Blog Odkrywamy sielankową Polskę. Siedlisko Blanki i skarby zielonej Warmii

Odkrywamy sielankową Polskę. Siedlisko Blanki i skarby zielonej Warmii

Kiedyś sporządziliśmy mapę Polski pod kątem powiatów i gmin, które odwiedziliśmy raz, dwa lub więcej. Zdecydowana przewaga białych plam u nas to woj. lubuskie i warmińsko-mazurskie. Warmię odwiedziliśmy w dzieciństwie. A dokładnie Frombork. Ale to tyle. Tym razem mieliśmy okazję zobaczyć ją od tej podobno typowej dla niej strony. Zielonej, idyllicznej, niespiesznej. Uczestnicząc przy okazji w ciekawym projekcie. 

ciekawe miejsca na Warmii

Warmia historycznie sięgała Bałtyku – Zalewu Wiślanego we Fromborku i rozszerzała się klinem w stronę doliny Pasłęki i Łyny, a potem Olsztyna. Na mapach historycznych, Warmia zawsze narysowana była jako czerwony trójkąt, część Prus Królewskich, otoczony przez szare lub niebieskie Prusy Książęce. Warmia kończy się na zabytkowej miejscowości Reszel – uważanej za jedno z najpiękniejszych miast północnej Polski. Dalej są już Mazury. Ponieważ mieliśmy do dyspozycji łącznie 3 dni, postanowiliśmy naszą pierwszą styczność z ta krainą ograniczyć do krótkiej objazdówki na linii zachód-wschód. Od Dobrego Miasta aż po wspomniany Reszel. To dobry pomysł, gdyż pomiędzy tymi miejscowościami napotkamy wszystko, co dla Warmii najbardziej charakterystyczne: zielone przepastne pastwiska, na których pasą się ogromna stada biało-czarnych krów (jak w reklamie), zabytkowe aleje eleganckich lip, dziesiątki przydrożnych kapliczek, setki małych polodowcowych oczek wodnych i jezior, pochowanych pomiędzy całkiem sporymi wzgórzami – wszystko dzieło lodowców. Pomiędzy warmińskimi miasteczkami i wsiami, gdzie dominują charakterystyczne gotyckie, ceglane kościoły, rozłożyło się sporo gospodarstw rolniczych ale i nowoczesnych agroturystyk, ekologicznych siedlisk, w których lubują się zmęczeni życiem i codzienną pogonią mieszkańcy miast. Jednym z takich miejsc był plan zdjęciowy wspomnianego projektu kulinarnego.

Ciekawe miejsca na Warmii. Nasze zestawienie:

Siedlisko Blanki

W samym środku opisywanego regionu, pomiędzy Lidzbarkiem, Dobrym Miastem a Jezioranami we wsi Blanki, nieopodal jeziora o tej samej nazwie, znajduje się oaza spokoju, ciszy, pięknej przyrody, ale też sztuki i dobrej kuchni. To Siedlisko Blanki. Otoczenie tego miejsca przywodzi na myśl krajobrazy rodem z Toskanii albo francuskiej prowincji. Zabudowania położone są na niewielkim wzgórzu, prowadzi do nich polna droga pośród wysokich traw a wjazdu strzeże wiecznie otwarta brama z dwoma quasi antycznymi donicami. Naprawdę, Warmia zwana jest Toskanią Północy i coś w tym jest jeśli chodzi o ukształtowanie terenu i położenie tutejszych średniowiecznych wiosek. Ale Atmosfera Blanek jeszcze to spotęgowała.
W taki też sposób urządzone zostały cztery apartamenty z aneksami i odrębnymi wejściami do każdego. Widać tu na każdym kroku zamiłowanie właścicieli do sztuki, z której nie chcieli zrezygnować, przenosząc swoje życie na łono warmińskiej przyrody. Nie sposób też nie dostrzec fascynacji sportem, zdrowym stylem życia, poszanowaniem otaczającej natury i ogromnej życzliwości do drugiego człowieka. A ta objawia się najpełniej przy suto zastawionym stole w zadaszonej jadalni z otwartą kuchnią i przyjemnym kominkiem. Tu można zrealizować z powodzeniem odpoczynek w rytmie slow. Tutaj właśnie powstawał kolejny odcinek projektu

Krajobrazy Warmii

Przemierzając ten region, niemal co krok napotkać można kapliczki, charakterystyczne warmińskie kapliczki. Przy drogach, ścieżkach, na polach, niepozornych placykach w miasteczkach i wioskach. Są nieodłącznym elementem krajobrazu Warmii. Jednocześnie przypominają o odrębności tego regionu oraz jego kultury i tradycji. Warmia niemal od zawsze była katolicka, co różni ją od otaczających ją Mazur. Książęta Warmińscy byli jednocześnie Warmińskimi Biskupami. Kapliczki pełniły wiele funkcji – miejscowi gromadzili się przy nich na modlitwę, miały one chronić wioski przed złymi siłami, zdarzało się, że stawiano je w ważnych dla Warmiaków miejscach. Po dziś dzień stanowią też doskonały punkt orientacyjny dla mieszkańców okolicznych wsi. Widzieliśmy różne – bielone, wykonane z czerwonej cegły albo też z tych dwóch budulców jednocześnie, zwykle maryjne, choć nie tylko. Najpiękniej prezentowały się położone wśród zielonych pól, albo przy drogach z perspektywą na pofałdowaną rzeźbę terenu Warmii, albo na jeziora których jest tu także sporo.

Lidzbark Warmiński. Perła północy

To był zupełny zbieg okoliczności. Dźwięk dochodzącej z oddali muzyki i gwar ludzi tłumnie zmierzających w kierunku podzamcza, doprowadził nas na jarmark z przysmakami z różnych stron Polski, głównie serami wszelkiej maści – żółtymi, białymi, kozimi, owczymi. Mimo, iż naszym głównym celem był XIV – wieczny zamek biskupów warmińskich, to zatrzymaliśmy się tu na chwilę. Ale dosłownie na kilkanaście minut, ponieważ czekały już na nas grube czerwone mury Wawelu Północy, jak zwykło się określać tutejszy zamek. Nie zawiedliśmy się ani trochę. Wręcz przeciwnie, zachwyciliśmy się tym miejscem. Potężna zbudowana na planie czworoboku warownia kryje mnóstwo ciekawostek. Wspaniała jest oczywiście ekspozycja znajdującego się tu Muzeum Warmińskiego ale to, co nas urzekło, to przede wszystkim piękne, wysokie sale ze sklepieniem gwieździstym i ściennymi malowidłami (między innymi Mały Refektarz, Sala Obrad, Apartamenty biskupów), zamkowa kaplica i gotycki krużganek.

 

Na zamku przebywał między innymi Mikołaj Kopernik, czy Ignacy Krasicki, któremu poświęcona jest osobna wystawa. Ten ostatni dość często pojawiał się przez ostatnie tygodnie w kontekście naszych podróży. Oprócz tego, że był doskonałym poetą, to także biskupem warmińskim, a następnie arcybiskupem gnieźnieńskim. Podobno przebywał też w letniej rezydencji – Pałacu Sanssouci, króla Prus Fryderyka II Wielkiego w Poczdamie, który też mieliśmy okazję zwiedzić. Na wzgórzu, u stóp fontanny i niemal naprzeciwko potężnego i leciwego (XIV/XV wiek) kościoła św. Piotra i Pawła znajduje się ładnie odrestaurowany jednopiętrowy budynek, zwany Oranżerią. Otaczająca go zieleń, była niegdyś częścią ogrodów biskupich, a Krasicki miał swój wielki wkład w ich ulepszanie i unowocześnianie. Okazuje się, że był także zdolnym projektantem ogrodów i parków. Na jego cześć i ku wiecznej pamięci ustawiono tu popiersie biskupa i ojca poetów polskich Krasickiego. Dziś w Oranżerii mieści się biblioteka i organizowane są przeróżne wydarzenia kulturalne.

Bilety wstępu do Muzeum Warmińskiego kosztują 14 zł (10 zł ulgowy).  W poniedziałki muzeum jest nieczynne. W okresie od 1 października do 30 kwietnia można zwiedzać muzeum w godzinach od 9:00 do 16:00. Natomiast w okresie od 1 maja do 30 września: we wtorki i soboty od 10:00 do 18:00, w środy od 10:00 d0 17:00, a w czwartki, piątki i niedziele od 9:00 do 17:00. Ostatnie wejście na 30 minut przed zamknięciem.

Dobre Miasto. Słusznie dobre

Rezerwując nocleg w Dobrym Mieście, byliśmy zaszokowani relatywne niską ceną za nocleg ze śniadaniem w jednym z głównych hoteli w samym centrum miasta. Pomyśleliśmy sobie, to miasto jest naprawdę dobre. Na miejscu, Pani w recepcji oznajmiła nam z uśmiechem (nieco szelmowskim uśmiechem), że trwa tu huczna impreza – „Proszę się nie martwić, powinna się skończyć o 3 w nocy”. Tak też się stało. Przynajmniej przypomnieliśmy sobie wszystkie możliwe szlagiery, będzie jak znalazł, na dwóch weselach, które czekają nas w tym roku. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zwłaszcza, że pod oknem naszego hotelowego pokoju przepływała rzeka Łyna, a śniadanie było zacne. Trzeba zawsze szukać dobrych elementów, niezbyt sprzyjającej układanki. Dobre Miasto okazało się dobre przede wszystkim ze względu na zabytki, jakie tu na nas czekały. Miasto stanowiło siedzibę kapituły kolegiackiej, ma to swoje odzwierciedlenie w potężnym (drugim pod względem wielkości na Warmii) Kościele Najświętszego Zbawiciela i Wszystkich Świętych z robiącą niemałe wrażenie czworoboczną wieżą. Ta ogromna ceglana świątynia nosi tytuł bazyliki mniejszej (paradoks, prawda?). Do kościoła przylegają zabudowania z uroczym dziedzińcem. Nieopodal natomiast znaleźć można przystań kajakową. Miasto mocno cierpiało podczas II Wojny Światowej, mimo to, zachował się fragment obwarowań z odrestaurowaną wieżą, zwaną Basztą Bocianią. Wieńczy ją bocianie gniazdo. A tych pięknych ptaków wiosną jest na Warmii naprawdę sporo.

Kolegiata jest drugim pod względem wielkości kościołem Warmii. Największym jest Bazylika Archikatedralna WNMP i św. Andrzeja we Fromborku.

Jeziorany

 

Tu nie chodzi o te Jeziorany ze słynnego słuchowiska a warmińskie, prawdziwe. Jak sama nazwa wskazuje, miasto, leży w sąsiedztwie kilku jezior – Wójtówko, Pierścień, Ławki, Luterskie. Jest kolejnym starym, zabytkowym ośrodkiem, który prawa miejskie zyskał w XIV wieku. To także kolejne miasto regionu, w którego obrębie znajdował się zamek biskupów warmińskich. Niestety tutaj niewiele po nim zostało. Zachował się jednak, znajdujący się tuż przy rynku ciekawy kościół św. Bartłomieja.
Wyjątkowo tu gwarno jak na sobotni poranek. W okresie letnim, w każdą sobotę w godzinach około 9-10 do 12-13 przy rynku ma tutaj miejsce mini Eko Targ. To dobra okazja, by kupić lokalne i ekologiczne produkty na przykład miód, czy sery z pierwszej ręki – od miejscowych wytwórców. Zainteresowani kulinarnymi tradycjami i dobrym, zdrowym jedzeniem powinni tu zajrzeć. Życie płynie tu rzeczywiście znacznie wolniej a ludzie przesiadują na ławkach na ryneczku, by wymienić się plotkami z minionego tygodnia.

Zamek w Jezioranach był niegdyś tak potężny jak ten w Reszlu. Dziś pozostałości po nim znajdują się przy Placu Zamkowym. Od strony parku prezentuje się znacznie lepiej.

Czar warmińskich wiosek

Przejeżdżając obok kolejnych przydrożnych kapliczek, mijając pokryte młodym zbożem i przejrzałym już rzepakiem pola, trafiamy do wioski Wozławki, położonej nad malowniczo meandrująca rzeką Pisą. Naszą uwagę przykuł malowniczy kościół położony w cieniu drzew i otoczony starym cmentarzem. To gotycki kościół pod wezwaniem św. Antoniego Opata, który wyróżnia się spośród innych okolicznych świątyń dobudowaną do niego w XVIII wieku bieloną kaplicę w kształcie rotundy. Czasem warto zatrzymać się gdzieś ot tak, bez wcześniejszego planu. Tutaj zresztą najchętniej zatrzymywalibyśmy się co krok, podziwiając widoki i kolejne kapliczki. A jeśli o kapliczkach mowa, to zaraz przy wspomnianym kościele wznosi się jedna – tym razem nie maryjna, a  poświęcona Jezusowi. Po drugiej strony ulicy – kolejna.

Warmińskie wioski, co wcześniej było już wytłumaczone, często zakładane były jako okolnice (kształ wrzeciona) ze stawem lub kościołem w centralnym punkcie. Bardzo często na niewysokim wzgórzu, dzięki czemu lekko dominowały nad okolicą. I to z pewnością daje kolejne skojarzenie z miasteczkami Toskanii, zwłaszcza w dolinie val D’Orcia. innymi oprócz Wozławek wioskami, ciekawymi pod tym względem są np. gminne Kiwity

Warmińskie zabytkowe aleje drzew

Alejami starych platanów zachwycaliśmy się w Prowansji. W Toskanii charakterystycznym elementem krajobrazu są ciągnące się niczym wstęgi aleje cyprysów. Prezentują się niezwykle malowniczo z oddali, nadając łagodnym wzniesieniom charakteru. Na Warmii to głównie lipy, klony, topole i dęby tworzą korytarze na drogach którymi przemierzamy kolejne odcinki pomiędzy miasteczkami i wioskami. Gdy promienie słońca przedostaną się przez zieloną czapę liści, świetlne refleksy ukazują się naszym oczom, nadając zwykłej drodze magicznego charakteru. A przecież sadzone były one wzdłuż dróg z czysto praktycznych powodów. Miały na przykład chronić podróżnych przed deszczem i mocno prażącym słońcem, czy ułatwiać orientację w terenie, zwłaszcza nocą.

Bisztynek

Bisztynek już zawsze kojarzyć mi się będzie z dawnymi sąsiadami i koleżanką ze szkoły podstawowej. Co wakacje wybierali się oni w długą podróż na Warmię. Ich celem był rodzinny Bisztynek. Niepozorne, spokojne miasteczko bardzo mocno ucierpiało podczas II Wojny Światowej. Wielka szkoda, bo mogło być naprawdę piękne. Sprawne oko to dostrzeże.
My przyjechaliśmy do Bisztynka właściwie z jednego powodu, no może z dwóch. Chcieliśmy zobaczyć Bramę Lidzbarską, jedyną jaka ocalała z miejskich fortyfikacji, choć ta „współczesna” jest nad wyraz czerwona. Ale przede wszystkim znaleźliśmy się tu po to, by móc uwiecznić na zdjęciu Diabelski Kamień. Marcin nie mógł oprzeć się pokusie, by nagrać przy nim fragment do Motyla i Globusa, o lodowcach i lądolodach rzecz jasna. To jeden z większych głazów narzutowych na Warmii i Mazurach. Tego typu eratyków jest w Polsce dość sporo, zwłaszcza w północnej części naszego kraju. Dla zainteresowanych –  w Bisztynku znajduje się także sanktuarium Krwi Chrystusa w kościele św. Macieja Apostoła i Przenajdroższej Krwi Pana Jezusa.

Z eratykami od wieków związane były legendy i podania. Miejscowi wierzyli, że znalazły się one na swoim miejscu, nie za sprawą działania lądolodu ze Skandynawii, a diabłów, które je dam zostawiły. Stąd nazwa Diabelski Kamień (Czarci Kamień, Diabelny Kamień). Diabelski Kamień w Bisztynku także posiada swoją legendę. Można ją przeczytać (choć napisy są już trochę zamazane) na tabliczce przy głazie.

Reszel. W końcu zobaczony!

Położony nad rzeką Sajną, niewielki Reszel uważany jest za jedno z piękniejszych miast, nie tylko Warmii, ale całej północy Polski. Najlepiej przekonać się o tym, spoglądając na miasteczko z wieży kościoła św. Piotra i Pawła. Sympatyczny kościelny jednocześnie zagorzały kibic piłki możnej i siatkówki być może wpuści Was tam za darmo. Tak jak nas. Warunkiem było jedynie wspólne zdjęcie, no i oczywiście choć trochę entuzjazmu przejawianego w związku z odbywającym się tego wieczora meczem. Trochę się trzeba namęczyć (przy okazji zobaczyć też dzwony kościelne i zabytkowy mechanizm zegarowy bijący niczym serce kościoła) ale widoki rekompensują wszystko – z jednej strony wspaniały widok na pomarańczowe dachy zabudowań, z drugiej na kolejny już zamek biskupów warmińskich, a spoglądając w drugą stronę jak okiem sięgnąć połacie zieleni, lekko pofalowane warmińskie pola.

Pochodzący z XIV wieku zamek, podobnie jak ten w Lidzbarku Warmińskim, wybudowany został na planie czworoboku i podobnie jak tamten, jest budowlą ceglaną. Ten w Reszlu posiada potężną okrągłą wieżę strażniczą, a także strzelistą, smukłą wieżę odbiegającą stylistycznie od reszty warowni. Dziś mieści się tu hotel, restauracja, galeria sztuki oraz ekspozycja muzealna. Na uwagę zasługuje ostatnia już wieża, strzegąca głównego wejścia do zamku.
Reszel słynie też z gotyckich mostów, jednym z nich (Mostem Wysokim) można dojść do zabytkowego centrum miasta z okolic Szkoły Podstawowej nr 3 oraz darmowego parkingu (jeśli jesteście zmotoryzowani, to bardzo dobry pomysł). Przechodząc przez solidny XIV wieczny most (jeśli ktoś ma lęk wysokości niech lepiej nie spogląda w dół, jest naprawdę wysoko), trafimy też na Cerkiew Przemienienia Pańskiego. Pamiętajmy, że po 1945 roku sporo przymusowo przesiedlonych Łemków i Ukraińców z południowo-wschodniej Polski ulokowano właśnie w tych okolicach.
Uroczy rynek i zabudowa Starego Miasta, pozostałości murów obronnych, stary spichlerz i otaczająca Reszel zieleń parkowa tylko jeszcze bardziej zachęcają do spędzenia tu chwili czasu.

Ciekawostką jest, że Reszel, podobnie jak kilka okolicznych miasteczek, jest częścią powstałego we Włoszech ruchu „cittaslow”. Ważna jest tu więc dbałość o środowisko naturalne, tradycje, lokalne produkty, zabytki i jakość życia mieszkańców. oraz komfort przybywających tu turystów.

Św. Lipka

Nasz road trip kończymy właściwie na granicy Warmii i Mazur – w Świętej Lipce. Tuż przed nią mijamy dwa stare kamienie graniczne, które w pruskich czasach wyznaczały granicę dwóch regionów historycznych. Św. Lipka to więc taki „pomost” pomiędzy nimi. Znajdujący się tu klasztor i kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP  z Sanktuarium Matki Bożej uznany jest za jeden z najznakomitszych przykładów sztuki barokowej w Polsce. Kult maryjny żywy był tu już w XV wieku, początkowo pielgrzymowano do figurki umieszczonej na lipie, następnie wybudowano niewielką kaplicę, by w XVII wieku w miejscu świętego drzewa wznieść potężny kościół. Wewnątrz uwagę przykuwają piękne organy i bogate wnętrze.

Będąc w Św. Lipce, warto jest też zwrócić uwagę na tradycyjną zabudowę tej niewielkiej miejscowości. Na przykład serwująca tradycyjne dania kuchni warmińskiej –  Karczma Berta, została założona w ponad dwustuletniej drewnianej chacie. Prezentuje się doskonale zarówno w środku, jak i z zewnątrz. W takich domach toczyło się niegdyś życie tutejszych mieszkańców.

Wszelkie informacje na temat zwiedzania kościoła, czy też muzeum, a także godziny prezentacji organów znaleźć można na stronie internetowej Sanktuarium Maryjnego w Św. Lipce.

Akcja „Almette. Odkrywaj Polskę… z przyjemnością!”

Nam i pewnie nie tylko nam Warmia kojarzy się z też dobrymi, ekologicznymi wyrobami. Pozostajemy więc w temacie dobrego jedzenia, bo takiego nie brakowało podczas naszego pobytu w Siedlisku Blanki w ramach projektu „Almette. Odkrywaj Polskę… z przyjemnością!”. To interesujący cykl, w którym David Gaboriaud w różnych miejscach Polski, kręci odcinki swojego programu kulinarnego, w którym eksperymentuje z wieloma daniami, składnikami i serkiem Almette.

Zarówno kreatywne dania przygotowane przez Davida, jak i serwowane przez przesympatyczną siedliskową panią kucharkę, trafiły bezsprzecznie w nasze kubki smakowe. Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy choć przez chwilę oderwać się od codzienności i doświadczać nieskazitelnie piękną warmińską przyrodę w jej naturalnych warunkach. I to tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Wieczorny rechot żab, klekotanie bociana wysiadującego jaja z młodymi, szum trawy na polu, maki, które w tym roku zakwitły jakoś tak dużo wcześniej, odbijająca promienie słońce tafla jeziora Blanki, stada krów wypędzane na pastwisko w niedalekim gospodarstwie, śpiew kosa. Tyle dzięków, a jednocześnie spokój. Jakiś czas temu, już nie pamiętam gdzie usłyszałam takie zdanie: „sztuka kulinarna jest jedynym rodzajem sztuki, którą odczuwać można wszystkimi zmysłami”. Trudno się z tym nie zgodzić.  A ja mogę jeszcze tylko dodać, że takie okoliczności przyrody, jakie zaserwowały nam Blanki, tylko temu sprzyjały.

Co gotowaliśmy z Davidem?

Ten kto mnie zna, ten wie, że choć nie jestem znakomitą kucharką, to bardzo lubię gotować. Moi najbliżsi i znajomi potwierdzić też mogą, że jestem zagorzałą fanką wszelakich programów kulinarnych. A zaczęło się od (może jeszcze pamiętacie) „Gotowanie na ekranie”. Zabawa w „gotowanie na ekranie” stała się potem jedną z ulubionych zarówno moich, jak i mojej starszej siostry. Potem wyparły tę formę spędzania czasu – zabawa w sklep, w szkołę, czy w dom, albo pociąg (w szafie). To programy kulinarne stają się nieraz bodźcem do podróży. Takimi były bez wątpienia doskonałe serie kulinarno-podróżnicze słynnego Ricky’ego Steina, czy nieco kontrowersyjne programy nieżyjącego już Antonego Bourdain’a, albo (zwłaszcza włoskie) odcinki Jamiego Olivera. Byłam więc bardzo ciekawa jakie potrawy wymyśli i zaserwuje David Gaboriaud, którego też znałam ze szklanego ekranu (głównie z cyklu „David w Europie”). A, że mieliśmy jeszcze sezon na szparagi, to wraz z Davidem ugotowaliśmy naprawdę wiosenne, lekkie i pyszne danie – Gnocchi z serkiem Almette ze szpinakiem i podsmażanymi szparagami.

Przepis na Grillowane zielone szparagi, gnocchi, sos na bazie serka Almette ze szpinakiem:

Czas przygotowania: 45 min
Liczba osób: 2

Składniki:
10 szt. zielonych szparagów
1 kg ziemniaków (np. odmiana Red Lady)
2 żółtka
płaska łyżka soli + jedna łyżeczka soli do gotowania gnocchi
100 – 200 g mąki 00
1 serek Almette ze szpinakiem
50 ml białego wytrawnego wina
świeże zioła do posypania: np. szałwia, tymianek
łyżka oliwy
pieprz

Przygotowanie:
Sezon na szparagi trwa krótko (od maja do połowy czerwca), więc wykorzystaj ten czas, aby jak najczęściej gościły w twojej kuchni. Obrane i krótko grillowane z dodatkiem oliwy i soli to proste, a zarazem bardzo smaczne danie, a do nich gnocchi z jak najmniejszą ilością mąki tak, aby zachowały delikatną i puszystą strukturę. Wypróbuj, zasmakują Ci 🙂
Gnocchi: ugotuj ziemniaki w mundurkach. Po wyjęciu z wody zdejmij z nich skórkę i przeciśnij je przez praskę. Poczekaj aż dobrze wystygną. Dodaj 2 żółtka, sól i wymieszaj.
Dodawaj stopniowo mąkę, szybko i delikatnie łącz składniki. Staraj się użyć jak najmniej mąki. Wiem, że nie jest to proste, bo ciasto będzie się trochę kleiło. Kluczem do sukcesu jest szybkie połączenie mąki z ziemniakami, a jak najmniejsze formowanie i zagniatanie.
Uformuj wałek i podziel na kawałki. Z każdego kawałka uformuj cienki, podłużny wałek i pokrój go na gnocchi (małe kopytka). Do gotującej się i osolonej wody wrzucaj po kilkanaście gnocchi naraz (nie za dużo, nie mogą się kleić ze sobą w wodzie). Poczekaj aż wypłyną i od razu wyciągnij je z wody. Muszą się krótko gotować bo inaczej się rozpadną. Dół szparagów odetnij (ok. 1/3 długości) i obierz je. Podsmaż przez 3 minuty w obu stron na oliwie, dopraw solą i pieprzem. Na patelnię wlej wino i gotuj aż alkohol wyparuje. Dodaj serek Almette ze szpinakiem, wymieszaj z winem aż powstanie jednolity aksamitny sos. Wrzuć gorące gnocchi do sosu, wymieszaj je delikatne z sosem i od razu podawaj ze szparagami. Posyp ziołami.

Materiał powstał przy współpracy z marką Almette. Organizatorem projektu Odkrywaj Polskę… z przyjemnością

Najbardziej znanymi blogerami, związanymi z Warmią i Mazurami są z pewnością Dorota i Jarek z Szalonewalizki.pl. Jak nie macie dość to zobaczcie koniecznie ich, jeszcze obszerniejszy artykuł o tym co warto odkryć zobaczyć na Warmii

Konkurs!

Do wygrania profesjonalny kosz piknikowy oraz trzy butelki podróżne. Szczegóły w naszym specjalnym poście na FB

Ilość komentarzy: 2 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *