zdjęć? Podobają Wam się takie klimaty? No to proszę bardzo…

Kanał Nikolaifllet i Deichstrasse – najstarsza i najbardziej klimatyczna, autentyczna uliczka Hamburga.

Więcej Filharmonii. Ale spokojnie, będzie o niej osobny wpis, zasługuje na to…

Dzielnica Spichrzów i portowe magazyny. Za dnia i w nocy. Bo mamy taką możliwość.

Architektura starego miasta i śródmieścia. Aczkolwiek tutaj słowo „stare” jest trochę nie na miejscu.

I jeszcze jeden rzut oka na nabrzeże, czyli Hafen. W ten dzień odbywał się tam ogromny półmaraton. To co? Wpisujecie Hamburg na listę „to see”?

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 3

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. pawel napisał(a):

    Mieszkalem w hamburgu 2m-ce. super klimat. miasto ok i ludzie.

  2. anonim napisał(a):

    Bergendorf? jest 700km od HH 🙂
    chyba mialo być Bergerdorf
    pozdrawiam 😉

O blogu w mediach