Blog W poszukiwaniu bajecznej zimy. Szumawa, najdziksze góry Europy Środkowej

W poszukiwaniu bajecznej zimy. Szumawa, najdziksze góry Europy Środkowej

Przejazd przez kolejowy most na Wełtawie z widokiem na Most Karola i Hradczany może i ładny, ale nie dawał wielkich nadziei. Słońce, ponad 5 stopni ciepła a my jedziemy po zimową scenerię. Czy rzeczywiście ten obszar ją zapewni? To ma być enklawa zimy. Czeskie Bieszczady, Laponia Europy Środkowej. Więc chyba tak. Mijamy po lewej “Dom u Sumavskeho Smrku”, znamienne. Pilzno, Klatovy, wszędzie zielono i szaro, nigdy biało. Gdy dojeżdżamy do Żelaznej Rudy, na dworcu leży prawie metr śniegu a z budynków zwisają praktycznie również metrowe sople. Wciągamy powietrze i mróz zamraża nos. Czyli zapewni. Nasz cel: Szumawa zimą.

Wszystkiemu winien mikroklimat jakiego mogą Szumawie zazdrościć zarówno wyższe Karkonosze jak i Jeseniki. Często opierają się odwilży, gdyż to ogromne góry, z wieloma szczytami powyżej 1000 metrów, bardzo rozległe, często płaskie na wysoczyznach. Zima tu trzyma dłużej, być może czując, że teren ten był pokryty grubą warstwą lądolodu, czapą lodową, niczym te dziś w Norwegii. Pozostawił on po sobie mnóstwo bagien ale i kilka jezior polodowcowych w typowych cyrkach. W tym trzy największe czeskie jeziora z Jeziorem Czarnym na czele oraz Jezioro Laka, najwyżej położone czeskie jezioro. Przekraczając tunel kolejowy, do niedawna najdłuższy w Czeskiej Republice, wkraczamy do świata kilka stopni chłodniejszego. Szumawa to też najdziksze góry Europy Środkowej, z uwagi na fakt, że przez 45 lat były odgrodzone od świata. Ten zielony dach Europy sprzyjał uciekinierom, którzy chcieli z krajów komunistycznych uciec do RFN. Twierdzi się, że tu zabito więcej uchodźców, niż w Berlinie Zachodnim. Zasieki, bunkry, to pamiątki tego okresu, które można oglądać do dziś. Wcześniej teren ten zamieszkiwali Niemcy, jednak pod koniec lat 40-tych zostali wysiedleni. Teren zdziczał, co paradoksalnie dziś stało się wielkim walorem, objętym przez granice największego czeskiego Parku Narodowego.

Sprawdź pensjonat, w którym nocowaliśmy podczas naszego pobytu w Żelaznej Rudzie – Pension Roklan

Żelazna Ruda

(Czes. Železná Ruda, niem. Markt Eisenstein). Nazwa wywodzi się od górnictwa rud żelaza, które było przed słynnym szumawskim szklarstwem. Miasteczko pełni rolę kurortu, ale nie jest to uzdrowisko. Raczej turystyczny węzeł, pełen pensjonatów, kilku restauracji. Znajduje się tu Muzeum przyrodnicze Szumawy oraz zabytkowych motocykli. Obiekty noclegowe zimą nastawione są oczywiście na narciarzy. Zarówno zjazdowych jak i biegowych i skitourowych. Codziennie pociągi, które dojeżdżają tu bezpośrednio z Pragi, przywożą grupki żądnych spędzenia miłego czasu w zimowej scenerii a latem miłośników rowerów górskich. Ostatnia stacja to pograniczna Żelazna-Ruda Alżbetin, gdzie znajduje się małe muzeum kolejnictwa. Kiedyś ta linia łączyła czeskie Pilzno z Monachium. Zimą można stąd przez Debrnik rozpocząć pętlę na biegówkach, kierując się w stronę doskonale utrzymanej Magistrali Szumawskiej.
Żelazna Ruda oferuje też wyciąg osobowy na szczyt Góry Pancir i kilka zabytków: Barokowy, cebulasty kościół NMP Gwieździstej, Prawie 200-letnią Drogę Krzyżową Św. Anny oraz kapliczkę Św. Antoniego. Stąd wyrusza też czerwony szlak, prowadzący do polodowcowego Czarciego Jeziora. 
Na południe od miasteczka, przy szlaku na Debrnik znajduje się mnóstwo bunkrów z czasów Zimnej Wojny, gdy Szumawa była odcięta dla zwykłych obywateli a bunkry miały służyć do schronienia się po nuklearnej apokalipsie. Podobno jest ich tu 2500, my widzieliśmy kilka, mimo śniegu. Zwiedzanie nie jest jednak wskazane.

Wnętrza częściowo interaktywnego Muzeum Szumawy w miasteczku

Hurka

Dojeżdżamy autobusem do Novej Hurki, gdzie znajdował się czeski PGR a dziś kilka drewnianych domków na wynajem. Zakładamy biegówki i idziemy wzdłuż potoku w górę. Gdyby dzień był nieco dłuższy a nasza forma lepsza, przyjechalibyśmy tu na biegówkach magistralą z Żelaznej Rudy przez Gerlową Hut. Hurka to symbol mrocznych i ciemnych czasów na mapie Szumawy. W pasie stąd aż do styku granic trzech krajów dochodziło do największej liczby prób ucieczki zza Żelaznej Kurtyny na Zachód. Wielu z nich rozstrzeliwano. Tym z pieniędzmi i częściej udawało się uciec, z pomocą lokalnych przemytników. Historycy oceniają, że na całej granicy czechosłowackiej zginęło ok. 450 osób – znacznie więcej niż na murze berlińskim, gdzie zastrzelono „tylko” 138 osób. Hurka to nieistniejąca już wieś, kiedyś zamieszkana przez niemieckich szklarzy. Świadczą o tym miedze, aleje drzew liściastych fundamenty i futryny, niczym w naszym Beskidzie Niskim. I kaplica, odbudowana kilkanaście lat temu. Przed wojną znajdowało się w niej 23 mumii mieszkańców i rodu szlacheckiego Albów. Zostały jednak zniszczone i zbezczeszczone w latach 50-tych przez komunistycznych pograniczników. Aury tajemniczości dodaje fakt, że wszyscy uczestniczący w tym procederze zmarli jakiś czas później na nieznaną infekcję.

Biegówki „śladówki” mamy co prawda swoje, ale nie były dobrze przygotowane, więc nie braliśmy ich tym razem a wypożyczyliśmy na miejscu. Opłata za dzień wyniosła nas 80 zł. Podobnie z rakietami śnieżnymi. Skorzystaliśmy z wypożyczalni Max Ski Rent przy ul 1. maja.

Jezioro Laka

Z Hurki odbijamy do przyrodniczej perełki, najmniejszego szumawskiego ale za to najwyżej położonego czeskiego jeziora. Oczywiście jego geneza jest polodowcowa, ale dla znawców tematu może to być szokujące, bo jesteśmy na wysokości zaledwie trochę powyżej 1000 metrów. Zimą tafla oczywiście jednostajnie biała, bardzo ciekawie może tutaj być latem. Z jeziorka odchodzimy dzikim szlakiem przez las, dzikim, z cudownymi widokami, jednak po chwili musimy przebijać się trawersem, zapadając po pas w śniegu. Niepotrzebnie odpinaliśmy narty na ten “skrót”.

Magistrala Szumawska

Skrót doprowadzić nas miał do wspomnianej już wcześniej Szumawskiej Magistrali. Szlak ten należy do najpopularniejszych biegowych szlaków Czech i jest doskonale utrzymywany zimą. Gwarantuje piękne widoki, głównie na stronę południową a nierzadko można z niego obserwować szczyty Alp. Trasa biegnie pomiędzy granicą niemiecką blisko Żelaznej Rudy a Lipnem. Łącznie ma 140 km (plus 400 km lokalnych tras biegowych) i aby ją zdobyć, należy zapewne podzielić wyprawę na co najmniej 3 dni.
Szumawa to góry wybitnie dla biegaczy czy rowerzystów. Jeśli chodzi o piechurów, to może im się nie podobać zaskakująca “płaskość” tych gór oraz sporo szerokich dróg, ubitych i asfaltowych. To wszystko pamiątka po Zimnej Wojnie i militaryzacji tego obszaru. Mało szlaków właściwie kieruje na same szczyty gór. Jedną z nielicznych jest np. Szpiczak.

Spicak

Nad kurortem Żelazna Ruda wznosi się posiadająca 1202 metry góra Spicak. Znajduje się tu Ski Areal Spicak, który zimą staje się rajem dla narciarzy i snowboardzistów. Na dodatek zarówno początkujących, jak i „starych wyjadaczy”. Znajduje się tu dziesięć tras zjazdowych o różnych stopniach trudności (łącznie o długości 8 km). W tym najbardziej stroma trasa narciarska w całej Republice Czeskiej. Aż włos się jeży, gdy spojrzy się na nią z dołu! Ośrodek Narciarski Spicak daje również możliwości tym, którzy nie przepadają za nartami zjazdowymi, a gustują w tzw. biegówkach. Do tych drugich zdecydowanie my się zaliczamy. Posiadające w sumie ponad 55 km długości trasy są dobrze przygotowane i urozmaicone, więc powinny spodobać się każdemu. Kompleks posiada oczywiście całe zaplecze i infrastrukturę związaną z zimowymi sportami jak wypożyczalnie, czy szkółki narciarskie i snowboardowe. Na szczyt wjechać można wyciągiem krzesełkowym (zimą, jedynie narciarze zjazdowi oraz snowboardziści mogą z niego korzystać), albo też przejść się szlakiem, odbijając na chwilę w miejsce ważne dla geografów (Marcina) – wododziału dwóch rzek Łaby i Dunaju.

Wszelkie informacje (na przykład aktualna pogoda, interaktywna mapa tras zjazdowych, czy ceny karnetów dla narciarzy) znaleźć można na stronie Ski Areal Spicak

Jeziora Polodowcowe – Czarne i Diabelskie

Oto miejsce, które przyciąga turystów do Zachodniej Szumawy zarówno w zimie jak i w lecie. Zapewne też wiosną i jesienią. Miejsce ważne, rekordowe, symboliczne niczym dla Polaków Morskie Oko. Jezioro Czarne jest największym czeskim Jeziorem a także najgłębszym. To typowo polodowcowy akwen, właściwie staw, choć góry by na to wcale nie wskazywały, prawda? Ale tak się złożyło, że Szumawę pokrywał większy lodowiec, niż Karkonosze po południowej stronie

Szumawskie specjały i kuchnia

Poszukując… Przepraszam, tzn. rozczytując się w opracowaniach na temat kuchni Szumawy, doszliśmy do wniosku, że jest nieco inna, niż typowo czeska, związana głównie z górami, runem leśnym, ziołami, ze względu na bliskość Niemiec i Austrii, podszyta trochę alpejskimi naleciałościami. Dlatego oprócz trzech bardzo podobnych z nazwy: Zelnaków (placków z kiszonej kapusty), Zelników (ziemniaczane knedle faszerowane kiszoną kapustą ze skwarkami) czy czerwonej Zelnacki (podobna do naszej kwaśnicy), należy po prostu wyróżnić wszelkiego rodzaju dziczyznę. Tutejsze restauracje rozpieszczają w wyborze pomiędzy daniami z jelenia czy z dzika, najczęściej w towarzystwie różnego rodzaju knedlików, ciemnego sosu i oczywiście czerwonej zasmażanej na słodko z kminkiem kapusty (dusene zeli). Odwiedziliśmy w tym celu dwie restauracje: U Jelena, gdzie podano cudowne i delikatne polędwiczki z dzika w kompanii z nieco innymi, niż na Słowacji, bo prażonymi haluszkami a następnego dnia Restaurację Sumava, gdzie posmakował nam hovezi gulasz. Czyli wołowy, ale z szumawskich, nieco zdziczałych krów. Złocistobrązowy jak tutejszy torf. Aha i po raz kolejny przekonaliśmy się, że im dalej od czesko-polskiej granicy tym pyszniejsze piwo. Tutejsze piwa lane to bajka w smaku, o której można pomarzyć, kupując czeskie piwo w polskim markecie.

W drodze do Pragi. Klatovy

Klatovy wyrastają na główną “Bramę do Szumawy” jeśli jedziemy tu od strony północnej. Bo jeśli od wschodu to zapewne taka rolę pełni Cesky Krumlov. Klatovy są mniejsze i mniej znane, ale mają również sporo uroku. Miasteczko otoczone było murem, jak wiele w Czechach, i część tych podwójnych murów zachowało się do dziś. Podobnie jak stare kościoły: Farny i Jezuicki Niepokalanego Poczęcia NMP. Jeden ze skarbów słynnego czeskiego baroku. Jednak turyści kierują się głównie… pod ten kościół. Podziemia skrywają katakumby, czyli krypty, w których utworzono muzeum historii miasta ale przede wszystkim wyeksponowano prawie 30 ludzkich mumii. Są to wysuszone w naturalny sposób ciała zakonników, mieszczan, oficerów wojska. Najsłynniejsza mumia należy do “Babci Ani”, której ciało zrekonstruowano, łącznie z ubiorem. Ta mroczna atrakcja kosztuje 90 koron, a wejście schowane jest poniżej słynnej, dominującej nad miastem Czarnej Wieży z zabytkowym zegarem. Osobliwą atrakcją miasteczka jest też zabytkowa, barokowa Apteka Pod Jednorożcem, której wnętrza można zwiedzać o określonych godzinach. Można poczekać na swoją kolej w sąsiedniej kawiarni “Jednorożec”, zamawiając pyszny czekoladowy tort z malinami. Pociągi pomiędzy Żelazną Rudą a Klatovami jeżdżą dość często, kilka razy dziennie. Podobnie dalsze połączenie Klatovy – Praga przez Pilzno.

Sprawdź ceny noclegów w Żelaznej Rudzie

Na koniec, tradycyjnie jeszcze więcej zdjęć 🙂 Szczególnie lubimy te słoneczne z ośnieżonymi górami

Wpis powstał w wyniku współpracy z marką Czech Tourism. Profil na facebooku – Odkryj Czechy

Ilość komentarzy: 6 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Globtroterek says:

    Zima piękna! Nam najbardziej podobają się zdjęcia z Szumawskiej Magistrali, cudo 🙂

  • Widoki zapierające dech w piersiach 🙂 niesamowite zdjęcia

  • Fantastyczne zdjęcia! Jak z bajki. Bardzo cieszę się, że piszecie, nie pierwszy raz, o Czechach. Dzięki Waszym zdjęciom i wpisom o Morawach mogliśmy odkryć wyjątkowe miejsca i jest to jeden z naszych ulubionych kierunków. Teraz promujcie kolejne cudowne i malownicze tereny „za miedzą”. Dzięki i z wielką przyjemnością będziemy czekać na kolejne wpisy o Czechach🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      Oj Morawy to i w nas wzbudzają ciągle tesknote 🙂

  • Marta says:

    Piękny wpis! Szumawa od dawna już znajduje się na szczycie listy miejsc, które chcę odwiedzić, a jak dodać do tego biegówki, to już w ogóle raj. Zjawiskowa sceneria. Szumawa sama w sobie bardzo urocza, tajemnicza, trochę mroczna. Bardzo ciekawie o niej opowiada pan ze Zmizele Sumavy (https://www.stream.cz/porady/zmizela-sumava), jeden z ostatnich świadków życia, jakie tam kiedyś było i które wskutek zawirowań historii zniknęło, pozostawiając za sobą opuszczone wsie. Polecam 🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      Owszem, to element, który dodaje Szumawie tajemniczości. Jeszcze jakby dodać Kanał Szwarcenbergów (spolszczone) to już całkiem