Pomysły Na weekend W Polsce Kraina ciepłej rzeki, gipsu i Wiślan. Ponidzie, które odkryliśmy na nowo

Kraina ciepłej rzeki, gipsu i Wiślan. Ponidzie, które odkryliśmy na nowo

Ponidzie to dość mały świętokrzyski region ale absolutnie unikatowy w skali Polski. Dlatego wart opisania, promowania, tłumaczenia. Tutaj niecka rzeki Nidy – leniwie meandrującej i rozlewającej się wieloma ramionami niczym rzeki Podlasia (mimo, że jesteśmy na południu Polski), otoczona jest wzgórzami z jednej strony lessowymi (zachód) z drugiej gipsowymi (wschód), pełnymi ostańców, wychodni a nawet wąwozów. No i słowo klucz: Krajobraz. Na Ponidziu jest istnie… malarski.

default

Jeśli macie na przykład dość jurajskich wapieni albo dość „powszechnych” granitów – pomyślcie o Ponidziu. Znajdują się tu trzy parki krajobrazowe oraz kilkanaście rezerwatów. Wiecie co nas między innymi przekonało, aby się tu znów udać? Właśnie fakt, że znajduje się tu sporo rezerwatów stepowych, to znaczy takich, które chronią roślinność bardziej przypominającą florę Krymu, Kaukazu czy Azji Środkowej, niż naszą rodzimą. Poza tym malownicze krajobrazy i trochę chęć odczarowania miejsca, które kojarzyło nam się z wypadkiem.

Ponadto region usiany jest mnóstwem średniowiecznych wiosek i miasteczek, pamiętających złote czasy króla Kazimierza Wielkiego czy Władysława Łokietka. Rycerskie wsie, w których odnajdziemy gotyckie kościoły, nierzadko z XV czy XVI wieku, na obrzeżach wielu wsi i miasteczek wczesnośredniowieczne grodziska o monstrualnych rozmiarach. Bo Ponidzie idealne jest dla każdego – od miłośników przyrody, przez amatorów kajaków, po zafascynowanych historią.

Ponidzie stało się drugim przystankiem na naszej tegorocznej trasie po Polsce. Zapraszamy Was bardzo serdecznie na drugi już odcinek z serii „Polska na Przełaj”.

Więc podsumujmy. Łącząc nasze doświadczenia z 2015 oraz 2021 roku. Co warto zobaczyć na Ponidziu?

Rezerwat Skotniki

Rezerwat Skotniki to przepiękny przykład resztki stepu, typowego dla Krymu i Azji Środkowej. A jest to krawędź dawnej questy gipsowej z wychodniami kryształów gipsu. Niesamowite miejsce, choć ciężko do niego dojść. Stanowi to nie lada wyzwanie. Najlepiej spróbować od pięknego wąwozu, którym biegnie droga Winiary-Zagość.

Skarbem takich miejsc jest między innymi bogata roślinność kserotermiczna – czyli uwielbiająca suchą ziemię i mocno nasłonecznione miejsca. Nie zdajecie sobie sprawy z tego jak tu pachniało.

Innym, podobnym rezerwatem tego typu jest Rezerwat Winiary Zagojskie. Ale żeby tam dojść to już na pewno trzeba być koneserem chaszczy 🙂

Skorocice. Rezerwat i Jaskinia

Bardzo chcieliśmy odwiedzić Rezerwat w Skorocicach. Choć szukanie wejścia trochę nam zajęło – środek jednak okazał się fantastyczny. Warto dodać, że największa jaskinia z powodu obrywu skał stała się częścią małego mostu skalnego. To też atrakcja, ale uważajcie tam!

Niemniej jednak, to niezwykle magiczne miejsce, pełne mocy – jedyny taki wąwóz, wydrążony w… gipsach. Znajduje się tu trochę skałek i kilka gipsowych jaskiń. I mnóstwo pokrzyw – jeszcze więcej niż kilka lat temu. Bardzo tu zarosło. Szukajcie wejścia od strony wioski Skorocice, parkingu brak, ale zejście do wąwozu wyraźnie widoczne. Ewentualnie: znaki pieszego szklaku niebieskiego.

Grodzisko Stradów

To największe grodzisko w Polsce. Ale też grodzisko, na którym, kilka lat temu, podczas naszej pierwszej wizyty na Ponidziu, Marcin fatalnie złamał nogę. Ten kto śledzi nas od dawna, ten wie, że nie było to tylko „zwykłe” złamanie, ale konieczność rekonstrukcji kości, wielotygodniowe rehabilitacje itd. No niezbyt miłe wspomnienia. Nadszedł jednak moment, by odczarować to miejsce.

W towarzystwie prawdziwych ekspertów od Ponidzia czyli Anity i Pawła z 101 Countries Before 50 udaliśmy się do Stradowa, by pod koniec dnia, przy miękkim letnim słońcu rozprawić się z „grodziskowym fatum”. Udało się! Okoliczności przyrody oczywiście temu bardzo mocno sprzyjały, a krajobrazy po raz kolejny urzekły. Trudno jest się tu właściwie skupić na samym wczesnośredniowiecznym grodzisku wiązanym oczywiście z Wiślanami, ale jak już tu będziecie poświęćcie także i jemu chwilę uwagi, a nie tylko bajkowym krajobrazom wokół. Wiemy – to dość trudne. Bez wątpienia jest to jedno z piękniejszych miejsc widokowych na Ponidziu, czego dowodem są liczni fotografowie, którzy podobnie jak Marcin kilka lat temu, w twórczym amoku robią tu zdjęcia. Samochody zostawiamy przy sporym i wygodnym parkingu od strony wioski i idziemy pieszo boczną drogą, wjazd dalej jest zabroniony.

Wiślica

Niby małe (drugie najmniejsze pod względem liczby ludności w Polsce) niepozorne miasto, a kryje niebywałe skarby historyczne i architektoniczne. Perła Ponidzia oraz całej średniowiecznej Małopolski. Dawna stolica plemienia Wiślan – walczącego z innym, jak się potem okazało – bardziej wypływowym plemieniem – Polan. Gdyby historia potoczyła się trochę inaczej, może właśnie tutaj byłaby stolica Polski. To Wiślica, którą dobrze zapamiętaliśmy z naszej pierwszej podróży na Ponidzie. Znów chcieliśmy ją zobaczyć.

Wówczas średniowieczna kolegiata (Bazylika kolegiacka Narodzenia Najświętszej Marii Panny), a właściwie jej otoczenie, nie było objęte remontem. Tym razem, z tego właśnie powodu, nie mogliśmy wejść do jej podziemi. A w kryptach prezentowana jest tzw. płyta wiślicka (albo płyta orantów), czyli fragment posadzki romańskiej krypty grobowej, w której – według badań pochowany został książę Henryk Sandomierski. To jeden z cenniejszych zabytków romańskich w naszym kraju. Bez przeszkód można było jednak wejść do samej bazyliki, by zachwycić się, między innymi jej sklepieniami oraz fragmentami wiekowych polichromii.

Tuż obok wznosi się kolejny znakomity obiekt, czyli tak zwany Dom Długosza. Słynny kronikarz ufundował go jako mieszkanie dla kanoników oraz wikariuszy i po dziś dzień pełni swoją pierwotną funkcję – plebania, znajduje się tu także Muzeum Archeologiczne (aktualnie nieczynne). W piwnicach zorganizowano wystawę sztuki sakralnej. Można tu także obejrzeć film prezentujący dzieje Wiślicy. Jeśli komuś jeszcze będzie mało historii, to może udać się nieco poza centrum miasta – w jego południową część, by zobaczyć zarośnięte wzniesienie gipsowe – dawny gród Wiślan.

Pińczów

To niegdyś wielokulturowe miasto warto zacząć eksplorować od zerknięcia na jego zabudowę z góry. To dość proste, bo wystarczy wspiąć się na Wzgórze św. Anny. Stąd widać nie tylko Pińczów ale też wstęgę przepływającej obok rzeki Nidy, a nawet niewielkie lądowisko dla tutejszego aeroklubu. Na wzgórzu wznosi się renesansowa kaplica św. Anny, od której wzgórze wzięło swoją nazwę (aktualnie w remoncie). I znów, tak jak kilka lat temu, wspinamy się na szczyt wzgórza. Wtedy było to wczesnym rankiem, teraz – w godzinach popołudniowych. Schodząc z punktu widokowego i kierując się w stronę pińczowskiego rynku, warto zwrócić uwagę na elegancką bryłę Pałacu Wielopolskich, który dziś jest zaadaptowany na szkołę. Zapewne też nikt nie przeoczy kościoła św. Jana Ewangelisty, który jest częścią dawnego zespołu klasztornego Ojców Paulinów. To tutaj właśnie – w okresie reformacji – działało słynne protestanckie gimnazjum pińczowskie.

Choć tym razem chcieliśmy skupić się zwłaszcza na wielokulturowości tego miasta, to nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności zajrzenia do kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny wchodzącego w skład Zakonu Ojców Franciszkanów. Tuż obok, wznosi się niewysoka zabudowa, która przenosi nas w zupełnie inne czasy. Podobnie jak wyjątkowy i od razu rzucający się w oczy Dom Ariański czasem określany też mianem Drukarni Ariańskiej (aktualnie także w remoncie). Pińczowska dzielnica Mirów, była niegdyś zamieszkiwana przez ludność Żydowską, stanowiącą nawet 70% ogółu mieszkańców. Pozostał po niej budynek bardzo cenny i bardzo piękny. Udało nam się wejść do środka, bo akurat przewodnik oprowadzał niewielką wycieczkę. To pochodząca z przełomu XVI i XVII wieku Synagoga Stara (Filia Muzeum Regionalnego w Pińczowie), która posiada najstarsze w Polsce malowidła ścienne i sufitowe. Będąc w środku, zwróćcie też uwagę na przejmujące w swoim wyrazie witraże. W murze okalającym synagogę dostrzec można fragmenty macew z nieistniejącego już cmentarza żydowskiego.

Chotel Czerwony

Ponidzie, to oczywiście rzeka Nida – jak łatwo się domyśleć ale też gips. Tak, gips! To już nie jest wcale takie oczywiste, prawda? Tutejsze łagodne wzniesienia zbudowane są z gipsu właśnie. Widać to doskonale w niektórych miejscach, gdy ukazuje się nam w formie połyskujących w słońcu kryształów. Co ciekawe układają się one w kształt jaskółczego ogona i taka nazwa jak najbardziej funkcjonuje, nie została wymyślona przez nas i na nasze potrzeby.

Doskonale widać to we wsi o ciekawej nazwie Chotel Czerwony, konkretnie na wzgórzu gipsowym na którym postawiony został na polecenie wspomnianego już Jana Długosza kościół. Tak właściwie to nie wiadomo co bardziej interesujące. Czy gotycki kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja, czy wychodnia z okazałymi kryształami gipsu? Tu bez problemu dostrzec można owe jaskółcze ogony. W pobliżu znajduje się Rezerwat Przyrody Przęślin i Rzerwat Przyrody Góry Wschodnie, gdzie również zobaczyć można gipsowe wychodnie i kryształy w otoczeniu malowniczych krajobrazów.

Opatowiec

To najmniejsze miasto w Polsce. Liczy nieco ponad 300 mieszkańców. W pamiętającym czasy Bolesława Hermana Opatowcu witamy się na chwilę z Wisłą. A właściwie, i z Wisłą, i z Dunajcem, bo tu się łączą i tu Wisłą naprawdę staje się dużą rzeką. Nie ma mostu, który łączyłby Ujście Jezuickie z Opatowcem i woj. małopolskie z woj. świętokrzystkim, jest za to prom, łączący dwa nieodległe brzegi.

Jest też miły i dowcipny pan, który obsługuje owy prom chętnie opowiadając o swojej pracy oraz historii tego miejsca – śmieje się, że on nie musi mieć mięśni, by kierować promem i że prom płynie dzięki jego falom mózgowym 🙂 Choć przeprawa trwa dosłownie kilka minut, stanowi naprawdę fajną przygodę. W samym Opatowcu warto chwilkę zatrzymać się na ukwieconym rynku i wstąpić do XV-wiecznego kościoła św. Jakuba Apostoła.

Chroberz

Choć wtedy, gdy się tu pojawiliśmy, nie można było do niego wejść, to mimo wszystko uznaliśmy, że warto, choć z zewnątrz zobaczyć okazały, klasycystyczny pałac Wielopolskich w Chroberzu (udostępniany do zwiedzania w wybrane dni, informacji można zasięgnąć pod numerem telefonu: 41 356 40 03 oraz adresem sekretariat@zsrchroberz.pl). Jeszcze bardziej otaczający go park ze starymi drzewami.

Pałac został ufundowany przez margrabiego Aleksandra Wielopolskiego – ordynata pińczowskiego, a jego  projektantem był słynny włoski architekt Henryk Marconi. Pałacem „zawiaduje” Zespół Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Bolesława Chrobrego w Chrobrzu, który swój budynek ma po sąsiedzku – na terenie zabytkowego parku. W Pałacu Wielopolskich znajduje się Szkolna Izba Pamięci Narodowej i Tradycji Rolnej.

Ponidziańskie Świątki

Choć kapliczki śródpolne to domena wielu rejonów Polski (na przykład Warmii), podobnie jak przydrożne krzyże (pamiętacie nasz wpis o Roztoczu Wschodnim?) to Ponidziańskie świątki są wręcz produktem markowym tego regionu. Wszystko za sprawą budulca – łatwego w obróbce wapienia pińczowskiego, który, oprócz gipsu także ukryty jest na Ponidziu.

Wiele z nich przedstawia świętych, najczęściej Jana Chrzciciela. Zapewne zobaczycie je przy pierwszej lepszej przejażdżce pomiędzy wsiami, ale my rekomendujemy zabytkową aleję niedaleko miejscowości Młodzawy Małe. 

Sosna na szczudłach

Widzieliśmy już proste niczym maszty żaglowców Sosny Taborskie na Mazurach Zachodnich, sosny bartne na Kurpiach, czy zrośnięte sosny u nas na Górnym Śląsku… Ale sosna na szczudłach? Tego jeszcze nie było! Zobaczyć ją można na skraju Lasu Winiarskiego w pobliżu Buska-Zdroju.

Mimo, że to sosna pospolita, to jednak cieszy się sporą popularnością wśród turystów. Wszystko za sprawą odsłoniętego systemu korzeniowego, który sprawia, że drzewo zdaje się kroczyć, przypominając tolkienowskiego Enta. Kiedyś korzenie – tak, jak każdej porządnej sosny – ukryte były pod warstwą ziemi i piasku, lecz w wyniku działalności człowieka oraz wypłukiwania przez wodę ukazały się naszym oczom.

Jeziora Góry (Kamieniołom Gacki)

Szukając miejsca wypoczynkowego, mapa skierowała nas w okolice miejscowości Gacki, gdzie na terenie byłych kamieniołomów stworzono kompleks jezior, kampingów, plaż pośród skałek.

Niektóre z miejsc są ciche i urokliwe, jak na przykład półwysep nad jeziorkiem Podkowa. W południowej części przy kampingu znajduje się też mała jaskinia.

Księżniczka Nida

Nie może być królową, ale z pewnością zaliczymy ją do kilku księżniczek,  najciekawszych i najpiękniejszych polskich rzek. Można ją odkrywać z poziomu kajaka, drona, ale też wielu bardzo malowniczych i kojących brzegów. Zazwyczaj do takiego brzegu trzeba dość pieszo, mijając terasy zalewowe i pastwiska nadrzeczne. Około 18:00 krowy zaganiane są przez właścicieli. Batami lub motorkami. Wzdłuż Nidy funkcjonuje kulturowy wypas bydła. My z racji zamieszkania w Kobylnikach polecamy okolice tej wioski i dojście np. z tego miejsca nad rzekę, która w tym miejscu spektakularnie zakręca o prawie 180 stopni. Oczywiście opcjonalnie polecamy też wschód słońca, ale zachód gwarantuje słońce nad rzeką.

Kajakiem po Nidzie

W tej serii podróży po Polsce, a zwłaszcza tutaj – na Ponidziu, nie mogło zabraknąć kajaków. Choć nasza trasa nie była zbyt duga (dobrze, bo wisiało nad nami widmo srogiej burzy), to jednak mieliśmy okazję poznać piękno Nidy także z tej perspektywy. Za bazę obraliśmy Stare Kotlice i tamtejszą wypożyczalnie kajaków – PoNidzieKajakiem.pl przy zabytkowym dworku.

Na odcinku Mokrsko – Kotlice (choć można zacząć spod Zamku w Sobkowie) Nida dała nam się poznać jako rzeka łagodna, niezwykle ciepła, przyjazna i bogata w urozmaiconą linię brzegową. Szczególnie urokliwe okazały się małe plaże i zatoczki śródleśne. W wielu miejscach – tam gdzie piaskowy brzeg był nieco wyższy – dostrzec można było gniazda jaskółek. Niesamowita sprawa.

Gdzie spaliśmy?

Tym razem mieliśmy tylko jeden punkt wypadowy do eksplorowania Ponidzia i tym samym – jedno miejsce noclegowe. Wybraliśmy przytulny, wygodny i urokliwy, drewniany domek we wsi Kobylniki. Przez booking.

Partnerem serii „Polska na Przełaj” jest

MOKATE

Zachęcamy do wzięcia udziału w wakacyjnym konkursie organizowanym przez Mokate który odbywa się na Facebooku i Instagramie:

www.facebook.com/MokatePL

www.instagram.com/enjoymokate

 

Ilość komentarzy: 20 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Anna says:

    A kosciół w Chrobrzu 1550 do1555 r powstał w 5 lat.W środku piękne renesansowe nagrobki :Stanisława Tarnowskiego fundatora kościoła i ks.Ziókowskiego herbu Korczak wykonane przez Jana Michałowicza z Urzędową lub jego warsztat .Na sklepieniu liczne herby np.Długosza,sklepienie pięknie ozdobione malowidłami które ,znaleziono w latach 70 podczas malowania,piękna roślinność rajskiego ogrodu i kilka postaci apostołów.Zachecam do odwiedzenia pięknego kościółka w którym, czuć Pana Boga ,A można Go zobaczyć w bocznej nawie w ołtarzu przeniesionym z Kameduł koło Buska z klasztoru zniszczonego z ukazu carskiego.Najłatwiej zwiedzić w niedzielę,a i jeszcze jest piękny kościół w Młodzawach.

  • Antonina says:

    Figury Matki Boskiej, a nie pisane małą literą, chyba że specjalnie chcecie kogoś urazić.

  • Adek says:

    Witam. Bardzo fajne i ciekawe zdjęcia. Ponidzie to piękne miejsce i nawet chyba nie doceniamne. Jeśli chodzi o Wiślicę to grody zakładane tu były pod koniec X w.Nie można nazwać Wiślicy prowincjonalną wieską bo historia jej takiej nie widzi. Nie wiem skąd państwo na Ponidzie przyjechali ale proszę troszkę poczytać najnowszych publikacji na temat tego regionu a potem pisać o IX wieku…Oczywiście fajnie że odwiedziliście Ponidzie, a do Wiślicy oczywiście zapraszamy ponownie…Pozdrawiam…Adek Naprawdę super zdjęcia, piękne

  • Leszek says:

    Byliście w Chotlu Czerwonym, a nie chotelu. O.K ?

  • Patrycja says:

    Szkoda, że to tak się skończyło ale następnym razem kiedy będziecie na Ponidziu to proponuje przyjechać do Stradowa na grodzisko i wejść na górkę, widok jest piękny, zapewniam was 🙂

  • Maciek says:

    Byliśmy tam w zeszłym roku na krótkim (Boże Ciało)spływie kajakowym. U nas obyło się bez wywrotek i innych niemiłych niespodzianek.

  • Barbara says:

    Ponidzie jest cudne, szczególnie wiosną. Zapraszam na wędrówki piesze i rowerowe. Polecam: http://www.porosie.tbu.pl
    P.S. Artykuł super – wielkie dzięki. Dużo zdrówka.:)

  • Szkoda, że tak się to skończyło, bo rejon bardzo ciekawy. A, że ja uboga to taka Toskania właśnie dla mnie;)

  • Twoje imię says:

    Świetna relacja i super miejsca (o których nie miałam pojęcia, pomimo studiowania geografii 😉 szybkiego powrotu do zdrowia!

  • Dagmara says:

    Ojj niee, wszystko piękne, aż do dwóch ostatnich akapitów! Szybkiego gojenia!

  • Beata says:

    Marcinie

    żal, że coś Cię dopadło…. Mam nadzieję, że wszystko skończy się szybko i bez śladu, wszak ostatnio w podróże ruszam tylko z Wami. DZIĘKUJĘ ZA BLISKIE MOJEMU SERCU PONIDZIE!!!! Uzupełnię tylko, że w Pińczowie fontanna, okoliczne „świątki” są z epoki Renesansu, tudzież sama kapliczka na Górze Św. Anny – autorstwa włoskiego artysty Santi Gucci z Florencji. Był nadwornym architektem i rzezbiarzem króla Stefana Batorego i Anny Jagiellonki, Zygmunta Augusta, Henryka Walezego i rodów magnackich – m.in. Myszkowskich (właścicieli Pińczowa). Stworzył też modele maszkaronów na sukiennicach w Krakowie. Zdrowiej!

  • Beata says:

    Marcin, zdrowia życzę! Oby było dobrze.

    A co do okolicy – jej! Niesamowite! Spędziłam tu kiedyś w dzieciństwie wakacje. Na tych wsiach i na tych polach. To rodzinne okolice mojej babci, stąd po wojnie wyjechała do Wrocławia. Aż mnie na wzrusz wzięło. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić 🙂

  • Wędrowne Motyle says:

    Dzięki Wam za wszystkie dobre słowa. Po prostu trzymajcie kciuki (Marcin)

  • Ewa says:

    Ojej… Miejmy nadzieję, że szybko wydobrzejesz a i czas szybko minie zanim znowu wyruszycie. Swoją drogą jest czas na prace np. z blogiem, na które nie ma przeważnie czasu,lub czas na rozwój. Pozdrawiam.

  • Ewka says:

    A ja myślałam, że w okolicach małopolskiego widziałam już wiele. Tymczasem mam plan na kolejny weekend i to nie muszę ego super planować. Dziękuję za cynk! A wypadki się zdarzają, ja kiedyś skończyłam niezbyt fortunnie kurs salsy, z kolanem do dziś muszę uważać i był to tak samo fajny weekend jak Wasz, a na koniec dramat. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!!

  • okobuddy says:

    Piękne miejsca i piękne fotki. Dopisuję je do miejsc wartych odwiedzenia w przyszłości. Na razie stukam na klawiaturze lewą ręką, bo prawa w gipsie 🙂
    Też jestem uziemiony…
    Myśl pozytywnie. Podobno, czasami takie wypadki się zdarzają po to, by nie przydarzyły się jakieś większe nieszczęścia.
    Wszystko będzie dobrze.

  • Michał says:

    Zdrowia i jak najmniej pochmurnych myśli. Na pewno da się naprawić i wszystkie plany jeszcze będzie można zrobić, a my przeczytamy 😉

  • zdrówka- oby diagnoza była pomyślna.

  • Wojciech says:

    Trzymaj się i szybkiego powrotu do zdrowia – swoją drogą jak pech to pech, ale podróżowanie ma to do siebie, że i czasami jakiś wypadek się trafi. Bardzo współczuję i kibicuję

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 13o tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. *POLITYKA PRYWATNOŚCI