Lubeka. Królowa Hanzy, miasto siedmiu wież i stolica marcepanu
Nie jest to nasz pierwszy raz w Lubece. Gdy odwiedzaliśmy ją parę dobrych lat temu naprawdę nas zachwyciła. A wspomnieniem nierozerwalnie związanym z tamtym pobytem był subtelny zapach marcepanu, który unosił się o poranku ponad ulicami miasta. Wówczas otulonego delikatną zasłoną mgły. Wiedzieliśmy, że musimy tu wrócić. Lecz tym razem, to nie słodki wyrób migdałowy stał się głównym motywem naszej lubeckiej przygody. Bo wątki można tu naprawdę mnożyć: Tomasz Mann i nieśmiertelni Buddenbrookowie, a także inni nobliści, Hanza, gotyk ceglany, Nosferatu, ukwiecone dziedzińce, malownicze plaże i nadmorski kurort… Tak, to o tym właśnie była tegoroczna Lubeka. Tym razem w niezwykle słonecznym, gorącym, letnim wydaniu.

To miasto na północy Niemiec, położone pomiędzy Hamburgiem a Rostokiem w kraju związkowym Szlezwik-Holsztyn. Było ono przez długi czas jednym z ważniejszych na mapie Europy biorąc pod uwagę handel i szlaki handlowe. Warto jednak pamiętać, że nazwa ta ma fundament słowiański i wzięła się od wcześniejszej, połabskiej osady Lubice (Ljubice). Złote czasy Lubeki nadeszły wraz ze średniowieczem. Została ona wybrana za pierwszy i główny port ziem niemieckich, a prawa miejskie otrzymała już w wieku XII. Następnie powstała Liga Hanzeatycka, której stolicą się stała, a w XIII wieku słowo „Lubeka” znał już każdy poważny kupiec na kontynencie, podobnie jak słowo „Wenecja” czy „Londyn”. Przez siedemset lat cieszyć się mogła statusem Wolnego Miasta. Podczas II Wojny Światowej spora część miasta uległa zniszczeniu, choć przyznać trzeba, że wojnę przetrwała w znacznie lepszym stanie niż Drezno, czy Hamburg. Ocalała w dużej mierze dzięki szwajcarskiemu dyplomacie – Carlowi Jakobowi Burckhardtowi z Czerwonego Krzyża, który wynegocjował zgodę na przyjmowanie w porcie statków humanitarnych, co całkowicie wstrzymało dalsze naloty i bombardowania. Po jego odbudowie wpisana została na listę UNESCO.

„Potem jechali promem, przejechali przez aleję Izraeldorfską, górę Jerozolimską oraz Burgfeld. Powóz przejechał bramę miasta, mając po prawej stronie mury więzienia, potoczył się po Burgstrasse i przez Koberg… Tonia spoglądała na szare, spiczaste domy, na zawieszone nad ulicą olejne lampy, szpital Świętego Ducha otoczony nagimi już lipami… Ekwipaż skręcił na Mengstrasse, kasztanki, parskając i uderzając, stanęły przez domem Buddenbrooków”.
(Thomas Mann, Buddenbrookowie).
Przy Bramie Holsztyńskiej mieszka sobie Nosferatu…

Miasta strzeże od zachodu jego symbol architektoniczny. Jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna brama bastionowa Holstenor będąca niewielką, acz okazałą częścią zachowanych fortyfikacji miejskich. Dostrzec możemy na niej inskrypcję wypisaną w języku łacińskim Concordia domi foris pax czyli Zgoda w domu, pokój za granicami. Bardzo mądre stwierdzenie, które warto by zapamiętać i wziąć sobie do serca. Także, a może przede wszystkim obecnie. Idealnie pasuje do handlowego i kupieckiego pragmatyzmu mieszkańców dawnej Lubeki. W środku znajduje się muzeum murów obronnych i bastionu natomiast po drugiej stronie drogi, dosłownie rzut kamieniem – rząd powykrzywianych przez czas urokliwych wąskich, ceglanych kamieniczek zwanych Salzspeicher, co znaczy, że kiedyś pełniły rolę spichlerzy solnych. Przeglądają się one w rzece, a nocą przez okno jednej z nich wygląda przerażająca twarz hrabiego Orloka, głównego bohatera kultowego niemieckiego horroru, przełomowego dla historii kinematografii pt. „Nosferatu – symfonia grozy”. Bo film ten, który miał swoją premierę w 1922 roku kręcony był między innymi właśnie tutaj – w Lubece. Zwróćmy uwagę, że było to kilkanaście lat przed rozpoczęciem wojny, a więc i sprzed wojennych bombardowań. Może warto sobie go odświeżyć albo w ogóle po raz pierwszy zobaczyć?
Platforma widokowa Kościoła św. Piotra

Ponoć rozciąga się stąd najpiękniejszy widok na miasto. Musimy to sprawdzić, zwłaszcza, że ostatnim razem ten eks – kościół był zamknięty z powodu trwającego remontu. Ten monumentalny, ceglany kościół wzniesiony został jako budowla romańska w latach 1227–1250, a w XV i XVI wieku rozbudowano go jako gotycki kościół halowy. Dziś surowe, jasne wnętrza są miejscem licznych wydarzeń jak koncerty, czy wystawy. Działa tu także kawiarnia. To na samym dole. Ale my windą udamy się na platformę widokową, by zachwycić się Lubeką dzięki panoramicznemu widokowi na miasto z jego najważniejszymi punktami i najbliższą okolicę. Przy dobrej pogodzie dostrzeżemy stąd nawet Morze Bałtyckie. Ale widać też stąd, że próżno tu szukać jednego głównego placu, jakim jest typowy rynek, choć jeden spośród owych placów bez wątpienia się wyróżnia.
Godziny otwarcia platformy widokowej są następujące: od 22 grudnia do 28 lutego: 11:00-17:00, od 1 marca do 21 grudnia 10:00-19:00. Więcej informacji praktycznych znaleźć można na stronie internetowej obiektu .
Marktplatz i marcepan

Chyba za bardzo przyzwyczailiśmy się już do kształtu miast zakładanych na Prawie Magdeburskim. Większość ośrodków w Polsce właśnie na tym niemieckim prawie powstawała. Ale w północnej części naszego kraju takie miasta jak np. Elblag, Szczecin, Kołobrzeg, Gdańsk, czy Frombork, zakładane były na tzw. Prawie Lubeckim. A jego cechą charakterystyczną był brak typowego rynku, a istnienie kilku placów targowych, najczęściej nieco bardziej podłużnych, aniżeli kwadratowych. To ważne dla kupieckich ośrodków, gdzie handel odgrywał bardzo ważną rolę. Dla Lubeki był nim na przykład ten, który imponuje swoją zabudową. Czyli Marktplatz. A na nim zaskakujący i oryginalny ratusz, a więc mariaż ciemnej, klinkierowej cegły i gotyku z renesansowym frontem z biało – złotymi zdobieniami. Do tego piękne, zewnętrzne schody, kunsztowne zdobienia, wykusze, wieżyczki, otwory, dziedzińce i arkady. Robi to niesamowite wrażenie. Można także wejść do środka i zwiedzić wnętrza podczas wycieczki z przewodnikiem.

Niesamowite wrażenie robi także wystawa cukierni i sklepu z marcepanem – Niederegger w okolicach ratusza. W całości wykonana, a jakżeby inaczej – z marcepanu. Oprócz tego, że można tu kupić słodkie pamiątki z Lubeki, to jeszcze skosztować doskonałego torcika marcepanowego, a także zwiedzić niewielkie Muzeum Marcepanu prezentujące nie tylko imponujące dzieła sztuki wykonane z cukrowo-migdałowej masy ale też historię słynnej rodziny lubeckich cukierników Niederegger. Tak, bo nazwa tej firmy, to nazwisko rodowe zajmujące się cukierniczym fachem od początków XIX wieku. Przy okazji warto dodać, że marcepan najwyższej jakości – klasy premium to ten, który składa się w 90% z pasty migdałowej, a jedynie w 10% z dodatkowego cukru. Typowy lubecki powinien posiadać proporcje 70 do 30%.


Co i gdzie zjeść w Lubece? Pozostając w temacie kulinarnym przyznać musimy, że w Lubece jest naprawdę sporo wyśmienitych restauracji serwujących przepyszne dania i oferujących wspaniałą atmosferę. Wymienimy tylko kilka z nich, które udało nam się odwiedzić: The Newport z nowoczesną kuchnią i wspaniałym widokiem na port (idealne na kolację). Skosztowaliśmy tu przepysznych, delikatnych i rozpływających się w ustach śledzi, Schiffergesellschaft – restauracja z niesamowitym wnętrzem i historią (dawny Dom Towarzystwa Żeglarzy), która została otwarta w 1535 roku więc ma długą historię. Skosztowaliśmy tu między innymi pysznych Klopsików Królewieckich. Ale wnętrza i atmosfera to zupełnie inna bajka. No i jeszcze Fangfrisch z ogromną porcją gęstej, aromatycznej zupy rybnej i zaskakującą gładzicą. Restauracja pękała w szwach, co wcale nie dziwi po skosztowaniu tamtejszych dań.
Zachwycający ceglany gotyk

Jednym z ważniejszych elementów wpływających na nasz zachwyt Lubeką jest bez wątpienia jego charakterystyczna gotycka ceglana zabudowa. W Królowej Hanzy przyjmuje ona zarówno postać kupieckich kamienic, czy bram miejskich ale też tak wspaniałych i okazałych budowali jak chociażby Kościół Mariacki (Marienkirche) czy Szpital Świętego Ducha (Heiligen Geist Hospital). „Matka kościołów Bałtyku” bo tak nazywany jest lubecki Kościół Mariacki stał się wzorem dla wielu świątyń w rejonie Morza Bałtyckiego. Ufundowany został przez bogatych i wpływowych lubeckich mieszczan. Dając wyraz ich niezależności i potęgi. Wnętrze tego monumentalnego kościoła z najwyższym na świecie sklepieniem ceglanym (ponad 38 metrów!) jest niesamowicie piękne, a jednym z najbardziej wymownych pamiątek wojennych bombardowań są roztrzaskane dzwony, które pozostawiono w tym samym miejscu, w którym runęły w 1942 roku. Warto zwrócić uwagę na zachowane średniowieczne, czy renesansowe elementy wyposażenia i dekoracji kościoła ale też piękny zegar astronomiczny, który jest wierną kopią oryginału z XVI wieku.

Szpital Świętego Ducha zachwyca już z zewnątrz swoją piękną fasadą z pięcioma strzelistymi wieżami. Założony został w wieku XIII także przez miejscowych kupców. Pełnił rolę przytułku dla osób najbardziej potrzebujących pomocy – ubogich i chorych, starców i sierot. Jest to jedna z najstarszych tego typu instytucji na całym wiecie. Szczególnie piękna jest tutejsza kaplica ozdobiona średniowiecznymi, kolorowymi freskami ale ciekawe są też cele, które zajmowali tutejsi podopieczni.
Lubeccy nobliści
„Pokazywał się i przemawiał na zebraniach, przebywał na giełdzie pod gotyckimi arkadami na rynku, chodził na inspekcję do portu, do spichrzów, jako właściciel okrętów rozmawiał z kapitanami…”
To opis z powieści „Buddenbrookowie” słynnego pisarza Thomasa Manna. Choć na kartach tej książki nie tak łatwo jest odnaleźć opisy samego miasta, pojawiają się czasem, bardzo zdawkowo, bo tutaj najważniejsza jest rodzina, losy jej poszczególnych członków, a przede wszystkim kupiecki etos i niebywałe przywiązanie do tego właśnie fachu. Spacerując po Lubece można zobaczyć (aktualnie tylko z zewnątrz, ponieważ jest w trakcie szeroko zakrojonego remontu) przepiękną kupiecką kamienicę należącą do rodziny Manna przy ulicy Mengstrasse 4. Powszechnie jest jednak znana jako Dom Buddenbrooków i mieści się w niej muzeum poświęcone nobliście oraz jego bratu Heinrichowi, który także parał się pisarstwem.
Ale miasto poszczycić się może jeszcze dwoma innymi noblistami. Kolejnym jest Günter Grass znany nam przede wszystkim jako autor „Blaszanego bębenka”, który ostatni etap swojego życia spędził także w Lubece. Dom Güntera Grassa prezentujący dorobek artystyczny pisarza udostępniono do zwiedzania. Ostatnim laureatem Nagrody Nobla, lecz tym razem nie literackiej, a pokojowej jest Willy Brandt – polityk, kanclerz RFN, którego działania doprowadziły do pojednania Niemiec z krajami bloku wschodniego w tym z Polską. Dom Willy’ego Brandta w Lubece jest placówką, w której można prześledzić zarówno burzliwą historię jego życia ale też odnaleźć wątki związane z naszym krajem.

Ukryte podwórka
Spacerując po Starym Mieście w Lubece, zwłaszcza po jego północnej części koniecznie trzeba odwiedzić Dzielnicę Żeglarzy (Seefahrerviertel), która jest tutaj jednym z najbardziej urokliwych i autentycznych miejsc. Głównie ze względu na malownicze, ukwiecone podwórka, zaułki i dziedzińce na tyłach kupieckich domów („hofe” i „gange”). Niegdyś było ich ponad 180, do naszych czasów zachowało się ponad 80. Nie wszystkie są jednak dostępne dla turystów, ponieważ wciąż są to przestrzenie prywatne. Wiele z nich można zwiedzać, ale trzeba się odpowiednio zachowywać, by nie zakłócać miru mieszkańcom. Większość ma wyznaczone godziny otwarcia i zamknięcia bram dla gości z zewnątrz. Historia pierwszych tego typu zaułków sięga już XIV wieku i handlowego boomu miasta, kiedy jego populacja zwiększała się w bardzo szybkim tempie. Szybko też zaczęło brakować dla nich miejsca w obrębie murów miejskich, w związku z tym bogaci kupcy zaczęli budować na tyłach swoich domów, wykorzystując podwórka i dziedzińce, malutkie i niezwykle skromne, drewniane domostwa (nawet bez okien), które wynajmowali robotnikom, drobnym rzemieślnikom czy służbie.

Można sobie wyobrazić, że wówczas nie były to tak romantyczne i pełne uroku miejsca jak obecnie. Z czasem ze względów bezpieczeństwa nie mogły być one wykonywane z drewna, więc zaczęto wykorzystywać szachulec. Ciekawe jest, że niektóre z nich bogaci kupcy fundowali udostępniając za darmo lub bardzo tanio najbardziej potrzebującym np. wdowom i sierotom po marynarzach. Jednym z najbardziej uroczych jest Füchtingshof czy Glandorpsgang (godziny otwarcia Godziny otwarcia: 9:00-12:00 oraz 15:00-18:00).

Łódką wokół starego miasta. Stare Miasto czyli Altstadt w całości położone jest na owalnej wyspie utworzonej przez uchodzącą do Bałtyku w Travemunde rzekę Trave. Świetnym pomysłem jest niespieszna wycieczka elektryczną łódką wokół owej wyspy, co daje zupełnie inne spojrzenie na miasto oraz jego mieszkańców, którzy chętnie przesiadują letnimi wieczorami nad wodą, a także korzystają z aktywności takich jak kajaki, czy przejażdżki rowerowe wśród przyrody. Aby móc kierować łódką nie trzeba mieć patentu. Poruszać się należy tylko w jednym kierunku, nie wolno więc zawracać i należy stosować się do zasad panujących na wodzie, o których opowiadają nam pracownicy tuż przed rozpoczęciem rejsu. Wszelkie informacje znaleźć można na tej stronie internetowej.
Europejskie Muzeum Hanzy

Budynek jest na wskroś nowoczesny, aczkolwiek przylega a właściwie opatula architektonicznie starą, średniowieczną tkankę miejską. Ten nagradzany i świetnie oceniany obiekt bardzo nam się spodobał. Już wtedy, gdy po raz pierwszy mieliśmy okazję go zwiedzić. I wciąż uważamy, że jest to jedno z najlepszych muzeów w Niemczech, a być może w całej Europie – niezwykle interaktywne i świetnie zaplanowane. Pełna map, wizualizacji, a także efektów dźwiękowych i świetnych aranżacji (na przykład targ z przyprawami i suknem, wnętrze statku, ratusza, czy kupieckich kantorów) trasa wciąga i pochłania odwiedzającego, a właściwie uczestniczącego w niej turystę. W środku przechodzimy przez interaktywną historię ze słuchawkami na uszach poznając historię miasta, a przede wszystkim najpotężniejszej i najważniejszej sieci handlowej średniowiecza – Ligi Hanzeatyckiej, której stolicą była Lubeka. Zaczynamy w szuwarach Nowogrodu a kończymy na konfliktach XVIII-wiecznych. Co ciekawe, jeśli na początku wybierzemy jedno z polskich miast (np. Toruń lub Gdańsk) później pewne elementy ekspozycji i nagrań mogą być pod nas spersonalizowane. Spokojnie można tu spędzić kilka godzin, a może nawet pół dnia jeśli wziąć pod uwagę, że do zwiedzania udostępniono także pomieszczenia dawnego Klasztoru Zamkowego.
Europejskie Muzeum Hanzy otwarte jest codziennie od godziny 10:00 do godziny 18:00. Informacje praktyczne znaleźć można na stronie internetowej obiektu.
Rowerem wzdłuż rzeki Recknitz

Ciekawym pomysłem może być wycieczka rowerowa wzdłuż rozlewisk zaskakująco dzikiej rzeki Recknitz (Rokitnica), która dociera do miasta, wcześniej płynie przez spory kawałek ogródków działkowych i uroczysk a całkiem wcześniej wydaje się zdziczała, jak mało która. To jednak żaden ewenement. Przez lata stanowiła granicę między RFN i NRD, stąd brak zabudowań i przyrodniczy powab jej doliny. W zaledwie 45 minut możemy dotrzeć nad Jezioro Ratzeburger See a konkretnie do przysiółka Rothenhusen gdzie na małej wyspie znajdowała się komora celna, niezwykle ważna dla Lubeki, gdyż broniąca dostępu i pobierająca myto na śródlądowym szlaku z Luneburga. Ten średniowieczny ceglany budynek stoi do dziś i pełni rolę modnej restauracji. Stąd też odchodzą statki wycieczkowe do pięknie położonego miasteczka Ratzeburg.
Sprawdzony wynajem rowerów (także elektrycznych) w Lubece: Sutsche Tour.
Travemünde
„Do Travemünde jedzie się prościutko, potem promem przez wodę i znów prosto, oboje dobrze znali tę drogę” (Thomas Mann, Buddenbrookowie)

Formalnie jest to dzielnica Lubeki, choć położona od niej około pół godziny drogi, leżąca u ujścia rzeki Trave, tej samej, która wcześniej leniwie oblewała Stare Miasto w Lubece, do Bałtyku. Tu rzeka jest żeglownym kanałem, do którego wpływają rejsowce, kontenerowce i promy pasażerskie z całej Skandynawii, do ogromnego portu, schowanego w głębi nurtu.
Travemunde w sezonie to ruchliwy bałtycki kurort, w klasycznym tego słowa znaczeniu. Tutaj też spotkać możemy charakterystyczne, kolorowe kosze wypoczynkowe w paski. W różnokolorowe paski. A jest ich tu setki i prezentują się naprawdę bardzo malowniczo. W tym względzie niewiele się tu zmieniło od czasów uwiecznionych na kartach powieści wspomnianego Manna:
” Tonia szła ostrożnie przez wysokie, ostre sitowie porastające brzeg nagiego wybrzeża. Poprzez szereg drewnianych pawilonów o stożkowych dachach dostrzegali stojące nad wodą kosze, otoczone wygrzewającymi się na ciepłym piasku rodzinami…” (Thomas Mann, Buddenbrookowie)

Wzdłuż plaży ciągnie się szeroka promenada, a przechodząc zaledwie trzy kwartały uzdrowiskowej, białej zabudowy można już znaleźć się na dworcu kolejowym „Plaża”, z którego pociągi odjeżdżają tylko w jednym kierunku – do Lubeki. Druga stacja znajduje się w centrum miasteczka, gdzie zachowało się sporo starej, hanzeatyckiej zabudowy i stary port. Wszak miejscowość ma swoje lata, wyrosła na średniowiecznym forcie obronnym, którego dziś już nie ma. Po drugiej stronie rzeki leży bardziej „dzika” plaża oraz marina przy której zacumowała żeglarska duma Niemiec, wspaniały żaglowiec czteromasztowy Passat z 1911 roku, który naprawdę warto zwiedzić zaglądając w jego najgłębiej położone zakamarki. Pływał ona na trasie z Hamburga do Australii oraz do Chile wielokrotnie opływając niegościnny Przylądek Horn.
Będąc w Travemunde koniecznie trzeba zjeść typową dla tej części Niemiec przekąskę czyli kanapkę z rybą – Fischbrötchen. Najlepiej oczywiście z mięsistym, delikatnym śledziem albo kwaśnym i wyrazistym Bismarckiem. Takowe można także spróbować (ale już w bardziej wykwintnym wydaniu) w serwującej bardzo dobre dania restauracji Köstlich.

Jest jeszcze Alter Leuchtturm czyli najstarsza latarnia morska w całych Niemczech, której początki sięgają XVI wieku. Dzisiaj nie wskazuje już statkom ale wewnątrz mieści się ciekawe muzeum, a przede wszystkim gwarantuje piękne widoki na ujście rzeki Trave i drugi brzeg z półwyspem Priwal gdzie przycumowany jest opisany wcześniej przepiękny żaglowiec. Najmłodszym zapewne spodoba się także Park Linowy – Kletterwald Travemunde, a miłośnikom historii oraz poszukującym wątków związanych ze słynnym noblistą – Muzeum Kurortu Nadmorskiego (Seebadmuseum).
Aby dostać się na półwysep Priwal musimy skorzystać z promu kursującego co 15 minut (bilety kupić można w automacie przy przystani). W sezonie wysokim (od 4 maja do 27 września) zwiedzać go codziennie można od godziny 10:00 d0 17:00, w pozostałe miesiące codziennie od 11:00 do 16:30. Latarnia morska otwarta jest w następujących godzinach: kwiecień – październik: codziennie od 13:00 do 16:00, w lipcu i sierpniu: codziennie od 11:00 do 16:00.





Hej! Mamy nadzieję, że podoba Ci się na naszym blogu. Dołącz do ponad 20o tys. śledzących nas osób. Ale w najlepszej, najwygodniejszej formie. Do naszego newslettera. Otrzymasz na powitanie ponad 80 stron ebooka o podróżowaniu do Azji Pd.-Wsch. Wysyłamy mail maksymalnie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, inspiracje podróżnicze *
Do Lubeki wybieram się niedługo. Dziękuję za zachętę i inspiracje.
P.S. Statkiem muzeum jest Dar Pomorza. Dar Młodzieży pływa, ma się dobrze i startuje w regatach.
Akurat jestem w Lubece. Rzeczywiście piękne miasto. Starówka urzeka.. Okna mojego apartamentu wychodzą na rzekę i most zwodzony. Ruch w porcie. Fajny spektakl, piękne zachody słońca.
Lubeka jest na mojej liście wakacyjnej w tym roku 🙂 Ile dni wystarczy na obejrzenie tego miasta? Tak, żeby zobaczyć wszystko, ale „na luziku”, bez biegania?
Jeden. Jeden na spokojnie, zwłaszcza latem.
Przypomina nasz piękny Toruń
pełna zgoda. Wiele o Toruniu jest w tutejszym muzeum Hanzy
Lubekę koniecznie muszę odwiedzić, może właśnie w podróży pod znakiem gotyckiej architektury 🙂 Trzymam kciuki, żeby udało się Wam napisać oddzielny post o Gotyckim Szlaku!
Dzień dobry, dobry wieczór – już z Gdańska.
Spieszę donieść, że pogodę w Lubece mieliśmy nieporównywalnie lepszą! 🙂
I dziwię się jednocześnie liczbie noblistów. A co z Grassem, który przecież zupełnie po sąsiedzku do Willy’ego Brandta?
Nam trochę smutno było, że na grassowej ekspozycji tak mało było o Gdańsku. Gdzieś tam w prezentacjach multimedialnych można się było doklikać, że urodził się w Gdańsku. I tylko tyle.
A muzeum Hanzy rzeczywiście świetne. Z tą odrobiną gdańskiej dumy, że hanzeatycki rozdział doprowadziło aż do tego jednego z niewielu zajętych krzeseł w 1669 🙂
Chodziłem, oglądałem i zastanawiałem się, czy to trochę nie odpowiedź na moją konsternację po wizycie w naszym Muzeum II Wojny Światowej. Że właśnie Lubeka jakby trochę lepiej od Gdańska wykorzystała możliwości, jakie dają nam dzisiaj technologie.
Z pozdro. 🙂
Szymon. Za to nam natura wynagrodziła wzglednym ciepłem i słońcem na Rugii 🙂 Z Tym Grassem,fakt, daliśmy ciała 🙁 my wybraliśmy „rozdział toruński” w historii multimedialnej. pzdr!
Narobiliście mi smaka na ten marcepan 😀 Też bardzo lubię, choć przyznaję, że czekoladę bardziej. No i chętnie bym odwiedziła Lubekę, po Waszym opisie wnoszę, że to cudne kameralne miasto. Zresztą zainteresował mnie wspominany Gotycki Szlak. Napiszecie o nim oddzielny post? Byłoby świetnie!
a co powiesz na marcepanowe rzeczy w czekoladowej polewie. O Gotyckim szlaku (CHYBA) uda nam się coś napisać osobno. Zobaczymy 🙂
Marcepan w czekoladzie brzmi bajecznie 😀 Trzymam mocno kciuki za post o Gotyckim Szlaku!
jak się już minie Berlin to Niemcy są bardzo ładnym krajem 🙂
@Serowa, przed Berlinem i wokół niego jest całkiem zajmująca Brandenburgia.
Po kilkudniowym rowerowym pobycie na wybrzeżu Bałtyku, podczas którego widzieliśmy Lubekę, przenieśliśmy się właśnie do Brandenburgii, do pięknego Szprewaldu. Trudno o drugie takie miejsce w Europie 🙂
Z kolei na północ i na północny wschód od Berlina (w kierunku Szczecina) położone są lasy bardzo podobne do naszych Borów Tucholskich. Świetne miejsce na weekendowy wyjazd na rower. Bez mijania Berlina… 😉