Uncategorized Śląskie. Tradycje, zwyczaje, legendy i ciekawostki. Zanim tu przyjedziesz

Śląskie. Tradycje, zwyczaje, legendy i ciekawostki. Zanim tu przyjedziesz

To już ostatni odcinek z serii „Motyle w Śląskie”. Tym razem spojrzymy na województwo śląskie zupełnie inaczej. Nie będzie to typowa „podróż”, z jednego ciekawego miejsca, w drugie; od jednego obiektu do drugiego. Tak było do tej pory, gdy opisywaliśmy najciekawsze dwory, pałace i zamki naszego województwa albo też, gdy przedstawialiśmy jego „zielone” oblicze lub, gdy podążaliśmy śladem najciekawszych rozwiązań architektonicznych.

Teraz postaramy się przybliżyć najciekawsze śląskie legendy, postaci, które już za swojego życia stały się legendami, pokazać województwo śląskie, jako niewyobrażalną wręcz skarbnicę tradycji, zwyczajów i kulturowego dziedzictwa niematerialnego. Nie zapomnimy, bo nie sposób o tym zapomnieć, o ogromnej różnorodności, wielokulturowości, wielowymiarowości śląskiego. Gdzie tradycje górnicze występują tu obok zwyczajów i obrzędów pasterskich, gdzie przeplatają się pamiątki po społeczności żydowskiej, z katolickimi symbolami, gdzie zarówno rolada z kluskami, jak i kwaśnica na baraninie smakuje równie dobrze, choć przecież zupełnie inny mają smak. Ta niejednolitość stanowi o ogromnym walorze, także turystycznym, województwa śląskiego. To jego wspaniały wyróżnik.

Oczywiście do każdego z zaproponowanych przez nas rozdziałów, a jest ich trzy: legendy i podania; tradycje i zwyczaje oraz Boże Narodzenie i zima w śląskim, staraliśmy się dobrać miejsca, obiekty, zabytki, czy wydarzenia, które pomogą zagłębić się oraz poznać „liźnięte” przecież tylko przez nas zagadnienia. Postanowiliśmy napisać trochę o zwyczajach bożonarodzeniowych oraz zimowych, ze względu na szczególny czas, w jakim przygotowywaliśmy ten tekst. Niech to będzie, więc taki bonus, przysłowiowa wisienka na torcie. Zapraszamy!

– – – Rozdział 1. Legendy i podania – – –

Mówi się, że „każda legenda ma ziarno prawdy”, że mądrość ludowa, często związana właśnie z tradycyjnymi wierzeniami i podaniami jest wartością niebywałą i dziś mocno pożądaną. W województwie śląskim istnieje wiele legend, spora część z nich związana jest ze stworami, które należy wiązać z naturą, jej zmiennością i nieprzewidywalnością. Ludzie przecież zawsze czuli przed nią respekt. Stąd w legendach przewijają się meluzyny, utopce, południce, czy nocnice. Jednym z najbardziej znanych i kojarzonych z naszym województwem stworem jest bez wątpienia skarbnik. To on przecież towarzyszył (i pewnie wciąż towarzyszy) pracującym w pocie czoła, głęboko pod powierzchnią ziemi, górnikom. Był niekwestionowanym panem podziemnych korytarzy, do których pozwalał, ale tylko na swoich zasadach, wejść człowiekowi. Ale są też inne duchy i zjawy. Błąkają się po ruinach jurajskich warowni, chowają w najciemniejszych zakamarkach ich grubych murów. Czasem ponoć z nich wychodzą, by o sobie przypomnieć…

Legendy związane ze stworami i stworkami

Skarbnik

fot. Tomasz Kiełkowski/Archifoto

Najczęściej przedstawiany jest pod postacią górnika trzymającego w ręce lampę oliwną palącą się niebieskawym światłem. Czasem może być niewidoczny, a swoją obecność zaznacza stukaniem i szelestem. Może być też myszą, psem, koniem, a nawet muchą. Jest duchem podziemi, zjawą strzegącą skarbów wydobywanych „z wnętrza ziemi”. Strzeże także porządku i przestrzegania pod ziemią pewnych niepisanych reguł (zawsze należy mieć nakrycie głowy, nie wolno gwizdać itp.). Widywany był (jest) w kopalniach – soli, węgla, czy też srebra. Ostrzega nieostrożnych górników przed niebezpieczeństwami, jakie mogą ich dotknąć podczas pracy (na przykład tąpnięcia, zawały), złych i leniwych karze, a dobrym pomaga i nagradza.
O Skarbniku istnieje wiele legend i podań. Wszystkie „rozgrywają się” w kopalniach i wszystkie ukazują Skarbnika, jako ducha, postać, do której każdy górnik powinien czuć bezwzględnie respekt (nie wypowiadają oni nawet na głos jego imienia), ponieważ zna on podziemne korytarze jak własną kieszeń i wszelkie niebezpieczeństwa, jakie czyhają pod ziemią nie są mu obce. Jest po prostu panem podziemia, a człowiek, jest tam tylko gościem.
Skarbnika można zapewne spotkać w większości kopalń. Warto jednak udać się do Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach (wpisanej na listę UNESCO), a może nawet skorzystać z oferty, jakie obiekt proponuje, czyli spotkanie ze Skarbnikiem – legendarnym duchem kopani.

GDZIE: Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, w ofercie istnieje (na życzenie klienta) atrakcja pod nazwą „Spotkanie ze Skarbnikiem”

Duszki domowe

Spacerując po nomen omen wspaniałym skansenie etnograficznym w Chorzowie (Muzeum „Górnośląski Part Etnograficzny w Chorzowie”) w pachnącej ziołami, drewnianej chacie, znajdującej się nieco na uboczu, z dala od głównej ścieżki, natknąć się można na dość tajemnicze postaci. Ich personifikacje ujrzeć można w przydomowym ogrodzie, niektóre chcą „dostać” się do środka przez okna. Kim (czym) one są? Przekonamy się, gdy uważnie przeczytamy informację zawieszoną na ścianie w sieni. Widzimy przeróżne stwory mieszkające wśród ludzi, w ich domach, zagrodach, w pobliskich lasach, rzekach, czy na polach.
W śląskich legendach stwory są częstymi bohaterami, a szczególnie interesujące wydają się być zwłaszcza Utopce i Meluzyny, przy których zatrzymamy się nieco dłużej, choć to wcale nie są „typowe” stwory mieszkające w domach wraz z ludźmi.

Utopce

W książce „Legendy Górnego Śląska” czytamy „Na Górnym Śląsku nie ma bajorka ani stawu, ani żadnego strumyczka, ani rzeczki, o której by się nie mówiło, że żyje tam utopec. Utopec jest mały i ma starą, pomarszczoną twarz. Jego oczy są zielone, kręcone włosy są nierzadko przeplecione trzciną, a palce posiadają błony pławne. Często nosi czerwony beret i czerwone pończochy. Łatwo rozpoznać go po tym, że z lewego rękawa spływają krople wody”.
Przyznać należy, że opis wyglądu utopca jest dość odstraszający. Chyba trzeba być szczęśliwym, że w dzieciństwie mieszkało się z dala od zbiorników wodnych. Ale nie tylko wygląd utopców odstręcza, ponieważ są one raczej nieprzyjaźnie nastawione do ludzi (zwłaszcza młynarzy, którzy do swojej pracy wykorzystywali wodę), choć od czasu do czasu zdarza im się także pomagać. Spytajcie starszych Ślązaków 🙂

Meluzyny

Utopce nierozerwalnie związane są z wodą, tak Meluzyny, zwłaszcza te śląskie, kojarzyć się muszą z wiatrem. Choć pierwotna wersja legendy związanej z Meluzyną ma rodowód francuski, to ta rozpowszechniona w województwie śląskim ma wiele wspólnego z zagranicznym pierwowzorem. Podobno Meluzyna to zaklęta kobieta, a właściwie syrena (lub też kobieta z wężowym ogonem), która nie wyjawiając prawdy swojemu mężowi o tym, że jest syreną właśnie, po odkryciu skrzętnie ukrywanej tajemnicy, została przez niego wygnana z domu, bez możliwości zabrania ze sobą swoich dzieci. Swój smutek, żal i tęsknotę kobieta przemieniona w wiatr, ukazuje poprzez odgłosy, jakie często przywodzi na myśl hulający wiatr. W śląskich podaniach meluzyny to także duszki wiatru, które mieszkały w kominach i dawały o sobie znać poprzez dziwne świsty, szelesty, niezidentyfikowane odgłosy wydobywające się z kominów. Ślązacy wierzyli, że to dusze czyśćcowe, które upominają się o modlitwę wśród żywych.

GDZIE: Muzeum Śląskie, w ofercie edukacyjnej, zajęcia dla dzieci pt.: Baśnie Śląskie, Muzeum Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie – informacje na temat stworów mieszkających w wiejskiej zagrodzie

Legendy związane z zamkami Jury

Zamek w Bobolicach i Mirowie

Jedną z licznych warowni znajdujących się na Szlaku Orlich Gniazd jest Zamek w Bobolicach. Choć jego historia sięga XIV wieku, to dzisiaj „ma się” bardzo dobrze. Został pięknie odrestaurowany i udostępniony turystom (w niewielkiej odległości znajduje się też hotel oraz restauracja). Jego „brat bliźniak” Zamek w Mirowie, jeszcze czeka na swoje drugie życie – aktualnie jest w trakcie remontu. Podobno zamki należące do dwóch braci Bobola i Mira są połączone podziemnym tunelem, w którym według legend trzymano skarby pilnowane przez wiedźmę. Czemu jednak piszemy o Zamku w Bobolicach w „odcinku” dotyczącym legend? Odpowiedz jest prosta, przecież takie zamczysko musi kryć w swoich starych murach jakiegoś ducha lub inną zjawę. W Bobolicach jest nią Biała Dama, której los powiązany był zarówno z jednym, jak i drugim bratem. Według legendy Bobol brał udział w wojnie z Rusią, na której bardzo się wzbogacił. Przywiózł do zamku wiele kosztowności, ale też brankę – piękną dziewczynę, która skradła serce także Mira. Kobieta, mimo, iż zamieszkała na zamku Bobola, zapałała wielką miłością do rycerza posiadającego drugi zamek. W tajemnicy przed Bobolem zakochani spotykali się ukradkiem w lochach. Tam zostali pewnego razu, w noc, gdy czarownica pilnująca skarbu, udała się na sabat na Łysą Górę, przyłapani przez Bobola. Mir został zabity, a dziewczyna zamurowana wraz z całym skarbem w podziemnych lochach. Dziś, ta tajemnicza biała postać błąka się ponoć po zamku. Największe prawdopodobieństwo by ją spotkać przypada na dzień sabatu. Być może szuka wyjścia, by móc uciec do zamku swojej prawdziwej miłości?

GDZIE: Zamek w Bobolicach i bliźniaczy Zamek w Mirowie

Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu

W miejscu gdzie kręcona była między innymi „Zemsta” Andrzeja Wajdy, na najwyższym wzniesieniu Jury Krakowsko-Częstochowskiej w miejscowości Podzamcze, znajduje się kolejna wspaniała warowania na Szlaku Orlich Gniazd – Zamek Ogrodzieniec. Prezentuje się świetnie o każdej porze roku – w zimowej i letniej scenerii, za każdym razem inaczej i za każdym razem niezwykle majestatycznie. O każdej porze roku, nocą, można się tu także natknąć na legendarnego czarnego psa z długim łańcuchem. Choć to nie jedyna legenda związana z tym zamkiem, jednak chyba najbardziej znana. Wiąże się z prawdziwą postacią – Stanisławem Warszyckim, który XVII wieku został właścicielem zamku. Człowiek ten mógł pochwalić się ogromną odwagą, męstwem i patriotyzmem. Między innymi dzielnie i skutecznie walczył ze Szwedami. O tych cechach wiedziało wielu mu współczesnych. Nie wszyscy jednak wiedzieli, że ów Stanisław potrafi być niezwykle okrutny i chciwy. Dużą satysfakcję przynosiły mu tortury, jakich dopuszczał się na swoich służących, a nawet kolejnych żonach. Kochał swój majątek i mimo, iż swojej córce obiecał, że przekaże jej go, jako posag, nie uczynił tego. Paktował z diabłami, które zamieniły go w czarnego, kudłatego psa z czerwonymi ślepiami i długim łańcuchem przywiązanym do zamkowych murów. Byłemu kasztelanowi krakowskiemu musi  być to „na rękę” może nieprzerwanie od kilku wieków pilnować swojego skarbu ukrytego gdzieś na terenie warowni. Zarządcy zamku postanowili „wykorzystać” zjawy i związane z nimi legendy i zaoferowali turystom możliwość tematycznego zwiedzania ruin pod nazwą „wakacje z duchami” lub też „wieczór z duchami”. To świetna okazja by poznać wszystkie tajemnice zamku, nie tylko te związane ze Stanisławem Warszyckim.

GDZIE: Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu, organizowane jest tematyczne – nocne zwiedzanie ruin zamku pod nazwą „Wakacje z duchami”, „Wieczór z duchami”

Legendy związane z ludźmi – ludzie owiani legendą

Joanna Gryzik – śląski Kopciuszek

Ta historia jest niczym jak z bajki albo filmu. Nie bez kozery Joanna Schaffgotsch (Gryzik to jej rodowe nazwisko) zwana jest Śląskim Kopciuszkiem, a Karol Godula budził strach, a nawet posądzany był przez mu współczesnych o paktowanie z samym diabłem.
Ojciec małej Joanny – robotnik w hucie cynku Karola Goduli, bardzo wcześnie zmarł. Dziewczynką zaopiekowała się służąca tego wielkiego śląskiego bogacza. Godula był dość powszechnie nielubiany, a ze względu na wątpliwą urodę, a także specyficzny sposób bycia, nie doczekał się towarzyszki życia oraz dzieci. Ujął go, więc fakt, iż mała Joanna do niego lgnie, a przede wszystkim się go nie boi. Traktował dziewczynkę jak własną córkę. Zapisał jej nawet w testamencie cały  swój majątek. Nietrudno się domyśleć, że dalsza rodzina Goduli była, nazwijmy to, niezadowolona z decyzji krewnego. Ponieważ Joanna była jedyną spadkobierczynią ogromnego majątku, jej życie było od tej pory zagrożone. Wysłano więc ją do Wrocławia – do klasztoru, po powrocie z którego zamieszkała w domu przyjaciela i prawnika Goduli.
Wyszła za mąż za zubożałego hrabiego i razem zamieszkali w Kopicach. Joanna z powodzeniem zarządzała całym odziedziczonym majątkiem, a ówczesny król Prus nadał jej szlachectwo i herb. Tym sposobem Joanna Gryzik, zupełnie przypadkowo, z biednej służki stała się niezwykle zamożną i wpływową kobietą, zupełnie jak bajkowy Kopciuszek.

Karol Godula 

Co do Karola Goduli, był on niezwykle utalentowanym i inteligentnym człowiekiem, który pracując u hrabiego von Ballestrema bardzo zdobył sobie jego zaufanie, czego dowodem było powierzenie mu pieczy nad całym majątkiem, a potem nawet udziały w jednym z przedsięwzięć (huta cynku). Od tej pory zaczął pracować już na własną rękę, z sukcesami pomnażając majątek i tworząc swoją legendę już za życia. Dziś w dzielnicy Bytomia – Szombierki w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, znajdują się jego doczesne szczątki (przeniesione z Wrocławia gdzie zmarł), a po pałacu – pozostały jedynie fundamenty, na których dziś wznosi się przedszkole. Jak czytamy w „Legendach Górnego Śląska” – „Podobno po śmierci Godula dalej żył w postaci straszydła. W Orzegowie ludzie opowiadali, że w wietrzne, jesienne noce mężczyzna bez głowy goni po ulicach i każdemu, kogo spotka, głowę ukręca. Ta zjawa ma być duchem Goduli”. Trochę przykro, że ów bogacz, zwany „królem cynku” doczekał się tak niepochlebnych opinii o sobie, choć przecież ponoć każda legenda zawiera ziarenko prawdy. Podobno Godula w rzeczywistości był ponurym, zgorzkniałym, stroniącym od ludzi i skoncentrowanym na pomnażaniu fortuny człowiekiem. „W Szombierkach wierzono, że o północy Godula pędzi bezszelestnie przez miasto w kierunku huty „Godula”. Jego wóz ciągnięty jest przez dwa kare konie, którym z pyska i nozdrzy bucha ogień”.

GDZIE: Ruiny domu Karola Goduli w Rudzie Śląskiej/ Grób Karola Goduli w krypcie kościoła NSPJ w Bytomiu-Szombierkach

Dziołszka z Kanusa 

Wizjonerka, niezwykle pobożna, która nigdy nie odmawiała pomocy, doradzała każdemu, kto nie potrafił samodzielnie podjąć decyzji, coś go trapiło. Taka była Franciszka Ciemienga zwana „Dziołszką z Kanusa” (albo też „Francką z Kanusa”). Dlaczego z Kanusa? Tak właśnie nazywa się osada – przysiółek leżący w niewielkiej odległości od Lubecka. W domu gdzie mieszkała Franciszka znajdują się pamiątki po niej, a rodzina chętnie zaprasza turystów, by poznali jej historię i zajrzeli do jej skromnego pokoiku, który pozostał takim, jak za życia Franciszki. To postać, choć może dziś już zapomniana, jeszcze za życia owiana była legendą. Dziołszkę z Kanusa znano daleko poza granicami jej rodzinnej wsi. Wśród wielu uważana była nawet za świętą, sądzono, bowiem, że jej prorocze wizje są darem danym od samego Boga.

GDZIE: Dom Franciszki Ciemiengi niedaleko Lubecka – w miejscowości Kanus, grób Franciszki znajduje się na cmentarzu przy kościele w Lubecku

Księżna Daisy

Maria Teresa Cornwalis West, zwana potocznie Księżną Daisy, to bez wątpienia kobieta, która za życia owiana została legendą, a i obecnie budzi wiele uczuć, często nawet sprzecznych. Można ją podziwiać, ale też można ją po prostu nie lubić (tak jak spora część współczesnych jej dam). W każdym razie jej życie było barwne i godne poznania. W 1891 roku ta angielska arystokratka wyszła za mąż za jednego z najpotężniejszych magnatów niemieckich –  Hansa Heinricha XV Hochberga, właściciela między innymi posiadłości w Pszczynie, czy Browaru w Tychach, który wówczas pełnił funkcję sekretarza ambasadora Niemiec w Londynie. Daisy pochodziła z raczej zubożałej rodziny, więc małżeństwo z niezwykle bogatym członkiem rodziny Hochberg był bez wątpienia dla niej (albo też dla jej najbliższych) bardzo opłacalny. Życie dworskie i surowa niemiecka etykieta bardzo jej nie odpowiadały. Starała się przenieść angielskie zwyczaje na dwór niemiecki, od wielkich pałaców, jak chociażby tego w Pszczynie, wolała, dużo bardziej przytulny i przez nią urządzony myśliwski pałacyk w Promnicach. Uwielbiała życie towarzyskie, podróże po różnych zakątkach Europy i Świata, wreszcie uroczyste przyjęcia, na które spraszała najznakomitszych gości, jak miało to miejsce w 1901 roku, kiedy na polowanie do zamku w Pszczynie zagościł cesarz Wilhelm II. Prowadziła szeroko zakrojoną działalność charytatywną, pomagała najuboższym organizując na przykład występy teatralne czy wokalne, podczas których sama wchodziła w rolę aktorki lub śpiewaczki. Głośno było także o przyjęciach bożonarodzeniowych organizowanych między innymi w Pszczynie, podczas I WŚ zaangażowała się w pomoc, jako pielęgniarka Czerwonego Krzyża.

W 1922 roku rozwiodła się z Hansem. Na domiar złego choroba, która dawała się już we znaki wcześniej, zaczęła postępować, a niesprzyjające wydarzenia historyczne związane z kolejną wojną sprawiły, że Daisy powróciła do Anglii. Chyba nigdy nie kochała swojego męża, za to darzyła uczuciem wielu innych mężczyzn. O swoich przeżyciach pisała w Pamiętnikach, które opublikowała i które wśród niemieckiej społeczności napotkały na krytykę i nienawiść wobec ich autorki. Z jednej strony ekscentryczna, lubiąca wystawne przyjęcia, z drugiej strony filantropka, dbająca o los najuboższych. Nieuleczalnie chora, przez całe życie „rozdarta” pomiędzy ukochaną Anglią i Niemcami. Wydana za mąż „z rozsądku” często samotna, marząca o prawdziwej miłości. Skandalistka i matka. Jedna z najbogatszych ówczesnych kobiet, o której krążyły legendy dotyczące jej nieskazitelnej urody i… sześciometrowego sznura pereł.

GDZIE: Muzeum Zamkowe w Pszczynie/Pałacyk Myśliwski w Promnicach

– – – Rozdział 2. Tradycje i zwyczaje – – –

To jeden z najciekawszych i niesłychanie zróżnicowanych, biorąc pod uwagę subregiony wchodzące w skład województwa śląskiego, tematów. Pisząc o dziedzictwie kulturowym mamy na myśli zarówno jego materialny, jak i niematerialny charakter (jak chociażby ginący już niestety język w miejscowości Wilamowice). Zbierając materiały do tego tekstu, braliśmy udział w niezwykle barwnych, ciekawych, hucznych wydarzeniach jak na przykład Jarmark Pasterski w Koniakowie. Nie wyobrażaliśmy sobie nawet, że bryndza może mieć tak różne oblicza. Podobnie jak cała śląska kuchnia, której sztandarowe potrawy znamy przecież na pamięć, bo mimo, iż nasze rodziny wywodzą się z innego regionu Polski, u nas na stole także mają swoje miejsce. Delikatność, subtelność, biel koniakowskich koronek przeplata się w naszym województwie z czernią górniczego munduru. To jak szpajza i golonka!

Koronki i koronczarstwo

Ma średnicę 5 metrów, waży około 5 kg i składa się z około 8 tys. elementów, nic dziwnego, że wpisana została do Księgi Rekordów Guinessa – to największa na świecie koronka koniakowska. Zobaczyć ją można w Gminnym Ośrodku Kultury, Promocji, Informacji Turystycznej i Bibliotece Publicznej w Istebnej, która wraz z Jaworzynką i Koniakowem tworzą tzw. Trójwieś Beskidzką.

Ale to Koniaków – najwyżej położona wieś Beskidu Śląskiego, znana jest z koronkowych (koronki szydełkowe), własnoręcznie tworzonych ozdób oraz części garderoby. Koronka koniakowska tradycyjnie wykonywana jest z białej lub kremowej nici. Tworzenie serwety, czepca, czy obrusów to bardzo precyzyjna i  żmudna praca, ponieważ każdy element – często motyw roślinny, wykonywany jest osobno, a następnie wszystkie łączy się w jedną całość. Sprawa jest pewnie nieco prostsza, gdy na warsztat idą koronkowe stringi, czy stroje kąpielowe, które cieszą się obecnie sporą popularnością. Przepiękne wyroby koronczarek można podziwiać między innymi w Muzeum Koronki (Izba Pamięci Marii Gwarek, która zainicjowała powstanie w 1947 roku Spółdzielni Koronkarskiej, była instruktorką „heklowania” i działaczką na rzecz rozwoju lokalnego rękodzieła),  w Izbie Pamięci rodziny Kamieniarz-Kubaszczyk w Koniakowie (koronczarka Pani Helena Kubaszczyk była uczennicą słynnej Marii Gwarek), albo też w Chacie na Szańcach, gdzie w zobaczyć można ponoć najstarszą koronkę. Tu znajduje się również karczma z regionalną kuchnią. Koronki koniakowskie na przykład te tworzone przez Panią Marię czy Helenę, często trafiały do osobistości z różnych stron świata – koronowanych głów, aktorek, śpiewaczek, a nawet Papieża.

GDZIE: Gminny Ośrodek Kultury, Promocji, Informacji Turystycznej i Biblioteka Publiczna w Istebnej/Muzeum Koronki – Izba Pamięci Marii Gwarek/Izba Pamięci rodziny Kamieniarz-Kubaszczyk/Chata na Szańcach

Śląskie stroje ludowe

Można by rzec, że to temat rzeka. Łatwo jest się przecież domyśleć, że strój ten (podobnie jak kuchnia, czy niektóre zwyczaje na przykład świąteczne) różni się w zależności od poszczególnego regionu wchodzącego w skład województwa śląskiego. A jeśli chodzi o mnogość strojów ludowych, nasze województwo chyba wiedzie prym. Charakterystycznym elementem jest dla nich występowanie kolorów intensywnych: żółci, błękitów, czerwieni. Bardzo często razem. Białe są jedynie fragmenty koszul, rękawy. Wśród nich wymienić należy stroje: cieszyński, pszczyński, raciborski i rozbarsko-bytomski, o którym kilka słów więcej za chwilę.

Jeśli chodzi o stroje góralskie to należą do nich te charakterystyczne dla górali istebniańskich, żywieckich, wiślańskich. Od podobnych strojów z sąsiedzkich rejonów – Podhala i Podtatrza różnią się m.in. tym, że są bardziej zwiewne, a skórzane dodatki, zdobienia, pasy i kapoki nie stanowią w nich tak widocznego elementu. Zapewne wiązało się to z nieco łagodniejszym klimatem.

Co ważne, wciąż jeszcze, podczas wielu świąt, czy wielkich uroczystości zobaczyć możemy kobiety, mężczyzn i dzieci ubranych w tradycyjne śląskie stroje. Tak jest na przykład w dzielnicy Bytomia – Rozbark podczas święcenia pokarmów w Wielką Sobotę. I oby zostało tak jak najdłużej. Widzimy wówczas kobiety dumnie noszące: czepiec lub galantę, korale, wierzcheń lub jakle, kabotek, kieckę, zapaskę – fartuch; panowie zaś kanię, jedwobkę, bruclek i bizoki.

GDZIE: Muzeum Miejskie „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej Dział Etnograficzno-Podróżniczy – rekonstrukcja stroju zagłębiowskiego (wzorowany na dawnym stroju będzińsko-siewierskim)/Izba Tradycji Zespołu Pieśni i Tańca Śląski w Koszęcinie- zobaczymy tu zarówno stroje szyte dla Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk ale też autentyczne na przykład strój pary młodej/Muzeum Górnośląskie w Bytomiu – stroje ludowe ze wszystkich subregionów

Wilamowice – ginący język

Wilamowice to bardzo ciekawe, a nawet intrygująca miejscowość znajdująca się niedaleko Bielska-Białej. Jej historia sięga średniowiecza (XIII wiek), a założyciele wywodzili się z Fryzji i Flandrii. Wielce prawdopodobne jest, że przybyli na te ziemie z powodu powodzi, jaka miała miejsce w ówczesnych czasach. Morze Północne wylało, co zmusiło ich do emigracji. Najprawdopodobniej w czasach późniejszych do mieszanki tej dołączyli jeszcze osadnicy ze Szkocji. Tak powstała „mieszanka wybuchowa”, która odróżniała się od wszystkich okolicznych społeczności między innymi charakterystycznym językiem – zwanym  wilamowickim (elementy języka flamandzkiego, starogermańskiego, francuskiego, galijskiego, celtyckiego i retoromańskiego), a także szkocka krata, która pojawia się w tradycyjnych strojach. Językiem tym posługiwano się powszechnie do 1945 roku, dziś natomiast zna go jedynie garstka ludzi (około 30 osób).

GDZIE: miasto Wilamowice/ Stowarzyszenie Wilamowianie

Tradycje górnicze

Województwo Śląskie musi kojarzyć się z górniczymi tradycjami. A jak tradycje górnicze, to bez wątpienia Barbórka, karczmy piwne, czy górnicze orkiestry.
Patronką górników (choć nie tylko ich, bo to patronka ciężkiej pracy i dobrej śmierci) jest święta Barbara z Nikomedii – męczennica, która została ścięta 4 grudnia 305 roku. Kult świętej dotarł do Polski najprawdopodobniej w XIV wieku, jednak, jako patronkę górników uznano ją w wieku XVII, a pierwszą uroczystość obchodzono w  XVIII wieku w Tarnowskich Górach. Zgodnie z tradycją figura świętej znajduje się w górniczych kościołach, a także w cechowniach, czy tradycyjnych domach, gdzie mieszkają górnicze rodziny. Dzień 4 grudnia, kiedy obchodzona jest Barbórka, zobaczyć można (wciąż jeszcze) poranne pochody górników ubranych w odświętne mundury z górniczą orkiestrą na czele (można ich poznać po czapkach z czerwonymi piórami). Maszerują po ulicach miast, po osiedlach i niejednokrotnie budzą tych, którzy lubią sobie pospać. Ma to miejsce na przykład na Nikiszowcu, czy w niektórych dzielnicach Sosnowca. Dla górników jest to dzień wolny od pracy, więc mają oni czas na świętowanie albo też odbieranie odznaczeń, czy też nagród, które w ten dzień są rozdawane najbardziej zasłużonym przedstawicielom tego zawodu.


Tradycja górniczych biesiad tzw. Spotkania Gwarków, powszechnie zwane karczmami, które organizowane są zwykle w okresie „okołobarbórkowym” lub w dzień 4 grudnia jest w regionie znana. Ich nieodzownym elementem są piwo i golonka, a także górniczy mundur, czapka z pióropuszem i śpiewy (również górniczego hymnu). Podczas biesiady odbywa się także tzw. skok przez skórę, czyli przyjęcie młodego górnika do górniczej braci. Takie swoiste mianowanie na górnika. Na tą uroczystość mają wstęp wyłącznie mężczyźni. Tradycyjnie – zabawą, w  której biorą udział tylko kobiety jest Babski Comber. To jednak „impreza” organizowana w innym okresie, bo w tzw. ostatki, czyli ostatnie dni przed Wielkim Postem.

GDZIE: Kopalnia Guido – podczas zwiedzania z przewodnikiem można posłuchać o górniczych zwyczajach (nie tylko związanych z pracą pod ziemią, choć można wziąć także udział w górniczej „szychcie”), na poziomie 170 metrów pod ziemią znajduje się Kaplica św. Barbary, w „Guido” organizowane są górnicze biesiady, imprezy, koncerty z okazji Barbórki/jednym z ciekawszych górniczych pochodów z orkiestrą kopalni Wieczorek jest ten organizowany 4 grudnia na katowickim Nikiszowcu

Kultura pasterska

To, co w województwie śląskim jest najciekawsze i jednocześnie najpiękniejsze, to jego zróżnicowanie, niejednorodność, wielowymiarowość. Z jednej strony zagłębić się możemy w tradycje górnicze, z drugiej zaś, możemy udać się na malowniczą górską wieś i poznać zwyczaje związane z wypasem owiec, czy tworzeniem serów. Świetnie jest zacząć od Centrum Pasterskiego w Koniakowie,  gdzie na własne oczy zobaczymy jak wytwarzany jest ser owczy (bunc, bryndza, oscypek), znajduje się tu także sklep z wyrobami góralskimi oraz zagroda pokazowa, która przypadnie do gustu przede wszystkim dzieciom.
W Jaworzynce natomiast znajduje się ciekawe Muzeum Regionalne na Grapie, gdzie zgromadzono między innymi stroje ludowe, czy sprzęty codziennego użytku (można tu też przenocować oraz zjeść tradycyjne potrawy). W Wiśle koniecznie należy udać się do Muzeum Beskidzkiego, ponieważ znajdują się tu ekspozycje prezentujące przedmioty związane z różnymi sferami życia śląskich górali, w tym oczywiście pasterstwem.


Można oczywiście wziąć udział w wydarzeniach związanych z kulturą pasterską górali śląskich, które stały się dzisiaj już atrakcjami turystycznymi. Na początku maja ma miejsce tzw. redyk, czyli uroczyste „łączenie” owiec od różnych gazdów w jedno stado, które pod wodzą jednego bacy wraz z juhasami wyrusza na górskie hale na wypas. Jest to niezwykle interesująca impreza, podczas której zobaczyć można między innymi górali ubranych w tradycyjne stroje, posłuchać tradycyjnych pieśni, czy muzyki wydobywającej się z tradycyjnych instrumentów, ale też poznać obrzędy towarzyszące jak chociażby okadzanie owiec. Powrót owiec z wypasu przypada na 29 września – uroczystość świętego Michała. Wydarzenie to zwane jest rosodem. Co roku, w sobotę przypadającą po Bożym Ciele w Centrum Pasterskim w Koniakowie organizowany jest festiwal w całości poświęcony bryndzy (Smak Karpat – czas na bryndzę). To doskonała okazja, by skosztować tego sera i poznać tajniki jego produkcji. Najciekawszą imprezą w jakiem można wziąć udział w sierpniu jest Jarmark Pasterski, na który zjeżdżają górale z różnych części Karpat prezentując zwoje tradycyjne wyroby oraz oczywiście przepiękne ludowe stroje. Nam udało się uczestniczyć w tym radosnym, hucznym i smacznym wydarzeniu, spróbować bryndzy z różnych części Karpat i kwaśnicy na baranim mięsie.
Dobrym pomysłem jest wzięcie udziału w Tygodniu Kultury Beskidzkiej, czyli cyklicznej imprezie organizowanej w miastach beskidzkich, choć pokazy, koncerty, spotkania nie dotyczą wyłącznie kultury tego regionu, lecz również innych tożsamych kulturowo regionów górskich na Świecie.

GDZIE: Centrum Pasterskie w Koniakowie/ Muzeum Regionalne na Gapie/ Muzeum Beskidzkie

Kuchnia śląska

Kuchnia województwa śląskiego należy do jednej z najbardziej zróżnicowanych i najciekawszych kuchni w całym kraju. Ma to oczywiście związek z wielokulturowością tego regionu i silnymi wpływami niemieckimi, czeskimi, austriackimi, czy żydowskimi. Ze względu na to, iż województwo śląskie jest bardzo niejednorodne, to także jego kuchnia musi taka właśnie być.

Obok kuchni Górnego Śląska możemy spróbować tu kuchni górali żywieckich, kuchni charakterystycznej dla  okolic Bielska-Białej, kuchni Zagłębia, kuchni dawnego Księstwa Cieszyńskiego (mieszczańska) i Pszczyńskiego (myśliwska), czy potraw kuchni typowej dla Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Na przykład kuchnia śląskich górali związana jest z wyrobami z owczego mleka (ciekawostką może być żętyca, czyli serwatka z mleka owczego powstała podczas wyrobu na przykład oscypków), a tradycyjną zupą jest bez wątpienia kwaśnica. . Warto spróbować typowej kuchni śląskiej: rolady z kluskami i modrą kapustą, wodzionki, czy hekeli, ale również potraw mniej znanych: kluch częstochowskich, kawioru żydowskiego, gulaszu z gęsich żołądków, czy cysterskiego żurku. Tradycyjnymi smakami można się bawić i aranżować je w nowoczesny sposób, podążając za trendami w gastronomii.
Wielkim ułatwieniem dla każdego, kto chce spróbować dobrej regionalnej kuchni jest skorzystanie z oferty stworzonego w 2012 roku przez Śląską Organizację Turystyczną – Szlaku Kulinarnego „Śląskie Smaki”, który skupia restauracje i lokale gastronomiczne serwujące tradycyjne potrawy. Aby pokazać całe bogactwo tradycji kulinarnych w ramach Szlaku Kulinarnego wyodrębniono tzw. „stoły”, tj. stół śląski, jurajski, zagłębiowski, czy beskidzki.
Ponadto począwszy od 2006 roku organizowany jest (za każdym razem w innym mieście województwa śląskiego) cieszący się ogromną popularnością –  Festiwal „Śląskie Smaki”, który w 2018 roku odbędzie się w dniu 17 czerwca w Pszczynie.

GDZIE: Szlak Kulinarny „Śląskie Smaki”

– – – Rozdział 3. Boże Narodzenie i zima w Śląskim– – –

W nocy z 29 na 30 listopada (choć głównie w wigilię imienin św. Andrzeja) organizowano zwykle w domowej kuchni i z udziałem młodych panien, spotkania pod hasłem „wróżenie”. Kto nie pamięta lania wosku przez klucz? U nas nawet w szkole miały miejsce zabawy z laniem wosku, jako główną atrakcją. Na śląskich wsiach popularnością cieszyła się wróżba polegająca na potrząsaniu płotem i obejmowaniu ramionami  jego sztachet, czemu towarzyszyły specjalne wierszyki bądź przyśpiewki (jeśli panna objęła parzystą liczbę mogła spodziewać się, że wkrótce wyjdzie za mąż) albo też puszczanie na wodę dwóch listków mirtu (jeśli listki się połączyły, ślub był murowany już w przeciągu najbliższego roku). W wielu wsiach, gdy dzień stawał się krótszy, a ciemno robiło się zdecydowanie za wcześnie, kobiety i młode dziewczyny spotykały się w jednej chałupie i darły pierze. Zwyczaj ten był doskonałą okazją do radosnych spotkań, wspólnego spędzania czasu. Po zakończeniu kilkudniowej pracy, wysiłek nagradzano sobie zabawą, która często zwana była wyskubkiem. Jej główną atrakcją było obsypywanie gospodyni, która użyczała swój dom i kuchnię na wieczorne darcie pierza, niepotrzebnymi do niczego fragmentami piór, czyli knotami.

Czy wiedzieliście, że na tradycyjnym wigilijnym stole w Śląskim próżno szukać pierogów, kutii, czy barszczu z uszkami? Za to skosztować można siemieniotkę, albo moczkę lub makówki? Oczywiście w województwie śląskim zwyczaje bożonarodzeniowe różnią się w zależności od tego czy będziemy w jego północnej, południowej, czy też środkowej części. Taki już urok naszego regionu.
Jedno jest bez wątpienia wspólne dla całego województwa śląskiego – Boże Narodzenie  to przede wszystkim tradycja i rodzina. Te dwie sprawy są tu chyba najważniejsze. Jak zapewne wiecie nasze obydwie rodziny pochodzą z Małopolski, więc podczas świąt towarzyszą nam raczej zwyczaje (chociażby kulinarne) przeniesione z tamtej części Polski. Trzydziestokilkuletni okres spędzony w Zabrzu musiał jednak także wywrzeć piętno na naszym świętowaniu.

Całkiem niedawno dowiedzieliśmy się, że śląską tradycją jest na przykład przynoszenie do domu, tuż przed świętami gałązki śliwy lub wiśni albo też jabłoni i obserwowanie, czy po świętach zakwitnie. Jeśli tak się działo znaczyło to, iż kolejny rok będzie szczęśliwy i pomyślny. I to właśnie element, który od zawsze pojawia się w naszym domu. Podobnie jak tradycja, która mówi, że w Wigilię należy wstać wcześnie rano i przez cały dzień aż do uroczystej kolacji (która rozpoczyna się dopiero, po wypatrzeniu pierwszej gwiazdki) nie jeść nic, albo jeść bardzo mało i na pewno bezmięsnie. U nas też się kultywuje ten zwyczaj. Albo też znana ponoć tylko w Śląskim (z czasem przejęta przez inne) tradycja związana z adwentowymi wieńcami, które przyozdobione są czterema świecami. Każda świeca symbolizuje kolejny z czterech tygodni Adwentu. Zapalane są one po kolei w każdą niedzielę tego okresu oczekiwania na Boże Narodzenie. Z tygodnia na tydzień kolejny płomień świecy przybliża nas do świąt. Takie wieńce stawia się w kościołach, ale też w domach rodzinnych. Za to na tradycyjnym śląskim wigilijnym stole zapewne nie pojawiają się słodkie pierogi z suszonymi śliwami – a u nas tak! To taki miks zwyczajów małopolsko-śląskich.


W tym roku postanowiliśmy udać się na Śląską Wilijo do Muzeum – Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie. Ta impreza plenerowa odbywa się w „Skansenie”, co rok i po ilości odwiedzających wywnioskować można, że cieszy się sporym zainteresowaniem. Nic dziwnego, skoro tutaj właśnie możemy na własne oczy zobaczyć jak to niegdyś na Śląsku w okresie świąt bywało. Występy kolędników, stragany z tradycyjnymi potrawami, żywa szopka, czy ozdoby choinkowe, to tylko niektóre atrakcje. Szkoda tylko, że pogoda zawiodła. W zimowej scenerii drewniane domy zapewne prezentowałyby się baśniowo. To tutaj właśnie udało nam się zobaczyć na własne oczy kolorową, rozśpiewaną, hałaśliwą, trochę nieokrzesaną grupę przebierańców. Sądząc po charakterystycznych strojach były to tzw. Dziady Noworoczne albo tez Jukace. Przebierańcy ci w Sylwestra oraz w Nowy Rok wędrują po wsiach (a głównie są to miejscowości Beskidu Żywieckiego) i w sposób niezwykle żywiołowy składają wszystkim mieszkańcom życzenia, zaczepiając ich i wygłupiając się przy tym. Ma to przynieść całej społeczności szczęście na cały najbliższy okres.

W okresie świątecznym i noworocznym w wielu wsiach województwa śląskiego spotkać można także innych przebierańców. Różnie się nazywają, różnie wyglądają, lecz zwykle łączy ich jedno – śpiew i życzenia. Odwiedzają domy mieszkańców i kolędują. Są to albo Szlachcice – we wsiach znajdujących się na pograniczu Beskidu Śląskiego i Beskidu Żywickiego (zwykle to następujące postaci: Żyd, Żydówka, Masarz, Szlachcic i Góral), albo Pastuszki – w Trójwsi Beskidzkiej – Koniaków, Istebna i Jaworzynka (mali chłopcy przebrani za pastuszków) lub też Połazowni – we wsiach Beskidu Śląskiego (wręczają połazniczkę, czyli gałązkę jedliny ustrojoną bibułą). Ci ostatni raczej składają życzenia aniżeli śpiewają.
Z czym jeszcze kojarzą się Święta Bożego Narodzenia? Odpowiedz nasuwa się sama – z szopkami. W naszym województwie tradycja ta jest rzeczywiście bardzo żywa i to dosłownie. W wielu parafiach budowane są właśnie żywe szopki. Cieszą się one szczególną popularnością wśród najmłodszych. Taki żłóbek można odwiedzić w Panewnikach (dzielnica Katowic) w ogrodzie klasztoru ojców Franciszkanów. Ponadto w kościele świętego Ludwika Króla i Wniebowzięcia NMP w Panewnikach od około 1908 roku buduje się okazałą szopkę ołtarzową. Dziś jest to jedna z największych tego typu szopek w Europie. A jakby tego było mało oczy i duszę cieszy tu także ruchoma szopka. Mamy, więc cały „szopkowy” przekrój w jednym miejscu!

Jak będziecie na Jurze (nieważne, o jakiej porze roku) udajcie się do Olsztyna, do domu i pracowni pana Jana Wiewióra. Ten niesamowity twórca własnymi rękami zrobił ruchomą szopkę zwaną Jurajskim Betlejemowem. To w przeciwieństwie do innych tego typu obiektów szopka stała, można, więc oglądać ją przez cały rok.
Tradycją stało się także organizowanie niemal we wszystkich większych miastach naszego województwa Bożonarodzeniowych Jarmarków. Szczególnie uroczo prezentuje się ten na osiedlu Nikiszowiec, czy w Częstochowie; a po świętach – w dniu 6 stycznia – barwne orszaki Trzech Króli. Zgodnie z katolicką tradycją Święto Trzech Króli kończy okres Bożego Narodzenia. W niektórych miejscowościach wciąż jeszcze zachowała się tradycja kolędowania Trzech Króli – czasem są to dzieci, które maszerują od domu do domu wyśpiewując kolędy, innym razem zaś są to dorośli mężczyźni przebrani odpowiednio do swojej roli, jako Kacper, Melchior i Baltazar.

GDZIE: Muzeum – Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie/Bazylika św. Ludwika Króla i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Panewnikach/

POLECAMY: Artykuł o zróżnicowanych tradycjach świątecznych w woj. śląskim

Nota partnerska:

Materiał powstał w wyniku współpracy ze Śląską Organizacją Turystyczną i www.slaskie.travel w ramach cyklu #Motylewslaskie, w którym jako ambasadorzy, mieszkańcy i pasjonaci naszego województwa przygotowujemy cztery tematyczne opowieści i szlaki o mniej znanych lub nieodkrytych atrakcjach turystycznych regionu.

Zapraszamy na stronę slaskie.travel po więcej informacji na temat atrakcji turystycznych województwa śląskiego. W tym odcinku skupiliśmy się na tradycjach, zwyczajach i legendach związanych z województwem śląskim. 

W naszym wpisie korzystaliśmy z:

  • www.slaskie.travel
  • www.wikipedia.pl
  • Śląskie. Przewodnik Pozytywny, wyd. Śląska Organizacja Turystyczna
  • Polska Niezwykła. Województwa Śląskie i Opolskie, wyd. Demart
  • Legendy Górnego Śląska, wyd. KOS
  • Świat obok nas, Robert Garstka, wyd. Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach

Ilość komentarzy: 17 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *