Blog Norymberga. Zaskakujące miasto pierników i Albrechta Durera

Norymberga. Zaskakujące miasto pierników i Albrechta Durera

Stojąc na wzgórzu zamkowym w Norymberdze, widać miasto, które wstało z kolan. Choć kiedyś to tutaj klękano przed jednym z władców Europy. Zamczysko, które było w średniowieczu jedną z najważniejszych rezydencji Świętego Imperium Rzymskiego Narodu Niemieckiego i Europy w ogóle, dumnie wznosi się na piaskowcowej skale. To akurat widać dopiero przy zejściu ze wzgórza na stare miasto. Niedaleko stąd wznosi się pomnik najsłynniejszego obywatela Norymbergii, którego nazwisko zna doskonale każdy miłośnik sztuki i malarstwa. To między innymi Albrecht Durer sprawił, że te drugie co do wielkości miasto Bawarii oprócz ciemnej karty historii z lat 30-tych XX wieku może się dumnie kojarzyć z tytułem stolicy niemieckiego renesansu.

Jej historia sięga XI wieku, bo to wówczas pojawiły się pierwsze wzmianki o zamku, a korzystne położenie na szlakach handlowych sprawiło, że rozrastało się, bogaciło i zyskiwało na znaczeniu. Było to jedno z najważniejszych ośrodków Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. W końcu uzyskało status Wolnego Miasta. Największy rozkwit Norymbergii przypada na wiek XV i XVI czyli okres renesansu, kiedy nie tylko rzemiosło i handel osiągnęły wyżyny ale też nastąpił rozwój nauki i sztuki. To czas, gdy uliczkami Norymbergii przechadzał się słynny Albrecht Durer.

Miasto ma niestety na kartach swojej historii zapisane także bardzo niechlubne wersety. To tutaj właśnie odbywały się ogromne zjazdy propagandowe przywódców i zwolenników NSDAP. Po wojnie zaś (o czym przypomniał  też niedawny hollywoodzkim film z Russellem Crowe) stało się sceną do przeprowadzenia słynnych Procesów Norymberskich. Ale zanim miało to nastąpić zostało w niemal 90% zniszczone podczas alianckich nalotów dywanowych.

Oto jedna z najlepiej zachowanych po bombardowniach ulic miasta. Białoskórników

Warto dodać, że w ten proces podnoszenia miasta z ruin swój wkład wnieśli również polscy specjaliści. Nasi fachowcy, czerpiąc z doświadczeń odbudowy rodzimych zabytków, również dorzucili tu swoją cegiełkę, pomagając w Niemczech w odbudowie domów z pruskiego muru. Polski ślad w Norymberdze jest zresztą niezwykle silny i trwały. Mimo żelaznej kurtyny i komuny w Polsce, Norymberga jeszcze w czasach RFN stała się oficjalnym miastem partnerskim Krakowa. Pięknym symbolem tej wieloletniej relacji jest jedna z potężnych baszt obronnych, w której działa Dom Krakowski, zwana po prostu Wieżą Krakowską. Mieści się tam bardzo popularna restauracja, w której Niemcy do dziś niezwykle chętnie zajadają się polskimi pierogami. Innym łącznikiem jest bez wątpienia Witt Stwosz ale do niego jeszcze dojdziemy…

Zamek Cesarski

To tutaj właśnie każdy nowy władca był zobowiązany przyjechać i zwołać swój pierwszy zjazd. Bywał nim chociażby czeski król Karol IV, który przebywał w Norymberdze prawie tak samo często jak w Pradze, podążając Złotą Drogą przez Smreczany. Dziś jest to bez wątpienia symbol miasta, który warto odwiedzić na samym początku eksploracji Norymbergii. I to nie tylko z powodu widoków jakie oferuje.
Kompleks składa się właściwie z trzech niezależnych części ale jego najciekawszym elementem, naszym zdaniem, jest tzw. Podwójna Kaplica Cesarska, która została wzniesiona na samym początku XIII wieku wraz z głównym budynkiem mieszkalnym. Co w niej takiego wyjątkowego? Po pierwsze to, że jest romańska, a więc to spora gratka dla miłośników dawnej sztuki i architektury, a po drugie, składa się (jak sama nazwa sugeruje) z dwóch symetrycznych kaplic, położonych niejako jedna na drugiej, skutecznie oddzielając członków dworu czyli „zwykłych” ludzi od cesarza. Ten mógł wejść do swojej galerii bezpośrednio z osobistych komnat, będąc cały czas ponad poddanymi i zachowując odpowiedni do nich dystans.

default

Wewnątrz zamkowych komnat i sal zorganizowano bardzo ciekawą, nowoczesną wystawę prezentującą zarówno owy kompleks ale też historię Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Ponadto wdrapać się można na okrągłą Wieżę Sinwell żeby z jeszcze wyższej i szerszej perspektywy spojrzeć na miasto, a także zobaczyć (jedynie z przewodnikiem) Głęboką Studnię ulokowaną w centrum podzamcza. Została ona wydrążona w skale na głębokość ponad 50 metrów. Robi niesamowite wrażenie.

Zamek Cesarski zwiedzać można w następujących terminach: kwiecień – wrzesień: codziennie od 9:00 do 18:00, październik – marzec: codziennie od 10:00 do 16:00 (ostatnie wejście na 60 minut przed zamknięciem). Wejście na dziedzińce oraz ogrody jest darmowe. Więcej szczegółowych informacji znaleźć można na stronie obiektu.

Ja już zostało wspomniane ze wzgórza zamkowego i kilku punktów widokowych na nim ulokowanych bardzo dobrze widać miasto. A rosło ono wokół dwóch głównych traktów handlowych i przeprawy przez rzekę Pegnitz, ale przede wszystkim wokół owego arcyważnego cesarskiego zamku. W wyniku dywanowych nalotów alianckich pod koniec II Wojny Światowej Norymberga, a w szczególności Altstadt zostało zniszczone w około 90%. W związku z tym to, co dziś widzimy to znacznej mierze efekt powojennej odbudowy (zachowało się dosłownie kilka domów szachulcowych). Mimo tego jednak, patrząc na miasto z góry, mamy wrażenie, że jest ono autentyczne, stare, zachowane. To wszystko dlatego, że zdecydowano zachować oryginalny układ ulic, a także takie samo, jak wcześniej nachylenie dachów. Choć tradycyjnej zabudowy nie zachowało się zbyt wiele, to jednak jeden cudem ocalały dom jest szczególnie ważny. Ale o nim nieco później.

Miasto wysp i mostów

Przez środek Norymbergii przepływa rzeka Pegnitz, choć niewielka i raczej niepozorna, to przerzucone przez nią mosty, to zupełnie inny i niezwykle różnorodny świat. Oczywiście także wart zaznajomienia więc dajmy się mu ponieść. Zacznijmy od jednego z najbardziej urokliwych czyli drewnianego, zadaszonego Mostu Kata (Henkersteg), który wziął swoją nazwę od miejskiego egzekutora przemykającego nim do swojego domu na wyspie. Domek ten udostępniono do zwiedzania. Doskonale widać go z Mostu Maxa – najstarszego kamiennego mostu w Norymberdze. Ciekawy jest XVI- wieczny kamienny most, przy którym zobaczyć można, być może na pierwszy rzut oka zaskakującą rzeźbę woła z wielkimi rogami. Skąd on się tam wziął, skoro most ten jest tak romantyczny, na dodatek przypomina wenecki Ponte di Rialto? Odpowiedź zdaje się bardzo prozaiczna, bo most ten wykorzystywany był przez miejskich rzeźników. Nazywa się z resztą Fleischbrücke – czyli Most Rzeźników.

Na przeciwko dostrzec można zazieleniony cypel, który jest końcówką niewielkiej wyspy, która jest ponoć jednym z najbardziej romantycznych miejsc dla zakochanych par w całym mieście. Może stąd jej nazwa Wyspa Miłości (The Liebesinsel). No i jeszcze Most Łańcuchowy (Kettensteg) zupełnie inny niż dwa poprzednie ale także wyjątkowy. Jest bowiem najstarszym wiszącym mostem żelaznym w Europie kontynentalnej. Powstał w XIX wieku i jest ważnym zabytkiem techniki. A jego poprzednika uwiecznił na swoim obrazie sam Albrecht Durer, o którym jeszcze napiszemy w tym artykule. Jednym z ładniejszych kompleksów, które częściowo opierają się o dno rzeki i malowniczo łączą z wyspą Insel Schütt jest Szpital Świętego Ducha (Heilig-Geist-Spital) będący pierwotnie przytułkiem dla osób starszych i chorych. Co ciekawe to właśnie tutaj przez długie lata przechowywane były cesarskie klejnoty koronne. Jego fundatorem był XIV wieczny bogaty mieszczanin Konrad Groß, którego nagrobek można zobaczyć na terenie kompleksu, który wciąż pełni rolę domu opieki dla osób w jesieni życia.

Spacerem po Starym Mieście

Zanim zaczniemy opisywać największe atrakcje norymberskiego Starego Miasta, warto uświadomić sobie, iż mimo znacznych strat podczas wspomnianych już bombardowań pierścień murów obronnych okalających miasto zachował się niemal w nienaruszonym stanie (z liczących pierwotnie 5 km, do dziś istnieje aż 4). W ramach imponującego, trwającego dwadzieścia lat procesu odbudowy, mieszkańcy postanowili zrekonstruować prawie całe mury miejskie. Z fosami i trzydziestoma wieżami to widok, jakiego nie spotkaliśmy nigdzie indziej. A jego prawdziwym sercem jest bez wątpienia główny rynek – Hauptmarkt, który pierwotnie był miejscem rezydowania społeczności żydowskiej mającej tu swoją dzielnicą wraz z synagogą. Dziś synagogi już nie ma ale dokładnie w jej miejscu podziwiać można przepiękny, gotycki kościół Najświętszej Marii Panny (Frauenkirche) ufundowany przez cesarza Karola IV z imponującą fasadą i zegarem astronomicznym oraz ruchomymi figurkami (Männleinlaufen). Dalej budynek ratusza, a także Piękną Fontannę (Schöner Brunnen). Wygląda ona niczym zdobna iglica gotyckiego kościoła, którą zdemontowano z jakiejś świątyni i postawiono na placu. Warto odnaleźć ruchomy pierścień umieszczony w jej okratowaniu. Jego przekręcenie ma bowiem przynosić szczęście. Zapewne ona sama pochwalić się może takowym, gdyż uniknęła zniszczenia podczas nalotów dywanowych. To właśnie na tym placu odbywa się słynny i mający długą tradycję Jarmark Bożonarodzeniowy.

W niewielkiej odległości wznosi się kolejny kościół tym razem pod wezwaniem patrona miasta czyli świętego Sebalda (Sebalduskirche). Jego grób umieszczony wewnątrz świątyni jest z resztą jednym z ważniejszych zabytków jakie można tam zobaczyć. Między innymi obok dzieł sztuki wykonanych przez dobrze nam znanego Wita Stwosza (między innymi zespół rzeźb zwanych Epitafium Pawła Volckamera). Ale o nim będzie jeszcze za chwilę.

Co warto zjeść i gdzie zjeść w Norymberdze? To, co od razu przychodzi na myśl w kontekście tutejszej lokalnej kuchni to słynne Kiełbaski Norymberskie, a także pierniki. Te pierwsze można skosztować w wielu barach i restauracjach w mieście ale nam szczególnie przypadł do gustu zabytkowy, wyróżniający się wspaniałym wnętrzem i niesamowitą atmosferą  (kiełbaski grillowane są niemal na oczach gości) Zum Gulden Stern. Do wyboru z kiszoną kapustą lub też sałatką ziemniaczaną. Pierniki Norymberskie (Nürnberger Lebkuchen) zaś są naprawdę niebywałe – te z najwyższej półki powinny zawierać jedynie 7% mąki (to tzw. Elisenlebkuchen) – reszta to oczywiście przyprawy, orzechy, bakalie i miód. Na spodzie zaś obowiązkowo musi być mięciutki, delikatny i cieniutki opłatek. Ich smak jest naprawdę zupełnie inny niż pierników, które kosztowaliśmy do tej pory. Bardzo popularnym daniem kuchni frankońskiej jest Schäufele czyli długo i powoli pieczona łopatka wieprzowa z charakterystyczną chrupiącą skórką, podawana z ciemnym sosem i knedlami. Takową zjeść można na przykład w zabytkowej restauracji Albrecht Dürer Stube. Ciekawym daniem jakie udało nam się skosztować podczas naszej wizyty w Norymberdze była też pieczeń podawana z sosem piernikowym (Fränkische Sauerbraten), a także delikatna z sosem chrzanowym (Fränkisches Krenfleisch), bowiem ten jest także produktem typowym dla tutejszej kuchni. Do tego zaś słynne czerwone piwo (Rotbier). Polecamy te dania w Restauracji Goldenes Posthorn.

Bo zanim opowiemy o tym artyście, a także ostatnim już z trzech najważniejszych kościołów Norymbergii, wspomnieć musimy jeszcze o najpiękniejszej ulicy Starego Miasta czyli Weißgerbergasse (ulica Białoskórników). Można się domyśleć po jej nazwie, że była to część miasta okupowana przez rzemieślników zajmujących się garbowaniem skór. Wyobrazić sobie więc możemy, że w średniowieczu unoszący się tu zapach musiał być przedni. Dziś jednak miejsce to zachwyca ciągiem kolorowych, pięknie zachowanych domów szachulcowych. Są tu liczne bary, kawiarnie, restauracje, małe zakłady rzemieślnicze i sklepiki. Wspaniale prezentuje się wieczorem, oświetlona latarniami i zachęcająca, by przysiąść w jednym z tutejszych lokali.

Wróćmy jednak do sfery sacrum i wspaniałego kościoła pod wezwaniem św. Wawrzyńca (St. Lorenz-Kirche). Zanim do niego wejdziemy, to zwróćmy uwagę na jeden z herbów, które dostrzec możemy na elewacji – to herb Księstwa Świdnickiego umieszczony tam na pamiątkę ślubu Anny Świdnickiej z cesarzem Karolem IV. To taka ciekawostka. Wewnątrz zaś wśród mnogości wspaniałych dzieł sztuki, głównie gotyckich, zapewne nasz wzrok skierujemy ku wiszącej w prezbiterium przepięknej XVI – wiecznej grupy rzeźbiarskiej wykonanej przez Wita Stwosza znanej jako Pozdrowienie Anielskie. Gdy chwilę się przyjrzymy temu wspaniałemu dziełu zobaczymy na własne oczy geniusz Stwosza i jego niesamowitą dbałość o szczegóły.

Biografia tego znakomitego artysty przełomu XV i XVI wieku jest pełna ciekawostek i zwrotów akcji. Zacznijmy jednak od jego prawdziwego imienia i nazwiska to Veit Stoß. I takie możemy spotkać w wielu miejscach w Norymberdze. My najlepiej go znamy oczywiście jako twórcę słynnego ołtarza w krakowskim Kościele Mariackim. I to oczywiście prawda, bo ów niemiecki rzeźbiarz i malarz został do Krakowa sprowadzony przez ówczesną niemieckojęzyczną radę miejską i patrycjat, został tam na dziewiętnaście lat i bardzo dobrze mu się powodziło zyskując co raz większą sławę, a także pokaźny majątek. Z powodu choroby swojej żony i jej nalegań postanowił jednak porzucić tak przychylny mu Kraków i powrócić do Norymbergii. A tu nie było już tak kolorowo. Wplątał się w finansowe kłopoty, których kulminacją było sfałszowanie weksla, co w tamtym czasie było bardzo surowo karane (kara śmierci). Wielki mistrz został skazany, osadzony w więzieniu, a także okaleczony i napiętnowany przez wypalenie znamion na obu policzkach. Choć udało mu się uniknąć kary śmierci, to jednak, przyznajcie, że został surowo osądzony. Wielki mistrz, słynny malarz, rzeźbiarz i grafik potraktowany w taki sposób? Oj, Wicie Stwoszu, czy nie lepiej by ci było zostać już na zawsze w Krakowie?

Dzielnica St. Johannis – zabytkowa nekropolia i barokowe ogrody

Witt Stwosz zmarł w Norymberdze w 1533 roku w wieku 85 lat. Pochowano go na prestiżowym cmentarzu św. Jana (Johannisfriedhof) w patrycjuszowskiej niegdyś dzielnicy St. Johannis niedaleko centrum miasta ale już poza jego murami. Nekropolia jest zabytkowa, liczy sobie niemal 4 ha, pełna jest starych płyt nagrobnych ozdobionych mosiężnymi lub odlanymi z brązu epitafiami (nie dostrzeżemy tu wielkich, wystawnych grobowców) i różanych krzewów (w związku z tym nazywa się go czasem Cmentarzem Różanym). Co ciekawe Witt Stwosz spoczął tu pięć lat po innym wielkim artyście – Albrechcie Durerze, do którego jeszcze wrócimy. Ich płyty nagrobne ulokowane są w niewielkiej odległości od siebie.

Ale zostańmy jeszcze przez chwilę w tym kwartale miejskim, by odnaleźć w nim piękne ślady dawnych, bogatych patrycjuszowskich posiadłości. Można tutaj bowiem za bramami przy głównej ulicy Johannisstraße w urokliwych dziedzińcach kamienic zagłębić się w zupełnie inny świat. Eleganckich, zielonych, ukwieconych i ozdobionych rzeźbami barokowych ogrodów. Dziś korzystają z nich ówcześni mieszkańcy ale chętnie też zaglądają turyści. Na zdjęciu zaprezentowaliśmy ogród w dziedzińcu pod numerem Johannisstraße 13.

Zabytkowy cmentarz odwiedzić można w następujących godzinach: kwiecień – wrzesień: od 7:00 do 19:00, październik – marzec: od 8:00 do 17:00, 6 grudnia – 6 stycznia: od 8:00 do 16:00.

Śladem Dürera w Norymberdze

W końcu dotarliśmy do najważniejszego chyba i najbardziej znanego syna Norymbergii. Albrecht Dürer urodził się i zmarł w Norymberdze. Choć podczas swojego życia podróżował wiele (między innymi do Włoch, które to odmieniły jego spojrzenie na sztukę, a także na rolę artysty w ogóle), to jednak mimo sposobności, by osiedlić się poza swoją ojczyzną, zawsze do Norymbergii wracał. Bez wątpienia jest on najważniejszym niemieckim artystą doby renesansu, a może nawet jeszcze przełomu średniowiecza i odrodzenia. Uważa się, że zrewolucjonizował on i wniósł do rangi sztuki wysokiej drzeworytnictwo i miedziorytnictwo. Ono z resztą przyniosło mu także niebywałą sławę i pomnożyło majątek. Chyba bez większej przesady można by go było porównać do Samego Leonarda da Vinci, chociażby dlatego, że także i on zajmował się nie tylko tworzeniem sztuki ale też zajmował się nią w sposób teoretyczny pisząc traktaty. Poza tym, podobnie jak Leonardo uważany był za niezwykle eleganckiego, pełnego wdzięku mężczyznę, co być może powodowało, że Durer tak chętnie sam siebie uwieczniał na płótnach. Był też innowatorem i to nie tylko w kwestiach samej sztuki ale chociażby budowania marki osobistej. Wystarczy spojrzeć na jego podpis – znak rozpoznawczy, który już za jego życia stał się symbolem nierozerwalnie z nim związanym.

Bez wątpienia jednak norymberski artysta pozostawił po sobie o wiele więcej dzieł ukończonych z czym przez całe swoje życie miał wyraźny problem da Vinci. Ale dość już tych porównań. Skupmy się na Albrechcie, któremu przyszło żyć i tworzyć w bardzo dobrym czasie dla Norymbergii. Był to prężnie prosperujący ośrodek rzemieślniczy i handlowy, miejsce wymiany myśli i poglądów ale też zasobów dzięki licznym kupieckim kontaktom. To zapewne pozwoliło naszemu artyście wypłynąć szerzej ze swoją twórczością poza Norymbergę. Ale zapewne też przychylność ówcześnie panujących cesarzy, w szczególności Maksymiliana I Habsburga, który stał się fanem i mecenasem Durera. Może więc po prostu nie było potrzeby żeby osiedlać się poza Norymbergą, która dawał mu naprawdę wiele.

Gdzie więc najlepiej rozpocząć przygodę z Durerem? Odpowiedź jest bardzo prosta – w jego domu, który pełni rolę niezwykle ciekawego, interaktywnego muzeum (Albrecht Dürer Haus). Piękna, szachulcowa, kilkupiętrowa kamienica, cudem ocalała podczas alianckich bombardowań. Dodajmy, że jako jedna z nielicznych w mieście. To już robi ogromne wrażenie. Wewnątrz zaznajomić się można nie tylko z biografią mistrza ale też zobaczyć jak mógł być wyposażony i jak wyglądał ten dom za jego czasów. W jaki sposób pracował, ponieważ oprócz funkcji mieszkalnych dom ten pełnił także rolę pracowni, ba nawet centrum dowodzenia wspaniałej firmy i marki pod tytułem Albrecht Durer. Na placu przed domem Durera wznosi się rzeźba prezentująca zająca. Ale to nie taki zając jak ze słynnej akwareli artysty (miniaturka ślicznego zwierzątka także się tam znalazła). Jest jego przeciwieństwem – paskudnym, zniekształconym potworem, który ma przypominać o zgubnej działalności człowieka na rzecz przyrody.

Dom Albrechta Durera otwarty jest od wtorku do niedzieli od godziny 10:00 do 18:00. W okresie letnim (lipiec – wrzesień), a także podczas Jarmarków Bożonarodzeniowych także w poniedziałki. Więcej informacji, także o specjalnych wycieczkach z przewodnikiem znaleźć można na stronie obiektu.

Z okolic Domu Durera niedaleko do innej rzeźby – posągu artysty, który stoi na placu noszącym jego imię (Albrecht Dürer Platz). Wykonał go słynny XIX – wieczny rzeźbiarz Daniel Rauch i uważa się, że jest to pierwszy tego typu monument w Niemczech, który został poświęcony artyście, nie zaś tak jak do tej pory np. monarsze, czy świętemu. Co jeszcze jest niesamowitego, to fakt, iż podobnie jak dom Durera, także i on, uniknął zniszczenia podczas nalotów dywanowych. To dość niesamowite, prawda? Dopełnieniem miejsc, które zlokalizowane są w obrębie domu i muzeum Durera niech będzie jeszcze zabytkowa restauracja Albrecht Dürer Stube, która swoim wnętrzem nawiązuje do czasów słynnego norymberczyka. A skosztować można tu dań typowych dla tradycyjnej kuchni frankońskiej. Ale o tym jeszcze za chwilę.

Ponieważ udać się musimy jeszcze do arcyważnego norymberskiego muzeum, gdzie możemy na własne oczy zobaczyć zachwycające, oryginalne dzieła naszego mistrza. Choć oczywiście nie tylko one zachęcają do odwiedzenia Narodowego Muzeum Germańskiego (Germanisches Nationalmuseum), który częściowo zlokalizowany jest w budynkach i na terenie dawnego klasztoru kartuzów. Ogromnym skarbem placówki jest bez wątpienia najstarszy na świecie zachowany globus Behaima z 1942 roku – na próżno więc tu szukać jeszcze kontynentu amerykańskiego. Odkrycie Nowego Świata dopiero miało nastąpić. Muzeum jest ogromne i przebogate w zebrane tam artefakty. Warto jest więc poświęcić dobrych kilka parę godzin, a może nawet cały dzień, by móc na spokojnie wszystko zobaczyć. Można też, gdy nie ma się tak dużo czasu, skoncentrować się na najważniejszych obiektach, które są wyszczególnione na mapce – planie, którą dostaniemy przy kasie. Dzieła naszego mistrza rozsiane są po muzeach i galeriach na całym świecie. Tutaj jednak można z bliska podziwiać między innymi barwne i zachwycające swoimi detalami obrazy prezentujące cesarzy Karola Wielkiego i Maksymiliana I ale też portret Michaela Wolgemuta, czy mistrzowskie drzeworyty i miedzioryty. Wystawa stała prezentuje też dzieła Wita Stwosza.

Narodowe Muzeum Niemieckie otwarte jest codziennie, za wyjątkiem poniedziałków, w następujących godzinach: od wtorku do niedzieli od 10:00 do 18:00, w środy od 10:00 aż do 20:30. Wszelkie informacje praktyczne dostępne są na stronie Germanisches Nationalmuseum.

Muzeum Kolejnictwa i Transportu

Na początku grudnia 1835 roku w Norymberdze stała się rzecz przełomowa. Otwarta została pierwsza linia kolei pasażerskiej wykorzystująca lokomotywę parową na odcinku między dwoma miastami: Norymberga – Fürth. Lokomotywa nazwana została „Adler” (czyli „Orzeł”), a jej wierną replikę zobaczyć można we wspaniałym Muzeum Transportu (DB Museum). Ale nie tylko ją oczywiście. Bo placówka ta jest niewyobrażalną skarbnicą informacji i eksponatów, które prezentują historię rozwoju kolejnictwa (choć nie tylko) na ziemiach niemieckich. Zachwycające są kipiące przepychem wagony pociągu Ludwika II Wittelsbacha, przywodzące na myśl bawarskie zamki przeniesione w mniejszym rozmiarze na kolejowe tory ale też wspaniała kolekcja większych i mniejszych modeli pociągów z różnych okresów historycznych, tunel kolejowy do którego można wejść ale też przykłady współczesnych, najnowocześniejszych pociągów. Pamiętać należy, że obok zadaszonego muzeum jest jeszcze (po drugiej stronie ulicy) niewielki skansen, gdzie można między innymi przejechać się małymi wagonikami po bocznicy. Ta atrakcja podoba się w szczególności najmłodszym.

Warto pamiętać, że DB Museum zamknięte jest w poniedziałki i we wtorki. W pozostałe dni można zwiedzać go w godzinach: środy – piątki od 9:00 do 17:00, w soboty i niedziele od 10:00 do 18:00. Więcej informacji na stronie muzeum.

W pobliżu Norymbergii

Faber Castell w Stein

Na opłotkach Norymbergii ale już w zupełnie innym mieście – Stein (można dojechać tu linią metra U2 w kierunku Rothenbach) mieści się ciekawy kompleks budynków przemysłowych oraz wytwornych posiadłości. Wszystko zaczęło się w XVIII wieku od stolarza Kaspara Fabera, który postanowił założyć mały zakład produkujący ołówki. Dziś jest to globalna firma, która wciąż pozostaje w rękach tej samej rodziny ale stała się jednym z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych producentów wyrobów piśmienniczych i przeznaczonych dla artystów na niemal całym świecie. Także luksusowa – wystarczy zachwycić się produktami z serii Graf von Faber-Castell z imponującymi „piórami roku”. Historię tego miejsca oraz tego rodu najlepiej poznać korzystając z wycieczki z przewodnikiem.

Zwiedzając neogotycki zamek rodowy (tzw. Nowy Zamek) nie tyle zachwyciły nas przepastne sale – w tym balowa, czy elegancka klatka schodowa, a nawet biblioteki, co świetnie wyposażone łazienki – osobna dla kobiet i mężczyzn, a także pokój zabaw dla dzieci. A wgląd w kolejne pomieszczenia historycznych zakładów fabrycznych jest jak fascynująca podróż w czasie do XIX i XX wieku kiedy produkcja ołówków i kredek wyglądała zgoła inaczej niż dzisiaj. Na dodatek nie obowiązują tu zasady zaszklonych gablot i eksponatów, na które można tylko patrzeć. Wręcz przeciwnie, to także doświadczenia i interakcja, co powinno spodobać się zwłaszcza dzieciom.

Zwiedzić tu można zarówno Zamek, jak i Muzeum oraz Zakład Produkcyjny. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem. Samodzielnie można wejść do Centrum dla odwiedzających oraz niewielkiego sklepiku (otwarte od od poniedziałku do piątku od 10:00 do 17:00). Więcej informacji do sprawdzenia na stronie obiektu.

Jura Frankońska

Niemieckie góry i wyżyny składające się na zróżnicowaną mapę tego kraju, oprócz Alp nie robią wielkiego wrażenia w kwestii wysokości npm. Często nie przekraczają 1000 metrów, ale za to wszystkie są od siebie różne. Jura Frankońska ciągnąca się między Turyngią a środkiem Bawarii z Ratyzboną od wieków oddzielała państwa niemieckie od obszaru czeskiego, choć często stanowiły jedność. Wyróżnia się bardzo dużym nagromadzeniem zjawisk krasowych: jaskiń, ostańców, bram skalnych i wąwozów. Rzeki malowniczo przebijają je ze wschodu na zachód. Co wykorzystują rowerzyści. Ale ogólnie to raj dla piechurów i wspinaczy. W materiale o Bayreuth już kiedyś o niej wspominaliśmy. Dziś proponujemy ją jako kierunek wycieczki z Norymberii na jeden lub pół dnia. Np. pociągiem. Hersbruck z grupą skalną Hohler Fels i okolicznym jeziorem lub Pommelsbrun z ruinami zamku Lichtenstein i szlakiem wokół Zankelstein to nasza skromna propozycja 🙂 Niedaleko też znaleźć można tajemnicze grodziska Celtów. Ale to już historia na inną opowieść.

To już nasza kolejna podróż po Niemczech, która odbyła się we współpracy z Niemiecką Centralą Turystyki w Polsce a także Congress – und Tourismus-Zentrale Nürnberg.

Napisz pierwszy komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *