Ciekawe miejsca w Polsce Pomorskie Resztki lata łapane w dłonie. Tak zapamiętamy region Kociewie

Resztki lata łapane w dłonie. Tak zapamiętamy region Kociewie

To smutne. Ale polskie lato odeszło już naprawdę. I w tym roku nie wróci. A w momencie jak piszemy ten materiał taka jesień, jaką lubimy, jeszcze nie przyszła. Zapraszamy na fotograficzno-tekstowe spotkanie z Kociewiem, gdzie złapane resztki lata wysypywały nam się z dłoni pomiędzy palcami. A co to Kociewie?

Rzeka Wda nazywana kiedyś była Czarną Wodą, bo jej krystalicznie czysta woda posuwała się ponad zielonymi włosami rdestnic pośród dębowych i sosnowych lasów z gracją, ale i niespodzianką – jej kolor w istocie był ciemnozielony, czasem czarny jak lukrecja. To jeden z częściowo odkrytych skarbów, mało jeszcze poznanego regionu, Kociewia, które jeden z naszych widzów na instagramie porównał do Laponii. To pewnie za sprawą jezior schowanych w parowach i późnoletniego światła, odbijającego się w nich i przebijającego przez dębowe lasy.

Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w podróżach po Polsce, nie jest ani podróżowanie bez planu i preferencji, bo to już nie ten czas i miejsce ale też  nie odwiedzanie turystycznych obligów, które nawet jeśli są piękne i cenne, to właśnie dlatego mogą często wycisnąć soki z Ciebie a nie Ty z nich. Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w tych podróżach jest więc odkrywanie mikroregionów, mikroświatów, mikro ojczyzn, które od początku do końca można opowiedzieć Wam tutaj i na youtube. Po Podlasiu, Polesiu, Ponidziu… Kociewie miało być kolejnym takim miejscem. I było.

Gdzie leży Kociewie?

Za punkt honoru, przygotowując ten materiał, daliśmy sobie dokładnie wytłumaczyć Wam z czym powinno kojarzyć się Kociewie. Historycznie nie jest to region stary, bo sięga czasów zaboru pruskiego i kształtowania się świadomości etnograficznej tych ziem, odrębnych od Niemiec. Wcześniej były to ziemie historycznego Pomorza, zarówno pod skrzydłami krzyżackimi jak i piastów pomorskich, niejednokrotnie mocno autonomicznych. Z czasem jednak można granice Kociewia urealnić na mapie i oprzeć o sąsiadów: z północnego zachodu Kaszuby, z południowego zachodu Bory Tucholskie i Krajnę, od południa Kujawy a od wschodu poniżej przepięknej skarpy, pełnej zjawiskowych panoram, wstęgę potężnej Wisły, za którą leży już Powiśle. Od północy miasto Tczew a na południu Świecie. Dzisiejsze Kociewie to wciąż kształtująca się świadomość lokalna, ale dzięki szeregowi organizacji, z Lokalną Organizacją Turystyczną na czele, marka „Kociewie” coraz mocniej pojawia się w głowach planujących urlop w Polsce. Ale jaki urlop? Bez zmartwień, łagodny, cichy, aktywny na siodełku lub w kajaku, mocno leśny, pełen smaków, zapachów i urzekających krajobrazów.

Jak się tu dostać? Naszą bazą wypadową na Kociewie była Bydgoszcz, do której jedzie bezpośredni pociąg ze Śląska czy Warszawy. Tam wynajęliśmy samochód na tydzień. Pętelkę rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w Świeciu. Pociągi z większych miast zatrzymują się też w Tczewie czy Laskowicach Pomorskich, skąd już bardzo niedaleko do Tlenia.

Co warto zobaczyć na Kociewiu?

Świecie

Niby niepozorne miasto powiatowe z niewielkim rynkiem, na którym fontanna symbolizuje przywitanie się rzeki Wdy z potężną Wisłą, z którego zabudowań spoglądają na nas tajemnicze kamienne twarze „przyklejone” do elewacji (cóż one oznaczają, możemy tylko domniemywać). A przecież jedno ze starszych polskich miast. Jesteśmy święcie (i tu języczek) przekonani, że nie wiedzieliście o tym. Ostatni weekend wakacji właśnie się rozpoczyna, a my spędzamy go na Kociewiu, a za miejsce startu i mety przygody w Łagodnej Krainie, obraliśmy dawną stolicę jednego z księstw pomorskich. Nieco poza centrum, bliżej nurtu Wisły, tam gdzie kiedyś lokowano stare Świecie, i gdzie zachowała się stara gotycka fara, wznosi się druga okazała ceglana budowla. To imponujący, gotycki  Zamek Krzyżacki. Wybudowany w miejscu dawnego grodu, tam gdzie rzeka Wda i Wisła witają się serdecznym uściskiem. Jego potężna wieża prezentuje się malowniczo zwłaszcza z mostu na rzece Wda, obijając się od jej lustra. Wda i Wisła będą nam towarzyszyć przez całą naszą podróż po Kociewiu. By od czasu do czasu ustąpić pola Wierzycy. Ostatnie promienie słońca łapiemy na punkcie widokowym. Wisła prezentuje się stąd naprawdę majestatycznie. Zachwycamy się tym widokiem nie tylko my, bo także Emilia i Piotr z LOT KOCIEWIE, którzy o tej krainie wiedzą chyba wszystko.

Zamek w Świeciu zwiedzać można (w okresie od 1 maja do 30 września) od poniedziałku do niedzieli w godzinach 10:00-17:00.  Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 5 zł, a bilet ulgowy to koszt 3 zł. Więcej informacji na temat zwiedzania znaleźć można na stronie Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji w Świeciu. Punkt widokowy „diabelce” na dolinę Wisły znajduje się dokładnie tutaj.

Tleń i okolice

Mówi się, że Tleń jest sercem Borów Tucholskich. Na pewno tej kociewskiej, czyli wschodniej strony. To popularne letnisko, dobrze znane wśród łodzian, jako miejsce kolonii i obozów w latach 90-tych, w którym pachnie lasami iglastymi i nieskazitelnie czystym powietrzem, którego przecież tak bardzo nam czasem brakuje. Zwłaszcza w sezonie, który za chwilę się rozpocznie. Sporo tu ośrodków wypoczynkowych i rekreacyjnych, pola namiotowe i kempingowe, plaże, mnóstwo możliwości dla tych, którzy uwielbiają sporty wodne, ale też spacery, czy rowerowe albo kajakowe wycieczki. Jest tu też wyspa Madera – największa, która znajduje się na sztucznym zbiorniku wodnym zwanym Jeziorem Żur lub Żurskim (albo Zalewem Żurskim). Ów zbiornik powstał w wyniku spiętrzenia wód rzeki Wdy w celu budowy Elektrowni Wodnej Żur prawie 100 lat temu i długo zaopatrywał w prąd pionierską Gdynię. Przy Elektrowni Żur jest także wcześniejsza – Elektrownia Gródek. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że miały one swój wielki wkład w powstanie wspomnianej już Gdyni. W prawie każdą letnią niedzielę organizowany jest w Tleniu Zielony Targ, który ściąga lokalnych rolników i producentów. Można kupić przeróżne produkty, począwszy od pachnącego, jeszcze cieplutkiego chleba, przez sery i dopiero co złowione ryby oraz wyroby wędliniarskie, po miody. Wspaniała inicjatywa, która wyszła od właścicieli pensjonatu Przystanek Tleń. Życzylibyśmy sobie, aby takich miejsc było jak najwięcej.

Ponieważ zamieszkaliśmy dość blisko Tlenia – w Trzebcinach (tak na marginesie także tutaj mieliśmy jezioro i plażę z malowniczym pomostem), to pojawiliśmy się w Tleniu kilka razy. Dzięki temu udał nam się też jeden z piękniejszych spacerów żółtym szlakiem, sosnowym lasem wzdłuż brzegu Jeziora Żurskiego. Druga połowa dnia, miękkie, żółto-złote światło odbijające się od tafli wody i przenikające przez gęstą zieloną roślinność, rozliczne pajęczyny, które w tych warunkach także malowały się na złoto. Świetlne refleksy tańczyły po naszych sylwetkach i po całym lesie. Jedno ze wspanialszych momentów tego wyjazdu. To była ta… „Laponia”.

Dolina Wdy. Stara Rzeka, Błędno

Rzeka Wda zwana jest też Czarną Wodą i rzeczywiście określenie to jest nad wyraz trafne. Jej wody są naprawdę ciemne, choć nieskazitelnie czyste. Ma 198 km długości. Jest rzeką niezwykle piękną, trochę szaloną, raz spokojną, innym razem szybszą, meandrującą i tworzącą malownicze zakola. Nie jest nudna, oj nie! Raz płynie wolno wśród pól i lasów, innym razem towarzyszą jej wysokie skarpy, strome brzegi, niemal 50-metrowe wąwozy, w skarpach których lubią gniazda zakładać zimorodki. Dolina rzeki Wdy i okolice zostały objęte ochroną w postaci Wdeckiego Parku Krajobrazowego (oraz pięciu rezerwatów przyrody), którego siedziba mieści się w Osiu.
Przemierzając trasę od Starej Rzeki po Błędno widzieliśmy niezliczoną liczbę kajakarzy. Wda stanowi bowiem jedną z najpiękniejszych tras wodnych w Polsce. Infrastruktura kajakowa jest tutaj znakomita. Istnieje wiele przystani, ośrodków wypożyczających sprzęt, organizujących spływy, mnóstwo pól biwakowych oraz namiotowych. Kropką nad „i” jest smażalnia pstrąga „U Basi”, gdzie zjeżdżają, a właściwie spływają chyba wszyscy kajakarze. W wysokim sezonie i w weekendy trzeba trochę poczekać na swoją rybkę, a także na miejsce siedzące, choć usiąść można przecież zawsze na trawie. W okolicy smażalni pstrąga można właśnie zaobserwować, z jednej strony zalesione skarpy uchodzące do Wdy, a z drugiej, zupełnie płaski, trawiasty brzeg. Następnym razem będąc na Kociewiu musimy odważyć się na rzeczne kajaki. Jeziorne już za nami, morskie też. Rzeczne nie.

Bory Tucholskie

Nigdzie indziej, jak właśnie tutaj można bez reszty zatracić się w zapachu żywicy i igieł sosnowych drzew. Poczuć pod stopami miękkie, piaszczyste podłoże wyściełane w wielu miejscach paprociami, a pod koniec sierpnia wrzosem. Podziwiać promienie słońca odbijające się od tafli jezior schowanych pomiędzy smukłymi drzewami. Zakosztować przygody na kajaku płynąc niespiesznie z nurtem rzeki Wdy, albo też na dwóch kółkach korzystając z licznych tras przygotowanych specjalnie dla rowerzystów. Na terytorium Borów Tucholskich wyznaczono cztery parki krajobrazowe (w tym Wdecki Park Krajobrazowy) i kilkanaście rezerwatów przyrody. Leżą w granicach dwóch województw – pomorskiego i kujawsko-pomorskiego. To obszar bardzo zróżnicowany, nie tylko przyrodniczo ale też kulturowo. Wystarczy wspomnieć o obecnych tu grupach etnicznych – na północnym-zachodzie Kaszubi – Zaboracy i Boroce, w północno-środkowej Borowiacy Tucholscy ale też Kosznajderzy i na wschodzie Borusy oraz Kociewiacy.  Opisywana przez nas kraina – Kociewie obejmuje więc wschodnią część Borów Tucholskich. Łatwo jest się więc domyśleć, że ludność ta mieszkając tak blisko siebie, często się przenikała, miała wiele wspólnych cech, ale też sporo charakterystycznych tylko dla siebie i odrębnych. Charakterystyczną drewnianą borowiacką zabudowę podziwiać możemy w spokojnej wsi Kasparus. Jako mieszkańcy gęstych lasów zajmowali się myślistwem, ale też rybołówstwem, flisactwem, czy bartnictwem. Nie obce było im także smolarstwo, czy wypalenia drewna, na węgiel drzewny. Borowiacy mają własną gwarę oraz stroje ludowe, pieśni, tańce  i haft. Dominującym kolorem jest tutaj żółto-złoty oraz brązowy, tak bardzo kojarzący się z glebą i drewnem. Kociewski jest znacznie bardziej kolorowy – tradycyjnie wykorzystuje osiem lub trzynaście barw – w zależności jaką szkołę reprezentuje: albo Marii Wespy z Morzeszczyna, albo Małgorzaty Garnysz z Pączewa.

14 lipca 2012 roku  miała tu miejsce wielka tragedia. Aby uzmysłowić sobie, co wydarzyło się owego roku 2012, koniecznie trzeba udać się na punkt widokowy przy drodze z Tlenia (miejscowość Wygoda). Tragiczna w skutkach trąba powietrzna zmiotła z powierzchni ziemi pas lasu od Starej Rzeki do miejscowości Zdroje. Dziś, dzięki ogromowi pracy, las zaczyna znów się pojawiać, ale choć minęło siedem lat, drzewostan wciąż jest niewielki. Kataklizm trwał kilka minut, a odbudowa potrwa jeszcze kilka-kilkanaście lat. Zobaczcie sobie na Google Maps, doskonale widać ślad po przejściu huraganu.

Kasparus

Prawie jak skansen, a jednak wciąż w drewnianych, w wielu przypadkach wybudowanych w stylu borowiackim, domostwach mieszkają rodziny. Może na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo jest tu nad wyraz cicho i spokojnie, jednak po wywieszonym w ogrodach praniu, zadbanych rabatach i nielicznych samochodach zaparkowanych przy płotach, jesteśmy pewni na sto procent, że wioska Kasparus żyje. Wciąż nieprzerwanie od 1664 roku. Ponadto przesympatyczna Joasia, która oprowadzała nas po Muzeum Mitologii Słowiańskiej, gdy zobaczyła nasze zdjęcia na facebook z Kasparusa, wysłała nam wiadomość, że jedno z nich zrobione zostało przy domu jej przyjaciółki. To kolejny dowód na to, że to wcale nie jest skansen. Kilkanaście drewnianych domów, plebania i przepiękny ceglano-drewniany  kościół  pośród pachnących sosnowych drzew. Niby sielanka, ale jak sięgniemy na karty historii, to dowiemy się o strajku jaki miał miejsce w Kasparusie w 1907 roku, który wówczas znajdował się pod pruskim zaborem. Społeczność lokalna sprzeciwiła się nauczania ich dzieci w języku niemieckim i ich zupełnej germanizacji. Spotkały ich za to srogie kary (więzienia i wysokie grzywny).  Na ich cześć postawiono pomnik Obrońców Mowy Polskiej – tuż przy szkole, która była sceną tamtych wydarzeń.

Kociewskie pojezierze

Kociewie to pachnące żywicą lasy, to trasy piesze i rowerowe, to doskonałe wodne szlaki dla kajakarzy ale to także jeziora, których jest tu około dwustu. Jednogłośnie uznaliśmy, że nie ma nic bardziej relaksującego po intensywnym dniu, jak zmącony jedynie rechotem żab zachód słońca nad jeziorem. Wy natomiast uznaliście, sądząc, po reakcjach na nasze zdjęcia na fanpage, że kociewskie jeziora są bardzo malownicze i fotogeniczne. Nadają się też idealnie na odpoczynek na licznych plażach i pomostach, ale też na kąpiele oraz próbowanie swoich sił w sportach wodnych. Zwłaszcza największe jezioro Kociewia, czyli polodowcowe jezioro rynnowe – Kałębie, które często nazywane jest też (ze względu na swoją wielkość) „Kociewskim Morzem”. Będąc na przykład w Osieku letnisku położonym w sąsiedztwie Borów Tucholskich oraz nad brzegiem Jeziora Kałębie rozpocząć można swoją przygodę z windsurfingiem. Widzieliśmy kilku takich śmiałków. My zmoczyliśmy jedynie stopy. Tuż obok leżą kolejne jeziora – Słone i Czarne. Spacerując po Ogrodzie Dendrologicznym w Wirtach, o którym przeczytacie w dalszej części, dojść można do punktów widokowych na Jezioro Borzechowskie Wielkie, które z kolei jest najgłębszym jeziorem Kociewia. Zachwyciło nas kolorem swojej wody, jest turkusowa. Może to dlatego, że jest to jezioro, które mieści się w ścisłej czołówce jeśli chodzi o czystość (I klasa czystości). Nawet, gdy spojrzymy na Google Maps, to widzimy różnicę w kolorach, chociażby w porównaniu do pobliskiego Jeziora Szteklin, czy Jeziora Sumińskiego. Nawet Jezioro Borzechowskie Małe wydaje się być nieco ciemniejsze, choć te akurat także zaszokowało nas swoim przepięknym turkusem tafli.

Małomiasteczkowo: Skórcz, Skarszewy

Stara kociewska chata w Borzechowie (dziś biblioteka)

Uwielbiamy małe miasteczka. Trudno się nam oprzeć pojawić się w nich choćby przejazdem i rzucić okiem na niespieszną, równoległą rzeczywistość. Wiele obiecywaliśmy sobie po Skórczu. Niegdyś Skórcz pełnił znaczącą rolę, był bowiem miastem na niezwykle ważnym Bursztynowym Szlaku. Dziś niewiele po dawnej świetności pozostało, no może za wyjątkiem zaszczytnego miana najstarszej miejscowości na Kociewiu. Niemniej jednak znajdujący się tu Kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych nie tylko, że jest starą, gotycką świątynią, to jeszcze kryje we wnętrzach XIV wieczną kamienną chrzcielnicę. Pięknie góruje nas miasteczkiem, niczym zamek.
Nie mogliśmy obojętnie przejechać obok miejscowości Skarszewy. Piękne światło i niskie chmury nadawały krajobrazowi iście toskański charakter. Skarszewy w XII wieku dostały się w ręce joannitów, którzy wznieśli tu zamek, po którym niestety do dnia dzisiejszego niewiele zostało. To co jednak decyduje o uroku tego miasteczka, to bez wątpienia pozostałości średniowiecznych murów miejskich okalające niewysokie zabudowania, a także kościół, który zdobi pruski mur. Jest to dokładna replika XVIII – wiecznego, luterańskiego kościoła, który został wzniesiony w przeciągu jednej doby!

Ogród dendrologiczny w Wirtach

Absolutnym hitem naszej podróży po Kociewiu okazało się Arboretum w Wirtach, miejscowości, która powstała tak naprawdę dzięki leśnikom i wokół leśniczówki.  Dla osób, które kochają przyrodę, a drzewa w szczególności, będzie to raj na ziemi. Miejsce, którego nie będzie się chciało opuszczać. W tym najstarszym leśnym ogrodzie botanicznym w Polsce (powstało w 1869 roku), wyznaczono cztery trasy o różnej długości i orientacyjnym czasie przejścia od 30 do 60 minut. Każda z tras posiada charakterystyczne punkty, przy których warto zatrzymać się trochę dłużej, jak Amerykański Las (nawet panujący tu mikroklimat jest zupełnie inny), Metasekwoja Chińska, jeden jedyny występujący w Polsce egzemplarz orzecha pośredniego albo punkt widokowy na przepiękne Jezioro Borzechowskie Wielkie. I tak z północno-zachodnich USA trafiliśmy do Finlandii. Jeden z naszych czytelników znów skojarzył widok na jezioro ze skandynawskimi pejzażami. I miał sporo racji. Zgromadzono tu liczne okazy drzew i krzewów, zarówno iglastych, jak i liściastych. Te ostatnie są miłą niespodzianką po sosnowych tucholskich borach. Szacuje się, że ich odmian i gatunków jest  tu ponad 800. Imponujące prawa? Tak, jak imponujące są rozmiary ogrodu – to  około 70 hektarów (w tym część leśna oraz część parkowa). Ogród zwiedzać można o każdej porze roku i szczerze mówiąc, naszym marzeniem jest zobaczyć go jeszcze raz w szatach jesiennych, no i oczywiście wiosenną porą. A może też i zimą…

Arboretum w Wirtach zwiedzać można w różnych godzinach w ciągu roku. W okresie zimowym, tj. styczeń, luty, listopad i grudzień między 9:00 a 16:00, w marcu i październiku od 9:00 do 17:00, a w kwietniu, maju, lipcu, sierpniu i wrześniu od godziny 9:00 do 20:00. Bilet kosztuje tylko 5 zł (ulgowy 2 zł). Istnieje też możliwość zorganizowania sesji zdjęciowej, zwiedzania z przewodnikiem, czy też zorganizowania ogniska. Więcej informacji na stronie Arboretum Wirty.

Starogard Gdański

Starogard Gdański jest stolicą Kociewia, więc koniecznie trzeba się tu pojawić eksplorując tę krainę. Samochód parkujemy tuż przy Stadionie Miejskim imienia Kazimierza Deyny. Ten znany piłkarz, król strzelców z pamiętnej Olimpiady w 1972 roku urodził się i swoje pierwsze sportowe kroki stawiał właśnie tutaj, w Starogardzie Gdańskim. Współcześni mu krajanie pamiętają o nim. Wytyczono tu nawet szlak Kazimierza Deyny. Ze Starogardem związana jest podobno także inna znana postać. Z zupełnie innej epoki i raczej ze sportem nie mająca wiele wspólnego. Być może sam Mikołaj Kopernik tu bywał (prawdopodobnie mieszkała tu jego siostrzenica), a może nawet zaprojektował tutejsze wodociągi. Faktem jest, że miasto zostało założone przez Krzyżaków, którym udało się połączyć osadę znajdującą się na lewym brzegu Wierzycy (należącą do zakonu Joannitów) z tą wzniesioną na przeciwległym brzegu rzeki. Starogard Gdański zachował swój średniowieczny charakter, a większość kamienic wznoszących się przy okazałym rynku wciąż posiada gotyckie podpiwniczenia. Jednym z najwspanialszych świadków dawnych czasów jest bez wątpienia przepiękny, ceglany Kościół Farny pow wezwaniem św. Mateusza. Takimi są również zachowane fragmenty murów obronnych zwłaszcza ciągnące się przy Kanale Młyńskim z trzema zachowanymi basztami – Gdańską (lub inaczej Szewska), Narożną (zwana również Książęcą) i Młyńską (zwana też Tczewską). Niemal na przeciwko tej ostatniej wznosi się budowla przywodząca na myśl łódzkie posiadłości bogatych przemysłowców końca XIX wieku. To Pałac Rodziny Wiechertów – zamożnych mieszczan i dawnych właścicieli starogardzkiego młyna. To oni przyczynili się w znacznym stopniu do rozwoju miasta na przełomie XIX i XX wieku. Trzymamy kciuki, by budynek otrzymał należną sobie rolę.

W Baszcie Narożnej i Baszcie Gdańskiej zgromadzone zostały eksponaty prezentujące historię, kulturę i etnografię Kociewia. Muzeum Ziemi Kociewskiej odwiedzić można od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 16:00, a w soboty od 10:00 do 15:00

Grodzisko Owidz

Aż trudno uwierzyć, że dopiero w latach 70 poprzedniego wieku zaczęto prowadzić prace archeologiczne na tym terenie. Niegdyś zamieszkiwanym przez słowiańskie plemiona, a wiele wskazuje na to, że wciąż jeszcze pod warstwami ziemi i piachu kryją się liczne pamiątki dawnych mieszkańców tych ziem. Sporo jest więc jeszcze do odkrycia, choć wiele ujrzało już światło dzienne. Istnieją spory co do początków powstania grodu nad rzeką Wierzyca – jedni badacze wskazują na wiek IX, inni na X, a jeszcze inni na XI. Wszyscy jednak zgadzają się co do tego, że był to jeden z większych grodów słowiańskich w tej części kraju. Rzut kamieniem ze Starogardu. Dziś odtworzona osada, której sercem jest morenowe wzniesienie, staje się wspaniałym plenerem wielu organizowanych tu wydarzeń – pokazów i warsztatów dawnego rzemiosła, pikników, jarmarków oraz innych  imprez plenerowych, wśród których jedną z ciekawszych jest Festiwal Mitologii Słowiańskiej. To co jednak stanowi o unikatowości tego miejsca, na skalę Europejską, to bez wątpienia Muzeum Mitologii Słowiańskiej – jedyne takie nie tylko w Polsce ale też na całym Starym Kontynencie. W co wierzyli dawni Słowianie? Jakie mieli zwyczaje? Jak wyobrażali sobie wszechświat? Czy ich życie, także to duchowe, mogło być podobne do naszego – współczesnego? Wystarczy odwiedzić znajdujące się tu muzeum, by uzyskać odpowiedzi na te i jeszcze więcej pytań. Co ciekawe na terenie Grodziska znajduje się też pole namiotowe i karczma, a w pobliżu przystań kajakowa. Można więc wprost z kajaka ruszyć „na podbój” dawnej słowiańskiej osady.

Grodzisko można zwiedzać z przewodnikiem oraz samodzielnie, natomiast Muzeum Mitologii Słowiańskiej tylko z przewodnikiem (zawsze o pełnej godzinie). Bilet do muzeum kosztuje 10 zł (ulgowy 7 zł), a na teren Grodziska – 7 zł (12 zł z przewodnikiem), ulgowy 5 zł (7 zł z przewodnikiem). Godziny otwarcia : od maja do września: wtorek – niedziela godziny 10:00 – 18:00, od października do kwietnia: wtorek – niedziela 10:00 – 16:00. Więcej informacji na stronie obiektu.

Tczew

Największe miasto Kociewia, być może znane Wam z podróży koleją na północ Polski. Budynki dawnej fabryki wyrobów metalowych, to dziś miejsce wielu interesujących wydarzeń kulturalnych, pod nazwą Fabryka Sztuk. Tutaj też ma swoją siedzibę Muzeum Wisły, które podobnie jak kolejny atrakcyjny obiekt w mieście, czyli Centrum Konserwacji Wraków Statków ( mieści się w nowoczesnym budynku w pobliżu), podlega Narodowemu Muzeum Morskiemu w Gdańsku. W Fabryce Sztuk znajduje się również biuro Lokalnej Organizacji Turystycznej KOCIEWIE. W tym postindustrialnym otoczeniu ujrzeliśmy na własne oczy strój kociewski, a jedno z nas nawet mogło go na siebie założyć (i po raz kolejny stwierdzić „jakże wspaniałe są stroje ludowe”!). Także tutaj właśnie spotkaliśmy się z  Panią etnograf, Kamila Gillmeister, która opowiedziała nam nieco o kulturze i tradycjach Kociewia. Stąd rozpoczęliśmy zwiedzanie największego miasta Kociewia. Tczew, mimo swojej bardzo długiej historii, posiada także bardziej współczesne zabytki. Takim jest bez wątpienia Most Tczewski, który prezentuje się najlepiej od strony wiślanych bulwarów. Aktualnie w remoncie, co odbiera mu nieco uroku, ale jeśli dowiemy się, że był to cud inżynierii i największa konstrukcja kratownicowa swoich czasów (powstał w latach 1850-1857), to spojrzymy na niego nieco bardziej przychylnym wzrokiem.  A jak zaczerpniemy jeszcze więcej informacji, na przykład o tym, że most ów to  zabytek wpisany przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Budownictwa ACSE w 2004 r. do Światowego Dziedzictwa Inżynierii Budowlanej, to ochoczo będziemy uwieczniać go na zdjęciach. A tak na marginesie, to właśnie tutaj rozpoczęła się II Wojna Światowa  (pierwsze bomby spadły o godzinie 4:34, a na Westerplatte o 4:45). Albo charakterystyczna Wieża Ciśnień, czy wspomniany już zrewitalizowany kompleks pofabryczny. Ale Tczew to także zachowany średniowieczny układ urbanistyczny najstarszej części miasta, a więc tej przy Placu Hallera. Otaczają go piękne, secesyjne kamienice, a na jednej z nich dostrzeżemy figurki czterech pór roku. Taka sama, nawiązująca do aktualne panującej, eksponowana jest w centralnej części placu. Nam jeszcze „trafiło się” lato, choć akurat niebo zaszło stalowymi chmurami i zaczęło padać. Na innej kamienicy dostrzegliśmy tablicę upamiętniającą Johanna Reinholda Forstera, który wziął udział w drugiej ekspedycji żeglarza Jamesa Cooka. Nie martwcie się, też nie wiedzieliśmy kto to jest. Do czasu odwiedzenia Tczewa.

Istnieje możliwość skorzystania z biletu łączonego (karnetu) na zwiedzanie Muzeum Wisły oraz Centrum Konserwacji Wraków Statków, który kosztuje 8 zł (ulgowy 5 zł). Więcej informacji o godzinach otwarcia oraz cenach pojedynczych biletów znaleźć można na stronie Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, w odpowiednich zakładkach.

Pelplin

W XIII wieku książę pomorski Mściwój II nadał ziemie znane dziś nam jako Pelplin cystersom, którzy zaczęli wznosić kompleks klasztorny i pozostałe zabudowania, formując miasto od podstaw. Takie są początki Pelplina, który dziś jest nie tylko centrum pielgrzymkowym (głównie za sprawą Góry Jana Pawła II, który w 1999 roku w ramach pielgrzymki odprawiał tu mszę świętą) ale też interesującym celem turystycznych wycieczek. Katedra pod wezwaniem NMP imponuje swoimi rozmiarami i choć aktualnie nie można wejść do jej wnętrza (w momencie, kiedy byliśmy w Pelplinie znajdowała się w remoncie, lecz już od 5 października 2019 r. znów będzie mogła cieszyć oczy turystów), to i tak może zachwycić miłośników architektury, zwłaszcza tej gotyckiej. Tak po prawdzie budynek jest „Ligą Mistrzów” gotyku północnej Polski. Tuż przy katedrze znajduje się informacja turystyczna, w której można znaleźć ciekawe materiały o mieście, a także kupić na przykład bilet do Muzeum Diecezjalnego, o którym napiszemy za chwilę.
Bez problemu wejść można natomiast do leżącego w niewielkiej odległości Kościoła Bożego Ciała (nazywany przez miejscowych „kościółkiem”), który mimo, iż o wiele bardziej kameralny, także nosi na swoich barkach długą historię. W roku 2018 obchodził 600- lecie konsekracji! To robi wrażenie. Podobnie jak do znajdującego się nieco poza centrum miasta Muzeum Diecezjalnego (w mało atrakcyjnym budynku, który stylistycznie odbiega od pięknego pocysterskiego zespołu klasztornego). Nie należy się jednak zniechęcać, bo wewnątrz mieści się niezwykle bogata kolekcja sztuki sakralnej, a przede wszystkim jedyna w Polsce autentyczna XV wieczna Biblia Gutenberga (do naszych czasów zachowało się jedynie 48 spośród około 200 sporządzonych i wydrukowanych przez Jana Gutenberga egzemplarzy Pisma Świętego). Ta prezentowana w gablocie jest oczywiście, z racji swojej wartości, jedynie kopią, ale i tak wspaniale, że Pelplin posiada tak wartościowy skarb. Zwiedzać można także (jedynie z przewodnikiem) Ogrody Biskupie, które otaczają neoklasycystyczny Pałac Biskupi.

Informacje na temat zwiedzania Muzeum Diecezjalnego, Katedry, a także innych obiektów wchodzących w skład kompleksu pocysterskiego znaleźć można na stronie muzeum. Zajrzeć warto też na stronę Diecezjalnego Centrum Informacji Turystycznej w Pelplinie.

Gniew

Jak to jest poznać prawdziwego zamkowego kasztelana? Czy możliwe, by sam Ulrich von Jungingen nam się ukazał i zaprosił na kawę? Albo mnich śpiewający gregoriańskie chorały? Wreszcie, co znaczy być Dyrektorem Artystycznym jednego z największych pokrzyżackich zamków? A przy tym być niezwykle ciepłą, otwartą i serdeczną osobą? Mieliśmy szczęście poznać Pana Jarosława Struczyńskiego, który uosabia te wszystkie postaci i funkcje. Poświęcił nam naprawdę dużo swojego cennego czasu, a na koniec zaprosił do swojego biura, które jest chyba najbardziej osobliwym biurem jakie do tej pory mieliśmy okazję zobaczyć. Pełnym starych drewnianych mebli, historycznych książek, a także przeróżnej maści białej broni i wspaniale zrekonstruowanych zbroi. Jak na prawdziwego rycerza przystało. Poznać takiego człowieka to wielki zaszczyt. To on od początku do końca starał się ocalić przed dewastacją i zapomnieniem dawny zamek krzyżacki w Gniewie. Zamek, który dziś może być wzorcowym przykładem komercyjnego (choć nie  tylko bo znajduje się tu także muzeum oraz informacja turystyczna) wykorzystania cennego zabytku historycznego (mieści się tu hotel, centrum konferencyjne i rekreacyjne, organizowane są przeróżne imprezy). Ale też miejsce wielu ciekawych historii. Zarówno tej wielkiej – związanej z Zakonem Krzyżackim i czasami o wiele późniejszymi, jak i tymi mniejszymi, osobistymi historiami, jak chociażby Pana Kasztelana. Przepięknie położony na skarpie Zamek w Gniewie był najpotężniejszą tego typu budowlą na lewym brzegu Wisły, następnie siedzibą polskich starostów, między innymi późniejszego króla Polski Jana III Sobieskiego. On też nakazał budowlę znajdującego się na terenie dzisiejszego kompleksu Pałacu Marysieńki, który dziś także przyjmuje gości hotelowych.

Samo miasto zauroczyło nas od pierwszej chwili. Prezentuje się naprawdę pięknie, zarówno rynek (chyba najpiękniejszy na Kociewiu), jak i gotycki kościół św. Mikołaja, czy małe, kolorowe kamieniczki biegnące wzdłuż ul. Sambora prowadzącej do Ogrodu Historii. Tam mamy okazję poznać najważniejsze daty z dziejów miasta. Gniew naprawdę można zaliczyć do najpiękniejszych miasteczek północnej Polski.

Zamek Gniew można zwiedzać. Bilet normalny kosztuje 15 zł, a ulgowy 10 zł. Informacje na temat terminów i godzin, w którym zamek jest dostępny dla zwiedzających znajdziecie na stronie obiektu.

Nowe nad Wisłą

Młodszy brat miasta Gniew. Zanim dojechaliśmy do centrum miasteczka, zatrzymaliśmy się na chwilę na skarpie zawieszonej nad Wisłą. Pogoda znów nam dopisała, widok był piękny, a szeroka wstęga rzeki lśniła puszczając nam z oddali oczko. Doskonały pejzaż rozciąga się z szybowiska w północno-zachodniej części miasta. Jest tu wiata i cudowny, zachwycający obraz całej, potężnej doliny Wisły z Kwidzyniem w oddali. Tak na marginesie mieszkańcom tutejszych bloków trochę zazdrościmy takich widoków na co dzień z okien i balkonów.
Miasto, w którego herbie widnieje czerwony zamek, dziś może pochwalić się tylko jednym zachowanym skrzydłem dawnej krzyżackiej warowni. Wewnątrz znajduje się Centrum Kultury Zamek. Do dzisiejszych czasów zachowały się też liczne fragmenty średniowiecznych murów broniących miasto przed najeźdźcami. Rynek, naszym zdaniem, to również jeden z ładniejszych placów centralnych ze wszystkich jakie udało nam się zobaczyć na Kociewiu. Przylegający do rynku Kościół Farny pod wezwaniem św. Mateusza mimo surowej konstrukcji, kryje „rozbuchany”  barokowy i rokokowy wystrój. Ciekawostką był dla nas przede wszystkim fakt, iż dzwony kościelne po dziś dzień uruchamiane są bez pomocy żadnego mechanizmu, a jedynie siłą mięśni pana kościelnego. Widzieliśmy ten trud na własne oczy. I jesteśmy pełni podziwu. 15 minut dzwonienia. Tak. Nowe również zostało w naszych sercach. Dobrze, że lubimy te mikroskopijne miasta. W nich zawsze uchwycimy to, co dla nas najważniejsze. Spokój, niespieszność i ludzką życzliwość.

Więcej zdjęć:

Wpis powstał w wyniku współpracy i zaproszenia przez Lokalną Organizację Turystyczną KOCIEWIE (LOT KOCIEWIE)

Ilość komentarzy: 6 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • E says:

    Pięknie, mieszkałam w Starogardzie od urodzenia, znam okolice a jednak czasem ktoś musi przypomnieć jak piękne jest nasze Kociewie 🙂

  • Kasia says:

    Wspaniały fotoreportaż, jestem pod wrażeniem!

  • Ika says:

    Dziękuję za ten artykuł! Piękne zdjęcia i opisy. Po przeglądzie takiego fotoreportażu aż chce się pojechać w te miejsca natychmiast. Piękna ta nasza Polska! Wzruszyłam się:)

  • Agata says:

    Ha, pierwsza wojna światowa rozpoczęła się w Jeziorach k/Piły o godzinie 1:00 w nocy.
    https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Piotr_Konieczka

  • Michał says:

    Piękne zdjęcie, oddające klimat Kociewia, który pamiętam jeszcze ze spływu kajakowego jednym z dopływów Brdy. Zdradzicie jaki filtr dodaje do fotografii tą magiczną mgiełką dzięki której barwy są tak stonowane? 😉

    • Wędrowne Motyle says:

      Hmmm. dziekujemy 🙂 nie mamy żadnego filtra, nigdy nie mieliśmy. Mamy swój własny autorski preset. NAzwaliśmy go Akwitania i tu użyty.