Blog Jak sensownie zwiedzać miasta jesienią i zimą? I być zadowolonym

Jak sensownie zwiedzać miasta jesienią i zimą? I być zadowolonym

Dla kochających podróże nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. O, popatrzcie, to podobnie jak u Norwegów. Albo Irlandczyków. Dodajmy jeszcze, że – jak często powtarzamy – nie ma miejsc, w których nic nie ma, oraz miesięcy, w których nie ma gdzie polecieć. I tym samym mamy trzy prawdy, które udowadniają, że “martwy sezon” w podróżach to tylko stan umysłu a okres pomiędzy listopadem a marcem jak najbardziej nadaje się na krótkie podróże. Zmarnowaliście go tym razem? To przeczytajcie i spróbujcie nasze pomysły wdrożyć przy następnym sezonie zimowym.

Późnojesienne pochmurne niebo nad Genuą

Jesteśmy pod koniec tak zwanego “okresu niskiego” w turystyce. Co to oznacza? To, że wiele połączeń linii nisko kosztowych jest zawieszonych, trwa zimowy rozkład lotów, pogoda nie sprzyja podróżom krajobrazowym po Polsce, kraje basenu Morza Śródziemnego nie są wcale dobrym celem wypoczynku, bo tam zima – z wyjątkami – oznacza tam często deszcz i chłód. To jednak dobry okres, by wypełnić go weekendowymi “citybreakami” po miastach Europy.

Wiedeń, okres Jarmarków Bożonarodzeniowych

Okres pomiędzy listopadem a marcem to możliwość pojechania np. na: złapanie ostatnich promieni słońca w listopadzie w jakimś południowym mieście (np. Rzymie czy Madrycie), jakiś Jarmark Bożonarodzeniowy (np. w Dreźnie czy Wiedniu), jakaś wycieczka w zimową, śnieżną pogodę do miasta “z klimatem” (np. Pragi czy Lwowa), wypad na północ, tam gdzie i tak połowa dnia opiera się na światłach miasta (Kopenhaga czy Sztokholm) czy w końcu wypad do miasta, gdzie i tak pogoda nie jest aż tak istotna, bo naprawdę jest co robić (np. Londynu czy Edynburga). Czym różni się zimowy citybreak o letniego? Niby wiadomo, ale…

Co zrobić, by lepiej przygotować się do zimowego wypadu na weekend? By po prostu ten był udany i dobrze zaplanowany. Ergo przyjemny 🙂 Oto 5 sugestii.

Ułóż plan zwiedzania, z przewagą obiektów zamkniętych

Muzeum Historii Naturalnej w Londynie

Dotyczy głównie dni deszczowych czy też miejsc, w których potencjalny wiatr i deszcz i tak nie pozwolą Wam nacieszyć się widokami czy spacerem po mieście. Najlepiej jak przygotujecie sobie Plan Zwiedzania A i Plan Zwiedzania B. Ten drugi wdraża się w momencie załamania pogody. Odwiedzamy wtedy miejsca, które są od tego niezależne. Muzea, galerie czy zabytkowe kościoły, miejskie ratusze, zamki, podziemia. Jest naprawdę zawsze spory wachlarz do wyboru. Gdybyśmy mieli parasol to można nawet się zabawić w taką grę “jak zwiedzić Londyn czy Dublin bez jednej kropli deszczu na sobie”. To prawie jak zabawa “w lawę” za młodu w pokoju dziecinnym.

Pro tip: Ustalając plan zwiedzania i używając do niego google maps, stosujemy często dwa rodzaje znaczników. Gwiazdki dotyczą atrakcji głównych i często otwartych a zielona fala jest używana przez nas do lokali, obiektów zamkniętych, muzeów, wszystkich, które mogą pasować do „Planu B”.

A może by tak nocne safari fotograficzne?

Nocna panorama Sztokholmu

Zawsze lepiej “nocne safari” niż wieczorne zdjęcia, prawda? Zimą dni są krótsze i to znacznie, co bardzo ogranicza nasze możliwości kreatywnego spełniania się w fotografowaniu czy filmowaniu miast. W każdym negatywie warto jednak znaleźć pozytywy. I słowo “negatyw” ma tu podwójne znaczenie.
Nie musisz czekać zmęczony do późnej nocy albo wstawać wcześnie rano by zrobić ciekawe zdjęcia na długim czasie naświetlania czy nocne fotografie miast, skoro masz już możliwość zrobić takie przez kolacją. Warto to przemyśleć i wyjątkowo wziąć z sobą statyw. I robić zdjęcia w RAW, by potem coś z nich wyciągnąć. Nie każdy ma szkło o jasności poniżej 2.8 prawda? Choć szczerze my bardzo rzadko bierzemy statywy, po prostu wolimy już dźwigać jak najmniej. A statywem często jest murek, latarnia czy też głowa partnera.

Pro-tip: Fantastycznie, naprawdę pięknie prezentują się zabytkowe miasta zimą, po opadach śniegu. Zwłaszcza wczesnym zmrokiem, gdy niebo jest chabrowe, zaświecają się już latarnie a biel śniegu dodaje światła kadrom.

Grunt to ciepła kolacja w przytulnym lokalu

Ciepły pub w Edynburgu

Nie ma nic lepszego, niż taki lokal po obfitym, zimnym, ale pełnym wrażeń dniu. Na północy w krajach skandynawskich, wiedzą o tym i pięknie ozdabiają knajpki efektownymi lampami, płonącymi latarniami, tak by w lokalu chciało się spędzić dłuższą chwilę i miło wspominać dzień przy dobrym jedzeniu. Warto wcześniej przejrzeć zdjęcia na google maps i ocenić go pod tym względem. My lubimy przytulne miejsca, z osobnymi kącikami pod ścianą albo w osobnym pomieszczeniu, niekoniecznie takie, gdzie trzeba usiąść przy stoliku na środku sali. Takim sposobem trafiliśmy m.in. do fantastycznego pubu w Edynburgu.

Pro-tip:  Dużo lepiej w sprawdzaniu „klimatu” restauracji i jej wnętrz sprawdzają się wizytówki w google maps niż np. tripadvisor. Dlatego, że często zdjęcia dodają userzy i nie przechodzą one jakiejś gigantycznej selekcji. I jest ich dużo.

(…) jest tylko złe ubranie.

Śnieg zaczyna padać we Lwowie

To taki punkt dość oczywisty, ale warto go sobie przypomnieć. Chodzi o to, że lepiej założyć cięższe i bardziej „trekkingowe” obuwie, niż lekkie i liczyć na szczęście. Przemoczone lub wychłodzone stopy są w stanie zepsuć każdy wyjazd i szybko będzie się nam chciało chować. Ale uwaga, najlepszym wyborem będą takie buty, tylko, że z podeszwą miekką lub średniotrwardą. Nie twardą. My np. często robimy 15-20 km dziennie pieszo po miastach. Wnioski niech się nasuną same.
O kurtce to niby też wiadoma sprawa a jednak będziemy rekomendować ubranie kurtki nieprzemakalnej, nierzadko również przypominającej outdoorową niż grubą, elegancką, ale chłonącą wilgoć i wodę. No chyba, że jedziecie na instagramowe łowy i potrzebujecie dobrze wyglądać do zdjęcia. A to sorry.
„Skorupa” najważniejsza, wnętrze suche i ciepłe. Z takim zestawem to można śmigać od rana do wieczora nawet po mroźnym i wietrznym Sztokholmie.

Pro-tip: Najlepsze naszym zdaniem są kurtki z odpinaną podpinką. Zawsze jak zaświeci słońce i zrobi się cieplej można odpiąć skorupę i zwinąć, nawet do kieszeni a nie martwić się gdzie upchać całą kurtkę.

Daleko do centrum? – Nie. A kaloryfery gorące macie?. – Hmmm

Deszczowy Turyn

Po co piszemy o oczywistościach? Bo nigdy ta zasada nie ma tak praktycznego i cennego zastosowania, jak właśnie w sezonie zimowym. Zimno, plucha, wiatr, deszcz – to koszmarna wizja, w przypadku wyboru hotelu poza centrum, gdzieś na suburbiach, z koniecznością skorzystania z komunikacji publicznej a nie daj Boże z przesiadką. Tu naprawdę warto dorzucić te 50-100 zł, by mieszkać w pierścieniu serca miasta a najlepiej przy metrze. Ciekawie wygląda sytuacja z ogrzewaniem. Otóż, może Was to zdziwi, ale często połowa kwater, hoteli czy hosteli w krajach, które z zimnej problemów nie mają, nie jest dobrze zabezpieczona przez ziąbem. Wiele osób często opisuje, że nigdy nie zmarzło w hotelu tak jak zimą w takich krajach jak: Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia czy Chorwacja. Owszem, bo po prostu często te obiekty nie są nawet przystosowane do tego i oferują np. dodatkowe koce. Ale 15 stopni w nocy w Lizbonie w pokoju jest w stanie dać bardziej w kość, niż 0 stopni na dworze w Polsce.
Dlatego często ostatnio zapytujemy w mailu (jeśli nie widać tego po zdjęciach) czy pokój dysponuje kaloryferem lub sprawną ciepłą klimą i czy jest nagrzany z momencie check-in. I o dziwo nie zawsze hotele odpowiadają twierdząco. Ba, nawet 3-gwiazdkowe. A nie ma dla nas nic fajniejszego niż wrócić do ciepłego pokoju, wysuszyć rzeczy i czuć się swobodnie.

Pro-tip: Zwróćcie uwagę na zdjęciach albo na miejscu, czy pokój ma kotary, grube zasłony. Bo jeśli tak to przed wyjściem „na miasto” warto je podnieść i zwinąć nad parapet, bo często blokują one 90% ciepła, które ma dostarczać ogrzewanie.

A Wy? Jak radzicie sobie w czasie weekendowych wypadów zimą? Oraz jakie miasta mieliście okazję zwiedzić w „niskim sezonie”. Zapraszamy do komentowania i linkowania.

Ilość komentarzy: 13 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Aga says:

    Polecam na niski sezon Barcelonę. My odwiedziliśmy ja na przełomie stycznia/lutego. Ja jako zmarzluch występowała w cienkiej puchówce i adidasach z gruba podeszwą. Nie zmarzlam mimo karuzeli pogodowej, od silnego wiatru, mocnego zachmurzenia i bardzo ciepłych momentów ok. 14:00, gdy trzeba było nawet puchowke ściągnąć. Mieszkanko niby miało kaloryfer, ale tak grzal, jak umarlego d…

  • Magdalena says:

    fajny post, czytając go odnalazłam wszystkie wskazowki, ktore znam z autopsji – części z nich musialam doswiadczyc na wlasnej skorze (sprawdzanie ogrzewania) by wiedziec na przyszlosc na co zwracać uwagę.

  • Marcin BWZ says:

    Bardzo fajny wpis. Zdecydowanie zamknięte obiekty, chociaż zimowa sceneria potrafi mieć swoje plusu. Będąc w holenderskim Deventer, które oczywiście Wam polecam, w samym środku zimy przeniosłem się do świata książek Dickensa. Nie wyobrażam sobie, aby ten coroczny festyn odbywał się w innym terminie niż ten grudniowy.

  • Radek says:

    Szkoda, że nie wrzuciliście tego posta zanim poleciałem w styczniu do Sewilli 🙂

  • Forhim.pl says:

    Bardzo fajny artykuł 🙂 Zima też może być dobra na różne podróże 😛

  • Basia says:

    Ja niestety nie mam doświadczenia w zimowych wojażach na poludnie od Polski. Jedynie narciarskie okolice albo ostatnio sylwestra w Bratysławie. Więc zawsze ciepło było w pokoju. Ale dzięki za info żeby się dopytać o ogrzewanie. Planuję właśnie odhaczyć w zimnej porze Rzym i Porto, więc mam nadzieję że zwiększę ilość wyjazdów w porze chlodnej.

    • Portugalczyk says:

      W Porto warto uzbroic się w doooooooobry koc albo mieszkanie z ogrzewaniem. 🙂

    • Wędrowne Motyle says:

      Dokładnie. To samo w Lizbonie, choć tam jest zazwyczaj o 2-3 stopnie cieplej niż w Porto

    • Portugalczyk says:

      Niby cieplej, ale zimniej, bo wilgoć dająca w kość od oceanu i Tagu jest gorsza niż w Porto. 😉 Generalnie, to cała Portugalia jest takim-sobie pomysłem na styczeń czy luty. Nigdzie chyba nie da się tak wymarznąć – nawet we Włoszech, Grecji czy Hiszpanii.

  • Mamcia says:

    niestety, ale zawsze bardzo trudno zwiedza mi sie nadmorska europe razem z dziecmi – czesto nawet hotele w Hiszpanii czy Grecji mimo informacji o ogrzewaniu tak naprawde go nie maja…

    • Wędrowne Motyle says:

      Niestety, w 75% przypadków ogrzewanie tam to najprawdopodobniej jakaś „farelka”

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 95 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. *POLITYKA PRYWATNOŚCI