Podczas dyskusji na temat unikalnej zorzy polarnej, którą można było zobaczyć niedawno w Polsce, zahaczyliśmy ze znajomymi temat miejsc odizolowanych a w sumie bliskich. Takie konkretne (proszę wybaczyć słownictwo) „zadupia” ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, które łatwo obalają teorię, że żeby gdzieś podróżować, żeby gdzieś uciec, trzeba masy przygotowań i planowania. Guzik.
Wszystko po to, by zdać sobie sprawę, że czasami wystarczy odrobina samozaparcia, wiedzy ale i pomysłowości, by spędzić niesamowity weekend na pełnym resecie. Wrócić w poniedziałek rano do pracy z plecakiem nowej energii i… planować kolejną ucieczkę. Może warto w tym roku zrobić sobie postanowienie… ucieknę. Ucieknę raz w miesiącu.
Włącz mjuzik. Pomoże
Ludzie tego potrzebują. Bo tramwaj się spóźniał, bo korki, bo dziwna nerwowość przy przechodzeniu przez ulicę, bo zobowiązania, bo zły humor szefa, bo smog, bo hałas śmieciarek o poranku (albo tych wycinających trawniki – zaraz się zacznie), bo poczucie zmarnowanej soboty w łóżku, bo ciągle te same programy w TV, bo ciągle te same hity w radio, bo ludzie, od których chcemy odpocząć, wiemy, że od nich nie uciekniemy, ale choćby na 3 dni. Bo szkoła i egzaminy, bo bardzo trudny tydzień pełen spotkań, którego już się boimy, bo chwilowa załamka po porażce mniejszego kalibru. Pamiętaj, każda drobna porażka to sprawa, drugo i trzecioligowa. Jeśli nie dotyczy rodziny, ogólnego szczęścia, zdrowia. To mało ważne.
Ludzie tego potrzebują. Uciec gdzieś, porozglądać się we wszystkie cztery strony i powiedzieć sobie „tu jest pięknie”. Może niekoniecznie odcinać się całkiem do zera w stylu chatka w dziczy, ale po prostu poznać miejsce w miare dzikie, odosobnione, gdzie zupełnie nie znają tego, co powyżej. Wylogować się do życia jak to mówią. Wylogować się do przestrzeni.
Jak zacząć? Można pomyśleć o wersji mikro. Na początek poczytać o idei „microadventures” chwycić za mapę swojego regionu, a jeśli jej raczej nie posiadacie (a raczej jej nie posiadacie) odpalić google maps, wycelować na swoje miasto, potem myszką scrollować, by się trochę oddalić od niego. Spojrzeć na to, co dookoła i poszukać.
Dość fajną metodą na znalezienie fajnego miejsca, gdzie warto pojawić się tuż przed zachodem słońca, gdy światło ma miodowy kolor, wszystko jest takie ciepłe i można po prostu usiąść, oprzeć się na plecaku, uruchomić ipada czy mp3 i słuchać ulubionej playlisty, jest poszukanie „ostatniego przystanku”.
To nasz autorski pomysł na podróże bardzo bliskie. Szukasz mapy linii swojej sieci komunikacyjnej. Obojętnie czy to śląski KZKGOP, warszawskie ZTM, MZK Kraków, czy MPK Wrocław. Szukaj po prostu ostatniego przystanku. Takiego „ostatniego z ostatnich”.
To bardzo często małe pętle autobusowe, gdzie bus przyjeżdża raz na godzinę albo dwie i prawie nikt nie wysiada, oprócz Ciebie. Sprawdź numer autobusu, wstań wcześnie rano w sobotę i jedź. Potelepiesz się fajnie, myśląc nad sobą. Wysiądziesz na ostatnim przystanku. Staniesz przy znaku, autobus zasmrodzi syknie i odjedzie. W lesie, daleko za rogatkami miasta, w wiosce, o której wcześniej nie słyszałeś albo pomiędzy nowymi osiedlami domków, w których i tak wszyscy śpią a ty je tylko miniesz, idąc dalej. Wędruj tak przez cały dzień, spróbuj ustalić sobie za cel jakiś punkt widokowy, by spojrzeć na swoje miasto z daleka, na jego zarysy i wróć ostatnim autobusem do siebie. Albo (wersja dla ambitnych) weź termos, namiot, karimatę i zaplanuj powrót w niedzielę rano.
Takich miejsc może być kilka wokół twojego miasta. A może nawet warto wyznaczyć sobie cel i sprawdzić co znajduje się na końcu czterech z nich? Na północy, zachodzie, południu i wschodzie?
Wyobraź sobie, że istnieją wioski, otoczone z 4 stron lasem a na dodatek ten las w każdą stronę ma po kilkanaście kilometrów. I tak od zawsze. Nie ma tam latarni przy drodze, w nocy, gdy wszyscy mieszkańcy w liczbie 40 idą spać możesz obserwować wszystkie gwiazdy a mleczna droga aż się wylewa z nieba.
Albo płyną rzeki, które żegnają jedną wioskę, machając jej „no to na razie”, przebijają się przez polodowcowe wzgórza i lasy i spotykają następną miejscowość gdzieś dopiero po kilku godzinach. Ten odcinek można przejść, albo przepłynąć kajakiem.
Albo są sobie doliny górskie, być może kiedyś nawet obficie zamieszkałe, albo zupełnie na odwrót, wręcz zamknięte dla zwykłych śmiertelników, które wiją się wgłąb pasma górskiego, nie posiadając żadnych zabudowań a jeśli już to fundamenty opuszczonych chatek. A gdzieś na końcu takich dolin są cele – pole biwakowe, polanki, źródła rzek, z którymi zapoznasz się raz a dobrze.
W jaki sposób takie miejsca odnajdywać, gdy nie jest się tuzem geografii i ciężko czyta się mapy? Najlepszym chyba sposobem jest uruchomienie mapy zanieczyszczenia świetlnego, która jest jednym z najbardziej prawdziwych wyznaczników tego, jakie miejsce można uznać za odosobnione a jakie jeszcze nie. Jeśli spojrzycie na mapę i znajdziecie dość dusze, rozlewające się ciemne plamy (kolor chyba ciemnozielony i brązowy?) to poznacie te miejsca. Tam ucieknijcie. Spakujcie lubione książki, które długo odkładaliście mp3 player z najlepszymi kawałkami, może być tablet z kilkoma serialami, na którymi nigdy nie mieliście czasu. Nie trzeba odcinać się całkiem od technologii, nie o to chodzi, aczkolwiek oderwanie od online czy fejsa… mile widziane.
W poniższej liście zaproponujemy Wam 8 takich miejsc. Wybór jest subiektywny i podyktowanymi naszymi chwilowymi zainteresowaniami. Obiecajcie nam, że zastanowicie się choćby nad jednym z nich. A na samym końcu mamy dla Was niespodziankę. Sprawdźcie sami…
Gdy spojrzymy na wspomnianą mapę odludnych miejsc, od razu nasz wzrok przykuje ogromna biała plama wcale nie na wschodzie ale zachodzie Polski. To obszar pomiędzy Poznaniem, Szczecinem, Koszalinem a Bydgoszczą. Od każdego z tych miast oddalony o 2 godziny drogi. To Puszcza Drawska i Pojezierze Drawskie, której sercem jest park narodowy o tej samej nazwie.
Drawa to jedna z najbardziej przejrzystych rzek Polski, płynie dziko przez naprawdę stary las, żyją w niej ryby wielu gatunków – troć, pstrąg, lipień. Poza terenem poligonu można ją przepłynąć całą lub wędrować wzdłuż jej biegu. Dobrymi punktami wypadowymi są Drawno lub a z wiosek z gatunku „na końcu świata” warto pomyśleć nad Głuskiem, Zatomiem lub Sitnicą. Są wyspami w morzu kilkudziesięciu km dzikiej puszczy z samotnymi jeziorami.
Od lat wspieramy reprodukcję rysi na ziemiach Polskich. Czuliśmy wielką satysfakcję, gdy niedawno poszło info o tym, że w Puszczy Piskiej wypuszczono na wolność kilka sprowadzonych tu z Estonii. Trzymamy kciuki zwierzaki. Zobaczenie rysia to jedno z naszych wielkich marzeń. I być może ziści się kiedyś z Puszczy Piskiej, wciąż dość dzikim i spokojnym miejscu w sercu Mazur. Puszcza otula największe polskie jezioro od południa i przytula się do doliny rzeki Krutyni, chyba najpiękniejszej widokowo i krajobrazowo polskiej rzeki, po której można w większości płynąć kajakiem (relacja Kasajów).
Takie miejscowości jak Ruciane-Nida, Krzyże, Karwica czy Zamordeje (!!!) są praktycznie zagubione pośrodku dziesiątek hektarów lasów. W przyszłości na tym terenie ma powstać Mazurski Park Narodowy. Wydaje się, że mieszkańcy Warszawy mogą tu przybyć (przez Pułtusk i Kurpie w 2-3 godziny).
Są dwa miejsca nad Bałtykiem, gdzie plaża ma szerokość kilkuset metrów i akurat w tym miejscu wybrzeże wydaje się najbardziej dzikie. Do najbliższych zabudowań czasami jest kilka kilometrów a pas wydm jeszcze nie zaatakował żaden deweloper czy ośrodek wczasowy. Jedno to okolice a drugie pas od Łeby na wschód przez Białogórę po Dębki. Zwłaszcza obszar rezerwatu Mierzeja Sarbska wydaje się świetnym miejscem na oddychanie, wędrowanie i nasłuchiwanie morza. Nad terenem wyrasta jedna z najpiękniej położonych polskich latarni morskich – Stilo.
Świetnym pomysłem mogłoby być wędrowanie sobotnio-niedzielne wzdłuż morza i wydm z Łeby aż po Dębki z noclegiem pośrodku (Białogóra?) lub jednodniowa przejażdżka południową granicą lasu szlakiem rowerowym. Do Łeby dojedziemy PKS ale warto też kierować się po prostu z Lęborka na północ.
Mamy w Polsce mały fragment Podlasia, z którego rzeki spływają… w kierunku Białorusi. A konkretnie dorzecza Niemna. Najbardziej znaną rzeką jest oczywiście dzika Czarna Hańcza, przebijająca się przez starodrzewia i serce Puszczy Augustowskiej, wcześniej, prawie jak górska rzeka, pełna alpejskiej roślinności na przegach i pstrągów wkracza tu, opuszczając polodowcowy krajobraz Pojezierza Suwalskiego. Natomiast prawy dopływ rzeki, Wołuszanka to jedna z najciekawszych, zapomnianych dolin Podlasia. Wioski, o których nikt nie pamieta ( i tak położone daleko) , dzikie łąki, bagniska i cudowne krajobrazy. To jedno z najbardziej odosobionych miejsc Północno-Wschodniej Polski. Uwaga, by nie przekroczyć granicy!
Bieszczady same w sobie nie są jakoś wybitnie dzikimi i odosobnionymi górami. Już nie są. To może niektórych zaskoczyć, ale zwłaszcza weekendami mogą niektórym wydawać się wręcz zadeptywane. Oczywiście lokalsi znają dobrze te zakątki, gdzie dziennie pojawia się maksymalnie kilku turystów. Jednym z tych miejsc jest przełom Sanu od miejscowości Chmielnik po Rajskie.
Do Chmielnika dojeżdża PKS z Ustrzyk Dolnych. W tym miejscu droga nie jest przejezdna dla samochodów, po południowej stronie rzeki rozłożyły się pola z ruinami po łemkowskich wioskach Krywe i Tworylne a w dzikich lasach stoków Otrytu można spotkać żubra, wilka, rysia. My spotkaliśmy wilka oko w oko koło Krywego. Bazą na nocleg może się okazać właśnie Rajskie lub np. Zatwarnica. A pod samym Otrytem znajduje się kultowe i jedno z najbardziej kultowych schronisk beskidzkich – Chata Socjologa.
Jeśli zastanawialiście się czy Polska doczeka się jeszcze jednego parku narodowego, to najbliżej tego są m.in. w woj. podkarpackim pomiędzy Sanokiem a Przemyślem. Bardzo słabo znane pasmo górskie – Góry Turczańsko-Sanockie jest już praktycznie gotowe i zaprojektowane jako park narodowy. Dolina rzeki Wiar albo Jamninki kryje mnóstwo tajemnic. To tereny rusińskie, któe gdyby nie dużo mniejsze wysokości pasowałaby jako mniejsza siostra rumuńskiej Bukowiny. W wioskach które mają po kilkaset lat zachowały się cerkwie a w Posadzie Rybotyckiej wręcz najstarsza polska cerkiew murowana. W Kalwarii Pacławskiej chyba najpiękniej położona polska kalwaria a zagubiony wyżej pośród pasm Turnickich Arłamów przez lata PRL był odosobnioną miejscowością, wraz z przyległościami dostępną tylko dla partyjnych dygnitarzy. Internowany był tu Lech Wałęsa. Dziś znajduje się tu w miarę komfortowy hotel, który troszkę może zaburzył „dzikość” tego terenu, ale z drugiej strony takim turystom też się należy…
Dalej na północny-zachód do dziś leży najdziwniej położone polskie lotnisko (Krajna). Można do niego dojść właśnie zupełnie dziką doliną Jamninki. PKS lub lokalne busy dowiozą nas do Birczy natomiast sensownym punktem wypadowym wydaje się Sanok lub Przemyśl.
O Górach Bialskich krążą legendy. Niektóre sięgają raptem 30 lat wstecz i dotyczą nielegalnych spotkań polskich i czechosłowackich opozycjonistów. Kotlina Kłodzka jest dość znana od zachodu (Góry Stołowe), w sercu (Kłodzko) mniej od zachodu, gdzie znajdują się najdziksze góry Sudetów – Góry Bialskie, nazywane sudeckimi Bieszczadami. Ostatnia wioska w dolinie rzeki Białej za Stroniami Śląskimi to Bielice. Dalej funkcjonuje już tylko niezamieszkana dolina, którą można wędrować cały dzień aż do granicy z Czechami, po Puszczy Śnieżnej Białki pełnej rzadkich starych jaworów, potężnych prawie 300-letnich świerków oraz… jagód lub próbować wdrapywać się w kierunku Śnieżnika.
W Bielicach znajduje się dosłownie kilkanaście domostw. Kilka ugości Was jako gospodarstwa agroturystyczne, infrastruktura powoli rozwija się, więc spieszcie się. Może być problem z zasięgiem. Ale on nas nie interesuje, prawda?
Do Kłodzka jeżdżą pociągi i autobusy z Wrocławia. Potem przez Stronie Śląskie to już nie problem dotrzeć tu w ciągu godziny. Zimą był tam Szymon.
To właśnie one. Drugie Mazury. Bliżej Poznania, Gdańska, Bydgoszczy. Pełne legend, niesamowitych historii polsko-niemieckiego pogranicza, zagubionych wiosek, leśniczówek, bagnisk i ogromnych, jednych z największych w Polsce borów. Tu źródło swoje mają jedne z najczystszych polskich rzek, dopływy wisły – Brda, Wda. Park Narodowy Borów Tucholskich to tylko jeden mały, aczkolwiek niezwykle cenny ułamek tej krainy. Najlepszymi miejscami do rozpoczęcia jej eksplorowania to Tuchola, Chojnice i Czersk. A trójkąt pomiędzy nimi to jedno z najbardziej odosobnionych miejsc na zachód od Wisły.
Dziękujemy wszystkim za cudowne i ciekawe propozycje. To było niesamowicie trudne, wytypować sześć. Serio. Metodą naszej własnej selekcji wybraliśmy jednak te, które ns zaskoczyły, dzięki krórym wklepywaliśmy miejsca w google maps i sami zachwycaliśmy się ich istnieniem. Tym sposobem nagradzamy:
Macieja za plastyczny opis wybrzeża pomiędzy Dziwnowem a Świnoujściem. Choć wolimy góry to to było świetne!
Malwinę za wynalezienie pomysłu z Wyspą Wielka Żuława. Taka wyspa na środku jeziora to marzenie na odcięcie się
Anna za zaproponowanie wzgórza Fajna Ryba. Oto chodzi! Umiejętność odnalezienia rekordowych miejsc blisko domu
Kamila za odnalezienie prawdziwego Końca Świata. Rozłożyłeś nas tym na łopatki. A zobacz, że obok jest Fajum. Jak ta oaza na Saharze 🙂
Lukasza za Krynki i Puszcze Knyszyńską. Lukasz, przez Ciebie – jedziemy tam, koniecznie musi nam się udać!
Roberta za pomysł na utobusową lub rowerową Mierzeję Wiślaną i Piaski i zaskakującą realizację naszej idei Pstatnich Przystanków. Ambitny pomysł!
Gratulujemy Wam, aczkolwiek bardzo fajnych propozycji było jeszce przynajmniej kilkanaście. Prosimy o kontakt mailowy – z Waszymi adresami do wysyłki – najlepiej na redakcja@gdziewyjechac.pl wtedy jedno i drugie z nas dostanie maila.
źródła zdjęć: nasze archiwum / fotolia.com / 123rf