Ciekawe miejsca w Europie Ciekawe miejsca w Szwajcarii Niesamowita podróż z bajkowymi widokami na Alpy. Nasza trasa szwajcarskimi kolejami

Niesamowita podróż z bajkowymi widokami na Alpy. Nasza trasa szwajcarskimi kolejami

W czasie, gdy na dzikim zachodzie w USA pionierzy podbijali nowe ziemie za pomocą torów kolejowych, Szwajcarzy (z nieocenioną pomocą Anglików) marzyli o ujarzmieniu swoich wysokich gór. Również za pomocą kolei. Już 15 czerwca 1844  powstała pierwsza kolej parowa w Konfederacji a do 1875 roku większość głównych miast w Szwajcarii była już połączona koleją. Powstała też pierwsza w Europie kolej zębata na szczyt góry (Rigi nad Jeziorem Czterech Kantonów). W 1889 roku na szczyt góry Pilatus blisko Lucerny kursowała już najbardziej pochyła kolejka na świecie. I co ciekawe dzierży ten tytuł do dziś.

Szwajcarskie koleje to mechanizm najwyższej jakości, niczym trybiki szwajcarskiego zegarka. Na dodatek powstały w miejscu, gdzie to, co za oknem skutecznie odciąga wzrok, od tego, co w środku wagonów. Przejażdżka szwajcarskimi pociągami to podróżnicze marzenie nie tylko fanów kolejnictwa. Wielu przybywa do tego kraju tylko po to. Jak to wygląda w praktyce i czy warto odłożyć trochę złotówek na tego typu atrakcje? Dzięki uprzejmości Szwajcarskiej Organizacji Turystycznej mieliśmy okazję sprawdzić to sami, a także pokazać Wam. Do Szwajcarii przyjechali jeszcze przedstawiciele 5 innych blogów, po to by pokazać ten kraj na 5 innych sposobów. Nam przypadły pociągi.

W sytuacji, gdy jedno i drugie pochodzi z rodzin z kolejarskimi tradycjami, pomysł ten wydał nam się wręcz idealny, właśnie dla nas. Wsiadać, drzwi zamykać…

Zurych

  

Mało jest w Europie tak dużych miast, które położone są nad rzeką w sposób tak poukładany, grzeczny i piękny. Zurych leży tam, gdzie rzeka Limmat wypływa z Jeziora Zuryskiego. Najważniejsze i najpiękniejsze miejsca miasta, w tym starówka, okupują północny i południowy brzeg rzeki. Gdzieniegdzie wystając jakieś 50 czy 100 metrów ponad dolinę i tworząc ciąg punktów widokowych na miasto. Skorzystaliśmy z dwóch: wjeżdżając krótką, bo zaledwie 200-metrową Polybahn na taras widokowy przed gmachem politechniki, gdzie do studiów dopuszczono pierwszą kobietę na świecie.
Po drugiej stronie nad doliną wisi Park Lindenhof, z którego rozciąga się świetny widok na starówkę największego miasta Szwajcarii. Z tutejszych lip zbiera się się ekstrakt do szwajcarskiego ginu Tauricum (łacińska nazwa Zurychu). To był moment, w którym wywołaliśmy słońce. Najpierw delikatne, nieśmiałe, następnego dnia mocne, intensywne, gdy zaproszono nas na uroczysty obiad w restauracji na otwartym powietrzu – Fischers Fritz. Cała ekipa za chwilę miała się rozjechać po Szwajcarii i realizować swoje pomysły na ten kraj.

W okolicach 16:00 zameldowaliśmy się na imponującym dworcu kolejowym, który przez dwa dni oglądaliśmy z naszego hotelowego okna, a który kryje w sobie halę nie gorszą, niż Grand Central w Nowym Jorku. Od teraz jednak stwierdzenie „oglądaliśmy z okna” nabrało nowego znaczenia. Zobaczycie sami.

Droga na południe

 

Z Zurychu pojechaliśmy przez miejscowość Zug (cóż za zbieżność nazw) do Göschenen i dalej starą drogą Św. Gotharda. Oczywiście po przekuciu nowego tunelu Św. Gotharda szybkie pociągi pokonują masyw Alp Lepontyńskich dużo szybciej, ale Adriana, dobry duch i opiekunka naszej akcji radziła, by przejechać starą trasą, która nadaje się idealnie na pierwsze zderzenie ze Szwajcarią. Szwajcarią z okna pociągu, jako rzeczą doskonałą i zachwycającą. Tak było.
Szczególne wrażenie zrobiły na nas serpentyny niedaleko miejscowości Wassen. Widok na ten kościółek pojawił się nam czterokrotnie. Za każdym razem z innej strony pociągu. To był fantastyczny drogowskaz do największej kolejowej przygody naszego życia.

Locarno

Choć naszym głównym celem kilkudniowego wypadu do tego bajkowego kraju były dwie widokowe linie kolejowe w Gryzonii, to przedsmakiem tej przygody, zakąską miał być kanton Ticino. Jedyny włoskojęzyczny region Szwajcarii. Jeśli tak, to była to najpyszniejsza przystawka na świecie.
W Szwajcarii startował właśnie zielonoświątkowy długi weekend. W pociągu wyjątkowe tłumy. Dosłownie na godzinę przed zachodem słońca wyskakujemy z regionalnego pociągu w Locarno i biegniemy do dolnej kolejki funicularu na Orselinę. Wcześniej wiedzieliśmy, że widok z góry nas nie zawiedzie. Są miejsca na świecie, które, gdy analizujesz je od lewa do prawa w google maps – wiesz, że po prostu będą dobre. I tak stanęliśmy przy barierkach z widokiem na Jezioro Maggiore, jeszcze z zapachem smaru szyn unoszącym się od torów, widząc jak słońce maluje przeciwległe szczyty pomarańczową farbą, a wszędzie unosiła się woń kwiatów. Bajka!

Okolice Locarno należą do najcieplejszych i najbardziej kwitnących rejonów Szwajcarii. Palmy to tutaj coś naturalnego. Same Locarno, słynące z festiwalu filmowego i muzycznego to miasto, które z dumą opiera się o jezioro, przylega do niego szpalerem fantazyjnych drzew, schodów i nabrzeża. Serce miasta wyznacza Piazza Grande, gdzie akurat z powodu święta rozłożył się targ produktów tradycyjnych. Zakupiliśmy świeżą polentę, specjalność Ticino, która wspomagała nas przez dwa dni. W Locarno warto też spojrzeć na zamczysko Viscontich, tego znanego mediolańskiego rodu. Jednak więcej o mieście i całym Ticino napiszemy w osobnym wpisie.

Ascona

Widok ze schowanego nieco kościółka San Michele na Asconę, uroczą wioskę rybacką, która przeżyła najazd artystów, poetów, malarzy i ludzi słowa na przełomie XIX i XX wieku, uświadomił nam po raz pierwszy, że śmiało można mówić tu o szwajcarskich tropikach. Oprócz ogromnych smukłych drzew palmowych dominowały kolorowe kwiaty, pnącza, mnóstwo soczystej, wilgotnej zieleni. Widocznie to samo odczuwali kiedyś twórcy jedynej na świecie wioski artystycznej – Monte Verita, położonej powyżej Ascony, w której swego czasu pomieszkiwali np. Hermann Hesse, Carl Jun czy Erich Maria Remarque. Do Ascony dojeżdżamy autobusem nr 1 z Locarno. Z karnetem STP za darmo. Rano wszyscy i wszystko tu jeszcze śpi. Oprócz ptaków.

Magadino

Ponieważ wszystkie łodzie i promy spod znaku BAT są państwowe lub regionalne, przepłynięcie nimi nie kosztuje nas nic, gdy mamy wspomniany STP. Decydujemy się na przepłynięcie z przystani w Locarno na drugi brzeg jeziora, tam skąd widać najlepiej całe Locarno i wychodzące z jego okolic bramy do trzech spektakularnych dolin: Centovali, Maggia i Verzasca. Łapiemy autobus do Sankt Antonius, potem pociąg do Bellinzony, gdzie mamy dwie godzinki na zobaczenie tutejszego cudu architektury. Żeby było śmiesznie – nigdy nie musieliśmy zerkać na rozkład w aplikacji kolei szwajcarskiej SBB, bo zawsze gdy się gdzieś wysiadało, coś gdzieś innego czekało. To było niesamowite.Wyrażenie “jak w szwajcarskim zegarku” śmiało można zastąpić “jak w szwajcarskim pociągu”.

Bellinzona

Faktyczna stolica kantonu Ticino, nie ma dostępu do żadnego jeziora, ale za to strzegła przez wielki jednego z najważniejszych szlaków handlowych, wojskowych i wędrownych w Alpach. Stąd pozostałości trzech zamczysk – twierdz, które wraz z murami obronnymi pilnowały traktu (Castelgrande, Montebello i Sasso Corbaro). Dość skutecznie. Dziś strzegą też stałego ruchu turystycznego, gdyż po wpisaniu obiektów na światową listę dziedzictwa UNESCO ciągną tu tłumy turystów z całego świata. Na główny zamek, Castelgrande można wjechać darmową miejską windą, wykutą w skale. Widoki z murów robią wrażenie. W oddali widać nasz dworzec, do którego dobiegamy, łapiemy na chwilę internet (internet na dworcach kolejowych w Szwajcarii jest szybki i darmowy) i jedziemy dalej na południe.

San Salvatore

Mijamy stację główną Lugano i wysiadamy na stacji Paradiso. Powód jest dość oczywisty, tuż obok znajduje się dolna stacja kolejki linowo-szynowej na San Salvatore, szwajcarską “Głowę Cukru”, nieco podobną do tej w Rio. To z pewnością największa i najbardziej stroma kolejka funicular, na jakiej byliśmy. Cena za wjazd w dwie strony to 30 franków. Dzięki karcie STP 50% taniej. Widok ze szczytu wzgórza, nie tylko zza barierek ale z tarasu widokowego nad kaplicą, robi niesamowite wrażenie. Stoki otaczające jezioro są strome, po drugiej stronie widać włoską enklawę – Campione, a na dole suną szpalery miniaturowych żaglówek. Widok zapiera dech. Znów wracamy myślami do Norwegii i widoków na jej fiordy. Tu jednak mamy w komplecie zarówno ten motyw ale i ciepło, intensywne słońce i dużo więcej zieleni poprzecinanej kwiatami. Szlaki wędrowne z góry wiodą kasztanowymi lasami do najbardziej słonecznej wioski Szwajcarii, Morcote.

Lugano

Największe miasto włoskojęzycznej części Szwajcarii, wspomnianego kantonu Ticino. Z głównej stacji kolejowej, wyjątkowo położonej, bo na wzgórzu z widokiem na centrum miasta zjeżdżamy (a jakże) kolejką funicular w okolice katedry, której wieża dość wyniośle góruje nad dachami, przecinając widok na góry wokół. Lugano jest położone fantastycznie, chyba jeszcze ciekawiej, niż Locarno. Bulwary nad jeziorem z przystaniami, kafejkami, szpalerami fantazyjnych drzew, palm, oleandrów. Warto koniecznie przespacerować się wzdłuż nabrzeża przez park miejski Parco Civico. Jest to na pewno jeden z najpiękniejszych parków miejskich, jakie widzieliśmy. Zwłaszcza z uwagi na położenie. Autobusem miejskim można podjechać na piękny zachód słońca w okolice Parco San Michele, skąd doskonale widać widok na jezioro i górę San Salvatore. Jeszcze wyżej, znajduje się druga góra, wisząca nad miastem – Bre i tam też można wjechać kolejką szynowo-linową z okolic. Szczyt okupuje kościółek oraz restauracja z bajkowym widokiem na całą okolicę. Warto dodać, że pociągi w regionie są skomunikowanie nie tylko wewnątrz Szwajcarii, ale co godzinę kursują też do Włoch, np nad Como czy do Mediolanu, Bergamo, Malpensy.

Tirano

Z dworca kolejowego w Lugano przy lekkim deszczyku (jedynym w czasie całego naszego pobytu) zabiera nas komfortowy, czerwony autobus ze znamiennym logo i napisem. Do Tirano, małego miasteczka we Włoszech nie kursuje bezpośrednio kolej z Lugano, więc transport uczestników trasy Bernina Express zaczyna się własnie tak. Droga szybko prowadzi do Włoch, w oddali przez chwilę majaczy toń północnej części Jeziora Como, a następnie ogromne winnice Doliny Valtellina.

W Tirano, sennej mieścinie, gdzie trwał akurat ogromny targ żywności, z uwagi na święto, dość spory ruch. Mamy dosłownie godzinę, by się rozejrzeć, choć myślami jesteśmy już w dolinie Brusio. Tutaj znów zaczyna się Szwajcaria.

Bernina Express

Już od początku widzimy, że Tirano żyje z turystów kolejowych. Życie tętni przy dworcach kolejowych, ciągną tu dziesiątki turystów z walizkami z całego świata. Słychać angielski, francuski, rosyjski, mandaryński i arabski. Tu właśnie zaczyna się nasza przygoda z Bernina Express. Jest to najwyżej położona, przecinająca Alpy w poprzek, kolej w Europie (porusza się na całej trasie bez zębatek czy lin, jest więc zaliczana do kolei  tzw. adhezyjnych). Na trasie od  Chur do Tirano pokonuje aż 55 tuneli, 196 mostów i wzniesień o nachyleniu do 70 promili. Pierwszy nietypowy punkt trasy to wiadukt Brusio. Jedyny podobno tego typu spiralny wiadukt położony w całości na powierzchni, bez użycia tuneli. Na stronie kolei RhB możecie obejrzeć filmik nagrany z kabiny maszynisty obrazujący wjazd pociągu na wiadukt w Brusio. Warto go obejrzeć.

Na wysokości 2253 m n.p.m. wznosi się najwyższy punkt trasy, Ospizio Bernina. Tutaj pogoda nam się nieco popsuła, ale tylko częściowo, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że pociągiem wjechaliśmy na wysokość tylko 250 m niższą, niż Rysy. Po wspięciu się serpentynami koło Cavaglia było już mgliście, śnieżnie, lodowo, ale mistycznie. Świadomość, że gdzieś za tymi białymi płatami majaczy czterotysięcznik Piz Bernina dawała dodatkowych przeżyć. Przy mijanym przez nas Lago Bianco znajdował się europejski wododział, pomiędzy zlewiskami Morza Czarnego i Adriatyku. Trasa ta jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako jedna z trzech linii kolejowych (pozostałe są w Austrii i Indiach). Większość czasu spędzaliśmy na bieganiu od szyby do szyby, by uchwycić najpiękniejsze momenty. Za oknami, które w tym pociągu mają prawie 3 metry i są zaokrąglone w stronę dachu trwał seans lepszy, niż w kinie. Ba, lepszy, niż w IMAX

Informacje praktyczne o pociągu Bernina Express: Ekspres Bernina kursuje na trasie Chur – Tirano, krótszy odcinek to St. Moritz – Tirano. Ceny miejscówek (pomimo Swiss Travel Pass na pociągi panoramiczne dokupuje się miejscówki) zaczynają się od 46 CHF. Natomiast można ten odcinek przejechać za darmo zwykłymi pociągami „R”, gdy się ma wykupiony Swiss Travel Pass. A jeśli nie mamy STP, to ten odcinek kosztuje 16 CHF, czyli niecałe 60 zł. Okna w zwykłych pociągach Regionalnych też są bardzo duże. I czyste 🙂

St. Moritz

Modny i bogaty kurort, położony na wysokości ponad 1700 metrów n.p.m. był naszym głównym postojem pomiędzy dwoma panoramicznymi trasami. W pierwsze popołudnie miasto przywitało nas chmurami i szarością. Za to o poranku było tak:

  

Niewątpliwie kurort nie wszystkim może się spodobać, bo jest intensywnie zabudowany, dość drogi, skierowany raczej na narciarzy  i trudno tu o tani nocleg. No chyba, że jesteśmy poza sezonem (tzn. kwiecień-maj lub październik-listopad) i wyłapiemy bardzo tani, jak na Szwajcarię nocleg w airbnb u Gino w centrum miasteczka.
Trzeba przyznać jednak miastu, że lepiej leżeć nie mógł. Powitał nas bardzo rześki poranek, ubraliśmy się na cebulkę i z plecakami zjechaliśmy gigantycznymi schodami ruchomymi na dworzec. Punktem obowiązkowym w St. Moritz, jeśli się jest tu na chwilę, jest wędrówka wokół jeziora Sanktmoritzersee. Niezwykłego miejsca, gdzie ośnieżone góry i zielone lasy amfiteatralnie otaczają go i odbijają się w jego tafli.

Podróż po Szwajcarii to eksplozja wyborów. Wyborów czym zachwycać się w takim momencie. Chętnie byśmy zostali w tej bajce, albo ruszyli wyżej, by poznać inną, ale na peronach czekała już następna.

Glacier Express

 

Glacier Express reklamuje się jako “Okno na Alpy” i na części trasy z St. Moritz „pokrywa się” z Bernina Express. Pociąg rusza po 9:00 a my dziękujemy za wymodloną słoneczną pogodę, nie ma prawie w ogóle chmur. Co więcej, w wagonie pierwszej klasy, który otrzymaliśmy od Biura Turystyki Szwajcarii były zaledwie dwie osoby, Anglik z synem, ewidentnie pasjonaci kolei.
– Nacieszcie się pustym wagonem, bo za chwilę mam tutaj sporą grupę Niemców – radzi nam chorwacki steward pociągu. Potem okazuje się, że grupa nie wsiada. Szczerze zaszokowany tym faktem Ivan rzuca nam wymowne spojrzenie: Jesteście niesamowitymi szczęściarzami, cały wagon Wasz.

Pierwszym bardzo istotnym odcinkiem są tunele i wiadukty Albula, szczególnie w momencie zjazdu kolei do Bergun. Soczysta zieleń, pocztówkowe widoki, cebulaste kościoły i spójna alpejska architektura. To była fabuła seansu na tym odcinku.

 

W Filisur często dosiadają się turyści z bogatych hoteli w sąsiednim Davos. A u nas cisza, dalej sami. To były doskonałe wieści, z uwagi na fakt, że za chwilę mieliśmy przejechać najważniejszym odcinkiem linii – wiaduktem, który jest jej symbolem, który powinni rozpoznawać po zdjęciu fani kolei z całego świata. Obok wiaduktu Glenfinnan w Szkocji, to chyba najbardziej znany wiadukt kolejowy świata. Choć nazwa dość prozaiczna. Landwasserviadukt.
Później trasa biegnie już po w miare statecznej trasie, bez cudów inżynierii i ostrych zakrętów. Pociąg systematycznie zjeżdża w stronę Chur, gdzie następuje przepięcie lokomotyw i zmienia kierunek drogi.

Oberalp Pass i Andermatt

 

Nie wiedzieliśmy o istnieniu tego miejsca. Ren, najpotężniejsza rzeka Europy Zachodniej wypływa dwoma ramionami właśnie z tego miejsca. Pociąg jedzie pod prąd nurtu rzeki, która tnie dolinę tak mocno, że wzdłuż brzegów wyłaniają się jasne, węglanowe skały. To Ruinaulta, czyli Kanion Przedniego Renu, w którym turkusowe wody z topniejących lodowców przedzierają się przez rumowisko skalne. A wzdłuż nich ponad 100-letnia kolej o rozstawie 1000 mm.

Pociąg zaczyna się wspinać. Znów. Powoli żegna Gryzonię, osiągając najpierw 1000, 1500 a w końcu o 2000 metrów. Sceneria zmienia się z zielonej na białą. Śniegi spowiły kotły lodowcowe, żlebki i nisze niwalne dolin polodowcowych, gdzie rodzi się Ren. Na samym przesmyku Oberalp, czyli najwyższym punkcie na trasie Glacier Express (2033 m) maszynista zatrzymuje się na 5 minut i pozwala wysiąść wszystkim pasażerom. Jest chłodno, ale słonecznie i pięknie. Teraz doskonale rozumiemy dlaczego akurat ten pociąg ma w nazwie “Glacier”.

Informacje praktyczne o pociągu Glacier Express:  Wyrusza na trasie St. Moritz – Zermatt (miejscowość pod Matterhornem) i jest to dłuższa trasa niż “BerninaExpress”, bo trwa łącznie 8 godzin. W tym czasie pociąg przejeżdża przez 91 tuneli i po 291 mostach. Okna są nieco inne niż w BE, bo bardziej kanciaste, ale również nachodzą na dach. Stąd określenie “panoramiczny” pasuje. Ceny miejscówek (pomimo Swiss Travel Pass na pociągi panoramiczne dokupuje się miejscówki) zaczynają się od 23 CHF za ten sam odcinek, co nasza trasa. Bez STP płacimy 85 CHF. Natomiast również ten odcinek można przejechać za darmo zwykłymi pociągami „R” gdy się ma wykupiony Swiss Travel Pass. A jeśli nie, to ten odcinek kosztuje 25 CHF, czyli niecałe 94 zł. Pewnie widząc nasze zdjęcia z posiłkiem zastanawiacie się ile taka przyjemność kosztuje. Kolejne zaskoczenie. Mniej, niż w restauracjach w Szwajcarii. Posiłek z obsługą to 30 CHF.

Zjeżdżamy do Andermatt, gdzie wysiadamy, a w zamian… do pociągu ładuje się grupa chyba 100 Chińczyków. Trudno nie powiedzieć, że podczas tej kolejowej podróży mieliśmy niebywałe szczęście. Znów.
Andermatt jest węzłem kolejowym łączącym szlaki z zachodu, wschodu i północy. Po chwili zjeżdżamy już stromą, ale publiczną koleją do Göschenen, gdzie linie po opuszczeniu ogromnego tunelu Św. Gotharda łączą się już w jeden trakt. Po drodze czeka nas jeszcze kilkuminutowa przesiadka w Ersfeld (tam gdzie kilka dni temu) i po chwili podjeżdżamy pociągiem… pod nabrzeże statków we Flüelen. Oczywiście w oddali widać było już zarys statku, który do nas płynął. Naprawdę jest coś nierealnego w synchronizacji komunikacji publicznej w  tym kraju.

Rejs po jeziorze Czterech Kantonów

Jezioro Czterech Kantonów, ukochane przez Szwajcarów, jako miejsce narodzin Konfederacji i miejsce krajowych wakacji wielu z nich, ma świetną nazwę, prawda? Ma też tych nazw… cztery. Ma też cztery główne odnogi, wyryte przez lodowce dawnej alpejskiej czapy lodowej. Bez wschodniej idealnie wpisywałoby się w krzyż, który znajduje się na fladze Szwajcarii, krzyże wymalowane są również w kilku miejscach na skałach, otaczającej akwen. Przy czym ta wschodnia, najdłuższa i najbardziej spektakularna niczym nie ustępuje norweskim fiordom. Rejs tutaj z Fluelen zachwyca każdego. Znów jest lepiej niż w kinie. Soczyście, zielono, dziko, pięknie, bryza chłodzi intensywne promienie popołudniowego słońca. Mając Swiss Travel Pass można wysiąść z pociągu (tak, jednego z tych) i od razu wsiąść na przystani w statek do Lucerny, który sunie powoli, spokojnie niczym platforma po gęstej mazi. Jezioro jest jednak krystalicznie czyste, czasami dość głębokie, brzegi ma strome i skaliste, choć bliżej Lucerny uspokajają się one, zaczynają okupować je modne kurorty, hotele, wille oraz pałacyki. W wielu przypadkach wykupione przez najbogatszych ludzi świata. Więc jedynie od strony wody można je sobie pooglądać w całej krasie.
Biała flota, która kursuje po jeziorze składa się również z kilku zabytkowych parowców sprzed 100 lat, gdy Lucerna i okolice przeżywały pierwszy boom turystyczny. Prom płynie też na krótszej trasie, łączącej stolicę regionu wzdłuż zachodniego brzegu z dolną stacją kolejki zębatej na górę Pilatus w Alpnachstad. Oczywiście nie musimy mówić, że rejsy statków, przyjazdy kolejek górskich czy odjazdy pociągów są ze sobą ściśle zsynchronizowane.

Lucerna i Pilatus

Dworzec kolejowy w Lucernie to bryła na wskroś nowoczesna, jednak należy powiedzieć, że jeszcze 50 lat temu stał tu jeden z najwspanialszych dworców w Alpach. Niestety spłonął. Podobnie z resztą jak najsłynniejszy zabytek miasta, drewniany Most Klasztorny z Wieżą Wodną. Dziś już odrestaurowany. O samej Lucernie napiszemy jeszcze w zupełnie innym wpisie, niemniej jednak miasto zrobiło na nas wielkie wrażenie. Tutaj spotkaliśmy się znów z resztą blogerów, z którzy objeżdżali Szwajcarię w ramach tej samej kampanii reklamowej. Spędziliśmy razem dwa intensywne i udane dni, stołując się w kreatywnych knajpkach.

Lucerna, znana m.in. z największego na kontynencie Muzeum Transportu oraz ciekawego Muzeum Lodowców, jest świetnie położona w sercu kraju i w skłonie jednej z najciekawszych gór, jakie dotychczas widzieliśmy. Pilatus, bo to jej nazwa, wyrasta nagle, niczym wulkan na wysokość ponad 2000 metrów. Blisko szczytu dociera kolej gondolowa, do której uprzednio musimy dostać się z centrum miasta. Widoki z niej, zwłaszcza w kierunku Jeziora Czterech Kantonów wygrywają wszelkie rankingi. Na szczycie zagospodarowanie przypomina nieco nasz Kasprowy Wierch. Ale tak bardziej PRO. Oprócz centrum informacyjnego i restauracji mamy też dwa hotele i trzy punkty widokowe. W jednym z nich – Kulm – miała zatrzymać się Królowa Wiktoria, podczas swojej podróży po Szwajcarii. Królowanie tylko wypoczywała ale też firmowała angielskie interesy w tym kraju. Ciekawostka jest taka, że Anglicy w dużej mierze wybudowali koleje w Alpach. Dlatego ruch pociągów odbywa się tu lewą stroną.

Podążając tematami kolejowymi, zjedzmy trochę niżej. Z Pilatusa, wpatrując się w unikalne widoki oraz dzikie koziorożce na wyciągnięcie ręki zjeżdżamy koleją zębatą Pilatusbahn, drugą tego typu na świecie pod względem wieku ale pierwszą, jeśli chodzi o nachylenie (sięga 48 proc). Wyciągam rękę, by uchwycić ten niezwykły kadr. Czerwona, jedyna w swoim rodzaju kolej, zielona sceneria, dobra przejrzystość i jedno z najsłynniejszych alpejskich jezior w tle. Ten obrazek to jedna z esencji tego wyjazdu.

Z Lucerny wróciliśmy do Zurychu ale już bezpośrednim połączeniem na lotnisko. Zachwycając się, jak wszystko, co spotkaliśmy działało jak w szwajcarskim zegarku. A właściwie szwajcarskim pociągu.

Koszty kolejowych podróży po Szwajcarii i Swiss Travel Pass

W pierwszej chwili każdy pomyśli, że są kosmicznie wysokie. Szczerze powiedziawszy sami tak myśleliśmy zawsze. Ale skupmy się na szczegółach. Choć otrzymaliśmy bilety od Szwajcarskiej Centrali Turystyki i wiele dodatkowych dogodności, to pochyliliśmy się nad skrupulatnym obliczeniem jak to jest z tymi biletowymi wydatkami.
Bilety na pojedyncze odcinki systemu szwajcarskich kolei to zawsze wydatek rzędu kilku-dwudziestu kilku franków. W tej cenie mamy wyjątkową jakość taboru, prawie 100% punktualność i synchronizację różnych rozkładów. Kupując jednak pojedyncze bilety musimy odstać swoje w kasach plus systematycznie liczyć wydatki z portfela.

Odcinek Zurych – Locarno z przesiadkami – 64 CHF
Kolejki funicular w Locarno i Lugano – 37 CHF
Statek do Magadino – 3 CHF
Pociąg Locarno – Lugano – 15 CHF
Pociąg Tirano – St. Moritz – 32CHF + 46 CHF
Pociąg St. Moritz – Chur – Andermatt – 50 CHF + 85 CHF
Pociąg Andermatt – Fluelen – 20 CHF
Statek Fluelen – Lucerna – 23 CHF
Pociąg Lucerna – Zurych – 30 CHF
Wstęp do Muzeum FIFA w Zurichu – 24 CHF
Komunikacja miejska po Zurichu, Lucernie, Locarno, Lugano – około 20 CHF

Razem: 449CHF (na kurs franka w maju 2018 – 1668 zł)

Ceny karnetów Swiss Travel Pass i STP Youth (dla osób poniżej 26 roku życia, podane we frankach)

Łatwo obliczyć, że kupując Swiss Travel Pass w 2 klasie i podróżując intensywnie po tym kraju kolejami (i nie tylko) podróż zwraca się Wam się dość szybko. W praktyce wygląda to tak, że po 3-4 dniach podróży umiarkowanych oraz 2-3 bardzo intensywnych, podróżujecie po tym kraju już za darmo. A w pakiecie macie jeszcze m.in.: podróże statkami BAT po jeziorach, darmową komunikację publiczną (autobusy i tramwaje) w miastach, wstęp darmowy do ponad 400 muzeów w całym kraju oraz zniżki 50% na większość kolejek linowo-terenowych, tzw. „funicular”. I oszczędność czasu. Wystarczy mieć z sobą kod kreskowy. Może być na telefonie. Jeśli wrócimy do Szwajcarii na pewno kupimy ten produkt. Na 100%.

Uwaga! W przypadku zakupieniu przez osobę dorosłą STP, bilety dla dzieci i młodzieży do 16 roku życia są za darmo!
Przy korzystaniu ze strony kolei szwajcarskich – SBB.ch należy pamiętać, by wpisać datę urodzenia, wtedy naliczy nam normalną taryfę. Bez tego pokazuje ceny w  taryfie zniżkowej 50%.

Produkty i internet w Szwajcarii. Należy uważać! Nie obowiązują tu stawki roamingu z UE, w związku z czym radzimy kupić starter np. Lyca Mobile za 19 CHF i aktywować pakiet internetowy. Powinien na kilka dni wystarczyć. Jak nie – można doładować kolejnymi 19 frankami i na pewno już wystarczy. Na dworcach kolejowych SBB w Szwajcarii internet jest za darmo. Nie ma wi-fi w samych pociągach.
Ceny produktów: Duży kawałek pizzy: 5/6 CHF, butelka coca-coli 05,l – 2 CHF, czekoladki pamiątkowe Swiss Dream 8 szt – 4,75 CHF, kawa – od 1 CHF do nawet 4,5 CHF, puszka piwa – 5/6 CHF, wina (importowane) w dyskoncie Coop – od 3,5/4 CHF. Ceny posiłków w restauracjach (podpatrzone, bo mieliśmy zaoferowane za darmo) – powyżej 17/18 CHF. Wody mineralnej nie opłaca się kupować, bo woda w Szwajcarii jest zdatna do picia w kranach i publicznych źródełkach. I bardzo smaczna

 Dlaczego taka podróż? + WIELKI KONKURS 

Podróż po Szwajcarii byłaby niemożliwa, gdyby nie wielka akcja kolektywu blogów podróżniczych – grupy Bloceania, która wraz z marką „Szwajcaria. Tak Naturalnie” przygotowała akcję Szwajcaria na 6, czyli opowieść o tym kraju z punktu widzenia sześciu różnych perspektyw: zwiedzanie miast, odkrywanie smaków, wędrówki przyrodnicze, trasa samochodowa, podróż rowerowa. Nam przypadłą podróż szwajcarskimi kolejami. Siódmy pomysł należy do Was. Aby to zrobić, musicie wziąć udział w naszym konkursie.

Co zrobić, by wygrać? Wrzuć kreatywne zdjęcie, tekst, kolaż lub film na jeden ze swoich profili społecznościowych (FB, Instagram, Twitter) i koniecznie oznacz go hasztagiem #SzwajcariaNa6. Przekonaj nas w ten sposób, że to właśnie Ty masz wygrać i pojechać na wycieczkę do Szwajcarii.

Zwycięzca otrzyma dwa bilety lotnicze dla dwóch osób Szwajcarskimi Liniami Lotniczymi Swiss do Szwajcarii, voucher na trzy noclegi w pokoju 2-osobowym ze śniadaniem oraz dwa bilety Swiss Travel Pass w pierwszej klasie uprawniający do korzystania z pociągów, komunikacji miejskiej, statków na jeziorach i wejścia do niektórych muzeów. Na zgłoszenia czekamy do 30.06.2018r.

> Zgłoś się <

Wpis powstał w wyniku współpracy ze Szwajcarską Organizacją Turystyczną, oddział w Polsce w ramach kampanii promocyjnej Grupy Bloceania. Jednakże wszystkie opinie i spostrzeżenia są niezależne i należą tylko do nas. Strona internetowa Pociągu Bernina Express, strona internetowa pociągu Glacier Express. Bilety Swiss Travel Pass do kupienia online

Pozostałe teksty powstałe w ramach akcji u innych blogerów:

Ilość komentarzy: 30 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Jan says:

    Witam.
    Znakomity reportaż, mam pytanie, gdzie nocowaliście i jaki koszt ogólny ?

  • Wanda says:

    Hej hej, dzieki za wpis, bedzie bardzo pomocny przy przyszlorocznej wyprawie. Ale mam pytanie z tych bardzo blachych a jak niezmiernie waznych – z ktorej strony rewerowac miejsca w Glacier Expres i Bernina Expres? na wypadek gdybysmy nie mieli jednak pustego wagonu dla siebie 😉 Dzieki, Wanda

  • Kuba says:

    A ja mam pytanie w związku z tym że Glacier/Bernina Express ma mocno ograniczoną miejsc jakbym teraz zamawiał na lipiec lub sierpień. Czy te zwykłe regionalne pociągi które jeżdżą po tych trasach też miałyby problem z miejscówkami? Da się przez internet zarezerwować przejazd? Czy zakładać że jak przyjdę na dworzec (z ewentualnym Swiss Passem) to i tak znajdzie się dla mnie miejsce?

    I to samo pytanie z trasą Zurych -> Locarno – czym jechaliście? Czy trzeba rezerwować? Sam znalazłem że jeździ tam TrenItalia ale przez stronę nie da się kupić biletu.

    Czy Szwajcaria ma jakiś odpowiednik naszego rozklady.com.pl? 🙂

    Ile dni wam zajęła wycieczka?

    Pozdrawiam

    • Wędrowne Motyle says:

      Na SBB.com albo SBB.ch jest super rozkład. Podobnie ich aplikacja mobilna. W Regionalnych nie trzeba miejscówek i nie trzeba też z wyprzedzeniem online rezerwować. na dworcach nie ma kolejek. Są też automaty 🙂

  • Najfajniejsze jest to, że praktycznie w tym samym czasie robiliśmy bardzo podobną trasę, tylko, że kamperem 😉

    • Wędrowne Motyle says:

      Jakoś tak się minęliśmy właśnie, że my kończąc – wy zaczynając

  • Czakos says:

    Ależ cudowna podróż 🙂 Godna pozazdroszczenia, widoki przepiękne. Pozdrawiam!

  • Wedrownik says:

    Fajnie się schodzi z Pilatusa piechotą w nocy, gdy kolejka już nie działa.

    • Wędrowne Motyle says:

      Brzmi super. Oczywiście z czołówką, by zobaczyć na drodze koziorożce 🙂

  • Kamila says:

    Widoki przepiękne. Zwiedziliśmy Szwajcarię od Genewy po St Gallen i przełom Renu, ale nic nie może się równać ze wspinaczką na Jungfraujoch 🇨🇭🏔️

  • joanna says:

    Lecę za 3 tygodnie do Szwajcarii na tydzień i aż serce mi pęka, że tego wszystkiego nie zobaczę, bo jednak wakacje z rocznym dzieckiem to brak intensywnego zwiedzania, ale cieszę się, że tak chwalicie Ticino, bo właśnie w tym kantonie mam nocleg przez 7 dni 🙂 Wspaniały wpis, piękne zdjęcia, radość czytać Wasz blog. Pozdrawiam

    • Wędrowne Motyle says:

      No to masz dużo czasu by spróbować przejażdżki pociągiem z Tirano do St. Moritz. O Ticino przygotujemy niebawem osobny wpis 🙂

  • Podróżowałam po Szwajcarii w 2008 i 2012, wspominam tą podróż za każdym razem kiedy tylko jadę koleją i przypomnę sobie te perfekcyjne szwajcarskie pociągi. Niesamowite jest to, że praktycznie wszędzie można dojechać właśnie koleją. Mieliśmy wtedy na cały pobyt wykupione karty Swiss Travel System, bez których nie wyobrażam sobie podróżowania po kraju. Fantastyczna przygoda, piękne miejsca – te pieniądze wydałabym jeszcze raz, bez wahania.

  • Jejku, jak pięknie! Jak oglądałam relacje na insta to po prostu bajka! Zapisuje sobie wrtykuł, żeby przypadkiem nie zapomnieć o takiej trasie, panoramiczny pociąg, CZAD 🙂 Piękne fotki! Pozdrawiam 🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      Pięknie dziękujemy i tego samego życzymy. Takiej podróży 🙂

  • Roman says:

    Dopiero teraz przeczytałem Waszą odpowiedź , przepraszam Was .
    Jeszcze tylko jakbyście o tej Family Card coś podpowiedzieli .
    Pozdrowienia

  • Roman says:

    Cześć Wam raz jeszcze ,
    wyjaśniłem ,że jadę turystycznie do Szwajcarii i pytałem czy STP obejmuje wszystkie pociągi , le już nie odpowiedzieliście .
    Jeszcze jedno pytanie , jeżeli możecie to objaśnić : żeby dziecko mogło skorzystać z bezpłatnego przejazdu / rodzic kupuje STP / konieczna jest jeszcze Family Card . Gdzie i kiedy ją się otrzymuje ? Czy przy zakupie STP – chyba jedynie tak bo inaczej nie bardzo .
    Pozdrawiam serdecznie

  • Aleksandra says:

    Swietny wpis. Mieszkam w Szwajcarii, lecz jeszcze pociagu na trasie Bernina Express nie bralam, a chcialabym.
    Teraz widze, ze naprawde warto!
    Polecam wpis z mojego bloga dotyczacy Ticino:
    https://aleksandrabzdzikot.pl/Weekend-in-Ticino–What-to-see-and-do–blog-47.html
    Nastepym razem jak bedziecie w Ascona/Locarno polecam wam wejscie (wedrowke) pod gore do miasteczka Ronco sopra Ascona. Przepiekne widoki!!!

    • Wędrowne Motyle says:

      Na pewno wrócimy do Ticino, bo nas oczarowało. A tutaj było tylko „częścią” podróży. Dziękujemy za miłe słowa.

  • Dorota says:

    Jakże milo mi czytać ten wpis poświęcony Szwajcarii! Tak sie składa, ze to moja druga ojczyzna i miałam szczęście zwiedzić i oglądać większość z prezentowanych przez Was miejsc. Szwajcaria to jedna wielka kartka pocztowa, kraj piękny, zadbany, poukładany i niezwykle praworządny. Z Waszego bloga dowiaduję sie z czegoś więcej i znajduję pomysły inspirujące do dalszych wojaży.

    • Wędrowne Motyle says:

      Dzięki wielkie Dorota. Na pewno słowa takie od osoby która tu mieszka to wielki komplement 🙂 z pozdrowieniami

  • Nie-sa-mo-wicie to wygląda! Może się w końcu zdecydujemy odwiedzić Szwajcarię, skoro tak pięknie prezentujecie, że warto. Tylko najpierw domowy budżet trzeba podleczyć po mocno podróżniczym roku 😉

    • Wędrowne Motyle says:

      Poczytajcie sekcję o cenach i kosztach. Dla Was się może naprawdę opłacić, póki zniżki dla dzieci wynoszą 100% 🙂 dzięki!

  • Zuz says:

    Kolejową fanką nie jestem albo nie byłam. Nie umiem wyrazić słowami jak niesamowity to materiał i niesamowita podróż. Macie ciekawy dar. O czymkolwiek napiszcie, pokażecie to tak, że chce się wyjechać tam choćby jutro <3

  • Roman says:

    Cześć Wam ,
    czy kupując STP / np. 8 dniowy , druga klasa / to wszystkie pociągi są objęte tym Passem ? – np. mieszkając 50 km od Zurychu to codziennie mogę dojeżdżać tam i z powrotem przez 8 dni ?

    • Wędrowne Motyle says:

      Swiss Travel Pass jest produktem turystycznym. Nie dla mieszkańców

    • Roman says:

      Ja nie jestem mieszkańcem Szwajcarii – wyjeżdżam tam na 9 dni , będę więc jak najbardziej turystą , moja baza będzie pod Zurychem i stamtąd muszę się dostawać do Zurychu i z powrotem – stąd moje pytanie o STP

    • Wędrowne Motyle says:

      No to jak najbardziej produkt pod Ciebie. Tylko przelicz proszę czy będzie taka liczba połączeń na podobnym odcinku droższa, niż cena STP

  • Paulina says:

    Cudowności! Pociągowa przygoda w Szwajcarii piękna!
    St. Moritz nawet brzmi ekskluzywnie ;-)) zdjęcie z jeziorka – z pomostem – cudne!
    Bardzo mi się podoba – i myślałam, że drożej faktycznie te bilety na pociągi ;-)) Kiedy w końcu dojadę do tej Szwajcarii kiedyś to chyba sobie fundnę ;-)) hihi

    • Wędrowne Motyle says:

      Zupełnie szczerze z ręką na sercu (mimo, że to część kampanii reklamowej). Kiedyś też wydawało nam się, że te ceny będa kosmiczne. Teraz, po poduczeniu się i zrozumieniu wiemy, że dla chcącego nic trudnego i nie zrujnuje to budżetu.

Ilość komentarzy: 30 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.