Blog Wschodnia Sycylia i jej największa perła. Nasza przygoda z Taorminą

Wschodnia Sycylia i jej największa perła. Nasza przygoda z Taorminą

Taormina uważana jest za jedno z piękniejszych, jeśli nawet nie najpiękniejsze miasteczko Sycylii. Przez jednych jest ukochana, a inni z obawami omijają ją szerokim łukiem. Zapewne nie dlatego, że nie jest warta zainteresowania, a właśnie dlatego, że tej uwagi jest bardzo warta. W związku z czym musi zmagać się z ogromną liczbą przybywających tu w sezonie turystów. Zwłaszcza w miesiącach letnich. Taorminę trzeba więc odwiedzać więc przed albo po sezonie. Poza tym Sycylia jesienią to zawsze świetny pomysł!
– Taormina jest bezdyskusyjnie perłą naszej wyspy, zwłaszcza teraz, w październiku – podsumowuje rozjemczo Eugenia, gospodyni naszego apartamentu nad samym Morzem Jońskim. Tak nam się udało.

My przylecieliśmy na Sycylię w październiku, więc o wysokim sezonie nie można już było mówić. Mimo wszystko turystów wciąż jeszcze było sporo, może też dlatego, że pogoda była wyjątkowo letnia. Codziennie około 23 stopni i przez 80% czasu słonecznie. Mówi się, że Sycylia, zwłaszcza ta osłonięta od wiatrów przez masyw Etny, jesienią przeżywa drugi sezon kwitnienia. Stare opuncje dojrzewają, młode kwitną, znów rozrastają się białe i niebieskie wilce.

Możemy więc sobie wyobrażać jak wielu gości pomieścić musi to rozłożone w kilku miejscach miasteczko. Najstarsza, historyczna część – ze słynnym teatrem oraz cudownymi miejskimi ogrodami, przycupnęło niczym ptasie gniazdo na szczycie wzgórza. Dworzec kolejowy znajduje się w jego dolnej części, a typowo wypoczynkowa strefa – Mazzaro ciągnie się wzdłuż wybrzeża.

Pomiędzy górną i dolną częścią kursują autobusy (1,8 eur) , a także łączy je kolejka linowa (3 eur). Trasę tę można oczywiście pokonać też pieszo, do czego z całego serca zachęcamy. Co samo w sobie będzie niezapomnianą atrakcją, zapewniamy.

Taormina założona została przez Greków, którzy przybyli tu z pobliskiego Naxos. Później została podbita przez Rzymian, a następnie przez Arabów. Ta specyficzna mieszanka kultur i tradycji jest tu wciąż widoczna. W XIX i na przełomie XIX/XX wieku Taormina stała się ulubionym miejscem dla kończących swoje Grandtoury artystów – poetów, pisarzy, malarzy z innych krajów Europy.

Nic tak przecież nie inspiruje jak wspaniała historia, pozostałości antycznego świata, bujna przyroda, romantyczne miasteczka i spektakularne widoki. No i oczywiście Etna – budząca z jednej strony podziw, a z drugiej lęk. Okryta grubą warstwą chmur, od czasu do czasu wyrzucająca ze swojego wnętrza smużkę dymu i popiołu. Ona musiała pobudzać wyobraźnię przybywających tu artystów. Przybywali tu także Polacy, między innymi Jarosław Iwaszkiewicz, czy Adam Asnyk, których fragmenty wierszy zacytowaliśmy poniżej.

Na urwisku prostopadłem, Na uciętych skał marmurze,
Ponad modrych mórz zwierciadłem, Taormina błyszczy w górze.
Jak jaskółczych gniazd gromada, Przyczepiona do urwiska,
Tarasami w przepaść spada, Białe domki w błękit ciska.
Odwrócona ku wschodowi, W głąb Jońskiego patrząc morza,
Pierwsze świtu blaski łowi, Które grecka śle jej zorza… (Adam Asnyk „Taormina”)

Zatoka, Mazzaro i nasz dom

Czy nie jest wielkim szczęściem przez siedem dni budzić się rano i za oknem widzieć skałę obmywaną błękitną morską tonią? Czy nie jest wspaniale kłaść się spać wraz z szumem fal uderzających o kamyki tworzące tutejszą plażę. Tak położony był nasz apartament w dolnej (plażowej) części Taorminy – Mazzaro, w samym sercu niewielkiej zatoczki. Z widokiem na morze i skały.

Zwykle z oferty Novasol wybieraliśmy wolnostojące domy, które miały swój ogródek lub skrawek własnej ziemi. Zazwyczaj w sporej odległości od innych zabudowań. Tym razem było trochę inaczej. Zamiast „własnego” ogródka mieliśmy ogromny taras, zamiast pustej przestrzeni obok, sąsiada z niewielkim gajem oliwkowym, a zamiast basenu, do dyspozycji całą zatoczkę. W kapciach można więc było wyjść wprost na plażę. Chyba też fajnie, prawda?

Tak naprawdę tym razem zależało nam bardziej na komforcie i radości naszych współtowarzyszy – Magdy i Mariusza, świeżych nowożeńców z rodziny, niż naszych preferencjach.

Pogoda znów nam dopisała, słońce świeciło niemal przez cały nasz pobyt we wschodniej części wyspy. Tylko wiatr od czasu do czasu wiał trochę mocniej, a przez kilka ostatnich dni morze było tak wzburzone, a fale tak duże i silne, że wielką nieodpowiedzialnością byłoby wchodzenie dalej niż do kolan. Raz zdarzyła się nawet burza, której pioruny rozświetlały granatowe niebo i niemal czarne morze.

W  tej części miasta, oprócz apartamentów pod wynajem i hoteli właściwie nie ma nic innego. No chyba, że weźmiemy pod uwagę kilka niewielkich restauracji, serwujących głównie pizzę oraz dwa sklepiki o nieprzyzwoicie wysokich cenach. Nie ma tu tłumów. Nie ma też kiczu i betonozy. Dosłownie kilka osób na plaży. Woda przyjemnie ciepła. Gdzieś za rogiem kilka bezpańskich kotów.

Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w górnej części miasta, tam, gdzie znajduje się jego najstarsza część. Można się do niej dostać zarówno dzięki schodom prowadzącym malowniczą trasą (trzeba liczyć około 40 minut pod górę) ale też autobusem oraz kolejką linową – Funivia Mazzaro Taormina – Salita (bilet w jedną stronę 3 euro).

Dojazd do Taorminy to właściwie dwie opcje: Pociąg z Katanii lub Messyny albo autobus. Stacja jednak znajduje się dużo poniżej miasteczka i pamiętajcie, że nie wysiadacie w nim, tylko czekacie na autobus Interbus do centrum. Również linia Interbus obsługuje połączenie z Katanii piazza Borselino do Taorminy oraz bezpośrednio z i na lotnisko Katania – Fontarossa. Szczegóły dotyczące dojazdu do Taorminy z Katanii przeczytacie na blogu u Basi i Mateusza.

„Górna” Taormina

Aż dziw zrozumieć i pomyśleć i jak i dlaczego ta część Taorminy była tak dziwnie i odważnie ulokowana. Raz wzgórze, raz przepaść, raz widoki na morze, raz wisząca nad nami skała. A mimo wszystko zamieszkało tu kilka tys. ludzi. Z turystami zapewne 3x więcej. W wysokim sezonie jest tu podobno nieznośnie tłoczno. W październiku również sporo było turystów, choć nie aż tak żeby zmęczyć się ich obecnością.

Do starej i pięknie położonej części miasta wchodzimy bramą Porta Messina, przemieszczając się głównym, wyłączonym z ruchu kołowego deptakiem Corso Umberto I, który kończy się bramą Porta Catania. Niemal po chwili dochodzimy do pierwszego interesującego punktu, czyli normańskiego po części Pałacu Corvaja, miejsce rezydowania przez jakiś czas monarchów niezależnej Sycylii oraz podziwiamy barokowy Kościół św. Katarzyny za którym dostrzec można pozostałości rzymskiego Odeonu. W pałacu (choć jego historia sięga jeszcze dalej w przeszłość, niż czasy Normanów), po którym pozostała właściwie tylko wieża, znajduje się Centrum Informacji Turystycznej (w niedzielę nieczynne), a na dziedzińcu zorganizowano małą wystawę prezentującą między innymi kolorową sztukę sycylijską.

Skręcając z Corso Umberto I w lewo dojdziemy ulicą Via Teatro Greco do… Teatru Greckiego, któremu poświecimy osobny akapit, więc teraz nie będziemy się na nim skupiać. Idziemy więc prosto przed siebie, dochodząc do pięknego widokowego placu – Piazza IX Aprile. Z jednej strony ograniczony jest tarasem panoramicznym, a z drugiej Kościołem San Giuseppe z charakterystyczną trójkątną dzwonnicą, oszczędną w zdobieniach elewacją oraz prowadzącymi do niego schodami. Tuż przy kościele wznosi się kamienna wieża zegarowa i brama Torre dell’Orologio. 

Wydaje nam się, że musi tu być jeszcze piękniej wieczorem, kiedy od lśniącej posadzki odbijają się światła latarń. Najważniejszą świątynią Taorminy jest Katedra św. Mikołaja znajdująca się na Placu Katedralnym (Piazza Duomo). Przed niepozornym, kamiennym kościołem wznosi się XVI – wieczna fontanna z mitologicznymi motywami i wodą pitną (sprawdzone! Ale bez wulkanicznego posmaku). Warto jest oczywiście zboczyć też z głównej arterii i wejść w uliczki od niej odchodzące, często wiąże się to z pokonaniem kolejnych wąskich schodów. Będzie za to o wiele mniej ludzi niż na ruchliwej Corso Umberto I.

Podobnie jak w Ogrodach Miejskich (Villa Comunale), które naszym zdaniem są jedną ze wspanialszych atrakcji Taorminy. Można tu wejść za darmo, a mnogość roślin  jakie tu zobaczymy, a także widoków rozciągających się z tarasów przyprawia o zawrót głowy.

Ogrody te zostały założone przez Florence Trevelyan, która była także właścicielką Pięknej Wyspy, o której również napiszemy w dalszej części. Oprócz kwiatów, imponujących drzew, zacienionych alejek, różnej maści krzewów, zobaczymy tu też kilka rzeźb, fontannę, budowle przypominające trochę azjatyckie pagody, a także pomnik poświęcony poległym podczas II WŚ. No i po raz wtóry spojrzymy w toń zatoki Naxos oraz powulkanicznych wstęg masywu Etny schodzących wprost do morza.

Teatr Grecki w Taorminie

Jeden z najwspanialszych symboli świata antycznego mówi się, że najbardziej „kultowy” widok Morza Śródziemnego. Znajduje się… ponad miastem. Z trybun teatru pochodzącego z III wieku p.n.e rozciąga się niesamowicie piękny widok na Morze Jońskie i ogromny masyw Etny. Wulkan nie chciał jednak akurat tego dnia ukazać nam swego oblicza w pełnej krasie. Ciężkie chmury kotłowały się nad jego czubkiem od czasu do czasu rzednąc i jednocześnie dając nam nadzieję na wyczekiwany obraz. Etna ukazała nam się czysta 2 dni wcześniej w Katanii i jej zdaniem to wystarczyło.

Była pierwsza niedziela miesiąca, więc wstęp do teatru okazał się darmowy (normalnie bilet kosztuje 10 euro). Sami więc rozumiecie, że gdyby jeszcze widać było całą Etnę, to szczęścia byłoby chyba za wiele. Teatr zbudowany przez Greków, potem przebudowany przez Rzymian jest chętnie odwiedzany przez turystów, nawet po sezonie. Odwiedzany był też chętnie przez licznych artystów, zwłaszcza tych XIX-wiecznych oraz z przełomu wieku XIX i XX . Taormina, często stawała się jednym z obowiązkowych punktów podczas ich podróży zwanej Grand Tourem. Czasem ta wielka podróż kończyła się właśnie tutaj w Taorminie.

I tak na przykład był tu znany wiedeński secesjonista Gustaw Klimt. Uwiecznił nawet na płótnie grecki teatr w swojej pełnej krasie. I choć dzieło to nie jest jego najbardziej znanym (bo takim jest bez wątpienia słynny „Pocałunek”), to jednak biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze kilka tygodni wcześniej podróżowaliśmy śladem artysty po stolicy Austrii, było to dość osobliwe doświadczenie. „Wpadaliśmy” na siebie jeszcze kilka razy podczas tej podróży.

Był tu też J.W. Goethe jak na prawdziwego romantyka przystało i miejsce to uwiecznił w swojej „Podróży do Włoch”. Mieszkał tu czas jakiś Irlandczyk Oscar Wilde. Albo nasz rodak Jarosław Iwaszkiewicz, który opisywał Taorminę nie zapominając oczywiście o jej najsłynniejszym zabytku. A że rozpoczyna się on od słowa „motyl” to już zupełny przypadek.

Motyl biały – Planeta wiersz – pomiędzy morzem,
Stygnącym gdzieś tam w dole, a między teatrem,
Gnany wątłych przypomnień ustającym wiatrem,
Wznosi się i opada – najwątlejsze ze stworzeń.
Zbłąkany w obszar morza i ogrom Etny,
Pomiędzy przepych kolumn i słońca obszary,
Skazany na dantejskie nieustanne kary,
Kołysze się i waha, malutki, lecz świetny.
I ja tak porzucony na zielonym brzegu,
Patrzę na roztocz morza i na teatr niemy,
I na skały, na kwiaty, co ku morzu biegą.
I na fortece górne, na spiętrzenie miasta
I na trawę zieloną, co kamień porasta –
I muszę mówić wiersze. Dlaczego? Nie wiemy. (Jarosław Iwaszkiewicz „Taormina”)

Nad teatrem z drugiej strony rozpościera się piękny widok na drugą stronę morza, w kierunku Kalabrii i Cieśniny Messyńskiej. Jedna i druga da się dostrzec przy dobrej widoczności. Po błękitnej toni suną co jakiś czas statki, to ruchliwe miejsce. Zupełnie jak w homerowskiej Odysei, w której przecież Odys ze swoją załoga musiał przepłynąć pomiędzy Scyllą a Charybdą, które lokalizuje się właśnie tutaj.

Widokowy spacer

Widoki w Taorminie nie ustępują tym w Cinque Terre i Amalfi. Jak tylko jest to możliwe i jak tylko pogoda dopisuje, wybieramy własne nogi jako najlepszą formę transportu po okolicy. Tak też przemieszczaliśmy się z dolnej części Taorminy – Mazzaro, gdzie znajdowała się nasza baza, do jej starej części. Trasa wiedzie kamiennymi schodkami biegnącymi wśród bujnej roślinności. Jak napisaliśmy, październik to czas drugiego kwitnienia na Sycylii i było to ewidentnie widać właśnie w takich miejscach.

Spacer ten przypomniał nam trochę ten wiosenny pomiędzy cytrusowymi gajami Wybrzeża Amalfi, choć tu zamiast cytryn trasę zdobiły różowe i niebieskie kwiaty, wilce, bugenwille, kaktusy oraz agawy. Ich słodki zapach unosił się w powietrzu. Zwłaszcza wieczorem, po deszczu. Dodatkowo morze,dość wzburzone z powodu sztormu przy wybrzeżu greckim, wysyłało na nas dość spore, dwumetrowe fale. Natleniona woda w dole mieniła się więc wszystkimi odcieniami turkusu. Było to piękne.

Ścieżka rozpoczyna się niepozornymi schodkami naprzeciwko Ristorante il Gabbiano. Odcinek prowadzący zygzakowatymi schodami kończy się tuż przy punkcie widokowym Via Pirandello, a właściwie tarasie widokowym, z którego roztacza się panorama na wszystkie strony od lewa do prawa z kulminacją na Etnę. Ale to jeszcze nie koniec spaceru.

Ostatni fragment przechodzimy już wzdłuż głównej trasy (Via L. Pirandello) prowadzącej, najpierw do dworca autobusowego (stąd odjeżdża między innymi Interbus bezpośrednio na lotnisko w Katanii), górnej stacji kolejki linowej, a następnie dochodzimy do wąskich uliczek starej Taorminy. Nieopodal punktu widokowego dostrzec można też wykute w skałach dawne bizantyjskie groby. Obchodząc miasto wkoło i wracając do tego miejsca od drugiej strony będziemy mieli okazje obok nich przejść.

Do górnej części Taorminy z Mazarro dojdziemy w jakieś 40 minut, a droga powrotna potrwa nieco krócej. Pamiętać należy o tym, że w październiku na Sycylii ciemno robi się po godzinie 19:00, a trasa ta nie jest oświetlona (przynajmniej w tej najwyższej części). Planując więc późny powrót, dobrze jest mieć ze sobą latarkę. Bardzo jednak Wam polecamy. Trochę trzeba się wysapać, ale każdy postój będzie pełen zachwytów.

Isola Bella

Wysepka jest rzeczywiście piękna, tak jak wskazuje na to jej nazwa. Ale chyba jednak dużo ładniej prezentuje się widok na nią, niż widok z niej samej. Przejść można do niej brodząc po kolana w morzu po wąskiej płyciźnie. Plaża jest tu oczywiście kamienista, tak jak w całym obszarze Mazzaro i przybiera bardzo ciekawy kształt trójkąta.

Ta kamienista „ścieżka” wiodąca na zieloną wyspę bardzo ładnie prezentuje się z góry, zwłaszcza jak jest wiatr. Fale z jednej i z drugiej strony odbijając się o skał obmywają ją spotykając się ze sobą właśnie w miejscu, gdzie się przechodzi. Wygląda to tak, jakby chciały zamknąć dostęp do Isola Bella.

Należała ona niegdyś do brytyjskiej arystokratki i skandalistki, a także miłośniczki ogrodów oraz zwierząt, wspomnianej już raz Florence Trevelyan. To ona właśnie kazała zbudować na niej willę z tarasami widokowymi oraz upiększyć ją różnymi rodzajami roślin, często egzotycznymi. Gdy wyspa przeszła we własność Sycylii, utworzono tu rezerwat przyrody. Aby wejść do willi, a właściwie tego co po niej zostało, należy kupić bilet (cena 4 euro).

Naszym zdaniem nie jest to konieczne, wystarczy bowiem poprzechadzać się po dolnej części wyspy, zwłaszcza, że na samą górę i tak nie można wejść (tak przynajmniej było w momencie naszych odwiedzin). Choć może jednak było warto wejść do pomieszczeń i dowiedzieć się z niewielkiej ekspozycji tam zorganizowanej, że był tu na przykład Gustav Klimt, czy Goethe, a także, że kręcono tu włoski film „Rozwód po włosku” z Marcello Mastroiannim. Właściwie kręcono tu kilka znanych włoskich filmów.

Można skorzystać też z rejsu stateczkiem wokół wyspy, który zahacza też o Niebieską Grotę, albo pokusić się o nurkowanie. A jest to podobno jeden z najlepszych „spotów” nurkowych na całym Morzu Śródziemnym. Już nasze próby ze snorkelingiem to potwierdziły. A właśnie… temperatura wody. Nawet jeśli temperatura powietrza wynosiła około 21-22 stopni, to woda była jeszcze cieplejsza, 24-25 stopni. Niebywałe zjawisko i efekt.

Castelmola

Autobus z dworca w górnej części Taorminy wypełniony po brzegi, mimo, że przecież jest koniec sezonu, a tamtego dnia pogoda wcale nie była idealna. Kupujemy bilety do uważanego przez wielu za najpiękniejsze miniaturowe miasteczko Sycylii – Castelmola (bilet w jedną stronę kosztuje 1,90 euro, w dwie strony 3 euro). Trasa pnie się serpentynami w górę, a my nie możemy wyjść z podziwu nad widocznymi zza szyb widokami oraz umiejętnościami kierowców sycylijskich autobusów. Jak oni to robią, że wielkimi busami z gracją jadą wąskimi drogami nad przepaścią? A przecież nie tylko oni są na tej wąskiej jak wstążka drodze. Pozostanie to chyba nieodgadnioną tajemnicą.

Miasteczko,wpisane zresztą do prestiżowego grona „I Borghi più Belli d’Italia”, zachwyca swoją kamienną zabudową i wszędobylskimi roślinami, które pięknie prezentują się w towarzystwie jasnobrązowej zabudowy. Miasteczko okazało się bardzo ciche i spokojne. Bardzo. W wąskich uliczkach mijaliśmy raczej koty, a nie turystów.
Ze spektakularnie położonego miasteczka, a zwłaszcza, górujących nad nim pozostałości po romańskim zamku Mola rozciąga się nieziemski widok na Etnę, która znów nie chciała zrzucić pierzynki z chmur, na wybrzeże, na pofałdowaną zieloną okolicę, na Zamek Saracenów, wiszący nieco niżej, ale wyżej nad Taorminą i na Cieśninę Mesyńską i na Kalabrię.

Czekając na autobus powrotny przy Piazza San Antonio do Taorminy zatrzymaliśmy się w Pierre e Cat na przekąski – oczywiście były nią arancini. Tutaj też skosztowaliśmy słynnego wina migdałowego – produktu pochodzącego właśnie z tej miejscowości. Nieco więcej napiszemy o nim pod koniec tego tekstu. Słynny ponad 100-letni Antico Caffè San Giorgio na pewno ładniej wygląda i jest fajniej położony,ale nie udało nam się znaleźć wolnego stolika wśród oczekujących na autobus a obsługa Pierra bardzo nas zabawiała. Opowieściami o wszystkich rodzajach arancini oraz wspomnianym winie.

Castelmola może być też dobrym pomysłem na „bazę” gdy się przyjeżdża w okolicę. Zwłaszcza jak lubicie góry i widoki a nie wodę. To sugeruje Natalia z bloga Italia-by-Natalia w swoim wpisie o tym miejscu.

Dworzec kolejowy Giardini

Z „naszej” zatoczki szliśmy do dworca kolejowego w Taorminie (Taormina-Giardini) spacerkiem wzdłuż głównej (i jedynej!) drogi jakieś 25-30 minut. Biorąc poprawkę na to, że ciągle się zatrzymywaliśmy, by podziwiać krajobrazy i robić zdjęcia. W zasięgu naszego wzroku była zarówno Isola Bella, skałę, która pilnuje wejścia do słynnej Grotta Azzurra, jak i zawieszone na skałach imponujące miasteczka jak Savoca (grała w „Ojcu Chrzestnym” Corleone).

Przez całą drogę towarzyszyły nam nieziemskie widoki. Po silnym wietrze i burzy, niebo i woda nabrały bardzo intensywnej błękitnej, a nawet lazurowej barwy. Do tego mnóstwo kolorowych kwiatów i wciąż jeszcze soczyście zielonych roślin. Trasa wiodła główną drogą, po której poruszają się zarówno samochody osobowe jak i autobusy, więc trzeba naprawdę uważać (chodnika brak). Bez problemu można jednak przejść przez fragment drogi biegnący przez tunel (doskonale widać to z plaży przy Pięknej Wyspie), ponieważ akurat tu dla pieszych wyznaczono tu coś w rodzaju chodnika (poza tunelem). Oczywiście można tu także dostać się autobusem, którego przystanki są rozlokowane w różnych miejscach przy drodze, a także przy jednej z knajpek w dolnej części Taorminy.

To chyba jedna z piękniejszych tras kolejowych. Biegnie tuż przy morzu, co widać bardzo dobrze właśnie z góry, z naszej trasy. Można się stąd dostać w około dwie godziny pociągiem między innymi do Syrakuz, czy do Catanii Centrale (w jakieś 45-50 minut). Budynek dworca kolejowego jest bardzo interesujący, znajduje się tu małą izbę kolejowej pamięci.

Co ciekawe dworzec ten stał się tłem do kultowego filmu „Ojciec Chrzestny”i sceny gdy Al Pacino wita Diane Keaton, co nie umknęło naszej uwadze, co zrobiliśmy kilka zdjęć do naszej kolekcji film-rzeczywistość. Zobaczcie sami… Nawet doniczki na drugim peronie zostały w tym samym miejscu.

Na dworcu, jak na większości włoskich dworców znajduje się mała kawiarnia, gdzie kupujemy bilety na autobus do centrum, popijamy kawę z cornetti albo sycylijską lemoniadę z mandarynkami.

Co koniecznie trzeba spróbować na Sycylii?

Dużym odkryciem stały się dla nas lokalne przysmaki. Czemu dopiero teraz, skoro Sycylia jest nam już trochę znana? Kiedyś zupełnie nie przywiązywaliśmy do tego wagi. Dziś, stało się to dość ważnym elementem naszego podróżowania. Choć oczywiście wciąż nie możemy nazywać się ekspertami od kulinariów danych regionów (choć jakaś kiełkująca pasja zaczyna to być).

Hitem naszego wyjazdu i doskonałą przekąską podczas intensywnego zwiedzania okazały się Arancini, czyli kulki ryżowe (albo stożki ryżowe) z farszem na przykład mięsnym albo warzywnym, z dodatkiem pistacji itd. Rodzajów jest naprawdę sporo i mimo, iż to przekąski nie tak znów duże, to naprawdę bardzo sycące. Uznajmy to za formę street-foodu, kosztują od 2 do 4 eur za sztukę. Zawsze na ciepło.

Najbardziej znanym sycylijskim deserem są natomiast pyszne Cannoli, czyli rurki z kremem na bazie serka ricotta. Ciasto bardzo przypominało nam nasze poczciwe faworki (albo też chrusty). Całość posypana pistacjami i na przykład kandyzowanymi owocami. Wariacji właściwie jest kilkanaście. Po jednej porcji sił starcza naprawdę na długo. Zapycha! Dość przyjemnie nam się tego próbowało w knajpce Fanaberia na placyku z fontanną przy schodach do Palazzo Ciampoli.

Na koniec wreszcie wino migdałowe (Vino alla Mandorla), które skosztowaliśmy w miasteczku Castelmola. Dla nas, to raczej bardzo słodka nalewka, niż klasyczne wino, zwłaszcza, że podaje się je w wysokich, smukłych małych kieliszkach, ale smak ma naprawdę ciekawy.

Tak naprawdę to wino deserowe wzmacniane migdałowym, wysokoprocentowym alkoholem. Mówi się na nie eliksir miłości, więc skosztować chyba warto? Podaje się je na przykład z twardymi ciasteczkiem Cantucci (ciasteczka migdałowe), które można zamaczać w słodkim trunku. Albo samodzielnie, po prostu jako deser. Takiej lekcji udzielił nam przesympatyczny kelner z kawiarni…

Pizza na Sycylii, jak pizza. Być może do tej z Kampanii nie może się równać, ale w porównaniu z polską skalą – oczywiście niebo w gębie. Zwłaszcza opcja „siciliana”. Teoretycznie w Taorminie jest o 2-3 euro drożej na każdej pozycji w menu, ale restauracja, którą wyhaczyliśmy, dość niedaleko nas a jednocześnie z widokiem na morze i pizzą, lasagna w karcie, całkowicie nas usatysfakcjonowała. Nazywała się Gallo D’Oro.

Pyszne arancini na wynos zamówiliśmy w górnej Taorminie w barze stritFUD niedaleko słynnego, wykafelkowanego BamBar, który jednak zawsze pęka w szwach, w drodze do Parku Miejskiego w oraz w „dolnej” czyli Mazzarro w kameralnej La Cuccina di Gio, otwieranej tylko 2 razy dziennie na chwilę by sprzedaż świeże wyroby. Polecamy!

Problemem jest chyba tylko kawa, której w Taorminie na ogół nie uświadczycie za 1 eur. Nawet przy barze. Tak jak wspomnieliśmy ceny wszystkiego są tu o 20-30% wyższe. Jeśli zamierzacie zrobić jakieś samodzielne zakupy to pod żadnym pozorem nie róbcie nich ani w Mazzarro ani w sklepach blisko dworca autobusowego. Jedyny rozsądny supermarket to Simply znajdujący się nieco poza Porta di Catania.

Co w okolicy Taorminy?

Na północ od Taorminy znajduje się strefa dość regularnego i prostolinijnego brzegu, zdominowana przez plaże. Są to miejscowości Mazzeo i Letojanni. Na południe, w stronę Giardini Naxos, gdzie znajdują się słabo zachowane ruiny greckiego miasta – również. Do jednego i drugiego miejsca (a także to Castelmola i Savoca, gdzie kręcono inne sceny do „Ojca Chrzestnego”) kursuje specjalny wahadłowy autobus na trzech liniach: czerwonej, zielonej i niebieskiej a bilet całodniowy na ten autobus kosztuje 14 eur. Opłaca się, ale w październiku skasowane są dwa pierwsze i jeden ostatni kurs. Więc trochę mniej się opłaca 😉

Wpis powstał w wyniku współpracy z marką Novasol jako ósmy i ostatni odcinek cyklu „Motyle w Europę” o najbardziej romantycznych regionach Europy, idealnych na podróż we dwoje lub z przyjaciółmi i rodziną. Mamy przyjemność ogłosić, że Wędrowne Motyle zostali blogowymi ambasadorami Novasol w roku 2019.

Zobacz więcej domów na wynajem na Sycylii +mapa oraz w Taorminie | Zobacz link z naszym domem na wynajem 

Konkurs! Oczywiście w tym roku znów ktoś z Was będzie mógł wygrać wakacje w jednym z domów, należących do Novasol. Warunek prosty – musicie śledzić nasze relacje. Również na Insta Stories. To ułatwi Wam potem odpowiedz na pytanie konkursowe. 

Ilość komentarzy: 13 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • sycylia.pl says:

    Świetny artykuł jak i film, bardzo szczegółowo opisaliście całą Taorminę jak i Katanię. Dobrze że wybraliście się tam w październiku kiedy ilość turystów jest o wiele mniejsza a pogoda nadal sprzyja pływaniu w morzu. PS: fajny ten tłumacz:)

  • Areoplan says:

    Którą miejscowość polecilibyście na bazę wypadową po wschodniej Sycylii, Katanię, czy coś innego?

  • renata says:

    Od kiedy pamiętam zawsze marzyłam o Sycylii. Po przeczytaniu wpisu, już wiem, że muszę tam być.
    Proszę o namiary na tak cudowną kwaterę.

    • Wędrowne Motyle says:

      Pod koneic wpisu jest link bezpośredni. Zapraszamy

  • Monika says:

    Świetny artykuł!! Do Taorminy lecę 27.11, właśnie z baza noclegowa w tym miescie, Wasze sugestie są mi bardzo pomocne przy planowaniu podróży. Czy z lotniska to najkorzystniej będzie dostać się tam Interbusem?

    • Wędrowne Motyle says:

      Finansowo taniej wyjdzie bus do miasta + kolej, natomiast bezpośredni Interbus z lotniska wyjdzie właściwie podobnie. Tylko, że nie kursuje co chwilkę.

  • Renia says:

    a Syrakuzy? polecacie? bo z Catanii to podobna odległośc

    • Wędrowne Motyle says:

      Syrakuzy mogą być dobrą alternatywą do okolic Taorminy. Na upartego przy 7 dniach wyjazdu można zahaczyć o Syrakuzy na 1 dzień pociągiem wcześnie rano – wieczór powrót. Są tez autobusy bezpośrednio z lotniska. Jest też słynny teatr antyczny ale są też ruiny antycznego miasta, czego nie ma w Taorminie. I ucho Dionizosa 😉

  • Lu says:

    Super dzięki 🙂 a jak często kursują pociągi z Katani do Taorminy? I jaki koszt i gdzie kupic bilet?

    • Wędrowne Motyle says:

      Kursują co godzinę, a nawet częściej. Koszt w zależności od rodzaju składu – zawsze kilka euro. Od 4,30. Kupujemy na dworcach w automatach. Np.na Catania centrale. Należy skasować!

  • Bardzo dziękuję za ten ciekawy, merytoryczny wpis i piękne zdjęcia! Po niedawnej podróży na Maltę, teraz marzy mi się Sycylia. Na pewno skorzystam z Waszej wiedzy podczas przygotowywania podróży. 🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      Bardzo proszę. My kiedyś połączyliśmy nawet Sycylię z Maltą 🙂