Uncategorized Zjawiskowa renesansowa Pienza i prawdziwe pola z filmowego Gladiatora

Zjawiskowa renesansowa Pienza i prawdziwe pola z filmowego Gladiatora

Ciekawe czy Eneasz Piccolomini miał taki niecny plan, by jego podwójnie zminiaturyzowane nazwisko kojarzyło się na zawsze z jednym z najpiękniejszych miniaturowych miasteczek Europy. Już jako papież Pius II, znany humanista i mecenas epoki zarządził przebudowę Corsignano w duchu renesansu, tworząc z niego „miasto idealne”, które dziś zachwyca, zwłaszcza, gdyby dodać do niego zjawiskową okolicę, nad którą dominuje. Zanim na małym parkingu zatrzyma się kilkanaście autobusów, z których wyleją się dziesiątki turystów z Azji, Niemiec czy Francji, usiądę w cieniu arkad Palazzo Comunale na zimnej kamiennej ławce pod freskami z XVI wieku i w spokoju opowiem Wam o niej. O Pienzy.

Pienza położona jest w połowie drogi pomiędzy Montepulciano a San Quirico val d’Orcia na szczycie tuffowego wzgórza, jak większość urokliwych toskańskich miasteczek, których geneza sięga czasów Etrusków. Ona jednak jest wyjątkowa, zwrócona amfiteatralnie w stronę doliny val d’Orcia i samotnej Monte Amiata w tle (kiedyś wulkanu).

Dojechaliśmy tu bez problemu autobusem z Montepulciano (3 kursy rano i 2 powrotne po południu). Jest mała, kameralna, urokliwa. Główna uliczka miasteczka Corso Rosselino ma zaledwie 800 metrów. W jej środku znajduje się plac, jeden z piękniejszych we Włoszech. Chyba z uwagi właśnie na swoją kameralność i rozmiar. Gdy tu byliśmy na środku układano nowy, wzorzasty trawnik i nowe motywy kwiatowe. To okresowe rozwiązanie, po mozaika i linie na placu są niezwykle ważne, stanowią osobliwy zegar słoneczny, wykorzystujący cień katedry. No właśnie, katedra.

Nazywam się Silvio Enea Piccolomini

Duomo zwraca się frontem w stronę Palazzo Municipale ale tyłem do krajobrazów val d’Orcia. Specjalnie, gdyż kościół, który łączy styl renesansowy z wpływami gotyki niemieskiego miał łapać swoimi strzelistymi oknami „możliwie jak najwięcej światła”. Dziś nawa główna wyraźnie obsunęła się i cały tył kościoła zapada się w pienzeńskiej skarpie. Pękania widać na ścianach i kryptach. Pieniądze na ratunek daje UNESCO, które wpisało w 2014 roku Pienzę i całą okolicę na listę Światowego Dziedzictwa. W Kryptach znajdziemy portrety papieża Pusa II ale w samym kościele wisi kilka bezcennych obrazów z włoskiego średniowiecza. W kościele zachwyciła mnie też gra cieni i świateł.
W Palazzo Borgia znajduje się Muzeum Diecezjalne i fantastyczny dziedziniec z własną studnią. Tych studni jest w mieście kilkanaście, wszystkie wkopane w skałę na sto kilkadziesiąt metrów i pamiętające czasy Etrusków. Pałac należał do Rodrigo Borgii, tak tego Borgii, który stał się potem papieżem Aleksandrem II. Dziś w muzeum znajduje się fantastyczna kolekcja sztuki średniowiecznej i wczesnorenesansowej. Warto.

Drugim klockiem w zabawie w układanie miasta był pałac Piccolominiego, czyli pałac biskupi, posiadający największe patio ze wszystkich i arkadowe balkony (loggie) z widokiem na dolinę i góry a wcześniej kwadratowy ogród.
Dlaczego klockiem? Cała Pienza wygląda jak efekt zabawy w renesansową wersję „Sim City”, wszystko jest spójne, ładne, dopracowane, domknięte. Nawet południowe mury, zamykające Pienzę od południa, stanowią pewnego rodzaju niekończący się balkon z widokiem. Przy zachodniej jego części znajduje się słynna wytwórnia ozdób z terakoty. Wcześniej warto wstąpić na kawę w ogrodzie hotelu Relais Il Chiostro di Pienza. Chyba nigdy nie piliśmy kawy z takim widokiem i w takich okolicznościach. Ale to nie miał być koniec.

 

Kilkaset metrów dalej, przy parku miejskim leży restauracja Terrazza Val D’Orcia, gdzie skusiliśmy się „od święta” na włoski obiad z jeszcze piękniejszym widokiem po prawym ramieniu. Słońce prażyło niemiłosiernie, więc do dziś nie wiemy czy zaróżowiliśmy się tak od niego czy wobec sytuacji, gdy podchodzi do naszego stolika dwójka naszych rówieśników i oznajmia „chcieliśmy tulko powiedzieć, że macie świetnego bloga”. Pozdrowienia dla Was i dziękujemy!

Od restauracji odchodzi stroma droga w dół (Dante Alighieri), by osiągnąć romański kościółek Corsignano. Turystów tu rzadko zarzuca a szkoda, bo sprawiał niesamowite, mistyczne wrażenie. Świątynia opatulona w kwitnące kasztanowce należy do małego szlaku romańskich kościółków va d’Orcia. Ale to innym razem.

Nazywam się Maximus Decimus Meridius

Szutrowa droga odchodzi ostro z dół, słońce nie ustępuje a na dole czeka nas widok, o którym marzyliśmy od wielu lat. Perspektywa nadaje ścieżce znajomy kształt, rosnące przy drodze obłe cyprysy dają cień i schronienie, nie planujemy osiągać celu na widocznej górce, czyli Agroturystyki A Terrapile, lecz rozglądamy się wokół. Na zachód dróżka biegnie do charakterystycznej, pocztówkowej kapliczki Vitaleta ale przed naszymi oczami widok z filmu „Gladiator” Ridleya Scotta. A dokładnie farma Maximusa, którą widzi w tle „buszując w zbożu”. Ale już po swoim ziemskim życiu. W tle biegnie żona z dzieckiem. No, nie spłakaliście się na tej scenie?

„If you find yourself alone, fighting in the green fields with the sun on your face, do not be troubled. For you are in Elysium, and you’re already dead!”

Wbrew oznaczeniu na google maps, to nie jest dokładnie tamto miejsce. Trochę kombinowania, zejście z drogi na pagórek, dopasowywania i z łąki, gdzie kiedyś rosły łany pszenicy udaje nam się zrobić takie właśnie zdjęcie. „Gladiator” to mój ulubiony film. Wiele dobrego dał mi w czasach młodości i dorastania. Trudno opisać, jak miłe to było przeżycie, znaleźć TEN kadr na żywo. I na chwilę być jak Maximus. Dużo innych ciekawych punktów widokowych do fotografowania znajdziecie na blogu Italia-By-Natalia.

Zapraszamy Was do obejrzenia większej fotogalerii z Pienzy i okolic. Będzie to jednocześnie najmniejsze miasto zagraniczne, które dostało osobny post na naszym blogu. To miejsce naprawdę na to zasługuje.

 

Ilość komentarzy: 3 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *