Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Królewski Tron, Wiktoria i Caspar. Wędrówki z szumem Bałtyku w Jasmund

Królewski Tron, Wiktoria i Caspar. Wędrówki z szumem Bałtyku w Jasmund

Autor: Ania Nowak | wtorek, 16.05.17 | 23 komentarzy

Kredowe klify ciągną się i ciągną. A my idziemy plażą wzdłuż tej białej „ściany” i idziemy. Zdaje się, że nasza droga nigdy nie będzie miała końca. W sumie, to (mimo, iż jesteśmy już trochę zmęczeni), cieszymy się, bo widoki i pogoda są przecudne. Od czasu do czasu przystajemy – robimy zdjęcia, albo też zbieramy co ładniejsze kamyki. A może nasz spacer zdaje się być tak długi, dlatego, że wciąż odwracamy się albo też zadzieramy głowę w bok i w górę, by przyglądać się temu cudowi natury. Jasmund, jesteś czarujący!

Najpierw przyszliśmy tu pod wieczór, przy okazji odwiedzin miasteczka Sassnitz. Chwilę spędziliśmy w porcie, a potem plażą poszliśmy w kierunku majestatycznych klifów. Nie doszliśmy jednak daleko, zaczęło się ściemniać, więc chwilę posiedzieliśmy na kamienistej plaży, obserwowaliśmy jak wody Bałtyku przybliżają się do klifów i oddalają, muskając różnokolorowe kamyki, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk – jakby grzechotanie, gdy fale wdzierają się w szczeliny pomiędzy nimi. Znaleźliśmy też chwilkę, by przeprowadzić dla Was na facebooku relację live. Pierwszą taką w naszym przypadku 🙂
Musimy wracać, ale jutro spędzimy wśród tych wspaniałości znacznie więcej czasu. Nasz plan na kolejny dzień – spędzić go w całości w Parku Narodowym Jasmund, najmniejszym ale jednym z piękniejszych w Niemczech. Ale to jeszcze nie koniec dnia – jeszcze kolacja w kutrze w porcie – to już ostatnia szansa – zaraz zamykają. Na całe szczęście załapaliśmy się jeszcze na matjasa w bułce – palce lizać! Oj zjadłoby się taką kanapkę znów, zjadło!

Dzień wstaje piękny, świeci słońce, chociaż ma nieźle wiać. To nie jest ważne, ważne żeby nie padało, skoro chcemy dziś poprzechadzać się po pachnących lasach, po grzbietach i u stóp białych, kredowych klifów, ciągnących się wzdłuż morskiego brzegu przez ponad 10 km. Z Sassnitz jedziemy autobusem  #20 do Centrum Informacyjnego Parku Narodowego Jasmund. Można zajechać do końca albo tak jak Poszli-Pojechali na przystanku przedostatnim by spróbować zrobić sobie „rozgrzewkę” szlakiem przez las.
Na miejscu możemy zadecydować, czy wchodzimy do środka (bilet 8 Euro) przy okazji oglądając bardzo ciekawą ekspozycję na temat parku, by w końcu wejść na słynny Königsstuhl – Tron Królewski (118 metrów) czy też udać się w drugą stronę, bez konieczności płacenia, na drugą platformę widokową, z której podziwiać możemy Królewski Tron, czyli punktu widokowego Wiktorii.

Wybieramy pierwszą opcję, chcemy wejść na Tron Królewski, by poczuć się jak Król Szwecji Karol, który z tego miejsca obserwował – według legendy – bitwę pomiędzy flotą duńską i szwedzką. Albo też jak romantyczny niemiecki malarz Friedrich, który zauroczony klifowym pięknem uwiecznił je na swoim słynnym obrazie „Skały Kredowe na Rugii”. Spędzał on na wyspie swoją podróż poślubną, z której przywiózł liczne szkice. Ten obraz stał się jednak jego najsłynniejszym i swoistym symbolem niemieckiego romantyzmu. Szczerze to on nas między innymi  przywiódł na Rugię.
Druga teoria mówi, że malował raczej dwie bliźniacze skały (które nota bene częściowo runęły kilka lat temu do morza) w okolicach Wissower Klinken, które zobaczyć można, gdy zmienia się szlak do Sassnitz na wersję dolną, wzdłuż wybrzeża. Trzecia, podobno najbardziej prawdziwa, że takiego miejsca wcale nie ma a artysta „skleił” kilka widoków w jeden. Wolno mu.

Gdy z Tronu pooglądamy sobie Wiktorię, a z Wiktorii Króla, to możemy spokojnie udać się na wędrówkę bukowym lasem porastającym klify. Widoki są nieziemskie! Trzeba jedynie powstrzymywać się, by nie podchodzić zbyt blisko krawędzi, poza oficjalnymi szlakami i ścieżkami – podobno zdarzały się tragiczne wypadki. Niedalej jak 2 tygodnie przed naszym przyjazdem.
Około połowy drogi, tuż za nieziemskimi zachwytami z punkty widokowego Ernst Moritz Arndt sicht postanawiamy zejść na plażę, by tamtędy wrócić do Sassnitz, a schodzimy schodkami/drabinką przy wodospadzie, który spływa po kredowej skale dalej uchodząc do morza. W tym momencie mamy krajobraz idealny, choć lekko razi w oczy – białe skały, soczyste, zielone drzewa, błyszczący wodospad i błękitna morska toń. Bałtyk jest tutaj naprawdę urokliwy – jasny, momentami wręcz błękitny lub turkusowy – to sprawka kredy oczywiście.

Turystów – głównie z Niemiec, choć Polaków też jest trochę, pojawia się coraz więcej. Wcale nas to nie dziwi, przecież zaczyna się długi weekend majowy, pogoda dopisuje. Pewnie drugie tyle z nich podziwia klify z pokładów wycieczkowych statków, pozujących wręcz malarsko w oddali raz z lewej a raz prawej strony. Ale wtedy nie będziemy mogli pozbierać kamyków, czy też kredowych odłamków o fantazyjnych kształtach. My znaleźliśmy taki o kształcie ryby, w kształcie motyla niestety się nie udało.

Z kieszeniami plecaka wypchanymi kamykami znów lądujemy w Sassnitz. I zgadnijcie, gdzie kierujemy nasze zmęczone nogi? Tak, do zielonego kutra, który dziś przeżywa oblężenie – bułki z matjasami i bismarckami idą jak woda. A my decydujemy się tym razem także na kubek wędzonych sardynek za 1 euro. Ciekawe czy Caspar David Friedrich także był ich smakoszem? Ubrudzić ręce farbami czy rybim tłuszczem. Jakie to ma znaczenie?

Fakty. Park Narodowy Jasmund powstał w 1990 roku, jako najmniejszy park narodowy Niemiec i ma za zadanie chronić kredowe klify ale też pierwotny las bukowy porastający Płaskowyż Stubnitz – wpisany na listę UNESCO. No i oczywiście liczne zwierzęta, które go zamieszkują. To idealne miejsce na piesze i rowerowe wycieczki. Klify można oglądać z oddali z poziomu wody, wybierając się na rejs wycieczkowy z Sassnitz do Arkony i z powrotem. Samochodem nie dojedziemy dalej, niż do parkingów w Hagen, skad jest kolejne 2 godzinki spaceru do klifów. Najbliższe kwatery znajdziecie w Lohme, ale dużo lepiej spać oczywiście w Sassnitz. Ścieżki rowerowe są dobrze oznakowane, ale raczej nie zbliżają się do samych klifów. Najlepszą trasą, jaką naszym zdaniem można przejść to ta północ-południe czyli. Mapa, z której korzystaliśmy (wrzucona na smartfona) to ta. W dużej rozdzielczości. Inną relację z tego miejsca,którą warto przeczytać zobaczycie na blogu places2visit.

Kredowe klify Rugii i Park Narodowy Jasmund. Fotogaleria:

 

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 23

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Twoje imię napisał(a):

    Świetne zdjęcia! Bardzo klimatyczne 🙂

  2. Paweł Mąka napisał(a):

    Wspaniała propozycja, świetnie idzie Ci opisywanie miejsc, lubię Twój styl 🙂

  3. Marzena napisał(a):

    Też długo nie myślałam o Niemczech jako celu podróży. Chyba to wynika z naszej „wrodzonej” niechęci do tego narodu. Do tego nie jest to rejon tak typowo turystyczny, jednak na wakacje większość szuka morza i ciepła czyli krajów śródziemnomorskich, a w góry jeździ się raczej do Austrii, Włoch czy Czech i Słowacji. Miasta niemieckie? Berlin nie kusi zabytkami (jasne, jakieś są ale do większości stolic europejskich mu daleko), myśląc o innych dużych miastach niemieckich też nie myśli się o żadnym typowym zabytku „must see”.
    Z racji bliskości 2 razy byłam w Saksonii i bardzo mi się podobało. Zarówno miasta – Drezno, Goerlitz i Budziszyn jak i Szwajcaria Saksońska (połączona od razu z Czeską). Poza najpopularniejszymi miejscami (Bastei, Konigstein) to jest w sumie mało ludzi na szlakach.
    Dużo dobrego słyszałam o Spreewald i może w tym roku uda mi się połączyć z Poczdamem.
    Od jakiegoś czasu planując podróż do obcego kraju poza przejrzeniem blogów/przewodników, sprawdzam jeszcze listę parków narodowych oraz unesco, skoro obszar jest chroniony to musi coś w sobie mieć 🙂

    • Marzena napisał(a):

      Zerknęłam na wikipedię, a tam „Niemcy są siódmym najczęściej odwiedzanym krajem na świecie[151]; w 2015 roku kraj ten odwiedziło 34,972 mln. turystów (6% więcej niż w roku poprzednim). Pod względem przychodów z turystyki, w 2015 Niemcy zajęły ósme miejsce na świecie z wynikiem 36,867 mld dolarów”.
      Jestem zaskoczona 😉

      • Wędrowne Motyle napisał(a):

        Marzena to teraz Ty nas zachęciłaś do Szwajcarii Saksońskiej 🙂 Z tym UNESCO masz rację. CZasami jednak trzeba założyć nieco większy ruch turystyczny

  4. Emi napisał(a):

    Po zajawce z newslettera (zastanawiało mnie tylko te 300 km, coś za blisko) myślałam, że to Dania, na wyspie Møn też mają takie klify.

  5. womenofpoland.pl napisał(a):

    Bylam w zeszlym roku w lipcu – coś niesamowitego.

  6. Monika Zaręba napisał(a):

    Niedlugo tam będę, prześliczne miejsce a zdjecia- cudne!

  7. nikki napisał(a):

    może polecę trochę stereotypem, ale nigdy bym się nie spodziewała, że w Niemczech są takie ładne widoki

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Oj są. To kraj, który nie kojarzył nam się turystycznie. Bo… Bo tak. A jest jak najbardziej piękny i zróżnicowany.

  8. Magda Ciach-Baklarz napisał(a):

    To jedno z moich ulubionych miejsc w de 🙂

  9. Michał Maj napisał(a):

    No faktycznie wygląda to genialnie. Ten klif to taki filmowy kadr. Jakoś Niemcy zawsze traktowałem tranzytowo, a od jakiegoś czasu zbieram miejsca do zobaczenia 🙂

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Zacznij o Szwajcarii Saksońskiej, labiryntów skalnych i Bastei. Spodoba Ci sie a blisko 😉

  10. Natalia Schley napisał(a):

    Piękne miejsce 🙂

  11. Tati Belenkova napisał(a):

    Jest to jedno z najpiękniejszych i nieoczywistych miejsc, w których byłam. Niby zwykły park, ale można w nim się zgubić, niby skałki, ale skałki mają miliony lat… i to jest (chyba) tak zwane skracanie dystansu, pomiędzy historią a nami 🙂

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 23

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach