Ciekawe miejsca w Azji Ciekawe miejsca w Japonii Klasyczne zwiedzanie Kioto. Miasta, którego się nie zapomina

Klasyczne zwiedzanie Kioto. Miasta, którego się nie zapomina

zwiedzanie Kioto

To mógłby być kolejny wpis o Kioto, w którym zachwycamy się zapachem tego miasta, ale nie przesadzajmy, i tak go poczujecie. Tym razem bez zbędnego rozpisywania się i dużych fotografii, tutaj kilka informacji praktycznych oraz miejsc, które warto lub nawet należy zobaczyć w tym mieście. Oczywiście subiektywnie. Oto nasze zwiedzanie Kioto.

Jak dojechać? Ile czasu spędzić?

Klasyczny dylemat. Dotyczy większości miast o wielkim potencjale kulturowym i historycznym. I takich, które przyciągają również dla okolic. Prawda jest taka, że są osoby, które do Kioto wpadają wręcz na jednodniówkę z Tokio, śmigając tu pociągiem nad ranem i wracają do stolicy nocą. Też tak można. Tak naprawdę szybkie pociągi pomiędzy tymi miastami jeżdżą nawet co 15-20 minut. Ale to chyba jednak miasto na minimum 2-3 dni zwiedzania. A dla tych, którzy lubią wolniej i swobodnie i mają trochę czasu (a tu warto go spożytkować) powinno to być 4-5 dni. My byliśmy 4. Ale plan był taki, ponieważ odwiedzając Japonię tak naprawdę na tydzień „przy okazji” podróży do Chin, wybraliśmy to miasto jako „przedstawiciela” naszego pierwszego kontaktu z tym krajem.

Przylecieliśmy do Japonii z lotniska Pudong w Szanghaju liniami Spring Airways. To tanie linie, choć bilet nie był zbyt tani, bo kosztował nas 350 zł. Ale co ciekawe, mógł być droższy, bo tutaj działa dziwna – jak na tanie linie – zasada, że im dalej do wylotu, tym drożej. Kioto nie posiada lotniska międzynarodowego. To ważne! Lecimy na lotnisko Osaka/Kansai, które jest lotniskiem całej aglomeracji, do której należy Kioto.
Stąd pociągiem jedziemy na dworzec główny w Kioto bezpośrednio lub z jedną przesiadką bliżej Osaki. Do wyboru mamy aż trzy kompanie a bilet można kupić w centrum informacji podróżnej – wszyscy mówili płynnie po angielsku i przedstawili nam kilka opcji transportu. Kupiliśmy taki z plastikową kartą ICOCA za 2000 jenów, piękną, magnetyczną z japońskimi średniowiecznymi rysunkami, która do dziś stanowi pewnego rodzaju pamiątkę. Na niej był załadowany transport do Kioto oraz środki na poruszanie się (transportem szynowym) przez jeden dzień. Pozniej mieliśmy zamiar doładować. Ale kupiliśmy 2-dniową kartę All-in-One za 2000 jenów.

Transport w Kioto

Kioto jest miastem rozległym. Może przez to, że praktycznie nie ma tu wysokościowców a dominuje niska architektura. Dlatego wybierając miejsce noclegu – szukajcie albo takiego w obrębie prostokątu ścisłego centrum miasta albo jeśli gdzieś dalej, bliżej obrzeży, to przy jakiejś stacji metra lub kolei.
Warto wbić sobie do głowy, że metro w Kioto to „tylko” dwie linie, przecinające się na stacji Karasumaoike (z atrakcji obok: Zamek Nijo, Pałac Cesarski i Targ Nishiki). Jednak transport w Kioto to również podmiejskie kolejki. A może głównie. Zawiozą nas one na wschód do Arashijamy, na południe do Uji i Nara albo na wschód nad jezioro Biwa.

IMG_1096
„Nasza” uliczka w Kioto

My mieszkaliśmy przy stacji kolejki Demachinayagi (szybko nauczyliśmy się trudnej nazwy), gdzie kończy się miejska (nie podmiejska) kolejka Keihan Lina, która tak naprawdę działa jak trzecia linia metra oraz zaczyna się podmiejska kolejka Kurama, biegnąca w góry. Blisko było do marketu 7 Eleven (polecamy), Kochin przyjął nas bardzo miło, wytłumaczył zasady segregacji śmieci, pokazał wszystkie pokrętełka. Nasze tradycyjne mieszkanko ze spaniem na ziemii na matach i niezłym klimatem bardzo nam się podobało. Wszystko dzięki arbnb.
No i są jeszcze autobusy. Kursują często i gęsto (pamiętajcie o lewostronnym ruchu, planując przystanki), są zaskakująco tanie (kurs w jedną stronę to czasami 120-140 jenów). Ale co ciekawe – kilka razy się spózniały i to dobre kilka-kilkanaście minut. Do planowania podróży busami świetnie się sprawdzi google maps, które ma wgrane rozkłady jazdy tutejszych autobusów. Na pewno tylko busem dostaniecie się pod świątynie: ze Złotym Pawilonem i Srebrnym Pawilonem.

Co warto zobaczyć w Kioto, gdy się jest 2-3 dni? Nasze zwiedzanie Kioto

Fushimi Inari

Fushimi Inari Kyoto Japonia

Świątynia bóstwa Inari, która jest jednym z symboli Kioto. Głównie dzięki bramom Tori tworzącym ciągnący się niczym wąż korytarz, prowadzący na szczyt wzgórza Tori, tam gdzie znajduje się świątynia. Wszystko w malowniczej scenerii zielonego, częściowo bambusowego lasu. To tu, to tam zobaczymy małe „kapliczki”, których strzegą wysłannicy bóstwa – dobre lisy zenko. Warto tu przybyć z samego rana (otwarcie równe ze wschodem słońca) i spędzić kilka godzin, kończąc na szczycie wzgórza. Polecamy – tak jak my – albo na sam koniec pobytu w Kioto (bo potem już żadne miejsce może na Was nie zrobić takmocnego wrażenia) albo w czasie wypadu do położonego blisko i na tej samej linii kolejowej – Uji. Wstęp jest darmowy! Więcej na temat świątyni pisaliśmy w osobnym poście.

Srebrny Pawilon i okolice Ścieżki Filozofów

srebrny pawilon kioto

Choć tak naprawdę wcale nie jest srebrny, raczej brązowo-szary, to jednak może się spodobać.  Spodobają się na pewno, ba nawet zachwycą, ogrody, które otaczają obleganą przez turystów budowlę. Jeden z nich, tzw. suchy ogród to starannie zgrabiony piasek, który układa się w charakterystyczne wzory a w środku stoi kopiec, przypominający Górę Fujia, drugi – zupełnie inny, szczególnie piękny, pokryty zielonym dywanem mchu. Więcej na temat tego zabytku możecie znalezc w tekście pisanym przez nas „na żywo” z Kioto. Wstęp 500 jenów. Co ciekawie drożej niż do Złotej.

IMG_1142

W niewielkiej odległości od Srebrnego Pawilonu między Świątyniami Ginkaku-ji na terenie której znajduje się opisany wcześniej pawilon, a świątynią Nanzenji ciągnie się Ścieżka Filozofów. Dość górnolotnie, acz bardzo chwytliwie (taki zabieg marketingowy) nazwana trasa biegnąca wzdłuż mini-kanału którym przepływają ogromne ryby z jednej strony i licznych małych kawiarenek i warszatów rzemieślniczych z drugiej strony. Idąc ścieżką można porozmyślać nad swoim życiem, sensem świata i innymi równie ważnymi sprawami w scenerii drzew wiśni, którymi wysadzana jest alejka. Pewnie pięknie prezentuje się w czasie kwitnienia. Ścieżka ta nazwana została na cześć japońskiego filozofa Kitaro Nishida, który ponoć upodobał sobie tą właśnie trasę. Skończyć można blisko Kamanonakuoi Temple w środku lasu albo wcześniej, jak my i wejść w labiryt uliczek mieszkalnego Kioto, kierując się w stronę cmentarza. Idąć natomiast dalej na południe dojdziemy do zjawiskowej świątyni Eikan-do Zenrin-ji z cudownym parkiem wokół. Należy ona do TOP5 wszystkich świątyń w Kioto. A na pewno jest tą „najbardziej ukrytą”.

Złoty Pawilon

IMG_1310

Znajduje się na terenie Świątyni Kinkaku-ji i w przeciwieństwie do Srebrnego Pawilonu, ten naprawdę ma złoty kolor. Jest jednak mniej autentyczny, niż ten znadujący się na terenie Świątyni Ginkakuji. Odbudowany został w 1955 roku po pożarze spowodowanym przez chorego psychicznie mnicha. Budowla robi niesamowite wrażenie zwlaszcza, gdy podziwiamy ją „z przodu”, gdy pięknie odbija się od tafli jeziora, po którym brodzą czaple. No i wtedy, gdy wchodzimy tu sami, co udało się nam dość szczęściliwie, bo 5 minut potem „wlała” się tu ogromna szkolna wycieczka. Pierwotnie była to willa szoguna Yoshimitsu, która została jednak przekształcona w świątynia buddyjską zen. O Złotym Pawilonie też już pisaliśmy osobny artykuł. Jeśli macie wybierać pomiędzy światyniami – nie wybierajcie. Naprawdę udajcie się do obu, bo potem zawsze będziecie żałowali, że nie mogliście ich porównać. Jeśli jednak NAPRAWDĘ musicie wybrać jedną – to chyba jednak ta. No i jest 100 jenów tańsza, niż ta ze Srebrnym.

Arayashima. Las Bambusowy Sagano

Kioto japonia bambusowy las

Wszyscy znają to miejsce ze zdjęć. To śmieszne, że tak mała atrakcja stała się tak wielkim symbolem kraju. Dość wąska uliczka, a może nawet ścieżka wzdłuż której po obydwu stronach ciągnie się las bambusowy – jasnozielony, szeleszczący ze smukłymi, poruszanymi przez podmuchy wiatru roślinami. Tworzy coś na kształt zielonego tunelu. W pierwszym swym etapie – bambusów jest mniej, las poprzecinany jest innymi drzewami – my i tak już jesteśmy zachwyceni. Przechodzimy nieco dalej i jesteśmy oczarowani! Przecież bambus to jest trawa – las „trawowy”, las z trawy, las traw? Szkoda tylko, że tak dużo turystów. Ale wstęp darmowy również. Bambusowy las znajduje się w podmiejskiej dzielnicy Kioto zwanej Arashiyama, podobnie jak wiele świątyń i dawnych rezydencji, wśród których wyróżnić można Świątynię Tenrjuji w sąsiedztwie. Ona przylega do tego miejsca.

IMG_1430

Jak to w Japonii zwykle bywa, teren świątyni to doskonale utrzymany i wspaniale zaprojektowany ogród z przystrzyżonymi drzewami, mnóstwem kwiatów i stawem. Niegdyś na terenie tym znajdował się cesarski letni pałac, przekształcony po śmierci ówczesnego władcy Japonii w buddyjski Klasztor Niebiańskiego Smoka. Można zwiedzać tutaj wnętrza – wcześniej należy jednak ściągnąć buty. Nam udało się przejść przez długi, drewniany pawilon z surowymi wnętrzami, z których jednak roztaczał się piękny widok na ogród.
Sama dzielnica jest bardzo atrakcyjnym miejscem, gdzie możemy między innymi obserwować tradycyjne łodzie – sterowane podobnie jak weneckie gondole przez flisaków. Warto przeznaczyć na nią jeden z dni, którymi dysponujemy i połączyć z odwiedzinami po drugiej stronie rzeki (kilka buddyjskich małych świątyń,rezerwat małp, rejsy przełomem rzecznym). Można też zabytkową kolejką ruszyć w górę rzeki wzdłuż wąwozu. Była tam Ewa z Ruszwpodroz.pl i pokazała to w swojej relacji.

Stare Kioto i Dzielnica Gion

Kioto Gion

Tutaj koniecznie trzeba się udać, po pierwsze żeby zobaczyć ostatnie autentyczne zabudowania dawnej stolicy, po drugie, by spotkać Gejsze. Choć w Kioto można niemal co krok mijać osoby w tradycyjnych kimonach, to jednak prawdziwych Gejsz (zwanych tutaj Geiko) jest naprawdę mało. Raptem kilka procent. Te „pseudogejsze”, to zwykle przebrane turystki z Tajwanu, Chin i Korei, których marzeniem było przejść po starych uliczkach Gion w tradycyjnych strojach. Wyobrazmy sobie nasze dziewczyny, które podróżują do Anglii w strojach wiktoriańskich albo do Wersalu w krynolinach z epoki. To mniej więcej podobna „zajawka”.

starekiotomapkaa

Stare Miasto Kioto w niczym nie przypomina (bo jak mogłoby przypominać) tak dobrze nam znanych europejskich, średniowiecznych starówek. Drewniana, raczej skromna zabudowa czasem przypominająca labirynt uliczek z dwóch stron obudowanych przez drewniane konstrukcje. Dość dużo tu ludzi, zwłaszcza wzdłuż ruchliwej Shijo Dori, mnóstwo luksusowych aut, a porządku i bezpieczeństwa pilnują policjanci – do ich zadań należy na przykład zatrzymanie samochodu po to, byśmy mogli bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy. Bardzo miłe! Udało nam się zobaczyć dwie prawdziwe (tak nam się wydaje) gejsze – w charakterystycznych butach na koturnach, kolorowych ale eleganckich kimonach, z typowym makijażem i fryzurami. Aby łatwiej sprecyzować, które części Kioto zachowały jeszcze „autentyczną” zabudowę sprzed kilkuset lat, zaznaczyliśmy te obszary na mapie powyżej.

Uliczka, którą widzieliście jeszcze wyżej na zdjęciu do Alejka Ishibe, znajdująca się w obrębie Ryozen (blisko do ogromnej figury Buddy). Stąd można spacerkiem podejść do Kyomizu Dera.

Kiyomizu Dera

Kioto Kyoto kiomizu dera

To kolejna wspaniała świątynia, a właściwie kompleks świątynny znajdujący się na porośniętych lasem zboczach góry Otowa po wschodniej stronie miasta (Generalnie wschodnie zbocza są ciekawsze, niż zachodnie).
Najważniejszy budynek – drewniany pawilon pochodzący z XVII wieku, w którym znajdujes się posąg bogini Kannon (niedostępny dla zwiedzających) zawieszony jest nad zboczem. Niestety był akurat w remoncie – co w naszym przypadku jest mało zaskakujące – zwykle tak bywa, że jakiś ważny zabytek jest niedostępny wtedy, gdy mamy go zdawać by się mogło na wyciągnięcie ręki. Nas to jednak nie zniechęciło – złapaliśmy bowiem ładną pagodę, przeszliśmy przez czerwono – białą bramę główną, zrobiliśy kilka zdjęć „z góry” – na dodatek zupełnie za darmo (płatne jest wejście do głównego budynku z rozległą werandą – sceną tańców, podtrzymywaną przez także drewianą skomplikową konstrukcję która wykonana bez użycia gwozdzi).
Świątynia Czystej Wody, bo tak się tłumaczy japońską nazwę kompleksu, wzięła swą nazwę od wodospadu Otowa. Jego trzy strużki wpadają do stawu. Wodę czerpie się za pomocą specjalnych naczyń.

Targowisko Nishiki

kioto nishiki market

Świetne miejsce, chyba jeden z najciekawszych krytych pasażów handlowych, jakie widzieliśmy w życiu. Miejsce z mnóstwem kramów, sklepików z tradycyjnymi produktami spożywczymi, ogromną ilością owoców morza, ryb, przypraw, przeróżnych wyrobów z zielonej herbaty, samej zielonej herbaty, warzyw, egzotycznych owoców ale też kramów z ubraniami, czy kosmetykami. Tutaj także mieści się wiele małych, tradycyjnych knajpek i barów. W jednym takim lokalu, wypełnionym po brzegi postanowiliśmy spróbować zupy z wędzoną rybą. Pycha! Szkoda, że tak mało znamy się na jedzeniu, bo pewnie byłoby o czym opowiadać. Ale naprawdę warto przyjść tutaj i zjeść. Bo mamy combo: dobrą kuchnię, świeże produktu prosto zza rogu oraz niesamowitą atmosferę, otoczenie.

Kompleks Świątynni To-Ji

IMG_1774

To atrakcja położona najbliżej Dworca Centralnego ze wszystkich, więc warto wprowadzić go sobie do planu zwiedzania w dzien pierwszy lub ostatni 🙂 Przyszliśmy tu tuż przed zamknięciem, tuż przed zachodem słońca. Mieliśmy nadzieję uchwycić to miejce po zmroku, gdy kompleks i jego główne budynki z pagodą na czele zostanie pięknie oświetlona. Jak już mowa o pagodzie, to ta jest naprawdę niezwykła – największa z Japonii, pięciokondygnacyjna, którego poszczególne poziomy stanowią „oddzielny organizm” – mogą niezależnie od siebie poruszać się w przypadku silnego wiatru, czy trzęsień ziemi. Niczym kręgosłup wężą. Obecna pagoda pochodzi z XVII wieku.
Na terenie świątyni zobaczymy także trzy drewniane pawilony, których wnętrza udostępnione są dla zwiedzających. Są bardzo ciekawe, w środku ociekają wonią kadzideł i dość starym, drewnianym wystrojem. Zobaczymy tam między innymi dwa ogromne posągi Buddy. Nie można jednak robić zdjęć. Niestety nie udało nam się dotrwać do zmroku – mimo zwlekania, zostaliśmy grzecznie poproszeni o wyjście przez obsługę świątyni. No cóż, każdy chce w końcu wrócić do domu po długim dniu pracy.
Park Cesarski z pałacem cesarskim
Kioto park cesarski
Sam park i poszczególne kompleksy weń dostępny jest dla zwiedzających bez większego problemu. Funkcjonują tu 4 wejścia, z czego polecamy te od północno-wschodniej strony. Najpiękniejsza okolica i dwa boiska do baseballa, gdzie zawsze wieczorami gra młodzież.
Inaczej rzecz się ma z właściwym Cesarskim Pałacem, do którego wejście jest reglamentowane. Należy wcześniej udać się do znajdującego się nieopodal wejścia na teren kompleksu budynku obsługi, gdzie po wypełnieniu odpowiedniego formularza, zostaniemy zapisani na konkretny termin zwiedzania (poza wysokim sezonem nie czeka się długo, góra dwa dni, najczęściej jeden. Konieczne jest posiadanie przy sobie paszportów, turyści nie mówiący po japońsku zapisaywani są do „grupy anglojezycznej”). Nam niestety nie starczyło czasu żeby zwiedzić pałac – szkoda, wielka szkoda! Co prawda zapisaliśmy się na „za dwa dni”, ale potem nie udało nam się wyrobić na tą godzinę i zmieniliśmy plany, jadąc do Uji.
Pałacu nie jesteśmy w stanie zobaczyć z parku, ponieważ kryje się za okazałym murem. Można tu zwiedzać aż siedem budynków pałacowych z główną salą ceremonialną na czele (poza nimi turyści zwiedzają między innymi Salę Dworską, Rezydencję Cesarza, czy Bibliotekę). Pałac słynie z harmonijnej, acz minimalistycznej architektury.
Shimogamo
IMG_1108
Shimogamo to obszar w formie trójkąta w północnej części miasta. Z dwóch stron otoczony rzekami a w środku mieści w sobie bardzo ciekawy park ze świątynią szintoistyczną o tej samej nazwie. To kolejna świątynia do której trafiliśmy można powiedzieć przypadkiem. Wiodła do niej ładna aleja, po obydwu swych stronach zalesiona. W związku z tym sama świątynia zlokalizowana została pośród drzew, na uboczu. Weszliśmy na jej teren, nie wchodziliśmy jednak do jej głównch zabudowań, bo akurat odbywała się tam jakaś rodzinna uroczystość – chyba chrzest. To znaczy coś w rodzaju chrzu oczywiście, niestety nie wiemy jak ta ceremonia nazywa się po japońsku.
Zauważyliśmy, że głównym bóstwem lub wysłannikiem owego bóstwa jest tutaj koza, której „portrety” widocze były niemal na każdym kroku. Jest to jedna z najstarszych świątyń w Kioto. Już podczas poszukiwania naszego  miejsca noclegowego w jednej z uliczek zabudowanych zdawać by się mogło jednorodzinnymi domami (tak naprawdę w większości to piętrowe domy z kilkoma lub kilkunastoma malutkimi mieszkaniami) towarzyszył nam dziwny, wcześniej niezany słodki zapach. Idąc gdzieś na spacer, przechodząc obok przydomowych ogródków i parków wąchaliśmy, jak jacyś szaleńcy wszystkie mijane drzewa, kwiaty – dosłownie każdy krzak. W końcu udało się zlokalizować zródło tego cudownego, niezapomnianego zapachu – drzewa osmantusa. O tej porze roku kwitnące na pomarańczowo – chyba już zawsze Kioto, Japonia w ogóle bedzie nam się kojarzyć z osmantusem i tym zapachem. W pobliżu naszego lokum znajdował się mały park, z tymi właśnie roślinami. Ponadto wczesnym wieczorem przed zachodem na półwyspie, który wcinał się w brzegi dwóch rzek mnóstwo młodych ludzi robiło sobie piknik, wylegiwało się na trawie. Fajne miejsce. Rzut kamieniem stąd, dosłownie 10 minut drogi bulwarami znajduje się Kyoto Botanical Garden, rozległy i bogaty ogród botaniczny, szczególnie polecany w drugiej połowie wiosny, gdy wszystko kwitnie.
IMG_1529

Co jeszcze warto zobaczyć w Kioto? Inne atrakcje

Oczywiście trudno wybrać 10 miejsc, które trzeba zmieścić w takim wpisie, ale gdy już je zobaczycie a dysponujecie większą liczbą czasu nie zapomnijcie spróbować więcej, zobaczyć wiecej, może poszukać bardziej etnogtaficznych doznań – jak np. ceremonia herbaciana w Gion?

Na pewno trzeba się zakręcić wokół Muzeum Narodowego w Kioto, które wygląda jak podobne w Europie (secesyjne klimaty) i słynie z kolekcji japońskiej i chińskiej ceramiki oraz figurek Buddy a sąsiaduje ze słynną świątynią Sanjusangendo z ogromnym drewnianym pawilonem. Jednak tu również (podobnie jak w pawilonach w To-Ji, nie wolno fotografować). To wszystko dosłownie 20 minut spacerkiem na wschód od Dworca, bo na północny-zachód warto podejść do Zamku Nijo.

Natomiast zupełnie po drugiej stronie, zachodniej, dokładnie pomiędzy słynną Kinkaku-ji a równie słynną Arayashimą z Bambusowym Lasem znajduje się kompleks Ninna-ji, który można odwiedzić, jeśli planuje się np. przemieścić pomiędzy tymi dwoma atrakcjami. Użyjcie linii autobusowej #59.

kioto shinnio do

Z miejsc, które odkryliśmy trochę „poza listami miejsc polecanych” warto wyróżnić kompleks świątynny Shinnyo-do, do którego skręciliśmy, kończąc spacer po Ścieżce Filozofów. Mieści się on w środku mieszkalnej części Kioto, więc warto pospacerować po okolicy, by zobaczyć świat, jaki kojarzy nam się z japońskich kreskówek. Małe samochody, zaparkowane tylko tyłem, małe, maksymalnie piętrowe domki, mnóstwo kabli, ale czystość na ulicach i dziwna atmosfera totalnego spokoju, radości, ciszy. Pomijamy fakt, że sprzyjała nam pogoda.
Świątynia składa się z pawilonu, kamiennego dziedzińca i przepięknej, trzecieć do do wielkości pagody w Kioto. Idąc dalej na południe spacerujemy po największym cmentarzu w Kioto, w środku którego dumnie stoi kolejna 3-poziomowa pagoda.

Dużo osób wpada do Kioto jeszcze do Muzeum Mangi też bardzo blisko dworcaale aż takimi fanami, by wydać 500 jenów na taką atrakcję, chyba nie jesteśmy.

Okolice Kioto

Jest sporo miejsc, które zasługują na jednodniowe lub nawet półdniowe wypady poza miasto. Tak naprawdę Kioto to też świetna baza wypadowa w różne miejsca środkowej Japonii. Ale do najpopularniejszych zaliczamy na pewno: Nara, czyli pierwszą stolicę Japonii a potem stolicą duchową. Tu koniecznie trzeba spędzić cały dzień i to od rana do wieczora, by być usasysfakcjonowanym.

Japonia uji

Nieco bliżej leży Uji, mieścinka przy tej samej linii kolejowej, słynąca z zachwycającego pałacu Byodoin z X wieku jednego z największych japońskich arystokratów (tak naprawdę ówcześnie pociągajacego za sznurki Fuji Wary), chroniącego najpiękniejszy japoński drewniany posąg buddy oraz muzeum absolutnie symbolicznej dla Japończyków baśni „Opowieści o Genji”, należącej do Top 100 klasyków światowej literatury.

Jak już było wspomniane, kolejka podmiejska dowiezie nas po zachodniej stronie wzdłuż kanionu przy rzecze Katsura aż w górzystą kotlinę, nieco bardziej prowincjonalną, niż Kioto. Finałem podróży może być Kameoka ze wzgórzem zamkowym pośrodku miasteczka albo dalej po południowej jego stronie, gdzie przepięknie zielenieją kaskadowe pola ryżowe.

Kolejna północna Kurama zawiezie nas wprost pod wzgórza, na których znajduje się Świątynia Kuramidera (dojazd kolejką górską). Okolice jednak nie przekraczają nawet 1000 metrów. Wyższe góry znajdują się dopiero przy zachodnim brzegu jeziora – to masyw Horai, na który można wjechać kolejką linową z miejscowości Kido, do której również dojedziemy koleją z Kioto. Jezioro Biwa jest największym akwenem słodkowodnym całej Japonii, więc sam w sobie też jest ciekawą atrakcją. Jego południowa odnoga jest dość zabudowana i zurbanizowana, ale na wysokości Półwyspu Ono jest już spokojniej.

White_plane_icon.svgLOTY Do Kioto (połączenie Warszawa-Osaka Kansai) polecieć z KLM lub AirFrance w cenie nawet poniżej 2000 zł w okresach promocyjnych. Zdarzały się nawet za 1799 zł. Ceny regularne połączenia to 2465 zł. Rekomendujemy również bardzo przyjemne loty multicity (przylot do Kioto, powrót z Tokio) w takich samych cenach.

Partnerem wpisu jest KLM/AirFrance, oficjalny partner lotniczy naszego bloga. Wszystkie opinie i teksty pozostają jednakże niezależne.

I jeszcze zapraszamy Was na filmową podróż po Kioto. Bo nakręciliśmy tu nasz kolejny #tripklip

Ilość komentarzy: 12 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 90 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. W maju wyślemy Wam jako pierwszym ekskluzywny prezent. Za darmo!