Blog Kultura i media Motyl w boju. Czyli o podróżniczym teleturnieju w TV

Motyl w boju. Czyli o podróżniczym teleturnieju w TV

podroz zycia teleturniej

Podzielę się z Wami ciekawą przygodą, którą miałem przyjemność przeżyć miesiąc temu. Jakby niemało było przygód ostatnio, prawda? Ale to przygoda z cyklu „fajne”. 

Życie składa się z różnych etapów. Są te oczywiste (wiek szkolny, praca, kariera, ojcostwo) i tych mniej (pierwszy jazda autem, pierwsza podróż, pierwsza randka,  albo pierwszy… teleturniej). Wszystkie się kończą jakąś metą, podsumowaniem, stają się kotwicą w naszym życiu, do której można wrócić zawsze z uśmiechem i satysfakcją.

Gdy byłem mały chętnie oglądałem teleturnieje. Od tych mało ambitnych jak „Czy Wydra Wygra” i „Piraci” (kogo witam, kogo goszczę!) po te, stojące na drugim biegunie, które uważam, że są jednym z ostatnich bastionów dobrej strony telewizji, jak „Miliard w Rozumie”, „Wielka Gra”, „Va Banque” „Krzyżówka 13-latków” czy „Jeden z Dziesięciu”. Pamiętacie? Z tego wszystkiego został tylko ten ostatni i oby jak najdłużej.

Jakieś dwa miesiące temu zgłosiłem się do castingu do teleturnieju, na który czekałem wiele lat. Informacja o nim mówiła, że sprawdzana będzie ogólna wiedza podróżnicza – gdzie co leży, z czego słynie, co symbolizuje, kto to stworzył. Klasyczna wiedza na styku geografii, historii i etnografii. „To coś dla mnie – chciałem się przez tyle lat sprawdzić. Teraz jest okazja”. Do tego doszły dwie zachęty w stylu „to coś dla Ciebie, spróbuj” i oczywiście zachęty Ani.

Jak mi poszło?

Nie licząc na żaden sukces, spróbowałem wysłać zgłoszenie. Na etapie pierwszym z kilku tysięcy osób zaproszono na nagrania castingowe kilkaset, by potem wybrać kilkadziesiąt Do programu właściwego. Nie wspominałem, że podróżuję, że bloguję, że jestem geografem. Po prostu chciałem się spróbować jako Nowak. A na wszystko (jak w życiu) przyszedł czas później.
Zdjęcia były w Warszawie. Na korytarzu klasyczna atmosfera sesji egzaminacyjnej. Na dzień dobry już poczułem radość, bo było to chwilowe zanurkowanie do czasów studenckich, wiecie, tego wszystkiego sprzed 5-7 lat, gdy stało się zestresowanym przed pokojami doktorów, słuchało paniki prymusów w stylu „o Jezu ja nic nie umiem” oraz leserów w stylu „luzik jakoś to będzie” albo wciskało indeksy w szparę pomiędzy drzwiami a podłogą. Wszyscy przepytywali się wzajemnie, czytali o krajach, które wybrali jako wymarzone.

Każda osoba, zgłaszająca się do teleturnieju musiała wybrać jeden kraj, który jej zdaniem byłby krajem, do którego wyjazd byłby „Podróżą Życia”. Ja wybrałem Peru, więc zanurkowałem oczywiście w historię i geografię tego kraju, przypominając sobie najwyższe szczyty, rzeki itd… Jak się potem okazało niepotrzebnie.

Nagrodą główną w teleturnieju była tytułowa „Podróż Marzeń”, czyli bardzo duże środki na organizację podróży do wybranego kraju, zafundowane przez współorganizatora całej produkcji – zupełnie nowy portal turystyczny z elementami aukcji wycieczek – gogloob.com.
Wiadomo, najwięcej ludzi zgłosiło Australię, Nową Zelandię czy Kenię. Dlatego na korytarzu najwięcej pytań i opowieści z tamtych rejonów. Strzelecki, Kościuszko, Mombassa.
Na przesłuchaniu wstępnym dostałem jedno pytanie na temat tradycyjnej japońskiej potrawy, jakichś ciasteczek. Teraz już nie pamiętam nawet jakie. Pierwsza reakcja? Jak to mówią bardzo młodzi ludzie (hehe) Załamka, gdyż z kuchni jestem i będą zawsze słaby. Metodą dedukcji strzeliłem jednak i trafiłem. Drugie pytanie dotyczyło Starego Miasta w Tallinie a trzecie największej surferskiej mekki w Anglii. Na tym pytaniu poległem. Czwartym elementem było pytanie otwarte, opisowe o roli Polaków w historii Peru.

Rozumiejąc, że raczej nie mam już szans, podziękowałem i pożegnałem się z ekipą, życzliwie odpowiadając na tradycyjne „zadzwonimy, skontaktujemy się po wynikach”. No i mijają dwa tygodnie, już o wszystkim zapomniałem i pojawia się info, że jednak przeszedłem. No i fajnie 🙂

Kto za tym wszystkim stoi?

Nagranych zostało 11 odcinków, zwycięzca każdego wygrywał automatycznie wycieczkę do różnego kraju, zwycięzca ścisłego finału zgarniał „Podróż Marzeń”. O tym jak potoczyła się historia później oczywiście nie mogę Wam napisać, obowiązuje mnie tajemnica przez cały czas trwania teleturnieju czyli do końca czerwca, ale całkowitego wstydu nie przyniosłem. Jakbym przyniósł, raczej bym się nie uzewnętrzniał w tym temacie. Ale pojawiłem się w ostatnim półfinałowym.

Takie studio to kosmos. Gdzieś obrzeża Warszawy, hala ATM, idealna sterylna cisza, ale około 10 kamer dużych, 10 lustrzanek, dość ładna scenografia, dość ostre światło, przez co w całym studio było dość ciepło, co chwilę traciłem głos a na dodatek miałem trochę chore gardło jeszcze na świeżo po chorobie. Tapeta na twarzy powodowała, że czułem się jak z warstwą kremu w czasie wyprawy na biegun. Niesamowite było to, że nie było czuć żadnej wrogości i napięcia pomiędzy uczestnikami. Każdy był albo przynajmniej próbował być życzliwy wobec drugiej osoby i nie przeszkadzało to by zawodnicy przepytywali się nawzajem przed wejściem do studio. Tylko koszula mi się dość ostro pomięła, nie wiem jak to wyjdzie w telewizji.

W każdym razie to była kolejna niesamowita historia, czy też przygoda za którą dziękuję wszystkim życzliwym, którzy się do tego przyczynili. Fajnie, że telewizja wraca do takich formatów, bo w zalewie mało edukacyjnych i wątpliwych rozwojowo programów ten wybija się znów naciskiem na czytanie, wiedzę i finalnie… budowanie potrzeby podróżowania.

Jednak to jeden z pierwszych przykładów na to, że teleturniej powstał jako produkcja bezpośrednio powiązana ze startem turystycznego serwisu internetowego a cały projekt wydaje się nowatorski i ambitny. Gogloob czyli firma, która wyłożyła większą część pieniędzy na produkcję tego teleturnieju to takie „podróżnicze allegro”. Twórcy chcą sprzedawać wycieczki, loty i noclegi w atrakcyjnych cenach w wersji online, ale… i tu nowość, większość tych ofert będzie również udostępniona do… licytacji za pomocą wirtualnej waluty. Tym samym jeśli ktoś poluje na wakacje na Maderze, będzie mógł właśnie tutaj szukać tego typu wycieczek, ale – jak do tego ma żyłkę – zacząć walczyć o ten wyjazd za grosze lub kilkaset zł. Dzięki aukcji. Jeśli uzna, że nie chce się już dalej bawić, użyje „kup teraz”. No to zobaczymy… Portal wystartował już w wersji beta, można się rejestrować.

A samym serwisie jeszcze za jakiś czas napiszemy Wam więcej, będziemy też obserwować jak się rozwija 😉

Teleturniej będzie nadawany o dość kameralnej porze, bo w soboty o 13:20 na TVP1. Wszystko wskazuje na to, że można się spodziewać drugiej edycji, więc już teraz zachęcam. Jeśli jednym z powodów ma być to jak się będzie szybko rozwijał fiński program – to wypada trzymać kciuki, bo fajnie, że taki program powstał. Teraz się wprost już mówi, że na takie programy nie ma pieniędzy, bo niekoniecznie się oglądają. Więc pozostają inwestorzy. Zawsze mógł tu wpaść w ramówkę jakiś kolejny „Celebrity Splash”.

A Wy? Za którymi teleturniejami tego typu trochę tęsknicie?

Ilość komentarzy: 14 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 95 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. *POLITYKA PRYWATNOŚCI