Ciekawe miejsca w Europie Ciekawe miejsca w Hiszpanii Jak wygląda Semana Santa na ulicach Sewilli? Fotoreportaż

Jak wygląda Semana Santa na ulicach Sewilli? Fotoreportaż

To jedne z najbardziej fascynujących wydarzeń, jakich mogliśmy być częścią podczas naszej andaluzyjskiej podróży. Ba, być może spośród wielu wojaży ten wywarł na nas największe wrażenie. Z uwagi na przeżycia, inne, niż typowe zwiedzanie, odkrywanie, smakowanie, sprawdzanie. Tutaj doszło… przeżywanie.

Być w Sewilli podczas Semana Santa to coś naprawdę wspaniałego. Fakt, że głośno i to do późnych godzin nocnych, tłoczno i to w najmniej spodziewanych zakamarkach, że utrudnione poruszanie się po mieście (wiele uliczek jest zablokowanych, zamkniętych, nieprzejezdnych, pilnowanych przez policjantów) i przedostanie się z jednego punktu w drugi wymaga naprawdę sporo cierpliwości. Tak, to wszystko fakt. I co z tego? Czy to takie ważne?

Widok ogromnych ołtarzy niesionych na plecach osiłków zwanych Costaleros, dźwięk pięknej muzyki towarzyszącej procesjom, no i barwne procesje, wszystko rekompensują. To ten moment, w którym ścisk, tłok i niewygoda zupełnie Ci nie przeszkadzają. Czujesz się w tłumie bezpiecznie. Szukasz kadrów, chłoniesz każdy moment. Zwłaszcza, gdy jedna z procesji, milcząca, powoduje automatyczne wyciszenie kilku tysięcy ludzi na trasie. W kilka sekund. Cisza. I zapach kadzidła i wosku.

Mają długie szaty, często przepasane sznurem lub też ściśnięte grubym pasem. Na rękawie widnieje godło bractwa (cofradias) na przykład El Amor, La Paz, La Cena, La Macarena, San Roque… Na głowach długie, jedwabne lub aksamitne spiczaste czapki-kaptury, zakrywające całą twarz, jedynie z otworami na oczy (capirote). Idąc podpierają się grubymi świecami, które wieczorem oświetlają im także drogę. Są też tacy, którzy niosą drewniane krzyże albo też insygnia związane z daną parafią. Czasem idą boso, innym razem w samych skarpeta, choć większość korzysta jednak z butów. Ich stroje mogą mieć różne kolory, zależy do jakiego bractwa należą. Widzieliśmy całych białych, ale też całych czarnych, takich którzy różnili się kolorem kapturów – fioletowe, niebieskie, zielone… To Nazarenos – pokutnicy. Nie mają nic wspólnego z tymi, z którymi część nieświadomych osób może ich kojarzyć. Są starsi. O ponad 500 lat i wiążą się raczej z tradycjami pokutnymi, później zsynkretyzowanymi z wytycznymi Świętej Inkwizycji (np. skazani za zbrodnie musieli nosić kaptury bordowe)

W Wielkim Tygodniu jest ich tu mnóstwo. Maszerujący w procesji wyglądają jak istoty nie z tego świata, a co najmniej jak istoty nie z tej epoki. Stroje są grube, ciężkie, szczelne. Trzeba przytrzymywać czapkę na wysokości krtani, by wiatr nie zdmuchnął jej do tyłu. W samej Sewilli tych bractw jest około sześćdziesięciu. Najliczniejsze mogą mieć nawet ponad 2 -3  tys członków. Historia niektórych sięga nawet XV-XVI wieku. To oni właśnie przemierzają ulice miasta ściśle określonymi trasami, przygotowując się do uroczystości Wielkiego Tygodnia nawet na rok przed ich rozpoczęciem. Nad wszystkim czuwają setki policjantów, plany procesji ogłaszają lokalne media, pierwsze kilkanaście stron gazet dotyczą Semana Santa właśnie, plany wiszą w hotelach. Niektóre nawet z dopiskami: rekomendujemy… Wystawy sklepów zmieniają się… w małe dioramy z miniaturami Nazarenos. Oczywiście, popkultura przejęła sporo z tego okresu. Trudno było tego uniknąć. A jednak…

Grobowiec Krzysztofa Kolumba w sewilskiej Katedrze:

    

Pod strojnymi ołtarzami składającymi się z rzeźb, na przykład ukrzyżowanego Jezusa, czy płaczącej Mari zwanymi pasos, ważącymi niekiedy tonę, kryją się Ci, którzy na swoich barkach niosą to co możemy z zachwytem podziwiać. Costaleros idą w rytm muzyki, mieliśmy okazję słyszeć zarówno rzewną melodię trąbek, jak i niemal wojskowe odgłosy bębnów, od czasu do czasu przystają, by się wymienić. Jakąż siłę muszą oni mieć, jak dużego poświęcenia to od nich wymaga.

Wszędzie tłumy – mieszkańcy Sewilli, przyjezdni Hiszpanie z innych części kraju, turyści z całego Świata. Na ulicach jest jak w ulu. Wielu wystaje na balkonach, wychyla się przez okna, a nawet obserwuje procesje z dachów. Są ludzie w podeszłym wieku, młodzież i malutkie dzieci. Do późnych godzin nocnych i tak od Niedzieli Palmowej aż do Wielkiej Soboty.

Przejmującym jest fakt, że do bractw należą całe rodziny. Nosicielami lektyk z ołtarzami są głównie młodzi ludzie, młodzieńcy. Obchody Wielkiego Tygodnia w Andaluzji są najważniejszym momentem roku. Ale także wyewoluowały do imprezy towarzyskiej. Nietypowej. Po wspólnym oglądaniu procesji Hiszpanie spotykają się w  tawernach, barach, restauracjach, wysiadują na ławkach, krawężnikach, gaworzą. Nikt nie widzi w tym nic zdrożnego. W tym kontraście.

 

 

Ilość komentarzy: 6 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  • Piotr says:

    Właśnie wróciliśmy z żoną z Sewilli. Wspaniała atmosfera, niesamowite wrażenia, naprawdę niezapomniane przeżycie ! Dobrze, że pogoda tez dopisała (oprócz poranka Niedzieli Palmowej i Wielkopiątkowej nocy). I nie było incydentów….
    Na pewno więcej w tym tradycji niż głębokiej wiary, ale jest mocno zakorzeniona. Rozmawiałem z ludźmi – nazarenos sami muszą ponieść duże koszty strojów, a niektóre nie są tanie, ponadto płacą składki na swoje hermandades, a ilość braci nawet rośnie w ostatnich latach. To kwestia wychowania dzieci i młodzieży, którzy licznie w przebraniach w uroczystościach uczestniczą… To duma, prestiż i przywilej móc tam należeć.
    Z kolei costaleros – ile trzeba mieć serca, żeby przez tyle godzin dźwigać ważącą kilkaset kilogramów platformę.
    Kolory, muzyka i przepiękne pasos. Wspaniałe wydarzenie.

  • Krzysiek says:

    Fantastyczna galeria, niesamowite miejsce. Zaraziliście mnie tą Sewillą przez ten wyjazd 🙂

  • Agata says:

    Niesamowite zdjęcia. Niesamowita tradycja. Aż chce się tam być.

  • Bardzo ciekawy inspirujący pomysł. Takie tematyczne podróże dają bardzo dużo wartości i pamiętamy je znacznie lepiej, ponieważ wymuszają pewne przygotowanie przed wyjazdem i lekturę. Pozdrawiamy

    • Wędrowne Motyle says:

      Oczywiście. Ale bardzo często warto nie robić sobie przesadzonych oczekiwań i nadziei, tylko wierzyć, że to, co zastanie się na miejscu spełni nasze wyobrażenia tak czy siak.

    • A to oczywiście, oczekiwania to zupełnie inna sprawa 😉 Podróż jest nasza i to co zastaniemy zinterpretujemy i tak po swojemu. Zawsze można jechać zobaczyć jedno, a robić co innego zupełnie, bo tak czujemy. Jednak gdyby nie odrobina wiedzy na początku to pewnie i do rezerwacji biletu w to miejsce by nie doszło 😉