Blog 3 albo 4 dni w Hongkongu: Co zobaczyć? Czego spróbować? Czym się zachwycić?

3 albo 4 dni w Hongkongu: Co zobaczyć? Czego spróbować? Czym się zachwycić?

„Smażone skóry wieprzowe z mokrym chodnikiem, słodka glazura wiszących gęsi z drzewem tekowym i parą z dimsumów, świeże barweny na targowisku Fa Yuen, znienawidzony zapach miętowo-imbirowej maści na bóle, dopalone kadzidełka z zamkniętych świątyń i testery podróbek markowych perfum. Tak przywitał nas Hongkong na lekkim jetlagu. A teraz musimy uregulować swoje zegarki biologiczne. Oryginalne”.

Tak zaczęliśmy przywitanie z fanami na instagramie, w pierwszy wieczór po przylocie, nieco przytłoczeni i spodziewający się jet-laga. Tego smoka/tygrysa/lwa będziemy zapewne porównywać do Szanghaju, Tokio i Singapuru. Zanim to zrobimy, postanowiliśmy rzetelnie i obficie przygotować dla Was wszystkie najpotrzebniejsze informacje. W tym przewodniku. O tym jak pachnie i czym. Jak smakuje i gdzie? Jak się go zwiedza i czym? Za ile? Jak długo? Gdzie zamieszkać i co zobaczyć?

Jeśli Wam będzie za mało – zapraszamy pod koniec na wersję, filmową czyli vloga.

Hongkong jako przystanek? Naszym zdaniem Hongkong nie jest miejscem na bardzo długi pobyt, mając wokół tyle ciekawych możliwości. Chyba, że kochacie na zabój azjatyckie metropolie. Hongkong można połączyć śmiało z podróżą do: Wietnamu, Tajwanu, na Filipiny czy do Chin Południowych. Dla wielu HKG to obowiązkowy stopover w podróży do lub z Australii i Nowej Zelandii. Też ciekawie.

Lotnisko, transport, ceny

Lotnisko w Hongkongu jest ogromne. Pomiędzy terminalami poruszamy się pociągiem, kontrole są jednak bardzo szybkie i sprawne. Mimo tego, gdy lecicie dalej z HKG warto pojawić się w szybkim pociągu na lotnisko na 3 godziny przed lotem. Pociąg zatrzymuje się na stacjach: HongKong, Kowloon i Tsing Yi. I tylko te krzyżują się z liniami metra. Bilet na pociąg lotniskowy kupujemy osobno (170 dolarów z lotniska do centrum, 100 dolarów z lotniska do stacji Tsing Yi. UWAGA! Tutejszych dolarów NIE PRZELICZAMY tak jak amerykańskich). Poza tym przypadkiem korzystamy już tylko z linii metra MTR, na które kupujemy plastikową kartę Octopus, wartą 50 dolarów, naładowaną dodatkowo 100 dolarami. Przy mądrym planowaniu może nam starczyć na 3 dni.

Każdy przejazd metrem będzie kosztował Was na ogół 7, 8, 10, 11 czy 14 dolarów. Nie zdążyliśmy załapać systemu ile za ile, ale mamy wrażenie, że przejechanie odcinka podwodnego jest droższe niż tylko podziemnego. Nam w ostatni wieczór zabrakło i raz doładowaliśmy kartę jeszcze 50 dolarami w pierwszym lepszym sklepie 7Eleven lub Circle5. Ważne: Przed odlotem z Hongkongu zwracacie kartę i dostajecie 50 dolarów plus niewykorzystane środki. I to się szanuje.

Historia Hongkongu, klimat, dzielnice, gdzie zamieszkać?

Nietrudno było temu miejscu stać się ważnym punktem handlowym na trasie pomiędzy Dalekim Wschodem, a Azją Południowo-Wschodnią. Od 1842 w rękach brytyjskich, dziś, jako autonomiczny okręg administracyjny, jeszcze nie w Chinach. Jeszcze, bo za niecałe 30 lat, wedle traktatów, Hongkong stanie się znów chiński. Ale czy mentalnie też? Wątpię. Spróbuj „wypomnieć” to mieszkańcowi Honkongu, albo nazwać go Chińczykiem.

Klimat tego miasta bliższy jest miejscom położonym za morzem, czyli Tajwanowi, Filipinom czy Wietnamowi, niż kontynentalnym Chinom. Zimy są tu łagodne, drzewa nie zrzucają liści, a jesień ciepła, często upalna. Niestety latem i jesienią lubią tu jednak zabłądzić tajfuny z południa i wschodu regionu.
Najlepszym okresem do odwiedzenia Hongkongu jest jesień. Jest wciąż ciepło, przewiewnie, zanieczyszczenie powietrza najmniejsze. Pm 2.5 wynosił zaledwie 25 podczas naszego pobytu. Niestety zimą bywa już dużo gorzej. Podobnie jak w Polsce.

Hongkong to półwysep i archipelag wysp, na największej znajduje się jego dawna stolica, Victoria, a dziś centrum miasta, czyli Central. Po drugiej stronie cieśniny znajduje się Kowloon oraz tzw. Nowe Terytoria. Ten rejon jest najbardziej rozrastający się. Tu też na obrzeżach łatwiej o tańszy nocleg (airbnb w HKG nie działa, najbliższe w Shenzhen).
Naszym zdaniem zamieszkanie w Kowloonie pomiędzy zieloną/czerwoną, a fioletową linią metra było strzałem w dziesiątkę. Wszędzie blisko, idealna baza, łącznie z dojazdem i odjazdem z lotniska. Drugą alternatywą jest wschodni Kowloon, ale trzeba trochę dojeżdżać, trzecią – dzielnica Central ale trudno tam o jakikolwiek sensowny nocleg. Przynajmniej tak wynika z naszego rozeznania, podczas terminu naszej wizyty tutaj. Hongkong pod względem noclegów jest niestety drogi.

Taki mieliśmy wieczorny widok z 18 piętra hotelu, w którym znajdował się nasz pokój. Dystopia?

Naszym wyborem był hotel West Kowlonn Silka Inn, wąziutki wieżowiec o 18 piętrach, położony dokładnie pomiędzy stacjami metra Mongkok (bardzo kluczowa) oraz Olympia. Cena noclegu ze śniadaniem (choć średnim) to niestety ponad 250 zł. Ale naprawdę długo szukaliśmy, a szukać potrafimy. Jako drugi hotel, po głębokim researchu rozważaliśmy Kamlux Hotel, który wydawał się miejscem o  nieco wyższej klasie i w związku z tym 100 zł droższym. Ale zniechęciły nas dojazdy. Zastanawialiśmy się też nad Up-Otel, którego lokalizacja i cena wydawały się genialne. Ale nam ktoś sprzątnął nocleg sprzed nosa.

Sprawdź ceny noclegów w Hongkongu

Optymalny plan zwiedzania miasta. 3 dni w Hongkongu

Ponieważ Hongkong jest jednym z najważniejszych miast Azji, jest też ważnym węzłem przesiadkowym wielu podróży w te rejony świata lub dalej. Na przykład podczas podróży na Filipiny, do Australii, na Bali, na Tajwan czy do Wietnamu. Warto rozważyć te miasto jako długi stopover, by sobie ciekawie zróżnicować podróż. Wtedy należy zaplanować pobyt tutaj przynajmniej na 2 lub optymalnie na 3 dni. Poza tym, nie oszukujmy się… HKG jest jednym z tych miast na świecie, które nazywamy „kultowymi”. Z uwagi na charakterystyczne widoki, sławę, renomę, rozpoznawalność w popkulturze itd. My nasz pobyt w Hongkongu traktowaliśmy jako start do dalszej podróży: do Północnego Wietnamu i Północnej Tajlandii. Oto co można zrobić i co zobaczyć, będąc w Hongkongu 2 lub 3 dni.

Dzień 1 – Kowloon

Pierwsza styczność z miastem, hala targowa

Często rozpoczynamy nasze eksplorowanie miasta od wizyt w lokalnych halach targowych, gdzie człowiek zdąży zaznajomić się z wieloma aspektami funkcjonowania miasta i ludzi. Cenami, produktami, potrawami, ogólnym nastawieniem. Taką halą wydaje się Fa Yuen Street Market, który znajduje się blisko stacji metra Mongkok. Obiekt ma 3 piętra, można śmiało robić zdjęcia sprzedawcom i produktom. – Hej a moją rybę widziałeś? „Come, take one more foto”.

Ladies Market

Centrum wszelkiego badziewia mniej lub bardziej cieszącego nasze oczy, z przewagą odzieży i biżuterii. Być może stąd nazwa. Rozciąga się wzdłuż ulicy Tung Choi. Warto tu zajrzeć chyba wtedy, gdy szukacie jakiegoś wypełniacza czasu albo jesteście w pobliżu. Ale świetnie prezentuje się też skrzyżowanie z Nelson Street. Z uwagi na neony.

Computer Centre

Kiedyś Hongkong wydawał się rajem dla importerów sprzętu komputerowego do Europy, wielu zbiło na tym fortuny. Kiedyś. Dziś ceny nie odbiegają aż tak od naszych, ale zawsze warto odwiedzić jakąś komputerową giełdę w tym mieście, choćby po to, by poznać trendy jakie obowiązują w tym zakresie u naszych azjatyckich braci. Myszki, klawiatury, monitory, nieznane gadżety. To można podejrzeć np. w Mongkok Computer Center. Gdzie przy okazji zakupiliśmy małą myszkę i kartę pamięci. P.S. przyszliśmy tu w czasie Black Friday i też klapa – zero sensownych promocji.

Nathan Road

To ulica, która zachwyca i odpycha. Po pierwsze nie zawsze da się przez nią przejść, trzeba skorzystać z zejść do metra. Po drugie, mnóstwo przy niej „hipsteriady”, drogich butików i sklepów, ale po trzecie ogromna liczba neonów i doskonały kanał komunikacyjny z północy na południe: autobusami, taksówkami, pieszo. Gdy dojdziecie lub dojedziecie to stacji metra Yu Ma Tei, to tu w położonych na zachód od niej uliczkach i pierzejach jest największy wybór dobrych i smacznych restauracji. Tu posililiśmy się pierwszego dnia w knajpce Sangee Kongee and Soup, zamawiając tradycyjną zupę/wywar zmieszaną zarówno z pierożkami jak i nudlami. Taki kompromis na dzień dobry w świetle tego, co czekało nas w najbliższe dni.

Temple Street

Równoległa do powyższej, choć dużo bardziej schowana uliczka, symbol Hongkongu i miejsce, do którego podobno należy się udać obowiązkowo, z uwagi na uliczny targ, rozłożony wzdłuż. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę ile tutaj rzeczy zgromadzono na raz – miejsce może być interesujące. Po dwóch stronach i przyległościach knajpki (polecamy Man Mag Kee).
W środkowej części ulicy przy jednym z nielicznych w tym miejscu parków-skwerów stoi samotnie świątynia Tin Hau, od której nazwy wzięła swoją wspomniana ulica.

Kowloon Park

Parków miejskich w Hongkongu jak na lekarstwo, a po tej stronie cieśniny Kowloon, zielona oaza wydaje się największa. Park warty jest odwiedzin, gdyż w jego środkowej części, blisko fontann zanika hałas miasta i włącza się akompaniament ptaków. Zwłaszcza w okolicach tzw. Ptasiego Stawu. W południowo-wschodnim rogu parku, który można śmiało przejść w 15-20 minut znajduje się główny hongkoński meczet. Gdybyśmy mieszkali w tym mieście, na pewno byśmy często przybywali w tym parku. Choć drugi miejski park spodobał nam się jeszcze bardziej.

Wieża Zegarowa

 

Mała rzecz a cieszy – chciałoby się powiedzieć. Mowa o pozostałości po dawnym dworcu Kolei Kantońskiej, który znajdował się przy głównych terminalach promów pasażerskich. Kiedyś nie było metra oraz tunelu i to właśnie było lądowe okno na świat tego miasta. Miejsce spotkań mieszkańców, turystów, wycieczek.

Pokaz Symphony Of The Lights

Singapur ma swój show w Gardens By The Bay, a Honkong pokazuje spektakl światło i dźwięk, pod taką właśnie nazwą, wykorzystując do tego… fronty wieżowców, podświetlanych w rytm muzyki oraz laserowych kształtów, tańczących doń punktualnie o godzinie 20:00. Aby zobaczyć widowisko należy pojawić się na promenadzie pomiędzy Wieżą Zegarową a Muzeum Kosmicznym. Najlepiej przy szerokich schodach obok budynku. Bardzo ciekawie zostało to wymyślone, jednak jeśli ktoś był wcześniej w Singapurze, będzie się czuł ciut rozczarowany. Pokaz trwa około 20 minut, potem wszyscy się rozchodzą i idą (zapewne) jeść. O tym co i gdzie zjeść w HKG, przeczytacie na końcu.

Dzień 2 – Central

Wyłaniamy się z naszej nory w wąskim jak ołówek wieżowcu Silka West Hotel dość późno, po smacznym i długim śnie, który miał nam pomóc złamać jet-laga. Nie do końca pomógł, bo na pierwszy kontakt ze słodkim zapachem opalanej gęsi z knajpki za rogiem, aż zakotłowało w w naszych błędnikach. Za chwilę znów znikniemy pod ziemią, by wypłynąć po drugiej stronie cieśniny.

Bank Of China

Ten najbardziej chyba znany i charakterystyczny pod względem swojego kształtu wieżowiec miasta, warto obejrzeć dobrze z każdej strony. Niektórym skojarzy się – i słusznie – z filmem Star Trek Voyager. Ładnie prezentuje się też pośród parkowych drzew. Ten pierwszy na świecie budynek, który przekroczył wysokość 300 m (poza USA) można odwiedzić. Na 41 piętrze znajduje się mały punkt widokowy. Możliwe, ze niezbyt popularny wśród Chińczyków, bo według wielu z nich budowla mocno narusza zasady feng shui i ma negatywną energię.

Park HongKong i zagajnik motyli

Tuż obok znajduje się najładniejszy park w Hongkongu, który urzekł nas nie tylko architekturą krajobrazu. W samym parku pośród alejek warto podejść do zagajnika motyli. Nie wiemy w jakich miesiącach funkcjonuje, ale widok chmary owadów, będących naszymi symbolami (w tym Motyla Monarchę), latających na wolności, to bardzo miły element zwiedzania. Zrobiło to na nas spore wrażenie. I na dziesiątkach Japończyków z obiektywami makro też. Park to także mała palmiarnia, ogród tai chi oraz ptaszarnia z drewnianą ścieżką w koronach drzew.
Oczywiście należy wiedzieć, że okręg ma dużo więcej parków i lasów, na dodatek dużo większych, ale na obrzeżach. Jak Aberdeen Park na południu czy Lion Rock Park oraz Jordan Valley Park na północy.

Kolonialny Hongkong

Okolica jest też ciekawa z tego względu, że można tu odnaleźć ciekawe budynki ery kolonialnej: Biała Flagstaff Willa, dziś Muzeum Herbaty, czy bliżej skweru Cheung Kong budynek dawnej Misji Francuskiej. Obok stoi też neogotycka katedra św. Jana. Jedną przecznicę wyżej przed Zoo ulokowany jest największy budynek tej ery – Dom Gubernatora. Niestety udostępniony do zwiedzania tylko w wyznaczone dni.

Kolejka na The Peak i Panorama Hongkongu

Oto atrakcja, której nie warto pomijać, ale warto ją sobie dobrze zaplanować. Stanie po bilet to nawet godzina, chyba, że posiadamy bilet online. Największe kolejki? W środku dnia i przez zachodem słońca. Oto linia kolejki linowej, zwanej u nas funicular, najstarsza w Azji, bo wybudowana dobre ponad 100 lat temu, ale nazywana przez lokalnych „tramwajem”. Mimo, że na tabliczce widnieje informacja, że dla posiadaczy kart Octopus, o której pisaliśmy na początku, taniej, wjeżdżamy w normalnej cenie 77 dolarów. Nachylenie czasami wynosi ponad 45 stopni!

Widok na drugą stronę HongKongu, czyli w oddali Morze Południowochińskie

Na szczycie znajduje się obserwatorium i restauracja, ale my polecamy podejść do Pawilonu Lwa, skąd widać (o ile nie ma smogu) słynną panoramę Hongkongu. Dalej ścieżka prowadzi wgłąb dość dzikiego lasu. Nie jest to dżungla, bo to klimat podzwrotnikowy, ale wygląda podobnie.

Najdłuższe schody ruchome świata

Trochę ściema, bo to nie jest jeden system schodów ruchomych a kilka, ale składających się w jeden szlak. Hongkong w tym miejscu nie leży na płaskim lecz wręcz na bardzo stromym stoku, w związku z czym kilka ulic dzielić od siebie może nawet 100 metrów przewyższenia. Poczujecie to w nogach, więc przejażdżka schodami dla… pieszych nie obrzydzi Was na pewno. Znajdują się pomiędzy Central Market na dole a Conduit Road na samej górze. Przejazd „tym czymś” to też fajna przygoda, ale wysiadamy w połowie. Tzn wychodzimy.

Holywood Road i Tian Man

Prawie zgodnie przyjęta jako najstarsza ulica w Hongkongu. Trakt istniał tu już wtedy, gdy nie było tu ani Anglików, ani Portugalczyków. Ot droga od wioski rybackiej do wioski rybackiej. Dziś to miejsce występowania kafejek, hosteli, ale głównie sklepów z antykami czy księgarni. Znajdzie się też kilka neonów na krzyż. Przy HR funkcjonuje uznana za najładniejszą w tej części HKG świątynia taoistyczna Tian Man, w której prócz przeraźliwego, wdzierającego się w nozdrza zapachu kadzideł, znajdziemy odrobinę spokoju i ciszy. Interesujące są kształty i rozmiary tych kadzideł. Są to ogromne spirale, niczym te na komary, ale w powiększeniu i zwisają z sufitu w imponującej ilości.

 

Murale, street art i Hello Kitty

Hong Kong muralami i streetartem stoi. Jeśli Was interesują zapiszcie sobie nazwy ulic: Elgin Street, 2 Star Street oraz oczywiście Art Lane przy Chung Ching Street. Wyróżnimy też fasadę sklepu GOD Store, przy Holywood Road, prezentującą charakterystyczną wąską zabudowę starego Hongkongu. Sami nie wiemy czemu znalazły się w tym przewodniku, ale skoro tyle osób podchodziło tutaj i fotografowało się na jego tle… Odkryliśmy, że głównie dla namalowanego niedawno motywu Hello Kitty.

Przejażdżka piętrowymi tramwajami

Nie mogliśmy oprzeć się pokusie, by choć przez chwilę, przejechać ulicami Hongkonku w piętrowym tramwaju. Oczywiście na górze. Tramwaje są tu najstarszym środkiem transportu, na dodatek funkcjonują tu tylko i wyłącznie pojazdy piętrowe. W środku też są interesujące, bo drewniane. Posiadacze karty Octupus mogą z niej skorzystać przy wyborze tego środka lokomocji.

Nabrzeże Victoria Harbour

Nadbrzeże portowe jest tym miejscem, które staje się tłem do wieczornego spektaklu Symphony of the lights. Obserwując linię najsłynniejszych wieżowców jak International Commerce Center, Bank of China, czy Central Plaza, czuje się kwintesencję businessowo-finansowej metropolii. Pas wody Zatoki Kowloon wcinający się pomiędzy częścią kontynentalną, a wyspiarką Hongkongu jest dość ruchliwy. Przepływają tędy promy, statki handlowe, wycieczkowce.

Promem po cieśninie

Będąc w Hongkongu spróbować tego trzeba. Rozkołysane łajby, zwane Star Ferry, odpływają z zabytkowych już w sumie przystani, w których jedną zaadoptowano na skromne Muzeum Marynarki. Z górnych pięter przystani rozciągają się ciekawe panoramy na skyline wieżowców z jednej i drugiej strony. Aby przepłynąć promem w okolice Wieży Zegarowej, trzeba wykupić żeton za mniej niż 1 dolara i trzymać się czegoś na pokładzie, bo wody cieśniny lubią zatańczyć porządnie. Gdy człowiek pomyśli sobie, że gdzieś pod spodem jest na tyle głęboko, że zmieściła się cała Godzilla, zanim wyłoniła się w filmie z 1995 roku to… nic. Pomyśli sobie coś tam po prostu 🙂

Po cieśninie organizowane są też rejsy charakterystycznymi dżonkami z podświetlanymi na czerwono lub niebiesko żaglami. Ale te odpływają z przeciwległego brzegu, blisko miejsca, gdzie obserwuje się „Symphony of the lights”.

Dzień 3 – Inne rzeczy w Kowloon i Central

Flower Market

Mieszkańcy Hongkongu kochają kwiaty i często kupują je, by poprawić sobie humory, pokolorować życie, zwłaszcza gdy warunki atmosferyczne sprzyjają szarości, albo by po prostu złożyć je w ofierze w świątyniach. Pomiędzy ulicami Sai Yee a Yuen Po w odległości krótkiego spaceru od stacji metra Prince Edward znajduje się kolorowy targ, pełen kwiaciarni, bijący świeżością, chłodną wilgocią, zapachami. Dodatkowo w okresie od listopada do grudnia często powstają tu specjalne stoiska świąteczne z ozdobami choinkowymi. Jak np. na rogu Yen Ngai i Prince Edward. Co ciekawe większości bukietów i kwiatom… nie wolno robić zdjęć. Są jak cenne dzieła sztuki.

Bird Market

Wzdłuż ulicy Yuen Po, po sąsiedzku od targu kwiatów. Nie jest to atrakcja, o której chcielibyśmy wiele pisać. Widok jest osobliwy ale trochę smutny. Zwłaszcza widząc dziesiątki a może i setki ptaków, uwięzionych w klatkach, w tym papugi na łańcuchach. Warto się jedynie łudzić, że większość z nich sprzedawanych jest po to, by zgodnie z tradycją wielu narodów Azji Pd-Wsch zostać wypuszczonymi jako wotum wobec bogów.

Ogród i Klasztor

To zdecydowanie jedno z najbardziej interesujących miejsc w Hongkongu, ale przede wszystkim spokojnym, sprzyjającym odpoczynkowi po zwiedzaniu hałaśliwego centrum. Ogród Nan Lian jest enklawą zieleni i ciszy. Trzeba przechadzać się tu powoli, absolutnie nie należy zakłócać atmosfery innym zwiedzającym. Byliśmy świadkami, jak tuż przed wejściem, dość spora wycieczka z Chin pouczana była przez pana strażnika, jak powinni się zachowywać. Ogród z malowniczymi pawilonami, oczkami wodnymi, idealnie przystrzyżonymi drzewkami i wodospadem jest też miejscem, w którym znajduje się Klasztor Chi Lin.

Świątynia w centrum blokowisk

Kiedyś oglądając jakiś program podróżniczy o Hongkongu, zwróciliśmy uwagę na sposób w jaki wierni modlą się tu, jednocześnie przepowiadając sobie przyszłość. Będąc w Świątyni Sik Sik Yuen Wong Tai Sin zobaczyliśmy to „na żywo”. W świątyni tej, która dość chętnie jest odwiedzana, bo spełniają się tu podobno każde wyszeptane i wymodlone prośby, wśród czerwonych i żółtych lampionów i duszącego dymu z kadzideł, wierni potrząsają małymi pudełkami, z których wypada jeden patyczek. Każdy z nich posiada swój numer, przyporządkowany do odpowiedniego numeru w księdze gromadzącej przepowiednie. Tutaj też zobaczyć można dość osobliwe rzeźby, nigdy wcześniej nigdzie indziej nie widziane przez nas. To posągi przedstawiające chińskie znaki zodiaku. Jest tu bardzo tłoczno, a głos z megafonu ostrzega przed kieszonkowcami.

Punkt widokowy na wieżowcu IFC

Wystarczy wejść do wieżowca International Finance Center, w recepcji pokazać swój dowód osobisty, otrzymać identyfikator i skierować się do windy. Bardzo proste i bez konieczności kupowania biletu. Na 55 piętrze budynku znajduje się przeszkolone pomieszczenie widokowe, a także ciekawa ekspozycja dotycząca finansów i historii miejscowej waluty. Czekaliśmy tu na zachód słońca, które jednak nie chciało nam pokazać swojego najpiękniejszego oblicza. I tak było warto. Widać stąd Wzgórze Wiktorii, port, a także inne wysokościowce. Trudno jednak zrobić dobre zdjęcia ze względu na odbicia w szybie.

Spacer pośród hongkońskich neonów

Neony, oczywiście dziś już LED-owe, niestety nie gazowe, można spotkać niemal wszędzie. Z racji tego, że mieszkaliśmy w części kontynentalnej Hongkongu – w Kowloon, to tutaj właśnie, wracając wieczorami po całym dniu zwiedzania oglądaliśmy tą kolorową, migoczącą, feerię barw zamkniętą w napisach, czy reklamach. Szczególnie fajnie prezentowały się tuż po deszczu. Czerwone, żółte, zielone, niebieskie światła pięknie odbijały się od mokrych ulic i chodników. Hongkong jest rajem dla fotografów, no i miłośników klimatów niczym kadry wyjęte z filmu Blade Runner. Tylko w wersji nowoczesnej.

 

Co i gdzie jedliśmy w Hongkongu?

W języku kantońskim Hongkong oznacza „pachnący port” i sporo w tym prawdy. Niemal w każdym zakamarku metropolii roznoszą się zapachy ulicznego jedzenia, które kusi – skutecznie kusi. Podobnie jak w innych miastach tej części Azji, zwłaszcza w Chinach, najpopularniejszymi daniami „na raz”, ulicznymi, ale nie tylko, przekąskami są tak zwane dim sumy. Często są to pierożki gotowane na parze z przeróżnymi – mięsnymi, warzywnymi, z dodatkiem owoców morza, farszami. Przybierają różne kształty i podawane są zwykle z sosem sojowym. Pychota! Czasem pierożki te podawane są razem z rosołem i nudlami. Taki miks zupy i drugiego dania 🙂

Dania te testowaliśmy w kilku lokalizacjach, które obiektywnie polecamy, ale niekoniecznie z zachwytami: One Dim Sum (trzeba czasami czekać na ławeczce, jak Ania na zdjęciu). Ogromny wybór pierożków i wszystko bardzo esencjonalne, Goose King Roasted na śniadania lub rozgrzewający rosół z kawałkami piersi z gęsi. Blisko naszego hotelu. Sang Kee, bardziej w południowej części Kowloonu, słynąca z podobno najlepszych  Noodle soup. Ale tak reklamują się wszyscy. Na pewno największy wybór knajpek jest przy Temple Street, gdzie jest ich chyba z 50. My wybraliśmy wyglądającą na rodzinną Wang Hing, blisko stacji metra. Tutaj było pysznie 🙂

     

Popularnym napojem w Hongkongu jest mieszanka kawy z mlekiem i herbaty zwana Hongkong Style Tea – wpływy zachodu i wschodu w jednym kubeczku lub filiżance. Podawana jest na zimno i na gorąco. W malutkiej knajpce Lan Fong Yue, przygotowywaną ją w dość osobliwy sposób. Zamiast sitka, czy też filtra wykorzystywano rajstopy 🙂 Tutaj też zjedliśmy, trochę w klimacie niczym jadłodajnia albo bar mleczny, lokalnego burgera z wieprzowiny, czyli bardziej kotleta w bułce. Takiego, jak kiedyś brało się do podstawówki, tylko ciekawszy w smaku, bo słodszy. To po niego się tu czeka w kolejce na ulicy?

Jeśli macie ochotę na coś bardzo słodkiego to spróbujcie ciastko, które skojarzy się Wam pewnie bardziej z Portugalią, niż z Hongkongiem. Małe tarty wypełnione masą budyniowo-jajeczną są niczym Pasteis de Belem. Jak podrążycie, to załapiecie, że przybyły tu przez Macau własnie, znad Tagu. Dużo bardziej przypadły nam jednak do gustu „streatfoodowe” gofry. Na ich ciasto zużywa się sporą ilość jaj. Nie są to więc gofry takie jakie znamy chociażby z Polski. Są o wiele bardziej puszyste, a smak jest… cukrowo-jajeczny. Mmmmm. Ciastka kupuje się w Jenny Bakery w dzielnicy Victoria a tych jajecznych spróbowaliśmy w cukierni Ms B. Cakery.

Obojętnie nie mogliśmy przejść również obok innego przysmaku serwowanego wprost z ulicznego wózka. Mowa o curry fish balls. Niestety lekkie rozczarowanie nastąpiło, ponieważ oprócz bardzo ostrego smaku wyczuć nie można było w tej przekąsce właściwie nic innego. Ani curry ani fish. Zaproponowano nam do tego smażone, a potem duszone w sosie własnym skóry wieprzowe. Hmmm, dziękujemy, ale może jutro? Obok naszego hotelu do późnego wieczora funkcjonował mały przyuliczny straganik z różnymi „dimsumami”, gotowanymi na parze, kupowanymi na sztuki. Lokalizacja na mapie.

Na koniec, ważny disclaimer dotyczący lotów do Hongkongu z Polski. Bezpośrednich nie ma, ale my tradycyjnie przylecieliśmy z KLM/Airfrance w ramach naszego partnerskiego cyklu z przesiadką w Amsterdamie. Ale to wygodna przesiadka, bo mamy gwarancję, że rozkłady są ustawione zgodnie z z zegarem biologicznym człowieka. Przesiadka w Amsterdamie na długi lot odbywa się zawsze w ciągu dnia lub wieczorem, ale nigdy w nocy. Dzięki czemu możemy cały długi międzykontynentalny lot spać. A to przecież bardzo istotne. Linie oferują jedne z najniższych cen w dwie strony z Warszawy, Krakowa, Gdańska i Wrocławia. Nawet za 1762 zł w dwie strony. KLM oferuje jedna z najniższych o ile nie najniższe ceny na tej linii. Po drodze możecie sobie ułożyć darmowy stopover w Amsterdamie lub Paryżu | Szukaj dat i biletów na klm.pl

Jeśli jeszcze nie pociekła Wam ślinka, to zapraszamy na kilkanaście zdjęć z Hongkongu. Takie, bez przypisania do miejsca, dla klimatu 🙂

Jednostka mieszkalna. A to i tak jeszcze nic…
Blade Runner Style
Te pierożki pod każdą postacią były pyszne
Taki był widok z opisanego tarasu widokowego
Przykładowe śniadanie w HKG
To nie Lizbona

     

Ilość komentarzy: 3 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Do Hongkongu przyjechałem niespodziewanie, bez planu a więc nie wiedząc czego się spodziewać. Ale ostatnia rzecz jakiej się spodziewałem to że w trakcie pierwszego spaceru po mieście zgubię się…w lesie! I to nie w jakimś byle lasku a gęstym tropikalnym lesie! Zanim z mojego położonego w centrum hotelu dotarłem do kolejnego centrum, przez 2 godziny wspinałem się pod jakaś stromą, porośniętą dżunglą górę 🙂 Zachwycająca ta zieleń Hongkongu.

    • Wędrowne Motyle says:

      To prawda Maćku. A zwłaszcza Lion Park. Praktycznie ma biotop jak las/dżungla.

  • autobrothers says:

    Właśnie czegoś takiego potrzebowałam 🙂 Dzięki!

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 95 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. *POLITYKA PRYWATNOŚCI