Blog Adwent w Salzburgu, świąteczne jarmarki i podróż śladem kolędy „Cicha noc”

Adwent w Salzburgu, świąteczne jarmarki i podróż śladem kolędy „Cicha noc”

Poranny mrozik bieli resztki jesiennych liści, choć wciąż wiele drzew świeci jaskrawymi kolorami: pomarańczowym czy żółtym. Na przedmurzu Alp budzi się dość szybko czwarte miasto Austrii. Urokliwie położony, często pomijany po drodze na południe lub odwiedzany zdecydowanie za krótko, Salzburg.
Idealne miejsce, by poprowadzić Was po historii i klimacie, który nigdzie indziej na świecie nie budzi tyle ciepłych emocji, co tu. Z prostej przyczyny: Jarmarki bożonarodzeniowe wróciły do korzeni, odeszły od kiczu i plastiku a rozbrzmiewająca po okolicy melodia „Cichej nocy”, brzmi zupełnie inaczej, gdy wiemy, że tu się narodziła.

Salzburg – zimowa scena świata. Zobacz specjalną stronę

O samym Salzburgu będzie w innym materiale, już za kilka dni. Tymczasem tutaj zapraszamy Was w kolejną tematyczną podróż. Śladem salzburskich jarmarków i tego co najlepsze w Świętach. Ich ducha.

Jarmark Dzieciątka – Christkindlmarkt

Historia jarmarku na placu przed salzburską katedrą na Residenzplatz jest naprawdę długa i sięga aż XV wieku. W tamtych czasach było to raczej targowisko, na którym kupcy oferowali wszelkiego rodzaju towary, a mieszkańcy mieli idealną okazję żeby uzupełnić zapasy nie tylko na święta, ale też na całą zimę. W XVII wieku zyskał on nazwę Jarmarku św. Mikołaja i odbywał się dwa tygodnie przed oraz dwa tygodnie po 6 grudnia. Tego typu jarmarki organizowane były w różnych częściach Europy, a ten w Salzburgu był jednym z pięciu najbardziej znaczących (obok jarmarku w Paryżu, Amsterdamie, Wiedniu, Norymberdze). Jarmark w kształt taki, jaki dzisiaj widzimy otrzymał w latach 70′ XX wieku. To nie tylko wspaniała okazja, by kupić rękodzieło ale też, by spróbować tradycyjnych przysmaków jak: chlebek bakaliowy, pieczone kasztany, orzechy i migdały oraz wziąć udział w przeróżnych wydarzeniach towarzyszących – koncerty na żywo, występy chórów, wybory Aniołka czy parady – w tym pochody przerażających Krampusów. Do nich jeszcze wrócimy.

Nieodzownym elementem każdego adwentowego jarmarku, także tego, jest tradycja picia grzanego wina oraz ponczu na rumie, który najlepiej smakuje w towarzystwie najbliższych. No i rzeczywiście tak jest, bo jarmark to doskonały pretekst, by spotkać się z przyjaciółmi i z nimi przeżywać ten piękny okres w roku. Tak robią zarówno salzburczycy, jak i przybywający tu turyści. Tak zrobiliśmy i my, choć wystarczyć nam musiało nasze wzajemne towarzystwo.

Salzburger Christkindlmarkt rozpoczyna się co roku w czwartek przed pierwszą niedzielą Adwentu i trwa aż do 26 grudnia. To jeden z najstarszych jarmarków w Austrii. Można tu zaopatrzyć się w naprawdę ładne ozdoby świąteczne oraz przeróżne rękodzieło, wśród którego szczególną uwagę zwraca to wykonane z drewna.

Pozostałe jarmarki w mieście

Główny jarmark można odwiedzić, będąc tu przelotem. A to wielki błąd, nie tylko z uwagi na kilka innych, cennych atrakcji miasta ale też… jak kilka innych jarmarków rozsianych po nim rozsianych.

Będąc z Salzburgu w okresie przedświątecznym i spacerując po jego urokliwych uliczkach i placykach niemal co krok trafiamy na mniej lub bardziej kameralny jarmark. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy przejść parę kroków dalej, na Mozartplatz, gdzie przy lodowisku i posągu Mozarta rozłożyło się kilka budek – głównie z grzanym winem, ponczem oraz przekąskami. Niezwykle pięknym i ze względu na swoje ulokowanie naprawdę wyjątkowym, jest jarmark organizowany na terenie twierdzy Hohensalzburg. My udaliśmy się tam już po zmroku, ponieważ naszym celem było zobaczenie nie tylko pięknie ozdobionego wewnętrznego dziedzińca warowni ale też spojrzenie na oświetlone miasto z góry. Jarmark w tej części miasta jest mały ale niezwykle klimatyczny. Zapach przypraw korzennych unosi się w powietrzu, a ustawiona w samym centrum choinka przystrojona jest ozdobami ręcznie wykonanymi przez dzieci z różnych szkół. Do twierdzy dojść można pieszo rozświetloną żółtymi gwiazdami ścieżką, ale też wjechać specjalną kolejką funicular z St. Peter (posiadacze karty miejskiej mają jeden darmowy przejazd).

Kolejnym jarmarkiem adwentowym o długiej tradycji jest ten ulokowany na Mirabellplatz (naprzeciwko Pałacu Mirabell – pierwsze zdjęcie poniżej). To właśnie tu zorganizowany został pierwszy jarmark po zakończeniu II WŚ. Podobnie jak w większości jarmarków w Salzburgu, także tu skosztować można świątecznych smakołyków i tradycyjnych przekąsek ale też kupić piękne przedmioty wykonane z drewna, filcu, czy też szkła.

Jednym z chętniej odwiedzanych i naszym zdaniem jednym z piękniejszych jest jarmark zorganizowany w sąsiedztwie starego browaru (dziś restauracji Sternbräu, która może pochwalić się nie tylko własnym piwem ale też dwiema historycznymi salami jadalnymi) pomiędzy ulicami Getreidegasse i Griesgasse (Zdjęcia ostatnie w galerii poniżej). To Sternadvent, którego charakterystycznym elementem dekoracyjnym są złote i srebrne skrzydła anielskie. Dominują tu niewielkie budki z drewnianymi wyrobami. My zatrzymaliśmy się tu na gorący poncz z pomarańczą i owocami leśnymi. Latem natomiast miejsce to zamienia się na przyjemny ogródek piwny.

Każdy jarmark adwentowy w mieście ma swoje wydarzenia towarzyszące. Warto jest więc zajrzeć na stronę poszczególnych jarmarków i sprawdzić na przykład kiedy można spodziewać się występu chóru, albo koncertu, czy wizyty Krampusów. Na stronie austria.info znaleźć można odnośniki do najważniejszych jarmarków w Salzburgu i okolicy.

Jarmark niekomercyjny w Grödig (St. Leonhard)

– Nasz proboszcz wiele lat temu smucił się komercjalizacją jarmarków i wymyślił jarmarki niekomercyjne, w 100% w charytatywnym celu. W ten sposób tradycja trwa, rozwija się a my zbieramy nawet 100 tys. euro rocznie – opowiada Jacob. Zanim wyściska się po drodze z kilkunastoma gośćmi jarmarku.
W niewielkiej miejscowości Grödig położonej około 10 km od centrum Salzburga, niemal u stóp góry Untersberg, w okresie przedświątecznym dzieje się magia. Niewielki kościółek – sanktuarium St. Leonhard i jego okolice są centrum jarmarku, skupiającego ludzi o niesamowitej wrażliwości i pasji. Żeby tego doświadczyć trzeba udać się tu w weekend, bo drewniane domki z przeróżnymi lokalnymi produktami od okolicznych dostawców jak konfitury, czy rybne przysmaki oraz wypieki otwarte są tylko w tym czasie. Jarmark ten od 40 lat jest kwintesencją tego co powinno nam przyświecać i o czym powinniśmy pamiętać, zwłaszcza w czasie adwentu, tuż przed świętami – to bezinteresowność oraz pomoc tym najbardziej potrzebującym. Cały dochód, a są to rok do roku coraz większe kwoty, ze sprzedaży produktów przeznaczany jest na cele charytatywne. Jesteśmy pełni podziwu dla tych ludzi – o wielkich sercach, otwartości i pasji. Przy okazji udało nam się trafić na koncert tradycyjnych pieśni we wspomnianym wyżej kościółku. Był wypełniony po brzegi! Cisza jak makiem zasiał. Jedynie skrzypienie drewnianych ławek i śpiew. Atmosfera tego miejsca była wspaniała.

Na jarmark w Grödig dojechaliśmy w około 35 minut autobusem miejskim numer 25 z centrum Salzburga. Więcej informacji o jarmarku w Grödig naleźć można na dedykowanej stronie internetowej.

Jarmark rodzinny  przy pałacu w Hellbrunn

Okazuje się, że letni pałac biskupów w Hellbrunn oraz otaczające go ogrody są atrakcją nie tylko w miesiącach letnich ale też (a może właśnie w szczególności) przed świętami. Wszystko za sprawą jarmarku, którego inicjatorem stał się właściciel przypałacowej restauracji.

Sam pałac, który w okresie zimowym jest zamknięty, staje się w tym czasie wielkim kalendarzem adwentowym, którego okna każdego kolejnego dnia odsłaniane są, aż do nadejścia 24 grudnia. Tutejszy jarmark, którego wyróżnikiem są czerwone bombki zdobiące każe drzewko (jest ich tu kilkanaście tysięcy!), na czele z ogromnym, którego gałęzie dzielnie znoszą ciężar owych ozdób jest miejscem doskonałym dla rodzin, a w szczególności dla najmłodszych.

Jest tutaj mała wioska świąteczna i wioska Krampusów, jest mini zoo, jest miejsce na ogniska. Można wysłać list do św. Mikołaja i posłuchać opowieści gawędziarza. Starszym oczy zaświecą się gdy zobaczą przepiękne wyroby rękodzielnicze – zwłaszcza te wykonane z drewna, ceramiki i filcu. Dodatkową atrakcją jest też możliwość zwiedzania pobliskiego zoo, które w tym czasie staje się częścią tego radosnego wydarzenia. Z opowieści wiemy, że najpiękniej jest tu po zmroku, choć my nawet za dnia byliśmy zachwyceni tym miejscem jak z baśni.

Do Hellbrunn także dojechać można autobusem numer 25 z centrum Salzburga. Droga trwa około 40 minut. Więcej informacji znaleźć można na stronie jarmarku.

Parady Krampusów

W okolicach dnia świętego Mikołaja (dni Krampusów to 4 i 5 grudnia) ulicami miasta przechodzą przerażające potwory, odziane w zwierzęce skóry, rogi oraz własnoręcznie wykonane drewniane maski. Słychać je już z daleka – robią wiele hałasu, wzbudzając strach nie tylko wśród dzieci. Za nimi podąża tłum turystów i miejscowych, nawet jeśli od czasu do czasu zostaną zaczepieni albo uderzeni przez jednego (albo kilku) z nich rózgami. Tak mniej więcej prezentują się ci przystojniacy:

Nie ma się jednak czego obawiać, wszystko jest kontrolowane i zabezpieczone przez specjalne służby, choć czasami gotuje krew wśród nieświadomych gapiów. Korowody przechodzą w określone dni i w wybranych miejscach. Czasem Krampusy pojawiają się na jarmarkach, mogą też wpaść bez ostrzeżenia do restauracji, czy knajpki. Często są one przedstawiane w towarzystwie św. Mikołaja, któremu odebrano tu przykrą rolę wręczania niegrzecznym dzieciom rózg. To idealne zadanie dla Krampusów. Postaci te wywodzą się z folkloru regionów alpejskich, nie tylko austriackich.

Muzeum Świąt Bożego Narodzenia

Przy placu Mozarta, w którego centrum umieszczono pomnik tego słynnego kompozytora, znajduje się Muzeum Salzburga. W żółtym budynku, do którego tyłem (choć miało być zupełnie odwrotnie) stoi Wolfgang Amadeusz, aż do śmierci mieszkała jego żona Konstancja. Przeżyła swojego męża o ponad 50 lat. Tym razem jednak nie zatrzymujemy się dłużej przy pomniku, który nomen omen, dość mocno przypomina nam rozpowszechnione wizerunki Adama Mickiewicza, nie wchodzimy też do Muzeum Salzburga. Przechodzimy obok lodowiska, by udać się do zupełnie innego muzeum.

W niepozornym budynku, na którego parterze mieści się sklepik oraz kawiarnia, mamy okazję zakosztować magii Świąt Bożego Narodzenia, prawie na miesiąc przed ich nastaniem. Salzburger Weihnachtsmuseum jest niewielkie, a wszystkie eksponaty znalazły się tam dzięki pasji kolekcjonerki – Ursuli Kloiberg, która zebrała wiele ozdób świątecznych, a także kartek pocztowych, kalendarzy adwentowych, zabawek, form i foremek używanych niegdyś do bożonarodzeniowych wypieków, miniaturki jarmarkowych straganów, postaci związane z ludowymi tradycjami adwentowymi i świątecznymi itd. Jakież to wszystko niegdyś było ładniejsze i z jak o wiele lepszych materiałów wykonane. Najwięcej emocji budzi jednak w pełni wyposażony pokój z czasów przedwojennych, z ogromną choinką oraz prezentami i książeczkami dziecięcymi z tamtych czasów. Udało się też wśród bombek odnaleźć takie, które pamiętamy z naszych domów rodzinnych. To bardzo poruszająca ekspozycja. Łezka może się w oku zakręcić.

Wstęp do Muzeum Świąt Bożego Narodzenia kosztuje 6 euro (dzieci 3 euro). Posiadacze Salzburg Card wchodzą za darmo. Terminy oraz godziny otwarcia muzeum znajdują się na jego stronie internetowej.

Historia powstawania kolędy Cicha noc

To chyba najpopularniejsza kolęda na świecie, tłumaczona na niemal wszystkie możliwe języki. Jednocześnie jedna z piękniejszych, która w wielu kościołach rozpoczyna i kończy uroczystą Pasterkę. Okazuje się, że „Cicha noc”, a właściwie „Stille Nacht”, narodziła się tutaj – na salzburskiej prowincji. A w zeszłym (2018 roku) obchodziła swoje 200 lat. Historia tej kolędy jest prawie tak piękna, jak ona sama, a żeby ją poznać, najlepiej udać się do miejsc z nią związanych. To też zrobiliśmy i Was również tam zapraszamy. Ale to za chwilę. Najpierw zatrzymajmy się chwilę przy dwóch dżentelmenach, dzięki, którym „Cicha noc” upiększa każde Święta Bożego Narodzenia.

Autorem słów kolędy był pochodzący z ubogiej rodziny wikariusz Joseph Mohr, muzykę napisał kompozytor i nauczyciel Franz Xaver Gruber. Ten pierwszy, dzięki swoim uzdolnieniom oraz niebywałej wrażliwości wydostał się z biedy, nie zapominając jednak nigdy, o tych, którzy pomocy najbardziej potrzebowali. W 1817 roku przybył do Oberndorfu, by objąć tam posadę wikariusza. Ten drugi – syn tkacza, potem nauczyciel w wiejskiej szkole, organista i zakrystianin w kościele Arnsdorf – miejscowości leżącej w niewielkiej odległości od Oberndorfu.  Tam też kilka lat później, a dokładnie w 1816 roku objął posadę organisty w kościele. 24 grudnia 1818 roku uległ prośbie swojego przyjaciela oraz wikariusza z Oberndorfu – Josepha Mohra i stworzył melodię do wiersza, który został przez niego napisany dwa lata wcześniej. Panowie wykonali ją po raz pierwszy po pasterce 1818 roku, a więc już w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. I tak to się zaczęło.

Przez wiele lat uważano, że „Stille Nacht” to tyrolska melodia wywodząca się z ludowych pieśni. Zarówno Gruber jak i Mohr nie przywiązywali do niej zbyt dużej wagi. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że po pierwszym wykonaniu nieco o niej zapomnieli. Ona jednak zaczęła żyć własnym życiem. Wraz z organmistrzem, którzy naprawiał instrument w kościele w Oberndorfie, trafiła ona do Tyrolu. Tamtejsi śpiewacy i wędrowni kupcy zanosili ją dalej i dalej. Zyskiwała ona powoli popularność w całych Niemczech, a potem w Europie, a nawet poza Oceanem.

Po latach, sam Gruber, poruszony nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi kolędy napisał dokument, w którym zawarł prawdziwą datę, okoliczności oraz miejsce powstania”Stille Nacht”. Kopię dokumentu zobaczyć można w Muzeum Kolędy „Cicha noc” w Arnsdorfie. Przejedziemy się tam za chwilę, jeszcze tylko przejdźmy na drugi brzeg rzeki Salzach, pod Wzgórze Kapucyńskie.

Również w niedalekim Hallein (około 29 km od Salzburga) Gruber objął posadę organisty oraz prowadził chór. Tutaj spędził większą część swojego życia, także ostatnie lata i zmarł 7 czerwca 1863 roku. W budynku, w którym mieszkał przez 28 lat powstało Muzeum Cichej nocy, gdzie wśród eksponatów zobaczyć można gitarę Mohra, na której po raz pierwszy w 1818 roku zagrana została melodia Cichej nocy oraz wiele oryginalnych dokumentów związanych z kompozytorem. Bilet do muzeum kosztuje 4,5 euro (dzieci 2 euro). Wszelkie informacje, między innymi na temat godzin otwarcia Muzeum Cichej nocy w Hallein znaleźć można na stronie obiektu.

Uliczka i dom rodzinny Mohra w Salzburgu

Wąska, średniowieczna uliczka Steingasse z dwóch stron zamknięta jest przez dość wysokie jak na tamte czasy kamienice. W Salzburgu nie było miejsca, by budować wszerz, trzeba więc było „iść” w górę. Przez większość dnia słońce więc tu nie dochodzi. Zaczyna kropić deszcz… Jesteśmy po drugiej stronie rzeki Salzach, jakieś 700-800 metrów od Placu Katedralnego. Pojawimy się w tej okolicy jeszcze raz, lecz tym razem wcześnie rano, gdy spiesznym krokiem piąć się będziemy po schodkach do Klasztoru Kapucynów. Wszystko po to, by zdążyć na wschód słońca.

W kamienicy przy Steingasse 31 przyszedł na świat 11 grudnia 1792 roku Joseph Mohr i tam też dorastał. Był nieślubnym dzieckiem biednej pończoszniczki. Gdyby nie wielkie szczęście i wielki talent muzyczny, być może pozostałby zapomniany, tak jak wielu, jak nie wszyscy ubodzy mieszkańcy miast, jakichkolwiek. Być może nie powstałaby kolęda „Cicha noc”. Ponadprzeciętne zdolności dostrzegł w nim Johann Nepomuk Hiernle, który był księdzem oraz kierownikiem katedralnego chóru. To on umożliwił chłopcu dalszą naukę i rozwój muzyczny. Jeszcze nie raz będziemy mogli się przekonać, że historie związane z kolędą Stille Nacht są naprawdę jakieś niesamowite i magiczne.

W pobliżu domu, w którym urodził się Joseph Mohr przy ulicy Steingasse 35, w jednej ze średniowiecznych kamienic znajduje się niewielka galeria z ręcznie wykonaną szopką. Jej twórczynią jest Pani Brigitte Aichhorn-Kosina. Rozpoczęła jej tworzenie około 50 lat temu. Zaczęło się od trzech figurek wykonanych dla swoich dzieci. Dziś jej rozmiary imponują (ponad 300 figurek). Co ciekawe, wśród wielu scenek rodzajowych, z których składa się szopka, odnaleźć też można postaci wielkich kompozytorów Mozarta, Beetovena i Chopina.

Szopkę można zobaczyć w grudniu i styczniu w godzinach 15:00 – 19:00 (soboty i niedziele). W innych terminach należy umówić się telefonicznie (numer tel +43 (0)664 – 91 66 891). Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej.

Oberndorf i kaplica Cichej nocy

Cisza. W oddalonym od Salzburga o około 20 km Oberndorfie panuje cisza. Brak tu jakichkolwiek turystów, mieszkańcy też pochowali się do swoich domów. Zupełnie inaczej jest tutaj w weekendy, zwłaszcza w te przedświąteczne – adwentowe, kiedy na niewielkim placyku przy kaplicy działa niewielki jarmark. Jesteśmy bardzo podekscytowani, bo już za chwilę zobaczymy słynną Stille Nacht Kapelle, którą człowiek kojarzy z wielu zimowych pocztówek, kalendarzy, obrazujących Austrię lub miesiąc grudzień.Za czasów Mohra i Grubera w miejscu tym stał kościół św. Mikołaja przy którym postawiono na święta szopkę betlejemską. Przy tej szopce właśnie po pasterce w 1818 roku przyjaciele po raz pierwszy zaprezentowali pieśń „Stille Nacht”.

Śpiewali na dwa głosy, a melodię odgrywał na gitarze wikariusz Mohr. Istnieje wiele hipotez na temat tego właśnie instrumentu. Dlaczego nie organy? Dlaczego gitara, na której grywało się przyśpiewki w knajpach a nie kościelne melodie? Jedna mówi, że organy w miejscowym kościele były akurat zepsute, więc trzeba było zagrać w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Sporo w tym prawdy, ponieważ zachowały się dokumenty, z których wyraźnie wynika, że organy były w tamtym czasie reperowane. Ponieważ w tamtych czasach nie można było grać na gitarze podczas liturgii, być może dlatego Mohr i Gruber zaprezentowali pieśń już po mszy, poza kościołem. Ale być może było to celowe…zagranie Grubera, który skomponował muzykę na gitarę, czyli instrument, na którym gra się prosto i od serca.

Przed kaplicą wznosi się pomnik upamiętniający twórców kolędy „Cicha noc”, a wewnątrz na okiennych witrażach umieszczono ich wizerunki. Przybywający tu turyści zawsze wyśpiewują melodię znaną niemal na całym świecie, nieraz słowa wybrzmiewają w wielu różnych językach. Tym razem jest to język polski. Próbujemy sił również i my.

W weekendy wejście do kapliczki może być utrudnione ze względu na przybywające tu wycieczki zorganizowane. Ciekawostką jest, czaszka Josepha Mohra została wbudowana w tutejszy ołtarz.

Arnsdorf i Muzeum Kolędy „Cicha noc”

Gdy w 1816 roku mieszkający w skromnych kilku izdebkach na piętrze budynku szkolnego w Arnsdorf, Gruber, przyjął także posadę organisty w Oberndorfie, to spacerował pomiędzy dwiema wioskami niemal codziennie. To dystans około 4 km w jedną stronę. Bardziej dostatnie życie niestety wymaga poświęceń. Tam poznał też swojego przyszłego przyjaciela i twórcę słów kolędy „Cicha noc”. Do Arnsdorfu przybył w 1807 roku, jako nauczyciel oraz organista i zakrystianin. Miał wówczas 20 lat.

W najstarszym (z 1771 roku) i wciąż pełniącym swoją funkcję budynku szkolnym w Austrii, na wspomnianym piętrze, w dawnym mieszkaniu nauczyciela zorganizowano dziś niewielkie, acz niezwykle interesujące Muzeum Kolędy Cicha noc (Stille Nacht Museum). Tutaj z zaciekawieniem a także wzruszeniem słuchamy opowieści Pana Maxa Gurtnera. To niesamowite jak można oddać się swojej pasji, nawet jeśli, a może właśnie dlatego, że jest ona tak bardzo niszowa. To muzeum istnieje dzięki niemu. Takim ludziom należy się największy szacunek. Ale to nie wszystko. Zostaliśmy zaproszeni też do XVI – wiecznego kościoła i ważnego sanktuarium “Maria im Mösl”, w którym zachowały się oryginalne organy, na których grał Franz Xaver Gruber. A na sam koniec kościelne kuranty odegrały nam na pożegnanie melodię słynnej kolędy.

Bilet wstępu do muzeum kosztuje 4 euro (dla dzieci 1 euro). Ponieważ wciąż tu działa szkoła podstawowa (która tak na marginesie jest cudowna!), to można je zwiedzać w godzinach popołudniowych – od 14:00. Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej Stille Nacht Museum.

Austriackie tradycje i pochodnie na Maria Plein

Nie ulega wątpliwości, że Austriacy są narodem, który niezwykle ceni sobie tradycje i chętnie je pielęgnuje. To naród patrzący mocno do przodu i progresywny ale jednocześnie wyciągający tyle z tradycjonalizmu i zdrowego konserwatyzmu ile można. Jest to jeden z czynników, które sprawiają, że tak chętnie tu przyjeżdżamy. Innymi są – doskonała architektura, jakość produktów spożywczych oraz widoki.

Doroczne jarmarki przedświąteczne i towarzyszące im liczne wydarzenia są jednymi z tych chętnie kultywowanych elementów tradycji. Przyciągają one oczywiście turystów, ale zauważyliśmy, że i miejscowi bardzo chętnie w nich uczestniczą. Oczywiście na jarmarkach tych spróbować należy grzane wino – Glühwein, kruchych ciasteczek – Linzer Augen, czy Tiroler Zelten – chlebek z suszonymi owocami oraz bakaliami. Jednym z najbardziej zaskakujących słodkości jest Salzburger Nockerl. Choć nie jest to deser typowo świąteczny, to jednak  musimy o nim wspomnieć, tak duże na nas zrobił wrażenie. Jego kształt symbolizować ma trzy góry otaczające miasto, a wykonanie może stać się problemem nawet dla najbardziej wprawnych cukierników. Bo to delikatny suflet, który pod lekko rumianą skórką kryje płynny środek w postaci sosu, najczęściej z kwaśnych owoców – tak dla kontrastu. W Wigilię Bożego Narodzenia Austriacy, w przeciwieństwie do nas, raczą się tylko jedną potrawą – prostą zupą przygotowaną na bazie kiełbaski. Uczty zaczynają się dopiero następnego dnia.

W górskich wioskach i miasteczkach niezwykle popularne są wieczorne kuligi, a także nocne spacery z pochodniami lub lampionami. Wyobraźcie sobie – ośnieżone drzewa i ścieżki, drewniane domki przykryte grubą warstwą puchu, granatowe niebo i wędrowcy z pochodniami dającymi ciepło oraz blask. Czy to nie brzmi jak bajka? O takich wędrówkach słyszeliśmy też będąc w Oberndorfie. W Wigilię całe rodziny przemierzają, dzierżąc w dłoniach pochodnie, trasę z Oberndorfu do pobliskiego Arnsdorfu. Pamiętacie, że taką samą codziennie przechodził znany już dobrze Gruber. Pozazdrościliśmy tej tradycji Austriakom i też postanowiliśmy udać się w raz z naszą przewodniczką Izą Garnter na nastrojowy spacer z pochodniami ale na wzgórze Maria Plein, z którego rozciąga się wspaniały widok na miasto. Nie było mrozu, nie było śniegu, oprócz ośnieżonych szczytów w tle. Niebo jednak zmieniło się nagle w kolor jarmarkowego ponczu, miasto zaświeciło w oddali milionem światełek. Aż prosiło się zanucić „Stille Nacht” tak, by unosiło się po całej dolinie.

Salzburg – zimowa scena świata. Zobacz informacje praktyczne, karta Salzburg, imprezy.

Materiał powstał we współpracy z Narodowym Biurem Promocji Austrii austria.info. Kliknij i zaplanuj swój zimowy urlop w Austrii.
Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy miastu Salzburg oraz przewspaniałej polskiej przewodniczce oraz tłumaczce Izabeli Gartner.

Trochę więcej zdjęć ze świątecznego, klimatycznego Salzburga:

(fot. Ula Fiedorowicz ^^)

(spotkanie z Ulą z bloga AdamantWanderer, która mieszka w Salzburgu)

 

Ilość komentarzy: 5 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *