Blog Jak minął nasz rok od rozstania się z pracą na etacie? Wnioski i przemyślenia

Jak minął nasz rok od rozstania się z pracą na etacie? Wnioski i przemyślenia

– To czym właściwie się teraz zajmujecie? – padało często pytanie. Nawet wczoraj, na „Kontynentach”. 1. listopada minął rok, jak we dwójkę zostaliśmy osobami bez pracy na etacie. Czegoś, co nas wyróżniało, bo przez te wiele lat zbudowaliśmy siłę naszego bloga, łącząc to systematycznie z normalną pracą na całe etaty. To był dzień w którym zostawiliśmy za sobą pewien etap życia i z niepewnością wkroczyliśmy w nowy. Chcecie wiedzieć, jak nam poszło i do jakich wniosków doszliśmy? No to zarezerwujcie sobie osiem minut. Uwaga to nie jest nasze tradycyjne podsumowanie roku. To możliwe, że coś ważniejszego.

Nic spektakularnego

Zawsze brakowało nam wiatru we włosach. Szalona odwaga i spontaniczne pomysły to coś, co było nam obce. Przyglądaliśmy się temu u naszych znajomych, zwłaszcza podróżujących, których mamy sporo i czasem zazdrościliśmy. Ale czasem. I na chwilę. Bo zawsze w jakimś momencie włączyły się potem lampki typu „moment”, „czy warto”, „a co jeśli”.

Bo tak po prawdzie życie nie kręci się wokół podróży, ucieczki z korpo, polowania na tanie bilety, nawet jeśli gdyby to była Twoja największa pasja, to byłaby utopia. Lub ucieczka. Rachunki, powinności, kredyty, opłaty skarbowe, badania okresowe, NFZ, ból zęba, kalendarz, opony zimowe, miejsca w żłobku. Ile procent ludzi może powiedzieć: to wszystko mnie nie dotyczy?
Często czuliśmy się zwykłymi, może nawet nudnymi ludźmi, bo nie zrobiliśmy nic szalonego, spektakularnego, przebojowego, nie zapozowaliśmy do jednego porządnie stylizowanego zdjęcia na fb, nie napisaliśmy książki i nie uruchomiliśmy przedsprzedaży, nie zaplanowaliśmy akcji charytatywnej. Aż z czasem, w dniach z wyjątkowo dobrym humorem, zacząłem sobie uświadamiać „jak to nie?”.
A co jeśli szalone, spektakularne można rozciągnąć w czasie? Krok po kroczku, ziarnko do ziarnka? W ciągu 5 lat odwiedziliśmy większość miejsc na świecie, które wpisaliśmy na swoją listę marzeń, około 40 krajów. (Było o tym tutaj) Jeśli każdy widok słońca ponad chmurami dodany do siebie, tworzy coś spektakularnego? I potem w ślad za nami ruszyła masa ludzi. Może też takich, którym wiatr nie rozwiewa włosów? Może jest ich naprawdę sporo? Może to, co rozciągnięte w czasie nie widać tak dobitnie?

Zarówno brzoza jak i cis to piękne drzewa. Ale cis, by urosnąć, tyle co brzoza, potrzebuje wielu lat więcej*.

Zbudowaliśmy wielką społeczność wokół bloga a ten stał się bardzo popularny. Dzięki marce, którą okazało się, że kojarzą wszędzie, zaczął dostarczać nam również dochodów. Takich, które pozwalały nam się usamodzielnić już jakiś czas temu. Stało się tak bez planu. Po prostu po 5-6 latach systematycznej pracy, dziergania, poświęcania większości swojego czasu wolnego Motylom. Pokonaliśmy wiele kryzysów, których niektórzy blogerzy nie pokonali. Nie chcieliśmy po roku się „wybijać”, po dwóch, nie irytowały nas sukcesy innych, ale inspirowały. Pomagaliśmy innym, zamiast chować wiedzę tylko dla siebie. Powoli, bardzo cierpliwie, przez wiele lat. Jakoś tak od 2-3 lat w każdej chwili mogliśmy zrezygnować z wszystkiego, dzięki wpływom pasywnym, które generowały Wędrowne Motyle, ale jednocześnie… normalnie pracowaliśmy na etatach i posiadaliśmy normalne, powtarzalne, nieco schematyczne życie pomiędzy podróżami. Wiedzieliśmy, że mamy trzecie źródło dochodu, które czasem wielokrotnie przekraczało nasze wypłaty, ale po prostu nie chcieliśmy robić tego, co wielu. Najpierw nie chcieliśmy „rzucać wszystkiego i ruszyć w podróż dookoła świata”, potem nie chcieliśmy „rzucać wszystkiego i żyć z bloga”. A może to był błąd? Byliśmy optymistami, ale zachowawczymi „Jeszcze nie teraz”. „Różnie może być”. Może jakoś za rok? Może na Twoje 33. urodziny?

Los chyba się wkurzył i zdecydował za nas szybciej. „Nie. Właśnie, że tu i teraz!”

*Z tym cisem to potwierdziłem u Piotrka Horzeli.

Miękkie lądowanie

Więc los zdecydował. Ania po niezwykle trudnym, wręcz nieakceptowalnym okresie pracy w Urzędzie (z uwagi na zachowanie petentów i nadgodziny), złożyła wypowiedzenie. Nie znam bardziej sumiennej i skrupulatnej osoby, ale to było za wiele. Chodziło m.in. o moce przerobowe i odpowiedzialność. Za Anią praca w praktycznie 3 placówkach, gdzie zaczynała od samegopoczątku, jednocześnie rozwijając, rozliczając, wypełniając i trzymając w ryzach gdziewyjechac.pl. Choć tego nie widać, bo często frontmanem jestem ja, myślę, że 60-70% treści na blogu to sprawka Ani. Faktycznie naszą firmą zarządza Ania. Zajęła się copywritingiem turystycznym dla portali turystycznych, rozwojem językowym oraz remontem starszych treści na blogu. Wiele film poluje na blogerów – specjalistów w swoich dziedzinach, bo wie, że dużo bardziej naturalnie czyta się potem ich teksty.
Praca z domu nie jest jednak bułką z masłem. Trudno się zawziąć i zorganizować. Musieliśmy wypracować system. Ja już wiosną ograniczyłem swój etat na własną prośbę, by mieć więcej czasu na rozwój wideo i realizację filmu dokumentalnego, który dziś z powodzeniem emitowany jest w kinach i na festiwalach na 3 kontynentach. Ale dosłownie tydzień po odejściu Ani z pracy, otrzymuję informację od prezesa naszego wydawnictwa: Dziękujemy Ci za wszystko, ale to trudny okres w firmie i musimy się rozstać.
Media są w bardzo trudnej kondycji, czytelnictwo spada, ale szczerze, plany moje sięgały pracy tam jeszcze przynajmniej z rok, dwa. Za mną było 10 lat pracy w mediach na stanowiskach menadżerskich. Kierowałem fantastycznymi zespołami ludzi, z którymi można było góry przenosić i docierać do setek albo i milionów internautów. Zawsze miałem szczęście do ludzi. Co najbardziej mnie cieszyło, zajmowałem się szkoleniem dziennikarzy, również tych z 20, 30-letnim doświadczeniem. Uczyłem internetu i nowych mediów. Od zera. Zawsze wolałem uczyć i wspomagać, niż kierować i rządzić. Moment w którym się znalazłem w istocie był momentem, w którym prawie wszyscy już prawie wszystko umieli, proces, którym kierowałem był zakończony. Moja rola nie była już tak istotna. Właściwie moja przydatność w tej konfiguracji wynikała tylko z kreatywności i pomysłowości, bo tego nigdy za wiele. Pożegnano mnie z klasą. Tak jak z klasą pozwalano mi spełniać swoje pasje i podróżować bardzo często, za co zawsze będę podwójnie wdzięczny przełożonym. Ale praca w dziennikarstwie często zahacza o weekendy i święta, więc kumulowałem często dni wolne.
Z perspektywy roku, wiem, że bardzo dobrze się stało. Ktoś zdecydował za mnie, musiałem się poddać czyjejś decyzji, po kilku tygodniach poczułem nawet ulgę.  Zostaliśmy na lodzie. Ale ten lód był zaskakująco miękki i ciepły. Byliśmy wolni. Spanie do 9:00, brak korków, oszczędność na benzynie, wspólne posiłki o 14:00 a nie 18:00. Polecieliśmy na Kubę. I się zaczęło.

75 dni podróży

Od wyjazdu na Kubę zaczął się dziwny okres w naszym życiu. Nagle, jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się propozycje współprac i zaproszenia od organizacji turystycznych. Przez ponad 7 lat prowadzenia bloga nigdy, naprawdę nigdy my do nikogo nie napisaliśmy ani nie poprosiliśmy o współpracę tego typu, kooperację. Wszystko było efektem splotu zdarzeń ale głównie wypracowania marki, o której wszyscy marketerzy wiedzą i gdy zastanawiają się nad Twórcą, który zarówno pisze jak i fotografuje oraz produkuje filmy w temacie podróży, trafiają do nas. Rozpiera nas duma, gdy firmy piszą, że chcą z nami zrealizować coś już niekoniecznie dla cyferek, ale dla jakości, którą wypracowaliśmy.
Tym sposobem zrealizowaliśmy kampanie dla: Czech, Austrii, Szwajcarii (+Bloceania), Niemiec, Islandii, woj. podkarpackiego i Chorwacji. To są takie współprace, które są zupełnie bezkolizyjne. My realizujemy w swoim stylu i po swojemu relacje z miejsc, które i tak chcieliśmy zobaczyć, a wspomniane organizacje płacą nam za treści, dzięki którym mogą się dodatkowo promować.
Czy pojechalibyśmy do miejsca, które nas nie interesuje, nie podoba się, tylko dlatego, że ktoś nam zaproponował za to pieniądze? Na tyle nas znacie, że znacie odpowiedz: Oczywiście, że nie. Ostatnią rzeczą, którą chcemy to podróże na siłę, wbrew naszym planom. Dlatego w udziału kilku podróżach musieliśmy podziękować.
Ale nasze częste podróże od odejścia z pracy to przecież również Polska, to Włochy, to Portugalia, Francja, cztery podróże w ramach cyklu o „Najromantyczniejszych miejscach Europy” pod patronatem Novasol. To były podróże kreatywne, bawiliśmy się nimi. Zawsze z jakimś tematem przewodnim, bez gonienia „od do”. Łącznie spędziliśmy w podróży 75 dni, czyli… więcej niż w poprzednich 2 latach razem do kupy.

Jak się wybić na blogowaniu?

W Polsce jest kilkanaście tysięcy blogów o pasjach i zainteresowaniach. Wiele z nich ma już pozycje tematycznych wortali, w swojej branży szanowanych i świetnie prowadzonych. I dobrze. Blogi w klasycznym pamiętnikarskim stylu, blogi autorocentryczne (niektórzy śmieją się, że egocentryczne) odchodzą do lamusa, gdyż w obecnym pokoleniu bycie twórcą internetowym to nic oryginalnego i ekskluzywnego. Kultura Ja, Mną, Mnie ustępuje kulturze Wy, dla Was.
Cewebrytami, tak cewebrytami, zostają z biegu przypadkowe osoby, trafiając na pokolenie, wśród którego kwitną pragnienia bycia kimś innym.
Praca nad zostaniem ekspertem, autorytetem, wyrobieniem sobie marki jest pracą żmudną, która na ogół nie dostarcza nam efemerycznych ochów i achów, czy 1000 serduszek pod zdjęciami, których żywotność jest krótka a dla twórcy złudna.
W ten sposób można wymienić całą masę twórców, którzy „byli popularni” w danym roku, a w następnym już mniej lub wcale, wybili się na skandalu ale potem źle poprowadzili swoje „kariery”, postanowili zmienić swój wizerunek i branżę, ale zapomnieli, że ich czytelnicy niekoniecznie. Itd itp. Mam nadzieje, że nie wybrzmi tu cień satysfakcji z mojej strony. Raczej smutek. Bo jak ktoś bardzo chce i ma ciśnienie, tzn, że mu czasem autentycznie zależy. Ale charakter częściej mu w tym przeszkodzi niż pomoże. A jeszcze o tym nie wie.
Nie trzeba jeździć na zloty influencerów, szukać znajomości u jeszcze bardziej znanych, nie trzeba walczyć w każdym konkursie, i przyjmować propozycje współpracy za „Bóg Zapłać” by mieć w portfolio. Owszem, czasami to pomaga, ale nie jest to regułą, nie jest to nic pewnego. Przestrzegam przed takim myśleniem.

Jest bardzo prawdopodobne, że i my swój szczyt popularności mamy za sobą, ale obecnie nie jest to dla nas aż tak istotne, ponieważ powyższe akapity dowiodły, że osiągnęliśmy pewien etap, dla nas cenny. Dla naszej dwójki i naszego codziennego życia. Mamy wrażenie, że poprowadziliśmy z sobą dziesiątki tysięcy rówieśników, najczęściej młodych par lub młodych rodzinek. Tych, dla których rodzina i podróże to ważniejsze sfery niż kariera i konsumpcja. Teraz być może nie będziemy już tak bliscy dla tych wszystkich, którzy w masie podróżniczych blogów nazywali nas „normalsami”, bo w pewnym sensie nimi już nie jesteśmy i musimy się zmierzyć z tym.
A jeśli nie wyjdzie? Nie mamy z tym żadnego problemu, by nie zatajać, że nam nie wyszło i się nie powiodło i powiemy Wam od razu: wróciliśmy do pracy, to nie wstyd.

To jak z tym wybiciem się?

Masa pytań,na które zawsze znajdę odpowiedzi i chwilę, by odpowiedzieć, każdemu, kto do nas pisze, podchodzi, pyta. Teraz powiem Wam bardzo niewygodną prawdę. W 2019 roku to jest już bardzo ale to bardzo trudne. Czas, w którym my zaczynaliśmy być poczytni, to był najlepszy czas dla tego rodzaju działalności. Dziś zdecydowanie najważniejszym środkiem wyrazu i przekazu jest wideo. I mówię to obiektywnie, stojąc okrakiem na dwóch brzegach. Jeśli jesteś na początku drogi z pisaniem, podróżniczym blogowaniem, jeśli chcesz osiągnąć sukces za lat 3, 4 (nawet nie myśl, że za rok, proszę…) pozostaje Ci ostatnia deska ratunku – kreatywność i pomysłowość. Musisz zaproponować coś innego, niż wszyscy. I to musi wzbudzić poczucie WOW. Przy czym cała reszta: zdjęcia, styl pisania, umiejętności wideo, wiedza musi być na poziomie przynajmniej dobrym. Podróż dookoła świata autostopem, rzucenie korpo i sprzedanie auta czy kolejny blog o potrawach w podróży. To może nie zadziałać, bo jesteśmy w innym miejscu niż kilka lat temu. Jedynie charyzma i kreatywność autora są w stanie uratować taki projekt.
Teraz chwila oddechu. I jeśli zakładasz bloga, bo podpatrujesz kilku blogerów z czołówki blogów podróżniczych, zastanawiasz się, skąd się wziął ich fenomen, „też tak chcesz” oraz liczysz na darmowe hotele, podróże, kontrakty reklamowe, to wiedz, że… współczesny Internauta jest już inny, bardziej wyczulony na to.
Nie kupi ściemy, nie wytworzysz społeczności, nie zaufa Ci i nie zżyje się z Tobą. W 90% procentach przypadków w naszej blogosferze Ci, co są wysoko, są tam zasłużenie. Ciężką pracą, ciągłym uczeniem się, kreatywnymi pomysłami, których nikt nie wymyślił, narzucaniem pewnych trendów a nie kopiowaniem (jak kapelusz od tyłu, przytrzymywany prawą ręką czy rozwiana suknia na górskim szlaku czy męskie łydki wiszące nad przepaścią). Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, pomogę nawet, jak zawsze pomagałem. Ale nauka cierpliwości i pracy systematycznej przez długi czas – to może być za trudne. Nie ma dróg na skróty. A jeśli się zdarzają to często w błocie.

Dobrze, niebawem przygotuję taki poradnik, w którym doradzę na podstawie swoich doświadczeń medialnych ale i naszych blogowych jak skutecznie i mądrze prowadzić swojego bloga lub nadać mu nowe życie. Ale nie będzie to kurs, ale pigułka i kompendium. Czyli po prawdzie to, o co pyta nas przez ostatnie lata połowa blogosfery. A my zawsze pomagamy.

Lekcje, które dał TEN rok

Czy coś byśmy cofnęli? Pesymista i tetryk powiedziałby wszystko. Jako, że jesteśmy drużyną, składającą się z optymisty i realistki, powiemy: raczej nic. Cóż za tupet i nonszalancja. Naprawdę nic? Naprawdę! A sobie z września 2017 roku, niepewnym trochę zagubionym i przemęczonym, powiedzieli: jeszcze chwila i zmiany same się pojawią. Będzie dobrze.

Intensywny rok okazał się też dziwnym rokiem, pełnym ciekawych lekcji.
O tym, że pracując na etacie i intensywnie blogując mieliśmy dużo lepiej ułożony czas pracy i dużo więcej udało się nam pisać. Z drugiej strony nie pisze się na siłę, czy dla zasady, więc aż tak to nie boli.
O tym, że trudno się samo zorganizować w domu, nie mając tego klasycznego podziału „praca – czas wolny”. Choć tego się spodziewaliśmy.
O tym, że praca freelancera istnieje i nie jest to odległy mit. I chwała za to, bo absolutnie nigdy nie chcielibyśmy dopuścić, by nasza praca nazywała się tylko blog.

To czym się zajmujecie właściwie?

– Skoro tak Wam dobrze idzie, to dlaczego przyjęliście propozycje prac, nawet w sposób zdalny? Bo Wędrowne Motyle to obecnie nie tylko blog ale mała firma, której blog jest częścią. Dochody oczywiście są zmienne, raz to jest kilka, raz kilkanaście tys zł. Ale najważniejsze, że czujemy, że zasłużone i ciężko wypracowane. Wciąż chcemy jednak decydować z kim i jakie kampanie będziemy realizować i wybierać tylko jedną-dwie najciekawsze w miesiącu. Zarówno Ania jak i ja działamy więc w pracy zdalnej. Ania pisze w branży turystycznej e-commerce, ja doradzam i pomagam nowo powstałej Metropolii na Śląsku w komunikacji w internecie (również formuła pracy zdalnej).
Produkujemy filmy wideo, doradzamy w content marketingu no i piszemy oraz wymyślamy. Np. całe strategie online i social media. Jeśli Twoja firma potrzebuje naszej pomocy w tym zakresie – napisz do nas. Bardzo chętnie wspomożemy a jednocześnie Ty wesprzesz nasz model pracy. Więc tak zorganizowaliśmy sobie nasze obowiązki i zlecenia, by być maksymalnie wolni a stałe wydatki ograniczyć do minimum. Dzięki czemu zachowujemy zdrowe proporcje. Ale za to mamy prawie 100% elastyczność. Jak wielką? Sporą.

Czy nie zmęczył nas rok, w którym co 2 tygodnie byśmy w innym miejscu Europy? Chwila namysłu i wstydliwe wyznanie: Trochę zmęczył. W październiku mieliśmy pojawić się w Czarnogórze i Jordanii. Mieliśmy już kupione bilety, za super niskie kwoty. Poniżej 100 zł. Nie polecieliśmy ani tam ani tam. Musieliśmy trochę odpocząć i zrobiliśmy sobie urlop w domu, w swoim mieście. Bo mogliśmy.

Nie wszystko zawsze jest takie oczywiste. Nawet sukces. Często nie doceniamy własnych sukcesów, bo nie są one spektakularne, bo nie kumulują się w jednym czasie. Brakuje nam cierpliwości, irytujemy się oczekiwaniem na nie. Tymczasem nie dostrzegamy, że one już nastąpiły. Ziarnko do ziarnka, kawałek po kawałku uzbierały się super osiągnięcia. Tylko musimy częściej zerkać na swoje ostatnie kilka lat, tak, by wyłowić te najlepsze i najcenniejsze momenty. A nie porażki. Każda podróż, którą odbyliście samodzielnie to wielki sukces, wszystkie cudowne chwile spędzone w niej to wielki sukces, najlepsze momenty, spędzone ze znajomymi i rodziną to sukces, nauka nowej umiejętności, języka a może i nawet drobnostki – polecenia w excelu, to sukces.

Dobrze, bo zaczyna się robić już zbyt filozoficznie.

No więc zbierając je wszystkie do kupy możemy powiedzieć: Warto było przeżyć tak ten rok. Nawet jeśli nie wyglądało on spektakularnie. Warto było pracować przez te lata tak, by przeżyć tak ten rok. Nawet jeśli nie wyglądało to spektakularnie 🙂

Pozdrawiamy, zostańcie z nami i trzymajcie za nas kciuki. Ania i Marcin

Zachęcacie nas też często do założenia profilu na Patronite. Nie czujemy jeszcze takiej potrzeby oraz nie chcemy takiego modelu wprowadzać teraz. Dobrze nam się żyje a Wasze wsparcie w rozwój bloga to korzystanie z reklam na nim, rezerwacje noclegów przez nasze linki booking.com i to, że nas tak masowo czytacie.

Jeśli chcecie nam pomóc utrzymać się w mediach społecznościowych wysoko, by facebook nie chował nas przez Waszym wzrokiem, w zamian za ciągły haracz pieniężny, któremu nie ulegamy, na naszym fanpage kliknijcie prosimy przycisk „obserwowanie” a potem „wyświetlaj najpierw”. Dla Was to nic wielkiego, niczego nie zmienia. A nam pomoże docierać wciąż do Was z linkami i zdjęciami.

p.s. możecie też wpaść do Bytomia na spotkanie z nami na temat Azji oraz pizzę po spotkaniu 🙂

Ilość komentarzy: 21 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Marcin BWZ says:

    Super, że Wam się udało… rzecz o której marzy wielu, jest rmtak naprawdę tylko dla niewielu. Sekret tkwi chyba w wytrwałości, której Wam na szczęście nie zabrakło. Nie łatwo przełknąłem słowa o ciężkim początku w obecnych czasach, ale będę działał… Nie spróbuję, to się nie dowiem 😉 powodzenia i fajnie, że jesteście

    • Wędrowne Motyle says:

      Wiemy nie są to kolorowe słowa. Ale przecież możemy się mylić. Powodzenia!!!

  • Marcin says:

    Czytam i oglądam was prawie od samego początku i widzę jak przeobrażacie się od amatorów do profesjonalistów nie tracąc bycia sobą. Szczególnie widać to u Ani ,która na początku była trochę tłem dla „frontmena” a teraz jest równoprawną twarzą bloga/wloga. Cenię was przede wszystkim za dużą dawkę historyczno-architektonicznych wiadomości podanych w sposób przyswajalny dla każdego. Oglądając was widzę siebie i przyjaciół z , którymi podróżuję. Życzę wam wielu lat aktywności i czekam na więcej. Ps. Dajcie znać jak będziecie w Łodzi z jakąś prelekcją.

    • Wędrowne Motyle says:

      Dzięki Marcin za miłe i ciekawe spostrzeżenia. Jeśli chodzi o bloga to Ania zawsze była osobą przewodnią, więcej dużo pisała. Vlog – masz możliwie rację. Bardzo chcemy wrócić do Łodzi o pokazać ją jak się zmieniła ostatnimi laty.

  • Angelika says:

    Mi jeszcze daleko od tego 🙂 Gratuluję zrobienia tego ważnego kroku i życzę powodzenia 🙂

  • Przeczytałem z ciekawością. Podziwiam od lat za pomysł i konsekwencję, choć ja lubię podróżować w inny sposób (namiot, rower), a teraz faktycznie rzuciliśmy wszystko…
    Szkoda, że nie lubię filmować, bo już czuję się skreślony 😉
    Nadal jednak lubię to co my robimy 😉

    Aaaa, wszystkiego najlepszego. Róbcie dalej swoje;)
    Do zobaczenia?

    • Wędrowne Motyle says:

      Zawsze przecież są wyjątki od reguły 🙂 Ja tylko napisałem o kierunku. Nie jest to zadna presja. Powodzenia

  • Margot says:

    Zawsze ceniłam Was za solidność i pomysłowość, za to że macie mocne, konkretne treści na blogu. Gdy myślę na szybko o polskich blogerach podróżniczych to zawsze pojawiacie się w pierwszej trójce, to chyba coś znaczy 😉 gratulacje, te sukcesy należą Wam się jak nikomu innemu!

  • Yśó says:

    Pamiętam jeszcze jak kilka lat temu z tobą na ten temat rozmawiałem 😉 stanowisko się zmieniło i dobrze . Wszechświat ciągle się zmienia my też musimy żeby nie zostawać w tyle . Powodzenia w dalszej drodze;)

    • Wędrowne Motyle says:

      Dzieki, też pamiętam. Dużo prawd z tamtych czasów wciąż jest aktualnych i je wyznaję.

  • Tobiasz Duda says:

    Pięknie napisane. Prosto, estetycznie, autentycznie, lekko. Choć tekst długi to czytało się go niezmiernie miło i szybko! Podziwiam i szanuję za to, że pomimo bycia w pewnym stopniu „na szczycie” jesteście nadal szczerzy i prawdziwi. Tak trzymać 😉

    • Wędrowne Motyle says:

      Też łapię się, że za długi i to nie 8 minut lecz 12 🙂 Dzięki, zwłaszcza za wnioski z przedostatniego zdania. Powodzenia!

  • Pioter says:

    Fajne z Was Ziomki! Gratulacje i pozdrowienia <3

  • Ola says:

    Przyznam szczerze, że dwa razy przeczytałam to zdanie aby się upewnić czy dobrze czytam: zrobiliśmy sobie urlop w domu 😀 Choć to rozumiem, to jednak musiałam się upewnić 😉 Super tekst, bardzo szczery i prawdziwy. Życzę powodzenia w dalszej pracy i trzymam kciuki :*

    • Wędrowne Motyle says:

      Ha właśnie! A mimo tego znów nie minęliśmy się gdzieś na spacerze. Dzięki

  • Sławek says:

    Nie sądzę, by dla przeciętnego kowalskiego Wasze życie można było uznać za nudne. Tu przesadzacie ze skromnością. Ale Ja wiedziałem, że tak to się skończy. Jednak pokusa spróbowania życia po swojemu, jest zbyt silna, gdy ma się tak wiele sukcesów jak Wy. Zawsze widać, że się przykładacie i nigdy nie obniżyliście poziomu a te zmiany w życiu bardzo ciekawie podsumowaliście i szczerze. Sporo też obserwacji trudnych i dających do myślenia innym. Głównie innym początkującym gwiazdom internetu, których pomysły na karierę są dla mnie często niezrozumiałe. Każdy by chciał wszystko szybko i wiele dla tego poświęci. Czasem za wiele. Życzę powodzenia w dalszym rozwijaniu biznesu.

    • Wędrowne Motyle says:

      Nudne to rzeczywiście za dużo powiedziane, przepraszam tych, których może to zniesmaczyć. Bez fajerwerków. Dziękuję za wnioski i słuszne wyłapanie niektórych rzeczy.

  • Karol Werner says:

    Pomagali, potwierdzam! Mega doceniam miłe słowa, wsparcie i doradzanie na początku w kwestiach, o których nie miałem pojęcia. Teraz mam i chętnie podaję dalej. Pozdro i powodzenia!!! 🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      I teraz wzajemnie. bo uczeń teraz przerósł w wielu kwestiach pomocnika. I co, kolejny dowód, że Ziemia jest okrągła

Ilość komentarzy: 21 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 90 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. W marcu wyślemy Wam jako pierwszym ekskluzywny prezent. Za darmo! *POLITYKA PRYWATNOŚCI