Blog Hanoi. Oto jak zapamiętaliśmy stolicę Wietnamu

Hanoi. Oto jak zapamiętaliśmy stolicę Wietnamu

Chcieliście doczekać opisu miasta, które nas nie zachwyciło? No to doczekaliście się. Ale, ale… żeby nie było tak łatwo. Wzięliśmy sobie za cel spotkać się z Hanoi dwa razy i wycisnąć z niego wszystko co najlepsze. Dla Was.
To nie jest miasto na 3-4 dni zwiedzania, ale na dwa już być może. Zapraszamy Was do subiektywnego przewodnika po stolicy Wietnamu. Ruchliwej, niepoukładanej, gęstej, ciasnej, smacznej a czasami eleganckiej, ociekającej kolonialnym, wilgotnym sznytem. 

Początek nie był zbyt obiecujący, co można zobaczyć w pierwszych sekundach naszego filmu. Wypalane trawy i gęsta szara mgła zasłaniała widok z lotniska aż do centrum miasta. Podróż taksówką trwa niecałą godzinę, a taksówkę „podstawił” nam hotel. Za dopłatą 12 dolarów. To sporo, jak na nasze stereotypowe wyobrażenia o cenach tutaj. Lotnisko w Hanoi jest dość nowoczesne i sprawnie działające. Ponieważ mieliśmy ze sobą tzw. e-wizę udaliśmy się z jej wydrukiem od razu do okienka celnika, oszczędzając może 15-20 minut, w przeciwieństwie do osób, które musiały wyrobić wizę on arrival. Co też jest możliwe.

Po przeraźliwie drogim Hongkongu zapragnęliśmy poczuć intrygująco tani kraj, jakim miał być Wietnam. Już na lotnisku zostaliśmy milionerami, wybierając pierwszy milion Dongów (w Wietnamie nie doszło do denominacji). Wybraliśmy więc hotel dużo wyższej klasy, niż wybieramy zazwyczaj, ponieważ po prostu… było nas na niego w Hanoi stać. Było stać, czyli kosztował nas mniej niż 200 zł – pomimo swoich 3 gwiazdek, ekskluzywnego wystroju, prywatnych szlafroków, profesjonalnej i świetnie zorientowanej obsługi i pysznego jedzenia. Ten hotel to Hanoian (The Hanoian Hotel), który bardzo gorąco polecamy. Nieocenione też okazało się jego położenie. Prawie w sercu miasta i wszędzie blisko pieszo. W Hanoi zrobiliśmy codziennie po 20 km.

Ile czasu naszym zdaniem należy poświęcić na stolicę Wietnamu? Niech to nie zabrzmi źle, ale naszym zdaniem dwa dni wystarczą. Zwłaszcza, gdy macie np. w planie zwiedzanie całego kraju z północy na południe. W takim przypadku dwa będzie ok. Jeśli macie więcej dni tylko na Północny Wietnam, możecie sobie pozwolić na 3 dni tutaj.

Miasto nie jest wybitnie piękne. Poza ścisłym centrum większość mieszkańców żyje w blokowiskach, wieżowcach lub niskiej jakości dwupiętrowych komunalnych szeregowcach. Centrum to sporo architektury nowocześniejszej, reprezentacyjnej, wąskie, charakterystyczne dla Starego Miasta, kolonialne ale obdarte kamienice. No i kwartał Francuski, wizytówka miasta. Patrząc na miasto z góry zobaczycie, że 90% najważniejszych rzeczy wartych zobaczenia układa się w  trójkąt, który rozpościera się pomiędzy dużym Jeziorem Zachodnim a bardzo małym przy Świątyni Literatury – Ho Giam a Rzeką Czerwoną, która niestety nie posiada typowego miejskiego bulwaru.

Hanoi jest bardzo specyficznym miastem. Raczej trudno jest się tu wyciszyć, wciąż trzeba być czujnym, żeby nie zostać potrąconym przez jeżdżących na skuterach miejscowych, trzeba przywyknąć do gwaru i do kuszących zapachów wydobywających się ze wszystkich ulicznych kuchni. Przy czym słowo „ulicznym” zrozumiecie podwójnie, będąc tu i widząc to.
Stare Miasto jest plątaniną wąskich uliczek, które często wyspecjalizowane są w konkretnych usługach i sprzedawanych produktach. Niczym alejki w supermarkecie. Elewacje są odrapane, budynki bardzo wąskie (pokłosie francuskiego prawa kolonialnego plus dzisiejsze horrendalnie wysokie ceny za m2), zwane nha mong robią często dobre wrażenie, zwłaszcza te sprzed 100 lat, bo łatwo je rozpoznać po starych zdobieniach.

Co nam udało się zobaczyć w Hanoi?

Poranek wokół jeziora Ho Hoan Kiem

Zwiedzanie Hanoi najlepiej zacząć wcześnie rano. Jest jeszcze w miarę spokojnie, nie jest duszno, a słońce zaczyna dopiero nabierać rozpędu. Nasze pierwsze krotki podczas pobytu w stolicy Wietnamu skierowaliśmy ku jezioru Ho Hoan Kiem, co oznacza Jezioro Zwróconego Miecza. Ten uroczy zbiornik wodny jest bardzo ważny dla Wietnamczyków, wiąże się bowiem z legendą o śmiałku, który dzięki mieczowi otrzymanemu od zamieszkującego w wodach jeziora złotego żółwia, pokonał okupujących miasto Chińczyków. Żółw ten jest ważnym bóstwem, a ku jego czci  na niewielkiej wysepce na jeziorze wzniesiono dość niepozorną, choć symboliczną Żółwią Wieżę.  Jak to zwykle była w tym kręgu kulturowym, niemal cały obszar wokół jeziora, został zawładnięty przez miejscowych, oddających się sportowi i rekreacji. Jedni biegają, inni się rozciągają, ale przede wszystkim tańczą w rytm muzyki płynącej z przenośnych magnetofonów. My uciekamy w miejsce, gdzie nie dochodzą już do nad śpiewy Luisa Fonsi i kierujemy się na czerwony most The Huc (most Wschodzącego Słońca), który prowadzi do Nefrytowej Świątyni (można zobaczyć tu między innymi wielkiego żółwia). Zupełnie obiektywnie, uznać możemy, że prezentuje się on lepiej wieczorem, kiedy jest ładnie oświetlony na czerwono. Wieczorem jest tu zupełnie inna atmosfera. Ale o tym nieco później.

Bilet do Nefrytowej Świątyni z gablotą ze złowionym w jeziorze potężnym żółwiem kosztuje 30 tys dongów.

Msza w katedrze o godzinie 8:00

Gdziekolwiek jesteśmy, czy to w Azji, czy w innych dalekich zakątkach Świata, zawsze staramy się uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. Tak było i tym razem. W Hanoi nie było to specjalnie trudne, bo blisko jeziora Ho Hoan Kiem, znajduje się kościół, a właściwie Katedra św. Józefa, który jest też patronem Wietnamu. Kilkanaście proc. Wietnamczyków to Katolicy. Głównie elity i ludzie wykształceni. Świątynia zbudowana została w 1886 roku na wzór francuskiej Katedry Notre Dame. Podobieństwo, na pierwszy rzut oka, nie jest aż tak oczywiste, choć można doszukiwać się elementów wspólnych dla obu kościołów jak dwie masywne wieże, czy witrażowa rozeta nad głównym wejściem. Kościół nie jest szczególnie leciwy, jego elewacja sprawia jednak wrażenie, że „ząb czasu”, a może raczej „ząb” wilgotnego podrównikowego klimatu, dał mu się nieźle we znaki. I choć charakteryzuje się ona naprawdę pokaźnymi rozmiarami, to w niedzielę na porannej mszy zapełniona była niemal po brzegi. Dodać jeszcze warto, że Wietnamczycy bardzo pięknie śpiewają, o czym także przekonaliśmy się, najpierw na mszy w Hanoi, a następnie w Sa Pa.

Hanoi Opera House (godzina 9:30)

Około godziny 9:30 byliśmy już w pobliżu jednej z najbardziej okazałych budowli w Hanoi, a konkretnie w Dzielnicy Francuskiej. O tej porze dnia zaczynało się robić bardzo gorąco, a ulice stawały się coraz bardziej tłoczne. Wiele kawiarnianych stolików i knajpek zapełniło się turystami, którzy nieco później niż my postanowili zjeść śniadanie. Hanoi Opera House jest budynkiem eleganckim, idealnie komponującym się z otoczeniem i zabudową kwartału, w których się znajduje. Powstała w początkach XX wieku na wzór gmachu paryskiej Opery Garnier. Jest to największa tego typu budowla w Azji Południowo-Wschodniej. Tuż przy budynku wznosi się kolejny, charakterystyczny dla stolicy, zakrzywiony w łuk Hotel Hilton, nazwany z resztą Hilton Opera Hanoi.

French Quarter

Spacerując po Dzielnicy Francuskiej mamy nieodparte wrażenie, że przenieśliśmy się do zupełnie innego miasta, a może nawet kraju, ba – na inny kontynent. Ulice są tu zdecydowanie bardziej szerokie, chodniki niezastawione garkuchniami, a oczy cieszy piękna, kolonialna architektura. Piętrowe kamienice, eleganckie hotele, przyjemne restauracje, wszystko to powstało w XIX wieku, kiedy miasto znajdowało się pod kontrolą Francuzów. Jest tu jednak pewien element, który przypomina nam, że jesteśmy w kraju egzotycznym, to bez wątpienia rozłożyste drzewa, które wspaniale prezentują się w towarzystwie kolonialnych budowli. Nie mogliśmy się oprzeć pokusie wypicia kawy w jednej z tutejszych kawiarnio-cukierni. Bardzo zależało nam na tym, by spróbować miejscowego, charakterystycznego dla tej właśnie kawiarni deseru. Uprzejmy kelner, zaproponował nam ciastka… Mieliśmy nieodparte wrażenie, że to nic innego, jak dobrze nam znana napoleonka.

Hotel Sofitel Legend Metropole

Najbardziej ekskluzywny hotel w Hanoi. Perełka architektury kolonialnej z pięknym hallem, restauracją i splendorem. Nie jest zamknięta na „zaglądnięcie” do środka z ulicy, pomimo, że to miejsce spotkania Donalda Truma z kim Dzong Unem. Tu nocował Charlie Chaplin podczas podróży poślubnej po Wietnamie z Paulette Godard, tutaj osiadł na dłuższy czas Graham Green, pisząc swoją najsłynniejszą powieść „Cichy Amerykanin” (powstała ekranizacja z Michaelem Cainem kręcona w Wietnamie). My nigdy nie zapomnimy, że przechadzając się po korytarzach hotelu słyszeliśmy w tle muzykę… Chopina. Duma. Warto dodać, że w bliskim sąsiedztwie hotelu znajduje się tzw. Tonkin Palace – czyli dawny pałac Gubernatora całych fransuskich Indochin, czyli Tonkinu.

Odpoczynek, obiad w Bun cha Huong Lien

W Hanoi można zjeść w wielu doskonałych, choć niepozornych na pierwszy rzut oka knajpkach. W tym przypadku, jak w żadnym innym, sprawdza się powiedzenie, że nie należy oceniać po wyglądzie. Jedne z najlepszych sajgonek jedliśmy w znajdującej się kilka kroków od naszego hotelu knajpce, w której stołowali się głównie miejscowi. Jedna z pań od świtu do nocy przygotowywała tu cieniutkie płaty ciasta ryżowego. Często mijaliśmy ją wychodząc na zwiedzanie, albo też wracając już z powrotem na nocleg. Jedna knajpka stała się w mieście niezwykle popularna, dzięki temu, że zjedli tam wspólny posiłek prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama i niestety nieżyjący już szef kuchni znany z wielu programów podróżniczo-kulinarnych (między innymi „Bez rezerwacji”, „Miejsca nieznane”)  – Anthony Bourdain. Jeśli myślicie, że Bun cha Huong Lien to wytworna restauracja, to bardzo się mylicie. Proste stoliki, plastikowe, niskie krzesełka, kilka na krzyż potraw (w tym słynna zupa Bun cha) – takie bary w Hanoi spotkać można co krok. Ale nie w każdej jadł prezydent USA.

Maison Centrale ( godzina 14:00)

Nad wejściem do kompleksu widnieje nazwa Maison Centrale. To dość przygnębiające miejsce, jednak polecamy, by się tu wybrać. Jest to dawne więzienie, które służyło najpierw Francuzom i przez nich zostało założone pod koniec XIX wieku. Osadzali tu rewolucjonistów, wietnamskich bojowników o niepodległość, następnie w czasie wojny wietnamskiej przetrzymywani tu byli amerykańscy jeńcy wojenni, głównie piloci (między innymi John McCain). W końcu więzienie posłużyło komunistom. Przeciwnicy nowego porządku trafiali właśnie to tutejszych celi. Można tu do takich cel zajrzeć, obejrzeć zdjęcia, dokumentalne filmy. Główny eksponat dotyczy jednak czasów francuskich. Jest nim gilotyna, którą wymierzano sprawiedliwość.

Bilet wstępu do Więzienia Hoa Lo kosztuje 30 tys dongów

Pociąg pomiędzy domami

Hanoi Street Train to dość zaskakujące miejsce w Hanoi. Taka atrakcja z niczego. Dla turystów wielka atrakcja, dla mieszkańców nic szczególnego – ot przejazd kolejowy wiodący wzdłuż mieszkalnych domów i knajp, przy których poustawiane są krzesła i stoliki. Kilka centymetrów od kolejowej trasy suszy się pranie, spacerują psy, bawią się dzieci, pieją koguty – toczy się codzienne życie. Może rzeczywiście nie byłoby w tym nic zadziwiającego, gdyby nie to, że dwa razy w ciągu dnia przejeżdża tędy szybka kolej i to, że tory puszczone są tuż przy progach mieszkań. Jest tu wąziutko niczym w korytarzu. Pierwszy raz w życiu widzieliśmy coś takiego. Tory kolejowe w przydomowym ogródku. Takie coś, to tylko chyba w Hanoi. I dziesiątki osób pozujących do zdjęcia. Ale to nie jest coś na widok czego opadają nam szczeki. Porozumiewawczo wymieniamy uśmiechy z „lokalsami”.

Mauzoleum Ho Chi Minha (godzina 15:00)

Wydawać by się mogło, że mauzoleum słynnego wietnamskiego bohatera powinno znajdować się w mieście Ho Chi Minh (dawny Sajgon) na południu Wietnamu, jednak wznosi się ono w stolicy kraju, w jego północnej części. Miejsce jest mocno strzeżone, rozległe i bardzo schludne, nawet eleganckie. Nic  tym dziwnego, Ho Chi Minh jest wciąż ważną postacią dla Wietnamczyków – bohaterem narodowym. To miejsce symboliczne, bo tutaj, na placu Ba Dinh, w roku 1945 narodziła się niepodległa Demokratyczna Republika Wietnamu obejmująca północną część kraju (w południowej części istniała Republika Wietnamu pod francuskim protektoratem). Wielu Wietnamczyków przybywa do mauzoleum, w którym złożono zmumifikowane zwłoki Wujka Ho – jak zwykli nazywać go rodacy – prezydenta Wietnamu, po to by oddać mu cześć. Wewnątrz nie można robić zdjęć, trzeba być za to skromnie ubranym i zachowywać się niczym w kościele. My zdecydowaliśmy, że nie wchodzimy do środka. Wybraliśmy wieczorny spacer po mieście i Wodny Teatr Lalek. Ciekawostką jest, że potężne mauzoleum zostało zbudowane wbrew ostatniej woli Ojca Narodu, który chciał być po śmierci po prostu skremowany.

Nad drugim jeziorem (godzina 16:30)

Mieliśmy nadzieję, że spacer wokół największego jeziora w Hanoi czyli Ho Tay (Jezioro Zachodnie) zakończy się spektakularnym zachodem słońca. Zapomnieliśmy, że w tak wilgotnym klimacie nie ma co marzyć o pomarańczowo-różowych refleksach odbijających się od tafli wody. Słońce było prawie niewidoczne na przykrytym cieniutką powłoką z chmur niebie. Nie przeszkadzało to jednak młodym mieszkańcom Hanoi, by w romantycznych uściskach kończyć dzień u boku ukochanej osoby, albo też eleganckim paniom w odświętnych strojach pozować do pseudo-profesjonalnej sesji zdjęciowej. Wszyscy wpatrzeni w niebo czekali na zachód słońca. Zanim jednak ono nastąpiło, udaliśmy się do najstarszej buddyjskiej świątyni w mieście – Tran Quoc, z charakterystyczną, czerwoną wieżą w otoczeniu drzew. Dominują tu trzy kolory – czerwień, żółć i zieleń. Kompleks wznosi się na niewielkim półwyspie wciskającym się w Jezioro Zachodnie. Pagoda jest odwiedzana przez wiernych, spotkać tu można modlących się mnichów oraz poczuć zapach kadzideł i świeżych kwiatów złożonych w ofierze.

Wstęp do świątyni Tran Quoc jest darmowy. To dobre miejsce żeby uchwycić wędkujących mężczyzn ale też poobserwować miejscowych

Przejazd na Teatr Lalek na 18:30

To jedna z fajniejszych atrakcji miasta. Naszym zdaniem oczywiście. Nie jest to zwykły teatr lalek, to wodny teatr lalek, co oznacza, że przedstawienie toczy się na scenie, która jest basenem. Jego historia jest bardzo długa. Wywodzi się z tradycji ludowej. Na wsiach, pośród zalanych deszczówką polach ryżowych odgrywano scenki rodzajowe, dotyczące zarówno życia codziennego, jak i związane z podaniami oraz legendami. Z czasem sztuka ta przeniosła się do teatru, by dziś święcić triumfy, oczywiście w formie już bardziej skomercjalizowanej. Spektakle cieszą się ogromną popularnością, na każdym przedstawieniu widownia zapełniona jest po brzegi. Przepiękne lalki kierowane przez schowanych za kotarą aktorów (przez cały czas tzn. około 45 minut zanurzeni są w wodzie) wcielają się w mityczne potwory, wielbionych historycznych bohaterów, ale też wieśniaków, zwykłych mieszkańców prowincji. Wtóruje im orkiestra oraz śpiewacy, którzy „na żywo” dają spektaklowi podkład muzyczny i użyczają lalkom głosu. Przy okazji można posłuchać tradycyjnych pieśni i zobaczyć ciekawe instrumenty muzyczne.

Spektakle w Wodnym Tetrze Lalek odbywają się codziennie w godzinach: 15:00, 16:10, 17:20, 18:30 i 20:00. W zależności od tego w jakim rzędzie chcemy kupić miejsce, zapłacimy 100 tys, 150 tys lub 200 tys dongów. My wybraliśmy pierwszą opcję i jesteśmy bardzo zadowoleni.

Night Market (godzina 20:00)

Wieczorem okolice jeziora Ho Hoan Kiem stają się jedną wielką imprezą. Młodzież ustawia się w niewielkich grupkach śpiewając i tańcząc w rytm ulubionych piosenek płynących ze smartfonów. Fajnie, że spędzają czas razem i po raz kolejny udowadniają nam, że są niezwykle muzykalnym narodem – o czym nie mieliśmy zielonego pojęcia. Czerwony most prowadzący do Nefrytowej Świątyni dzięki podświetleniu staje się jeszcze bardziej czerwony i pięknie odbija się od tafli wody. Turyści ciągną jednak w drugą stronę, zagłębiając się w uliczki pozastawiane kramami ze wszystkim. Pamiątki, kartki pocztowe, ubrania, torebki, buty, wreszcie stragany z ulicznym jedzeniem – można znaleźć tu co tylko się zechce. Targ otwierany jest około godziny 19-20, a zwijany około północy. Warto przyjść tu na kolację. Usiąść, tak jak miejscowi na jednym z miniaturowych krzesełek porozstawianych wzdłuż ulic, zamówić sajgonki i napić się niskoprocentowego lokalnego piwa.

Tak się złożyło, że w Hanoi byliśmy dwa razy. Po powrocie z urzekającego Sapa, znów musieliśmy się przyzwyczaić do hałasu, wszechobecnego gwaru, ścisku i lawirowania wśród garkuchni rozłożonych niemal na wszystkich chodnikach. Choć ma to swój nieodparty urok, to jednak po pewnym czasie staje się dość męczące. Tym razem jednak, zanim ruszyliśmy w naszą dalszą podróż, zatrzymaliśmy się w stolicy już tylko na jeden dzień, który chcieliśmy wykorzystać na miejsce bardzo klimatyczne i mimo turystów, spokojne. Udaliśmy się do Świątyni Literatury.

Świątynia Literatury

Tego dnia w Hanoi nie było ani grama słońca. Chmury przykryły całe niebo, sprawiając, że powietrze niemal stało w miejscu. Było bardzo duszno. Połączenie zapachu spalin, hałasu i bezwietrznej pogody, utwierdziło nas w przekonaniu, że spacery po zatłoczonym mieście nie będą przyjemnością. Ale spacer po Świątyni Literatury już jak najbardziej tak. To bardzo stara świątynia, powstała w 1070 roku, a jej głównym celem było wychowanie i kształcenie młodych mężczyzn, zgodnie z systemem religijno-filozoficznym zwanym Konfucjonizmem. Była to więc nie tylko świątynia ale też uniwersytet, który kończyli tylko najbardziej solidni i najzdolniejsi studenci. Po ukończeniu szkoły mieli oni zagwarantowaną posadę w urzędach i administracji państwowej. Kompleks składa się z pięciu dziedzińców, do których prowadzą trzy zdobne bramy. Ujrzymy tu świątynne pawilony, stawy z rybami i zadbane trawniki oraz przystrzyżone krzewy. Dziś nie zobaczymy tu studentów, ale jest spora szansa, że otoczą nas z każdej strony szkolne wycieczki. Tak było w naszym przypadku. Na terenie świątyni jest bardzo fajny sklepik z pamiątkami. Pani, która tam sprzedaje, słysząc jak rozmawiamy ze sobą, wyznała, że była w Polsce – w Krakowie i że jej siostra tam mieszka na stałe.

Bilet do Świątyni Literatury kosztował 20 tys. dongów

Co zjeść w Hanoi?

W Hanoi nie jest trudno o to, by zjeść bardzo dobry posiłek w przystępnej cenie. Niemal wszystkie chodniki starej części miasta zastawione są niskimi stolikami i plastikowymi krzesłami, serwowane są potrawy wprost z małej kuchni. Rano, popołudniu, wieczorem – zawsze są pełne, ponieważ miejscowi również, a może nawet w szczególności, z nich korzystają. Naszym ulubionym daniem okazały się spring rollsy zarówno smażone na głębokim tłuszczu, jak i surowe – „świeże”. Z dużą ilością ziół, zwłaszcza kolendry. Marcin zakochał się w sosie nuoc mam, w którym macza się sajgonki. Jednym z najwspanialszych dań jest Zupa Pho w przeróżnych wariantach – wegetariańska, z wołowiną, kurczakiem i sporą ilością zieleniny i kiełków oraz z makaronem ryżowym. Będąc w knajpie, w której zatrzymał się Barack Obama, koniecznie trzeba spróbować Bun Cha. W tym przypadku w formie wywaru z kawałkami mięsa serwowanego w towarzystwie makaronu.
Więcej o samej kuchni Wietnamu Północnego napisaliśmy we wpisie podsumowującym, ale knajpki, jakie odwiedziliśmy w Hanoi i polecamy to: Banh Cuon Gia Truyen blisko naszego hotelu – rodzinna atmosfera, domowe jedzenie, trochę klimat jadłodajni, ale widać, że mieszkańcy do niego lgną. Drugą polecaną restauracją jest naszym daniem Hoang’s Restaurant, gdzie odbywają się też lekcje gotowania i dużo dowiedzieliśmy się o kuchni tego kraju. Inne knajpki albo nie wyróżniamy albo zastępujemy street foodem, szczególnie bogatym w okolicach skrzyżowania Hang Ngang i Lan Ong. W dzielnicy Francuskiej wpadnijcie na kawę i deser w typowo „paryskiej” kawiarni Paris Deli blisko budynku Opery.

Więcej o kuchni Wietnamskiej ogólnie i naszych rozważaniach przeczytacie w materiale zbiorczym: Wietnam Północny: Co warto zobaczyć, odkryć, spróbować? Podsumowanie

Gdzie spać w Hanoi?

Jak już wcześniej zostało napisane, nocowaliśmy w hotelu Hanoian w starej części miasta. Ponieważ Wietnam wciąż jeszcze nie jest drogim krajem, pozwoliliśmy sobie na nocleg w obiekcie trzygwiazdkowym. Polecamy go nie tylko ze względu na dobrą lokalizację ale też z uwagi na bardzo dobrą, profesjonalną i miłą obsługę i mega obfite śniadanie. Wcale nie francuskie. I świetny standard w stosunku do ceny: suszarka do włosów, szlafroki, świeże owoce na powitanie, kawa oraz herbata. Wszystko do upolowania nawet w cenie 100 zł. Choć standardowa to chyba 150 zł. W niewielkiej odległości od hotelu Hanoian znajduje się niemal bliźniaczy obiekt, Hanoian Elite, który również polecamy. Tu spaliśmy przed wylotem. Na pierwszy rzut oka wydaje się wąski i malutki, jednak pokoje są zaskakująco obszerne, ciche, bardzo czyste, a obsługa równie miła. W tych hotelach zakupiliśmy też wycieczkę – transport do Sapa. Dla gości hotelu jest specjalna zniżka. Wszystko przebiegło bez zarzutu.

Sprawdź ceny w hotelu, w którym spaliśmy. Naprawdę polecamy! | Drugi obiekt: Hanoian Elite

Sprawdź ceny innych noclegów w Hanoi

Na koniec jeszcze trochę więcej zdjęć z tego miasta:

Stare, odrapane ale właśnie dlatego mające swój urok

Uroczystości Dnia Nauczyciela. W Wietnamie każde święto danego zawodu to święto 🙂

Wspomniany Szpital Francuski inna perspektywa. Dziś Muzeum Historyczne, choć skromne

Jedna z najstarszych budowli miasta, czyli Cytadela z czasów Pierwszego Państwa wietnamskiego

Ilość komentarzy: 2 - dołącz do dyskusji!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dołącz do naszego newslettera!

Hej! I jak Ci się podoba na naszym blogu? Jeśli wszystko OK to mamy propozycję: Dołącz do ponad 95 tys. śledzących nas osób. Wysyłamy mail jedynie raz na tydzień. Zero spamu, tylko nowe wpisy, super okazje, triki, promocje lotnicze i podróżnicze poradniki. *POLITYKA PRYWATNOŚCI