Blog Odkrywamy Małopolskę inaczej. Podróż wzdłuż doliny rzeki Skawy

Odkrywamy Małopolskę inaczej. Podróż wzdłuż doliny rzeki Skawy

Rzeki to temat rzeka. Bardzo je lubimy, z uwagi na to, że rzeki to doskonały temat na historię, na dopasowanie do podróży tematu przewodniego, kręgosłupa, którego będziemy się trzymali. Rzeki i ich doliny mają ogromny potencjał. Także ten turystyczny. Pomijając sam oczywisty fakt, że rzeka płynie, to wokół niej i wzdłuż niej odbywa się cały spektakl dla uważnego podróżnika: występują klify, plaże, przełomy rzeczne, punkty panoramiczne, stare mosty, strugi, zakola, starorzecza. I ludzie. z tej dobrej i złej strony. Choć jeśli z dobrej, to zawsze od rzeki zależni. 

Jeśli nie macie nic przeciwko chcieliśmy Wam przedstawić Skawę. Trochę się wstydzi, nigdy nie była na świeczniku, nigdy nie garnęła się do wypowiedzi. Ale pomyśleliśmy, że czas to zmienić. To najlepszy moment, byście zobaczyli co ma „do powiedzenia”.

Tym materiałem rozpoczynamy krótki cykl, który przygotowaliśmy dla Województwa Małopolskiego we współpracy z Małopolską Organizacją Turystyczną, zaproszeni do stworzenia dwóch autorskich materiałów – przewodników, wspierających i promujących zupełnie nową aplikację mobilną VisitMałopolska. Czyli podręcznego przewodnika po największych ale też tych mniej znanych atrakcjach turystycznych i produktach Małopolski. Jak wiecie (lub jeszcze nie), pomimo tego, że mieszkamy na Śląsku, pochodzimy (i nasze rodziny) z Małopolski i to drugi region, który moglibyśmy promować i opisywać w ten sposób. Emocjonalny.

Rzeka Skawa wypływa tuż spod przełęczy dzielącej Orawę od Podhala, zlewa się ku Gorcom, by gwałtownie zakręcić na zachód i tworzyć swoją własną dolinę i własną historię. Dwukrotnie przebija się przez góry, by od Makowa Podhalańskiego, po połączeniu z wodami Skawicy, spod Babiej Góry stać się już całkiem potężną małopolską rzeką. To w dużej mierze jej doliną poprowadzono ważną kolej łączącą Wiedeń, Żywiec z Krakowem i Lwowem. Zaczynamy od miejscowości powiatowej. Zakończymy w dolinie Wisły, do której uchodzą wszystkie małopolskie rzeki.

Sucha Beskidzka

Wielokrotnie odwiedzane przez nas miasto, zwłaszcza w drodze do naszych babć, rodzin w górach. Gdy jeszcze nie było autostrady A4 droga przez Kalwarię Zebrzydowską lub właśnie Suchą Beskidzką były najlepsze. Sucha Beskidzka była długi czas ważnym węzłem kolejowym na trasie z Krakowa do Zakopanego i z Żywca, dziś obok Makowa Podhalańskiego jest stolicą tej części Beskidów i bazą wypadową. Ale my, wg naszego planu udajemy się w drugą stronę… Wzdłuż biegu Skawy będziemy wędrować „w dół” do Wisły.

Zespół zamkowo-parkowy w Suchej Beskidzkiej

W miejscu, gdzie rzeka Stryszawka uchodzi do Skawy, a Beskid Makowski spotyka się z Beskidem Małym, leży miasto znane ze wspaniałego zamku. Jeśli kiedyś obiło Wam się o uszy określenie „Mały Wawel”, to właśnie tutaj będziecie mogli je zweryfikować. Jest to naszym zdaniem jeden z najpiękniejszych zamków całego południa Polski.
Renesansowa rezydencja swój obecny wygląd zawdzięcza wielu przebudowom, a bez wątpienia tej dokonanej w XVII wieku na zlecenie Piotra Komorowskiego. Oprócz Komorowskich, mieli tu swoją siedzibę także Wielopolscy, Braniccy, czy Tarnowscy. Charakterystycznym elementem zamku jest bez wątpienia dziedziniec otoczony (ale nie zamknięty ze wszystkich stron) piętrowymi krużgankami oraz cztery wieże. W jednej z nich mieści się kaplica, której ścianę zdobi późnogotycka polichromia. Do zamku przylega park z neogotycką oranżerią (niestety w ruinie) oraz malowniczym stawem, którego brzegu spina kamienny, bardzo fotogeniczny mostek. Na skraju parku wznosi się dawny Domek Ogrodnika, w którym prezentowana jest wystawa etnograficzna.

Zamek zwiedzać można w okresie od 1 maja do 30 września: od wtorku do soboty w godzinach 8:00 – 16:00, a w niedziele do 9:00 do 17:00 (w poniedziałki jest nieczynny), a w okresie od 1 października do 30 kwietnia: od wtorku do soboty w godzinach 8:00 – 16:00 (w niedziele i poniedziałki jest nieczynne).Bilet kosztuje 12 zł (ulgowy 10 zł). Ma tu swoją siedzibę Muzeum Miejskie w Suchej Beskidzkiej oraz  Punkt Informacji Turystycznej MSIT.

Emil Zegadłowicz – pisarz który tłumaczył Goethego

Jedna z wystaw stałych prezentowanych we wnętrzach zamku suskiego nosi nazwę Miłość do człowieka – Miłość do sztuki – Miłość do natury. Jest ta kolekcja zgromadzona przez Emila Zegadłowicza oraz jego żonę Marię. Zwróciła ona naszą uwagę nie tylko ze względu na prezentowane działa znakomitych polskich artystów jak chociażby Jan Matejko, czy Leon Wyczółkowski ale też ze względu na samego Zegadłowicza. Przez lata mieszkał w dworku Gorzeniu Górnym w gminie Wadowice (który również odwiedziliśmy chwilę potem) a zmarł w Sosnowcu (był więc podobnie jak my, związany z dwoma sąsiadującymi ze sobą województwami). Był pisarzem, poetą, publicystą, kolekcjonerem dzieł sztuki oraz tłumaczem języka niemieckiego. Spod jego pióra wyszedł między innymi słynny przekład dramatu „Faust” J.W. Goethego. Ciekawa postać, wielokrotnie odznaczana, a która chyba nie jest wciąż znana dla szerszej publiczności. Może warto to zmienić? Kolekcja została przeniesiona tu z dawnego muzeum poświęconego pamięci Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym.

Karczma Rzym … „się nazywa”

„Jedzą, piją, lulki palą, Tańce, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwalą, Cha cha, chi chi, hejza, hola! Twardowski siadł w końcu stoła. Podparł się w boki jak basza; „Hulaj dusza! hulaj!” – woła, Śmieszy, tumani, przestrasza…” (Pani Twardowska, A. Mickiewicz).

Pamiętacie ze szkoły tę balladę Adama Mickiewicza? A Pana Twardowskiego – krakowskiego szlachcica, który według legendy wszedł w konszachty z diabłem? Mimo swojego sprytu i chytrego planu, który miał gwarantować mu wolność, to podobno właśnie tutaj w suskiej Karczmie Rzym, musiał w końcu oddać swoją duszę czartowi:

„Wszak ze mnąś na Łysej Górze Robił o duszę zapisy; Cyrograf na byczej skórze Podpisaleś ty, i bisy; Miały słuchać twego rymu; Ty, jak dwa lata przebiega, Miałeś pojechać do Rzymu, By cię tam porwać jak swego. Już i siedem lat uciekło, Cyrograf nadal nie służy; Ty, czarami dręcząc piekło, Ani myślisz o podróży. Ale zemsta, choć leniwa, Nagnała cię w nasze sieci;Ta karczma Rzym się nazywa, Kładę areszt na waszeci.”

Podobno każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy. Jak było z mistrzem Twardowskim do końca nie wiemy. Wiemy natomiast na pewno, że Karczma Rzym jest autentyczną drewnianą karczmą pochodzącą, uwaga, z XVIII wieku, o konstrukcji zrębowej i krytą gontem. Pamięta więc czasy, gdy do Suchej Beskidzkiej zjeżdżali liczni kupcy i handlarze na targi, które zwykle kończyły się właśnie w jej wnętrzach. Pewnie nie raczyli się oni wówczas Specjałem Twardowskiego albo Miksturą Szatańską, które znajdziemy dziś w menu karczmy, jesteśmy jednak pewni, że złoty trunek lał się tu zapewne strumieniami. Szczerze powiedziawszy tego typu obiektów, o ciągłej historii nie ma w Polsce wiele. Właściwie na palcach dwóch rąk można wymienić.

Karczma Rzym znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej woj. małopolskiego, a także na może nieco mniej znanej Małopolskiej Trasie Smakoszy. Jest to szlak samochodowy, który skupia restauracje i karczmy serwujące dania kuchni lokalnej oraz produkty regionalne, przyczyniając się do promocji kulinarnego dziedzictwa Małopolski. Na trasie, a właściwie siedmiu odrębnych trasach, znajduje się obecnie około 50 obiektów. Jest więc w czym wybierać.

Jezioro Mucharskie. Czekając na beskidzkie morze

Jeżdżąc przez lata na wakacje do rodziny w okolice Nowego Sącza za każdym razem przejeżdżaliśmy obok Jeziora Rożnowskiego. Obserwowaliśmy poziom wody w jeziorze, który czasem wydawał nam się niepokojąco niski, innym razem zaś odpowiednio wysoki. Zawsze jednak z zapartym tchem podziwialiśmy widoki, bo już od dziecka mieliśmy słabość do krajobrazów łączących wodę i góry w jednym ujęciu. Jezioro Rożnowskie powstało w wyniku spiętrzenia rzeki Dunajec. O tym zbiorniku retencyjnym słyszał chyba prawie każdy i będzie o nim więcej w kolejnym odcinku naszego cyklu. Ale czy każdy słyszał o Jeziorze Mucharskim albo o Zbiorniku Świnna Poręba, bo tak był niegdyś nazywany?
Gdy na nasz fanpeage wrzuciliśmy zdjęcie z tamtych okolic, to otrzymaliśmy przynajmniej kilka pytań o lokalizację. A jest to teren trzech sąsiadujących ze sobą gmin: Mucharz, Zembrzyce oraz Stryszów. Trzeba wiedzieć, że zbiornik ten wciąż jest w budowie, trwają wokół niego prace, podobnie jak nieskończona jest jeszcze elektrownia (choć na mapach zbiornik już jest umieszczany). Tereny przygotowane pod zalanie, jeszcze nie są wypełnione po brzegi. To proces długi i żmudny. Jest to możliwe dzięki spiętrzeniu wód rzeki Skawy. Mimo wszystko, już teraz bez problemu można wyobrazić sobie ogromny potencjał turystyczny tego miejsca. Sama miejscowość Mucharz położona jest niezwykle malowniczo, na półwyspie, który za 2-3 lata będzie okolony z trzech stron wodą. Mucharz i okolica mają gigantyczny potencjał. Zarówno jeśli chodzi o turystykę pieszą, jak i rowerową, czy oczywiście wodną.

Wadowice – nie tylko kremówki

„Z wielkim wzruszeniem patrzę na to miasto lat dziecięcych ,które było świadkiem mych pierwszych kroków, pierwszych słów. Miasto mojego dzieciństwa, dom rodzinny, kościół Mojego chrztu świętego. Pragnę wejść w te gościnne progi , na nowo ukłonić się rodzinnej ziemi…” (święty Jan Paweł II)

Choć Wadowice to miasto ciekawe z wielu powodów, to jednak nie sposób nie skojarzyć go od razu z osobą św. Jana Pawła II. Rodzinny dom przyszłego papieża przy ulicy Kościelnej 7 to dziś doskonałe, multimedialne muzeum (Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II), które opowiada historię Karola Wojtyły, jego rodziców i przyjaciół, ale też historię Wadowic oraz Polski. Miejsce chętnie jest odwiedzane przez turystów z różnych zakątków świata, także tych, którzy z kościołem i wiarą być może nie mają wiele wspólnego, ale są zainteresowani wydarzeniami oraz postaciami historycznymi. Wszyscy wychodzą z niego wzruszeni. Podchodziliśmy do tematu dość ostrożnie, bojąc się pewnego rodzaju „architektoniczego dewocjonalium”, jednak, mając wiedzę i doświadczenia z różnych multimedialnych muzeów w Polsce i na świecie możemy z całą pewnością stwierdzić – ten obiekt został naprawdę świetnie przygotowany, a sposób przekazu jest nowoczesny, nieprzesadny, szczery i odpowiedni zarówno dla turysty z Polski jak i mniej świadomego z zagranicy.
Szlak Karola Wojtyły zaprowadzi nas bez wątpienia do barokowej Bazyliki Ofiarowania NMP, w której nasz najbardziej znany Polak przyjął chrzest, a także do jednej z przyległych do rynku kawiarni serwujących słynne kremówki (czy „papieskie”, to już inna sprawa).

Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II . Zwiedzanie z przewodnikiem o określonych godzinach. Cena biletu to 23 zł (ulgowy 18 zł) – kasa biletowa mieści się kilka kroków dalej na Placu Jana Pawła II. Godziny zwiedzania różnią się w zależności od okresów w roku. Więcej informacji można znaleźć na stronie obiektu.

Będąc w Wadowicach udajcie się do Punktu Informacji Turystycznej, który wchodzi w skład Małopolskiego Systemu Informacji Turystycznej. Znajduje się w niewielkiej odległości od wspomnianego wyżej muzeum oraz bazyliki (przy ulicy Kościelnej 4 – ma tu swoją siedzibę również Muzeum Miejskie) w Kamienicy Gedlów. Jest ona jednym z elementów kolejnego ciekawego szlaku miasta, tj. Galicyjskie Wadowice. Co ciekawe będąc w Wadowicach zamieszkaliśmy w dawnym Szpitalu wojskowym, który dziś został zaadaptowany na hotel. On także znajduje się na wspomnianym szlaku.
W punkcie otrzymacie naprawdę rzetelne informacje, zarówno bezpośrednio od pracownika ale też dzięki licznym ulotkom, folderom oraz mapom, które tam zgromadzono. My na przykład dowiedzieliśmy się o bardzo fajnym punkcie widokowym w okolicach klasztoru.
Przy okazji w położonej w podpiwniczeniu kamienicy cukiernio-kawiarni spróbowaliśmy kremówki. Podobno najbardziej zbliżonej do oryginału (dokładnej receptury na te serwowane za czasów Karola Wojtyły nikt nie zna). Nie powiemy – była smaczna.

Małopolski System informacji Turystycznej (MSIT) powstał w wyniku realizacji projektu współfinansowanego ze środków unijnych w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013. Podróżując po województwie małopolskim nie raz natkniecie się na punkty Informacji Turystycznej rozsianej po całym obszarze. Pewnie nie raz z nich skorzystacie. Jest ich w sumie 43, a w każdym znajdziecie interesujące i bezpłatne materiały, foldery, broszury, mapy. Wielokrotnie przejdziecie obok znaków i tablic informujących oraz opisujących ciekawą atrakcję turystyczną. Napotkacie też pewnie infokioski. To wszystko właśnie w ramach MSIT. Mniej „analogowych” zachęcamy do odwiedzania świeżutkiej i nowoczesnej strony internetowej visitmaloposlka.pl, oraz do ściągnięcia darmowej aplikacji mobilnej VisitMałopolska dostępnej na telefony z systemem Android, IOS, jak i Windows Phone. Dzięki aplikacji w jednym miejscu, na własnym smartfonie, macie dostęp do listy atrakcji turystycznych, najciekawszych tras turystycznych regionu, szlaków, ale też najświeższych wydarzeń jak koncerty, festiwale itp. Dzięki planerowi podróży będziecie mogli samodzielnie „założyć” zwiedzanie według waszych indywidualnych preferencji i zainteresowań.

Pogórska Toskania. Taniec ze światłem

  

Choć wg podziału fizycznogeograficznego tak zwane Pogórze Śląskie ciągnie się w połowie przez woj. śląskie a w połowie przez małopolskie, to tak naprawdę prawie całe leży w historycznej części Małopolski. Od Bielska-Białej przez Andrychów, Wadowice po Skawinę. To przepiękny, niedoceniany teren, który jeszcze nie jest górami, ale ze względu na swoje urozmaicenie, doliny, wzgórza, punkty widokowe, palety kolorowych pól, absolutnie nie pasuje do nizin. Z resztą… to właśnie stąd, z Pogórza warto obserwować spektakl światła i cieni pod koniec dnia, zwłaszcza po burzy, gdy dziesiątki hektarów pól zboża, chabrów, maków pozuje nam z chęcią. Takie miejsca polecamy upolować w kwadracie pomiędzy doliną Skawy a doliną Soły – najlepiej w okolicach miejscowości Radocza i Tomice, gdzie rzeczywiście staliśmy zachwyceni wpatrując się w dal w pięknie namalowaną Kotlinę Oświęcimską. Wszystkie ważniejsze punkty widokowe znaleźliśmy w książkowym przewodniku z trasami rowerowymi i samochodowymi, wydanym przez MSIT

Koordynaty na miejsca z punktami widokowymi. Radocza z widokiem na Kotlinę | Radocza z widokiem na dolinę Skawy

Zapomniane pałace i dwory w Graboszycach, Osieku i Polance

Przy okazji zwiedzania drewnianego kościółka w Graboszycach warto choć na chwilę zatrzymać się w pięknej okolicy, gdzie na pierwszy plan wysuwa się położony na niewielkim wzniesieniu dwór, otoczony zielenią i połyskującymi w słońcu stawami. To stary, bo XVI wieczny dwór obronny, który po wielu przebudowach, zgodnych z panującą w konkretnych czasach modą, przetrwał do naszych czasów i dziś, odrestaurowany, znów może zachwycać. Jeśli dwór, to także park, a jeśli park, to oczywiście piękne stare drzewa. Takich tu nie brakuje. Dobrze, że drzewa potrafią opierać się zawiłościom historii. Rzut kamieniem stąd znajduje się słynne łowisko wędkarskie i pensjonat „Karpik”, którego koneserom zapewne nie trzeba przybliżać.

Teren na zachód od Graboszyc  to lekko pofałdowany, podzielony polami uprawnymi, zagajnikami i starymi wioskami obszar, gdzie Pogórze Śląskie łączy się z Kotliną Oświęcimską. Docieramy najbliżej Oświęcimia w czasie naszej podróży a najdalej od rzeki Skawy.
Wieże z cebulastymi kopułami, wewnątrz niebieskie mozaiki, geometryczne i roślinne motywy, łuki przywodzące na myśl andaluzyjski Real Alcazar, a może nawet Alhambrę. Nie, nie przenieśliśmy się na południe Hiszpanii, wciąż jesteśmy w województwie małopolskim, w niewielkiej wsi Osiek. Posiadłość otoczona pięknym parkiem krajobrazowym w XVIII wieku znalazła się w rękach Karola Wacława Larisch (Larysz). Jego syn – Karol Józef jest autorem śmiałej przebudowy w stylu orientalnym, mauretańskim. Kolejni właściciele pałacu w Osieku, przedstawiciele rodu Rudzińskich, rozbudowywali majątek nadając mu coraz większego blasku, który tym był mocniejszy, im bardziej znakomici goście odwiedzali jego progi. Czar prysnął z nadejściem II Wojny Światowej, a potem (często jeszcze gorszego dla wielu tego typu zabytków), okresu PRL.

W oddalonej od Osieka o niecałe 8 km Polance Wielkiej wznosi się kolejny opuszczony, zapomniany, a jakże piękny pałac otoczony parkiem. Uwagę przykuwają w szczególności drewniane wykończenia. Coś na kształt dobudowanych, drewnianych, bogato zdobionych werand. Pałac przeszedł wiele w swojej historii – długiej, bo niektóre elementy pochodzą z XVII wieku. Podczas II WŚ miało tu swoją siedzibę Luftwaffe, mieścił się tu także szpital, hotel i restauracja. Pałac popadł w ruinę w okresie PRL.

Kościoły drewniane – mamy do nich słabość

W opisywanym regionie mnóstwo jest drewnianych kościołów, właściwie w żadnej innej części Polski nie ma ich aż tylu. Wiele z nich znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej województwa małopolskiego. Przemierzając więc wyznaczoną sobie trasą wzdłuż Skawy nie mogliśmy obok nich przejść obojętnie. Okazało się, że mieliśmy wyjątkowe szczęście do św. Andrzeja, bo aż dwa spośród tu wymienionych drewnianych kościółków jemu właśnie zostało poświęconych. To Kościół św. Andrzeja w Osieku oraz Kościół św. Andrzeja w Graboszycach. Trzeci pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego znajduje się w Radoczy.

Kościół św. Andrzeja w Graboszycach zbudowany został pod koniec XVI wieku, a jego wieża pochodzi z wieku XVII. Coś, co wyróżnia ten kościół od innych tego typu obiektów, to fakt, że posiada piętrową zakrystię. Dla pasjonatów drewnianej architektury sakralnej, będzie to być może spora ciekawostka. Wnętrze prezentuje styl barokowy. Ołtarz, także reprezentujący barok oraz rokokową ambonę zobaczyć możemy w kolejnym drewnianym kościele pod wezwaniem tego samego świętego – we wsi Osiek. Jego historia także sięga XVI wieku, ale interesujące jest to, że w przeszłości pełnił również funkcję kalwińskiego zboru. Podobnie jak kościół pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego w Radoczy, który mimo iż pochodzi z XVI wieku, to w wyniku późniejszych przebudów utracił pierwotny charakter architektoniczny. Tak, jak w przypadku poprzednich, także w tym kościele dominuje barokowy wystrój.

Szlak Architektury Drewnianej województwa małopolskiego to aż 255 obiektów w tym: drewniane kościoły, cerkwie, skanseny, dwory, wille, zespoły zabudowań itp. Szlak powstał w 2001 roku z inicjatywy Województwa Małopolskiego. Co istotne, aż cztery drewniane kościoły oraz cztery cerkwie ze szlaku znajdują się na liście UNESCO (kościół pw. św. Michała Archanioła w Binarowej, kościół pw. św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim, kościół pw. św. Leonarda w Lipnicy Murowanej i kościół pw. św. św. Filipa i Jakuba w Sękowej, cerkiew pw. św. Jakuba Młodszego Apostoła w Powroźniku, cerkiew pw. Opieki Bogurodzicy NMP w Owczarach, cerkiew św. Paraskewii w Kwiatoniu oraz cerkiew św. Michała Archanioła w Brunarach Wyżnych). Wiecej informacji na drewniana.malopolska.pl.

Książęcy Zator karpiem stoi

Potrawy z karpia (bo karp to nie tylko na Wigilię)  i spróbowany kiedyś lokalny chleb, a także piękne krajobrazy, interesujące położenie (ujście Skawy do Wisły) i ciekawa historia w końcu przywiodły nad do Zatora – stolicy Doliny Karpia, a niegdyś Księstwa Zatorskiego. Stworzone i utrzymywane przez człowieka stawy przy Zatorze są jednymi z najstarszych obszarów hodowli karpia w Polsce, a także jednymi z największych (dla przykładu jeden z kompleksów stawowych – Przeręb to 23 stawy o łącznej powierzchni ponad 460 ha, a Kompleks Spytkowice, do którego należy też najstarszy Kompleks Kasztelan to ponad 500 ha!). Dziś są to także tereny niezwykle atrakcyjne turystycznie.

Sam Zator, mimo tego, że niewielki, to całkiem interesujący, głównie dzięki swoim zabytkom, czyli kościołowi św. Wojciecha o średniowiecznym rodowodzie, a także pałacowi książęcemu, czy pozostałościom miejskich fortyfikacji. Ale interesujący także z innego powodu. To tutaj właśnie zjeść można najprawdziwszego karpia po zatorsku albo w jakiejś innej formie – ważne, że pochodzącego z okolicznych stawów hodowlanych, na przykład w Restauracji Myśliwskiej tuż przy rynku. Co roku latem odbywa się tu także Święto Karpia.

Dolinę Karpia tworzy siedem gmin województwa małopolskiego, a więc Brzeźnica, Osiek, Polanka Wielka, Przeciszów, Spytkowice, Tomice i Zator, oferując turystom dobrze pomyślany produkt, wsparty wielowiekową historią i tradycją. To na tych terenach właśnie hodowla karpia królewskiego zwanego też zatorskim (choć nie tylko tej ryby) ma bardzo długą tradycję – sięgającą czasów średniowiecza. Ryba ta stałą się popularna w naszym kraju w wieku XV. Władcy chętnie widzieli ją na swoich stołach, stąd wzięła się nazwa „karp królewski”. Według wielu podań i legend, kradzieże ryb z pańskich stawów, czy też blokowanie im ujścia świeżej wody, były przyczyną wielu sporów, a nawet zabójstw. Z tego powodu zginął podobno ostatni książę zatorski Janusz V z ręki kasztelana Wawrzyńska Myszkowskieg0. Gdyby książę wiedział z kim ma do czynienia, pewnie dwa razy zastanowiłby się podejmując decyzję o odcięciu wody do stawu karpiowego kasztelana.

Stawów hodowlanych ciągnących się w dolinie Skawy i Wisły wciąż jest tu mnóstwo, a największymi są kompleksy: Przeręb, Spytkowice, Bugaj, Rudze i Laskowa. Sporo jest tu też ptactwa wodnego, dla którego teren ten jest istnym rajem, a także miłośników wędkowania. Nie ma się co dziwić. To, co warto podkreślić, to fakt, ze karp hodowany jest tutaj wciąż takimi samymi metodami jak przed laty. Tradycja jest tu rzeczą świętą. Miejsca związane z tradycją właśnie, na przykład kulinarną, czy też hodowlaną, historią, kulturą, a także atrakcyjne przyrodniczo, nadające się na przykład idealnie na piesze wędrówki, albo kajakowe spływy lub wędkarstwo. Takie miejsca z duszą, tworzone przez pasjonatów znaleźć można w Ekomuzeum Doliny Karpia.

Karp został rozpowszechniony w Polsce najprawdopodobniej za sprawą zakonu cystersów w XII wieku. Ten z zatorskich stawów hodowlanych cieszył się dużą popularnością wśród koronowanych głów. Nic dziwnego, skoro cechowały go i wciąż cechują wybitne walory smakowe. Sami musicie sprawdzić, czy owa ryba zasługuje na miano „królewskiej”.

Ale czy dziś Zator kojarzy się tylko z karpiem? Najmłodszym pewnie nie. No bo przecież tutaj znajduje się też Park Rozrywki Zatorland, a w nim między innymi ruchome dinozaury. Największym z nich jest Argentynozaur mający 35 metrów wysokości. Pod tym względem nie ma sobie równych na świecie. Nieco starsi znają Zator z jeszcze innej strony, bardziej nazwijmy to…energetycznej i szalonej. Tu przecież powstał największy park rozrywki w naszym kraju, czyli Energylandia. Zjeżdżalnie, rollercoastery, mniej ekstremalne karuzele, a także park wodny, czy strefa przyjazna dla małych dzieci, to atrakcje, które tutaj czekają na całe rodziny.

Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie

Już nie raz powtarzaliśmy, że uwielbiamy skanseny, a im jesteśmy starsi, tym jeszcze chętnie do nich zaglądamy. W Wygiełzowie na terenie 5 ha, zgromadzono 25 zabytkowych drewnianych obiektów. Nie musimy już chyba wspominać, że on także znajduje się na Szlaku Architektury Drewnianej. Obok malowniczych chat, do których wnętrza możemy zajrzeć, a nawet wejść, by się bliżej przyjrzeć wystrojowi i zabudowań gospodarczych charakterystycznych dla dawnych Krakowiaków Zachodnich, są tu także XVII – wieczny kościół, najpiękniejsza ze wszystkich plebania, czy XVIII – wieczny dwór. To doskonały pomysł, by zakończyć swoją weekendową podróż po Małopolsce wzdłuż Skawy. Ta uchodzi do Wisły niedaleko stąd, we wsi Podolsze. A potem wrócić do domu w Krakowie czy na Śląsku i do codzienności.

Wiosną i latem skanseny prezentują się szczególnie ładnie.  To za sprawą ukwieconych ogródków, a także unoszącego się zapachu ziół z niewielkich grządek. W Wygiełzowie ich kolekcja jest całkiem spora. Nad skansenem wznosi się kolejna atrakcja regionu, a mianowicie zamek Lipowiec należący niegdyś do biskupów krakowskich. Miłośnicy dobrej, regionalnej kuchni skuszą się zapewne na posiłek w Karczmie Zagroda w zrekonstruowanej chacie na terenie skansenu. Karczma ta także znajduje się na Małopolskiej Trasie Smakoszy. Placki ziemniaczane, kwaśnica, pierogi z kapustą i grzybami, nie takie jak u mamy, ale dały radę. Listę regionalnych karczm znaleźć można na przykład na stronie visitmalopolska.pl.

Skansen otwarty jest w okresie od 1 marca do 31 października w godzinach od 8.00 do 18.00, natomiast w okresie od 1 listopada do 28/29 lutego w godzinach od 8.00 do 15.00. Bilet kosztuje 12 zł (ulgowy 6 zł). Istnieje możliwość kupna biletu łączonego (skansen + zamek). Na terenie Nadwiślańskiego Parku Etnograficznego realizowane są przeróżne wydarzenia, warsztaty, lekcje dla najmłodszych. Wszelkie informacje znajdują się na stronie obiektu.

Dolina Wisły i szlak rowerowy czyli „Małopolska na rowery”

Mijając most w Podolszu, ostatni na Wiśle przed aglomeracją Krakowa, przetniemy Wiślaną Trasę Rowerową, idealnie poprowadzoną koroną wałów rzecznych. Z doskonałym widokiem na całą dolinę Wisły (choć za chwilę zaproponujemy jeszcze lepszy). Dojedziemy stąd do grodu Kraka w pół dnia.
Województwo Małopolskie jest idealnym miejscem dla uprawiania turystyki rowerowej. A doliny rzek są głównym jej motywem. I to bardzo, ale to bardzo chwalimy! Obecnie rowerzyści mogą skorzystać z 300 km gotowych tras, docelowo mają one ciągnąć się na dystansie 1000 km. Obecnie prace trwają przy łącznikach, które domkną szlak Velo Dunajec, trasy rowerowej, biegnącej wzdłuż doliny Dunajca oraz kończą się prace przygotowawcze pod Velo Skawa, który to szlak będzie wiódł wzdłuż rzeki, o której Wam dziś opowiadamy. Będzie można wówczas wygodnie przemieszczać się pomiędzy największymi atrakcjami turystycznymi regionu nie schodząc z rowerowego siodełka.

VeloSkawa będzie liczyła 126 km i łączyć będzie Suchą Beskidzką z Hutkami. Wykaz wszystkich tras rowerowych województwa skupionych w jeden zintegrowany system zwany VeloMałopolska wraz z przydatnymi mapkami (również profilami wysokościowymi tras) i informacjami praktycznymi znajdziecie na stronie visitmalopolska.pl 

Spojrzenie na całość

Niespodzianka na koniec. Po intensywnej podróży wzdłuż jednej z najpiękniejszych beskidzkich rzek i smacznej kolacji (być może) w karczmie w Nadwiślańskim Parku Etnograficznym, proponujemy Wam, przed powrotem do domów, spalić kilka kalorii z widokiem na całe Beskidy, dolinę Skawy i opisaną Dolinę Karpia. Z wstęgą Wisły pod stopami.

Jeden z najmniej znanych punktów widokowych Małopolski znajduje się w niepozornej wiosce Podłęże, na północnym brzegu Wisły, gdzie resztki Jury Krakowsko-Częstochowskiej dość stromo opadają do doliny Wisły. Na jednej ze skałek urządzony został punkt, z którego przy dobrej pogodzie i przejrzystości widać nie tylko wszystkie te wymienione miejsca. Ale nawet pasmo Policy czy Babiej Góry. Dla nas sylwetki sentymentalnej. Bo tam miały miejsce nasze oświadczyny.

Materiał powstał dla Województwa Małopolskiego we współpracy z Małopolską Organizacją Turystyczną Zapraszamy na witrynę visitmalopolska.pl oraz do pobierania zupełnie nowej wersji aplikacji mobilnej pod taką samą nazwą.

Ilość komentarzy: 11 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Dorota says:

    No proszę, zwiedzaliście dobrze mi znaną okolicę :)) Tomice, Radocza… piękne wioski i coraz częściej ludzie je odkrywają, ilość budujących się tam domów rośnie mega szybko. Lubię bardzo 🙂

  • Katarzyna says:

    Czy można prosić o nazwę książkowego przewodnika na jednym ze zdjęć?

  • Pamiętam Wasz blog sprzed lat i jestem pełny podziwu, jak się rozwinął. Jeśli chodzi o drewniane Kościoły, uwielbiamy z dziewczyną odwiedzać różne prawosławne zakątki Podlasia .

  • Pamiętam Wasz blog sprzed lat i jestem pełny podziwu, jak się rozwinął. Jeśli chodzi o drewniane Kościoły, uwielbiamy z dziewczyną odwiedzać różne prawosławne zakątki Podlasia.

    • Wędrowne Motyle says:

      Dzięki Patryk. O tak Podlasie kochamy rowniez

  • Tomek says:

    A planujecie odbić trochę na wschód? 😉 Brakuje mi Waszych wpisów o Zamościu, Roztoczu… piękne miejsce na piękne zdjęcia

    • Wędrowne Motyle says:

      O Roztoczu mamy. Szukaj a znajdziesz. Podobnie Pogórze Przemyskie, dolina Bugu, Podlasie, NArew itd…

  • Edi i Marco says:

    Dziękujemy za wspaniały wpis. Nasz Ojczyzna jest bardzo piękna. Jest tyle ciekawych miejsc do zwiedzenia i tyle dróg do przejścia.
    pozdrawiamy.

  • Marcin BWZ says:

    Rewelacyjny wpis, aż ciężko jest mi uwierzyć, że to Polska. Nie wiem, czy wynika to z faktu, że już kilka lat mieszkam poza jej granicami, czy naprawdę tak bardzo jej nie doceniam. Oczywiście nie pomijam faktu, że rewelacyjnie przygotowaliście materiał i wszystko idealnie zostało dopasowane. Tak czy inaczej, przekonuje mnie ten wpis, zobaczymy tylko, kiedy uda się tam polecieć.

    • Wędrowne Motyle says:

      to jak sie uda to zapraszamy i nad Skawę i nad Dunajec (nastepny odcinek)

  • Agnieszka says:

    bardzo fajne 🙂