Ciekawe miejsca w Afryce Ciekawe miejsca w Maroko Fez: Miasto dźwięku i kolorów. Wspomnienia, porady, wskazówki

Fez: Miasto dźwięku i kolorów. Wspomnienia, porady, wskazówki

Podziwialiśmy go o poranku z tarasu naszego riadu, kiedy okoliczne ptaki urządzały sobie urocze koncerty. Mimo ogromu był cichy. Wieczorami i nocą przypominał ciemny i nieprzyjazny labirynt, którego zakamarki woleliśmy unikać o tej porze. Ze wzgórza, gdzie pozostały już jedynie ruiny grobowców jego dawnych władców – Merynidów, ukazywał nam się w pełnej krasie. Z bogactwem wyraźnie odznaczających się minaretów i z majaczącymi w oddali suchymi górami. Gdy postanowiliśmy poznać go bliżej i weszliśmy do jego wnętrza, przywitał nas niemal tak samo jak przybyszy, którzy chodzili jego skomplikowanymi uliczkami wieki temu. To Fez o którym chcieliśmy Wam opowiedzieć i pokazać na zdjęciach.

Lot do Fezu, hotel, dla kogo, klimat

Do Fezu przylecieliśmy przez Walencję. Lot trwa około 1,5 godziny. Był to drugi etap naszej podróży, która zaczęła się od szlaku kwiatu pomarańczy. Niskokosztowe linie lotnicze nie obsługują lotów z Polski do Fezu a miasto to było naszym wielkim planem i brakującą plamą po marokańskiej podróży wiele lat temu. Wizzairem można dolecieć jedynie z Warszawy do Marrakeszu, a Ryanair nie lata z Polski do Maroka w ogóle.

Lotnisko Fez Sais jest oddalone o około 17 km od miasta. Port lotniczy jest w miarę nowy (albo też niedawno wyremontowany) i kameralny. Najłatwiej (ale niestety drogo) jest dostać się z/na lotnisko dalekobieżną taksówką tzw. grand taxi (cena to około 12-150Dh). Jeśli „złapiemy” innych podróżnych chcących się dostać do miasta, będziemy mogli kwotę podzielić na liczbę osób jaką pomieścić może taksówka.

Z lotniska kursuje też autobus (przystanek zlokalizowany jest nieco na uboczu po prawej stronie od wyjścia z terminala, ale nie tak jak się zwykle, tuż przy wyjściu z budynku lotniska), który dojeżdża w około 40 minut do Ville Nouvelle (zatrzymuje się przy dworcu kolejowym). Bilet kosztuje 5 Dh, więc opcja ta jest o wiele tańsza. Z Nowego Miasta dojechać możemy jedynie do bram medyny, bo jest ona w całości wyłączona z ruchu samochodowego. Dostać się tam możemy na dwa sposoby – czerwoną petit taxi lub autobusem miejskim (cena biletu to 2,5 Dh), który dowiezie nas do dworca autobusowego Gare routière Principale (tutaj też złapać można petit taxi oraz grand taxi) albo do bramy miejskiej Bab Mahrouk, prowadzącej do Fes el Bali.

Będąc w Fezie warto jest zatrzymać się w jednym z licznych riadów, które zlokalizowane są w wielu miejscach medyny. To dawne domy bogatych mieszkańców Fezu, otoczone murami i posiadające wewnętrzny dziedziniec. Muzułmanom zależało na tym, by ich życie codzienne toczyło się w spokoju i ukryciu, więc okna skierowane są w riadach jedynie w stronę wewnętrznego patio z fontanną, a nie na zewnątrz czyli na ulice medyny (choć oczywiście zdarzają się wyjątki, my na przykład mieliśmy w swoim pokoju dwa małe, ale ulokowane dość wysoko okna, tak by nie można było do nich zajrzeć z ulicy).

To takie małe rodzinne twierdze, w których domownicy (zwłaszcza kobiety) mogły czuć się swobodnie. Dziś najczęściej są one adaptowane na hotele, których właścicielami są nierzadko emigranci zarobkowi z Francji, czy Hiszpanii. Riady są urocze pod względem architektonicznym, zachwycać mogą także swoim wystrojem. Zwykle posiadają też taras widokowy na dachu. Z tarasu „naszego” Riadu Tafilalet rozciągał się widok na całą medynę, a Wielki Meczet mieliśmy jak na dłoni. Właściwie całe miasto ułożone amfiteatralnie. O poranku -wschód słońca, wieczorami –  zachód, miętowa herbatka popijana przy stoliku obok kwitnących drzewek pomarańczowych. Pod tym względem bardzo nam się udało.

Wybierając riad warto zwrócić uwagę na to, czy wewnętrzny dziedziniec jest zadaszony. Jest to szczególnie istotne, gdy mamy zamiar pojawić się w Fezie poza sezonem wiosenno-letnim. Poranki i wieczory są naprawdę chłodne, a otwarte patio powoduje, że może być nieprzyjemnie, nawet w pokoju. My byliśmy w Fezie na początku marca i bez ustawionej klimatyzacji na ciepłe podmuchy, niestety się nie obyło, choć w ciągu dnia temperatura dochodziła nawet do 24-25 stopni. Latem w Fezie może być bardzo upalnie, a temperatury przekraczają nawet 40 stopni. Zacienione uliczki medyny i zadaszone suki, a także chłodne riady stają się wówczas zbawieniem.

Sprawdź nasz nocleg w Fezie. Naprawdę polecamy! – Riad Dar Tafilalet

Fez jest miastem niezwykłym, fascynującym, zaskakującym ale momentami też, należy uczciwie przyznać, męczącym. Trzeba mieć na niego „sposób”. Nawet jeśli było się już wcześniej na przykład w Marrakeszu. Plątanina wąskich i niesamowicie autentycznych uliczek medyny, małe zakłady rzemieślnicze, które spokojnie mogłyby stanowić tło filmu historycznego opowiadającego o czasach średniowiecza, są tym, co wzbudza największy zachwyt. Tak jak długa i niebywale ciekawa historia miasta. Ogrom średniowiecznej medyny jest tak imponujący, że za każdym razem, gdy na nią spoglądaliśmy z tarasu naszego riadu, otwieraliśmy szeroko buzie. A liczba przebytych dziennie kilometrów stawała się najlepszym dowodem na to, że jej obszar jest naprawdę wielki.

Mnogość kolorów, zapachów (czasem nieprzyjemnych), dźwięków i przewijających się po sukach tłumów może czasem przytłoczyć. Tak jak ciągłe zaczepianie i nagabywanie przez pseudoprzewodników, czy innych naganiaczy. Można się jednak do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, gdy wcześniej miało się już tego typu doświadczenia podróżnicze. Spokój, opanowanie i grzeczna odmowa w końcu powinny pomóc. Wielu może zniechęcić się także sporą ilością wyrzucanych, ot tak, śmieci, które są naprawdę wszędzie. Mieszkańcom to najwyraźniej wcale nie przeszkadza. Smutny jest także widok osiołków dźwigających ciężary, na przykład stosy skór z farbiarni. Są one w medynie, tak na dobrą sprawę, jedyną siłą pociągową.

Historia i podział miasta

Fez założony został w VIII wieku przez pierwszego muzułmańskiego władcę niezależnego państwa – Idrisa I. Powstało w miejscu bardzo dogodnym, przy ważnym trakcie handlowym oraz na obszarze charakteryzującym się dobrą glebą i dostatkiem wody, spływającej tu z Gór Atlas Średni. Jeszcze większy rozkwit Fezu, przypadł na panowanie kolejnego władcy, syna wspomnianego poprzednika – Idrisa II.  Spacerując po najstarszej części medyny zapewne dostrzeżemy jego mauzoleum. Pielgrzymi, nie tylko z Fezu ale z całego Maroka, przybywają tu, by prosić Idrisa o łaski. Robią to często zapalając świece – im dłuższa, tym większa prośba do spełnienia. Praktyka taka nie jest powszechną, a nawet wręcz nie jest wskazana w religii muzułmańskiej. Ale to tradycja, którą pielęgnują zwłaszcza starci Marokańczycy.

Fez był w swojej burzliwej historii stolicą Maroka (jego pierwszą stolicą), najludniejszym miastem Południowego Wybrzeża Morza Śródziemnego i najważniejszym ośrodkiem, nie tylko gospodarczym ale też kulturalnym oraz religijnym. Ale przede wszystkim niezwykle prężnym ośrodkiem naukowym. To przecież tutaj właśnie, o czym pewnie niewielu zdaje sobie sprawę, powstał pierwszy uniwersytet na świecie. Niewątpliwie do rozwoju miasta przyczynili się przybywający tu i osiedlający się imigranci z Kordoby (Al Andalus) oraz z Kairuanu w Tunezji (Ifrikija).

Przybysze z terenów dzisiejszej Hiszpanii oraz Tunezji stworzyli własne dzielnice, oddzielone od siebie rzeką Oued Bou Khrareb. Do Fezu ściągali tłumnie także Żydzi, którzy z czasem ulokowani zostali w odrębnej części miasta, także tworząc swoją, odmienną od pozostałych w medynie, dzielnicę. Przedstawiciele dynastii Merynidów rozbudowali starą medynę, o nowy kwartał, zwany Nowym Fezem. To tutaj właśnie mieści się niedostępny dla turystów Pałac Królewski z kompleksem ogrodów. Ville Nouvelle, czyli najmłodsza dzielnica Fezu, powstała za czasów francuskiego protektoratu, który trwał do 1956 roku.

Co zobaczyć w Fezie. Lista na 2-3 dni

Stare miasto (medyna)

Medyna w Fezie to plątanina wąskich (nieraz bardzo wąskich, ciasnych i momentami ciemnych) uliczek, tworzących ogromny labirynt. Jest największą medyną – arabskim średniowiecznym miastem na świecie, a ta w Marakeszu przy niej to jak jedna dzielnica. Wpisana została na listę UNESCO. Podzielona jest zasadniczo na dwie części, z których najtrudniejszą do eksplorowania, najbardziej „pogmatwaną” i najstarszą jest Fes el- Bali. To tutaj właśnie znajdują się wszystkie najważniejsze zabytki najciekawsze miejsca i zakamarki. Fes el-Jdid to część młodsza, w której wznosi się pilnowany przez strażników i okolony murami Pałac Królewski.

Nawet najbardziej wprawiony w czytanie planów miast turysta może zagubić się tu nie raz, nie dwa. Zawodna może okazać się też niebieska „kulka” Google Maps, która od czasu do czasu wariuje. A chwila zawahania, krótki rekonesans z mapą w ręce może okazać się fatalny w skutki. Niemal w każdym rogu kryją się w zakamarkach medyny domorośli przewodnicy, którzy zagadają, zaoferują (odpłatną, choć usilnie będą twierdzić, że są tylko studentami i nie chcą żadnych pieniędzy) pomoc i od których trudno będzie się już uwolnić.

Przy okazji, jeśli już ulegniemy, chętnie zaprowadzą nas do zaprzyjaźnionej restauracji, czy sklepu. Dobrym pomysłem jest zorganizowanie sobie, na przykład z pomocą obsługi hotelowej albo przez serwis Airbnb, kilkugodzinną wycieczką z prawdziwym przewodnikiem, który oprowadzi nas po wszystkich najważniejszych miejscach medyny. Nikt do nas się nie przyczepi, a nawet będziemy mogli wejść do miejsc, do których samemu byłoby trudno jak piekarnia, czy zaplecze cukierni.

Sposób na natrętnych przewodników? Nigdy nie okazać zawahania, zgubienia, a nawet jeśli, udawać, że robi się zdjęcia i jest się zajętym. Mieć mapę papierową oprócz cyfrowej. Jeśli poczujecie się zagubieni zacznijcie iść za ludźmi, tzn tam gdzie podąża przynajmniej kilka osób, bo to oznacza, że dojdziecie do jakiejś głównej uliczki handlowej ze straganami. A tam już się nie zgubicie.

Meczet Kairouański i okolica (Szkoła Koraniczna Medresa)

Jednym z ważniejszych, jak nie najważniejszym zabytkiem Fezu jest Wielki Meczet czyli meczet Al-Karawijjin. To ten z charakterystycznym zielonym dachem i górującym nad starym miastem minaretem. Ufundowany został w IX przez kobietę – imigrantkę z Kairuanu Lallę al-Fihryę. Jest to drugi pod względem wielkości meczet w Maroku. Największy znajduje się w Casablance (meczet Hassana II), może pomieścić ponad 20 tysięcy wiernych. Ta liczba jest naprawdę imponująca, choć spoglądając na niego z dachu naszego riadu, nie wydawał nam się aż tak rozległy. To pewnie dlatego, że wciśnięty jest w gęstą zabudową medyny. Do środka, a nawet na dziedziniec wejść mogą jednak tylko muzułmanie.

To przy tym meczecie właśnie powstał w IX wieku uniwersytet, który stanowił centrum ówczesnej myśli naukowej. To najstarszy uniwersytet na świecie (Uniwersytet w Bolonii to XI wiek, a w Oksfordzie – XII wiek). Zwiedzić można bez problemu piękną, bogato zdobioną, XIV wieczną Medresę Al-Attarine. Oprócz dziedzińca z fontanną, zajrzeć można na piętro, gdzie znajdowały się dawne cele dla uczniów. Stąd prowadzi dawny Targ Korzenny – Suk Attarine, nieopodal którego cięgnie się kolejny – Suk Hanna, a także zadaszony targ z towarami luksusowymi (Kissaria). W tej części medyny wznosi się także wspomniane już Mauzoleum Idrisa II (także nie można do niego wejść).

Suki: ceramiczny i metalowy

Medyna w Fezie różni się nie tylko swoją wielkością od tej w Marrakeszu, ale też w przeciwieństwie od niej ma wiele różnych – większych i mniejszych tematycznych suków. Ma to ułatwić mieszkańcom robienie zakupów, każdy wie, gdzie może na przykład kupić najlepsze warzywa i owoce, gdzie ubrania na szczególną okazję, a gdzie przyprawy, czy inne produkty spożywcze. Niektóre „targowiska” są elegancie, zadaszone (na przykład ten tuż przy Pałacu Królewskim), inne rodem wyciągnięte z początków istnienia miasta. Fez i jego mieszkańcy słyną z wyrobów rękodzielniczych, od zamierzchłych  czasów rzemiosło rozwijało się tu na najwyższym poziomie. To nie tylko wyroby ze skór – krowich, owczych, czy wielbłądzich, ale też wspaniałe, bogato zdobione przedmioty drewniane, tkactwo, sztuka zdobnicza na przykład mozaiki, czy wyroby ceramiczne i metalowe.

Podziwiać je można mijając kolejne niewielkie zakłady rzemieślnicze, w których umiejętności przekazuje się od lat z pokolenia na pokolenie. Szczególnie urokliwe jest miejsce, gdzie rozkładają się rzemieślnicy „czarujący” w metalu – to Plac Seffarine nieopodal meczetu Al-Karawijjin. Odgłosy pracy słychać już z oddali, a misy, lampy, dzbany, wielkie kadzie, malutkie figurki trafiają na tutejszy suk. Równie malowniczy jest niewielki placyk, na którym prezentowane są do sprzedaży piękne wyroby ceramiczne. Te tradycyjne z Fezu powinny mieć kolor biały i niebieski.

Farbiarnie skór

To z tym kojarzy się przede wszystkim Fez – z garbarniami i farbowaniem skór. Miasto słynie ze wspaniałych skórzanych wyrobów – kurtek, płaszczy, butów, torebek, portfeli itd. Niektóre są naprawdę drogie ale też, co widać nawet na pierwszy rzut oka, bardzo wysokiej jakości. Największą jest garbiarnia i farbiarnia Chouwara. Rozległy obszar wypełniony po brzegi kadziami z kolorowymi barwnikami oglądać można z okalających je tarasów widokowych. Gdzieniegdzie porozwieszano zabarwione już skóry. Żółte są ponoć najwięcej warte, bo barwnik ten jest najdroższy. Pracujący tam mężczyźni oczyszczają skórę, przygotowują do barwienia, po czym moczą w kadziach. Bardzo ciężka i wymagająca praca.

Przed wejściem na dach (poprzedzonym przejściem przez kilka pięter sklepów ze skórzanymi wyrobami) oferują nam gałązkę lub dwie mięty, dla zabicia nieprzyjemnego zapachu wydobywającego się z zakładu. My byliśmy tu z naszym przewodnikiem, więc sprzedawcy byli dla nas łaskawi, specjalnie nie namawiali nas do zakupów. Poza tym, ze względu na porę roku (początek marca) oraz pogodę (to był najmniej słoneczny i najzimniejszy dzień – ok. 15-16 stopni) woń wydobywająca się z garbiarni nie była aż tak uciążliwa.

Kwartał Andaluzyjski

Dzielnica Andaluzyjska wchodzi w skład najstarszej części medyny czyli Fes el- Bali. To tutaj właśnie, po wschodniej stronie rzeki, osiedlali się muzułmańscy przybysze z Andaluzji, w szczególności z Kordoby. Najważniejszym zabytkiem dzielnicy jest Meczet Andaluzyjski, którego historia sięga IX wieku. Jego brama główna, a szczególnie drewniane, niezwykle zdobne wykończenia są bardzo urokliwe. Podobnie jak przylegająca do niej fontanna. Minaret przypomina ten z meczetu Kairouańskiego.

Niestety tylko muzułmanie mogą do niego wejść, choć zdarzać się zapewne będzie, że jakiś napotkany „przewodnik” będzie przekonywał, że jest to nieprawda i zapraszał na wspólne zwiedzanie. Nie można dać się zwieść. Można natomiast zajrzeć przez boczną bramę na dziedziniec. Do meczetu przylegają dwie medresy –  Sahrij i jeszcze jedna szkoła koraniczna założona w IV wieku.

Grobowce Merynidów i widoki

Na wzgórzu El-Qolla ponad miastem i w sąsiedztwie kompleksu hotelowego Les Merinides znajdują się pozostałości po grobowcach przedstawicieli dynastii Merynidów – sułtanów, którzy władali Marokiem w XIII-XV wieku ze stolicy w Fezie właśnie. Polecamy udać się tam pod koniec dnia, ponieważ ze wzgórza rozciąga się panoramiczny widok na medynę Fezu, a także na góry oraz łagodne, zielone już o tej porze roku pagórki, na których dostrzec można małe punkciki – pasące się owce.

Zaraz obok ulokowany został współczesny cmentarz (Cimentiere Bab Guissa), przedzielony dwupasmową drogą, z białymi grobowcami. Przechadzają się tędy nie tylko turyści i miejscowi ale też owce i to w liczbie całkiem sporej. Najbliższą nekropolii bramą miejską jest Bab Guissa. Niedaleko grobowców oraz wspomnianego kompleksu hotelowego i dworca autobusowego, wznosi się kolejna ciekawa budowla – to Borj Nord czyli XVI wieczny bastion obronny wybudowany przez dynastię Saadytów (dziś mieści się tu Muzeum Broni). Należy wiedzieć, że chodzenie po cmentarzach muzułmańskich w piątki nie należy do dobrego zwyczaju, jeśli jesteśmy innego wyznania!

Brama Błękitna i okolice

Bab Bou Jeloud znana powszechnie pod nazwą Błękitna Brama (ze względu na swoje piękne kafelkowe, niebieskie zdobienia – od strony zewnętrznej, a od strony medyny – zielone) jest chyba tą najczęściej fotografowaną i pojawiającą się zwykle na folderach reklamujących Fez. Wchodząc przez nią do Fes el Bali warto chwilę odetchnąć w kawiarni na niewielkim placyku tuż przed nią. Można stąd zrobić ciekawe zdjęcie z bramą oraz minaretami pobliskiego meczetu i medresy Bu Inania. Przekraczając Bab Bou Jeloud wkraczamy w świat suków oferujących przeróżne wyroby od torebek po pantofle i nawołujących sprzedawców. Można stąd przejść bezpośrednio do serca medyny, czyli Dzielnicy Andaluzyjskiej z jej słynnym meczetem.

Opuszczony pałac Mukri

Absolutnie największe odkrycie spoza przewodników! Spacerując po medynie zupełnie przez przypadek natrafiliśmy na odeskowane wejście, chronione jedynie przez ospałego stróża. Kilka przejść z latarkami z gospodarzem, kilka dirhamów do jego kieszeni i ukazuje nam się wspaniały kilkupiętrowy kompleks z ogrodami oraz wewnętrznymi dziedzińcami. Niestety w fatalnym stanie. Jest jednak nadzieja, że za jakiś czas to się zmieni, bo właśnie trwają prace remontowe i renowacyjne.

Pałac należał do jednego z najbogatszych kupieckich rodów Fezu i jego mała część jest dziś hotelem, ale większa – z dzikimi drzewkami pomarańczowymi na tarasie – również zdziczała i porzucona. W ekspresowym tempie (bo kolejna para turystów czekała przy wejściu) przemknęliśmy za nim po kolejnych pomieszczeniach, niektórych tak pięknych i cudownie zdobionych, że przywodziły nam myśl nawet samą Alhambrę. Oglądamy z bliska mozaiki i stiuki, których daty sięgają nawet 1600 roku. Coś nam się wydaje, że ten pałac może okazać w przyszłości turystycznym się hitem Fezu.

Park Miejski – Jnan Sbil

Pomiędzy Fes el-Bali, a Fes el-Jdid ciągnie się przyjemny miejski park, pachnący w marcu kwiatami pomarańczy. To dobre miejsce  na wytchnienie od zgiełku zatłoczonej medyny. Po drodze ze starej części medyny zahaczyć można o XIX wieczny pałac Dar Batha (dziś muzeum), który niestety aktualnie znajduje się w remoncie, więc nie mieliśmy okazji wejść do środka. Szkoda, bo kryje ponoć piękne wnętrza.

Sam park jest bardzo ładnym, soczyście zielonym, cichym, spokojnym miejscem ze schludnie wytyczonymi ścieżkami oraz rabatami. Rzecz jasna nie mogło tu zabraknąć fontanny, a na sztucznym jeziorku z wyspą pod koniec dnia zbierają się żurawie.

Dzielnica żydowska. Mellah

Tuż przy rozległym, otoczonym murami kompleksie Pałacu Królewskiego w nowszej, bo pochodzącej z XII wieku części Fes el-Jdid ciągnie się mellah, czyli dawna Dzielnica Żydowska. Sułtan nakazał przenieść się tu Żydom w XIII wieku ze starej części miasta po to, by oddzielić ich od społeczności muzułmańskiej i żeby mieć ich blisko siebie – pod kontrolą i bacznym okiem. Niemal od razu dostrzec można różnicę między tą, a innymi częściami medyny.

Zabudowania są znacznie wyższe, uliczki mniej ciasne, a domy mieszkalne posiadają kute balkony, drewniane przybudówki oraz sporej wielkości okna zwrócone na główne ulice. Niektóre, choć nadszarpnięte dość mocno zębem czasu, naprawdę robią wrażenie. Do dziś znajdują się tu także dwie synagogi oraz cmentarz żydowski. Okazało się też, że mellah upodobały sobie bardzo bociany, które krążyły nad bramami, a nawet miały uwitych sporo gniazd. Nic nie wskazywało na to, by miały ochotę wrócić do Polski, by oznajmić wiosnę.

Według podań niektórzy muzułmanie uważają bociany za pewną formę pośmiertnego wcielenia świątobliwych marabutów. Stąd tyle gniazd na minaretach.

Ville Nouvelle

Nowa część miasta powstała za czasów francuskiego protektoratu w Fezie. W porównaniu z medyną, ta nowa część miasta jest przestronna, rozległa, oczywiście o wiele bardziej nowoczesna. Nie wyróżnia się jednak niczym szczególnym, oprócz kilkunastu budynków i kwartałów ciekawej architektury modernistycznej. Przyjechaliśmy tu pospacerować i rozeznać się w 10 minut autobusem miejskim za 2,5 Dh (ten sam kurs petit taxi to jakieś 20 Dh). Krótki spacer wzdłuż głównej, wysadzonej palmami drogi, wystarczył nam, by już pieszo wrócić w okolice Pałacu Królewskiego oraz Dzielnicy Żydowskiej. W Nowy Mieście poniżej ronda i Place de La Resistance znajduje się duże centrum handlowe i sklep Carrefour – w razie potrzeby, a także (w północnej części dzielnicy) dworzec kolejowy (Gare de Fes).

Informacje praktyczne:

Medynę w Fezie przyrównać można do wielkiego, skomplikowanego labiryntu. Wybierając się więc na spacer po jej zakamarkach koniecznie wziąć należy ze sobą plan medyny – najlepiej tradycyjny, papierowy, bo google maps także płata od czasu do czasu figle.

Dobrym pomysłem jest też skorzystanie z oferty sprawdzonego, rzetelnego przewodnika, który oprowadzi po najważniejszych miejscach. Dzięki przewodnikowi dowiedzieliśmy się na przykład, że stragany i sklepiki na sukach otwierane są o różnych porach dnia, nie ma reguły co do godziny, wszystko zależy od sprzedawcy albo, że lepiej unikać ulicznego jedzenia z niesprawdzonych miejsc, czy to, że taksówkarze są dość wybredni jeśli chodzi o wybór klienta – nie zawsze chcą jechać tam, gdzie im akurat nie po drodze i często odmawiają kursu. Tego akurat doświadczyliśmy. Żadna petit taxi nie chciała nas zawieść do Ville Nouvelle, więc pojechaliśmy tam autobusem (brak rozkładu jazdy, czekanie około 30 minut do skutku).

Medyna po zmroku nie jest najlepiej oświetlona, więc raczej starać się należy aby do swojego miejsca noclegowego wracać jeszcze za dnia. Nie mieliśmy okazji sprawdzić na własnej skórze, ale podobno bywa niebezpiecznie. Nocny widok na ciemny labirynt z tarasu naszego riadu przyprawiał nas o deszcze.
Unikać należy sprzedawców haszyszu, którzy od czasu do czasu, będą próbować półgłosem zwrócić swoją uwagę, a także uzbroić się w cierpliwość do domorosłych przewodników, którzy naprawdę czasami nie chcą odpuścić.

W Fezie dogadać się można po angielsku oczywiście ale większość mieszkańców (nawet ci starsi) znają język francuski. Między sobą porozumiewają się językiem będącym pomieszaniem francuskiego oraz arabskiego, a wszystkie nazwy, na przykład ulic w medynie. zapisywane są zarówno po arabsku, jak i berberyjsku.
Fez uważany jest nie tylko za kulturalną, religijną stolicę oraz artystyczną (wyroby rękodzielnicze, rzemiosło) stolicę Maroka ale też marokańską stolicą gastronomii. Zainteresowani kuchnią Maroka wziąć mogą udział w lekcjach gotowania, na przykład tak jak my. Wraz z Yassine w jego rodzinnym domu, pod bacznym okiem jego mamy, przyrządzaliśmy wegetariański tagine. Był o niebo lepszy, niż ten próbowany dzień wcześniej w restauracji.

Do Ville Nouvelle można dostać się zarówno petit taxi jak i autobusem miejskim (o czym już pisaliśmy). W Nowym Mieście znajduje się duży Carrefour. Jeśli mamy więcej czasu, możemy udać się też na samodzielną wycieczkę autokarem (albo też pociągiem) do Meknes.

W piątki większość sklepów oraz straganów, a nawet restauracji jest zamknięta, a mieszkańcy podobno rodzinnie odwiedzają cmentarze, które lepiej tego dnia unikać, by nie zakłócać im spokoju.
Najlepsze jedzenie jakie jedliśmy to oczywiście u Yassine w domu oraz na tarasie restauracji Darna i dziedzińcu bliźniaczego Riadu leżącego obok naszego.

Sprawdź więcej noclegów w Fezie

Więcej zdjęć z Fezu:

 

Ilość komentarzy: 6 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Mariola says:

    Piękne zdjęcia i podróż. Póki co chociaż w ten sposób sobie popodróżuję.

  • Maroko wspominam z mieszanymi uczuciami. Marrakesz nas mocno zmęczył i zupełnie nie kupiliśmy marokańskiego sposobu bycia. Kilka razy chciano nas mniej lub bardziej niewinnie oszukać… ogólnie bez szału. Świetnie za to wspominam podróż pociągiem przez marokańską pustynię, z Marrakeszu do Rabatu, w lecie, z niedziałającą klimatyzacją. To było coś!

  • Krzysiek says:

    Jak zawsze wspaniały klimat i fenomenalne zdjęcia! 🙂

  • Irmina says:

    Cudowny klimat:) Pamiętam wasze stories na Insta z Fezu- oglądałam z przyjemnością:)

  • Kuba says:

    Hej, czytałem informacje o Fezie na Twoim blogu i się zainspirowałem niektórymi miejscami o których piszesz. Bardzo mi się podobał Fez, ale są też mankamenty tego miejsca – szczególnie te araby co oferują haszysz, byli oni na każdym rogu. Oraz smród w wielu miejscach. Dla mnie największą atrakcją były garbarnie, chociaż śmierdziało tam niesamowicie… Ale warto mieć to miejsce doświadczone w życiu 😀 Jedzenie marokańskie jest przepyszne! Najlepsze oliwki jakie w życiu jadłem to właśnie w Maroko! Tandżinów nigdy nie zapomnę! Wielka medyna też robi wrażenie, łatwo się w niej zgubić. Nakręciłem krótki film z Fezu, może Ci się spodoba: https://www.youtube.com/watch?v=U3wOa2ZMyZ0
    Udało nam się dorwać tanie loty z Madrytu do Fezu, za 9 euro za osobę 😀