Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Genua. Włoska wersja Lizbony. Co tutaj warto zobaczyć?

Genua. Włoska wersja Lizbony. Co tutaj warto zobaczyć?

Autor: Ania Nowak | poniedziałek, 6.11.17 | 1 komentarzy

Genua to jedno z tych miast, które po prostu musieliśmy w końcu odwiedzić (po 11 wizytach we Włoszech). Głównym powodem była historia miasta, związana z niezwykle ważnym portem i takimi postaciami jak Krzysztof Kolumb, Andrea Doria, Giuseppe Garibaldi czy Marco Polo. Niemałe znaczenie odegrała tu także architektura miasta ale też kuchnia ze słynnym zielonym pesto na czele.


Choć miasto, zwłaszcza po zmroku, może wydawać się mało przyjazne czy niebezpieczne, to jednak my jak najbardziej jesteśmy na tak. Nie zapominajmy też o specyficznym położeniu miasta, można by nazwać, kaskadowym, co sprawia, że można tu znaleźć wiele punktów widokowych, a te są idealne do robienia zdjęć. Są po prostu takie miasta, które ze względu na historię, położenie, architekturę i opowieści z nimi związane od razy dają się zaprzyjaźnić. No i Genua takim miastem jest. Trochę przypominała nam Lizbonę, trochę Barcelonę a trochę Neapol. Chcecie się dowiedzieć dlaczego?

Informacje praktyczne. Dojazd, położenie, pogoda, lotnisko, metro, autobusy

Z lotniska do centrum dostaliśmy się autobusem Volabus – bilet kosztował nas sporo, jak na Włochy, bo 6 euro od osoby. A lotnisko jest dość blisko. Istnieje możliwość podejścia pieszo na stację kolejową Sestri (około 25 minut). Mijamy posterunek carabinieri a potem mijamy przystań żeglarską. Spod lotniska jedzie też tańszy autobus I24 na dworzec kolejowy Sestri. Ale o dziwo dość rzadko. Gdy przylecieliśmy do Genui pogoda zapowiadała się całkiem ładnie – świeciło słońce, a na niebie dostrzegliśmy tylko kilka niegroźnych chmur. To jednak szybko się zmieniło. Następnego dnia zaczęło padać i mimo, że było ciepło jak na listopad (około 18 stopni), to deszcz pojawiał się i znikał już do końca pobytu.

W Genui najlepiej poruszać się pieszo, gdy jednak chcemy dojechać  gdzieś dalej – skorzystać możemy z autobusów lub metra. Do dzielnicy Boccaddasse dojechaliśmy na przykład autobusem 42, niemal spod Domu Krzysztofa Kolumba (przystanek przy Piazza Dante). Metro w Genui posiada tylko jedną linię i łączy centrum z podmiejską dzielnicą Rivarolo. Bilety kosztują 1,5 euro i można na nich jeździć przez 100 minut. Całodzienny kosztuje 4,5 euro, ale nam się nie opłacało, bo 90% przeszliśmy na nogach, jedynie runda do Bodacasse wymaga autobusu.

W Genui jest jeszcze jeden środek transportu: Windy i kolejki linowe. Podobnie jak w Lizbonie. Tylko tu są osobno płatne. Więcej o nich dalej, jako atrakcjach miasta. Miasto posiada dwa dworce kolejowe. To ważne. Zachodni (Principe)służy nam do podróży na zachód (na Włoską Riwierę, Monako oraz do Piemontu i Mediolanu), wschodni (Brignole) na wybrzeże Ligurii, do Portofino, Cinque Terre i dalej Toskanii.

Co warto zobaczyć w Genui w dwa dni?

W Genui byliśmy w sumie przez dwa dni. Pogoda nas nie rozpieszczała, co jest już chyba tradycją, gdy jesteśmy we Włoszech. Pierwszego dnia, po przyjeździe jeszcze załapaliśmy się na słońce, natomiast przez cały następny dzień padało. Nie przeszkodziło nam to jednak zobaczyć wszystko, co sobie wcześniej zaplanowaliśmy. Jeśli macie więc ochotę, przejdźcie się jeszcze raz z nami po najważniejszych zabytkach i najciekawszych miejscach w Genui. Dwa dni naszym zdaniem do bez problemu dobry czas na zobaczenie tego miasta. Jeśli jednak chcecie zahaczyć o coś dodatkowego. Np. zrobić dłuższy wypad na wybrzeże pomiędzy Boccadasse, Nervi a Santa Madallena i zobaczyć Portofino, to dodajcie sobie przynajmniej trzeci dzień. My właśnie mieliśmy tu być 3 dni, ale musieliśmy w ostatniej chwili skrócić pobyt od przodu, więc wypadł półwysep Portofino z planu.

Katedra Genueńska

Dużo we Włoszech widzieliśmy, ale tak bardzo schowanej, zakrytej, niepozornej i skromnej katedry w dużym mieście – jeszcze nie. Katedra łączy wpływy gotyku francuskiego z renesansowymi, wynikającymi z dużej przebudowy w wieku XV. Charakterystyczny manierystyczny styl, kontrastowe paski elewacji (jak w Lombardii czy Toskanii) na pewno pomagają budynkowi się wyróżnić w tłumie. Dosłownie. W środku warto przyjrzeć się oryginalnym, XIV-wiecznym bizantyjskim freskom. W katedrze znajduje się też Kaplica Skarbu San Lorenzo, wywiezionego z Ziemi Świętej przez krucjaty. Wśród wielu dzieł, które ten skarb posiada, mówi się, że zielona, szmaragdowa patera może być słynnym świętym Graalem. Bo jak wiemy typów jest kilka.

Porto di Genova. Port nad portami

Najważniejsze miejsce w Genui, coś co ją określa, coś co stanowi o jej wartości i potędze. Ponieważ port zawsze odgrywał i wciąż odgrywa tu znaczącą rolę. Genua dalej jest najważniejszym włoskim portem. Choć dziś nabrzeże przebudowano w nowoczesnym stylu, wciąż jeszcze można dostrzec tu bardzo stare ślady – jak na przykład fragmenty średniowiecznych doków, w których budowano zapewne słynne, szybkie galeony Republiki Genueńskiej. Miejsce jest tłumnie odwiedzane przez turystów ale też miejscowych. Podczas naszej wizyty w mieście, akurat odbywał się festiwal nauki, w związku z tym było tu także bardzo dużo wycieczek szkolnych. W porcie można skorzystać ze specjalnie zbudowanej windy widokowej Bigo. Za kilka euro. My postanowiliśmy jednak nie czekać w długiej kolejce i owszem wjechaliśmy przeszkloną zewnętrzną widną ale nie tą turystyczną, a prowadzącą na piętro sklepu  kilkupoziomowego, Bigo Cafe i restauracji Eataly – widok całkiem fajny.

W centralnej części starego portu znajduje się jedno z największych w Europie akwariów, a w jego sąsiedztwie galeon „Neptun” – zbudowany specjalnie na potrzeby filmu Romana Polańskiego pt Piraci. Nie weszliśmy do akwarium z dwóch powodów. Wybraliśmy spokojne zwiedzanie Muzeum Morskiego a poza tym jesteśmy dość na świeżo z Oceanarium w Lizbonie – nowszego i równie spektakularnego.

Port od miasta odcina estakada upstrzona ogromnymi malowidłami na filarach. Oddziela ona jeden piękny budynek od reszty portu. Tutaj musieliśmy się koniecznie zatrzymać – przy Palazzo San Giorgio, który niegdyś stanowił więzienie i w którym spisał swoje podróże do Azji Marco Polo (jako jeniec wenecki po bitnie pod Korczulą). Niewątpliwą atrakcją Genui jest też latarnia morska, oddalona trochę od centrum, choć widoczna z wielu miejsc, zwłaszcza punktów widokowych. Na samej latarni, która ma 40 metry wysokości i położona jest na skale mającej ponad 70 metrów także znajduje się punkt widokowy. Przez ponad 400 lat była to największa latarnia morska na świecie.

Muzuem Morskie Galata

Summa summarum nie jest może jakoś specjalnie spektakularne ale może się spodobać, zwłaszcza końcowy etap ekspozycji prezentujący historię Włochów tłumnie migrujących z kraju do USA lub Ameryki Południowej. Właśnie Genua była ich „oknem na nowe życie i nowy świat”. Wielkim minusem jest, to, że większa część prezentowanych eksponatów opisana jest jedynie w języku włoskim, więc jeśli ktoś nie umie tego języka to generalnie ma mały problem. Nie narzekajmy jednak. Gdy pogoda nie sprzyja, wnętrza muzeum już tak. Aha, można tu zobaczyć genueńską szybką i zwinną galerę. W całości. I to jest jak najbardziej na tak. Muzeum jest tłumnie zwiedzane przez rodziny z dziećmi, więc sądzić należy, że najmłodszym musi się tu podobać. Osobna ekspozycja dotyczy historii Krzysztofa Kolumba i jego odkryć. Czy też zdobyczy. Generalnie życia.

Zwiedzanie muzeum to koszt 12 euro. Tym samym, można powiedzieć, że zobaczyliśmy 5 słynnych morskich muzeów w Europie i niebawem zrobimy osobny wpis o nich 😉

Uliczki i zakamarki Starego Miasta. Caruggi

Genua – jej najstarsza część, tuż przy porcie, zachowała autentyczną, średniowieczną strukturę. Bardzo wąskie, po obu stronach otoczone wysokimi kamienicami uliczki, sprawiają wrażenie kanionów. Mało tu światła, zastanawialiśmy się jak to jest mieszkać na co dzień w tak ciemnym mieszkaniu, w po wychyleniu się z oka, właściwie zaglądać do domu sąsiada z naprzeciwka. W ogóle okna są tu małe, no i oczywiście bez balkonów. Te wąskie i kompletnie wyłączone z kołowego ruchu uliczki i kwartały nazywają się tutaj caruggi . Co jakiś czas natkniemy się też na place i malutkie placyki – piazetta. No i tutaj światła mamy znacznie więcej. Oczywiście należy zwrócić uwagę na torby i portfele po zmroku. Zwłaszcza w tej części bliżej dworca. Jednak nie dajmy się zwariować. Po ulicach kursowały ciagłe patrole carrabinieri, wszędzie zainstalowano monitoring. Genui przecież zależy, by nie być kojarzoną z przestępczością.

W Genui nie uświadczymy, co ciekawe pozostałości po antycznym mieście. Tak wyszło na przestrzeni dziejów.

Genueńskie windy i kolejki funicular. Belvedere Casteletto

Specyficzne położenie Genui sprawia, że oprócz tradycyjnych środków transportu – jak tramwaje, autobusy, czy trolejbusy znajdują się tutaj (podobnie jak w Lizbonie na przykład) kolejki szynowe, czy windy. Jedną z takich interesujących wind jest ta, która prowadzi do punktu widokowego Belvedere Casteletto. Jej wielką wartością jest bez wątpienia także to, że zbudowana została w stylu secesyjnym. Choć nieco nadszarpnięta zębem czasu, wciąż jeszcze ma swój urok.

W dół zeszliśmy pieszo, niezwykle przypominała nam ta sytuacja nasze spacery po Lizbonie. Naziemną kolejką szynową Zecca-Righi wjechaliśmy natomiast na wzniesienie, na którym ulokowano kopuły obserwatorium astronomicznego. Gdyby akurat była ładna pogoda widzielibyśmy stąd jak na dłoni całe miasto i port. Tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy jednak, że włoska jesień też jest kolorowa – dominuje jednak pomarańcz i żółć. Drugą polecają, dużo krótszą kolejką jest Funicular St. Anna z Piazza del Portello. Uwielbiamy funiculary, jest w nich coś niesamowitego i unikalnego.

Dom Krzysztofa Kolumba i Porta Soprana

W pobliżu Piazza Ferrari, w obrębie starego miasta i murów obronnych, na Piazza Dante znajdował się dom Krzysztofa Kolumba. Znajdował się, ponieważ aktualny jest jedynie XVII wieczną repliką domu, w którym urodził się słynny genueńczyk („prawdziwy” został zniszczony podczas francuskiego bombardowania). Dziś znajduje się tu muzeum prezentujące pamiątki po żeglarzu, a na tyłach domu możemy zobaczyć pozostałości po średniowiecznym klasztorze w towarzystwie oliwnych drzewek. W niewielkiej odległości od Domu Kolumba znajduje się imponująca Porta Soprana – średniowieczna brama miejska prowadząca do Starego Miasta (Caruggi). Szczerze – to nie jest jakiś zachwycający zabytek. Jednak wszystko co najważniejsze to specyficzne „genius loci” tego miejsca. Miejsca urodzenia słynnego żeglarza, odkrywcy, kupca, kolonizatora. Dziś jednak wiemy, patrząc z pewnym dystansem, że nie wszystko, co wspominamy po Kolumbie jest szlachetne i dobre. No i, że przecież to nie on odkrył Amerykę. Ale to temat na odrębne rozważania.

Mercato Orientale

Każde miasto tego typu powinno mieć swój czołowy targ. Często pod zabytkowym wnętrzem, halą. Takim w Genui jest miniaturowy Comunale Statuo. No właśnie, miniaturowy. Bo głównym i największym jest Mercato Orientale. Choć nazwa nie ma już nic wspólnego z targiem, gdzie kiedyś sprzedawano przywożone z dalekich krain statkami orientalne produkty, przyprawy i skarby. Dziś dominują tu produkty lokalne. Głównie sery, mięsa, owoce morza, warzywa i słodycze. Wpadnijcie tu koniecznie. Choćby pospacerować. Całość pod zadaszeniem.

Piazza Ferrari i Palazzo Ducale

Wspomnieliśmy o nim przy okazji opisywania Domu Krzysztofa Kolumba. To ruchliwy plac, jego współczesne serce, można uznać, że dzieli miasto na część nową i starą. W jej centrum znajduje się potężna fontanna, a plac otoczony jest między innymi wieżowcami i bogato zdobionymi kamienicami. Tutaj także ulokowany jest Palazzo Ducale – niegdyś rezydencja głównego doży Genui.

Ulica Garibaldiego i pałace z listy UNESCO

Genua pałacami stoi i wcale sto nie dziwi, skoro to niegdyś niezwykle bogate miasto musiało pomieścić równie bogate rody kupieckie, a było ich sporo. Przy reprezentacyjnej ulicy Garibaldiego takich pałaców zobaczymy bez liku. W przeciwieństwie do portowej, wąskiej i ciasnej zabudowy, tutaj zaznamy przestrzeni i monumentaloności, typowej dla renesansowych robudów wielu europejskich miast.

XVII – wieczny Palazzo Rosso wyróżniający się czerwoną fasadą (dziś galeria sztuki), Palazzo Reale z imponującą salą lustrzaną, Villa del Principe, Palazzo Doria – dziś Urząd Miejski, to tylko niektóre pałace wpisane na listę UNESCO jako renesansowe genueńskie pałace Rolli. Bardzo często pałace są dziś siedzibami firm na przykład banków albo też znajdują się w nich różne instytucje.

Genueńska secesja i Art Deco

Spacerując do Genui co rusz możemy natknąć się na jakąś architektoniczną perełkę z czasów secesji. We Włoszech nazywanej stile floreale. Jeśli ktoś z was akurat szczególnie lubi secesję, to powinien być zadowolony. Wnętrze ponad 100-letniego zakładu fryzjerskiego przy Vico Caprettari 14, czy niezwykle eleganckiego krawca Finollo przy Via Roma 38 – to miejsca, gdzie możemy bez problemu wejść. Właściciele mają świadomość wartości miejsc jakie posiadają i chętnie się ich pięknem dzielą z turystami. Kolejnym przykładem sztuki architektury secesyjnej jest niestety zapuszczona nieco winda na Belvedere Castellato a także dolna stacja tej nietypowej… kolejki (na zdjęciu poniżej). Jeśli nawet nie interesujecie się sztuką, to zapewne zainteresuje was widok z tego miejsca.

Niesamowite wnętrza w stylu Art Noveau kryją też genueńskie hotele Continental i Bristol. Art Deco reprezentuje wieżowiec Torre Piacentini. Wybudowany trochę w nurcie włoskiego socrealizmu narodowego. Swego czasu był najwyższym wieżowcem Europy, pokonując… katowicki Drapacz Chmur przy Żwirki i Wigury.

Urokliwy kolorowy port Boccaddasse i nabrzeże Nervi

W momencie, gdy przyjechaliśmy do dzielnicy Boccaddasse zaczęło lać. Z konieczności musieliśmy więc chwilę zatrzymać się w jednej z knajpek i napić się przepysznej włoskiej kawy. Po raz -nty 🙂 Krótka przerwa między ulewnym deszczem, a mniej ulewnym deszczem, sprawiła, że udaliśmy się na punkt widokowy, z którego przepięknie prezentowały się kolorowe domki schodzące niemal do morza. Przypomnieliśmy sobie, że położone gdzieś tam w oddali miasteczka Cinque Terre także zwiedzaliśmy w takich samych okolicznościach przyrody. Ale czy to jest najważniejsze? Chyba nie. Boccadasse to starożytny port rybacki, starszy od samej Genui. Dziś jest częścią miasta, podobnie jak przylądek Santa Chiara, schowany tuż za zabudowanym kolorowymi domami cyplem. Dojedziemy tutaj i wrócimy stąd autobusem 42. Oczywiście jak sprzyja pogoda i okoliczności zachęcamy wrócić spacerem nabrzeżem „Corso d’Italia” aż do genueńskich targów.

Gdzie jedliśmy, gdzie spaliśmy, co próbowaliśmy?

Noclegi w Genui są niestety dość drogie. No ale to już północne Włochy, więc raczej celujemy w 200+, niż 150+ 🙁 My po niezadowalających nasz poszukiwaniach na booking.com, skorzystaliśmy z noclegu ze śniadaniem przez Airbnb w labiryntach starego miasta, tuż przy porcie na Vico delle Camelie. Mieszkaliśmy ze starszą panią Gianną i jej psem w wysokiej kamienicy, do której prawie nie dochodziło światło słoneczne. Na pewno miała z 400 albo 500 lat. Ta kamienica, nie pani. Tutaj znajdziecie ofertę na aribnb.

W zajmowanym przez nas pokoiku było okrutnie zimno ale poza tym całkiem przytulnie. We Włoszech częściej wynajmiecie pokój w zamieszkanym mieszkaniu, niż całe mieszkanie. No ale to jest duch airbnb. Okazało się też, że mieszkamy tuż przy słynnej restauracji, gdzie mistrz kuchni serwuje swoje słynne pesto genovese. Jest w tym mistrzem… świata. Na dodatek w bardzo dobrych cenach można tu spróbować popisowego pesto. Jest jednak jedno ale – trzeba ustawić się w długiej kolejce oczekującej na otwarcie skromnego lokalu. Nam udało się wejść już przy pierwszym „rzucie” o 19 ale wielu – zwłaszcza lokalsów, dzielnie czekało na swoją kolej kolejne kilkanaście minut i dłużej. Lokal nazywa się Cavour 21. A dania kosztują… 5, 6, 7 euro.

Oprócz pesto genovese w Genui trzeba spróbować focacci. To nic nowego,bo Włochy, ale tutaj foccacerie są dosłownie… co 100 metrów. Na każdym rogu. Sąsiadując nierzadko z kawiarniami widać, jak ludzie siedzą przy kawie a przegryzają foccacie. I na odwrót 🙂

Do Genui w mniej niż 5 godzin dolecimy z Gdańska, Warszawy i Krakowa codziennie liniami KLM (Z Gdańska 2 razy dziennie) z króciutką przesiadką w Amsterdamie od 713 zł w dwie strony. Nie ma innej możliwości dolecieć do Ligurii z Polski. Alternatywą wydają się tanie linie do Mediolanu czy Pizy, ale następnie musimy dostać się do Milano Centrale i skorzystać z pociągu do Genui.

Więcej zdjęć, prezentujących nasz 2-dniowy wypad do Genui zobaczycie poniżej w galerii:

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 1

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. bele kaj napisał(a):

    Genua to dla nas zdecydowanie największa niespodzianka we Włoszech (na plus). Cudowne miasto i świetny przewodnik! 🙂

O blogu w mediach