Blog Melancholia i tajemnica jesiennych Mazur. Na szlaku zamków, pałaców i czegoś więcej…

Melancholia i tajemnica jesiennych Mazur. Na szlaku zamków, pałaców i czegoś więcej…

Mieliśmy chrapkę na Mazury zawsze… ale w jesiennej szacie chyba najbardziej. A połączywszy to z podróżą tematyczną śladem wschodniopruskich pałaców i zamków krzyżackich, otrzymaliśmy podróż doskonałą. Idealną do wyostrzenia uważności, sztuki zachwytów i jesiennej melancholii, która doskonale komponuje się z morenowymi wzgórzami Mazur i wszystkimi tymi niuansami, od których buzuje nasza głowa. Bez zgiełku letniego sezonu i sznurów aut na drogach to podróż do „Raju Utraconego”.

Na zaproszenie Warmińsko-Mazurskiej Organizacji Turystycznej zbieramy materiały o Szlaku Zamków Gotyckich, ale nasze drobne marzenie uzupełniliśmy o coś jeszcze. Uwagę kierujemy także na pałace. Bardzo nam na nich zależało. Wokoło jest przepięknie, dokładnie tak jak miało być. W dużej mierze dzięki słońcu w środku października.

Jedziemy. Drogi są puste, nasze oczy zaś nie mogą wyjść z podziwu, zauroczone zabytkowymi alejami przed szybą samochodu. Granica z Rosją rzut kamieniem. Kiedyś był to sam środek Prus Wschodnich. Złote brzozy, czerwone dęby i pomarańczowe klony co pół sekundy przepuszczają snopki jesiennego, miękkiego słońca. Pozostałości letnich plonów na przepastnych polach kolorują się na żółto, a na zdjęciach przepięknie prezentują się nawet te zaorane. Wiatr przegania do rowów pierwsze opadłe liście. Kruki przeganiają drona. Zaś znudzone szczekające psy przeganiają nas z pustych, acz urokliwych mazurskich wsi.

Mazury to pojęcie historyczne, którego zaczęto używać dopiero na początku XIX wieku. Za ludność mazurską uznawano polskojęzycznych, ale protestanckich mieszkańców południowej części Prus Wschodnich. Często migrantów z sąsiedniego Mazowsza. W XX wieku zachodnią część Mazur, wyraźnie oddzieloną od Krainy Wielkich Jezior nazywano Oberlandem, później Mazurami Zachodnimi. Pozostała część – lesisty pas od Nidzicy przez Szczytno po Pisz, a także okolice Wielkich Jezior, czy pofałdowane Mazury Garbate – dziś możemy nazywać Mazurami. Choć Mazurzy – jako ludność, w liczbie 150 tys. wyemigrowali po II WŚ do Niemiec. Mocno rozczarowani tym jak potraktowało je Państwo Polskie. (Na podstawie Waldemara Mierzwy „Zrozumieć Mazury”).

Nidzica

Z powodu położenia na drodze z Warszawy ale też z Płocka – przez który jechaliśmy ze Śląska – Nidzica dla wielu jest bramą Mazur. Tu można zacząć objazdówkę. Bryła potężnego i świetnie odrestaurowanego zamku dominuje i prezentuje się pięknie na tle kolorowych liści drzew przyległego doń zabytkowego XIX – wiecznego parku. Słońce świeci mocno, a w powietrzu unoszą się prawie niewidoczne cienkie nici babiego lata. O takiej jesieni marzyliśmy! Taką jesień kochamy najbardziej!

Historia ceglanego, gotyckiego zamku sięga XIV wieku. Na samym początku, właściwie zaraz po jego wybudowaniu za czasów wielkiego mistrza Windrycha von Kniprode, rezydował w nim człowiek pełniący bardzo ważną funkcję w strukturach zakonnych – prokurator krzyżacki. Zapewne nie jeden. Warownia stanowiła ważny punkt strategiczny w krzyżackim systemie obronnym będąc najdalej na południe wysuniętym zamkiem krzyżackim.

W lipcu 1410 roku został zdobyty przez wojsko polskie, które maszerowało na rozległe pola Grunwaldu, gdzie miała się rozegrać znana nam wszystkim bitwa. Potem jego losy, tak jak losy tych ziem to pasmo wielu potyczek, walk i zmian właścicieli. Wiele razy niszczony, podupadł bardzo, najpierw na skutek działań wojsk napoleońskich, a potem w wyniku bombardowań radzieckich i działań frontu w latach 40′ XX wieku. W końcu odbudowywany doczekał się swojego drugiego życia. Nie każdy tego typu obiekt miał tyle szczęścia. Mieści się w nim hotel, restauracja, biblioteka, Galeria pod Belką oraz niewielkie Muzeum Ziemi Nidzickiej. Wewnątrz zamku szczególnie warte uwagi są kaplica i refektarz. Można tam dostrzec fragmenty średniowiecznych malowideł. Dziedziniec otoczony drewnianymi balkonami zaprasza każdego, bez względu na to, czy jest gościem hotelowym, czy po prostu ciekawym tego miejsca turystą. Zamek znajduje się na Szlaku Zamków Gotyckich tamże można zapoznać się ze szlakiem i jego mapą po raz pierwszy.

Zwiedzanie zamku możliwe jest codziennie za wyjątkiem niedzieli. Od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00 00 – 16:00, a w soboty od godziny 10:00 do 16:00. Cena biletu to 10 zł. Na terenie warowni organizowane są różne pokazy i turnieje. Więcej informacji znaleźć można na stronie Nidzickiego Ośrodka Kultury.

Droga z Nidzicy przez Szczytno w głąb Mazur prowadzi zwartym kompleksem leśnym z wieloma miejscami postojowymi na jeziorami, które wydają się naturalnymi strefami ciszy. Ciekawe czy też w środku sezonu? Interesującymi miejscowościami po są: Omulew, Jedwabno i Narty. Obok Warchał mamy pierwsze zagęszczenie jezior i punkt postojowy w którym jesień stroiła już w pływające liście taflę Jeziora Brajnickiego.

Galiny i Barciany

W stajni w Galinach mieszka około 60 koni, ogiery rżą i wypuszczają gęstą parę z pysków, gdy w mroźny poranek objeżdżamy majątek, przez 400 lat zarządzany przez rodzinę Eulenburgów. Drzewa w przypałacowym parku, które ochraniają pałac przed wiatrem mają wszystkie odcienie żółci – od cytryny po musztardę, gdy poranne słońce oblepia je mniej więcej godzinkę po wschodzie. Winorośl na pałacu czerwienieje tak bardzo, że następnym kolorem wydaje się… czarny.

Kortez śpiewał do filmu „Kamerdyner”, kręconego w tych rejonach: Tylko ty jedna wiesz ile trzeba żebym wrósł w ziemię jak stare drzewa. Może kiedyś będę ci wierzył. Będę wdzięczny. Będę potrzebny. Będę cię chronił i będę wiedział. I będę silny, jak stare drzewa.

Muzykę może zagłuszyć odgłos bryczki, tętent koni czy donośny szum kaskad na rzece Pisie. Pałac z folwarkiem dał pracę praktycznie połowie mieszkańców ten barcyjskiej wioski. Bo znajdujemy się w Barcji. Mało znanej krainie historycznej, wchodzącej w skład woj. warmińsko-mazurskiego, jako przygraniczy pas ziemi od doliny Łyny po Kętrzyn.

 

Drugim ciekawym miejscem, które łatwo obejść dookoła i do którego można zajrzeć z góry, ale niestety nie da się obejrzeć w środku, jest zamek krzyżacki w Barcianach. Winrich von Kniprode założył warownię, a następnie komturię nad niedostępnymi wodami rzeki Liwny. Po wojnie zagospodarowywany jako część PGR. Wciąż zaskakuje doskonałą formą i swoimi rozmiarami. Jednakże stojąc od wieków w gminnych Barcianach czeka na nową rolę i lepsze czasy. Raczej nie będzie to placówka Straży Granicznej. Ta otrzymała nową siedzibę niedaleko stąd. Trzymamy kciuki za piękny, ceglany zamek w Barcianach.

Na rozległym terenie Pałacu i Folwarku Galiny oprócz stadniny koni znajduje się też Gospoda Galiny w zabytkowym spichlerzu, można skorzystać z noclegu – zarówno w zamkowej oficynie, jak i w budynkach wchodzących w skład folwarku.

Szczytno

Zamek w Szczytnie jako jedyny na naszej trasie jest zamkiem… nieistniejącym. Fizycznie nie ma go, jedynie ocalała bryła fundamentu, mury pierszej kondygnacji. Co jednak pozwoliło zagospodarować go jako trwałą ruinę. Po renowacji ruinami biegnie trasa edukacyjna z tablicami informacyjnymi, również multimedialnymi. Jak bardzo chcemy możemy okrążyć zamczysko tak, by zahaczyć o promenadę nad jeziorem Długim. Być może z jakiejś knajpy pobrzękiwać jeszcze coś gitarowego, gdyż to miasto Krzysztofa Klenczona.

Wróćmy na jeziora
Na samotny brzeg
Zostań tu, gdzie las i woda
Masztów cichy śpiew

W muzeum w Szczytnie wśród kilku ekspozycji, traktujących o historii i kulturze Mazur z pewnością wzrok zatrzyma się przy ekspozycji krzyżackiej, czy tej literacko-krzyżackiej. Akcję „Krzyżaków” umieścił tu Henryk Sienkiewicz, który nota bene dorobił się pomnika w jednym z głównych punktów miasta. Do Muzeum w tymże mieście należy też oddział „Chata Mazurska”, w któej odtworzono – jak nazwa wskazuje – tradycyjną chatę lokalną z XIX w.

Giżycko

Życie w Giżycku, stolicy żeglarstwa w Polsce, poza wysokim sezonem toczy się według normalnego, codziennego rytmu. Ludzie idą do pracy, do szkoły, na zakupy… Tylko od czasu do czasu widać turystów spacerujących wzdłuż Kanału Giżyckiego (Łuczańskiego) aż do mariny nad Jeziorem Niegocin. Wiaduktem nad nim mknie w połowie pusty pociąg z Olsztyna. Wieje dość silny wiatr, który rozrzuca kolorowe liście z niedalekiego Parku Rogera Goemaer’a. Czekamy na słońce, które od czasu do czasu wychodzi zza chmur, czekamy też na pokaz jaki mamy nadzieję zobaczyć w wykonaniu mostu obrotowego na kanale (hydroinżynieryjna perełka). Nie tym razem jednak. Okazuje się, że o tej porze roku obowiązują inne godziny i zasady funkcjonowania ruchu pieszego, kołowego oraz wodnego. Nic straconego, bo z perspektywy Kanału Giżyckiego szczególnie pięknie prezentuje się bryła kolejnego zamku gotyckiego, w którym dane nam było nocować.

Tak jak większość zamków budowanych przez Zakon Krzyżacki na przesmykach, półwyspach czy koło brodów, tak tutejszy zamek zlokalizowany został między jeziorem Kisajno, a Niegocin na Wyspie Giżyckiej. Odbija się w tafli wspomnianego kanału. Z dumą. Bo jeszcze jakiś czas temu stałyby tu ruiny.
Jego historia sięga około 1340 roku, gdy został wzniesiony jako siedziba prokuratora. Z czasem wygląd oraz funkcje obiektu ulegały modyfikacjom i zmianom. Pierwotna twierdza obronna została po sekularyzacji zakonu przekształcona w renesansową rezydencję książąt, po 1850 roku w siedzibę dowództwa Twierdzy Boyen. Właściwie to bardzo nieodległej. Spacerem przez park to jest 5 minut. Do Pięknej Góry z Krzyżem Św. Bruna, tego samego od którego nazwy wziął hotel – nieco dłużej 15 minut.

W okresie międzywojennym, kiedy Giżycko – Lötzen było elitarnym kurortem, późniejszy prezydent Niemiec – Paul von Hindenburg miał tu swoją osobistą kwaterę. Lata powojenne odebrały mu blask, a w czasach PRL’u sukcesywnie popadał w ruinę. Dziś po oryginalnych murach zachowało się już niewiele (dwupiętrowe skrzydło z charakterystycznymi zwieńczeniami murów), co nie zmienia faktu, że funkcjonujący tu hotel i restauracja bardzo ładnie nawiązują do dawnej architektury, a nawet korzystają z tego, co udało się uratować (między innymi oryginalne stropy, belki, klepki podłogowe). Niezwykłe wrażenie robią pokoje w części zamkowej. Dębowe deski skrzypią, zapach drewna unosi się z odrestaurowanych drewnianych belek stropowych, na których heblem cieśle zaznaczyli swoje znaki. Ciekawe czy pod krzyżacką komturią czy nieco później? Zamek znajduje się na Szlaku Zamków Gotyckich.

Przydatne linki: hotelstbruno.pl | Restauracja La Biblioteque

Bezławki

– Widziałem gliwicką rejestrację, to pomyślałem, że do Was podejdę i pokażę – z zaskoczenia bierze nas przewodnik w Bezławkach, mimo, że wydawało nam się, że jesteśmy tu sami. – Sam długo mieszkałem na Śląsku – dopowiada. Związki Mazur ze Śląskiem są częste i gęste. Dzięki ludziom.
Na wyraźnym wzgórzu ponad rzeką, na linii prostej za grodziskiem galindzkim i pastwiskami kościółek wypatrzył z góry nasz dron. Niedaleko stąd, w okolicach Św. Lipki znajduje się granica pomiędzy Warmią  a Mazurami. Kilkanaście km na północ jest już granica Barcji z Mazurami. A kościółek okazał się również… byłym zamkiem. Tak oto w kolekcji na szlaku oprócz pałaców i zamków mamy „zamkościół”.
Dowiadujemy się na miejscu o tym, że otrzymał go Świdrygiełło, zdrajca w wojnie Jagiełły z Krzyżakami, że z Hastings, Kłajpedę, Wilno mógł dotrzeć tu z Templariuszami Św. Graal, że to jeden z najcenniejszych tego typu gotyckich budynków w Polsce. Surowy, tajemniczy, ale co najważniejsze dzięki społecznikom zaopiekowany.

Kętrzyn

Najpierw funkcjonowała tu drewniana strażnica Rastenburg, potem – dokładnie w tym samym miejscu – Krzyżacy wybudowali warownię. Stąd już bardzo blisko było do Litwy i Litwinów, którzy skutecznie uprzykrzali licznymi najazdami ich życie. Zamek najprawdopodobniej wybudowany został w latach 70′ XIV wieku. I wyjątkowo to nie wokół niego rozwijało się podegrodzie i miasto, ale to on został wkomponowany do istniejącego już miasta z murami obronnymi.
Podobnie, jak w przypadku Nidzicy, także i tutaj miał swoją siedzibę krzyżacki prokurator. Wielokrotnie przebudowywany zmieniał swoich właścicieli oraz przeznaczenie (mieszkania, biura, a nawet schron przeciwlotniczy w piwnicach).

Czym jest właściwie Szlak Zamków Gotyckich? To trasa turystyczna, która powstała z inicjatywy Stowarzyszenia „Polskie zamki gotyckie” powołanego w 1997 roku i wiedzie przez tereny Warmii, Mazur, Powiśla i Kaszub. Na szlaku znajdują się zamki krzyżackie , biskupie i kapitularne w miejscowościach: Lębork, Bytów, Człuchów, Malbork, Sztum, Gniew, Nowe nad Wisłą, Kwidzyn, Lidzbark Warmiński, Ostróda, Olsztyn, Nidzica, Działdowo, Kętrzyn, Ryn i Giżycko. Wiele z nich udało nam się już do tej pory zobaczyć i zwiedzić, niektóre kilka razy. Jesienna wizyta na Mazurach miała dopełnić realizacji naszego marzenia podróży śladem zamków krzyżackich.

Po II WŚ zrujnowany już zamek został doszczętnie zniszczony, podobnie jak najstarsza część miasta. Odbudowa warowni, której dokonano korzystając z posiadanych materiałów historycznych, sprawiła, że dziś znów tętni w nim życie. Działa tu ciekawe Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego (dużo zbiorów i informacji na temat historii Mazur a także pamiątek po zamkowych i pałacowych kolekcjach niezrabowanych w 1945) oraz Miejska Biblioteka Publiczna. Ciekawostką jest także, znajdujący się niedaleko zamku (ulica Traugutta 2) Oddział Muzeum – Baszta, gdzie wewnątrz baszty obronnej można zobaczyć wystawę pod nazwą „W średniowiecznej kuchni” oraz nabyć lokalne wyroby (między innymi miód) czy literaturę historyczno-kulturalną na temat Mazur. W Kętrzynie zachowały się fragmenty wspomnianych murów obronnych, których częścią była baszta oraz średniowieczna bazylika św. Jerzego. Zamek znajduje się również na Szlaku Zamków Gotyckich. Zaopatrzeni w miody i książki ruszyliśmy dalej.

Muzeum w zamku oraz Baszta otwarte są od wtorku do niedzieli w godzinach 10: 00-16: 00 (ostatnie wejście na ekspozycje 30 min. przed zamknięciem muzeum). Wstęp do zamku bezpłatny, cena biletu do Baszty to 5 zł. Obok zamku znajduje się restauracja, która oprócz rustykalnego wystroju i smacznej kuchni słynie m.in. z pączków z wątróbką. Są naprawdę… ciekawe i dobre. Strona www obiektu: www.muzeum.ketrzyn.pl

Ryn

W cichym, sennym miasteczku stoi „Gwiazda” szlaku. Czyniąc z niego – bądźmy uczciwi – może nie tak do końca senne miejsce. Z jednej strony Jezioro Ryńskie, z drugiej – Jezioro Ołów, a po środku XIV – wieczny Zamek Ryn, który wybudowany został na podwalinach grodu Galindów. W takim  miejscu po prostu musiała powstać obronna krzyżacka warownia o ważnym znaczeniu strategicznym, militarnym a także gospodarczym (produkcja, gromadzenie i zaopatrzenie w wiele produktów jak miód, piwo, wino, ryby, czy mięso). Zamek stanowił aż do sekularyzacji, czyli roku 1525 siedzibę komtura. I teraz wyostrzmy wzrok, bo to ważne… Pierwszym z nich był Fryderyk von Wallenrod, brat wielkiego mistrza Konrada von Wallenrod. Zapewne postać tą pamiętacie z lekcji języka polskiego i przerabianej w szkole powieści poetyckiej napisanej przez Adama Mickiewicza?  To była postać prawdziwa! Choć wieszcz nieco zmienił jej biografię.
Mieliśmy ogromną przyjemność mieszkać tu przez dwa dni (dziś mieści się tutaj hotel) i przechadzać się po korytarzach tego świetnie odrestaurowanego obiektu. Dzięki temu możemy z całą stanowczością stwierdzić, że hotele mogą być potężnymi atrakcjami turystycznymi. Samymi w sobie. Mnogość ciekawostek, które możemy zobaczyć i odczuć jako goście hotelowi – w istocie robi wrażenie.

Obecny właściciel, który rzeczywiście starał się oddać piękno i splendor podupadłego obiektu, dużą wagę położył też na to, by nawiązać do jego historii. Stąd mamy niewielkie ekspozycje prezentujące broń, zbroje, czy znalezione monety, mamy ogromny, zadaszony dziedziniec, mamy pokoje, które swoimi nazwami nawiązują do nazwisk słynnych komturów – między innymi wspomnianego już Wallenroda. Zaaranżowano tu także kapliczkę, która ma przypominać historię księżnej Anny, której duch ponoć nigdy nie opuścił tego miejsca na dobre. Żona oraz dzieci księcia litewskiego Witolda mieli być gwarantem sojuszu między nim a krzyżakami. W decydującej bitwie, która, jak doskonale wiemy stoczyła się na polach Grunwaldu, miał przejść na krzyżacką stronę. Nie zrobił tego, więc zgodnie z krążącą legendą, Krzyżacy zamurowali Annę oraz jej dzieci w zamkowej piwnicy. Dziś w gotyckich podziemiach, które zachwycają swoją architekturą – ceglane sklepienia – znajduje się bardzo klimatyczny basen, zamknięty gotyckim piwnicznym sklepieniem. Inni wybierają basen w osobnym budynku, jeszcze inni przebieżki lub przejażdżki wokół Jeziora Ołów.

Istnieje możliwość zwiedzania zamku w soboty o godzinie 16:0 oraz niedziele o godzinie 11:00. Bilet kosztuje 15 zł. Konieczność telefonicznej rezerwacji. Więcej informacji na stronie internetowej Hotel Zamek Ryn. Osobom, które poszukują dobrych smaków i tradycyjnej, lokalnej mazurskiej kuchni polecamy udać się do Restauracji Gościniec Ryński Młyn nad Jeziorem Ryńskim. A tam do spróbowania m.in talerz stynek – małych ryb łowionych spod lodu mazurskich jezior.

Nakomiady

Droga pomiędzy Kętrzynem a Rynem biegnie przez bardzo ciekawy, mocno pofałdowany teren – świadka intensywnej działalności polodowcowej. Morenowe wzgórza oplata delikatna mgiełka, pod nosem czuć dym liści i obcinanych owocowych gałązek. W takiej scenerii z widokiem pośród kamienno-ceglanych budynków folwarku znajduje się bardzo ciekawy obiekt. Zespół pałacowo-parkowy w Nakomiadach jest świetnym przykładem na to jak można, dzięki pasji i ciężkiej pracy tchnąć, w wydawać by się mogło miejsca zapomniane i niechciane, zupełnie nowe życie. XVII – wieczny pałac należący pierwotnie do rodziny Hoverbecków został wybudowany w stylu baroku holenderskiego. Zmieniał swoim właścicieli – ostatnimi była rodzina Rodeckerów, oraz funkcje jakie miał pełnić (między innymi szkoła, czy mieszania dla pracowników PGR).

Sukcesywnie podupadał, stając się niemal ruiną. Obecni właściciele odbudowali go przywracając budowli pierwotny, elegancki kształt, który pięknie komponuje się z otaczającym parkiem i ogrodami w stylu francuskim. Mieści się tutaj luksusowy pensjonat a teren wyraźnie sprawia wrażenie „miejsca z duszą”. Na terenie kompleksu działa Manufaktura Porcelany gdzie ręcznie wykonywane są ceramiczne płytki będące małymi dziełami sztuki. To nawiązanie i kontynuacja działalności, która miała tu miejsce już w początkach XVIII wieku.

Twierdza Boyen i Wilczy Szaniec

Idealną propozycją, oprócz tych wymienionych powyżej i zwłaszcza poza sezonem, są naszym zdaniem zabytki i miejsca spod znaku militariów. Militaria, historia, fortyfikacje… To ważny i wydaje się rosnący zakamarek turystyki. I to wcale nie tylko dla jej wiernych fanów.

Po pierwsze Twierdza Boyen w Giżycku, która powstała w latach 1843-1855 pomiędzy jeziorem Niegocin i Kisajno, a nazwana została na cześć generała von Boyen sprawia dość… malownicze wrażenie. Zwłaszcza w październiku. Zwiedzać ją można wytyczonymi ścieżkami turystycznymi z przewodnikiem lub samodzielnie. Mieści się tu ciekawe muzeum oraz ekspozycje, które przybliżają historię samej twierdzy, jej ważnej roli w czasie I WŚ oraz tych ziem. Warte polecenia są też imprezy plenerowe, które organizowane są przez grupy rekonstrukcyjne związane z twierdzą (Bitwa o Twierdzę Boyen – w wysokim sezonie, bo w pierwszym tygodniu sierpnia oraz Mazurska Bitwa Zimowa – w lutym).

Drugą propozycją wpisującą się ten „alternatywny” temat mazurski (albo dla innych wiodący?) jest Kwatera Główna Hitlera, funkcjonująca w latach 1941-1944 (największa spośród wszystkich i taka, w której przebywał najdłużej) czyli Wilczy Szaniec w Gierłoży. Pośród pięknego gierłoskiego lasu, pomiędzy podmokłościami i i jeziorami, stoją pozostałości po budynkach mieszkalnych, administracyjnych, bunkrach i schronach przeciwlotniczych o niewyobrażalnie grubych murach. Dziś w dużej mierze ruiny, porośnięte mchem i brzozami betonowe bryły, oblepione świeżymi stalagmitami pieczary. To wszystko na swój sposób wygląda malowniczo, choć  pochodzi z czasów, kiedy nad światem zapanowała ciemność. To tutaj też przeprowadzony został jeden z nieudanych zamachów na życie fuhrera, sportretowany m.in. w filmie Valhalla. Po objęciu kuratelą tego miejsca przez Lasy Państwowe – Wilczy Szaniec wygląda bardzo schludnie i jest ciekawie „opowiedziany”. Nie zrobił się z niego „historyczny disneyland”.

Zrealizowanie tego artykułu na zlecenie Warmińsko-Mazurskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej jest działaniem projektu nr PR/1/008/2018 ‘Tourism beyond the boundaries – tourism routes of the cross-border regions of Russia and North-East Poland’ Turystyka bez granic – szlakami turystycznymi na obszarach transgranicznych Rosji i północno-wschodniej Polski, realizowanego z Programu Współpracy Transgranicznej Polska – Rosja 2014 –2020, dofinansowanego ze środków Unii Europejskiej. Niniejszy artykuł został opracowany przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Polska – Rosja 2014 –2020. Za treść niniejszego artykułu odpowiada Warmińsko-Mazurska Regionalna Organizacja Turystyczna i w żadnym wypadku nie należy przyjmować, że odzwierciedla on stanowisko Unii Europejskiej, Instytucji Zarządzającej lub Wspólnego Sekretariatu Technicznego PWT  Polska – Rosja 2014 –2020.

Więcej zdjęć z jesiennych Mazur:

Jezioro Brajnickie, okolice Warchał

Rozlewiska nad rzeką Dajną, koło Bezławek

Pałac w Drogoszach niedaleko Barcian. Jeden z najlepiej zachowanych z tych, które wymagają wsparcia i ratunku

Jesień muska jeziora, które jeszcze śnią o sezonie letnim

Widok na dziedziniec zamku w Nidzicy

Droga, która sama w sobie jest zachwytem

Szeleszczące zakamarki parku w Galinach

Późne wschody słońca i poranne przymrozki

Dom Mazurski w mini skansenie mazurskim w Owczarni

Morenowe wzgórza w okolicy Rynu

Zabytkowy wiatrak typu holenderskiego w Starej Różance

Kaplica w parku w Nakomiadach

Magiczny wieczór nad jeziorem Ryńskim. Pustki jak u Mickiewicza w Dziadach

Napisz pierwszy komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *