Home Blog Nasze relacje i zdjęcia Wyspa Penang. Czy to rzeczywiście Perła Azji-Pd Wschodniej?

Wyspa Penang. Czy to rzeczywiście Perła Azji-Pd Wschodniej?

Autor: Marcin Nowak | piątek, 3.07.15 | 8 komentarzy

penang stara grafika

Wyspy w krajach tropikalnych kojarzą się z pocztówkowymi, błogimi przestrzeniami i „nicnierobieniem”. Nie dla nas.
Od początku wiedzieliśmy, że padnie na Penang, czyli Wyspę Księcia Walii. No i sam fakt tej drugiej nazwy powinien Wam odpowiedzieć „dlaczego”. Bo to miejsce z przenikającymi się wzajemnie kulturami i historiami. Takie, jakie najbardziej lubimy. I pasowało nam logistycznie.


Penang jest najsłynniejszą z wysp Malezji, choć i tak jakby zapytać o nie, to mało kto jest w stanie je wymienić w większej licznie. W przeciwieństwie do tajlandzkich. Obok wakacyjnego Langkawi i typowo rajsko-plażowej Tioman stanowi trzeci kierunek wyspiarskich wypadów w Malezji.

Penang czy Langkawi?

Jednak Penang to nie jest wyspa dla każdego. To raj dla miłośników dobrego jedzenia, dziedzictwa kulturowego, architektury i styku kultur – jasne. Ale też ruchliwych ulic.
Miłośnicy hamaków, palemek i plażowania na plaży zbliżonej do rajskiej nie będą z niej zadowoleni. Ci powinni wybrać Langkawi. Jakby co – pomiędzy tymi dwoma wyspami kursują promy i wodoloty. Jakby co 🙂

Penang – informacje praktyczne, komunikacja, transport

Penang liczy sobie 293 km czyli mniej więcej tyle co Łódź . (Hmmm, serio, sprawdziłem teraz w Wikipedii i jedno i drugie ma 293 km2! A strzelałem 🙂 )
Wygląda jak poduszka, rozciągnięta lekko z północy na południe (długość to 20-25 km a szerokość 10-15 km). Leży blisko półwyspu Malajskiego, tak samo jak Langkawi, aczkolwiek jest połączona aż dwoma imponującymi mostami ze stałym lądem. Jest też wciąż opcja promowa.

Transport i komunikacja na Penang

W ps-wsch części wyspy znajduje się ruchliwe lotnisko, do którego dolecimy z Kuala Lumpur , Singapuru czy Melaki, skąd my przylecieliśmy za niewielkie pieniądze (Malindo za około 50 zł). Kursują też autobusy dalekobieżne oraz pociągi, aczkolwiek te musimy złapać po drugiej stronie cieśniny w Butterworth. Z lotniska do Georgetown kursuje m.in. autobus 403E. Za taksówkę zapłacimy 40 ringitów.

System komunikacyjny Penang oparty jest na autobusach Rapid Penang, które docierają prawie wszędzie, kosztują tyle co nasze (2-4 zł) ale trzeba przyznać – strasznie się wleką i kierowcy przyjmują tylko odliczoną kwotę kasy na bilety. Aby dojechać na północne wybrzeże i w okolice Parku Narodowego Penang Negara trzeba poświęcić 45 minut autobusem 101, na południowo-zachodnie, nieturystyczne rejony prawie półtorej a na lotnisko prawie godzinę.

Dworzec autobusów dalekobieżnych (Do Tajlandii, Cemeron Highlands, Kuala Lumpur) znajduje się w środku drogi pomiędzy lotniskiem a Georgetown, ale niektóre startują również ze wspomnianego dworca w centrum handlowym. Tylko 50 m obok.

Wschodnia część wyspy od lotniska aż po zabytkowe Georgetown jest dość silnie zurbanizowana. Można powiedzieć aż przesadnie. Gigantyczne 20-piętrowe bloki w liczbie 10 obok siebie pomiędzy stokami dżunglowych wzgórz a… wyrastającymi właśnie, budowanymi kolejnymi blokami, to norma. Normą jest też wielki ruch uliczny i skwar. Mieszka tu prawie 800 tys. ludzi i to widać i czuć. Wielu z nich pracuje w branży hi-tec, gdyż Penang nazywany jest malezyjską „doliną krzemową”. Podobno Penang to dobre miejsce do życia. Są dość dobre zarobki, jedzenie, opieka medyczna, jest praca i tanie mieszkania.

Perła Azji Pd-Wsch. Zwiedzanie stylowego Georgetown

IMG_1854

Aby w pełni zwiedzić całą wyspę potrzebujemy więcej niż 3 dni. Najlepiej 4-5 a idealnie byłoby mieć tydzień. Aczkolwiek zaznaczamy – Penang może zmęczyć.
Z pewnością największym skarbem wyspy, ale i Malezji a podobno i całej Azji Południowo-Wschodniej jest miasto Georgetown, nazywane Perłą Orientu czy tam Azji Pd-Wsch, wielokrotnie nagradzane w różnych rankingach podróżniczych czasopism itd. Myślę, że zrobimy o nim jeszcze osobny wpis niebawem.

Pierwsze wrażenie może być szokujące: ruch uliczny, skwar, spaliny, hałas. Jednak piszemy to po to, by nie czuć się zaskoczonym i później zająć się tym, co w Georgetown najfajniejsze – bezładnym zwiedzaniem, włóczeniem się po kwartałach ulic i placyków, zaglądaniem do klimatycznych knajpek, fotografowaniem słynnych murali, w tym obowiązkowo dzieci na rowerze – symbol miasta.

Jedną z głównych ulic miasta jest Carnavnon Street przechodząca w Masjid Keling, to dość ciekawa ulica, gdyż na przestrzeni zaledwie 2 km spotkamy wszystkie ważniejsze świątynie: meczet, świątynię hinduistyczną, buddyjską i kościół katolicki. Najpiękniejszą, to znaczy trzymającą się w ramach klasycznie najbardziej fotogenicznej jest chyba jednak Armenian Street.

IMG_1697

Większość mieszkańców stanowią oczywiście muzułmanie aczkolwiek prawie połowę (41%) stanowią malajscy Chińczycy. gubernatorem stanu Penang jest Chińczyk!
Podobnie jak w Malakce i Singapurze znajdziemy tu dzielnicę hinduską „Little India”, gdzie można tanio i dobrze zjeść. Jednak Do Georgetown przyjeżdża się głównie dla ulicznego jedzenia w publicznych jadłodajniach typu hawkers center, jak w Singapurze.

Usiedliśmy w jednym z nich (Medan Renong) tuż przy morzu, mieliśmy z czego wybierać: owoce morza, kuchnia indyjska, chińska, malajska, lankijska, indonezyjska oraz niespotykane nigdzie na świecie unikalne warianty, wynikające w ich wymieszania. Ciężko powiedzieć, czy jedzenie jest tu rzeczywiście najlepsze w Azji Pd-Wsch, jak niektórzy opisują, bo się na tym nie znamy, po prostu jedzenie nie jest dla nas najważniejsze – to wiecie. Szczerze, to w Singapusze było smaczniej, bardziej hmmm intensywnie i aromatycznie. Ale trzeba przyznać, że pewne potrawy można w takiej formie spotkać i spróbować tylko tu. Idziesz, szukasz budki, zamawiasz, znajdujesz stolik po chwili dziwnym trafem kucharz Cię odnajduje w gąszczu gwarnych ludzisk. No niestety piwo tak samo drogie jak w Indonezji – kilkanaście ringitów, czyli kilkanaście zł. Zawsze droższe niż sam posiłek (!!!)

Więcej i ciekawiej o jedzeniu w GeorgeTown napisali u siebie na blogu zlaptrop.pl

IMG_1728

Georgetown w przeciwieństwie do wielu innych kolonialnych miast Azji Pd-Wsch nie miał prawie nic wspólnego z Holendrami i Portugalczykami. Tu od początku działali Anglicy, co widać w klasycznej, białej, czasami wiktoriańskiej architekturze. Wyspa była przez długi czas nazywana Wyspą Księcia Walii i jedna z komandorii Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Najciekawsze budynki z tego okresu spotkamy w okolicach wybrzeża to ratusz miejski, kościół Św. Grzegorza, cmentarz protestancki czy XIX-wieczny fort Kota Cornwalis.

Wielkie wrażenie zrobił na nas pałac Blue Mansion, należący do Cheonga Fatta, zwanego Ostatnim Mandarynem. Najbogatszego i słynnego kupca.

Dziś można go częściowo zwiedzać. A wnętrza, bogato odrestaurowane, stylowe, drewniane, specyficzne dla Penang (z centralnym patio i zbiornikiem na deszczówkę) robią wielkie wrażenie. Tu kręcono sceny do filmu „Indochiny” z Catherine Deneuve.

IMG_1791

Napisaliśmy zresztą osobny wpis prosto z podróży. Tak nam się tam spodobało

Georgetown można zwiedzać na kilka sposobów. Jednym z nich jest odwiedzanie buddyjskich i hinduskich świątyń oraz tradycyjnych chińskich domostw, drugim szukanie kolonialnej przeszłości w brytyjskich wpływach, architekturze, willach, a trzecim, ostatnio coraz popularniejszym, wędrowanie szlakiem tutejszego streetartu i robienie zdjęć elewacjom zabytkowych kamieniczek. Wydaje nam się, że każda, ale to każda była inna od siebie.

IMG_1763

Pomiędzy 12:00 a 14:00 skwar i duchota może nie być do zniesienia, więc można sobie zrobić przerwę w knajpce na mrożonej herbacie (mają ich tu 50 rodzajów) lub wrócić do swojego guesthouse’u, gdzie jest zawsze przyjemnie chłodno. Tak są skonstruowane.

Trochę zaskoczyło nas, że życie nocne zamiera już około 22.00. Nawet stragany z ulicznym jedzeniem i wiele knajpek. Ale my i tak nigdy przesadnie nie korzystamy z nocnych uroków miast.

Co warto zobaczyć na Penang poza miastem?

penang-malezja-mapa

Jak już wspomnieliśmy system Rapid Penang dociera w różne zakątki wyspy. Warto wystartować z dworca, znajdującego się w centrum handlowym Komtar na obrzeżach starego miasta, choć kilka autobusów startuje z portu promów na półwysep. Jadą wzdłuż Carnanvon Street, mają tam aż 3 przystanki.

Sporo ludzi kieruje się wzdłuż północnego wybrzeża w kierunku wioski Batu Ferringi lub jeszcze dalej do Teluk Bahang. Ta pierwsza stała się osobnym resortem turystycznym z wieloma hotelami i ośrodkami wypoczynkowymi, plaża jest tu bardzo dobrze zagospodarowana, ale tłoczna i czasami brudna. Wieczorem po udanych połowach do przystani spływają rybacy a w centralnej części zaczyna się nocny „fish market” uczta dla miłośników owoców morza.

Wioska dalej to punkt wypadowy do parku narodowego Taman Negara, ostatniej ostoi dzikiej przyrody na Penang. Szlakiem spacerowym dojdziemy tu na jedną z dwóch dzikich plaż (najpiękniejsza to Kerachut – jest nawet małe molo), możemy też dopłynąć łódką na Monkey Beach albo spacerować zawieszonym nad koronami drzew mostem wiszącym.
Na południe od wioski, w kierunku sztucznego jeziora kierują się Ci, którzy chcieliby zobaczyć rezerwat motyli oraz farmę egzotycznych przypraw. Te dwa miejsca udostępniają wstęp turystom za odpowiednimi opłatami. Sama wioska, pomimo najazdu turystów jeszcze zachowuje resztki autentyczności – widać to głównie po architekturze prostych domków.

Niesamowita świątynia Kok Lee See

IMG_1978

Około 20 minut drogi z centrum Georgetown, autobusem 502 dojedziemy pod stoki gór, które centralnie wyrastają z Penang. Z przystanku trochę trzeba podejść, ale wszystko jest widoczne. Koleją linową dojedziemy na najwyższy szczyt tych gór, jednak absolutnym „must see”, naszym zdaniem zasłużenie, jest buddyjski kompleks klasztorny. To największy tego typu kompleks w Azji Pd-Wsch z najwyższą buddyjską pagodą (aczkolwiek są tu poziomy hinduskie i tajskie – przypatrzcie się), gigantyczną statuą Buddy oraz jeszcze większą statuą Kuan Yin. Niestety teraz oszpeconą jakimś betonowym rusztowaniem.

Zwiedzamy bezpłatnie wiele pawilonów, świątyń, wdychamy stale zapach kadzidła, podsłuchując przyjemną dla ucha mantrę, jedynie krzywimy się widząc tyle straganów z dewocjonaliami po drodze, że nasze wszystkie centra pielgrzymkowe w Polsce mogą się schować. Ale nie mamy z tym problemu w sumie.

Południowo-zachodni kraniec wyspy

IMG_1860

Po drugiej stronie gór znajduje się rolnicza część Penang. Spokojniejsza, bardziej cicha, mniej zatłoczona. Tutejsze wioski żyją z rolnictwa i rybołówstwa. Gdy dojedziemy do Balik Palau, centralnego miasteczka tego regionu i przesiądziemy się na autobus 403 dojedziemy do sennej wioski Palau Betong. To praktycznie naprzeciwległy do Georgetown koniec wyspy. Wysiadamy na pętli i idziemy przez wioskę, gdzie biały turysta pojawia się od święta. To widać i słychać, gdyż pierwszy raz wszyscy się do nas uśmiechają i witają. Zupełnie inny świat.
Idziemy pieszo w stronę plaży – podobno najpiękniejszej i najspokojniejszej na Penang. Po drodze przechodzi dostojnie przed nami dwumetrowy waran leśny. Irracjonalna sytuacja. Nawet nie zdążyliśmy zrobić porządnego foto. Jest wideo.

Później nasi gospodarze z trudem nam chcieli w to uwierzyć. Warany na Penang to rzadkość, a tu nagle akurat nam smoczysko przeszło przed nogami. Oczywiście w bezpiecznej odległości. Z wioski można wynająć łódkę na widoczną w oddali bulwiastą wysepkę Palau Betong, na której znajduje się farma poławiaczy małż i mały pensjonat, oferujący wypoczynek w stylu „daleko od cywilizacji, prawie bezludnie”.

IMG_1865

Do plaży Pasir Panjang idzie się 30 minut, niesamowita cisza, choć droga asfaltowa „lokalsi” na motorkach jeżdżą dość rzadko, słychać odgłosy dżungli i szum morza. Plaża okazała się nie całkiem „dzika”, ale naprawdę piękna. Piasek – dla nas wcześniej niespotykany – biały, gruboziarnisty, jak mały żwirek.
Morze Andamańskiej w tym miejscu czyste. Ciekawe jak to wyglądało kilka lat temu po słynnym azjatyckim Tsunami, które tu też dotarło.

Co jeszcze warto zobaczyć na Penang?

Najwyższy szczyt wyspy czyli Penang Hill, zwane też Bukit Bendera ma zaledwie 735 metrów, ale z powodu tego, że wyspa nie jest duża, rozpościera się z niego piękny panoramiczny widok 360 stopni. Dojechać tu można skręcając na rondzie przed ulicą prowadzącą do Kek Lok See. Jedie tu autobus 204. Na sam szczyt dojedziemy koleją zębatą. Na szczycie znajduje się meczet z hinduistyczną świątynią – po sąsiedzku, a kilkanaście kroków wgłąb dżungli mały ogród botaniczny. Temperatura tu panująca jest zawsze o 3-4 stopnie niższa niż w Georgetown.

Wyspa posiada dwa, pięknie położone w dżungli sztuczne jeziora. Jedno w samym secu wyspy – Air Itam a drugie, blisko wioski Teluk Bahang, czyli Teluk Bahang Dam. Droga, prowadząca tędy w kierunku wioski Balik Palau mija słynną farmę owoców tropikalnych Którą można odwiedzić samodzielnie (skutery, autobus 501) lub z wycieczkami fakultatywnymi.

Wyspa Jerejak to praktycznie kępa dżunglowatej roślinności z kilkoma resortami w tym jednym dość popularnym. Dopłyniemy tu za kilkanaście ringitów, ale kompletnie nic nie zobaczymy. Kiedyś Anglicy mieli wybudować tu fort, ale wybrali obecne Georgetown. I tak potoczyła się historia cieśniny. Wyspie pozostała więc rola odludzia i sezonowego więzienia, zwanego potocznie malezyjskim Alcatraz.

I tradycyjnie. Więcej zdjęć. Smacznego 🙂

IMG_1751

IMG_1776

IMG_1672

IMG_1708

IMG_1722

IMG_1814

IMG_1837

IMG_1913

IMG_1867

IMG_1939

penang światynia buddyjska

 

Podobał się wpis? Podaj dalej:

Skomentuj! Podziel się z nami opinią!


Ilość komentarzy: 8

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

  1. Jola napisał(a):

    Witam, jedziemy w połowie stycznia do Singapuru i Malezji. Jeśli nie dostaniemy się na Tioman (deszcze), to może zawitamy na Penang. bardzo przyda się nam ten artykuł 🙂
    Czy możesz polecić jakiś nocleg, ewentualnie w jakiej części wyspy spać. Wolimy spokojne miejsce, w okolicy dobrego jedzenia.
    Czy można tam wypożyczyć skuter, czy nie ryzykować życiem 🙂
    Jak cenowo wygląda Penang? Myślimy też o Langkawi, jest tam sporo atrakcji (jedziemy z 8-latkiem), ale chyba bardziej komercyjnie i ponoć drogo.
    Będę wdzięczna za każdą podpowiedź, bo ja jestem kierownikiem wycieczki ;);)

    • Wędrowne Motyle napisał(a):

      Na Penang jest tanio nawet Chyba że piwo 😉
      koniecznie śpijcie w Georgetown i w maire blisko dworca, to będzie logistycznie dobry wybór. Natomiast jak niekoniecznie Was to interesuje to całę wybrzeże północne wyspy powinno Was zadowolić

    • NicLepszego napisał(a):

      Aktualnie jestesmy na Penang. Jedzenie pyszne i tanie(od 1.5ringgit za rotti). Skuter w Georgtown to od 30 to 60 ringgitow. Ruch jest lewostronny, wiec zalezy jak pewnie sie czujecie na skuterze. Ja osobiscie daje jakos rade. Po Tajlandii, Laosie i Wietnami, nie czuje juz dyskomfortu prowadzac.

  2. Jerzy napisał(a):

    Piekny, treściwy opis Penangu!!Jeździmy tam z zoną co roku od 17 lat na 4-8 tygodni pobytu. /tam tez spotkalismy Magdę pewnego razu jak była na praktyce/Dodaję: chiński Nowy Rok jest bardzo pięknie obchodzony, więc wybieramy terminy pobytu w takim okresie.Obchody zaczynają się tygodnie przed i trwają tygodnie po. Święto Taj Pusam – to jest „must”.Pełna egzotyka!! Trzeba mieć silne nerwy,ale radości wiele. Może kiedyś opiszę. Namawiam wszystkich na Penang- warto.!!

  3. ewa napisał(a):

    Czy możecie polecić jakieś fajne książki o Penang, Malezji w ogóle?

  4. Magda napisał(a):

    Penang, och Penang, uwielbiam tą wyspę. Miałam kiedyś przyjemność spędzić tam 10 miesięcy na praktyce AIESEC i to była przygoda jak nie wiem. Może dlatego mam do Penangu wielki sentyment. A to jedzenie!

O blogu w mediach