Blog Nasze relacje i zdjęcia Ferie w czeskich Karkonoszach. Czyli zima po tej drugiej stronie Śnieżki

Ferie w czeskich Karkonoszach. Czyli zima po tej drugiej stronie Śnieżki

Trochę się obawialiśmy. Po pierwsze od kilku dni trzymała nas choroba – jakieś paskudne przeziębienie – kaszel, katar, ból gardła i te sprawy a po drugie – pogoda wcale nie zachęcała do ruszania się z ciepłego domu i łóżka (pamiętacie te straszne mgły, które zasłaniały kompletnie wszystko?). Dzień przed planowanym wyjazdem, pojawiło się światełko w tunelu – pogoda ma się poprawić, a katary jakoś szczęśliwie zelżały (jednak miód, cytryna i inhalacje – inaczej zwane „parówkami” działają cuda). U nas szaro, sprawdzamy kamery on-line, w czeskich Karkonoszach wciąż biało albo waniliowo. Jedziemy.

Trzeba więc było szybko się spakować, znów wyciągnąć biegówki i ruszyć na „ferie” do Czech. Pakujemy to wszytko do auta i ruszamy. Zajmuje nam to około cztery i pół godziny ale nie słyniemy z szybkiej jazdy. Jako punkt wypadowy obieramy sobie Pec pod Śnieżką, z rozrzewnieniem wspominany z naszych pierwszych górskich, sudeckich wypraw, kiedy to stał się ostatnim punktem podczas naszej wyprawy zwieńczonej wejściem na Śnieżkę (weszliśmy po stronie polskiej, zeszliśmy po czeskiej). To było jakieś dziesięć lat temu.
Trochę się tu zmieniło, powstały nowe hotele i apartamentowce, wciąż budowane są kolejne. Ale Hospoda na Peci jak stała, tak stoi; podobnie jak przystanek autobusowy, na którym ślęczeliśmy dziesięć lat temu, ponieważ spóźniliśmy się na ten zaplanowany. Kiedyś główne skrzypce odgrywało tu górnictwo, dziś rządzi turystyka. Język polski? Powszechny i słyszalny.

Droga pnie się wciąż w górę, jest już nieco oblodzona, choć posypana małymi kamyczkami. Zaczyna bardzo mocno wiać. My jesteśmy jednak na miejscu. W pensjonacie, który bardzo trafnie nazywa się Pension Svoboda – nie ma w nim nikogo oprócz nas (klucze odebraliśmy z recepcji zupełnie innego, choć należącego do tych samych właścicieli, hotelu). Sytuacja jak z „Lśnienia” nasuwa nam się. Fanom na naszym fanpage też.
Idziemy jeszcze na krótki spacer, choć zaczyna się już robić naprawdę ciemno. Na przeciwległym zboczu pracę zaczynają śnieżne ratraki, przygotowują trasę na jutrzejszy dzień, a narciarze tłumnie wracają do pensjonatów i hoteli. Od czasu do czasu wstępują do jakiejś gospody, czy restauracji. Po aktywnym dniu zasłużyli na solidny posiłek…
Spoglądając przez okno naszego pokoju (choć możemy przecież napisać „naszego pensjonatu”) Marcin z powagą wypowiada słowa „Po tej stronie Śnieżki śnieg jest bardziej niebieski”. A może jednak fioletowy? To się okaże już wkrótce.

Do Czech przybyliśmy na zaproszenie Czeskiej Organizacji Turystycznej, z którą to pokazujemy Wam ciekawe miejsca w Czechach idealne na zimowe ferie. W pierwszej kolejności były Jeseniki. Teraz, pod koniec stycznia czas przyszedł na czeskie Karkonosze. Czyli czas na podziwianie Śnieżki z jej drugiej, mniej znanej strony.

Co warto zobaczyć i czego spróbować w okolicy?

Jańskie Laznie. Jedyne uzdrowisko po czeskiej stronie Karkonoszy

Przyjeżdżamy tu w pierwszej kolejności, robiąc sobie miły przystanek w drodze do naszego głównego celu Pecu pod Śnieżką. To co rzuciło nam się w oczy, zaraz po wjeździe do miasta, to przede wszystkim ciekawa, drewniana architektura, zarówno domów mieszkalnych, jak i pensjonatów oraz obiektów uzdrowiskowych. W ogóle mamy wrażenie, że tradycyjna, drewniana zabudowa zachowała się po czeskiej stronie liczniej aniżeli u nas w Polsce. Szkoda, bo wygląda pięknie. Legenda głosi, że lecznicze źródła zostały tu odkryte we wczesnym średniowieczu, jednak pierwsze pewne o nich wzmianki przypadają na wiek XV, kiedy powstaje tu małe uzdrowisko, które zostaje rozbudowane w wieku XVII. Rozkwit Jańskich Łaźni przypada na lata międzywojenne. Powstaje wówczas sanatorium dla dzieci, a także kolejka na Czarną Górę, u której stóp leży miejscowość.

Ciekawostka jest taka, że Jańskie Łaźnie są jedynym uzdrowiskiem po czeskiej stronie Karkonoszy. Co czyni to miejsce tym bardziej unikatowym. Dziś leczy się tu głównie dzieci cierpiące na chorobę Heinego-Medina, a także osoby cierpiące na schorzenia ortopedyczne, układu nerwowego, czy mięśniowego. Głównie przy pomocy ciepłych wód termalnych (dostępny jest basen termalny), a także przy pomocy kuracji polegających na piciu wód źródlanych o bogatym składzie mineralnym (zwłaszcza wapnia i sodu).
W najstarszej części malowniczo położonego uzdrowiska na uwagę zasługuje zabytkowy budynek z kolumnadą (Kolonada). W środku znajduje się dziś między innymi kawiarnia. Zimą skwer z ławkami tuż przed budynkiem zasypany jest śniegiem, trzeba więc wchodzić do środka bocznym wejściem.


Jańskie Łaznie (Johanisbad) w roku 1900. Litografia na pocztówce

Ścieżka ponad koronami drzew

Cztery minuty po godzinie dziesiątej zatrzymujemy się na parkingu przed kasami, gdzie kupujemy bilet  na atrakcję, z której odwiedzin bardzo się cieszymy. Do Jańskich Łaźni, gdzie owa atrakcja się znajduje, udało nam się dojechać chwilę po jej otwarciu. W okresie od listopada do marca Ścieżka w koronach drzew otwarta jest od godziny 10:00 do 16:00 (ostatnie wejście – godzinę przed zamknięciem, cena biletu dla osoby dorosłej to 220 CZK, bilet ulgowy kosztuje 180 CZK). Za parking musimy zapłacić dodatkowo (za godzinę postoju około 70 CZK).

Jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji spacerować wśród koron drzew, stąd nasza radość i podekscytowanie. A, że uwielbiamy lasy i spacery wśród drzew, to tym bardziej nie mogliśmy się doczekać. Pogoda w końcu dopisała, od czasu do czasu przebija się przez chmury słońce, niestety dość mocno wieje, nie ma się co zastanawiać, ruszamy! Karkonoska ścieżka wśród koron drzew wije się na długość 2180 metrów, a jej zwieńczeniem jest platforma widokowa o wysokości 45,5 metrów. Na trasie umieszczono stacje edukacyjne oraz, co zapewne ucieszy przede wszystkim dzieci, stacje z adrenaliną – trzeba wykazać się tutaj umiejętnością utrzymywania równowagi pokonując przeszkody.

Z wieży widokowej rozciąga się stąd wspaniały widok na zielony – nawet zimą i pachnący karkonoski las oraz okolicę. Jak na wyciągnięcie ręki ukazuje nam się Czarna Hora i stok po którym szusują narciarze oraz snowboardziści. Pewnie są zadowoleni, bo właśnie zaczyna sypać śnieg. Tuż przed wejściem na platformę widokową wchodzimy kilka „pięter niżej”, pod ziemię, by przez chwilę zmienić punkt widzenia i poznać las od strony korzeni. Gdy warunki atmosferyczne na to pozwalają, otwarta jest zjeżdżania ze szczytu wieży widokowej na sam dół (zjazd jest dodatkowo płatny, podczas naszej wizyty, zjeżdżalnia była zamknięta). Cała trasa została przystosowana dla osób niepełnosprawnych, a także rodziców, którzy przybyli tu ze swoimi pociechami w wózkach.

Gondola na Czarną Horę i trasy biegowe aż do Pecu

Jańskie Łaźnie to nie tylko uzdrowisko, to także, a może przede wszystkim znany kurort narciarski. Można stąd dostać się na szczyt liczącej 1299 metry nad poziomem morza Czarnej Góry wygodną, ośmioosobową kolejką gondolową – jedyną taką w Czechach. Ośrodki narciarskie znajdujące się w Jańskich Łaźniach, Pecu pod Śnieżką, a także w Wielkiej Upie, Czarnym Dole, Swobodzie nad Upą połączone zostały w jednej narciarski rejon nazwany międzynarodowo SkiResort ČERNÁ HORA – PEC POD SNĚŽKOU. Ośrodek Czarna Góra oferuje w sumie trzy kolejki, dziewięć wyciągów, prawie 18 km nartostrad oraz  55 km tras biegowych.

Można tu także skorzystać z 3,5 km trasy żółtej, dedykowanej dla saneczkarzy (istnieje także możliwość wieczornego zjazdu, wypożyczenie sanek na jeden dzień to 250 CZK – nie można wypożyczyć „na godziny”). Co ciekawe pomiędzy ośrodkami kursują darmowe SkiBusy. Zarówno pomiędzy Pecem jak i Janskimi Lazniami jak i dalej Cernym Dołem.

Ale transport to nie tylko skibusy dolinami, bo narciarze mogą tu także skorzystać z dość osobliwego transportu wierzchołkami gór, tzn. śnieżnymi ratrakami SkiTour. Jeżdżą często, od godziny 9:00 do 15:30, oczywiście przy dobrych warunkach śniegowych, a 3,5 kilometrową trasę pokonują w kilka minut (z ważnym karnetem czasowym – za darmo, bilet punktowy – przejazd „kosztuje” 10 punktów, pojedyncza jazda to cena 50 CZK). Gdy jechaliśmy na nartach biegowych, ratraki mijały nas przynajmniej cztery razy. Jest to jedyny taki transport w Czechach. Super atrakcja.

My natomiast polecamy przejażdżkę naszymi ukochanymi nartami biegowymi. Trasy dla „bieżek” są tutaj doskonale utrzymane i dostępne także dla amatorów i półamatorów. Warto wspomnieć, że w czeskich Karkonoszach istnieje sieć tras przeznaczonych dla narciarstwa biegowego tzw. Magistrala Karkonoska, która liczy około 90 km od Harrahowa aż po Zacler. Oznaczona charakterystycznym biało-czerwonym rombem i można ja podzielić na różne etapy, także jeśli chodzi o poziom trudności. Ta prowadząca niemal spod górnej stacji gondoli, aż do Pecu pod Śnieżką może poszczycić się wspaniałymi widokami. Przy ładnej pogodzie podziwiać można stąd najwyższy szczyt w Czechach – Śnieżkę oraz cały amfiteatr górski aż po Łabski Szczyt. Można też wybrać trasę krótszą na przykład pętelkę prowadzącą wierzchołkiem Czarnej Góry z górnej stacji i z powrotem. Trasa ta liczy 4 m i polecana jest zwłaszcza początkującym biegaczom.

Nieco wprawniejszym poleca się trasę oznaczoną na niebiesko i prowadzącą po zboczach Czarnej Góry i długości 12 km, a tym najlepszym 15 km, najtrudniejszą trasę, oznaczoną na żółto i wiodącą po zboczach Jasnej Góry. Wszystkie te tras częściowo „zahaczają” o Karkonoską Magistrale.

Pec Pod Snezkou jako brama do Śnieżki

Pec pod Śnieżką stał się naszym punktem wypadowym w Karkonosze. Nie pierwszy raz. Dawno temu w studenckich czasach wędrowaliśmy po Karkonoszach z plecakiem, by zejść Obrim Dołem do Peca właśnie i potem ruszyć na kilkunastodniowy objazd po Czechach. Wtedy była to wiosna i była jakoś spokojniej. Teraz przybyło budynków. I to tych dość obszernych.
Tym razem zamieszkaliśmy w Pensjonacie Svoboda 890 metrów nad poziomem morza i bezpośrednim sąsiedztwie wyciągu orczykowego, pod lasem. Z naszych okien rozpościerał się widok na dolinę oraz przeciwległy stok, co noc przygotowywany przez wyglądające jak zwinne wyglądające z daleka jak gąsienice, ratraki.

Koniecznie chcieliśmy spędzić zachód słońca na Śnieżce. W powodu braku raków na buty i ekstremalnie oblodzonych szlaków, zrezygnowaliśmy z wejścia pieszego i postawiliśmy na wykorzystanie kolejki. Z resztą kilka lat temu gruntownie zmodernizowana. Niestety przez cały nasz pobyt, odcinek pomiędzy Różową Górą (stacja pośrednia) a Śnieżką był, ze względu na silny wiatr, zamknięty. Warunki były trudne a podstawa chmur sięgała właśnie 1400 metrów i dwukrotnie wejście na Śnieżkę było trochę poza naszymi możliwościami. Mimo wszystko postanowiliśmy wjechać chociaż na stację pośrednią i bardzo dobrze, bo udało nam się uchwycić piękny lawendowy zachód słońca. Taka sytuacja zdarza się, gdy zimą w górach nadchodzi zmiana pogody i zbliża się wyż. I rzeczywiście następnego dnia na pewno byśmy na Śnieżkę weszli. W czteroosobowym wyciągu kabinowym jechaliśmy sami, wcześniej czekając jakieś 15 minut na uruchomienie kolejki (najbliższy wyjazd był akurat o pełnej godzinie). Dolna stacja kolejki znajduje się jakieś 20 minut od centrum miasta, wystarczy podążać za sylwetką Śnieżki. Wjazd na Różową Górę i z powrotem to koszt 290 CZK, natomiast na Śnieżkę i z powrotem – 390 CZK. Wagoniki wracają na dół po pół godzinie.

Pec i Najstarsza karczma a dziś Hospoda na Peci

Pec jest dziś jednym z najważniejszych, a może najważniejszym ośrodkiem narciarstwa w Czechach, choć mianem „czeskiego Zakopanego” go nie obarczymy. Jest zbyt (wciąż) kameralny. Malownicze położenie u stóp najwyższych czeskich szczytów ze Śnieżką na czele sprawia, że turyści przyjeżdżają tu chętnie od lat. A doskonale przygotowane i różnorodne trasy (łącznie z trasami biegowymi) oraz infrastruktura „okołonarciarska” (sklepy, wypożyczalnie, szkółki) dopełniają całości. Jak już zostało wspomniane razem z ośrodkiem w Jańskich Łaźniach i innymi ośrodkami tworzy wspólny SkiResort, gdzie można korzystać z zimowego szaleństwa posiadając jeden karnet. W samym Pecu pod Śnieżką narciarze mogą korzystać z 14 km tras zjazdowych, dwóch kolejek krzesełkowych oraz trzynastu wyciągów narciarskich, położonych głównie na samym końcu miasteczka. Kompleks otrzymał nazwę zwyczajową „Jawor”. Poza tym dla miłośników narciarstwa biegowego przygotowano tu 12 km tras biegowych.
Spotykaliśmy tu głównie Niemców oraz Polaków. Po rejestracjach samochodów możemy wywnioskować, że Polacy przybywają tu chyba najliczniej. Aczkolwiek trzeba wziąć poprawkę, że w Polsce panowały ferie zimowe.

Początkowo główną rolę odgrywało tu hutnictwo. Od XVI wieku trudniono się między innymi wydobywaniem rud: rudy arsenu i rudy miedzi. Pod samą Śnieżką do dziś spotkać można wyloty starych sztolni. Pewnie stąd też wzięła się nazwa miasteczka (pec oznacza piec). Pod koniec lat 50 poprzedniego wieku zupełnie zaprzestano wydobycia, a dziś miasto jest typowym turystycznym kurortem, w którym powstają wciąż nowe apartamenty dla turystów.

Jednym z najciekawszych budynków na jaki koniecznie należy zwrócić uwagę będąc w Pecu jest dawna karczma piecowa, dziś Hospoda na Peci. Obecny drewniany budynek zrębowy pochodzi z końca XVIII wieku, jednak jak wieść niesie pierwsza karczma stała tu już w XVII wieku. Działy się tutaj ważne dla dawnego górniczego miasteczka wydarzenia, tutaj się spotykano, naradzano, tu podobno też miał niegdyś swą siedzibę urząd górniczy. Dziś mieści się tu restauracja czynna od 10:00 do 22:00, można tu także przenocować. Wpadnijcie tu koniecznie na wielkiego karkonoskiego knedla z owocami leśnymi, zwanego blbounem. Zasłodzenie murowane!

Dobrą Huć 🙂

Dla nas główną kulinarną atrakcją był wspomniany już ogromny knedel (BLBOUN). Podany z sosem jagodowym, posypany czymś na kształt kruszonki. Jakby tego było mało, wnętrze wypchane po brzegi leśnymi owocami. Ot taka przekąska, serwowana w porze śniadania. Przyznać musimy, że takiej wielkości knedlika widzieliśmy po raz pierwszy. To możemy Wam polecić na słodko, nawet bardzo słodko. (Cena 149 CZK). Podobne, choć w dużo mniejszym wydaniu jedliśmy też w Pensjonacie Veronika. Też mega słodkie, choć bez sosu, a jedynie z jagodowym farszem (89 CZK). Tu także skuszeni reklamą grzybowej zupy dnia, otrzymaliśmy owszem zupę … ale czosnkową/czesankową.

Jeśli po całym dniu szusowania po stokach lub też biegania na nartach do tego przeznaczonych bardzo zgłodniejecie, to bez zbędnych wyrzutów sumienia możecie zjeść wielką porcję gulasz z knedlikami oczywiście (ok 160 CZK) Do tego trochę chrzanu i mnóstwo cebuli. Albo po prostu pierś z kurczaka w panierce podany z bardzo dobrą sałatką z ziemniaków (ok 145 CZK). Dań tych próbowaliśmy w Hospodzie na Peci.

Jeśli będziecie w na Cernej Hore w Hotelu Cerna Bouda spróbujcie koniecznie „pecenego caju”. Ciekawe połączenie soku, kompotu i herbaty 🙂

Porady od naszego czytelnika, Piotra Gawrona: Najlepsza golonka czyli „koleno „w knajpie w Janskich koło kina. Jak jedziecie autem od strony Lubawki polecam sklep u Tadka i Irenki, 1 km przed granicą. Czeskie produkty. Knajpy przy stokach narciarskich. Nierzadko w tych, gdzie jest pusto jest lepiej, niż w tych obleganych. W tych knajpach z flagami Jagermaistera jest średnio 60 procent drożej. W klasycznej boudzie z dywanem i obrusem często najsmaczniej.

Infrastruktura narciarska. Wyciągi, ceny skipassów, kolejki, skibusy

Ośrodki narciarskie znajdujące się w Jańskich Łaźniach, Pecu pod Śnieżką, a także w Wielkiej Upie, Czarnym Dole, Swobodzie nad Upą połączone zostały w jednej narciarski rejon nazwany SkiResort ČERNÁ HORA – PEC POD SNĚŽKOU. Jest największym tego typu resortem w Czechach. Można więc śmiało powiedzieć, że jest to raj dla miłośników zimowych sportów. W sumie naliczyć tu można 44 km tras dla narciarzy i snowboardzistów, 90 km tras dla narciarzy biegowych, jedna osmioosobowa kolejka gondolowa, siedem kolejek krzesełkowych, a także trzydzieści orczyków i osiem ruchomych chodników. Nieźle, co? I wszystko na jednym karnecie.

Bardzo to wygodne, zwłaszcza, że wszędzie można płacić przy pomocy karty płatniczej. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest połączenie tych ośrodków darmowym skibusem, choć trzeba pamiętać, że w wysokim sezonie autobusy te mogą być naprawdę wypchane po brzegi. Ceny karnetów są bardzo różne, w zależności, czy wybierzemy opcję karnetu na jeden dzień, czy na kilka dni albo też skorzystamy z karnetu rodzinnego. W ofercie znajduje się także karnety punktowe. Cennik karnetów na okres zimowy 2017/2018 dostępny jest na stronie SkiResortu.

Najważniejsze ceny, które dla Was wypisaliśmy to: Całodzienny skipass na wszystkie ośrodki – 850 CZK (najdroższa wersja (TOP) w szczycie sezonu, rodzinny (2+1) skipass na wszystkie ośrodki – 2050 CZK, (2+2) 2600 CZK, (2+3) 3140 CZK, Skipass kilkudniowy na wszystkie ośrodki – 2360 CZK na 3 dni lub 4310 CZK na tydzień. Dzieci mają ceny około 20% tańsze. W sezonach niższych ceny odpowiednio 15 i 25% tańsze.

Klikając w mapę poniżej zobaczycie jej wersje pełną, duży format. A tutaj jest interaktywna

Jak dojechać?

Pociągiem się nie da, chyba, że z Czeskiego Cieszyna przez Ołomuniec i Hradec Kralove. Samochodem polecamy przejście graniczne Nachod lub Lubawkę i Jakuszyce. Nachod gwarantuje przejezdność nawet śnieżną zimą. W przeciwieństwie do bardzo blisko położonej rzeczonego Pecu – Przełęczy Okraj, gdzie może długo utrzymywać się lód. Uwaga do zmotoryzowanych. We wspomnianych kurortach prawie każde miejsce parkingowe jest płatne. Dlatego m.in. warto korzystać z bezpłatnych skibusów 🙂

Podróże ku zimowym krajobrazom Czeskiej Republiki realizujemy dzięki współpracy z marką Czech Tourism. Profil na facebooku – Odkryj Czechy

I trochę więcej zdjęć. Złapaliśmy tą zimę! Mamy szczęście 🙂

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do wioski Horni Mala Upa. Jednej z najwyżej położonych w Czechach

Poznajecie? A tak wygląda wpisane na listę UNESCO opactwo szpitalne w Kuks, niedaleko Hradec Kralove. Też po drodze.

Ilość komentarzy: 7 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Anna_Ski says:

    Fantastyczne pomysły! My z dziećmi na ferie zimowe wybieramy się na zorganizowany wyjazd. Idealna propozycja dla Rodziców, którzy chętnie poświęcą urlop na spędzenie czasu z dziećmi podczas ferii zimowych. Każdy znajdzie coś dla siebie, Portaski zapewnia moc atrakcji: nauka jazdy, ognisko, gry planszowe. Już nie możemy się doczekać!

  • Adela says:

    Przecudownie! Wasz przewodnik bardzo mnie zachęca, aby wybrać się w tamte rejony, bo nigdy nie miałam okazji. Zdjęcia są świetnie!

  • Ilona says:

    Trzeba łapać zimę dopóki jest 😉 Widoki są cudne, ale jednak mimo wszystko wolałabym oglądać je z okien gospody, w której serwują ten przepysznie wyglądający knedel 😀

  • Fantastyczny pomysł na ferie zimowe!. Jeszcze nigdy tam nie byłem, ale planuję się wybrać. Spacer pomiędzy koronami drzew musi być niesamowitym doświadczeniem.

  • Dawid says:

    Super ! a jak wygląda tam z noclegami ? bo jestem ciekaw czy można tak z dnia na dzień przyjechać czy trzeba bawić się w rezerwacje.

    • Wędrowne Motyle says:

      w okresie ferii i świąteczno-noworocznym. Raczej rezerwacja delikatnie polecamy.

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 90 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. W marcu wyślemy Wam jako pierwszym ekskluzywny prezent. Za darmo! *POLITYKA PRYWATNOŚCI