Blog Nasz powrót do Trójmiasta po 10 latach. Co warto tu zobaczyć, odkryć i poczuć?

Nasz powrót do Trójmiasta po 10 latach. Co warto tu zobaczyć, odkryć i poczuć?

Najprawdopodobniej nie ma drugiej takiej aglomeracji w Polsce, którą tak dobrze znamy, oprócz naszej czyli Śląsko-Zagłębiowskiej oraz Krakowskiej, z którą jesteśmy związani rodzinnie. W Gdańsku i Gdyni mamy sporo znajomych, bliższych lub dalszych. Z tego powodu zapewne, gdyby nie pomysł na ten przewodnik i skonfrontowanie jak się zmieniło i co zyskało nowego Trójmiasto przez te 10 lat, to cały wypad spędzilibyśmy tylko na spotkaniach i tak zwanych „kawach”.

W jednym z odcinków pokazaliśmy Wam mniej znane oraz nowe atrakcje Wrocławia, w innym Warszawy a teraz zapraszamy na 3. Część. O tym co warto zobaczyć w Trójmieście. Przyjazd odbył się m.in. na zaproszenie sieci Imperial-Apartments, zarządzającej apartamentami w Sopocie i Gdańsku, więc za punkt wypadowy i „bazę” do zwiedzania Trójmiasta obraliśmy Sopot, dosłownie 5 minut od plaży. Mapa wszystkich apartamentów na wynajem w Sopocie. Tym miastem też jesteśmy oczarowani. Ale o tym dalej.

Zacznijmy od małego prologu a potem kilku informacji przyziemnych, praktycznych. Trójmiasto to tak po prawdzie konurbacja, bardzo podobna do naszej, w której granice pomiędzy Gdańskiem, Sopotem a Gdynią są bardzo zatarte a ponadto do tego ponad milionowego organizmu można zaliczyć jeszcze np. Redę, Rumię, Wejherowo czy Pruszcz Gdański. To bardzo ciekawy obszar. Zurbanizowany, miejski, ale jednocześnie jakiś taki lekko ulokowany, swobodnie z gracją pomiędzy Bałtykiem a morenowymi wzgórzami i lasami Parku Krajobrazowego. Dzięki czemu mieszkańcy zawsze mają możliwość uciec gdzieś blisko na łono natury. To zawsze nas urzekało w Trójmieście. Jest tu wszystko, czego potrzeba do życia. Z wyjątkiem bliskości gór.

Specyfika tego obszaru to jednak spora rozciągłość. Trójmiasto jest wąskie a jego kręgosłupem jest jedna główna arteria, dość często kursująca linia kolejowa SKM oraz częściowo PKM. Stąd pomysł, by zamieszkać w Sopocie. Pomiędzy stacją SKM a plażą. Tu i tu po 5 minut drogi. Dla turysty opłaca się nabyć bilet łączony – Metropolitalny, który upoważnia do poruszania się zarówno za pomocą kolejki SKM jak i autobusami i tramwajami. Uwaga, do nabycia jedynie na głównych dworcach. Od tego sezonu Metropolia ma też swój system elektrycznego roweru miejskiego, nazywa się Mevo i można go (pod warunkiem, że jest naładowany i wolny) wypożyczyć w każdym miejscu od Chyloni po Sobieszewo. Do Trójmiasta dojedziecie wygodnie PKP Pendolino z Krakowa lub Katowic w 5,5 godziny przez Warszawę lub dłużej „Hutnikiem” np. z Bytomia, Częstochowy czy Łodzi. Na trasie krajowej Kraków – Gdańsk lata niskokosztowy przewoźnik lotniczy Ryanair.

Co zobaczyć w Gdańsku:

Europejskie Centrum Solidarności

Mieliśmy spore obawy co do tego obiektu, zwłaszcza oceniając go po fotografiach i wizualizacjach. Ale tak już ma nowoczesna architektura. Tutaj trudno szczerze ocenić na odległość, bo ważny jest kontekst. Ukośny, okrętowy, stoczniowy kontekst muzeum nam się podobał. Budynek przywiódł na myśl kadłub wielkiego statku, który wewnątrz jednak zaskoczył sporą ilością zieleni, roślinami idealnie wkomponowanymi w całość konstrukcji. Po sąsiedzku oglądamy historyczną bramę Stoczni oraz Salę BHP. Po obiekcie z doskonałą narracją w formie audioprzewodników (za którymi nie przepadamy, ale tu były świetne) ciągną wycieczki uczniów, turystów z Azji, Skandynawii, USA. Wszyscy zachwyceni. My również. Fantastyczny obiekt, który musi nas łączyć i jednoczyć w tych trudnych czasach, gdy modne są podziały. Jednocześnie zgadzamy się ze słowami przewodniczki oprowadzającej grupę amerykańskich turystów, a które przez przypadek podsłuchaliśmy, a były one mniej więcej takie – „Zwiedzając kolejne obowiązkowe punkty na turystycznej mapie Polski, odwiedzicie Państwo miejsca smutne, jak na przykład Auschwitz – Birkenau. Europejskie Centrum Solidarności jest natomiast miejscem niezwykle optymistycznym, miejscem, które przedstawia happy end, a o takich wydarzeniach w historii również trzeba pamiętać”. Na zwiedzanie należy przeznaczyć ponad 2h, koniecznie z finałem na tarasie widokowym na dachu.

Bilet na wystawę stałą kosztuje 20 zł (ulgowy 15 zł). W cenie biletu dostępny jest audioprzewodnik. Godziny zwiedzania wystawy stałej są różne – okres od maja do września: poniedziałek – piątek godziny 10–19, sobota – niedziela godziny 10–20. Natomiast w okresie październik – kwiecień: poniedziałek, środa – piątek godziny 10–17
sobota – niedziela godziny 10–18, a we wtorek wystawa jest nieczynna. Więcej informacji na temat ECS, a także możliwość kupna biletów on-line, na stronie internetowej obiektu.

Muzeum Drugiej Wojny Światowej

Podobno ten obiekt, pod względem architektonicznym, też budził różne odczucia, ale ostatecznie spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Pomimo bliskości historycznego serca miasta, nie dominuje nad panoramą, nie przeszkadza, nie rzuca się za bardzo w oczy, gdyż większość ekspozycji znajduje się pod ziemią. Jedynie wejście mogłoby być lepiej oznaczone (wielu turystów po prostu traciło swój czas na poszukiwanie wejścia głównego). Placówka fantastycznie obrazuje historyczny przekrój wszystkiego co przed, w trakcie i po Drugiej Wojnie Światowej w przystępnej i multimedialnej formie. Także tu widzieliśmy sporo młodzieży, które z wielkim zainteresowaniem słuchały swojego przewodnika, niemal równolatka, co też ma swoje znaczenie. To świetna lekcja historii. Zapewne dużo bardziej skuteczna niż taka tradycyjna, odbywająca się w szkolnym budynku. Myślimy jednak, że z uwagi na to, że to dość gorzki temat to kolejność zwiedzania nowych gdańskim muzeów powinna być odwrotna. Najpierw MIIWŚ a potem ECS z pozytywnym wydźwiękiem. Tu także spokojnie możemy spędzić kilka godzin.

Muzeum II Wojny Światowej odwiedzić można w każdy dzień tygodnia, za wyjątkiem poniedziałków. W okresie od września do czerwca: wtorek – niedziela w godzinach od 10:00 do 18:00, natomiast w miesiącach lipiec – sierpień w godzinach od 10.00 – 20.00. Bilet normalny na wystawę stałą kosztuje 23 zł, a bilet ulgowy 16 zł. Za audioprzewodnik musimy zapłacić dodatkowo 5 zł. Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.

Gdański Teatr Szekspirowski

Kolejny budynek, który budził i chyba wciąż wzbudza sporo kontrowersji. Masywna Bryła teatru, wyróżnia się spośród innych budowli nie tylko swoją dość oryginalną, a jednocześnie surową architekturą, ale również kolorem cegły, z której została wykonana. Nie jest to czerwona cegła, z jaką może kojarzyć się Gdańsk, jest dużo ciemniejsza. To z powodu węgla, który zastosowano przy jej wypalaniu. Nam się to, z wiadomym względów, podoba. Podobnie jak przypadło nam do gustu zwiedzanie tego, z jednej strony bardzo nowoczesnego, a z drugiej nawiązującego do historii obiektu. Bo, czy nie jest fascynujące, że dokładnie w tym właśnie miejscu, gdzie aktualnie stoi współczesny teatr, w XVII wieku wznosiła się Szkoła Fechtunku, w której mieścił się jedyny w tej części Europy teatr elżbietański? No i czy nie jest wspaniale, że, aktorzy, oprócz tradycyjnych spektakli, wystawiają tu sztuki inspirowane tymi angielskimi? Na dodatek mogą to robić pod gołym niebem, dzięki otwieranemu zadaszeniu. Zupełnie jak kilka wieków temu.

Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem. Bilet normalny kosztuje 18 zł, a ulgowy 10 zł. Terminy wraz z godzinami zwiedzania dostępne są na stronie obiektu. Tutaj też można kupić bilet on -line oraz zapoznać się z aktualnym repertuarem i wydarzeniami kulturalnymi.

Diabelski młyn „Amber Sky”

Bardzo chcieliśmy skorzystać z tej atrakcji w określonym celu i określonym czasie. No i się udało. Rzutem na taśmę. Wymyśliliśmy sobie, że widok na Gdańsk z wagonika diabelskiego młyna najpiękniejszy będzie o zachodzie słońca. Nie zawiedliśmy się ani trochę. Wręcz przeciwnie, bo słońce o tej porze roku (początek kwietnia) chowało się z miejscu, o którym mogliśmy tylko pomarzyć. Tuż przy wieży kościoła św. Katarzyny. Zdjęcia wyszły całkiem fajne, miasto spowiła pomarańczowa poświata, obsługa pozwoliła kręcić się konstrukcji kolejny i kolejny raz, nie wypraszała nas po trzecim. 50 metrowe koło stało wcześniej, w innym miejscu, obecnie wystarczy przejść na drugą stronę kanału, na wyspę Ołowiankę, by móc obserwować miasto z lotu ptaka. Zarówno tą część zabudowaną, z uroczymi kamienicami mieszczańskimi, hanzeatyckimi i słynnym Żurawiem, ale też tą, która jeszcze czeka na zagospodarowanie. Gdańsk ma jeszcze mnóstwo wolnego miejsca i w związku z tym wiele potencjału, jak żadne inne miasto w Polsce, choć już obecnie zachwyca turystów z całego świata. Gdańszczanie, nie zepsujcie tego. Wieżowcami, centrami handlowymi.

Rundka na Amber Sky trwa około 15 minut. W tym czasie koło wykona trzy pełne obroty. Bilet jest dość drogi – normalny kosztuje 28 zł, a ulgowy 18 zł. Można też wynająć kabinę VIP z przeszkloną podłogą na 30 minut, to jednak kosztuje 250 zł. To chyba dobre na jakieś oświadczyny albo 25. rocznicę ślubu 🙂

Nowości na Głównym mieście. Słony Spichlerz, kładka

Ostatnim razem byliśmy w Trójmieście, tak na dłużej, niż weekend, jakieś dziesięć lat temu. I wyobraźcie sobie, że wówczas na Wyspie Spichrzów nie było prawie nic. Ba, miejsce wręcz odstraszało. Dziś, ta atrakcyjna i niezwykle malowniczo położona część Gdańska znów zaczyna tętni życiem. Jak w czasie, gdy Gdańsk był oknem na świat Rzeczpospolitej, bogatym hanzeatyckim portem, gdzie życie było jak na owe czasy „jak w Madrycie”. W miejsce dawnych spichrzów powstały i wciąż powstają nowe zabudowania, nawiązujące bardziej (lub mniej) do dawnych kształtów i fasad budynków. Związane głównie z gastronomią oraz nowoczesnymi miejscami noclegowymi. Jednym z takich obiektów jest Słony Spichlerz.

Poprzeczkę postawili sobie wysoko, reklamując się jako „Kulinarne serce Trójmiasta”. Wąski – w nawiązaniu do historycznej zabudowy, acz wysoki, kilkupiętrowy budynek, skupia w swoich wnętrzach kilka różnorodnych, małych lokali gastronomicznych. Tu można dobrze zjeść i wypić. Zarówno w środku, jak i na zewnętrznym tarasie. To takie połączenie restauracji oraz targowiska, jakie mieliśmy okazję widywać w różnych miastach na świecie (choć ten w zupełnie innym wydaniu, bardzo… kameralnym).  Jeszcze jedną ciekawostką jest, że w Gdańsku w okolicach słynnego Żurawia i karuzeli w stylu paryskim, powstaje nowa kładka łącząca główną część miasta z ową Wyspą Spichrzów. Coś nam się wydaje, że miejsce to będzie jednym z ulubionych, zarówno dla mieszkańców, jak i przybywających turystów, chcących spędzić miły wieczór w fajnej atmosferze i z pięknym widokiem. Mosty i kładki dają nowy oddech miastom. Przykładem Hamburg czy Kopenhaga.

Więcej o lokalach gastronomicznych oraz serwowanych w nich kuchniach dowiedzieć się możecie na stronie Słonego Spichlerza.

Góra Gradowa i Hevelianum

Zacznijmy od tego, że Hevelianum zostało wybrane najlepszym polskim produktem turystycznym 2018 roku w konkursie organizowanym przez Polską Organizację Turystyczną. Takie wyróżnienie zobowiązuje. Ale nagroda została przyznana nie bez powodu. Widać to przede wszystkim po twarzach dzieci, które mogą tutaj, podobnie, jak na przykład w warszawskim Centrum Nauki Kopernik, bawić się, wykonywać przeróżne zadania oraz doświadczenia, a przez to zdobywać nową wiedzę i umiejętności. Możliwe jest to dzięki interaktywnym, multimedialnym i nowoczesnym wystawom. Jak na prawdziwe centrum nauki przystało najmłodsi mają tu okazję zmierzyć się z wieloma dziedzinami otaczającego je świata. Choć naszym zdaniem po tych 10 latach obiekt w niektórych miejscach wymaga lekkiego liftingu. Ale czar miejsca robi wrażenie. Wszystko odbywa się w zmodernizowanych ale zabytkowych XIX – wiecznych budynkach fortu mieszczących się na Górze Gradowej. Stąd rozpościera się także wspaniały widok na miasto. Podobno najlepszy tuż pod wysokim krzyżem. Podczas pięknej pogody, a my na taką trafiliśmy, obszar ten jest celem pieszych oraz rowerowych wycieczek Gdańszczan. Trochę gorzej z dojściem tu, bo tunel pod torami z dworca nie jest czynny. Wymagany spacer +15 minut.

Bilet do Hevelianum to koszt 20 zł, ulgowy jest o 5 zł tańszy. Można je kupić on-line na stronie obiektu, na której też znajdziecie wszystkie interesujące Was informacje. Na przykład dotyczące aktualnych wydarzeń oraz wystaw. Koniecznie zabierzcie dzieci i wygospodarujcie jakieś trzy godziny wolnego czasu. W poniedziałki Hevelianum jest zamknięte. Od wtorku do piątku przyjść tu można w godzinach od 8 – 16, a w weekendy od 10 – 18 (za wyjątkiem świąt).

Park w Oliwie i punkt widokowy Pachołek

Niby to wciąż Gdańsk a wytłumaczono nam, że niekoniecznie Gdańsk. Serce tej dzielnicy to niezwykle urokliwe i klimatyczne miejsce, które kryje mnóstwo atrakcji, jak np.: Zabytkowe wille i brukowane uliczki, pamiętające czasy Wolnego Miasta Gdańska, Ogród Botaniczny, Ogród Japoński, czy Ogród Francuski, Palmiarnię, Aleję Lipową, Groty Szeptów, staw, a nawet wodospad i to całkiem sporych rozmiarów. Oprócz przyrodniczych ciekawostek, kryją się tu również innego typu, warte odwiedzenia miejsca i zabytki. Obszar ten należał niegdyś do klasztoru Cystersów. Dawne zabudowania klasztorne pełnią dziś inne funkcje, na przykład muzealne. Wielkim skarbem jest najdłuższa świątynia w Polsce – gotycka Oliwska Katedra z najsłynniejszymi chyba organami.
Niecały kilometr dalej, polecamy Wam wspiąć się na Wieżę Widokową wznoszącą się na Wzgórzu Pachołek porośniętym oliwskimi lasami. Rozpościera się stąd ładny widok na miasto i Zatokę Gdańską.

Park Oliwski czynny jest od maja do września w godzinach 5 – 23. Od października do kwietnia w godzinach 5 – 20.

Zrewitalizowany Wrzeszcz

Pisaliśmy o tym, że Gdańsk to ogromny potencjał zwłaszcza terenów postoczniowych. Ale to również dzielnice, które zmieniają swoje oblicze. Odrębność Oliwy jest wciąż znana i podkreślana, ale dzielnica Wrzeszcz, zwłaszcza jego część „dolny” była traktowana kiedyś jako dzielnica zaniedbana, gorsza. Po sprawnej rewitalizacji stała się dzielnicą modną, alternatywną i może za jakiś czas będzie aspirować do „gdańskiego Trastevere” czy „Ziżkowa”. Symbolem tych zmian na pewno jest ulica Wajdeloty, która zachwyciła nas metamorfozą. Wygląda niczym niejedna klimatyczna uliczka w łacińskiej dzielnicy Paryża. Podobnie jak Park Kuźniczki i okoliczne pierzeje. Całość odbioru psują może dwie duże galerie handlowe położone właściwie po dwóch stronach stacji kolejowej. To się w Polsce zdarza rzadko.
Wrzeszcz to jednak też jego część górna, bogata w brukowane uliczki, piękne kamienice, wille, zdobione drewnianymi gankami i oranżeriami, w tle wypełniona zielonym murem lasów Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego czy np. Jaśkowej Doliny. Byliśmy wręcz zachwyceni tutejszymi werandami, balkonami, loggiami i ogrodami zimowymi. Wszystkie pieczołowicie tkane z drewnianych okiennic, szyb, drobnych daszków. Chwyta za serce. Za wskazówkami Przemka, który nas u siebie ugościł na kawie, zakupiliśmy też pączki w najsłynniejszej gdańskiej pączkarni na roku ul. Dmowskiego i al. Grunwaldzkiej. Pyszne!

Co zobaczyć w Sopocie?

Wiadomo, że sopockie molo. Ale poczekajcie, powoli…

Wille i kamienice

Co nam się najbardziej podobało w Sopocie? Oczywiście zaraz obok słynnego Molo i skąpanej w promieniach zachodzącego słońca, prawie pustej, o tej porze roku plaży? Sopockie wille i kamienice. Przepiękne, eleganckie niemal przy każdej uliczce. Drewniane z oszklonymi gankami, białe, pastelowe, nieco inne, niż te przywołane z Wrzeszcza. Sopot to zdecydowanie secesja i to w różnych odmianach. Morskiej, niemieckiej, wiedeńskiej, czasami jakby paryskiej czy barcelońskiej – zależy od Waszej bujnej wyobraźni. Nasz najbardziej urzekła uliczka Czyżewskiego, boczna od głównej Monte Cassino. Prawie wszystkie budynki tutaj miał pewne smaczki, przepiękne okna, zaskakujące wieżyczki i hełmy na poszyciu dachowym, w końcu dworek Sierakowskich, gdzie często wieczorami odbywają się koncerty muzyki klasycznej. Podobne skarby chowają za płotami ulice: Chmielewskiego, Haffnera, Lipowa. Wszystkie dość blisko dworca i blisko siedziby Imperial Apartments, gdzie odbiera się klucze do wybranego mieszkania. Polecamy nawet jak macie zaledwie godzinkę-dwie na Sopot, po drodze.Generalnie nasz odbiór Sopotu był taki: „Boże, jak tu mało blokowisk, bloków, pastelozy, szyldozy”. Jest schludnie ale nie snobistycznie. Romantycznie a nie kiczowato. I niezwykle zielono.

Skansen Archeologiczny Grodzisko

W temacie zieleni i zieloności. Nie jest to oczywiście nowa atrakcja Sopotu, jednak główny budynek, w którym znajdują się między innymi kasy oraz ekspozycje muzealne, jak najbardziej jest jednym z nowszych realizacji w mieście. W pawilonie wystawienniczo-edukacyjnym mają miejsce przeróżne wydarzenia, konferencje, warsztaty o tematyce historycznej, kulturalnej, etnograficznej. Tuż przy nim wznoszą się porośnięte lasem i poprzecinane szumiącymi potokami wzgórza. To tam właśnie powstała średniowieczna osada, w której dzisiaj odtworzono kilka zabudowań, chat oraz bramę. Wejść można do zbrojowni, czy zobaczyć dawną izbę mieszkalną, no i stajnię z uroczymi kozami. Organizowane są tu także imprezy plenerowe, festyny archeologiczne, czy warsztaty na powietrzu. Grodzisko w Sopocie założone zostało już w VIII wieku, więc przed Gnieznem, niestety nie udało nam się zweryfikować przez jakie plemię. I czy w ogóle słowiańskie? Miejsce przywołuje trochę klimat jak z serialu „Tajemnice Sagali”. Pamiętacie?

Grodzisko w Sopocie otwarte jest od wtorku do niedzieli od godziny 9 do 17. W poniedziałek obiekt jest nieczynny. Bilet wstępu kosztuje 8 zł (ulgowy 6 zł). W soboty można wejść na teren skansenu za darmo.

Opera Leśna i Wzgórze Strzelców

Sopot stoi zielenią. Widać to zwłaszcza o wspomnianych ogrodach, parkach, świeżej i kolorowej wiosennej zieleni wylewającej się z tychże. Ale to jeszcze nic, skoro od zachodu miasto okala zwarty pas lasów, dolin i wzgórz, pośród których schowane są takie perełki jak drewniana restauracja Harnaś, staw zwany „Morskim Okiem” (Jezioro Nowowiejskiego), wzgórze, z punktem widokowych, na które trzeba trochę się wdrapać oraz odrestaurowana Opera Leśna z doskonałą akustyką, którą można samodzielnie wypróbować ze sceny. Obiekt jest dostępny do zwiedzania w środku dnia i choć na tabliczce był cennik biletów to wstęp okazał się darmowy. Może powodem był czas poza sezonem? (kwiecień). Wzgórze,o którym mowa nazywa się Wzgórzem Strzelców i polecił je nam Marcin Mossakowski, podobno wielu o nim nie wie. A ktoś z „lokalnych” zrecenzował w google: Super miejsce na Randki, widok z tego miejsca zawsze działa na dziewczyny, szczególnie przyjezdne. No tak zapewne od kiedy wycięto część konarów i widać całą panoramę Sopotu to działa podwójnie.

Jeśli macie ochotę na zwiedzanie Opery Leśnej z przewodnikiem, to zajrzyjcie na stronę obiektu, gdzie znajdują się aktualne terminy. Bilet normalny kosztuje 7 zł, a ulgowy 4 zł.

Sopockie molo i promenada

Wczesną wiosną, jak się dowiedzieliśmy koniecznie trzeba jak najwięcej spacerować wzdłuż plaży i wdychać jod, zwłaszcza, gdy dość mocno wieje. Bardzo wzięliśmy sobie te słowa do serca, zwłaszcza, że pogoda bardzo sprzyjała spacerom. No i tak codziennie udawało nam się przemierzać około 20 km. Pierwszy spacer, zaraz po przyjedzie do Sopotu, powiódł nas na Molo, trochę plażą, trochę ścieżką rekreacyjną i z finiszem na najdłuższej drewnianej konstrukcji tego typu nad Bałtykiem. A tam już tylko zachód słońca, przepływające kaczki i łabędzie przechadzające się po piasku. Potem przejście Monciakiem, czyli reprezentacyjną sopocką promenadą wyłączoną z ruchu kołowego, rzut okiem na Krzywy Domek i powrót do naszego apartamentu.

Plac Rybaka + Jelitkowo

Choć ta druga dzielnica to już Gdańsk, to bez problemu dojdziecie tu przyjemnym spacerem alejką nadmorską z okolic Baru Przystań, o którym potem. Umieszczamy ją tu, bo odkryliśmy tam z pomocą Grześka Dzięgielewskiego uroczy zakątek, zwany Domkami Rybackimi. To jakby enklawa sprzed 100 lat. Niskie, urokliwe, częściowo szeregowe domki, służące kiedyś tutejszym rybakom trzymają klimat epoki i są niezwykle malownicze. Szok wywołał u nas też ujście Potoku Oliwskiego. Krystalicznie czysta woda sunęła po piasku i nagle rozlewała się w szerokie jeziorko zanim trafiła do Bałtyku. Naprawdę czujemy, że latem tutaj byśmy się chętnie rozłożyli. Tylko czy tam występują też parawany?
Analogiczne miejsce, polecone nam przez taksówkarza, jego zdaniem „najpiękniejsze w Trójmieście”to mały, placyk daleko od głównych dróg i ulic, zwany Placem Rybaka, już w Sopocie. Wygląda podobnie, ale tutejsze domy są jeszcze ładniejsze, wyremontowane ze smakiem, kolorowe a centralny plac z iglastymi drzewami sprawia rolę kolejnej enklawy. Polecamy trafić tutaj o każdej porze dnia.

Gdynia. Co tutaj warto odkryć?

Gdynia Orłowo

Zacznijmy od hitu na skalę ogólnopolską. To z pewnością jeden z najbardziej fotogenicznych zakątków nie tylko w Trójmieście i ale i na całym polskim wybrzeżu. Za każdym razem musimy tu pojawić się choć na chwile. Przespacerować krótkim ale pięknym białym molo, zajrzeć do Domku Żeromskiego, być może skusić na rybkę smażoną albo wędzoną w Tawernie Orłowskiej, zrobić zdjęcie z kutrami, ale najważniejsze – podejść pod orłowskie klify. Piszemy podejść, bo niestety przez osuwające się klify oficjalnie nie można przejść plażą pod nimi aż do Gdyni. Niemniej krótki spacer w tych rejonach czy (mocno rekomendowany przez nas) spacer szlakiem nad klifami, po rezerwacie Kępa Orłowska z cudownymi widokami i szumem morza w tle – zawsze będzie nam przypominał piękne chwile spędzone na Rugii w Parku Narodowym Jasmund. Tu jest równie pięknie. Dojazd autobusem do przystanku Orłowo – Orłowska lub spacerem z Sopotu lub jeszcze inaczej – latem leśnymi ścieżkami z przystanku przy szpitalu w Redłowie (autobus 252).

Szlak Gdyńskiej Moderny

Jak „polskie La La Land” to tylko w Gdyni? Wielu przyjeżdża do Gdyni tylko po to, by udać się na spacer śladem perełek modernistycznej architektury, których w mieście nie brakuje. Zwykle są to amatorzy architektury właśnie, a także fotografowie, bo modernizm, jest bardzo wdzięcznym materiałem do ciekawych zdjęć. My już kilkakrotnie staraliśmy się w swoich artykułach pokazywać piękno tego stylu. Pisząc na przykład o Tel Awiwie, Berlinie, Hawanie, czy naszych Katowicach. A Gdynia ma tych obiektów naprawdę sporo i to bardzo wyjątkowych, jak chociażby Zespół Mieszkaniowy Banku Gospodarstwa Krajowego, czy Dom Żeglarza, Bank Gospodarstwa Krajowego, Kamienica Orłowskich. Powstały one w dość krótkim czasie, w latach 30 XX wieku, kiedy miasto się budowało, jako polski port i okno na świat. Miasta otwarte często „otwierały się” też na ten nowoczesny jak na owe czasy styl. Dziś już zabytkowy.
W mieście istnieje Gdyński Szlak Modernizmu, który kilkoma trasami wiedzie po najważniejszych modernistycznych obiektach wiodących zarówno zabytkowym Śródmieściu, jak i innych dzielnicach. Organizowane są także przeróżne wydarzenia, które mają na celu przybliżanie architektury Gdyni, nie tylko studentom architektury, urbanistyki, czy fotografom, ale każdemu, kto chce dowiedzieć się czegoś nowego o mieście w którym mieszka, lub do którego przyjeżdża.

Koniecznie zajrzyjcie na stronę Gdyńskiego Szlaku Modernizmu. Można tu znaleźć między trasy oraz poszczególne obiekty wchodzące w ich skład, a także informacje na temat wydarzeń, takich jak spacery fotograficzne.

Gdyńskie Hale Targowe

Lubimy takie miejsca. Będąc w różnych miastach Europy, zawsze staramy się takie obiekty odwiedzać. Oglądać i smakować lokalne produkty, świeże warzywa, owoce, sery. Przy głównej gdyńskiej hali, wznosi się mniejsza, gdzie sprzedawane są jedynie dary morza. Specyficzny zapach Was tam bez wątpienia przywiedzie. To jednak nie tylko zwykłe targowe hale, w których sprzedaje się ubrania, czy produkty spożywcze. Miejskie Hale Targowe w Gdyni są późno modernistyczną perełką, wystarczy spojrzeć na nie nieco bardziej przychylnym okiem. To jeden z nielicznych przykładów dekonstruktywizmu, do którego trzeba dojrzeć. Nam np. w Katowicach zniszczono podobną halę i dziś większość żałuje. Główna, oszklona łukowa hala wpuszcza do swojego wnętrza tak dużo światła, że będąc w jej wnętrzu ma się wrażenie, jakbyśmy byli na targu pod chmurką. Na najniższym poziomie hali mają dziś swoje biura różne kreatywne firmy, organizowane są też kreatywne warsztaty, a także mieści się małe muzeum czasów PRL, choć oficjalnie to Muzeum Kreatywne, skupione na produktach przemycanych, importowanych, wysyłanych ze świata i w świat. Świetnie opowiada Pani Bożenka o tych przedmiotach. Posłuchacie jej w soboty.

Muzeum Emigracji

Kolejne niezwykle ciekawe muzeum, które udało nam się zwiedzić podczas naszego pobytu w Trójmieście. I nowe, nie było go 10 lat temu. Choć to, w przeciwieństwie do wcześniej opisanych, nie mieści się w nowoczesnym budynku, a wręcz przeciwnie w zabytkowym modernistycznym Dworcu Morskim, do którego dojdziemy pieszo mijając budynek Urzędu Morskiego z wieżą niczym maszt lub dojedziemy autobusem. Co wydaje się być naturalną lokalizacją, zważywszy na tematykę jaką porusza wystawa. W bardzo podobnym muzeum mieliśmy okazję być podczas wycieczki do Neapolu czy Genui, która również była dla wielu oknem na świat, podobnie jak swego czasu Gdynia. To właśnie z tego portu wypływali nasi rodacy w różne rejony świata. W różnych czasach i z wielu różnych powodów. I wystawa w Muzeum Emigracji poświęcona jest właśnie im, Dodajmy, że jest ona bardzo nowoczesna, w większości multimedialna i niezwykle wciągająca. Czas zwiedzania wystawy stałej może zająć około 2 godzin. Obowiązkowo należy zakończyć je chwilą refleksji na tarasie z widokiem na port. Mój tata był zarówno kolejarzem jak i w czasach służby wojskowej marynarzem. Takie miejsca łączą się w historii mojej rodziny, zadzwoniliśmy o pokazałam tacie tory Magistrali Węglowej prowadzące do portu. – Oczywiście, że rozpoznaję, tam przetaczaliśmy wagony – wskazał.

Muzeum Emigracji w Gdyni otwarte jest w następujących godzinach: wtorek od 12 do 20, od środy do piątku w godzinach od  10 do 18, a w weekendy od 10 do 18. W poniedziałek muzeum jest nieczynne. Bilet kosztuje 12 zł (ulgowy 8 zł). Audioprzewodnik kosztuje dodatkowo 8 zł. Można również zarezerwować zwiedzanie z przewodnikiem. Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.

Kolejka „funicular” na Kamienną Górę

 

Jedną z nowszych atrakcji Gdyni jest bez wątpienia linowo-torowa kolejka (w Europie popularna nazwa funicular) na Kamienną Górę. Stacja dolna mieści się przy Placu Grunwaldzkim. Choć trasa nie jest długa, bo ma 96 metrów (kolejka pokonuje ją w około dwie minuty i jest najmniejszą tego typu w Europie), to jednak oprócz tego, że chętnie korzystają z niej turyści, to jest też sporym udogodnieniem dla mieszkańców Gdyni, którzy chcą się dostać na przykład do swoich domów w dzielnicy Kamienna Góra. Przy jej górnej trasie znajduje się punkt widokowy z krzyżem. Aktualnie cały obszar poddany został rewitalizacji. Kolejka przewozi pasażerów za darmo.

Jedna z tras gdyńskiego modernizmu wiedzie właśnie przez willowe osiedle Kamiennej Góry. Niektóre są naprawdę przepiękne, a jeśli dodać, że tarasy i balkony wielu z nich skierowane są  w stronę morza na Zatokę Gdańską, to tym bardziej jesteśmy oczarowani. Oczarować się można też cenami tych budynków. No ale kogoś na nie stać, bo są w dobrym stanie.

Gdzie zjeść i napić się kawy?

Pewnie jest bardzo wiele miejsc w Trójmieście, gdzie warto się zatrzymać na dobry posiłek, czy pyszną kawę. W szczycie sezonu wybór zapewne jest jeszcze większy. Także i my skorzystaliśmy z oferty kilku gastronomicznych punktów na trójmiejskiej mapie. W Gdyni skusiliśmy się na smażoną oraz wędzoną (podaną na ciepło, co dla nas było nowością) rybą w Barze Przystań przy Skwerze Kościuszki, zwanym przez gdynian Bulwarem.

W Sopocie udaliśmy się do… Baru Przystań, żeby spróbować kultowej już zupy rybnej. Okazało się, że rzeczywiście jest smaczna. I rozgrzewająca. Podczas spaceru z Orłowa zatrzymaliśmy się w świetnie ulokowanej, choć drogiej kawiarni

W Gdańsku Oliwie nasze nogi i puste żołądki zaprowadziły nas do ukraińskiej restauracji Pan Kotowski, gdzie zachwyciliśmy się pierogami z farszem rybnym oraz z farszem z kurzych wątróbek. Niekoniecznie tanio, ale przepysznie. Plus piwny miks: sopockie lub lwowskie.

Kawę i pyszną bezę (co za rozpusta) zjedliśmy w gdańskiej kawiarni Oficyna, którą polecili nam nasi dobrzy znajomi Ewa i Mirek, kolejną we wspomnianym już Słonym Spichlerzu. A w ostatni dzień udaliśmy się z Kasią i Maćkiem z bloga Ruszaj w Drogę do Cafe Mariola w Gdyni. Z poprzednich wizyt polecić możemy Tawernę Orłowską, gdzie można także, w małym sklepiku kupić wędzoną rybę i przeróżne przetwory z ryb.

Gdzie spać?

Jak już wcześniej zostało wspomniane, postanowiliśmy na te kilka dni zamieszkać w Sopocie. Centralnie położone miasto metropolii jest naszym zdaniem najlepszym punktem wypadowym w przypadku, gdy chcemy zwiedzać Trójmiasto. Nasz przestronny apartament położony był w bardzo dobrym miejscu, blisko plaży, a także niedaleko stacji Szybkiej Kolei Miejskiej (SKM).
Krótki spacer plażą albo rekreacyjnym deptakiem wzdłuż plaży wiódł nas do najbardziej rozpoznawalnego miejsca w Sopocie czyli na Molo. Imperial Apartaments posiada apartamenty w wielu miejscach w Sopocie, a także w Gdańsku. Poniżej prezentujemy kilka zdjęć. W naszym spokojnie mogłoby zmieścić się cztery osoby.

Jak się poruszać po Trójmieście?

Chcąc sprawnie poruszać się po Trójmieście, najlepiej jest rozważyć opcję zakupu biletu metropolitalnego w ramach Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej. Bilet taki upoważnia, po skasowaniu, do podróżowania komunikacją miejską w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, pociągami SKM (również na linii PKM) oraz określonymi trasami Przewozów Regionalnych. My wybraliśmy bilet 72 godzinny, który kosztował 46 zł (bilet 24 godzinny wszystkich organizatorów kosztuje 23 zł). Wszelkie informacje oraz cenniki znaleźć można na stronie Metropolitalnego Związku Komunikacyjnego Zatoki Gdańskiej.

 Wpis powstał przy współpracy z marką Imperial Apartments, firmie oferującej przestronne, wygodne i w pełni wyposażone apartamenty w Sopocie oraz Gdańsku. Dziękujemy za zaproszenie i pomoc w realizacji tego materiału!

Ilość komentarzy: 20 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Polska says:

    Tylko nasza piękna Polska! Żadna Turcja, Kreta czy Mozambiki. Mazury cud 🙂

  • Trójmiasto jest cudowne, kocham i jeszcze raz kocham.

  • My dzisiaj będziemy odwiedzać Park Ewolucji, niedaleko od Gdyni, jakby ktoś chciał poczytać relacji, to zapraszam na bloga

  • Aga says:

    Bardzo fajne zestawienie, ale jako Gdynianka muszę się przyczepić do dwóch rzeczy. Park O którym napisałaś to Kępa Redłowska a Bulwar ciągnie się wzdłuż plaży, na prawo od Skweru. Od siebie mogę dorzucić plażę na Babich Dołach z widokiem na dawną torpedownię 🙂

  • Mamcia says:

    Trójmiasto, jak dawno byłam. Trzeba sobie odświeżyć pamięć 🙂 i smaka na zupę rybną takiego narobiliście… Może te wakacje będą dobrą okazję żeby zwiedzić wybrzeże.

  • Mamcia says:

    Trójmiasto…jak dawno byłam. Trzeba sobie odświeżyć pamięć 🙂 i smaka na zupę rybną takiego narobiliście… Może te wakacje będą dobrą okazję żeby zwiedzić wybrzeże.

  • Edyta says:

    Jeśli chodzi o atrakcje w Sopocie to polecam zajrzeć na ta stronę https://esopot.pl/pl/ Sa wszystkie ciekawe miejsca wymienione, aktualne informacje o tym co się dzieje w mieście. Przydatne dla turystów 🙂

  • My z racji dzieci część tych miejsc odpuszczamy ale zwiedzamy inne wokół Trójmiasta, także jakby ktoś szukał inspiracji dla dzieci to zapraszam 😀😀

  • czytelnik says:

    i ja o sporej części tych miejsc nie słyszałem a mieszkam od 14 lat w 3-mieście… wstyd 🙂

  • Takie teksty (i zdjęcia) sprawiają, że chce się wyjść ze swojego małego mieszkania i poszukać równowagi na zewnątrz. Piękne miejsca. Wszystkie zdjęcia na plus!

  • Darek says:

    Świetna relacja, dla mnie kilka fragmentów to przykład na „cudze chwalicie, swojego nie znacie” 😉 Tylko w dalszym ciągu – dlaczego tak daleko do gór 😁 Pozdrawiam!

  • An Ja says:

    Pięknie tam! (oczywiście poza sezonem) I co najważniejsze coraz piękniej i lepiej dla zwiedzających. Widzę, że wiele atrakcji jest udostępnianych już cały rok, kiedyś tak nie było 😉

  • Maria says:

    A ja mam takie pytanie, może głupie, może mądre;) Jak przy tak niskiej wadze zdjęć macie taką dobrą jakość? To sam photoshop czy coś jeszcze?

    • Wędrowne Motyle says:

      Nie korzystamy z photoshopa ale nas zaskoczyłaś, bo nasze zdjęcia są niestety dość ciężkie 🙁 tak wynika z wyników ładowania strony

  • Ewa says:

    W Gansku polecam najlepszy cocktail bar Flisak 76 i restauracje Kubicki jesli chodzi o jedzenie. Bylam rok temu, opisalam na blogu 🙂

  • 4oze.pl says:

    Świetne zdjęcia! Muzeum Emigracji wydaje się bardzo ciekawe 🙂

  • jakpoleciec says:

    O połowie tych miejsc nawet nie wiedziałem tak szczerze mówiąc. Będzie co nadrabiać przy następnej wizycie… czyli już niebawem 😉 Pozdrawiam serdecznie