Jak zrealizować przygodę marzeń. Wielka podróż po Anglii śladami Tolkiena i Jane Austen
Znów wędrujemy… Ale już w świeżych wspomnieniach. Siedzimy przed ekranem ze zdjęciami kilka dni po nocnym przylocie z Bristolu do Katowic, nie mogąc uwierzyć że to się odbyło i naprawdę się udało. Udało nam się odbyć podróż w czasie i wyobraźni. A przygotowywaliśmy się do tego dobre 3 lata. Niby wycieczka do Anglii. A inna niż wszystkie.

W tym wyjeździe podobało nam się i zachwyciło właściwie wszystko. Po prostu wszystko! Każda godzina, chwila. Kto oglądał stories, ten wie o co nam chodzi. Zalaliście nas powodzią wiadomości. Po tym wyjeździe odkryliśmy siebie na nowo i wiemy, co chcemy dalej robić. Co nas najbardziej będzie cieszyć i pozwoli ładować baterie. Podróże to nie odległości, ale też nie czas ich trwania. Podróże to świat, gdzie możemy swoją wyobraźnie puścić wolno i zawsze będzie miała przestrzeń, by się wyszaleć.
To, że jesteśmy inni, a podobno czasami nawet inni, niż inni, to już nie jest chyba żadna tajemnica, dla tych, co obserwują nas dłużej. Oczywiście, że wyjęto nas z czasów, które zwietrzały i rozsypał je wiatr po różnych zakamarkach. Wielu nieświadomie, wielu świadomie zamiata je gdzieś w dziury przy chodnikach. Nie nadużywamy „kiedyś to było”, bo przeszłość nie jest idealna, na pewno nie była kolorowa, trzeba to mieć z tyłu głowy. Jednak odpowiada nam obraz jaki ulepiono z tych pozostałych okruszków. Sentymentalizm jest zdrowy.
Wiek XIX to m.in. formalne relacje damsko-męskie, zdrowe kształtowanie krajobrazu, powstają wtedy najpiękniejsze parki krajobrazowe, bez agresywnej ingerencji w przyrodę, ludzie ubierają się interesująco, o względy kobiet się zabiega a nie pomiędzy nimi biega. Kontakt wzrokowy między ludźmi jest subtelny i potrafi budować obietnice. Słowo dżentelmen fajnie brzmi a jednocześnie coś znaczy. Od kilku lat częściej podróżujemy inaczej, częściej bawimy się podróżą na nowo, ale po swojemu, doświadczając jej wszystkimi zmysłami, podążając jakimś śladem, jakąś historią.


Podróże tematyczne to coś, co ostatnimi czasy jest nam najbliższe sercu. Można śmiało powiedzieć, że to kolejny „poziom” podróżowania, który sprawia nam ogromną radość. A jak jeszcze widzimy, że i Wam się to podoba, to jesteśmy podwójnie usatysfakcjonowani. Gdy w zeszłym roku przemieszczaliśmy się po Prowansji śladami Vincenta Van Gogha, nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że już rok później przyjdzie nam spełnić kolejne marzenie, którą była południowa Anglia.
Choć oczywiście Oxford, który zachwycił nas od pierwszego wejrzenia, zawsze kojarzył nam się z akademicką atmosferą i Tolkienem, a angielska wieś i prowincja znana była z książek i ekranizacji powieści Jane Austen. Temat ten wydał nam się wręcz idealny, dla nas po prostu stworzony. I co ciekawe do zrealizowania w jeden tydzień. Przylot do Londynu, powrót z Bath.
Podróże tematyczne wymagają nieco więcej jeszcze przygotowania, są trochę bardziej wymagające ale niezwykle wdzięczne i pozostawiające swój ślad w pamięci jeszcze dłużej, niż te standardowe. Panie i Panowie! Zapraszamy Was więc w podróż śladem profesora J.R.R Tolkiena i uważanej za prekursorkę powieści realistycznej Jane Austen.
Oxford Experience



Do Oxfordu przyjechaliśmy autokarem należącym do firmy National Express z lotniska Luton pod Londynem. Podróż trwała około dwie godziny i co ciekawe kierowcą okazał się bardzo miły Polak. Cena biletu zarezerwowanego dwa tygodnie wcześniej to 19 funtów. Z większym wyprzedzeniem można jednak takie kupić za 14 albo i nawet 9 funtów. Zamieszkujemy niedaleko Wydziału Zdrowia Publicznego w pięknym, przestronnym i jasnym mieszkanku, wynajętym przez airbnb. Pod skrzypiącymi białymi schodami jest niemały schowek, w sam raz do przerobienia na pokoik dla jednego chłopca. Spacerem przez łąki do centrum Oksfordu mamy zaledwie 20 minut. Dzień jest wciąż zaskakująco długi, obłoki pomarańczowieją dopiero po 22:00.

Parterem tego wyjazdu jest eTutor. Platforma do samodzielnej nauki angielskiego i niemieckiego online, z której – dzięki aplikacji – można korzystać w dowolnym miejscu i czasie. I to „dowolnym miejscu i czasie” dla nas jest kluczowe.
Przykładowo, ponieważ nasz angielski wciąż utknął na poziomie B1/B2 (w przeciwieństwie do fascynacji Wielką Brytanią, która jest na poziomie FCE), to wymaga ciągle szlifowania, powtarzania, sprawdzania. Zwłaszcza, gdy trzeba coś napisać.
Ściągnięcie aplikacji powoduje, że w jednym miejscu, pod ręką mamy potężne narzędzie, by w czasie drogi autobusem, pociągiem czy samolotem albo po prostu w oczekiwaniu na coś, czy podczas zwiedzania, weryfikować swoją wiedzę, dowiedzieć się czegoś nowego na przykład czytając artykuły o językowych ciekawostkach, rozwiać dylematy – oczywiście językowe. W ostateczności, gdy już naprawdę zabraknie nam sów, poratować się gotowym dialogiem, czy rozmówką.
Obecnie trwa promocja letnia, w której roczny kurs można nabyć za 40% mniej.
Oskar Wilde pisał o Oxfordzie „It’s not just a city, it’s an experience„. Oj, jakże jego słowa są prawdziwe! Leciwe miasto może się pochwalić wieloma „naj” – najstarszy uniwersytet w Wielkiej Brytanii, najstarsze muzeum na Wyspach Brytyjskich, najstarszy w Wielkiej Brytanii ogród botaniczny, czy też najbardziej studencką atmosferą (no może zaraz obok Cambridge), największym bogactwem architektonicznych stylów, oraz największą liczbą miejsc związanych z Tolkienem.
Dla nas osobiście jest to jedno z miast z największą ilością terenów rekreacyjnych – parków, łąk, ogrodów, boisk, alejek spacerowych itp. i najpiękniejszymi zabudowaniami należącymi do tutejszych kolegiów. A byliśmy na świeżo dość po Poczdamie. Uniwersytet Oksfordzki jest też najstarszą uczelnią w Wielkiej Brytanii. Powstał w XII wieku. W Europie jeszcze starszymi są między innymi Uniwersytet w Bolonii i Paryżu. I na tym średniowiecznym paryskim wzorowana jest jego struktura. Uniwersytet w Oxfordzie związany jest oczywiście z wieloma znakomitymi osobistościami (politycy, naukowcy, literaci, koronowane głowy, aktorzy itp.). Wydał prawie 50 laureatów Nagrody Nobla.
Z racji naszej podróży tematycznej skoncentrowaliśmy się na postaci Tolkiena, który tu studiował – początkowo na Wydziale Literae Humaniores Exeter College, a następnie, gdy literatura klasyczna przestała go interesować, w Katedrze Języka i Literatury Angielskiej (English School). Co do studiów klasycznych, sam Tolkien wyraził się dość dobitnie:
„Ponad dziesięć lat minęło od wykładów o Cyceronie i Demostenesie, zanim moje zamiłowanie do klasyki odżyło” (cyt. z książki C. Durieza „Tolkien. Niezwykła biografia twórcy Śródziemia”).
Merton College i Kamienny Stół



Tu wykładał (Pembroke College w latach 1925-1945, Merton College w latach 1945 – 1959), a także mieszkał (z małymi przerwami) ze swoją rodziną. Obok wydziałów, w strukturach uniwersytetu znajdują się też koledże, które są niezależnymi jednostkami rywalizującymi ze sobą w wielu rankingach. Jest ich w sumie 38, a najstarszym jest University College. W Merton College Tolkien wykładał literaturę angielską w latach 1945-1959, po śmierci żony zamieszkał też na jego terenie. To właśnie w ogrodzie Merton College znajduje się kamienny stół i ławka, gdzie lubił przesiadywać profesor. Łatwo dostrzec tu konotacje z kamiennymi stołami przy których obradowały i naradzały się elfy z tolkienowskich powieści. A może i podzielił się inspiracją ze swoim przyjacielem, który w uniwersum narnijskim również umieścił tego typu obiekt.
„Jeśli niewinna ofiara dobrowolnie odda życie za zdrajcę, wtedy Kamienny Stół Rozłamie się, a Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki”. – Lew, Czarownica i Stara Szafa. CS Lewis.

Niestety na jego teren można wejść tylko dwa razy do roku, ewentualnie zerkać zza płotu Fellows Quad. No chyba, że jesteście studentami lub pracownikami Merton. Jednym z piękniejszych, które można zwiedzać, jest Christ Church, ale o nim nieco później. Choć poruszamy się po śladami autora „Władcy Pierścieni” to trudno nie spostrzec, że wzrok Lewisa wodzi za nami z zazdrością albo zadowoleniem. Jego duch też jest mocno obecny w Oksfordzie.
Domy rodzinne Tolkiena

Spacer po oksfordzkich uliczkach w jego północnej części jest wielką przyjemnością. Co krok mijamy wspaniałą willę z ukwieconym ogrodem albo potężnym drzewem przypominającym tolkienowskiego enta. Od czasu do czasu można tez dostrzec fasadę szczelnie pokrytą pnączem. Tylko drzwi wejściowe i okna odkryte są dla mieszkańców. Niczym hobbicie domki. Pięknie tu! Przy Northmoor Road wiele jest takich perełek. Pod numerem 20, miłośnik twórczości profesora J.R.R Tolkiena powinien nieco zwolnić kroku. Tutaj właśnie w latach 1930-1937 mieszkał pisarz wraz ze swoją rodziną. Przeprowadzili się tu z domu znajdującego się po sąsiedzku (pod numerem 22) – mniejszego, lecz naszym zdaniem bardziej urokliwego.
„Pracownia (w domu przy Northmoor Road 20) była najbardziej ekscytującym pomieszczeniem. Ściany od podłogi do sufitu pokryte były książkami i był tam też wspaniały czarny piecyk z ołowiu, źródło poważnych dramatów codziennie rano: wcześnie rano Ronald rozpalał w piecyku, potem bardzo często był czymś rozpraszany, a potem przywoływany do rzeczywistości krzykami sąsiadów lub listonosza, że komin się pali i że wydobywają się z niego kłęby czarnego dymu” (cytat ze wspomnień dzieci Tolkiena z książki C. Durieza ” Tolkien. Niezwykła biografia twórcy Śródziemia”
Jedynym śladem po słynnym mieszkańcu jest niewielka, niebieska tabliczka pamiątkowa zawieszona na fasadzie budynku. Tolkien wykładał wówczas na Pembroke College, a do pracy chodził pieszo, w jedną stronę jakieś 20 minut. Często też wracał też w środku dnia na obiad do domu. Pewnie podobnie jak my, uważał, że spacer w tym wspaniałym mieście jest doskonałym rozwiązaniem. Trochę bliżej naszego miejsca noclegowego, bo Sandfield Road, znajduje się kolejny dom związany z twórcą Władcy Pierścieni. W białym, eleganckim budynku mieszkał w latach 1953 – 1968, by następnie przenieść się na krótki czas na południowe wybrzeże Anglii. Do Oksfordu powrócił już po śmierci swojej żony Edith. Zamieszkał w domu należącym do Merton College.
Puby, kawiarnie


Jak na uniwersyteckie miasto przystało pubów jest tu pod dostatkiem ale jeden z nich jest naprawdę wyjątkowy. To The Eagle and Child na ulicy St Giles’. To tutaj spotykali się Inklingowie, a wśród nich same znakomitości jak Tolkien, czy Lewis – twórca „Opowieści z Narni” i przyjaciel tego pierwszego. Członkowie klubu literackiego przy piwie wymieniali się poglądami, rozmawiali, podobno czytywali próbki swoich najnowszych dzieł. Ich ulubionym miejscem był tak zwany Rabbit Room.
Do pubu można wejść, a nawet zrobić zdjęcia bez konieczności zamawiania czegokolwiek, choć przyznamy szczerze, że warto zatrzymać się tu chwilę dłużej, nawet jeśli słynny pokój będzie zajęty. Atmosfera miejsca jest niesamowita, doceniają to obecni studenci, którzy kontynuują tradycje tolkienowską i także chętnie się tu spotykają.

Naszym „pubowym” odkryciem okazał się schowany w wąskiej uliczce w niewielkiej odległości od Radcliffe Square i Biblioteki Bodleian, Turf Tavern (zaraz za Mostem Westchnień Hertford College należy skręcić w lewo w wąziutką uliczkę). Kręcone tu były sceny do Harry’ego Pottera (tutaj też spotykała się ekipa filmowa po zakończonych zdjęciach), więc miłośnicy książek pani Rowling oraz ich ekranizacji będą zachwyceni jak tu trafią, a także do serialu Inspector Morse na podstawie książek Colina Dextera. Jego historia jest naprawdę długa. W miejscu tym warzono i sprzedawano piwo już w XIV wieku.
PUB CZY TAVERN?
Pub – pub, bar, knajpa (miejsce gdzie sprzedawany jest alkohol)
Tavern – karczma, oberża, gospoda
Ogród botaniczny



Czarna, gigantyczna sosna, ten gigantyczny Ent towarzyszył Tolkienowi przez wiele lat. Szumiał, opowiadał, osłaniał go ramionami od wiatru i cienia. Najczęściej w czasie uczenia literatury angielskiej w Merton College. Chadzał tu z CS Lewisem, albo sam.
Nie ma tak, że wszystko rodzi się w głowach geniuszy, czasami do inspiracji potrzebne są prawdziwe miejsca. Jak wspomniane w późniejszym akapicie drzwi z kozłami i kołatką z motywem lwa, które codziennie mijał Lewis przy kościele St. Mary. Jak ten ogród właśnie. Magię ogrodu widział już 40 lat przed nimi Lewis Carroll, lokując świat „po drugiej stronie lustra”, który eksplorowała Alicja. Fantazyjne rośliny łapią promienie słońca, w tej części Anglii wyjątkowo częstego gościa. Grzeje, pachnie lawendą, bzyczy trzmielami. Kwiecie jest tu fenomenalne. To jedna z tych rzeczy, których po Anglii człowiek żyjący stereotypami się nie spodziewa. Cudowne ogrody, mnóstwo kolorów, kwiatów, lawendy, białe okiennice przytulone do ceglanych elewacji.
Jeśli uświadomimy sobie, że ogród ten powstał już w XVII wieku, to zapewne zrobi to na nas duże wrażenie. The University of Oxford Botanic Garden mieszczący się tuż przy głównej ulicy w mieście, czyli High Street jest najstarszym tego typu ogrodem w Wielkiej Brytanii.
Z twórcą „Opowieści z Narnii” łączyła Tolkiena wielka przyjaźń, wspólnota poglądów, a także pasja do literatury, języka, słowa i praca na tym samym wydziale. W książce Colina Durieza „Tolkien. Niezwykła biografia twórcy Śródziemna” natknęliśmy się na to piękne zdanie, wypowiedziane przez C.S Lewisa, choć pewnie i Tolkien mógłby się pod nim podpisać”
„Czytając literaturę piękną, staję się tysiącem ludzi i jednocześnie pozostaję sobą. Jak nocne niebo w greckim poemacie, widzę oczami miriad, ale to ciągle ja, który patrzę i widzę. Tutaj, tak jak w wierze, w miłości, w działaniach i w wiedzy, staję się lepszy, a jednak nigdy nie jestem więcej niż samym sobą.”
Przed śmiercią C.S Lewis napisał do przyjaciela: „Cała moja filozofia i historia opierają się na wypowiedzianym przez Ciebie zdaniu – Czyny, których dokonaliśmy, nie były na próżno” (cytat ze wspomnień dzieci Tolkiena z książki C. Durieza „Tolkien. Niezwykła biografia twórcy Śródziemia”).


Mimo zbierających się na niebie chmur, postanowiliśmy zaryzykować i dwie godziny przed zamknięciem weszliśmy przez bramę Danby – dzieło Nicholasa Stone’a, do ogrodu jak z Alicji w Krainie Czarów. Lewis Carroll inspirował się zresztą tym miejscem pisząc swoją powieść. Sam Tolkien także był tu częstym gościem. Niestety czarna sosna, która dała mu natchnienie do stworzenia Entów, już nie istnieje, upadła ze starości, jednak magiczna atmosfera wciąż unosi się tu w powietrzu. Kochamy przyrodę, drzewa i kwiaty, a tych jest tu pod dostatkiem. Niektóre tak dziwne, że mimo, iż w wielu ogrodach botanicznych i w wielu zakątkach na świcie już byliśmy, to takich jeszcze nie udało nam się do tej pory zobaczyć. Są tu też szklarnie, które w swych wnętrzach kryją mięsożerne rośliny, czy też ogromnych rozmiarów lilie wodne. Ogród powstał w miejscu dawnego cmentarza żydowskiego. Jedyną po nim pamiątką jest dziś kamienny mur, który oddaje swoje ciepło bardziej egzotycznym roślinom nadając jednocześnie miejscu jeszcze większego uroku. Podobnie jak rozpościerający się stąd widok na wieżę kaplicy Magdalene College. Można tu również skorzystać z wycieczki łódką/tratwą po okalającej park rzece Cherwell. Pod koniec naszej wizyty okazało się, że obawa przed deszczem była zupełnie niepotrzebna. Słoneczna pogoda znów nam dopisała. I tak miało zostać aż do końca naszej podróży.

A to już Muzeum Ashmolean, jedno z najstarszych publicznych muzeów Anglii i coś, co koniecznie musicie zobaczyć. Coś, do odwiedzającemu je wielokrotnie Tolkienowi nie dawało spokoju. wpatrywał się wpatrywał aż w końcu… Coś wymyślił. Pokazywane tu okazy pierścieni tak naprawdę pochodzą z Włoch z okresu renesansu. Czyżby więc i Włochy miały swój mały udział we Władcy Pierścieni?
Cmentarz Wolvercote


J.R.R Tolkien zmarł w 1973 roku, jego żona Edith dwa lata wcześniej. Pochowani zostali na cmentarzu Wolvercote na przedmieściach Oksfordu. Co ciekawe ich grób znajduje się tuż przy polskim sektorze tej nekropolii. Można więc powiedzieć, że po sąsiedzku leżą z nimi członkowie legionów, AK-owcy, wojenna emigracja i ich rodziny a nawet członek rządu na uchodźstwie. Niemal od samej bramy wiodą nas strzałki prowadzące do miejsca spoczynku Tolkiena i jego żony. Beren i Lúthien, jak w przesiąkniętym miłością opowiadaniu Tolkiena.
„Więc ty uciekałeś przed mym pościgiem-twa moc taka mała, że w nic nie ufasz- i chciałeś ocalić twą ukochaną przed miłością-ale ona grób raczej wybierze i męki niźli bezpiecznej niewoli udręki, bezradna, tobie nie mogąc dopomóc, choć to dla ciebie jej miłość stworzona!” (fragment opowiadania J.R.R Tolkiena o Beren i Lúthien z książki „Silmarillon”)
Na skromnym nagrobku kilka kwiatów i listy od fanów z różnych zakątków świata. Niektóre zamknięte w kopertach, by postronne oczy nie ujrzały ich treści, inne tylko ze słowami podziękowania za literacki geniusz Tolkiena, a nasz – z odręcznie narysowaną mapą Śródziemia. Nie jesteśmy tu sami. Co chwilę przychodzą kolejni miłośnicy twórczości profesora. Śpiewają coś po cichutku, czasem po elficku, recytują słowa z przyniesionych tu książek, piszą karteczki, płaczą. Gdy jedni odejdą, pojawiają się kolejni. Amerykanki, Hiszpanie, Chorwaci. Nikt nie pcha się tu na siłę, każdy chce uszanować powagę tego miejsca oraz intymny moment spotkania z człowiekiem, który ukształtował niejednego spośród wielu milionów na świecie. I to jest bardzo wspaniałe i wzruszające. Pokazuje też, jak ogromną siłę miała i ma twórczość profesora Tolkiena.

Beren i Lúthien to opowiadanie o miłości elfki, która wyrzekła się swojej nieśmiertelności dla śmiertelnego człowieka. Znalazła się w pisanym ponad 50 lat dziele Silmarillion, wydanym już po śmierci Tolkiena przez jego syna Christophera. Imiona bohaterów zostały wyryte na płycie nagrobnej małżonków. Pisarz poznał swoją przyszłą żonę w wieku 16 lat. Opiekunowie zakazali im dalszych spotkań, a nawet kontaktu listowego i zostali oni rozdzieleni aż do uzyskania przez Johna pełnoletności (21 lat). Podczas długiej rozłąki, wybranka Tolkiena zaręczyła się z innym mężczyzną, jednak po ponownym spotkaniu ze swoją pierwszą miłością, zerwała je, by związać się z Johnem.
CEMETERY CZY GRAVEYARD?
Cemetery – określa cmentarz, który niekoniecznie jest położony obok kościoła.
Graveyard – oznaczało pierwotnie cmentarz położony obok kościoła
Obecnie jednak słowa „graveyard”; oraz „cemetery” można traktować jako pełnoprawne synonimy.
Inne wpływy. Carroll, Lewis, Harry Potter



Zdawać by się mogło, że to tylko niepozorne drzwi, a jednak mają tak ciekawą historię. Znajdują się w pobliżu Radcliffe Camera i zainspirowały one C.S Lewisa do stworzenia książkowych drzwi z szafy, tych, które prowadziły do Narnii. Rzeczywiście dostrzec na nich można podobiznę lwa, a także fauny do złudzenia przypominające Tumnusa. Widzicie je na zdjęciu powyżej?
Oxford, to także miasto, które wywarło ogromny wpływ na kolejnym znanym pisarzu – Lewisie Carrollu, który, czego być może nie każdy wie, był także matematykiem oraz profesorem tutejszego uniwersytetu (nie będziemy wywodzić się nad innymi jego upodobaniami. Ale na razie nie guglajcie, by nie zepsuć klimatu).
Najsłynniejsza książka Charlesa Lutwidga Dodgsona (bo tak w rzeczywistości się nazywał) „Alicja w Krainie Czarów”, inspirowana była wspomnianym już ogrodem botanicznym. Podobno połowę motywów zaczerpnął tutaj bezpośrednio. Przyglądając się niektórym fantazyjnym roślinom doszliśmy do wniosku że to możliwe. Możemy więc powiedzieć zupełnie poważnie, że byliśmy przez jakiś czas w baśniowej krainie czarów, ale nie tylko tam, bo udało nam się przenieść w jeszcze jedno, równie magiczne miejsce tj. do Hogwartu.
College Christ Church, to jedno z piękniejszych miejsc w Oxfordzie. Oprócz przepięknej gotyckiej klatki schodowej, którą także rozpoznacie z kadrów filmu o słynnym czarodzieju, rozległego Tom’s Quad na który nie wolno jednak wejść stopą, znajduje się tu jadalna do złudzenia przypominająca Wielką Salę w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Co ciekawe, codziennie wykorzystywana. Kaplica należąca do tego koledżu jest jednocześnie oxfordzką katedrą, tak piękną, że nawet chińskie wycieczki zdawały się tu być jakoś trochę ciszej niż zwykle.




Lewis Carroll, C.S Lewis, Jane Austen, J.R.R Tolkien? Trochę w tekście tym pojawiło się nazwisk słynnych Brytyjczyków. Na platformie eTutor (oprócz tematycznych lekcji) możecie dowiedzieć się jak poprawnie wymawiać imiona i nazwiska słynnych brytyjskich postaci. To bardzo przydatne, zwłaszcza gdy planujecie tam podróż.
SQUARE CZY QUAD?
Square – plac (u zbiegu ulic). market square = rynek (główny plac w centrum miasta)
Quad – dziedziniec (w kształcie kwadratu) Skrót od quadrangle
W dużej mierze również w Oxfordzie (i dzięki inspirującemu charakterowi tego miasta) na jego uliczkach, placykach i dziedzińcach, rozgrywa się akcja powieści „Mroczne materie” Philippa Pulmanna. To również trylogia fantastyczna, choć dużo mniej znana o arcydzieła Tolkiena. Musimy kiedyś się również zabrać za nią. Film „Złoty Kompass” z gwiazdorską obsadą to była właśnie jej ekranizacja.
Z Jane za oknem. Droga do Hampshire

Czwarty dzień bez kropli deszczu. Anglia. Nasza przygoda w mieście Tolkiena, Lewisa i Carrolla, z wyjątkiem krótkiej pół dniowej wycieczki do Woodstock i Pałacu Blenhaim, dobiegła końca. A była to przygoda naprawdę zachwycająca. Wszystko, co słyszeliśmy dobrego o Oksfordzie okazało się prawdą.
Przed nami jednak wciąż była kolejna. Tym razem starsza o kolejne 120 lat, związana z inną znaną brytyjską pisarką, Jane Austen, mistrzynią obserwacji i przenoszenia na papier ludzkich zachowań, charakterów oraz uczuć i skomplikowanych nieraz relacji damsko-męskich. „Duma i uprzedzenie”, „Rozważna i romantyczna”, „Opactwo Northanger”, „Mansfield Park”, „Emma”, „Perswazje”. Któż nie zna tych powieści? Albo przynajmniej ich ekranizacji? Było ich przecież tak wiele. Tym razem jednak, historię Jane i miejsc z nią związanych opowiemy od końca.
Podróż z Oxfordu odbyła się tym razem samochodem z Karoliną, Michałem i ich malutkim synkiem Jasiem. Naszymi czytelnikami i jak się okazało, wspaniałymi, ciepłymi i niezwykle gościnnymi ludźmi, którzy także kochają podróże i pochodzą, jak my, z Małopolski. Dzięki zaoferowanej pomocy i gościnności, zatrzymaliśmy się w ich domu na dwa dni i przez weekend wspólnie eksplorowaliśmy okolice. Zanim jednak dojechaliśmy do ich urokliwego miasteczka w hrabstwie Hampshire, po drodze, zachwyceni pogodą i powabem angielskiej prowincji, zrobiliśmy sobie kilka interesujących przystanków, a nawet widzieliśmy z okien samochodu wpisane na listę UNESCO Stonehenge. Przejechaliśmy też w pobliżu Highclere Castle, znanego z naszego ulubionego serialu kostiumowego Downton Abbey. Zamek można zwiedzać, choć należy wcześniej zarezerwować bilet i sprawdzić godziny otwarcia. Nam tym razem się nie udało, co nie przeszkodziło pospacerować po przepastnych założeniach parkowych wokół. Udało nam się natomiast podejść w pobliże innej posiadłości, znanej z ekranizacji powieści Jane Austen „Duma i uprzedzenie” czyli Basildon Park. Tak, to przecież dokładnie ten widok. To dobry początek naszej przygody z Jane.

Wreszcie, z krótkim postojem w Enham Alamein, wioski weteranów wojennych, gdzie w jednym ze starszych dworków zatrzymała się kiedyś Jane, dojeżdżamy do Salisbury, kolejnego uroczego miasteczka na południu Anglii. Znajdująca się tu średniowieczna katedra, która posiada najwyższą wieżę w całej Wielkiej Brytanii, a w kapitularzu przechowywana jest XIII – wieczna kopia Magna Carty, czyli dokumentu znanego jako Wielka Karta Swobód wydanego i zatwierdzonego (choć niechętnie) przez króla Jana bez Ziemi. Zachwycające są tu także krużganki, w których centrum wznoszą się okazałe drzewa. – Koniecznie chcieliśmy Wam pokazać to miasto – z satysfakcją twierdzili Karolina i Michał. Absolutnie fantastycznie, że to zrobili.
PALACE, MANSION CZY MANOR?