Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Tym razem nie 48 godzin a jeden dzień! Czyli relacja godzina po godzinie z wypadu do Wiednia

Tym razem nie 48 godzin a jeden dzień! Czyli relacja godzina po godzinie z wypadu do Wiednia

Autor: Marcin Nowak | czwartek, 6.12.12 | 21 komentarzy

Jeśli śledzicie naszego facebooka, mogliście się zorientować, że byliśmy w weekend w Wiedniu. Wrzuciliśmy zdjęcie naszego pixelmotyla na tle Hoffburga w Wiedniu. Zawsze tak będziemy robić! Efektem ma być ciekawy projekt internetowy. Ale poczekajmy jeszcze kilka lat… W kilku mailach i na FB prosiliście/sugerowaliście/żądaliście jakiejś relacji z naszego jakiegokolwiek wyjazdu. Chcemy, aby ten blog pełnił role edukacyjno – inspisująco – poradnikowe. Ale ok, relacja godzina po godzinie też takowe spełnia i z pewnością jest do powtórzenia przez każdego z Was 🙂 No to czas na Wiedeń w jeden dzień

POLECAMY: Tu kupisz swój bilet na – Hiszpańska Szkoła Jazdy – KUP ONLINE !


wiedeń prater koło diabelskie


Bilety na spontaniczny wyjazd do Wiednia podkupiliśmy szybko pod koniec sierpnia, gdy polskibus.com wrzucił nową pulę tanich biletów na swoje trasy. Tym sposobem za przejazd i powrót do stolicy Austrii zapłaciliśmy kwotę zbliżoną do wizyty w kinie. Pamiętamy szybki impuls – niech to będzie jakiś weekend adwentowy – i wizję śnieżnego miasta, oświeconego milionem lampek, eksplorowanego z termosem lub kubkiem grzańca w dłoniach.

Jako, że – jak wiecie (lub nie) – mieszkamy na Śląsku, to bardzo dobra pozycja wypadowa do Wiednia. Samochodem jedzie się autostradą zaledwie 4 godziny, autobusem wyszło dłużej – około 6 i pół godziny. Większość we śnie. Z Katowic odjazd o 23.00 z dworca PKS. Oczywiście liniami polskibus.com – ceny biletów od 1 zł do kilkidziesięciu zł. Zależy, kiedy kupicie.
Większość pasażerów wysiada (Warszawa wraca na Śląsk po tygodniu pracy) zajmujemy cały tył. To dobra pozycja w kontekście prób spania. Jak ktoś ma problemy ze spaniem w takich miejscach, niech pomyśli o poduszce dmuchanej (świetna z IKEA za jakieś 19zł). Zahartowani nocnymi przejazdami po 10 godzin w Turcji bez komplikacji pojawiliśmy się na Sudtirolen Platz w Wiedniu o świcie.

Żeby zobaczyć Wiedeń na spokojnie – nie wystarczy jeden dzień. Potrzebne są przynajmniej dwa dni. My jednak z przygotowaną wcześniej trasą, opartą na „systemie kołowym” wiedzieliśmy co i kiedy trzeba zobaczyć. Uwaga! To co nas zaskoczyło to dzikie tłumy, które wyległy na ulice miasta po południu – zapewne turyści, lokalsi i wycieczki zorganizowane – popularne „autokarówki”. Zarezerwuj swoje miejsce w wiedeńskim autobusie już dziś – KUP ONLINE!

Komunikacja: Zwiedzanie rozpoczęliśmy od zakupu całodniowego biletu na metro (a właściwie zintegrowany system komunikacji z tramwajami i autobusami). To się opłaci! Jeden przejazd kosztuje 2 Euro. Karnet na 24 godziny zabrał nam jakieś 7,5 Euro. Metro w Wiedniu działa sprawnie, jest duże (aż 5 tras) i dociera do najważniejszych zabytków. Minusem jest to, że w automacie przyjmuje maksymalnie banknoty 20 Euro, brakuje map metra na ścianach korytarzy, słaba jest też informacja wizualna czyli jaki kierunek, jaki stacje itd itp. Tzn słabsza niż w wielu miastach, gdzie podróżowaliśmy metrem. Podstawowa stacja znajduje się w centrum miasta czyli pod katedrą Św. Szczepana. Tam krzyżuje się linia czerwona i pomarańczowa. Tam też wyszliśmy na powierzchnię o świcie i w tym momencie zabiły dzwony…

GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi w Wiedniu | Zarezerwuj hotel w Wiedniu

Wiedeń w jeden dzień – zwiedzanie godzina po godzinie

Godzina 7.00 – Katedra zachwyca. Nawet bardziej w środku, niż na zewnątrz. Ktoś wpadł na ekstrawagancki pomysł, by surowe wnętrza oświetlić kilkunastoma wielokolorowymi reflektorami. Uczucia mamy mieszane, ale widać, że ludziom się podoba. Na zdjęciach wygląda to niesamowicie. Wstęp do kościoła jest bezpłatny, za wejście na chór zapłacimy jednak. Szkoda, że udostępniana do zwiedzania jest jedynie lewa część nawy głównej.

Godzina 8.00 – Po posileniu się kawą i czymś tam jeszcze w pobliskim McDonaldsie – jedynej czynnej o tej porze jadłodalni (Pamiętajmy, że w soboty w Wiedniu ściśle pilnuje się okrojonych godzin pracy, czyli zazwyczaj 10-16…) ruszyliśmy w kierunku najstarszej części miasta, czyli Innerestad. Wtedy jeszcze pustawo, potem – jak się okazało – ciężko było wcisnąć szpilkę. Co na pierwszy rzut oka przykuło naszą uwagę? Porządek i czystość oraz… mnóstwo ekskluzywnych sklepów z polskobrzmiącymi nazwami. Niektóre był zniemczone – jak Soyka, inne po bożemu pisane – np. Trześniewski. Od razu nam się przypomniały czasy CK Monarchii, gdy tysiące Polaków do Wiednia jeździło po nauki, na zakupy albo po prostu uciekało, by skończyć z ograniczeniami życia w biednej Galicji.

Wiedeń w jeden dzień Zwiedzanie

Godzina 9.00 – Podchodzimy pod budynki Hoffburga od strony północnej czyli placu św. Michała. Tu znajdują się jedyna zachowane rzymskie ruiny w Wiedniu, który był przecież kilkanaście wieków temu nadgranicznym miastem imperialnym Vindoboną. Drugie pozostałości to ruiny Carnuntum – około pół godziny drogi na wschód od Wiednia. Przy placu znajduje się kościół św. Michała oraz Hiszpańska Szkoła Jazdy. Słynna ujeżdżalnia białych ogierów, znana na cały świat. Bilet na pokaz kosztuje tyle ile… wydaliśmy na cały wyjazd do Wiednia. Konie można obejrzeć za to w stajniach, znajdujących się przy bramie łączącej plac z innym – czyli Josefplatzem. Tutaj straciliśmy też 15 minut na dysputy z niesamowicie tłustym szarym kocurem. Rozumiemy, że gospodarzem tego przybytku.

Godzina 10.00 – Znów przecinamy ścisłe centrum, by dotrzeć do kościoła St. Maria am Gestade. Ta nietypowa gotycka budowla to jeden z… najwęższych kościołów, jakie widzieliśmy. Z konieczności urbanistycznej wciśniety w kwartał kamienic a ulicę Salvatorgasse. Surowe wnętrza i sklepienie zebrowe ciągną się na długości ponad 150 metrów. Przy zaledwie 20-30 metrach szerokości. Po drodze mija nas około… hmm czterech a może pięciu dorożek. Noooo, Wiedeń!

Godzina 11.00 – Warto skierować się na zachód, gdzie wiedeński „Ring” wydaje się najbardziej spektakularny. Po drodze widzieliśmy jak budzi się do życia jeden z wiedeńskich jarmarków na  placu Am Hof, przy którym warto odwiedzić również tzw „kościół chorwacki”. Ring, czyli tak naprawdę planty, tereny zielonego pasa zajętego przez arterie komunikacyjne. Kiedyś oczywiście duży system murów obronnych. Nie zachowała się jednak żadna brama. Przy ringu znajduje się plac słynnego wiedeńczyka Zygmunta Freuda oraz Kościół Wotywny (To nasze autorskie tłumaczenie). Wszystko jednak przyćmiewa ratusz miejski – gigantyczna, neogotycka budowla, większa niż setki zamków i tysiące katedr na świecie. Pod nią odbywa się zawsze największy z wiedeńskich jarmarków i największy miejski park w ścisłym centrum. Wszystko jest największe, więc wrócimy tu jeszcze! (Zobaczcie osobny wpis Ani o jarmarkach w w Wiedniu)

fot. Wiedeński Ratusz / fot. Marcin Nowak
imgp8594

Godzina 12.00 – Snujemy się wzdłuż Ringu. Drugą charakterystyczną budowlą tej okolicy jest neoklasycystyczny budynek Parlamentu Austrii. Chatakterystyczna flaga powiewa nad czymś, co jest skrzyżowaniem rzymskiej świątyni, Kapitolu i British Museum. Mnóstwo ludzi wyleguje się na białych murkach i schodach i łapie późnojesienne słońce. Większość wchodzi mi w kadr przez co odchodzimy stąd bez udanego zdjęcia. Nie lubimy tego! A niby wszystkiego pilnuje gigantyczna Atena na marmurowym cokole.

Godzina 13.00 – Cesarz Karol zaprasza nas na teren Hoffburga, wołając „chodźcie, zobaczcie skąd zarządzaliśmy jednym z największych imperiów w historii Europy”. Jego konny postument stoi w samym środku otwartego parku, którego kulminacją jest fasada Hofburga. Przez wieki Hofburg był jednym z najważniejszych centrów politycznych i kulturalnych w Europie. Dziś oglądać możemy tu wszystko – od komnat (było ich 6000 sic!) przez ekspozycje, galerie obrazów po małe muzeum słynnej cesarzowej – Sissi. To właśnie jest symbol Wiednia. Już nie walc Straussa, nie kawa, nie ciasta lecz sylwetka Sissi, wszechobecna na wszystkich pamiątkach. Rywalizować dziś może z nią chyba tylko Felix Baumgartner, też austriak. Na olbrzymiej łące ktoś ćwiczy ze swoim psem frisbee. A tam dalej cały świat czeka w kolejce do pałacu!

Godzina 14.00 – Robi się tłoczno. Dziedzińce pałacowe wypchane są po brzegi przez fotopstryko-japończyków i resztę turystów. Autokary wycieczkowe  już dojechały do Wiednia i „wypluły” ze swoich wnętrz dziesiątki tysięcy turystów przechadzających się pomiędzy secesyjnymi kamienicami w poszukiwaniu pamiątek. Tutaj mała przerwa, udało nam się schronić w księgarni… geograficznej, co oczywiście zatrzymało nas na prawie godzinę. Marcin przeglądał wszystkie możliwe mapy. Austria i Niemcy to kraje, gdzie rynek map i atlasów jest największy na świecie. Taka tradycja. Kupiliśmy „Alpy”. W świetnej skali 1:700000

Godzina 15.00 – Uciekając przed tłumami, które naprawdę pączkowały, podjechaliśmy metrem poza ścisłe centrum, pod kościół Św. Rocha, skąd rzut kamieniem pod słynny Dom Hundertwassera. Obiekt… hmmm ciekawy, jednak czegoś mu brakuje. A, już wiemy – sensu. Budynek nie ma sensu. O ile twórczość Gaudiego, na której wzorował się artysta architekt miała sens on wydaje się udaną, bo udaną, ale jednak kopią innego pomysłu. Co ciekawe dom doczekał się już setek swoich kopii. Najnowsza powstaje w Jaworznie. Ciekawy budynek, ale nie powalił nas na kolana. Dosłownie spod domu jedzie tramwaj pod Prater. Wsiadamy i jedziemy kilka przystanków na pętlę. Jesteśmy w największym wiedeńskim parku, miejscu wypoczynku i rozrywki, pamiętającym oczywiście czasy Straussów a nawet dawniejsze. Z tramwaju główną aleją kierujemy się w stronę Wesołego Miasteczka. Jesteśmy serio zmęczeni. W lokalnej knajpie, przypominającej niemieckie bierhalle zamawiamy, to, co należy – czyli sznycle z ziemniakami. Na stół wjeżdża też piwo. Zestaw wychodzi 8 Euro. No jak się kończą kanapki to trzeba.

Godzina 16.00 – Już się ściemnia. Wychodzimy z restauracji zamroczeni i oszołomieni ilością kolorowych świateł, które nagle masowo się zaświeciły. To serce Prateru czyli placyk przy Diabelskim Młynie – Risengradzie, najstarszym tego typu młynie w Europie, gdzie kręcono jednego z „Bondów”, konkretnie „W obliczy Śmierci” z Daltonem. To był też ten film, gdzie popełniono najwięcej geograficznych błędów (jak np. zjazd po śniegu z Bratysławy do Wiednia. Hmmm) Bilet na widokową przejażdżkę to wydatek 9 Euro. Trochę dalej znajduje się inne diabelskie koło, z które Risengrad prezentuje się najlepiej. Tutaj bilet kosztuje 3,5 Euro. Przy wejsciu do Prateru kolejny jarmark. Dominują młodzi wiedeńczycy. Wszyscy rozmawiają, piją grzańce w kubkach, gwarno. Fajnie

imgp8727

Godzina 17.00 – Spod Prateru możemy wrócić do centrum metrem. Duża stacja przesiadkowa, połączona z koleją znajduje się kilkaset metrów od wejścia. Wybieramy linię czerwoną, by potem przesiąść się na zieloną i dojechać pod Schonbrunn. Stacja o tej samej nazwie różni się od innych. Stylizowana jest na perony z przełomu wieków. Pod pałacem, który był letnią rezydencją Habsburgów (moment… letnią? Przecież jest gigantyczny! Razem z przybudówkami, zoo, ogrodami i parkiem przewyższa Wersal) również tłumy i kolejny z wiedeńskich jarmarków. Ten wyróżnia się minimalizmem, jest stylowy. Świetnie przyozdobione choinki, żółte światła monumentalne fasady pałacu i designerskie daszki. W tle chór który śpiewa kolędy. W sumie jest pierwszy dzień Adwentu, można. Szkoda, że padło im nagłośnienie. Jedynie te tłumy… Po raz pierwszy gubimy się i przez 30 minut szukamy wzajemnie. Pałac w Schonbrunn to obiekt na osobne zwiedzanie w ciągu jednego dnia. Jeśli jesteście tu na 1 dzień to nawet nie myślcie, że znajdzie się w Waszym planie zwiedzania. My tak nie myśleliśmy. Ale pałac zaliczony.

Godzina 18.00 – Powrót do centrum postanowiliśmy zrobić w wersji „jak najdłuższej”, gdyż mieliśmy bardzo dobry czas. Ta godzina upłynęła nam na podróży po mieście. Trochę metrem, trochę tramwajami. I jeszcze trochę metrem. Refleksja po tej przejażdżce jest taka, że każdy tramwaj i każdy autobus i każdy pociąg nie spóźnił się ani minuty. Tablice pokazujące czas pozostały do przyjazdu środka komunikacji mają w Wiedniu sens.

Godzina 19.00 – Jesteśmy znów pod ratuszem. Mamy wrażenie, że wszyscy wychodzący ze stacji różowego metra „Rathaus” idą na jarmark. Kurde, mamy dobre wrażenie… Szkoda, ze trzeba rozpocząć zabawę w „enszuldigung” czyli ciągłe przepychanie się pomiędzy grupkami zagadanej młodzieży, turystów i innych, przepychających się ale w przeciwnym kierunku. Ostatecznie nie zatrzymaliśmy się „na grzańcu”. Jakoś straciło to swój urok. To znaczy zepsuło nasze ciepłe wyobrażenia o tej czynności. Młodzi spotykają się tu by przechadzać z kubkami pełnymi niskojakościowego napoju, niczym z kubkami z kawą ze Starbucksa, są głośni i zajmujący. To jest fajne na swój sposób, ale zaczyna przypominać party pod gołym niebem niż to, co Wam się wydaje czyli skrzypiące dreptanie pomiędzy straganami przy lekkim mrozie i śniegu w tle kolęd czy pastorałek. Nie ma żadnych kolęd, paradoksalnie nie ma też nigdzie szopek, Jezusa, motywów biblijnych. Są renifery i (serio, świetne) sowy ze świecącymi oczami. Obok jarmarku znajduje się kilka nietypowych drzew wystrojonych jak stróż w Boże Ciało. Jedno to drzewo miłości, obwieszone czerwonymi sercami inne to drzewo mrozu ze sztucznymi soplami. Najlepsze drzewo jednak to te, opanowane przez mroczne sowy 🙂

 

Godzina 20.00 – Udajemy się w północne rejony starego miasta nad Kanał Wiedeński, czyli sztuczną odnogę Dunaju. Sam Dunaj przepływa daleko od centrum, to więc jedyny ciek wodny w tym rejonie. Tu np. znajduje się przystań wodolotów do Bratysławy i Budapesztu. Posilamy się po raz kolejny (np. nudlami curry). Wiedeń jest miastem bardzo kosmopolitycznym. Pełnym imigrantów. Widać to również w pewnym sensie w strukturze gastronomicznej miasta. Znajdziemy tu knajpy wszystkich kuchni i narodowości.
Powoli czas się zwijać. O 22.00 autobus powrotny do Katowic. Gdy jednak miasto zabłysnęło feerią barw i tysiącem kolorystycznych miksów świetlnych Marcin po raz kolejny chwycił za aparat i zrobił m.in takie zdjęcie.

Godzina 21.00 – Przejazd nocny w kierunku Sudtirolplatz. Miasto pustoszeje, bo zimno. To znaczy nie ma już takich tłumów na ulicach. Większość gromadzi się w knajpach i klubach lub na jarmarkach, gdzie w ścisku – jak rozumiemy – wszyscy ogrzewają się jak pingwiny w burzy śnieżnej. O! Znowu wolne miejsca na samym końcu autobusu. W Katowicach jesteśmy następnego dnia o 6.00 rano.
POMOCNE LINKI:

>> Wiedeń na 2 dni lub weekend. Co koniecznie trzeba zobaczyć?

>> Darmowe atrakcje w Wiedniu. Zwiedzanie bez pieniędzy

>> Najważniejsze jarmarki adwentowe Wiednia

>> Wiedeńska relacja Michała, naszego „znajomego z Sahary” – Szkoda, że się minęliśmy o kilka dni

>> Niesamowicie ciekawa knajpa. Jesz co chcesz, płacisz… ile chcesz!

GDZIE SPAĆ? Porównaj najtańsze noclegi w Wiedniu | Zarezerwuj hotel w Wiedniu

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 21

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Natalia napisał(a):

    Orientujecie się może w jakich godzinach zwiedzać można katedrę? Wg tego co wyszperałam w Internecie jest to między godziną 13 a 16, ale widzę, że Wam udało się znaleźć tam raniutko 🙂

  2. Linda napisał(a):

    Nie rozumiem tych hejterskich komentarzy…wiadomo, że jak się jest na jeden dzień to chce się zobaczyć jak najwięcej 🙂 Następnym razem jak będziecie w Wiedniu to zapraszamy do naszego escape roomu http://www.openthedoor.at/
    A później mogę Was pooprowadzać! 🙂

  3. Billy napisał(a):

    Trochę więcej szacunku dla dzieł architektów , o których nie macie zielonego pojęcia. „Bez sensu” jest włuczyć się bez grosza przy duszy , oglądać fasady a nie wnętrza. Wiedeń to przede wszystkimi perełka muzealna z unikalnymi eksponatam.

  4. Piotr napisał(a):

    My też zdecydowaliśmy się na Wiedeń, jest naprawdę niesamowity. Polecam filmik z naszego tripu https://www.youtube.com/watch?v=Le4OiGOBzLE

  5. Ania napisał(a):

    Super post! Wybieram sie niedlugo do Bratyslawy i tak samo jak Claudette, mam zamiar wybrac sie do Wiednia na jedniodniowa wycieczke. Wasz post bardzo mi pomogl zdecydowac co zobaczyc:) Dzieki!

  6. Wiedniu napisał(a):

    Zna ktoś jakieś kultowe miejsce na sylwka w Wiedniu? Gdzie Wiedeńczycy spędzają sylwestra?

  7. Claudette napisał(a):

    Ależ nie zgadzam się z tym, że Schonbrunn to musi być osobna wyprawa!
    Byłam w Wiedniu na jeden dzień (jechaliśmy pociągiem z Bratysławy, mieliśmy nawet mniej czasu niż Wy, bo przyjechaliśmy jakoś o 10, a wyjeżdżaliśmy popołudniu, około 18-19) i zwiedziliśmy zarówno Schonbrunn (poszerzona trasa zwiedzania z ogrodami), jak i obeszliśmy teren Hoffburga, zobaczyliśmy Hiszpańską Szkołę Jazdy, okoliczne Katedry, byliśmy także na torcie u Sachera, na jedzeniu w niesamowitej restauracji prowadzonej przez węgierską rodzinę, gdzie znajdował się szynk zachowany w niezmienionej formie od okresu Cesarstwa (trafiliśmy tam przez kompletny przypadek!).

    Faktycznie trochę olaliśmy Prater oraz jakieś pomniejsze atrakcje i nastawiliśmy się przede wszystkim na Schonbrunn 🙂 Ale było warto! Ten pałac jest niesamowity. Polecam gorąco na następną wyprawę!

  8. Tomek napisał(a):

    Witajcie. Bardzo ciekawy blog, wiele przydatnych informacji, które na pewno ułatwią nam poruszanie się po Wiedniu. Chciałem tylko zapytać, gdzie dokładnie znajduje się ten diabelski młyn o którym mówicie? (ten troszkę dalej, ale widoki lepsze i cena 3,50euro)
    Pozdrawiam

  9. Wiedeńczyk napisał(a):

    Ja akurat byłem na dwa dni w Wiedniu ale i tak zawsze pozostaje niedosyt. Trzeba się wybrać kolejny raz 😉

    • Sonia napisał(a):

      Całkiem przypadkiem wzięłam gazetę od mamy (której nigdy nie czytam) i trafiłam na wasz artykuł. Zainteresowała mnie wasza historia ponieważ kiedyś bardzo lubiłam zwiedzać. Teraz niestety nie mam na to czasu ponieważ urodziłam córeczkę w dodatku w dalszym ciągu się uczę,ale to niesamowite,że w tak tani sposób można zwiedzić tyle zakątków Europy. Widzę,że również jesteście ze Śląska. 🙂
      Pozdrawiam i czekam na więcej postów. 🙂

      • Wędrowne Motyle napisał(a):

        Dziękuemy za komentarz. Są podobno do nas ludzie, którzy jednak podrózują. kroczek po kroczku i sie da

  10. K napisał(a):

    Jeśli kupujesz bilet za 7,50 to automat nie przyjmuje większych banknotów niż 20 euro z prostego powodu. Wyobraź sobie, że wrzucasz 100 Euro, a on musi wydać Ci resztę w monetach po 2 euro (większych nie ma), więc to chyba nic dziwnego.

  11. Rafał napisał(a):

    Witam,

    Wybieram się do Wiednia naekspresowego sylwestra. Czy możecie mi polecić jakieś miejsce w mieście, gdzie po całym dniu zwiedzania można odpocząć przed sylwestrowym wieczorem?

  12. Podróże MM napisał(a):

    Też byliśmy w Wiedniu jeden dzień 🙂 Polecamy nasz punkt widzenia:
    http://podrozemm.blogspot.com/2014/01/wieden.html

  13. Anucha napisał(a):

    Zauważyłam kilka błędów: Riesenrad, Sudtiroler Platz, Innere Stadt.
    Kościół Wotywny to właściwe tłumaczenie. 🙂 W podzięce za ocalenie z zamachu na Franciszka Józefa I.

  14. Radek napisał(a):

    A ja mam pomysł na Wiedeń w 2 dni 🙂
    Zapraszam: http://rs-totutotam.blogspot.com/2013/05/wieden-2-dni-u-habsburgow.html

  15. Sławek napisał(a):

    Świetnie opisany Wiedeń. Takiego bloga szukałem od dawna. Ten artykuł dosłownie opisał mój sposób zwiedzania stolicy Austrii, jeśli mógłbym – dodałbym rejs statkiem; wspaniałe widoki – opłynięcie wyspy no i kanał, gdzie nasz statek wznosi się wraz z podnoszoną wodą o ok.40m w górę. Stoimy w „korku”, po lewej stateczki spacerowe i promy z ludźmi, samochodami (Niemcy, Węgry), a ze strony prawej ogromne barki transportowe (Bratysława) z jakimś sypkim materiałem. Sam rejs statkiem był szokująco mało kosztowny, do wyboru 2 lub 3 godziny, cena bodajże ok. 10-12 euro za osobę. Trzeba uważać! Wybierając rejs 3-godzinny, powrócimy w miejsce odpłynięcia, przy wersji 2-godzinnej… wysiądziemy w innej lokalizacji i bez mapy może być kłopot… ale jeśli sobie z tym poradzimy – miejsce wysiadki będzie idealne. Idąc do centrum, po drodze miniemy dzielnice zamieszkałe przez dużą część muzułmanów, kawałek dalej ciemnoskórych i rosyjskojęzycznych. Po 20 minutach spaceru, dotrzemy na sam Prater (Park Rozrywki, pętla tramwajowa, gdzie można spokojnie przyjrzeć się starym, stylowym tramwajom).
    UWAGA. Zainteresowani przejażdżką romantyczną dorożką – ceny są poważne, ja usłyszałem od dorożkarza 80-100 euro za pół godziny. To bardzo dużo, choć emocje większe, niż przejazd rykszą po Berlinie.
    Pozdrawiam

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 21

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

O blogu w mediach