Blog Saksonia: Malarskie i poetyckie inspiracje w krainie Szwajcarii Saksońskiej

Saksonia: Malarskie i poetyckie inspiracje w krainie Szwajcarii Saksońskiej

A więc interesujesz się jednym z najsłynniejszych niemieckich widoków, który przebiegł Ci przed oczami na mediach społecznościowych i wpadłaś/łeś też zobaczyć co i jak napiszą o nim Motyle? Dobrze. Gdy od dziś będę mówić „Takie miejsca znajdują się tak blisko Polski”, powiem głośno „taaaaaakie”, gdyż Szwajcaria Saksońska to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie dla miłośników skalnych miast i ujmujących widoków. Niemcy naprawdę mają w swoich granicach miejsce wybitne. W tym materiale przeczytacie co warto zobaczyć i czego spróbować, gdy się jest tu na chwilkę. Np. na weekend.

Gdy widziałem zdjęcia z tych terenów, wiedziałem, że oprócz hitów pinterest, stanowią one często współczesną interpretację tego, co szkicowali na papierze czerpanym romantyczni XIX-wieczni artyści, przybywający tu z Drezna, Berlina, Heidelbergu, Breslau czy Szwajcarii. Ci ostatni, Adrian Zingg i Anton Graf zresztą nadali im nazwę, którą stosujemy do dziś.

Wartość stanowi przepiękny kanion Łaby, który w tym miejscu spotyka się z niebywale wręcz poszatkowanymi przez erozję piaskowcowymi skałami. Nierzadko wiszącymi 100-200 metrów nad doliną. Plus kilkanaście trudnych do narysowania na mapie skalistych dolin odchodzących od Łaby w kierunku północnym. Niesamowity krajobraz, który mógł służyć Karolowi Mayowi, mieszkającemu zaledwie 30 km stąd, na idealną rozgrzewkę przed pisaniem o dalekim Dzikim Zachodzie. Wiele krajobrazów Saksońskiej Saksonii przypominało mi obrazki rodem z Oregonu, Utah czy Colorado. Za chwilę zobaczycie dlaczego.

Szwajcaria Saksońska. Położenie i geneza powstania

Obszar, który Wam opisujemy to część Gór Połabskich i dzielą go między sobą dwa kraje: Niemcy i Czechy. Po czeskiej stronie obszar zwany „Łabskimi Piaskowcami” lub „Czeską Szwajcarią” jest podobnie spory, ale jednak mniej spektakularny. Bazami wypadowymi jest Decin i Hrensko, z którego pływają promy do Bad Schandau. Po niemieckiej stronie mamy przynajmniej kilkanaście skalnych miast (czyli miejsc, gdzie formacji skalnych znajdziecie wiele w jednym miejscu, a nie kilka). Niektóre samotne, a niektóre pogrupowane z kilkoma innymi blisko siebie, dzięki czemu zapewniają wędrówki na cały dzień. A także wąwozy rzeczne, punkty widokowe bezpośrednio nad doliną Łaby oraz góry stołowe, jak np. Lillestein.

Skąd te wszystkie: pionowe ściany, baszty, iglice, wąwozy, szczeliny, głębokie doliny i wąskie tarasy skalne, oraz bazaltowe wzniesienia w kształcie stożków i wyspowym? To bardzo dobre pytanie.

Otóż tak pokrótce: Na tym terenie zarówno obserwowano procesy osadzania się różnych miękkich skał, jak piaskowce czy margle. Potem doliny w nich zaczęły żłobić rzeki i strumyki. Ale najlepsze zostaje na końcu. Do akcji włączyły się wulkany i procesy wulkaniczne z sąsiednich Czech. Erupcje powodowały pękania i kruszenie się skał. Czasami lawa wydostawała się pomiędzy piaskowce i zastygała. W kolejnych milionach lat szybciej ulegały erozji skały piaskowcowe, więc dziś widzimy osobliwy miks skał twardszych i miękkich. Te najmniej odporne znikały, tworząc szczeliny i groty. Twardsze zgodnie trzymały się nietknięte, dumne, często samotne i wysoko ponad las. I dlatego teraz wygląda to wszystko jak nie z tego świata.

DOJAZD: Z Polski najlepiej dostać się tu samochodem przez Niemcy (Gorlitz, Budziszyn potem Sebnitz) lub przez Czechy (Liberec, Decin). Pamiętajcie, by na parkingi w Niemczech zarezerwować sobie kilka-kilkanaście Eur w drobnych. Flixbus kursuje z Krakowa i Wrocławia do Drezna, a z Drezna pociągi do Bad Schandau kursują przynajmniej co godzinę. Cena biletu to ~10 eur. Koleje Dolnośląskie organizują promocję „Drezdeńską” z Wrocławia za około 100 zł , na którą warto się załapać. Szczegóły na stronie.

Bad Schandau

W drugiej połowie XIX wieku już znany kurort, ostatnie większe miasto przed granicą z Czechami, połączone zresztą z czeskim Hrensko nie tylko koleją ale też flotą rzeczną. Aby się tu dostać należy podpłynąć promem około 10 minut z dworca kolejowego do przystani w centrum. Bardzo ciekawe przeżycie, jeśli nie planujecie np. skorzystać z kursów parowcami, czy statkami wycieczkowymi po Łabie.
Bad Schandau leży wciśnięte w dolinę pomiędzy dwoma skarpami nad Łabą, stąd wiele budynków znajduje się ponad miasteczkiem, na wzgórze można dostać się jedyną w Niemczech, zabytkową już w sumie, bo pochodzącą z 1904 roku, zewnętrzną windą osobową. W Bad Schandau znajduje się przepiękny podłużny rynek, zdominowany przez bryłę gotyckiego kościoła Św. Jana (przy ołtarzu znajduje się dziwna płaskorzeźba z Ostatnią Wieczerzą i… prosiakiem na stole) oraz park zdrojowy, z którego można odbyć nietypową, bardzo osobliwą podróż.

Tramwajem na szlaki malarzy

Miłośnicy tramwajów, komunikacji publicznej, transportu szynowego będą zapewne piszczeć z zachwytu. O ile nie przybyli tu tylko dla tej linii, bo to przecież najsłynniejszy niemiecki „interurban” i tramwaj, który kursuje przez… Park Narodowy. Wybudowana jeszcze w XIX wieku Kirnitzschtalbahn wiedzie wzdłuż krystalicznie czystej rzeczki Křinice aż do małej, malowniczej osady przy wodospadzie Lichtenhainer. Ta mała osobliwość szczególnie pięknie wygląda… gdy co godzinę właściciele okolicznej gospody spuszczają wodę z tamy nad nią przy akompaniamencie Vangelisa (o dziwo nie Wagnera). Koniecznie usiądźcie tu na kiełbasce i niesamowicie zimnym Radebergerze.

 

Ponieważ o wielu miejscach wielu pisze wiele, ale naszym zadaniem jest zaproponować zawsze coś „ekstra”, o czym trudno przeczytać. To właśnie jest to „ekstra” 🙂 Dlatego warto przyjechać pod wodospad.

Dobrymi punktami wypadowymi na szlaki w tym rejonie są jeszcze Bad Schandau, Ostrich, Schmilka. Najpopularniejszym wydaje się słynna „Malerweg” z Bastei przez Bad Schandau aż do Czech, zróżnicowana trasa oznakowana charakterystycznym maźnięciem pędzla w kształcie litery „m”. To na pamiątką Caspara Davida Friedricha i jego wędrówek z farbami po tych okolicach.

Wątek malarza powtórzy się jeszcze w naszym wpisie z Gór Żytawskich. Jeśli wrócimy do tego raju to zapewne po to, by przejść CAŁY szlak pieszo. Brzmi jak cudowna przygoda.

Skalne Miasto Kuhstall

Z okolic Lichtenhainera wiodą liczne szlaki w kierunku najpiękniejszych szczytów wschodniej części parku narodowego Szwajcarii Saksońskiej, w tym punkt widokowy Carolafelsen (około 2 godzin) czy pod Falkenstein, kultową chyba już skałę, gdzie zaczęła się historia wspinaczki innej niż alpejska. Można też ruszyć na 3-4 godzinny trek, poprzerywany via ferratami w kierunku wioski Schmilka, z której też można wrócić pociągiem w kierunku Pirny czy Drezna. Gdy się ma mniej czasu absolutnie rekomendujemy wspinaczkę do skalnego miasta
Felsentor Kuhstall.

Bez dwóch zdań jedno z najcudowniejszych miejsc, jakie mieliśmy okazję zobaczyć w tym, obfitym w podróże roku. Czego tu nie ma. Jest skalna brama, sporych rozmiarów, tworząca otwartą w dwie strony ogromną salę, wąskim przejściem po drabinie jakubowej można dotrzeć na punkt widokowy Himmelsteiter. Drugi,  Blasketurn, znajduje się w zachodniej części, za schroniskiem. Dwa mniejsze, z boku wiszących skał są dostępne dla każdego. I tu poczuliśmy się trochę jak pośród skalnych miast Zachodnich USA. Szlak jest dość prosty, około 40 minutowy z ostatniej stacji tramwaju. To najlepszy punkt widokowy, by ogarnąć wzrokiem cały masyw. Koordynaty: 50° 55′ 34″ N, 14° 15′ 24″ E

Bardzo żałujemy, że nie mieliśmy możliwości ruszyć na szlaki na dużo dłużej, np. na cały dzień. Ale publicznie oświadczamy – wrócimy do Saskiej Szwajcarii już niebawem.

Hohstein

Większość najbardziej urokliwych saksońskich miasteczek średniowiecznych leży albo wzdłuż doliny Łaby albo w Górnych Łużycach. Wymienione Hostein, zbudowane z wielu urokliwych szachulcowych domów, leży co prawda kilka km od kanionu Łaby, jednak wciąż na terenie Szwajcarii Saksońskiej o czym świadczy nietypowe położenie starego miasta i tutejszego zamku. Wisi wręcz nad kanionem, który dookoła okrywają wychodnie skalne piaskowców. Z jednej z nich – Ritterfelsen, do której łatwo dotrzeć pieszo z parkingu przy dawnej stacji kolejowej, rozpościera się zachwycający widok. Schodząc w dół znajdziemy się w tajemniczym wąwozie rzeki Polenz, którą dojdziemy aż do Porschdorfu.
Już w XII wieku stałą tu graniczna warownia czeska na szlaku z Miśni do Pragi, Sasowie przejęli miasto dopiero w  XV wieku. Na zamku mieściło się więzenie, obóz jeniecki, potem schronisko młodzieżowe. W sumie do dziś można spać w przyzamkowych zabudowaniach. z Hohstein do Bastei jedzie się leśnymi serpentynami niecałe 15 minut.

Bastei

Co należy wiedzieć najpierw, zanim pojawimy się z najpopularniejszym i najczęściej obfotagrowanym miejscu Saksonii? Że trudno tu dostać się bez auta ale nie jest to niemożliwe. Szlak pieszy wiedzie z wioski Rathen, do której można dojechać pociągiem, choć należy użyć promu rzecznego. Do Rathen nie wolno wjechać autem. Parking oficjalny znajduje się kilka km od Bastei. Funkcjonują autobusy wahadłowe. Jednak, gdy parking mały nie jest zapełniony (a nie będzie wcześnie rano lub późnym popołudniem) warto zaparkować własnie tam. Spacer do Bastei zajmie nam wtedy 10-15 minut. Wstęp do tego cudu krajobrazowego wynosi… 0 Eur. Jedynie opłata za parking.

Pierwsze spotkanie z połabskimi piaskowcami można zaaranżować w punkcie widokowym Wehlsteinaussicht, skierowanym na północ. Drugie na Ferdinandstein, z którego rozpościera się obiektywnie najlepszy, pocztówkowy widok na słynny most. Potem zapewne zechcecie się przespacerować po moście. Gdy tu byliśmy, wbrew pozorom nie było żadnych tłumów. Nawet były chwile całkowitej pustki (początek września). Po drugiej stronie mostu czeka na nas reliktowy gród, czyli właściwe miejsce, do którego wybudowano most (bo ten nie pochodzi z tych samych czasów, co grodzisko). Za wstęp należy zapłacić 2 eur, w przypadku zamkniętej kasy samodzielnie wrzucić pieniądze do kuli armatniej. Z grodu mało pozostało, ale pomosty i barierki pomagają nam spojrzeć na okolice Bastei z innej nieco perspektywy. Gdy tu byliśmy część pomostów była jednak zamknięta z powodów bezpieczeństwa.

Warto nadmienić, że Besucher, słynna platforma widokowa (ta z pierwszego zdjęcia), wychodząca bezpośrednio nad Łabę, została zamknięta. Na zawsze. Wiąże się to z pękaniem skały, na której się znajduje. Nic straconego, skoro kilka metrów obok złowić można taki widok:

Ponadto warto nadmienić, że większość szlaków prowadzi dalej w dół do przystani w Rathen. Ale to Was interesuje zapewne tylko wtedy, gdy nie jesteście tu autem. Ciekawostka jest taka, że w opisywanej wcześniej okolicy Bad Schandau znajduje się Mała Bastei, również z widokiem na Łabę. Można na nią wejść w godzinę ze Schmilki.

Lillenstein i Pfaffenstein

Osobliwościami, leżącymi poza granicami Parku Narodowego są też dwie atrakcje przyrodnicze, leżące tuż obok miasteczka, w którym zamieszkaliśmy czyli Konigstein. Dlatego na jedną i drugą można poświęcić pół dnia przygody. Obie są samotne, wyraźne, przypominające góry stołowe, zwłaszcza charakterystyczna sylwetka Lillenstein widoczna nawet z kopuły Frauenkirche w Dreźnie. Wchodzi się na nią niebieskim szlakiem po przeprawie przez rzekę w Konigstein. Do Pfafenstein wiodą długie schody z Pfaffendorfu, wioski obok, gdzie znajduje się parking. Na wschodnim krańcu tego skalnego miasta stoi jedna z najbardziej charakterystycznych skał Szwajcariii Saksońskiej czyli wąski komin, zwany „Barbarzyńcą”.

GDZIE SPAĆ? Nasz nocleg w Konigstein to był przytulny gasthaus tuż pod wiszącą twierdzą Konigstein i przy głównej drodze. Polecamy, cenowo i logistycznie.

Materiał powstał przy współpracy z Germany.Travel – Niemiecką Centralą Turystyki w Polsce. Wszelkie opinie pozostają jednak (jak zawsze) nasze własne i niezależne. Zresztą miejsce broni się samo 😉

Ilość komentarzy: 6 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Dawid says:

    Interesujące miejsce i jak zwykle wyczerpujący i solidny opis. Jak myślicie, jest sens wybrać się tam bez samochodu? Czy dotarcie do atrakcyjnych miejsc zajmuje w takiej sytuacji zbyt dużo czasu?

    • Wędrowne Motyle says:

      My w tym rejonie byliśmy bez auta właśnie. Jedynie przy Bastei z autem. Da się bez problemu w okolicach Bad Schandau bez auta i pociągiem do i z Drezna. Ale minimum 3 dni najlepiej

  • Pasjonat says:

    No to teraz mnie zainspirowaliście! Szwajcaria na weekend? Brzmi świetnie! Z tym, że chyba trochę dłuższy uwzględniając ilość trakcji, jakie tu wymieniliście. Pozdrawiam!

    • Wędrowne Motyle says:

      I tak i nie. Weekend pt-niedziela na początek może wystarczyć. 🙂 Potem można wrócić skoro pod nosem

  • Grzegorz Magiera says:

    Wielkie dzięki za piękny opis tak intrugujących miejsc, w których byłem w 1968 roku z rodzicami ale miałem wtedy 17 lat i całkiem inne spojrzenie na to co nas otacza.
    Mam w takim razie cel mojej następnej wyprawy.
    Pozdrawiam

    • Wędrowne Motyle says:

      Jeśli jesteś z Zachodniej lub południowej Polski to nawet nie ma co czekać 😉